| |
|
|
Redakcja kupuje rozmaite książki, a do mnie należy TYLKO ich
czytanie i recenzowanie. Przeczytałem więc już i opisałem m.in.
życiorys Wyszyńskiego, Mateczki Teresy, dzieciństwo Lolka Wojtyły,
jego młodość, pontyfikat i cuda, jakie działy się po śmierci Papy.
No to teraz czas na „Cuda Maryi w życiu Jana Pawła II”. Ja to mam
szczęście, jasna cholera...
Książka reklamowana przez Katolicką Agencję Informacyjną i media
Rydzyka zatytułowana jest – jak już powiedziałem – „Cuda Maryi...”;
autor: Wincenty Łaszewski; wydawca: Polskie Wydawnictwo
Encyklopedyczne. No i już mamy pierwszy cud. PWE publikuje pozycję,
której tezy wywołałyby uśmiech zażenowania w starożytnej Grecji,
Asyrii i Fenicji, a w Europie XXI wieku niosą kaganiec (nie kaganek)
oświaty. Przy niej przygody Harry’ego Pottera oraz perypetie Donalda
(kaczora) to empiryczne, na faktach opisane historie. Jeśli
Wydawnictwo Encyklopedyczne proponuje coś podobnego, to nie zdziwi
mnie i taka wiadomość, że PWN wyda wkrótce „Nowe Ateny” księdza
Benedykta Chmielowskiego.
Już na drugiej stronie „Cudów...” dowiadujemy się, jak powinniśmy
(w zależności od okazji i stopnia dewocji) tytułować Karola Wojtyłę.
Otóż możemy o nim mówić: „Wielki Świadek nadziei, Apostoł jedności,
Boży Atleta, Orędownik pokoju, Zwiastun lepszego świata,
Niestrudzony Pielgrzym po drogach ludzkości, Papież młodzieży,
Papież cierpienia, Papież uśmiechu, Mąż nieustannej modlitwy,
Mojżesz przełomu tysiącleci”. No i pięknie! Przy tym stalinowski
kult jednostki („Słońce ludzkości”) i kult Nicolae Caucescu („Słońce
Karpat”) wydaje się mocno minimalistyczny.
Autor nie w ciemię bity przewidział chyba, że napiszę tę recenzyjkę,
bo na wstępie odkrywa: „(...) szatan głośno zaryczy, kiedy obok
niego pojawi się Matka Najświętsza, i uczyni wszystko, by nie
dopuścić Jej do głosu. Przecież wie, że dla niego Jej obecność
oznacza śmierć”.
A niech tam, nim wykorkuję, jeszcze sobie trochę poryczę. Na
przykład o tym, że z książki „Cuda...” dowiedziałem się o poważnym
problemie tożsamości młodego Karola: „Już w młodości oddał się Maryi
na własność i określił się jej niewolnikiem (...). Przed pójściem na
nocny spoczynek całował dłonie i stopy stojącej przy łóżku figury
Matki Bożej Fatimskiej. Przed snem odmawiał modlitwę różańcową, a
kiedy czuł, że zasypia, swój drewniany różaniec nakładał na szyję i
tak przesypiał każdą noc. Każdy dzień zaczynał od odśpiewania
polskich Godzinek. Każdą zapisywaną kartkę papieru rozpoczynał od
nakreślania w lewym górnym rogu swego maryjnego Credo »Totus Tuus«.
Każdemu napotkanemu człowiekowi wkładał do ręki różaniec. Nie było
posiłku, by nie powiedział choć kilku słów o Matce Najświętszej”.
Jak to możliwe, aby inteligentny, wykształcony człowiek popadał w
taką dewocyjną aberrację? Odpowiedź znajdujemy na kolejnych stronach
książki, np. w zdaniu: „Między Karolem Wojtyłą a Maryją od początku
istniała jakaś szczególna więź. To dlatego, gdy zabrakło koło niego
matki, która uczyła go miłości i zaufania do Niebieskiej Panienki,
uczynił Maryję opiekunką swojego osieroconego życia”. Powiedział
wówczas: „Ty będziesz moją Matką”. Taka prosta zasada kompensacji
znana jest każdemu psychologowi. I psychiatrze...
