Fakty i mity
      komentarz naczelnego
Kwestia wiary

 

 
     
TNS OBOP przeprowadził badania, według których 85 procent Polaków uważa, że nasi rodzimi politycy to manipulanci. Oczywiście największymi manipulantami są Jarosław (43 proc.) i Lech (36 proc.) Kaczyńscy; Donalda Tuska i Andrzej Leppera wskazało po 25 procent respondentów. Najwięcej nieufnych wobec polityków jest wśród osób ze średnim i wyższym wykształceniem (90 proc.), a wśród osób zajmujących kierownicze stanowiska – nawet 97 procent. To dramatycznie niski poziom zaufania, porównywalny z niezależnymi badaniami przeprowadzanymi w krajach rządzonych przez junty wojskowe! Tylko część emerytów ze wsi wierzy naszym przywódcom narodu bez cienia wątpliwości. Cóż, sam znałem taką kobiecinę, która podczas orędzia prezydenta Kwaśniewskiego kładła mu za telewizorem sto złotych...


Podobnie fatalnie wypadł sondaż, który przeprowadzono wśród użytkowników internetu. Tym razem dotyczył wprost pozytywnego pytania o zaufanie. Tu wygrał Tusk (39 proc.), ale już Wałęsie, Sikorskiemu i Komorowskiemu ufa tylko po 9 proc., Pawlakowi – 1 proc. a bliźniakom – po 5 procent badanych. Kwaczyńskich wyprzedziła nawet Doda z 6 procentami... Jakkolwiek by patrzeć, internauci to głównie ludzie młodzi, a więc jesteśmy przy nadziei! Tyle że z zaufaniem jest wciąż tragicznie, bo – niestety – nie ufamy także sobie nawzajem. Prawidłowością natomiast jest, że kraje o najniższych wskaźnikach zaufania społecznego przodują w biedzie, zacofaniu i przestępczości; te zaś, które w zaufaniu przewodzą (Dania, Norwegia, Kanada) są najbogatsze i najbezpieczniejsze.
A czym właściwie jest zaufanie? Według socjologów, jest to kompilacja wiary i nadziei, połączonych z zaangażowaniem, np. wierzę, że ta kobieta mnie nie zdradzi, więc się z nią ożenię. Najmniej ryzykowne założenie (nie tylko w Polsce) to takie, że inni będą działać egoistycznie, na tzw. swoją stronę. Oczywiście szybciej można zawieść się, czyli utracić do kogoś zaufanie, niż przełamać czyjąś nieufność.
W kwestii braku zaufania Polacy są jednak w dużej mierze usprawiedliwieni, zwłaszcza jeśli chodzi o nasz stosunek do władzy. Już w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej tzw. pospólstwo nie ufało panom. A później było już tylko gorzej: zaborcy, okupanci, komuniści – komu miał ufać Polak? Nawet po odzyskaniu wolności, w czasie II Rzeczypospolitej, rodak ze Lwowa uważał rodaka z Prus czy ze Śląska za Niemca, a ci tamtego za ruskiego. Od 1989 roku krajem zawładnęli kościelno-solidarnościowi cwaniacy pospołu z dawną nomenklaturą. Całe branże i grupy społeczne (np. pracowników PGR-ów) pozostawiono własnemu losowi; mnożyły się afery. Obecnie największe podziały (poza podziałem na biednych i bogatych podsycanym przez PiS) funkcjonują w sferze światopoglądowej – jeden sąsiad należy do RACJI i czyta „FiM”, a drugi słucha Radia Maryja. Bardzo niepokojące jest, że zwłaszcza młodzi ludzie wierzą tylko najbliższej rodzinie i przyjaciołom. Jak więc mają budować
relacje z innymi ludźmi, nawiązywać znajomości, zakładać firmy, prowadzić interesy? Niedawno rozmawiałem z małżeństwem po 40., które wróciło na stałe z Kanady do Polski. Wyjechali tuż po studiach, więc paczka znajomych już się rozleciała. Spośród najbliższych zostali im tylko starsi rodzice i rodzeństwo zajęte własnymi sprawami. Choć są już w kraju od dwóch lat, skarżą się, że nie mogą sobie znaleźć żadnych przyjaciół, nie są nawet w stanie nikogo bliżej poznać, bo znajomość kończy się na jednej rozmowie lub imprezie, którą zresztą oni urządzają. Niektórzy reagują wręcz podejrzliwie, jeśli wyczują jakieś zainteresowanie czy zbliżenie w ich kierunku. Ludzie powszechnie mają już swoje zamknięte środowiska i nie chcą ich poszerzać o nowe twarze.
Nie wiem, jak można to skutecznie zmienić i czy wystarczy do tego zmiana pokolenia. Przecież za tzw. komuny tak nie było. Pamiętam urocze majówki z końca lat 70., potańcówki i przyjęcia na kocykach w parku. Atmosfera była urocza, ludzie otwarci i radośni. Dlaczego teraz tak nie jest? Zachęcam Was do dyskusji na ten temat.
Uważam jednak, że jest dość prosty sposób na zwiększenie zaufania do rządzących. Tym sposobem jest upowszechnienie instytucji referendum. Pisałem już dawno o wielkich korzyściach, jakie odnosi władza w Szwajcarii, która pyta się społeczeństwa o wszystkie ważne dla niego decyzje. Obywatele czują się tam gospodarzami we własnym kraju, odpowiedzialnymi za losy swoje i innych.
W kolejce do referendum czekają u nas takie sprawy jak: religia w państwowych szkołach, instytucja kapelanów, aborcja, równouprawnienie gejów i lesbijek, reprywatyzacja itd. Tyle że o tej kolejce nigdzie więcej nie usłyszycie. Już na pierwszy rzut oka widać bowiem, że prawdziwa władza, czyli biskupi, nie pozwoli na odwołanie się do „szczekających kundelków” w kwestiach pozostających w sferze ich żywotnych interesów. Jeśli Polacy nie przestaną wierzyć klerowi, to stracą zaufanie nawet do samych siebie.


JONASZ




„BŁAJA News” Sp. z o.o., 90-601 Łódź, Zielona 15, nr 65 1750 1093 0000 0000 0349 7437, z dopiskiem: „Na powstanie radia antyklerykalnego”.

Dane do poprawnego wypełnienia przelewu dla Czytelników z zagranicy:

Raiffeisen Bank Polska SA „BŁAJA News” Sp. z o.o., 90-601 Łódź, Zielona 15, PL 65 1750 1093 0000 0000 0349 7437;
BIC: RCBWPLPW