Szanowny Panie
Serdecznie pozdrawiamy i informujemy, ze oczywiście nie mamy nic przeciwko przedrukom. Już niedługo na naszej stronie pojawią się i inne materiały, w tym wierszowane. Korzystanie z nich pozostawiamy do Panskiego uznania.
Jest nam miło, że to wlasnie nasze publikacje Pan propaguje.
Kłaniamy się. Kabaret KLIKA
 
 

Kabaret Autorów
Marek Sobczak
&
Antoni Szpak

  «Za pieniądze ksiądz się modli»mp3  
   
 
DZIĘKUJEMY

      Dzisiaj nie skomentujemy tego co się w polityce wydarzyło w ostatnim tygodniu, bo też nic szczególnego się nie działo. Nie widzimy powodu aby omawiać i podniecać się kretyńskim, pseudo amerykańskim występem Radosława Sikorskiego czy drepczącymi w miejscu i zajmującymi się sobą komisjami śledczymi. Wolimy skupić się na naszych Czytelnikach. Zaczniemy od podziękowania za korespondencję. Jest ona dla naszej pracy bardzo ważna i istotna. Te listy od Państwa traktujemy jak głos w dyskusji na temat kondycji naszej rodzimej polityki. Zeszłotygodniowy felieton „Tak mi dopomóż” wywołał spory rezonans. Napisał do nas m.in. Pan Aleksander Augustyn, który wniósł do tego tekstu wiele celnych i dowcipnych komentarzy. Oto kilka z nich (wytłuszczone to niektóre tezy z naszego felietonu, zaś reszta to uwagi autorstwa Pana Aleksandra): „…Zdecydowana większość posłów i senatorów, składając ślubowanie, kończyła je słowami: Tak mi dopomóż Bóg - ja nie wiem, czego Wy się chłopaki czepiacie... Jak mówię prawdę, to jest oczywistą oczywistością, że mówię prawdę. Ewentualnie mogę dostać kopa w d...olną część pleców. A to w polityce cholernie bolesne jest... No to czego mi do szczęścia potrzeba? No, żeby mi jakiś Bóg, Pan, Faun, czy inny Ozyrys dopomógł, żeby moje brednie zostały zinterpretowane na moją korzyść i żeby mnie nikt nigdy w d…olną część pleców nie kopnął. No przecież od zarania dziejów właśnie się po to siły nadprzyrodzone wzywa. (…) przez 20 lat wolnej Polski nie dorobiliśmy się PRAWDZIWYCH AUTORYTETÓW - ależ dorobiliśmy się, tylko umierają, jak muchy... A jak nie chcą umierać, to się je uśmierca... medialnie. Dla mnie ostatnia opoka to pan Bartoszewski, który nie tylko mówi to, co myśli (a umysł ma bardzo bystry, czasem trzy razy trzeba wysłuchać, żeby zrozumieć...), ale którego jeszcze media odważą się zacytować... Można Go nie lubić, ale racji mu nie przyznać to już najczystszej wody pisizm i rydzykanctwo... To, że poparł w ostatnich wyborach PO, nie wynika z jego głupoty. To jego mądrość kazała opowiedzieć się PRZECIW głupocie (…) wielu dziennikarzom wygodniej jest pokazać durnia... - w końcu każdy z nas lubi przeglądać się w lustrze. Dziennikarze szczególnie. Tym bardziej, jeśli idzie za tym wierszówka. Po co studiować filozofów, by zrozumieć rozmówcę, skoro można przestudiować rozmówcę, by zrozumieć filozofów? Czyż nie łatwiej zniżyć rozmówcę (i czytelnika - przy okazji) do własnego poziomu, niż wznieść się ponad własne ograniczenia? Pytanie tylko - kogo właściwie zatrudnia się dzisiaj na etatach trybunów ludu... (…) nabzdyczeni, polityczni nieudacznicy wykrzykują o należnym nam miejscu w Europie. To znaczy, jakim? - PANOWIE!!! Jak to jakim? Na kolanach, na klęczkach. Krzyżem nawet. Przecież to nasza narodowa pozycja jest! Sprawdziła się z Watykanem i Moskwą. Co prawda słabo sprawdza się w Waszyngtonie, ale tylko dlatego, że Waszyngton czegoś takiego jeszcze nie widział. Jak się przyzwyczai, to nawet nowy Jaruzelski nie pomoże...”.
      I z takich listów najbardziej się cieszymy, na takich najbardziej nam zależy. Bo my, robiący w felietonie, nie od wymądrzania się jesteśmy, ale od rozmowy z Państwem. Do Was przede wszystkim nasze przemyślenia kierujemy. W przeciwnym wypadku cała nasza pisanina straciłaby sens i byłaby wyłącznie sztuką dla sztuki.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Za listy odsądzające nas od czci i wiary również dziękujemy, tyle że nie serdecznie!
 
PRZEGINANIE

       Nie od dziś wiadomo, że Polacy są mistrzami świata w przeginaniu. Z uwielbieniem gonimy od ściany do ściany, wpadamy ze skrajności w skrajność, od miłości do nienawiści mamy blisko. Nie inaczej działo się w ostatnich kilkunastu dniach. Najpierw, podczas pierwszych startów Justyny Kowalczyk, kiedy nie stawała na najwyższym stopniu podium, a nawet – o zgrozo – w ogóle się na nim nie znalazła, uznawano wprawdzie Jej wielkość, jednak kręcono nosem nad Jej formą. Twierdzono, że nie jest tak znakomita jak Justyna i Jej trener zapowiadali. Kiedy na 15 km zdobyła „tylko” medal brązowy, wątpiących przybywało w tempie lawinowym. Jej gwiazda bladła i stawała się jedynie jedną z biegaczek światowej czołówki. Przyszła wreszcie sobota (27.02) i nasza zawodniczka, po wspaniałej walce sięgnęła po złoty medal. No i zaczęło się. Jeszcze tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że nasza biegaczka to niekwestionowana królowa Igrzysk Olimpijskich. Ucieszyło by to nas może, gdyby nie fakt, iż na tych Igrzyskach znalazło się kilka sportsmenek, które osiągnęły niemniejsze sukcesy od naszej gwiazdy, a nawet i większe. Ot choćby rewelacyjna rywalka Pani Justyny, Norweżka Marit Bjoergen, której olimpijski dorobek to 3 medale złote, 1 srebrny i 1 brązowy. W niczym nie ujmując Kowalczyk, to Bjoergen była królową! Już po powrocie do Polski, wczoraj wątpiący okrzyknęli Justynę największą biegaczką świata! Uczciwiej byłoby powiedzieć: jedną z największych. Do dorobku rzeczonej Bjoergen trochę jeszcze naszej mistrzyni brakuje. Nie ma 7 medali olimpijskich, 9 medali Mistrzostw Świata i 2 dużych oraz 5 małych kryształowych kul Pucharu Świata. I to są fakty, które chwalący wyraźnie pominęli! Życzymy Pani Justynie, aby nie tylko dogoniła Bjoergen, ale żeby odniosła większe sukcesy od niej. A na razie cieszmy się z tego, że Polka jest JEDNĄ Z NAJWIĘKSZYCH biegaczek narciarskich świata oraz była JEDNĄ Z GWIAZD zakończonych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. To jej prawdziwy sukces, a dla nas powód do wielkiej dumy.

