|
| CZAS SIĘ OBUDZIĆ Z rosnącym podziwem patrzymy na premiera Tuska, jak sobie co rusz strzela samobójczego gola. Wygląda to trochę tak, jakby chłopisko straciło orientację, w jakim kraju żyje i co się naprawdę w nim dzieje. Trudno nam powiedzieć gdzie tkwi przyczyna – w sukcesie wyborczym, w sodówie czy w tępych doradcach, którzy tak licznie go obsiedli? Wszyscy w Polsce zdążyli się przyzwyczaić, że premierowi łatwiej przychodzi cokolwiek obiecać niż splunąć. I tak potem tego nie realizuje. Zostawia sprawy rozgrzebane, wpół drogi. O ile jeszcze w poprzedniej kadencji starał się być sympatyczny i robić dobre wrażenie, to teraz nie dba nawet już o to. Wystawia, niczym żółw, łeb ze swojej Kancelarii, marszczy brwi, grozi konsekwencjami i w ogóle jest naburmuszony i obrażony, że ktoś coś od niego chce, czegoś się domaga. To kruszy jego wątły autorytet, nie dodaje mu powagi, za to śmieszności przydaje jak najbardziej. Premier Tusk, idąc tą drogą, jeżeli dotrwa do końca kadencji, będzie politykiem powszechnie znienawidzonym. Młodzi ludzie, wychodząc na ulice, nie tylko protestowali przeciwko przepisom jakie zawierają się w porozumieniu ACTA, ale również przeciwko bucie, arogancji i bezczelności premiera. To było naprawdę bardzo irytujące, kiedy Donald Tusk twierdził, iż nic się nie stało i można spokojnie konsultować porozumienie po jego podpisaniu. Że nie ma ono praktycznie żadnego znaczenia dla polskiego prawodawstwa. Jeżeli nie ma, to po jaką cholerę było je podpisywać? Po co komu konsultacje, jeżeli już wyraziliśmy swoim podpisem zgodę na zapisy zawarte w porozumieniu. Tak, tak, jeszcze nie ratyfikowaliśmy. Uhm… Do wojny z Irakiem też mieliśmy przystąpić tylko logistycznie, a z Afganistanu wycofać się w bieżącym roku. Tak samo będzie z ACTA. Kto ma odrzucić ratyfikacje porozumienia, jeżeli strona rządząca (podpisująca) ma w parlamencie większość? To jest opowiadanie głodnych kawałków i robienie z ludzi idiotów. Premierowi wydaje się, że samą paplaniną uspokoi i wyciszy protesty. Nie wyciszy. Będzie to mu zapamiętane i obróci się przeciwko niemu, a co za tym idzie jego formacji. Najgorsze w rządzeniu Donalda Tuska jest to, że trudno w jego wypowiedziach, w jego deklaracjach, zapewnieniach doszukać się prawdy. Mówił nie tak dawno, że po to chcemy dać 7, 8 miliardów euro do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, żebyśmy nie znaleźli się na obrzeżach Unii Europejskiej. Że te pieniądze, które włożymy w ratowanie (hi, hi) Włochów, Greków czy Hiszpanów pozwolą nam zasiąść w unijnym salonie z Merkel, Sarkozy’m jak równy z równym. Kłamstwo czy dziecięca naiwność kierowała premierem gdy to mówił? A może jedno i drugie? Rzeczywistość szybko zweryfikowała te kłamstwa. Pieniądze owszem, mamy dać, i spadać. O współdecydowaniu nie ma mowy. Premier podkulił ogon i bąknął, że nie zawsze da się wygrać. Tak jakbyś chłopie cokolwiek wygrał czy ugrał. Stocznie pozdychały, funkcjonujemy w unijnym drugim szeregu, Ameryka ma nas za durniów, którzy zrobią wszystko co ona każe i jeszcze za to zapłacą (patrz wojenki i miliardy które w nich utopiliśmy). O jakich wygranych pan mówi? Czas się obudzić panie premierze, przepędzić darmozjadów, tych kolesiów-doradców od siedmiu boleści, wyjść do ludzi, zacząć z nimi rozmawiać i rządzić jak na prawdziwego premiera przystało. SOBCZAK i SZPAK P.S. Żeby to zrobić, trzeba chcieć, a panu najwyraźniej już się nie chce. No to przebudzenie przyjdzie z innej strony. |
| DLACZEGO? Kiedy czytacie Państwo ten felieton, my przebywamy w Toronto, gdzie dzisiaj i jutro będziemy gośćmi 15 Polonijnego Kabaretonu, od lat organizowanego przez miejscowy Kabaret Pod Bańką. To już 15 raz zjadą z całej Kanady oraz USA polonijne grupy satyryków, aby publiczności zaprezentować swoje kipiące od żartów, kpin i złośliwości spojrzenie na świat i Polskę. Impreza cieszy się wielkim powodzeniem. Czekają na nią nasi Rodacy, których z różnych powodów losy rzuciły tak daleko od kraju. Zastanawiamy się, dlaczego w polskich mediach, a szczególnie w telewizji nic się o tego typu polonijnych imprezach nie mówi. Na co dzień, szczególnie w stacjach TVP, nie można opędzić się od kabaretowej szmiry udającej programy satyryczne. A może raz do roku warto posłuchać, jakie zdanie o nas mają ci, którzy spoglądają z oddali, pewnego dystansu. Zaręczamy, iż programy kabaretów polonijnych są bardzo aktualne. W erze telewizji satelitarnej, a szczególnie Internetu, wiedza twórców mieszkających za oceanem jest dokładnie taka sama jak nasza. Oni też w ciągu minuty dowiadują się o najważniejszych sprawach dziejących się między Bugiem i Odrą. Przed nimi, tak