Rozmaite publikacje i filmy o młodym Karolu mówią o jego ciężkiej
pracy w chemicznej fabryce Solvay (od 1940 roku). Jak się okazuje,
mocno przesadzają, bo praca fizyczna nie zajmowała mu wiele czasu.
Otóż Wojtyła znajdował całe godziny, żeby rozczytywać się w małej
książeczce Ludwika de Montforta o Maryi. „Chodził z nią przez cały
dzień i z woluminem kładzie się spać”. Czyli obibok po prostu...
Całe życie Karola upływało pod znakiem i w cieniu Matki Boga, co z
kronikarskim zacięciem opisuje autor. Kiedy dochodzi do kwestii
trudnych, pomija je w taki oto sposób: „Nie pytajmy, dlaczego Jan
Paweł I umarł w 33 dniu pontyfikatu (DLACZEGO NIE PYTAJMY? – M.Sz.).
Wiemy, że Karol Wojtyła, dowiedziawszy się o jego śmierci,
spoważniał i szybko opuścił grono krakowskich przyjaciół. Coś
przeczuwał...”. Co? To opisują kolejne strony „Cudów...”. Pontyfikat
przeczuwał, ot i tyle! Takoż samo dobry biznes wietrzyli jego
poplecznicy w Watykanie. Na przykład pracownik watykańskiej kurii
Andrzej Maria Deskur, który całą swoją karierę postawił na wybór
Wojtyły i za tym wariantem optował jak mógł. A mógł wiele. No i
Matka Boska Wojtyłowego lobbystę wynagrodziła w ten sposób, że... go
sparaliżowała. Kara – powiecie? Ależ nic podobnego. Pisze o tym
Łaszewski tak: „Dlaczego na progu konklawe Deskur pada ofiarą
fatalnego w skutkach wylewu? Kto wie, może to był cud Maryi?”.
Przypuszczam, że protagonista Karola był cokolwiek innego na ten
temat zdania.
No, ale mamy już w końcu „oczekiwany od tysiąclecia pontyfikat”,
a później wydarzenia z 13 maja 1981 roku. Zamach! No i największy
cud. „Niezawodny, automatyczny browning kaliber 9 milimetrów
wyrzucił pierwszą kulę, ułamek sekundy drugą i zamilkł. Zaciął
się!”. Powiecie – fuszerka wykonawcy broni, pocisku albo może splot
przypadków? Ależ nie: „Diabeł się pomylił, a jego błąd miał dla
niego straszne konsekwencje. Bo kiedy ruszył do ataku, stanęła mu na
drodze Maryja z zespołem cudów!”. Nie jedynych, bo „gdyby tętnica
została uszkodzona, Papież wykrwawiłby się w ciągu pięciu minut. Nie
miałby żadnych szans na przeżycie. Można rzec, że do śmierci
brakowało Janowi Pawłowi II czterech milimetrów. Odchylenie toru
pocisku to nie wszystko. On tańczył w locie, zmienił bieg, czego nie
może wytłumaczyć żaden przypadek ani żadna zasada fizyki”. Tak samo
jak tańczyło słońce podczas objawień fatimskich – dowiadujemy się z
książki – co ma być kolejnym dowodem spółki Karol-Maryja. Spółki,
która trwała do końca, bo „Jan Paweł II odszedł w pierwszą sobotę...
Ci, którzy znali jego wielką pobożność maryjną, mówili: Madonna dała
znak, że on jest Jej świętym. Zabrała go do nieba w swój dzień”.
Dzieło „Cuda Maryi w życiu Jana Pawła II” skończyłem czytać o
godzinie 23. Był 30 czerwca ósmego roku trzeciego tysiąclecia. Wy
już czytać nie musicie. Macie farta. Za to powiedzcie, czy należy mi
się ekstradodatek za szkodliwość i toksyczność w pracy? Jak dostanę,
to powiem: „Ja to ma mam szczęście!”.
MAREK SZENBORN
|
|