SOBCZAK i SZPAK
 
TAK MI DOPOMÓŻ

       No i wyjaśniło się. PiS żadnych haków nie zbiera, a Jarosław Kaczyński wręcz się nimi brzydzi. Dowodem na to zmanipulowany wywiad wodzusia w Newsweeku. To dziennikarze rozpętali histerię, używając tego obrzydliwego słowa. Jarosław Kaczyński ani razu nie powiedział hak! I to jest dla różnych Brudzińskich i Bredzińskich dowód na dziewictwo prezesa i cnotę całej partii. W myśl tej prostej zasady Polska jest wolna od domów publicznych zwanych na świecie burdelami. Polacy brzydzą się takimi przybytkami, dlatego u nas mamy wyłącznie agencje towarzyskie. Nasi politycy nie kłamią, a jedynie mijają się z prawdą albo oszczędnie nią gospodarują. Dzięki temu prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński mogą bez zmrużenia oka zapewniać, iż w Szymanach nie lądowały samoloty USA z uwięzionymi terrorystami na pokładzie. W każdym razie nic o tym nie wiedzieli. Teraz, kiedy są na to dowody, żaden z nich nie kwapi się, żeby społeczeństwo za swoje kłamstwa przeprosić. Z drugiej strony po co mają przepraszać, skoro oni tylko minęli się z prawdą? Wszystko jest więc w porządku.
      Zdecydowana większość posłów i senatorów, składając ślubowanie kończyła je słowami: tak mi dopomóż Bóg. To chyba do czegoś zobowiązuje. Tak nam się przynajmniej wydaje. Jeżeli ktoś, w obliczu przysięgi przed milionami Rodaków prosi Boga o wsparcie, to widać zależy mu na czymś ważnym i poważnym. Na czymś dobrym, wzniosłym i szlachetnym. Bo chyba nie po to prosi się Boga o pomoc, żeby przykryć kłamstwa, machlojki i nieobyczajne, sprośne zachowania. W przeciwnym wypadku popełnia się ciężki grzech wzywania imienia Pana Boga nadaremno. Ciekawe ilu parlamentarzystów wyzna ten grzech w ramach spowiedzi wielkanocnej? Jesteśmy gotowi pójść o każdy zakład, że żaden. Dowodem na to, że mamy do czynienia ze zdegenerowaną klasą polityczną jest fakt, iż nikt z myślących Rodaków tych bogobojnych zapewnień wybrańców narodu nie bierze poważnie i większość Polaków ze smutkiem twierdzi, że nie ma na kogo głosować. Nie chcą wybierać miedzy dżumą a cholerą, dość mają mniejszego zła i zapewnień, że nieudacznik, jak będzie miał całą władzę w swoim ręku, to zrobi coś porządnego i dobrego. NIE ZROBI, BO NIE UMIE! W naszym kraju gra się na siebie, na swoją partię. Polska, Polacy to tylko piłka w tej grze, narzędzie, którym się politycy posługują. Naprawdę wierzyć się nie chce, że przez 20 lat wolnej Polski nie dorobiliśmy się PRAWDZIWYCH AUTORYTETÓW? Ludzi godnych najwyższego szacunku, takich, z których bylibyśmy dumni, mieli do nich zaufanie i chcieli się odwoływać do ich mądrości. A gdyby nawet ktoś taki się pojawił, to nie ma szansy przebić się w mediach przez tych zakompleksionych, agresywnych frustratów chrzaniących o sobie i swojej partii. Mądrzy, wspaniali ludzie nie chcą wchodzić w to bagno. Pozostają więc praktycznie anonimowi. Wielu dziennikarzom wygodniej jest pokazać durnia który zawsze coś palnie i można wtedy o tym bez końca, niż kogoś kto mówi z sensem i o coś naprawdę ważnego mu chodzi. To wymaga wiedzy i przygotowania się do takiej rozmowy. A z kretynem można z marszu, zawsze i o wszystkim. I ten rodzaj komunikowania się ze społeczeństwem niestety przybiera na sile.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Na kpinę wręcz zakrawa, kiedy któryś z tej bandy zakłamanych politycznych obłudników i nieudaczników, nabzdyczony wykrzykuje o należnym nam miejscu w Europie. To znaczy jakim? Bo tego akurat żaden z nich do tej pory nie powiedział!
 
NOWA ATRAKCJA

     Widać już pierwsze symptomy wiosny. Znak to, iż główny sezon turystyczny za pasem. Jak co roku będziemy zastanawiać się, iluż to obcokrajowców uzna nasz piękny kraj za godny odwiedzenia, ile pieniędzy u nas zostawią i czy będą zadowoleni z naszej oferty. Mamy nadzieje, że nowa atrakcja turystyczna, która pojawiła się niedawno na mapie Polski, ściągnie na Mazury miliony gości spragnionych mocnych, ekstremalnych wrażeń. W końcu mamy dowody, iż na lotnisku Szymany lądowały samoloty firmowane przez CIA, na pokładach których znajdowali się terroryści islamscy. Nie wiemy tylko jeszcze, czy oni byli tu jedynie tranzytem, czy też gdzieś w pobliżu znajdowało się jakieś małe SPA-więzienie, w którym owych terrorystów przetrzymywano przez dłuższy czas. I to powinno stać się głównym sloganem reklamowym: „Przyjedź na Mazury i sam odszukaj więzienie CIA!”. Jesteśmy przekonani, że do Polski walić będą z całego świata tłumy śmiałków spragnionych mocnych wrażeń. Tym bardziej, że tu im nikt nie pomoże, bo też nikt nic o owych więzieniach nadal nie wie. Były szef WSI, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego Marek Dukaczewski pierwsze słyszy, żeby tu były jakieś więzienia, a jeżeli nawet Amerykanie w Szymanach lądowali, to jedynie w celach rekreacyjnych. No jasne, a w jakich innych?! Przecież CIA oraz całe służby specjalne Stanów Zjednoczonych znane są ze swojego humanitaryzmu i opiekuńczego stylu bycia wobec więźniów wszelakich. A nawet jeżeli jakichś terrorystów złapali, to po przesłuchaniach w bazie Guantanamo na Kubie, kąpieli i śniadaniu, natychmiast przewozili ich na Mazury, aby tu mogli odpocząć i zrelaksować się. Również prezydent Kwaśniewski nic nie wiedział o CIA goszczącej w Szymanach. W ogóle wszyscy w tej sprawie ślepi są i głusi. I bardzo dobrze. Nic tak nie podnieca, jak nieznane! Im trudniej będzie zagranicznym turystom dotrzeć do celu swojej wyprawy, tym więcej dolarów i euro wpłynie do naszej kasy. Zabawne to wszystko by było i pocieszne, gdyby tak nie cuchnęło i nie śmierdziało! Obłuda i zakłamanie stały się znakiem firmowym Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3! Czyż nie tak panowie Kwaśniewski i Kaczyński?!

SOBCZAK i SZPAK
 
GRYF TAJNOŚCI

Prezes Kaczyński ma to do siebie, że albo nic nie mówi, albo jak coś powie, to też nic. Dlatego zdrowym na umyśle słuchaczom wynurzeń byłego premiera, palec wskazujący bezwiednie wędruje w kierunku czoła, by w nie popukać. Odgłosy takiego pukania dały się słyszeć w całym kraju po wywiadzie dla „Newsweeka”. To w nim nadprezydent Jarosław, nosiciel ocieplonego wizerunku, wrócił do ulubionej przez siebie i poddanych z PiS-u polityki insynuacji i pomówień spod znaku: WIEM, ALE NIE POWIEM! Tym razem padło na Sikorskiego. Kaczyński ostrzega i grozi, że jak ten Raduś z Bydgoszczy odważy się być kandydatem na prezydenta, to „będzie się miał z pyszna” i „będzie dobra zabawa”. Inaczej rzecz ujmując, Rodacy wcześniej nie dowiedzą się, jakie paskudne sprawki ma na sumieniu obecny Minister Spraw Zagranicznych i co zrobił takiego, że dyskredytuje go to w oczach wyborców. Na drodze do ujawnienia tych przerażających i porażających faktów z życia Sikorskiego stoi GRYF NAJTAJNIEJSZEJ TAJNOŚCI! Odtajnić tej cholery nijak nie idzie, a ciemny lud nie ma jeszcze certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Na przecieki zaś trzeba będzie poczekać do kampanii wyborczej. Dlatego Polacy skazani są na domysły o co Jarosławowi Kaczyńskiemu chodziło. Nic tak nie uwala drugiego człowieka, jak plotki, to swoiste błoto oblepiające pomawianego. Teraz wszyscy zachodzą w głowę, co jest z tym Radkiem? Czy może On jaki szpieg brytyjski, amerykański, izraelski? Gdyby nawet, to żadna hańba (patrz Kukliński). Toż to nasi najwięksi przyjaciele, którzy jak trzeba będą ginąć za Gdańsk, Warszawę i Kraków. Gorzej gdyby zwąchał się z Putinem, Castro, Kim Dzong Il’em, a już nie daj Boże z Łukaszenką. Ale to nawet Kaczyńskiemu nie przyszło by do głowy. A może Sikorski chodził na pasku mafii pruszkowskiej, wołomińskiej, loży masońskiej i PZPN-u? Wszedł w posiadanie majątku handlując na ich zlecenie bronią, fartuszkami i piłkarzami, będąc korespondentem wojennym w Afganistanie. Niewykluczone, że z tego Sikorskiego dewiant wyjątkowy i demon seksu, co to w dzień, w garniturku, białej koszuli i krawaciku konsumuje bułkę przez bibułkę, zaś wieczorem, w swojej posiadłości, odurzony tabletkami od bólu głowy, wciągniętymi przez nos, ubrany w strój zakonnicy uprawia wyuzdany seks z małżonką przebraną za księdza. A gdyby nawet, to co z tego? Wolnoć Tomku w swoim domku! Nikt z tego powodu immunitetu nie odbiera i stanowiska nie pozbawia. Gubiący się w domysłach ludzie coraz głośniej przebąkują o rzeczy najstraszniejszej, piorunującej wręcz. Podobno, ze źródeł zbliżonych do najtajniejszej tajności wynika, iż Radek Sikorski ukrywa brata bliźniaka, homoseksualistę, którego zrobi premierem, jak tylko sam zostanie prezydentem. A o takiej informacji Jarosław Kaczyński zwykle powiada, że to domysł graniczący z pewnością. Co dla nas w jego przypadku jest oczywistą oczywistością.
Doktryna polityczna Kaczyńskiego WIEM, ALE NIE POWIEM jest z tego względu cenna, iż w dużej mierze uaktywnia społeczeństwo. Wyzwala w nim wzmożoną PODEJRZLIWOŚĆ, a co za tym idzie, CZUJNOŚĆ! A tej, jak wiadomo z historii, nigdy za wiele!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. W tym wszystkim zastanawiające jest jedno – jak Jarosław Kaczyński, ta krynica moralności i praworządności, mógł skumać się z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem? No jak? Diabli wiedzą, a co bardziej prawdopodobne, wiedza ta znajduje się w teczce oznaczonej GRYFEM NAJTAJNIEJSZEJ TAJNOŚCI!
 