jak przed nami, nic się nie da ukryć. Ba, o pewnych rzeczach, które przemilczają nasze „wolne” media, oni mówią publicznie, dyskutują o tym, krytykują, jeżeli jest za co. To byłoby bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie. No tak, ale przecież w telewizorach od zawsze pracują ludzie, którzy wiedzą lepiej i są najmądrzejsi pod słońcem. Ci panowie życia i śmierci są święcie przekonani, że jak się nie pokaże artysty w telewizji, to już po nim. Biedni, zadufani w sobie durnie żyją w telewizyjnych kokonach, oderwani od życia. I pies gęby im lizał gdyby nie to, że płaci im się za robienie programów misyjnych, czyli za to, czego w TVP nie uświadczysz. O działalności artystów polonijnych tu, w kraju, w zasadzie nic nie wiemy. Telewizja publiczna tym się nie interesuje, nie zajmuje, choć ma taki statutowy obowiązek. Po to stworzono TVPolonia, żeby przybliżać Rodakom z zagranicy to, co dzieje się w kraju i odwrotnie. Tyle, że z tym odwrotnie jest gorzej niż źle. Zamiast katować nas bez przerwy tymi samymi kabaretami, warto uczynić drobny wysiłek i zorganizować chociażby taki Polonijny Kabareton. Świat jest wielki. Wystarczy w Internecie ogłosić taką inicjatywę, potem wybrać najlepszych i zaprosić ich do Ojczyzny. Proste? Proste! Dlaczego nie? Potrzeba tylko odrobinę chęci i zapału. Po powrocie z 15 Polonijnego Kabaretonu zdamy Czcigodnym Czytelnikom relację, no i oczywiście zamieścimy kilka zdjęć…, jak Szczapa pozwoli. Pozdrawiamy. SOBCZAK i SZPAK |
| CZAS NA PRESLEYA Jesteśmy za. Jak oszaleć, to do końca! Przynajmniej choć raz zrobimy coś porządnie i jak trzeba. A wszystko to za sprawą Antoniego Macierewicza i jego Zespołu Downa. To dzięki ustaleniom tego szacownego gremium mamy tak imponujące i nie do przecenienia ekspertyzy dotyczące katastrofy smoleńskiej, a wykonane przez dwóch najwybitniejszych, bo amerykańskich uczonych – Wiesława Biniendę i Kazimierza Nowaczyka. To oni sprawili, że Polska już nie jest taka sama, a katastrofa smoleńska okazała się być perfekcyjnym zamachem przygotowanym przez grupę jeszcze nie do końca zidentyfikowanych spiskowców, na czele których (wszystko na to wskazuje) stali Putin i Tusk. I pewnie nie wyszedłby on na jaw, gdyby nie upór Macierewicza i determinacja jego Zespołu Downa w dochodzeniu do prawdy, która zresztą była znana od samego początku. Od momentu, kiedy premier Putin, pod pozorem składania kondolencji premierowi Tuskowi, ściskał go i obejmował serdecznie. To nie smutek, a radość nim kierowała. To były gratulacje. Nie chciała tego zauważyć prorządowa, reżymowa propaganda. Przychylne, usłużne Tuskowi media wmawiały Polakom, że te obleśne uściski to przejaw pojednania polsko – rosyjskiego i gest prawdziwego współczucia. Nic bardziej wstrętnego i obrzydliwego zdarzyć się nie mogło. Potrzeba było czasu i dwóch profesorów z Ameryki, żeby ten gmach obłudy i kłamstwa runął jak domek z kart, żeby nie powiedzieć World Trade Center. Po raporcie MAK-u i Millera nic poza niesmakiem nie pozostało. Na czym polega geniusz Biniendy i Nowaczyka? Ano na tym, że zakwestionowali wszystkie dotychczasowe ustalenia. Całe to śledztwo i jego wyniki, zarówno rosyjskich jak i polskich ekspertów wyrzucili do kosza, stwierdzając, że są zakłamane, sfałszowane, zmanipulowane i całkowicie niewiarygodne. Po czym, W OPARCIU O TE ZAKWESTIONOWANE USTALENIA, dokonali wiarygodnej ekspertyzy. Wynika z niej niezbicie, że samolot żadnej brzozy nie ściął, a już na pewno żadne drzewo nie uszkodziło mu skrzydła. Tu 154M rozpadł się zanim dotarł do lotniska. Te ustalenia bardzo ucieszyły Macierewicza i jego Zespół Downa. Skoro tak wybitni uczeni od nawozów i od świata potrafili przeprowadzić naukowy wywód w oparciu o stek kłamstw i bzdur zawartych w raportach MAK-u i Millera, tudzież dowieść prawdy, to wystarczy teraz tylko postawić kropkę nad i. To znaczy ustalić, jaka bomba, kiedy i przez kogo została zainstalowana oraz kto ją odpalił. Bo że tak to się odbyło, nie ma już żadnych wątpliwości. Szaleństwo osiąga swoje apogeum. Ależ to był genialnie przygotowany zamach. Namówiono prezydenta tysiąclecia żeby leciał do Smoleńska. Zmuszono pilotów do startu i lądowania. Wywołano mgłę, zatarto wszelkie ślady. Wciągnięto w ten Tuska i Putina spisek, rosyjskich i polskich śledczych, ekspertów, polityków, dziennikarzy, itp., itd. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, perfekcyjnie przygotowane i wykonane. Nie przewidziano tylko jednego. Że znajdzie się dwóch wybitnych uczonych amerykańskich, którzy całą intrygę rozgryzą, ujawnią, skompromitują i pozwolą prawdzie zwyciężyć. Teraz już Binienda & Nowaczyk mogą spokojnie zająć się Presleyem, i wbrew wszystkim i wszystkiemu udowodnić, że jednak żyje, i jak na nieboszczyka ma się całkiem dobrze. SOBCZAK i SZPAK P.S. Gdyby jeszcze ten duecik zechciał powiedzieć, po jakiego grzyba toruńskiego ktoś miałby robić zamach na tak marnego, nic nieznaczącego i obśmiewanego w Europie prezydenta? No po co?! |
| POLSKIE PIEKIEŁKO Piękna kariera sportowa Adama Małysza sprawiła, iż skoki narciarskie stały się jedną z bardziej ukochanych dyscyplin sportowych w naszym kraju. Oczywiście różne było nasilenie tej miłości, ale zawsze polscy skoczkowie mogli i mogą liczyć na życzliwość setek tysięcy, a nawet milionów fanów. Adam ze skoczni przeniósł się na trasy rajdowe. Jego miejsce powoli, ale bardzo konsekwentnie zajmuje Kamil Stoch. Za nim jest grupa młodych, zdolnych zawodników, którzy już zbierają punkty Pucharu Świata i pną się z zawodów na zawody coraz wyżej. To cieszy, bo sytuacja wydaje się być lepsza, niż za czasów największych sukcesów Małysza, kiedy to poza nim w czołówce nie było praktycznie nikogo. Nie wszyscy jednak tak to postrzegają. Otóż mieszkaniec Gorczycy nad Kanałem Augustowskim Wojciech Fortuna (tak, ten od tego jedynego mistrzowskiego skoku w Sapporo) nie może pogodzić się z tym, iż były polski skoczek narciarski Łukasz Kruczek, po zakończeniu kariery zawodniczej został trenerem kadry narodowej i zaczął odnosić sukcesy szkoleniowe. Żółć Fortunie się rozlała i zaczął bez opamiętania ujadać i gryźć Kruczka. Zawiść i zazdrość poczęła wychodzić mistrzowi olimpijskiemu porami. Fortuna dołączył do tych, którzy najlepiej czują się w polskim piekiełku. Jakież to żenujące, kiedy słucha się faceta, któremu raz wyszedł jeden skok, a potem nie wyszło całe życie, jak pluje i oczernia innych. Nie może w żaden sposób przełknąć tego, że Kruczek sprawdza się jako trener, że tak pięknie rozwija się jego kariera szkoleniowca. Fortunie wydaje się, że na jego fobie, kompleksy najlepszym lekarstwem jest obrzucenie błotem młodszego kolegi. To żadne antidotum. To straszliwa trucizna, która niejednemu zawistnikowi rozsadziła mózgownicę i zawiodła na samo dno. Z tego co powszechnie wiadomo, już pan w tych okolicach gościł, z trudem odbijając się od tego dna. Widać jedna taka nauczka to za mało. Lata hulaszczego trybu życia chyba jednak pozostawiły w łepetynie trwały ślad. Naprawdę trzeba być nie lada ignorantem żeby nie rozumieć, iż zespół sportowy, szczególnie po odejściu lidera, należy budować od podstaw. To poprzedni trenerzy byli do kitu. Adam Małysz odniósłby sukces i bez nich, bo to samorodny talent, sportowy geniusz. Ale żaden z nich nie wychował grupy następców. Dopiero Łukasz Kruczek i grono jego współpracowników zaczyna budować to, co powoli, za sezon, dwa, będzie można nazwać zespołem. Ale cóż, to pana nie interesuje. Wszak nie po to stworzyliśmy polskie piekło, żeby jeden z drugim ponad nas wyrastał. Czyż nie tak, panie Fortuna? Oczywiście, że tak! SOBCZAK i SZPAK |
| D.W.P. 2012 W Domu Wariatów Polsce po ujawnieniu analizy nagrań z kokpitu Tu 154M, dokonanej przez ekspertów z Instytutu Sehna zawrzało. Media wyraźnie ożyły i nabrały wigoru. Nareszcie mają prawdziwe paliwo, które wyzwala wielkie emocje (przynajmniej na ekranach telewizyjnych). Dzięki odgrzanej katastrofie smoleńskiej można mielić ozorem na okrągło, od rana do wieczora, z przerwą na nocne powtórki. Znowu dziennikarze i politycy mają błysk w oku i pianę na ustach. Znowu są wybitnymi specjalistami, ekspertami od pilotażu i katastrof lotniczych. Najwybitniejszy z nich Napoleon oświadczył był publicznie, iż w świetle i w cieniu ujawnionych analiz nie ma najmniejszych wątpliwości, że całe to śledztwo i te raporty to wielka lipa (o brzozie będzie za chwilę), tudzież osobista ściema Anodiny. Mówiąc inaczej wszystko zostało ukartowane przez Ruskich (tak się w D.W.P. publicznie nazywa Rosjan) i Tuska. Dla Napoleona i jego Macierewicza o żadnej katastrofie nie ma mowy, bo to był zamach na Prezydenta Tysiąclecia. Samolot rozleciał się w try PiS-dy zanim zetknął się z patykiem zwanym brzozą. Do ustalenia jest tylko, czy spowodowała to bomba próżniowa, grafitowa, wodorowa, jądrowa, nikomu nieznana, czy wszystkie razem do kupy wzięte. Innych wątpliwości nie ma. Jeżeli zaś idzie o to brzozowe bredzenie Anodiny i jej Millera, to Napoleon stwierdził kategorycznie, iż nie ma cienia wątpliwości, gdyż jest to oczywista oczywistość, że Tupolew należy do tego typu samolotów, których skrzydła koszą brzozy jak kombajny żyto. One po prostu wchodzą w drzewa jak nóż wchodzi w masło. I to są argumenty, fakty i dowody jak na Dom Wariatów przystało. A poza tym nie ma żadnych