PAN LATEK

     Trwające w Vancouver Igrzyska Olimpijskie dały nam asumpt do opowiedzenia Państwu anegdoty związanej z tym miastem i naszym grodem nad Brdą i nad Wisłą leżącym. Otóż w 1989 roku koncertowaliśmy w USA i Kanadzie. Nogi, a precyzyjniej linie Air Canada zawiodły nas również do Vancouver. Tam organizator trasy podczas spaceru po tym pięknym mieście zaprowadził nas do małego, uroczego, ale jakby z innej epoki sklepiku, mieszczącego się na jednej z głównych ulic. Przywitał nas właściciel, niejaki Pan Latek, mocno już leciwy mężczyzna pochodzenia zdecydowanie mojżeszowego. Ten zacny człowiek prowadził w centrum Vancouver swój mały interesik, handlując polską prasą, książkami i wydawnictwami muzycznymi. Jako że akurat był osobą samotną (to już historia na inne opowiadanie), wydawać by się mogło, że zysk z handelku całkowicie wystarcza mu na przyzwoite życie, co zresztą wielokrotnie podkreślał. Miłą i sympatyczną rozmowę przy kieliszeczku orzechówki co chwila przerywał telefon. Pan Latek odbierał, wymieniał jakieś liczby od 10 do 50, coś zapisywał i odkładał słuchawkę. Po którejś rozmowie przepraszająco powiedział, że Żydzi mają święto, a on handluje również rybami. Te cyfry to były kilogramy. Zapytaliśmy więc, ile stawów rybnych posiada. Pan Latek skromnie stwierdził, iż nie liczył, ale będzie coś z 40. Po jakimś czasie, ze zwykłej ciekawości zainteresowaliśmy się czynszem, jaki w tej prestiżowej dzielnicy trzeba zapłacić za wynajmowanie sklepiku. Pan Latek powiedział, iż są to dosyć pokaźne sumy, więc zarabia na tym nieźle, gdyż cały kwadrat w centrum Vancouver jest Jego własnością. A związki z Bydgoszczą? Już mówimy. Nasz gospodarz ciekaw był, gdzie mieszkamy w Polsce. Kiedy usłyszał, że w Bydgoszczy, rozpromieniła Mu się twarz. Prosił nas o pomoc i skontaktowanie z dobrym prawnikiem, ponieważ posiada w naszym mieście trzy kamienice (jedną na Dworcowej i dwie na Gdańskiej), a człowiek który w Jego imieniu opiekuje się tymi nieruchomościami kantuje Go na całego. I tak właśnie, przy okazji Igrzysk, Vancouver odżyło w naszych wspomnieniach i Pan Latek stanął nam przed oczami. A co się stało z tymi kamienicami? To już opowiemy przy okazji innego felietonu.

SOBCZAK i SZPAK
 
ZAKAZ!

        Afera hazardowa już zdążyła znudzić Polaków, bo okazało się, że przed Sejmową Komisją Śledczą stają same anioły, którym w głowach jedynie pomyślność i dobro Ojczyzny, a nie prywata i lewa kasa. Uwaga Rodaków skupiła się na projekcie tzw. ustawy antynikotynowej. Odbyło się drugie czytanie, wniesiono poprawki i projekt trafił do Komisji sejmowych. Potem już tylko trzecie czytanie, klepnięcie i po zawodach. Palacze zejdą do podziemia (jedni dosłownie, drudzy w przenośni).
Powszechnie wiadomo, że papierosy to trucizna, świństwo i nic dobrego. Od tej nikotyny i związków smolistych mamy raka w każdej postaci, zawał serca, rozedmę płuc, chroniczne zapalenie oskrzeli, bezpłodność, łysienie plackowate, impotencję, czyli w każdej chwili do piachu. Słuszna jest więc walka z tą papierosową zarazą. Zakazanie palenia wydaje się jak najbardziej wskazane i celowe. Bo przecież chyba żadnemu rządowi na świecie nie zależy, by własny Naród wytruć dymem papierosowym. Nie zależy, a jednak przemysł tytoniowy pracuje pełną parą. Wszędzie można kupić papierosy, zaś skarb państwa posiada monopol na tę wyjątkowo groźną truciznę. To jakaś schizofrenia. Politycy dyskutują nad całkowitym zakazem palenia, a z drugiej strony państwo nie ma nic przeciwko temu, żeby papierosy na rynku były. Można je kupić w nocy o północy, w niemal każdym sklepie. Wychodzi na to, że IDEALNYM ROZWIĄZANIEM DLA PAŃSTWA BYŁOBY, GDYBY PALACZE PAPIEROSY KUPOWALI, ALE ICH NIE PALILI! Wszyscy byliby zadowoleni. Państwo, bo do budżetu, tak jak do tej pory, wpływałaby olbrzymia kasa, koncerny tytoniowe pracowałyby pełną para, a Naród wolny był od dymu papierosowego. Sytuacja którą mamy obecnie jest niemoralna i niedorzeczna. Z jednej strony walka ze zgubnym nałogiem, a z drugiej powszechne udostępnianie trucizny. Nasze państwo zachowuje się jak właściciel agencji towarzyskiej któremu odbiło i popiera zwalczanie prostytucji.
      Ta ustawa antynikotynowa to niestety kolejny przykład obłudy, z jaką bez przerwy spotykamy się w Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3. Nas zadowala sam fakt zakazu, a jaki ma sens i czym będzie skutkował, już nas nie obchodzi. Jest zakaz aborcji, więc ustawodawcy w ogóle nie interesuje, że Polki dokonują zabiegów przerwania ciąży pokątnie lub za granicą? Oficjalnie problem aborcji nie istnieje. Statystyki co roku podają, że z godnie z ustawą dokonano zaledwie kilkunastu takich operacji. Nie ma również domów publicznych, gdyż jest zakaz tworzenia takowych. Są za to agencje towarzyskie. I nie ma bólu głowy. Problem prostytucji jest zupełnie marginalny. I tak mniej więcej jest ze wszystkim, czego nasi rządzący dotkną. Obrzydliwa obłuda! Na fali tych kretyńskich zakazów, w ustawie hazardowej wprowadzono zakaz reklamowania firm bukmacherskich. Świetnie! Czekamy na przyjazd do Polski Realu Madryt, którego koszulki ozdobione są logo takiej firmy, jednego z głównych sponsorów klubu. Czy na organizatora meczu lub sam Real zostanie nałożona grzywna za złamanie zakazu, panowie i panie ustawodawcy? Bo organizatorzy Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem już mają kłopot, ponieważ skoczkowie takie logo mieli na kombinezonach. Podobno kara może wynieść nawet 12.000.000 zł. Gratulujemy rozumku!
SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Panie i panowie z Wiejskiej. Dzięki wam palenie będziemy mieli z głowy. A co z wódeczką? Toż ona królowa trucizn! Ona przyczyną nieszczęść i rozkładu podstawowej komórki społecznej! Czekamy na zakaz. W bufecie sejmowym też!!!
 
CHÓR STARUSZKÓW

     Powiadają ludzie, że ze starością to Stwórcy zupełnie nie wyszło. I trudno się z tym nie zgodzić. Atakują niezliczone choroby, człowiek staje się zniedołężniały, ślepnie, głuchnie i do tego jeszcze dziecinnieje. Mimo to nie idzie zrzucać wszystkiego na Pana Boga. Ot choćby paskudnego zachowania wielu staruszków. Spotykamy ich codziennie – w przychodni, w sklepie, w środkach komunikacji miejskiej. Ci emeryci, podpierający się laseczką, wydawać by się mogło, że ledwie stojący na nogach, w momencie kiedy trzeba dopchać się do kasy, do okienka czy gdziekolwiek, wykazują się niespotykaną siłą. Potrafią walczyć ramię w ramię ze znacznie młodszymi i zdrowszymi od siebie. Staję agresywni i przyjmują postawę roszczeniową: jestem stary, to mi się należy. Najgorzej jest jednak wszędzie tam, gdzie trzeba chociaż chwilę poczekać. Akurat oni, niepracujący, niemający żadnych terminowych obowiązków, wykazują się najmniejszą cierpliwością. Nic, tylko narzekają, złorzeczą i pomstują. Zero spokoju, jakiegoś dystansu, życzliwości dla innych ludzi. My wiemy, w naszej Przenajświętszej Ojczyźnie droga ludzi starszych nie jest usłana różami. Ale na Boga, po co dodatkowo szarpać nerwy sobie i innym? Naprawdę młodzi, silniejsi nie dybią na staruszków, nie kombinują jakby ich przechytrzyć i oszukać. Dużo wśród nich ludzi życzliwych i chętnych pomóc seniorom, ale trudno im trafić do serca zrzędy czy marudy. Dom, szkoła, Kościół uczy dzieci szacunku dla dziadków. Szkoda tylko, że te nauki idą w las w momencie zetknięcia się latorośli z tymi których każe się im szanować. Zamiast spodziewanego ciepłego dziadunia czy babuni spotykają się ze skisłymi starcami, złośliwymi, mającymi pretensje do całego świata. Utarło się, że dla ludzi sędziwych trzeba mieć dużo tolerancji i zrozumienia. Mamy, ale nie dla wszystkich i nie bezkrytycznie. Wrednym, zapiekłym staruszkom mówimy po prostu NIE i JUŻ!

SOBCZAK i SZPAK
 
WYŻSZE CELE

Na moment przerwały zimową drzemkę kombatanckie dziadki z Senackiej Izby Dumania i Wymownego Ziewania, by odrzucić wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu senatorowi Piesiewiczowi. To Geriatryczne Towarzycho Wzajemnej Adoracji, nie przejęło się w ogóle tym, iż śledztwo w sprawie posiadania i udzielania innym osobom narkotyków przez znanego scenarzystę jest prowadzone od połowy 2008r., a nie, jak się senatorom wydawało, od listopada 2009. Nie dotarło do ich świadomości, że według posiadanych przez prokuraturę dowodów, senator Piesiewicz mógł dopuścić się aż siedmiu przestępstw! Oni w swojej większości uznali koleżkę za ofiarę gangsterskiej prowokacji. To jest oczywista oczywistość. Zresztą nieprawdą jest również, iż senator Piesiewicz płacił szantażystom haracz. On jedynie z potrzeby serca wspierał ubogich i potrzebujących. Zaś filmik w którym Pan Krzysiu, przebrany za babę, z obłędem w oczach wciąga nosem biały proszek, to nie żadna tam balanga czy narkotyczna orgia, tylko zdjęcia próbne do nowego odcinka „Dekalogu”. Tak czy siak, dzięki roztropnej decyzji senatorów, prokuratorskie postępowanie zostanie umorzone! Czyż nie O TAKE POLSKE walczył pan, panie Romaszewski? O take, o take!!!
Premier Donald Kochajmy Się Tusk zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydenta Przenajświętszej RP nr 3. Uznał, że jest bardziej potrzebny w Małym Pałacu niż w Dużym. Że jako człowiek ambitny i pracowity musi być tam gdzie roboty jest po pachy, a nie tam, gdzie leży się na kanapie, gapi na żyrandol i od czasu do czasu z nudów coś się zawetuje. Wywołało to w mediach wiele komentarzy o których nie mamy zamiaru pisać. Nas interesuje niezwykły tupet Pana Premiera. O wytężonej pracy mówi ktoś, kto przez dwa lata rękawów od niej sobie nie powyrywał. Wprawdzie obietnic i mielenia ozorem było sporo, ale zważywszy na fakt, że nic z tego konkretnego i dobrego dla obywateli ukochanej Ojczyzny nie wyszło, trudno nazwać to jakąś wzmożoną i sensowną robotą. Dlatego Donald Tusk, składając deklarację, że chce pracować jeszcze intensywniej niż dotychczas, jest bardziej zabawny od bohaterów komediowych seriali. Bo czegóż to mamy się spodziewać? Więcej obietnic, więcej PR-owskich sztuczek? Prawda jest taka, że Pan Premier, który obecnie kreuje się na skałę i opokę, na twardziela, którego Europa będzie podziwiać, bardzo chętnie przeniósłby się do Pałacu Prezydenckiego, gdyby mógł sprawować przy tym funkcje Premiera, Przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, Marszałka Sejmu i Senatu, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i mieć przy tym wpływ nie tylko na TVN, ale również na TVP1, 2, 3 i POLSAT. No wtedy to proszę bardzo, można jakoś rządzić, można być Prezydentem. Ale przy takiej Konstytucji, przy takim nastawieniu opozycji, to nie dla Niego ten wątpliwy zaszczyt. Ot, dla Komorowskiego, Sikorskiego to honor aż nadto. Ale nie dla europejskiego lidera zmian i przemian, włodarza zielonej wyspy na morzu światowego kryzysu. Rozumiecie więc państwo, że Premier Tusk to POMAZANIEC stworzony do wyższych celów. I On nam te cele wyłuszczy, jak tylko Mu o nich PR-owcy powiedzą!

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Premier Donald Jak Skała Tusk, w swoim występie na Giełdzie Papierów Wartościowych odgrażał się, że napisze Dobry Scenariusz Dla Polski. Ok., niech pisze. Gotowi jesteśmy nawet dostarczyć Mu atramentu sympatycznego. Byleby nie pisał tego scenariusza z senatorem Piesiewiczem!
 
DOBRA RZECZ

     Przenajświętsza RP nr 3 stoi niezliczoną ilością urzędników państwowych. Mamy wojewodów, prezydentów, burmistrzów, starostów, wójtów i sołtysów. Bez przerwy obradują w sejmikach, na naradach i zebraniach. Mamy tysiące urzędów wyższego, niższego i najniższego szczebla. I w tych wszystkich instytucjach nie ma ani jednego człowieka, który wie co zrobić z taką wielką ilością śniegu zalegającego na ulicach naszych miast. To co dzieje się w Polsce to istne wariactwo. Wszędzie góry śniegu, ludzie przemykają między nimi wąskimi ścieżkami, pełnymi mokrej breji. Drogi dwukierunkowe zamieniły się w jednokierunkowe. Śnieg zalegający na styku chodnika z jezdnią uniemożliwia jakiekolwiek manewry. Nic tylko usiąść i płakać nad zasypaną śniegiem Ojczyzną. Podobno nic się nie da zrobić, bo nie ma sił i środków, żeby na bieżąco pozbywać się tych zalegających zwałów. Pytamy w związku z tym, ilu jeszcze trzeba zatrudnić urzędników, doradców, specjalistów, żeby wreszcie trafił się jakiś zdrowo myślący i przypomniał włodarzom, iż w naszym kraju jest cała rzesza ludzi mogących natychmiast wziąć się do odśnieżania? Ot np. więźniowie. Nudzą się celach jak psy, w ciepełku obijają gruchę. Wczasują się na nasz koszt. Dlaczego nie skieruje się ich do robót publicznych? Co, nie ma łopat? Je też sprywatyzowaliśmy? Czy zardzewiały z nieużywania? Niech chociaż w taki pożyteczny sposób zarobią na siebie. Korona im z głowy nie spadnie, ba, będą mieli okazję chociaż w małym stopniu odkupić swoje winy. Bezrobotni mają niepowtarzalną okazją wykazać się wzmożoną pracą. A bezdomni i ci wszyscy zdrowi klienci pomocy społecznej oraz darmowych jadłodajni, zamiast stać pod supermarketami i wyciągać rękę po jałmużnę, niech odśnieżą parkingi. Dzięki temu bez upokorzenia trafią parę złotych. Tyle mamy w Polsce samochodów ciężarowych, a jak przychodzi wywieźć śnieg, to ze świecą ich szukać. Wszystkie wcięło jakby zapadły się pod ziemię. Coś niebywałego. A dawniej jakoś sobie z tym radzono. Pamiętamy zimę 1978/79. Wtedy w tygodniu świąteczno-noworocznym stanęła cała komunikacja miejska, a chodniki zamieniły się w śnieżne tunele. Już 2 stycznia na ulice wyszli pracownicy biur i zakładów pracy, i ramię w ramię odblokowali miasto. Czy rzeczywiście tak trudno wpaść na najprostsze pomysły, wyzwolić obywatelską inicjatywę? Jeżeli sytuacja jest awaryjna, należy sięgać po awaryjne rozwiązania! A nie zwoływać co rusz sesji i modlić się o wczesną wiosnę. Ach jacy bylibyśmy szczęśliwi, gdyby wraz z topniejącymi śniegami spłynęła też ta armia nieudacznych urzędników i notabli. Pomarzyć dobra rzecz.