namacalnych, fizycznych dowodów, że ta rzeczona brzoza w ogóle tam rosła. Dlatego dość chrzanienia jakichś przemądrzałych sceptyków, ględzących o prawach fizyki których nie da się przeskoczyć. Da się, da, wystarczy oglądać telewizję. Wszystko jest do wytłumaczenia, dowiedzenia i udowodnienia. W Domu Wariatów Polsce polityków i dziennikarzy w ogóle nie interesuje to, iż Tu 154M przy takiej pogodzie, po wcześniejszym ostrzeżeniu ambasadora Polski rezydującego w Moskwie, iż na lotnisku smoleńskim nie ma odpowiednich warunków do przyjmowania takich samolotów, nie powinien wystartować, a już na pewno tam lądować. Nie przyjmują do wiadomości, że piloci nie mieli uprawnień i nie byli wystarczająco wyszkoleni (brak lotów na symulatorach), nie posługiwali się biegle językiem rosyjskim, to znaczy ruskim, itp., itd., etc. To jest nieważne. To wszystko to jedna wielka napaść na polskich oficerów, szarganie ich honoru, podważanie kompetencji i umiejętności. Gdyby nie zamach Putina i Tuska, byłoby tak, jak zapowiadali piloci JAK-a ruskim kontrolerom: ZARAZ ZOBACZYCIE JAK LĄDUJĄ DEBEŚCIAKI! Dlatego nie w polskich pilotach istota sprawy, a w tym, czy generał Błasik był w kokpicie, czy nie, odzywał się, czy milczał jak grób. O to jest spór, o to wojna w Domu Wariatów Polsce. Napoleon żąda przeprosin od Komorowskiego, Tuska i oczywiście Ruska oraz rozpoczęcia śledztwa od początku. A najlepiej gdyby zaczęło się jeszcze wcześniej! SOBCZAK i SZPAK P.S. Smutne i przykre, ale Polska to jeden wielki Dom Wariatów. Rozprawia się gorąco i namiętnie o umrzykach, zaś o nas żywych, płacących już 6 złotych za paliwo nie wspomina się ani słowem. Znakiem tego trzeba wyjść na ulice, żeby tym oderwanym od rzeczywistości zidiociałym politykom i mediom o sobie przypomnieć! |
| NIE OBESZŁA NAS Zupełnie nie obeszła nas informacja, że czarne skrzynki w kokpicie samolotu rozbitego pod Smoleńskiem nie zarejestrowały głosu generała Błasika. Bo cóż to ma za znaczenie? Żadne! Nie jest istotne, czy generał Błasik osobiście nakłaniał załogę samolotu do tragicznego lądowania, czy ktokolwiek inny. I tak wiadomo, iż atmosfera na pokładzie TU 154 była fatalna. OPÓŹNIENIE zawinione przez prezydenta Kaczyńskiego skutkowało tym, iż wszyscy byli podenerwowani, spięci i chcieli najszybciej jak to jest możliwe znaleźć się na miejscu. Załoga samolotu czuła to ciśnienie najbardziej. Wszak doskonale pamiętali co się działo w Gruzji. Jaka była histeria, jakie były naciski ze strony prezydenta. Rzecz jest w tym, że ciągłe mielenie tego samego tematu ma skutek odwrotny niż zamierzony. Smoleńska katastrofa już stała się tematem żartów, komentarzy podszytych ironią i kpiną. Ale tak się dzieje zawsze, gdy przekroczy się granicę śmieszności. Kaczyński z Macierewiczem, tworząc kretyńskie teorie spiskowe, przekroczyli tę granicę już dawno, a pomimo to brną dalej. Bo tu nie idzie o fakty i prawdę, a o winę, która jest oczywistą oczywistością. Tusk i Putin przygotowali zamach na prezydenta tysiąclecia! Koniec, kropka! Nie ma innej opcji! W tym kontekście jakiekolwiek rewelacje z czarnych skrzynek tak naprawdę niczego nie wyjaśniają. Gdyby w Smoleńsku panowały idealne warunki lotnicze, wtedy rzeczywiście można by zastanawiać się, kto popełnił błąd. Jednak wobec niezaprzeczalnych faktów (pogoda, stan lotniska) błędem było samo podjęcie próby lądowania. I tu mamy tylko dwa wyjścia: albo winna jest załoga, która podjęła niewłaściwą decyzję, albo pasażerowie (nieważne którzy i w jaki sposób) wywierający pośredni i bezpośredni wpływ na pilotujących. Innej możliwości nie ma! Ale to Kaczyńskiego & Company nie interesuje w ogóle. Winny jest Tusk i Putin, i tego będą się trzymać do końca świata i jeden dzień dłużej. Polacy na szczęście mają już świadomość tej politycznej gry. Dlatego coraz bardziej obojętnieją i przestają poważnie traktować informacje o katastrofie określane mianem sensacyjnych. Kaczyński na tragedii smoleńskiej i na trupie brata postanowił zbić swój kapitał polityczny. Nawet mu do pewnego momentu nieźle szło. Dokładnie do momentu, kiedy ludzie zorientowali się o co naprawdę chodzi. Teraz podgrzewanie tego tematu sensacyjkami w rodzaju generała Błasika nie robi wrażenia, wywołuje jedynie wzruszenie ramion i machnięcie na to wszystko ręką. I to jest zdrowa, jak najbardziej normalna i prawidłowa reakcja. SOBCZAK i SZPAK |
| KRETYNIZACJA Mamy już drugą dekadę XXI wieku. W zasadzie można bez specjalnego ryzyka pomyłki stwierdzić, iż świat znajduje się w erze informatycznej. Świat może tak, ale nie nasza Przenajświętsza Rzeczpospolita nr 3. Od wielu już lat co rusz próbujemy dokonać komputeryzacji tego czy innego fragmentu polskiej rzeczywistości. Przy okazji sporów o ustawę refundacyjną po raz kolejny wypłynął problem szybkiej komunikacji pomiędzy ZUS-em a NFZ-em. To brak błyskawicznej możliwości sprawdzenia statusu pacjenta sprawia, że ciągle przerzucane są tony papierów, wymagane setki zaświadczeń i tym podobne, archaiczne procedury. A przecież już od dawna miało być dobrze i sprawnie. Mieliśmy otrzymać jeden kawałek plastiku, który zawierałby wszystkie potrzebne informacje. Miał on być naszym świadectwem medycznym i ubezpieczeniowym. Coś takiego na Śląsku próbował wprowadzić Andrzej Sośnierz, kiedy był szefem Śląskiej Kasy Chorych. I wprowadził, tyle że dzisiaj owa karta wykorzystywana jest jedynie w 5% swoich możliwości. W dalszym ciągu posługiwanie się nią nie eliminuje z życia wszystkich podkładek, zaświadczeń, opinii. Cała komputeryzacja poszła jak w zlew. Po raz kolejny wydano masę pieniędzy na coś, co nie działa. I nikt za to nie odpowiada, nikt nie jest ukarany! Mamy za to nowe ministerstwo, w którym minister Boni już działa. Będzie nas cyfryzował i na pewno za pół roku, rok, cztery lata ZUS i NFZ nawiążą informatyczny kontakt! Szczęść Boże, bo bez tego panie Boni, nie dasz pan rady. Kiedy wymieniano Polakom dowody osobiste mówiono, iż te nowe, zaopatrzone w PESEL sprawią, że nie będzie już potrzeby wypełniania w urzędach ogromnych ilości papierzysk, bo dzięki ogólnopolskiej bazie danych urząd sam, posługując się naszym numerem owe dane sobie uzupełni. Nie uzupełnia! W dalszym ciągu, wypełniając jakiś urzędowy druk musimy poza numerem PESEL podawać jeszcze imiona rodziców, nazwisko panieńskie matki, datę i miejsce urodzenia i wiele innych, nie wiedzieć komu potrzebnych danych. W Polsce nadal mamy kretynizację, a nie komputeryzację! Ostatnio doświadczyliśmy tego w Wydziale Paszportowym. Ale po kolei. Zaproszono nas na 15 Polonijny Kabareton, który w dniach 3 i 4 lutego odbywać się będzie w Toronto. W związku z wyprawą do Kanady zmuszeni byliśmy wymienić paszporty na tzw. biometryczne, czyli zawierające nasze odciski palców. Wzięliśmy więc zdjęcia i udaliśmy się do urzędu. I tu niespodzianka. Okazało się, iż na fotografiach nasze głowy były zbyt małe, a okulary zasłaniały gałki oczne. Nie było wyjścia, trzeba było nasze facjaty zdejmować jeszcze raz. Uczynił to fotograf zaprawiony w paszportowych bojach. Otrzymaliśmy zdjęcia odpowiedniej wielkości, łby mieliśmy wielkości cebrzyków, a gałki oczne wytrzeszczone jak przy mocno powiększonej tarczycy. Urząd nareszcie był zadowolony. Pobrano nam odciski palców i już. Kiedy odebraliśmy nowe paszporty, nasze zdumienie było wielkie. Na zdjęciach w dokumencie ledwie się rozpoznaliśmy. Gałek ocznych właściwie nie mamy, bo są rozmyte i mało widoczne. Pytamy więc, po co ten cały cyrk, to zawracanie głowy? No po co?! Dla tego komicznego efektu? SOBCZAK i SZPAK P.S. „ANGORA” ma w Toronto wielu Czytelników. Wiemy o tym, bo dostajemy od Nich sporo listów, za które zresztą serdecznie dziękujemy. 3 i 4 lutego, na 15 Polonijnym Kabaretonie będzie możliwość osobistego spotkania i pogadania o Polsce tak od serca. Gorąco zapraszamy i już cieszymy się na te rozmowy. |
| O CO CHODZI? Już na początku udzielamy odpowiedzi na tytułowe pytanie: jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o PIENIĄDZE! Od dłuższego czasu trwa żenująca przepychanka między lekarzami, aptekarzami, NFZ-em i ministerstwem zdrowia. Właściwie zostało powiedziane już wszystko, tyle że przeciętny zjadacz chleba, zwany pacjentem, nic z tego nie rozumie. Bo też, wbrew zapewnieniom każdej ze stron, dziwnym trafem nic nie mówi się o wielkich koncernach farmaceutycznych. A to przecież jest samo jądro, clou problemu. Producenci leków to czołówka światowych potentatów finansowych. Nie dziw więc, że robią wszystko, aby z tego lekowego tortu uszczknąć dla siebie największy z możliwych kawałków. Walczą o niego w różny, często niezbyt czysty sposób. Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż wielu lekarzy i farmaceutów całkiem nieźle sobie żyło dzięki kontaktom z przedstawicielami koncernów. Jeszcze w latach 90. sami byliśmy wielokrotnie świadkami, jak pod pretekstem szkoleń związanych z wprowadzaniem na rynek nowego specyfiku, producenci organizowali kilkudniowe wyjazdy dla lekarzy. Odbywały się one w atrakcyjnych kurortach, w luksusowych hotelach, niejednokrotnie poza granicami kraju. Program owych „szkoleń”, pomijając krótkie pogadanki na temat leków, przede wszystkim był rozrywkowy i to bardzo. Miało to zachęcić lekarzy do wypisywania pacjentom tych, a nie innych mikstur. Ale to tylko jeden z elementów. Oczywiście nikt