SOBCZAK i SZPAK
 
DUŻO MOŻE

        Tak jak wcześniej przewidywaliśmy, POLITYKA HISTERYCZNA prezydenta Kaczyńskiego zbiera swoje żniwo. Obchodzone w naszym kraju ważne dla dziejów ludzkości rocznice coraz częściej pomijane są przez wielkich, możnych tego świata. Nie inaczej było podczas obchodów 65. rocznicy wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Gdyby nie udział w nich premiera Izraela Beniamina Netanjahu, uroczystość ta miałaby charakter wyłącznie lokalny, mało znaczący. Nie było ani premiera ani prezydenta Rosji, kraju którego armia, czy się to prezydentowi Kaczyńskiemu podoba czy nie, obóz wyzwoliła. Swoją obecnością nie zaszczycili obchodów kanclerz Merkel, prezydent Obama, prezydent Sarkozy, premier Brown, premier Berlusconi i inne głowy liczących się państw. Gratulujemy panu Kaczyńskiemu jego wspaniałej POLITYKI HISTERYCZNEJ. Widać jakim cieszy się w społeczności międzynarodowej autorytetem i poważaniem. Jak nie daj Boże Kaczyński zostanie prezydentem na drugą kadencję, wszystkie rocznice, obchody będzie celebrował wyłącznie w towarzystwie braciszka. Wtedy będzie zadowolony, rozluźniony i będzie mógł wygadywać co mu się żywnie spodoba. Trzeba przyznać, że to prawdziwe mistrzostwo świata, żeby w tak krótkim czasie zrazić, zniechęcić do siebie i do naszego państwa tylu przywódców. Ta kacza antydyplomacja na pewno znajdzie swoje miejsce w podręcznikach dla studiujących stosunki międzynarodowe. W kontekście powyższego wyjątkowo bezczelne i żałosne jest wmawianie opinii publicznej przez PiS-owskich PR-owców, iż prezydent Kaczyński, w czasie pierwszej kadencji, był bardzo aktywny w polityce międzynarodowej i co ważniejsze, odegrał w niej znaczącą rolę. Zgadzamy się, tak znaczącą, że teraz wychodzi nam ona bokiem. Szczególnie zaczyna doskwierać przyjaźń naszego wielkiego wodza ze znienawidzonym gruzińskim watażką Saakaszwilim i ukraińskim nacjonalistą Juszczenką. Po unijnym raporcie wyszło na jaw, że to nie Rosja a Gruzja była sprawcą konfliktu zbrojnego tych dwóch państw, zaś prawdziwym negocjatorem i mediatorem był prezydent Sarkozy, a nie nasz, zagrzewający Gruzinów do boju żoliborski Napoleon. Z kolei Juszczenko, zwycięzca „Pomarańczowej Rewolucji”, przez 5 lat tak dał Ukraińcom popalić, że ostatnie wybory przegrał w kompromitujący sposób. Rodacy powiedzieli mu 5 lat i chwatit. Ale nie tylko Ukraińcy przekonali się z jakim zakłamanym, podłym i wrednym politykiem mieli do czynienia. Otóż ten wielki przyjaciel Polski i Kaczyńskiego osobiście, dopieszczony wysokimi polskimi odznaczeniami, doktoratem honoris causa i innymi zaszczytami, na odchodne pokazał gdzie i jak głęboko ma to wszystko. Wylazł z niego obrzydliwy, zajadły nacjonalista. Nie bacząc na nic uhonorował bandytę, siepacza Stepana Banderę, nadając mu tytuł Bohatera Ukrainy. To bardzo przyjazny wobec Polaków gest i wielki sukces kaczej strategii i dyplomacji. Właściwie wszystkie poczynania prezydenta Kaczyńskiego są nieporadne, chybione i szkodliwe. Zaczynając od wiernopoddańczej, bezkrytycznej polityki wobec USA, a skończywszy na bredniach o dywersyfikacji dostaw gazu, budowie własnego rurociągu, naftoportu i co tam kto sobie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego wymyśli.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Powiadają dziennikarze, publicyści i różnej maści politycy, że w Polsce prezydent niewiele znaczy i niewiele może. Jak prześledzić poczynania Lecha Kaczyńskiego, to aż się wierzyć nie chce, że tyle można zepsuć i zniszczyć w ciągu jednej kadencji.
 
CO ZA EKSKLUZIW

       W naszym mocno zapyziałym i jeszcze bardziej zakompleksionym kraju co chwila do głosu dochodzi jakaś przybyła z Ameryki lub Europy Zachodniej dziwna moda, która z racji naszej zaściankowości trafia na podatny grunt. Rozgłos każdej modzie, temu czy innemu trendowi nadają oczywiście media, szczególnie elektroniczne. To w nich tzw. celebryci mówią co jest obecnie cool, na topie. Dla przykładu wspomnijmy czas, kiedy wszystko co było super było ok. Normalne i zwyczajne miano w pogardzie. Liczyło się tylko super. Bez przerwy słyszeliśmy: super to, super tamto, super owamto. Teraz mamy nowego fioła, zajoba ekskluzywnego. W telewizji, w radio, w prasie nie ma już zwyczajnych rozmów czy normalnych wywiadów. Obecnie każdy z wielkim zadęciem anonsuje, że u niego w programie będzie można obejrzeć ekskluzywny wywiad z kimś tam. W TVN bez opamiętania, przez tydzień reklamowano takowy wywiad z Alicją Bachledą-Curuś. Przeprowadzić go miała Kinga Rusin. No i przeprowadziła jak umiała. A że zamiast ekskluziwu mieliśmy babską, plotkarską paplaninę, wyzutą z wdzięku i humoru, to już inna historia. Cały ten ekskluziw z magla rodem kręcił się wokół hollywoodzkiego gwiazdora Colina Farrella. Bo to sensacja nie lada zajść w ciążę z amerykańską gwiazdą filmową. Tyle że Farrell co rusz jest sprawcą jakiejś ciąży i nic w tym atrakcyjnego, ani tym bardziej ekskluzywnego. Ale idźmy dalej. W innym przedpołudniowym programie zapowiedź ekskluzywnej sesji zdjęciowej Joanny Jabłczyńskiej. Ta serialowa aktoreczka pojechała do Kenii, gdzie ją obfotografowano ze wszystkich stron, aby zdjęcia zamieścić w jednym z plotkarskich periodyków. Ani ta sesja nie była niczym ekskluzywnym, ani tym bardziej przeprowadzona z niej telewizyjna relacja. Ot przeciętna, codzienna orka na telewizyjnym ugorze. Co tam jeszcze mamy ekskluzywnego? Przede wszystkim ekskluzywne gale i bale. Na okrągło prasa i telewizornia informują nas, kto z kim przyszedł, a z kim wyszedł, kto był w centrum zainteresowania, a kto tylko języczkiem u wagi. I w tym tonie do znudzenia bla, bla, bla. Zalewa nas ekskluziw made in Poland, czyli nasza swojska odmiana tego, co gdzieś na świecie już minęło, przebrzmiało. Powiedział 170 lat temu mądry poeta: pawiem i papugą narodów jesteśmy. I nic się Czcigodny Panie Słowacki od tego czasu nie zmieniło. Widać taki już nasz, zakompleksionych prowincjuszy, los.