się do tego nie przyzna, nikt nie pochwali się prezentami, które w ramach promocji otrzymywał i otrzymuje. Często były i są to bardzo wartościowe upominki. Taką „współpracą” zainteresowane były wszystkie strony. Pacjenci i pieniądze wydawane na refundację to tylko element perfidnej, cynicznej gry wyżej wymienionych środowisk. Czas skończyć z dyktatem koncernów farmaceutycznych. Czas skończyć z milczeniem na temat ich roli w kształtowaniu rynku leków. Lekarze, aptekarze, NFZ i ministerstwo mówią, że wszystko co robią ma na celu wyłącznie dobro pacjentów. Dobra, dobra, znamy tę bajeczkę. Pieniądze miały iść za pacjentem, a idą wyłącznie za wami. Przedstawiciele koncernów farmaceutycznych nie mówią nic, bo mają to gdzieś. Ich zawsze interesowała tylko kasa. Przypomnijcie sobie świńską grypę i wciśniętą wielu krajom przez koncerny szczepionkę za miliardy dolarów. Kto tego nie widzi jest ślepy, daje się wodzić za nos i nie ma o czym z nim gadać. SOBCZAK i SZPAK |
| SOLIDARNI Z KIM? Premier Donald Tusk, niekwestionowany lider, ba, symbol Polskiej Klasy Próżniaczej, nadal udaje, że rządzi. Marszczy brwi, grozi, składa kolejne obietnice, w które mało kto już wierzy. Bo też są to tylko słowa, puste, bez pokrycia słowa. Kolejne rządowe projekty ustaw okazują się być bublami. Prawem, które niczego nie załatwia, nie prostuje, nie ulepsza. Wręcz przeciwnie, wprowadza jeszcze większy bałagan, denerwuje i irytuje. Premier Tusk robi wszystko, żeby wyprowadzić ludzi na ulice, wzniecić bunt społeczny, a w rezultacie pchnąć Polaków w objęcia Kaczyńskiego lub klonu jego Ziobry. Jesteśmy święcie przekonani, że jeszcze kilka takich zagrań jak to z ustawą o refundacji leków, a nasze słowa staną się ciałem. Wystarczy wyjść na ulice, przejść po targowisku i posłuchać jakie są prawdziwe nastroje społeczne, co ludzie mówią, jak przeklinają i złorzeczą. My nie wiemy w jakim kraju żyje premier Tusk i ta cała polska polityczna klasa próżniacza, ale na pewno nie w tym co my i zdecydowana większość Polaków. A ludzie nie są głupi. Potrafią patrzeć, porównywać i wyciągać wnioski. Nawoływanie do solidarności europejskiej, potrzeby bycia razem w czasie kryzysu, pomocy bardziej potrzebującym, jest piękne, wzruszające i szlachetne. Jeżeli opiera się NA PRAWDZIE! A prawda jest taka, że niemoralne, a wręcz nieuczciwe jest, kiedy bogaty wyciąga rękę do biednego. Weźmy takie Włochy. W 2012 r. muszą pożyczyć od międzynarodowych instytucji finansowych 500 mld euro, żeby nie zbankrutować. Nasz kraj, obok kilku innych zobowiązał się, że wpłaci do Międzynarodowego Funduszu Walutowego kilka miliardów euro właśnie po to, aby ratować unijnych bankrutów. Nikt nie mówi jednak głośno, iż włoscy obywatele mają w akcjach, obligacjach i oszczędnościach zgromadzone UWAGA!!! PONAD 3 BILIONY EURO!!! Pytamy więc, dlaczego włoski rząd nie zwraca się do swoich zamożnych obywateli z prośbą o pomoc, darowiznę, pożyczkę, tylko wyciąga łapę do Polski, Rumunii, Bułgarii, Czech i podobnej unijnej biedy? To jest bezczelność i cwaniactwo wymieszane z kpiną i cynizmem. O jakiej więc SOLIDARNOŚCI mówi premier Tusk, skoro obywatele Włoch nie są SOLIDARNI z własnym państwem, nie szanują własnego rządu, a kryzys im wisi. No, o jakiej? Nie można być solidarnym z kimś, kto najzwyczajniej w świecie chce wyłudzić pieniądze od innych. A teraz przejdźmy na nasze rodzime podwórko. Premier Tusk leje gorzkie łzy i przejmuje się strasznie nadchodzącym kryzysem. Twierdzi, że jego ciężar musimy wszyscy wziąć na swoje barki. Znaczy się SOLIDARNIE! Tyle, że jak przychodzi co do czego, to tej solidarności ni widu, ni słychu. Oszczędności szuka się wśród najmniej zamożnych obywateli, a chroni tych najbogatszych. Do tego wszystkiego dochodzi ta chamska, propagandowa retoryka. Kiedy ludzie domagają się, by sięgać przede wszystkim do kieszeni tych najbogatszych, natychmiast podnosi się krzyk i bredzenie o populizmie, który do niczego dobrego nie prowadzi. Za to kiedy największe obciążenia spadają na najbiedniejszych, wtedy zapewnia się, że są to konieczne i niezbędne reformy! W myśl tej pokrętnej, podłej zasady moralne i etyczne jest, że prezes banku, kopalni czy spółki zarabia miesięcznie 300, 400 tys. zł., a normalny pracownik ma zagwarantowaną płacę minimalną w wysokości 1.500 zł. i kryzys do udźwignięcia. SOBCZAK i SZPAK P.S. Tak to, dzięki premierowi Tuskowi, to piękne i ważne dla Polaków słowo SOLIDARNOŚĆ staje się coraz bardziej wyświechtanie, nic nieznaczące i irytujące. |