SOBCZAK i SZPAK
 
CHLEBOWSKI, TY … DOBROCZYŃCO

       Zaczniemy jednak od Tomasza Nałęcza, polityka równie udanego jak Zbigniew Chlebowski. Otóż ten Cyceron pseudo lewicy wziął był i powiedział Super Expressowi co myśli o swoim koleżce Józefie Oleksym, cyt: „Przetrwa każdą zmianę klimatu. Gdyby był dinozaurem, to przeżyłby katastrofę i dał początek nowemu gatunkowi… o bardzo długich językach.”. Ubawiła nas ta wypowiedź niezwykle, zważywszy, iż padła z ust największego kameleona, kunktatora i karierowicza III RP, faceta którego pycha, zadufanie i bezczelność pchnęły do kandydowania na urząd Prezydenta. Bilbord z Barackiem Obamą jest tego jawnym dowodem. Powiedzmy sobie szczerze i wyjątkowo życzliwie, z Nałęcza jest taki Obama, jak z Gołymina Waszyngton!
      Przed sejmową Komisją Śledczą zasiadł sam ZBIGNIEW NAPRAWDĘ ZA TYDZIEŃ PROJEKT USTAWY CHLEBOWSKI. W swoim słowie na powitanie zapewnił, iż z całą mocą i stanowczością dbał o interes państwa polskiego. We wszystkich poczynaniach kierował się wyłącznie troską o publiczne pieniądze, o DOBRO WSPÓLNE! A wszystko to co ukazało się na jego temat w mediach, o czym mówił Mariusz Kamiński, to zwyczajne pomówienia, oszczerstwa, podłe insynuacje i kłamstwa. Wszystko zostało zmanipulowane, a wyrwane z kontekstu zdania i skróty myślowe posłużyły plugawym konfabulacjom. Poseł Chlebowski, zdegradowany przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO, co rusz zaświadczał, iż w jego pro państwowej robocie nie masz nic ważniejszego od dobra naszej Ojczyzny. To mu przyświecało w całej poselskiej służbie. I co ma z tego? Zamiast uznania, szacunku, awansów i odznaczeń, degradację, zaszczucie, upodlenie jego i całej rodziny. On, wybitny propaństwowiec, dobroczyńca Narodu, rzec by można demon oczekiwanych przemian i szatan zmian na lepsze, upadł pod zmasowanym naporem łgarstwa, podłości i nikczemności. Kiedy słuchaliśmy tego kaznodziei z Wrocławia mało nam serca ze współczucia i bólu nie pękły. Uratowała nas jedynie przerwa w kazaniu.
A może było inaczej? Może najzwyczajniej w świecie zagotowało się w nas, kiedy widzieliśmy kolejnego wybrańca Narodu, który stara się zrobić nam wodę z mózgu? Który uważa, że przed telewizorami siedzi ciemny lud i wszystko łyka? Przyjmie brednie za niekwestionowaną prawdę, a ckliwymi, granymi cynicznie pod publiczkę opowiastkami autentycznie się wzruszy? Panie Chlebowski, kiepski z pana aktor, a wygłaszany tekst kłamliwy i podłej jakości. Pierdoły w rodzaju, iż spotykał się pan z Sobiesiakiem wyłącznie towarzysko i od czasu do czasu gościł u niego w kurorcie w Zieleńcu, może pan wciskać głuchoniemym. Ale i oni się nie nabiorą. Wystarczy, że spojrzą panu w oczy. Jak pan śmie w ogóle sugerować, iż był pan wielkim bojownikiem o zdecydowane ograniczenie w Polsce działalności hazardowej. Z pana oracji wynika, iż gdyby pan mógł, to z dnia na dzień utrąciłby pan jednorękim bandytom łapy, a videoloterię spuścił do kanału. Grzebał pan przy tej ustawie hazardowej tak jak cała klasa polityczna przez ostatnie 20 lat. Wszyscy jesteście umazani, bo wszyscy widzieliście w tym wielkie korzyści dla siebie i swoich partii. Ponieważ jak zwykle przy matactwie i krętactwie wychodzi wcześniej czy później szydło z worka, obrzucacie siebie nawzajem błotem sugerując, iż WAS PRZY TYM NIE BYŁO.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Następnym bogu ducha winnym propaństwowcem będzie Drzewiecki, Schetyna, Gosiewski i każdy kogo wezwie przed swe oblicze Wysoka Komisja.
 
KŁUSOWNICTWO EROTYCZNE

      W jednym z programów telewizyjnych usłyszeliśmy informację która nas wielce zaciekawiła. Okazuje się, iż na rynku damsko-męskim bardzo popularne jest obecnie „kłusownictwo erotyczne”. Generalnie polega ono na tym, iż kobiety polują na żonatych facetów (stąd to kłusownictwo). Jeżeli jednak komuś wydaje się, że to polowanie ma jedynie wymiar duchowy (czytaj: erotyczny) to myli się w całej rozciągłości. Rzeczone kłusownictwo to przede wszystkim biznes. Najbardziej zagrożeni są żonaci mężczyźni, posiadający złote, platynowe i diamentowe karty kredytowe. To oni są na celowniku atrakcyjnych kłusowniczek. Przyglądając się bliżej sprawie widzimy wyraźnie, że mamy do czynienia z odwieczną tradycją polowania na grubego zwierza, najchętniej rekina finansowego. Odwróciły się jedynie role. W zamierzchłych czasach mężczyzna zakładał sidła na posażne panny, zamożne rozwódki, majętne wdówki. Teraz kobiety zakładają wymyślne przynęty, by zwabić do siebie mężczyzn. Ofiary określają mianem ciacha, mięska, itp., czyli nazewnictwem czysto konsumpcyjnym. Niestety, owe określenia z rzadka mają coś wspólnego z atrakcyjną powierzchownością obiektu polowania. Jest to wyłącznie mlaskanie, zachwyt nad stanem jego konta. Nawet najprzystojniejszy golas nie ma szans przy małym, łysym, spasionym, spoconym ale wachlującym się książeczką czekową, obrzydliwie bogatym żonkosiu. Takie zaobrączkowane ciacho to skarb. O wiele lepsze i bezpieczniejsze od kawalera. Kupi garsonierę, ciuchy, zabierze na wycieczkę i będzie szczęśliwy, że ma u swego boku atrakcyjną laskę. Dla niego to znakomita odskocznia od nudnej, luksusowej rzeczywistości rodzinnego domu. Dla niej beztroskie, wygodne życie, bez specjalnych zobowiązań. Oczywiście to o czym tu piszemy to nic nowego. To tylko najstarszy zawód świata po liftingu. Kiedyś nazywało się to prostytucją. Tytułowe kłusowniczki, jeżeli nie polowały zawodowo, a tylko w wolnych chwilach, zwane były utrzymankami. Tak było kiedyś. Obecnie nastały czasy, w których nie nazywa się rzeczy po imieniu, tylko wymyśla się wyrafinowane zamienniki. Stąd zapewne mamy to ekscytujące „kłusownictwo erotyczne”, a nie zwyczajne, przaśnie kurestwo.

SOBCZAK i SZPAK
 
RÓŻNE GRANIE

     Po raz 18 zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Pomocy prawdziwej, uczciwej, namacalnej i weryfikowalnej. Grała Orkiestra która jest nadzieją tysięcy chorych dzieci i ich rodziców. Dźwięki tej największej i najpiękniejszej Orkiestry, jak co roku, niezależnie od mrozów, rozgrzewały serca milionów Polaków, łącząc ich we wspólnym dziele. Nie wszystkim jednak to granie przypada do gustu. Tradycyjnie, też jak co roku, uaktywniły się radiomaryjne szwadrony zawiści i nienawiści. Opluły grajków i dyrygenta osobiście. Unurzały w błocie pomówień i insynuacji. Znowu wychowankowie Ojczulka Rydzyka zionęli chrześcijańską miłością do Owsiaka, sugerując machloje i przewały. Wstrętne to i podłe, szczególnie w ustach kogoś, kto ma tyle finansowych grzechów na sumieniu. Przekonani o słuszności zasady, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, gratulujemy Orkiestrze i Jurkowi Owsiakowi sukcesu. A za rydzykowców będziemy się żarliwie modlić, prosząc usilnie Boga, żeby wybaczył im, bo nie wiedzą co czynią.
     Grał, tyle że na nerwach społeczeństwa, Narodowy Fundusz Zdrowia. Takie przynajmniej można było odnieść wrażenie, oglądając telewizornie. Po sławnej konferencji prasowej Prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza ze wszystkich stron poleciały na jego łepetynę gromy. Zarzucono mu bezczelność, arogancję, cynizm i robienie z lekarzy niepiśmiennych wariatów. Nawet sam premier Donald Kochajmy Się Tusk postanowił ukarać prezesa, odbierając mu jedną miesięczną pensję. Cóż, przyjdzie prezesowi wyrównać tę stratę z puli nagród obowiązkowych. Mówiąc szczerze, ten frontalny atak na Paszkiewicza nieco nas dziwi. Pan Jacek kieruje Narodowym Funduszem ZDROWIA! A nie Narodowym Funduszem CHORÓB! Jak z tego wynika, gość zainteresowany jest zdrowymi, a nie chorymi na raka i 1500 innych chorób. Słusznie też zabronił robienia mammografii pacjentkom zgłaszającym dolegliwości w obrębie piersi. Jako CHORE nie podlegają opiece ze strony Narodowego Funduszu ZDROWIA! Bo tak to u nas jest zawsze. Najpierw powołujemy jakąś instytucję do czegoś, po czym okazuje się, że ona nie jest do tego, tylko do niczego. Bo na cholerę zdrowemu chodzić do lekarza!
     Platforma Obłudy, nie bacząc na nic gra nadal w kulki ze społeczeństwem. Kreuje rzeczywistość której w rzeczywistości nie ma. Przekonana o swojej niegasnącej popularności staje się coraz bardziej zakłamana, bezczelna i arogancka. Sławna zielona wyspa na morzu europejskiego kryzysu okazuje się być fatamorganą. Powraca stare, ale jakże zasadne pytanie: Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Czego nie dotknąć, jest dziurawe i przecieka. Na nic nie ma pieniędzy, a od bezrobocia szybciej rośną tylko ceny i deficyt budżetowy. W poszukiwaniu szmalu na łatanie dziur za chwilę sprywatyzujemy wszystko, łącznie z lasami, rzekami i jeziorami. Osiągniemy ideał, czyli kapitalizm bez rodzimego kapitału. Będziemy się cieszyć jak za zaborów, że nie ma w ogóle PAŃSTWA W PAŃSTWIE. Jeszcze jedna kadencja Platformy Obłudy, a z tego co nasze, pozostanie tylko nazwa i orzeł w złotym, moherowym bercie. Choć kto wie, może i to opchniemy.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Z bardziej zabawnych gier, to gra na zwłokę prezydenta i premiera. Im bardziej udają, że im nie zależy na prezydenturze, tym bardziej im zależy! Ale krygują się, hamletyzują i budują napięcie, zgodnie z wytycznymi PR-owców. Paradne to wielce, bo gra ta już dawno nikogo nie bawi i nie podnieca.
 
OBRAZKI NIE Z ALASKI

     Oto kilka obrazków z zaśnieżonej Bydgoszczy i okolic. Na początek coś optymistycznego, a zarazem symptomatycznego. Na przystanku tramwajowym starsza pani rozmawia z mężczyzną, któremu wmawia, że to skandal, iż nawet przed Ratuszem nie jest odśnieżone. Na co facet odpowiada jej, że to celowa robota, ponieważ władze miasta nie potrafią poradzić sobie z odśnieżeniem ulic, to na wszelki wypadek nie odśnieżają również koło siebie, żeby ludzie nie mówili, iż się wysferzyli i chodzą sobie po odśnieżonym jak paniska, a zwyczajni przechodnie muszą przebijać się przez zwały śniegu, jak na Alasce czy Syberii. Jest w tym jakaś racja, a nawet jakowyś sens i logika.
     Obrazek drugi. Na granicy między chodnikami a jezdniami zalegają hałdy śniegu. Kierowcom nie chce się wbijać w puch ani szukać innych miejsc do zaparkowania, więc zatrzymują się na skraju jezdni nie bacząc na fakt, iż blokują w ten sposób np. przejazd tramwajom. W krótkim czasie widzieliśmy dwa takie przypadki na Chodkiewicza i Gdańskiej. Natychmiast zrobił się gigantyczny korek oraz spora kolejka tramwajów. Przez dwóch kretynów kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset osób marzło na przystankach. A wystarczyło deczko pomyśleć zanim się zaparkuje. No ale do tego potrzebne jest nakrycie głowy, bo inaczej mózg zamarza.
     Obrazek trzeci i ostatni. Trudno w ogóle wspominać o bocznych ulicach naszego miasta. Tam śnieg czuł się zupełnie bezpieczny. Leżał sobie dziewiczy, nienękany przez drogowców odpowiedzialnych za oczyszczanie ulic. Oni, wybitni fachowcy, byli zajęci nieodśnieżaniem głównych arterii miasta i czekaniem na odwilż. Rozjechane tony śniegu, ślisko, niebezpiecznie – to obraz Fordońskiej, Wyszyńskiego, Jagiellońskiej, Kujawskiej czy Kamiennej. Naiwnie myśleliśmy, że cały tabor został w związku z tym przerzucony za miasto, na drogi dojazdowe i wyjazdowe. Nic z tych rzeczy. Tam było niewiele lepiej niż w mieście. Szybkość podróżna 30km/h to było wszystko na co można było sobie pozwolić.
     Dlaczego o tym, wszystkim napisaliśmy? Bo chcemy żeby mieszkańcy Bydgoszczy nie zapomnieli o zaradnych ojcach i matkach miasta i podziękowali im serdecznie przy urnach wyborczych.

SOBCZAK i SZPAK
 
W OPARACH KŁAMSTWA

       Przed nami wyjątkowy rok. Będziemy wybierali prezydenta Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3 tudzież radnych, prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Już konsolidują się sztaby, trwa zbieranie funduszy, szykowanie strategii. Jak zwykle prawda o wyborczej kasie wyjdzie po latach. Dopiero wtedy będzie wiadomo kto, ile, komu i za co zapłacił. Dlatego my skupimy się na strategii wyborczej. Nie mamy złudzeń ani żadnych wątpliwości, że będzie ona wyglądała tak jak wszystkie poprzednie. Będzie negatywna, oparta na kłamstwach, pomówieniach, oszczerstwach, czyli przemożnej chęci zdyskredytowania przeciwników. Opluć konkurentów, zgnoić, wbić w glebę, to naczelny cel każdego sztabu wyborczego. Już od dawna trwa intensywne poszukiwanie haków, grzebanie w życiorysach, przygotowywanie prowokacji. To są te nasze standardy wyborcze. Ale najgorsze w tym wszystkim, najpodlejsze i najohydniejsze będą deklaracje polityków ubiegających się o zaszczytne stanowiska. Poczynając od wójtów, a kończąc na kandydatach na prezydenta RP, będą podczas kampanii KŁAMAĆ jak najęci! Oczywiście te łgarstwa przyjmą postać obietnic bez pokrycia, bo tak od lat są nazywane. Słowo „kłamstwo” do mediów się nie przebiło, choć od 20. lat propaganda zaręcza, że nie masz w naszym kraju nic cenniejszego nad PRAWDĘ! Dziennikarzom, szczególnie tym z mediów elektronicznych, nie przechodzi przez gardło słowo „kłamstwo”. Bo to niepoprawne politycznie, wulgarne! Polityk łże w żywe oczy, a dziennikarz nie reaguje. Ewentualnie delikatnie sugeruje, że rozmówca mija się z prawdą. Ulubionym zwrotem polityków i dziennikarzy jest stwierdzenie, iż interlokutor „oszczędnie gospodaruje prawdą”. Co to za bredzenie. Gość bez żenady kłamie, nawija ludziom makaron na uszy i nikt nie ma odwagi mu tego wytknąć. Toczy się gra w układne słówka, w aluzyjki. Ta pseudo kulturka uprawiana przez 20 lat w mediach sprawiła, iż politycy czują się bezkarni w swoich kłamstwach. Coraz chętniej po nie sięgają i nie mają żadnych skrupułów. A czas kampanii wyborczych to dla polityków wszystkich maści wręcz festiwal kłamstw. Najsmutniejsze zaś jest, iż zdecydowana większość społeczeństwa w te obietnice, w te ewidentne bzdury i kłamstwa absolutnie nie wierzy, a jednocześnie z taką łatwością daje kłamcom rozgrzeszenie. Powiada się: przecież to kampania wyborcza, a ona ma swoje prawa. Jakie do cholery swoje prawa?! Prawa do kłamstwa, do matactwa, do oszustwa? A kto niby dał te prawa? Przecież dzięki temu robi się z nas kompletnych idiotów, którym można wszystko wcisnąć, bez żadnych konsekwencji. A nam o tę ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WYPOWIADANE PRZEZ POLITYKÓW SŁOWA powinno najbardziej chodzić. Bo przecież ci nasi wybrańcy stanowią prawo, a co za tym idzie, decydują o przyszłym naszym i naszych bliskich życiu. O tym, rozgrzeszając polityków po wyborach, usprawiedliwiając niedotrzymywanie obietnic, zapominamy. A powinniśmy przede wszystkim o tym pamiętać. Bo wybory to nie karnawał, to nie festyn. Tu wszystko dzieje się na poważnie i na serio. Zły wybór, oddanie władzy kłamcom, skutkuje ogromną ilością złych ustaw, złych decyzji, afer i skandali. Kłamstwo w polityce to nie trądzik, tylko rak degenerujący i niszczący strukturę państwa!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Jak mówi Pismo Po owocach ich poznacie! Już dawno poznaliśmy i co? Wychodzi na to, że się w nich rozsmakowaliśmy, bo inaczej żadnego z tych cynicznych kłamców znowu byśmy nie wybrali.
 