| MĄDROŚĆ I TOLERANCJA W okresie świąteczno-noworocznym przeczytaliśmy wydaną przez Tygodnik Powszechny oraz Wydawnictwo ZNAK książkę „Lepiej palić fajkę niż czarownice…”. Jest to zbiór felietonów ks. Adama Bonieckiego, opublikowanych w ostatnich latach na łamach Tygodnika. To wielka lekcja mądrości i tolerancji. Jak wiadomo ks. Boniecki otrzymał od swoich zakonnych pryncypałów całkowity i bezterminowy zakaz publicznych wypowiedzi (z wyłączeniem Tygodnika Powszechnego, którego Redaktorem Naczelnym był przez 12 lat). Chcieliśmy dowiedzieć się, dlaczego podjęto taką drakońską decyzję? Jakież to obrazoburcze poglądy głosi ks. Adam, że postanowiono zamknąć Mu usta. Czego boją się światli i tolerancyjni ponoć hierarchowie Kościoła katolickiego? I już wiemy! Oni boją się swobodnego myślenia, nieskrępowanego doktrynami i dogmatami kościelnymi. Boją się prawdziwego dialogu, otwartej niczym nie hamowanej wymiany poglądów. Nasz Kościół zaiste ubogi jest w te przymioty współczesnej cywilizacji. Jeszcze ciągle tkwi w XIX i pierwszej połowie XX wieku, kiedy jedynym przywilejem owieczek było czapkowanie dobrodziejowi i całowanie go po rękach. Jakiekolwiek przejawy samodzielnego myślenia były zwalczane i piętnowane. Tego właśnie polscy hierarchowie kościelni chcą nadal. Nie przyjmują do wiadomości, iż czasy zmieniły się diametralnie. Owieczki przejrzały na oczy i już nie są bezmyślnym stadem, wierzącym we wszystko co z ambony pada. Wierni zadają pytania i oczekują inteligentnych, mądrych odpowiedzi. Niestety, większość księży nie jest przygotowana do ich udzielania. Ci nieliczni, którzy chcą i potrafią to robić, mają w Kościele zdecydowanie pod górkę. Niektórzy nie wytrzymują tego i zrzucają sutanny, a ci co zostają narażeni są na wewnątrzkościelne szykany. Szkoda, że tak się dzieje, że Kościół katolicki jest tak wsteczny. To dzięki niemu mamy tak przaśną, prostacką, prymitywną i kiczowatą w formie religijność. W polskim Kościele kruszy się kopie o rzeczy nieistotne, nic nieznaczące. Niektóre fakty nigdy by nie zaistniały w społecznej świadomości, gdyby Kościół sam ich nie nagłośnił i nie wywołał irracjonalnej histerii. Ot chociażby sprawa Nergala i jego rockowego, showmańskiego satanizmu. Ks. Boniecki pisze właśnie o takich sprawach. Pokazuje, że można mądrze, można tolerancyjnie i można z prawdziwą miłością bliźniego. A czyż nie są to najważniejsze przymioty prawdziwego katolika? Chcielibyśmy zacytować kilka kapitalnych przemyśleń ks. Bonieckiego, ale po pierwsze nie mamy tyle miejsca, a po drugie nie chcemy odbierać przyjemności tym wszystkim, którzy sięgną po tę książkę, do czego szczerze zachęcamy. SOBCZAK i SZPAK |
| WŁAŚCIWY KROK Mamy nowy rok, mamy obietnice premiera złożone w expose i mamy odwieczny, stary jak świat problem. Ten problem nazywa się EMERYCI i RENCIŚCI. Nie ma w historii Polski takiego okresu, w którym rządzący nie musieli się pochylać nad tą grupą społeczną. Kłopoty z emerytami i rencistami były za ciemnej, bezbożnej komuny, są i za światłego, przenajświętszego kapitalizmu. Zawsze z ich dziurawych kieszeni wystaje jakiś stary, chudy portfel. Emeryci i renciści nie dostali nigdy tyle, żeby byli zadowoleni i szczęśliwi. Oczywiście generalizujemy i uogólniamy. Bo przecież są wyjątki od tej reguły. Są agenty Tomki i prokuratory w stanie spoczynku Święczkowskie, którzy nabywają uprawnienia emerytalne w młodym wieku i dostają taką kasę, o której normalni emeryci mogą tylko śnić. Byłe komuszki, zasłużone w budowie i obronie socjalizmu też na biedę nie narzekają. Ale wracajmy do naszej normalnej, emerycko-rentowej biedy. Premier zapowiedział, iż dla sprawiedliwości społecznej waloryzacja świadczeń ZUS-owskich będzie kwotowa, a nie jak do tej pory proporcjonalna. Znaczy to, że wszyscy dostaną po równo. Ucieszyła się nasza bida, że choć raz dostanie tyle samo, co elita emerytów i rencistów. Okazuje się, że radość była przedwczesna. Premier Tusk ma w zwyczaju wiele rzeczy obiecywać, za to nie uważa za stosowne, aby swoje obietnice wcześniej sprawdzić, czy jest w stanie ich dotrzymać. Po kiego toruńskiego grzyba zatrudnione jest przy Urzędzie Prezesa Rady Ministrów to całe stado świetnie zarabiających doradców i prawników, jeżeli teraz okazuje się, że ta obietnica jest prawnie ułomna, wręcz niezgodna z Konstytucją? Na domiar złego ZUS już poinformował, iż nie jest w stanie, w wyznaczonym terminie ogarnąć tego organizacyjnie. Kiedy takie informacje wychodzą na jaw, szlag trafia nie tylko emerytów i rencistów. W prywatnej firmie za schrzanioną robotę dostaje się po pensji, po premii, a w ekstremalnych przypadkach wylatuje się z pracy. Ta reguła nie ma zastosowania jedynie w przypadku rządzących. Oni mogą bezkarnie narażać Skarb Państwa na bezsensowne wydatki, zadłużać