ZABÓJCZE ARESZTY

      Kolejna dziwna śmierć osadzonego i to nie byle jakiego, bo ponoć bezcennego dla organów ścigania świadka, każe zadać sobie pytanie, czy aby w aresztach i więzieniach przebywający tam „pensjonariusze” są rzeczywiście bezpieczni. Wychodzi na to, że nie. Szczególnie ci, którzy znajdują się pod specjalną ochroną. W Przenajświętszej RP nr 3 tak się porobiło, iż właśnie tym najcenniejszym, tym którzy mogą pomóc w wyświetleniu wielu tajemnic, w dojściu do prawdy, żyć się nie chce, popełniają samobójstwa albo kładą się do szpitala by umrzeć z przyczyn „naturalnych”. Nie wiedzieć czemu zwyczajnym bandziorom i zbójom żyć się chce i ani im w głowie zrobienie sobie seppuku. Oni kiblują spokojnie, kształcąc się w zbójeckim rzemiośle. Specjalny nadzór ich się nie ima. Ci którzy podlegają całodobowemu monitoringowi i ciągłym kontrolom padają jak muchy. Można wyciągnąć z tego jedynie dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że nasze areszty i więzienia nie są przygotowane do zajmowania się takimi osadzonymi specjalnej troski. Z drugiego wynika, że ta opieka i troska źle wpływa na zdrowie aresztowanych. Nie może być inaczej! A ględzenie szefostwa zakładów karnych i aresztów, iż nadzór jest świetny, a warunki techniczne niczym nie odbiegają od obowiązujących standardów, spokojnie miedzy bajki można sobie włożyć. Dowodem na ściemnianie, na robienie ludziom wody z mózgu są wypowiedzi władz więziennictwa w sprawie ostatniej śmierci. Powiadają, iż osadzony otrzymał gryps który mógł być zatruty… Zaraz, zaraz, wiedzieli, iż otrzymał gryps i nic z tym nie zrobili? Pozwolili, aby świadek w ten czy inny sposób znalazł drogę do Domu Pana, a nie sądu. To niebywałe!!! To jakaś chora sytuacja rodem z kretyńskiego kryminału. Dlatego nie dziwota, że żadna z najbardziej bulwersujących zbrodni ostatniego dwudziestolecia nie jest do końca wyjaśniona. Ba, nie doczekała się tego żadna z największych afer. Za bezbożnej komuny byłoby to zrozumiałe. Ale żeby tak się działo za Przenajświętszej? To wstyd i hańba! Tylko jakie to ma dziś znaczenie, skoro o takim czymś jak wstyd i hańba, można już tylko poczytać w patriotycznych powieściach historycznych!

SOBCZAK i SZPAK
 

DAĆ NAUCZKĘ

        Nasz Szanowny Sąsiad z góry (Angora - Korwin Mikke) jest mistrzem świata w wynajdowaniu argumentów do stawianych przez Siebie tez. Potrafił w naszym felietonie o Chlebowskim znaleźć to, czego tam absolutnie nie ma. W konsekwencji Pan Janusz nazwał nas naiwniakami dotkniętymi kompletną aberracją umysłową. Skoro z nami jest tak źle, to jaka jest kondycja umysłowa Pana, czytającego tekst bez zrozumienia? Teraz specjalnie dla Pana, wielkimi literami i zdaniami prostymi wyjaśniamy: O CHLEBOWSKIM PISALIŚMY NIE DLATEGO, ŻE CHCIELIŚMY JEGO POWROTU DO PRACY! WRĘCZ PRZECIWNIE, ŻĄDALIŚMY ABY ZOSTAŁ Z NIEJ NATYCHMIAST WYRZUCONY!!! Taki był sens i wymowa felietonu! Aż nie chce nam się wierzyć, że Pan tego nie pojął. Ale tak to już jest, jak się nagina wszystko do swojego widzenia świata. Pozdrawiamy z wyrazami sympatii i życzeniami zdrowia.

        Dwadzieścia lat demokracji w naszym swojskim wydaniu i wyborczy rok przed nami to wystarczające powody, by podyskutować o władzy. Tak jak wielu Rodaków, my również zastanawiamy się, czyja ona jest naprawdę. Rozumując logicznie, władza należy do obywateli, którzy wybierają demokratycznie swoich przedstawicieli do jej bezpośredniego sprawowania. W tym momencie powstaje zasadnicze pytanie: czy owi wybrańcy mają obowiązek SŁUCHAĆ tych, którzy ich na te stanowiska delegowali? Naszym zdaniem powinni się przynajmniej od czasu do czasu WSŁUCHIWAĆ. To pytanie jest dla nas bardzo istotne, w kontekście zwiększenia udziału Polaków w wojnie w Afganistanie. Od wielu już miesięcy wszystkie ośrodki badania opinii publicznej pytają respondentów o tę właśnie sprawę. Niezmiennie około 80% Rodaków jest zdecydowanie przeciwnych obecności naszych wojsk w tym kraju. Z tych badań wynika również, iż Polacy chcą wręcz wycofania armii z Afganistanu. Niestety, nie ma to żadnego znaczenia dla naszych wybrańców! A taki minister Sikorski aż nóżkami przebiera, żeby z Polski zrobić amerykańską bazę wojskową. Wtedy można by było całą polską armię wysłać do Afganistanu. On, Klich i reszta rządu powołują się przy tym na nasze sojusznicze zobowiązania, rację stanu, gwarancje bezpieczeństwa i inne propagandowe brednie. Niczym nie odbiegają w tym od komuchów zakochanych w ZSRR. Dlatego sondaże dla nich nieprzychylne z góry bagatelizują i lekceważą. To pokazuje, jak my wyborcy jesteśmy instrumentalnie traktowani przez polityków. Przymilają się do nas i obiecują złote góry raz na cztery lata, bo chcą nadal sprawować swoje urzędy. Potem nasze zdanie nie ma już dla nich żadnego znaczenia. W tym momencie warto zastanowić się nad wykorzystaniem w polityce bieżącej czegoś takiego jak instytucja referendum. Wybrańcy narodu jakoś się do niej nie odwołują. Boją się referendum jak diabeł święconej wody. A nóż wyjdzie na jaw, że to co robią stoi w całkowitej sprzeczności z opinią większości Polaków. Zaraz ktoś powie, że nie można przecież w każdej sprawie robić referendum. Zgoda, ale są takie, które tego bezwzględnie wymagają. Do nich na pewno należy udział Rzeczpospolitej w wojnach! Naszym zdaniem, każde wysłanie polskiej armii na wojnę powinno zostać poprzedzone referendum. Wiedzą o tym rządzący, więc stosują różne oszukańcze, propagandowe chwyty, aby wojny nie nazywać wojną. Stąd mamy różne misje stabilizacyjne, interwencje zbrojne, choć wszyscy wiedzą, że to po prostu regularne wojny.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Tegoroczne wybory prezydenckie to doskonała okazja, żeby dać nauczkę tym kłamcom i obłudnikom. Czego sobie i Państwu w Nowym Roku życzymy.

 
POSZŁY KONIE

       Rok 2010 będzie stał pod znakiem nieustającej kampanii wyborczej. Jesienią przyjdzie nam pójść do urn i zdecydować, kto zostanie nowym prezydentem Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3. Początek mamy już właściwie za sobą, ponieważ pojawiło się trzech pierwszych harcowników, którzy oficjalnie ogłosili, iż będą ubiegać się o ten najwyższy urząd w państwie. Rzec by można, że pierwsze konie poszły już po przysłowiowym betonie. Najpierw, jak diabeł z pudełka, a właściwiej byłoby napisać z krypty wyskoczył prof. Tomasz Nałęcz. On należy do tych, co to bez przerwy żegnają się z polityką i jakoś odejść nie mogą. W sumie to postać żałosna i niewarta większej uwagi. Ot, wykształcony, inteligentny cwaniaczek, który ciągle szuka ścieżki do wielkiej polityki, a co za tym idzie, do chwały i zaszczytów. Na szczęście ludzie już dawno poznali się na nim i jego kanapowych partyjkach. Szanse wyboru na prezydenta żadne. Drugi z już zgłoszonych kandydatów to były minister finansów i minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski. Startować będzie jako kandydat niezależny. W wyborach prezydenckich 2000 roku zajął drugie miejsce uzyskując 17,3% głosów. To stawia go w rzędzie kandydatów, którzy mogą liczyć się w rozgrywce i poważnie utrudnić Tuskowi zostanie prezydentem. No i wreszcie ten trzeci kandydat z SLD, wyłoniony podczas specjalnej konwencji programowej. Lewica postawiła na byłego ministra obrony narodowej, obecnego wicemarszałka sejmu Jerzego Szmajdzińskiego. To klasyczny kandydat z łapanki. Nie wyszło z Cimoszką, nie wyszło z Jolantą, kogoś trzeba było wystawić, więc padło na Szmajdzińskiego. Bezbarwny, mdły kandydat, którego w zasadzie nikt na serio w SLD nie popiera. Szmajdziński stara się jak może sprawiać wrażenie człowieka spokojnego, zrównoważonego, godnego zaufania, ale w tym staraniu jest mało przekonywujący. Wszak to PZPR-owsko SLD-owska skamielina, której jak trzeba, to z solą owszem, a i bez soli też dobrze. Ta kandydatura pokazuje, jak nędzną i schyłkową jest polska lewica.
       Oczywiście jeszcze oficjalnie nie zgłosili się do wyścigu najważniejsi zawodnicy. Tusk i Kaczyński udają, że się wahają. Tylko po co przy tej okazji tak przebierają nóżkami? Spokojnie, będą, będą kandydować, a obok nich do tego wyścigu wystartuje cała masa dziwadeł z których będziemy mieli ubaw po pachy. Szkoda tylko, że będzie to zabawa za nasze pieniądze.

SOBCZAK i SZPAK