państwo, podejmować kuriozalne decyzje, zatrudniać niezliczone ilości nikomu do niczego niepotrzebnych urzędników. Dla nich są zawsze na czas pensje, wysokie premie, nagrody, odprawy i co tam jeszcze sobie wymyślą. Ich nie dotykają kryzysy gospodarcze, redukcje etatów. Dla nich jest zawsze dobra pora na podwyżkę uposażeń. A mieliby jeszcze lepiej i święty spokój do tego, gdyby nie wisieli im na karku ci cholerni emeryci i renciści. Nie dość, że żyją ponad miarę, to jeszcze ciągle czegoś chcą. Jakby nie mogli po przepracowaniu 35, 40, 45 lat pożegnać się z pracą, rodziną i życiem! Nie, na złość państwu siedzą w domu, narzekają, a w chwilach wolnych od tych przyjemnych zajęć okupują przychodnie i zatruwają życie lekarzom. No to jest ból głowy dla rządzących. Na wieść o tym, że kobity średnio żyją 82 i więcej lat, a chłopy 75 czy rok mniej, premier słusznie chce zapędzić szczególnie baby do dłuższej roboty. Może średnia ich życia obniży się i kasa ZUS-u nie będzie świeciła pustkami. SOBCZAK i SZPAK P.S. Tak czy siak, dobrze, że pierwszy krok w tym słusznym kierunku już zrobiono. Następnym krokiem powinno być ustanowienie zapisu konstytucyjnego, iż Polacy Szaracy pracują aż do śmierci. Wtedy państwo nareszcie stanie na nogi! |
| BRAKSZPANY Nasz przyjaciel z Krakowa, kiedy widział kogoś kompletnie niegustownie ubranego, chociaż miał na sobie dobre, markowe ciuchy, zwykł był mawiać, iż taka osoba odziana jest w brakszpany. Niby wszystko jest w porządku, ale jednak tego szpanu, a ładniej będzie powiedzieć wdzięku, brak. Z takim czymś mamy do czynienia również w innych dziedzinach życia. Ot, weźmy np. gastronomię. Często wchodzimy do jakiegoś lokalu, coś tam zamawiamy, rozglądamy się i stwierdzamy, że znajdujemy się w samym centrum brakszpanu. Takim klasycznym przykładem może być umiejscowiona na Starym Rynku naszego miasta knajpka PRL. Na pierwszy rzut oka jest tak, jak powinno być. Wystrój stylizowany na lata słusznie minione, dania nazwane tak, aby przypominały tamten okres i to wszystko. Na drugi rzut oka jest już znacznie gorzej. Zacznijmy od muzyki. Z głośników słychać utwory które nijak do PRL-u nie przystają. Zamiast polskich piosenek z lat 1945 – 1989 słychać różne zachodnie przeboje, które nie mają nic wspólnego z polską rzeczywistością spod znaku socjalizmu. A przecież odpowiednia muzyka to nastrój, to klimat, w przypadku takiego przybytku gastronomicznego nieodzowny jego element. Napoje podawane w lokalu to totalne nieporozumienie, popelina. Nie ma nawet próby serwowania klientom tego, co dominowało w knajpianej rzeczywistości Polski gomułkowskiej czy gierkowskiej. Nie uświadczysz przaśnej oranżady z landrynek i innych tego typu specjałów. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ścisłe przestrzeganie przepisów unijnych. W tamtych latach zamawiano w knajpie setę i galaretę. Co z tego, że galareta jest dostępna, jeżeli o secie można tylko pomarzyć. Unijne jełopy nakazały podawanie alkoholi w czterdziestkach. 80 gram to dla PRL śmiertelna obraza – brak szpanu. I znowu czar pryska, i znowu zdajemy sobie sprawę, że to wszystko co znajduje się wokół nas, to tylko takie udawanie. Jeżeli już ktoś chce się pokusić o lokal tematyczny, to trzeba być konsekwentnym i zadbać o szczegóły. Nic tak nie irytuje, jak niechlujstwo w drobiazgach. Nie wystarczy powiesić na ścianie powiększonej reprodukcji kartki na mięso czy starej centralki telefonicznej. Trzeba jeszcze odpowiednio ubrać personel, wytłumaczyć mu, jak zachowywała się obsługa w PRL-owskich knajpach i spróbować przywrócić klimat tamtych czasów, nawet gdyby miał być szokujący dla młodych konsumentów. A jeżeli nas na to nie stać, jeżeli chcemy tylko znaleźć jakikolwiek pretekst do zarabiania pieniędzy, to darujmy sobie te wszystkie stylizacje. Bo nic tak nie wkurza, jak BRAKSZPANY w samym sercu miasta! SOBCZAK i SZPAK |
| PARTIA KŁAMCÓW Jest jeden wspólny mianownik dla wszystkich polskich polityków. To co ich naprawdę łączy, to co sprawia, że niczym się od siebie nie różnią. Tym wspólnym mianownikiem jest KŁAMSTWO! Z perspektywy 20. przeszło lat istnienia Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3 widać to bardzo wyraźnie. Nasza elita polityczna kłamstwem stoi. I nie chodzi nam o niedotrzymywanie obietnic wyborczych, chociaż dla nas są to ewidentne kłamstwa. Żaden uczciwy człowiek nie składa obietnic, mając świadomość niemożności ich dotrzymania. Niestety w Polsce te kłamliwe obietnice stały się normą i nikt nikomu nie ma tego za złe. Dziennikarze, komentatorzy kwitują to wyrozumiałym uśmieszkiem, machnięciem ręką i stwierdzeniem, że te gruszki na wierzbie są nieodłącznym elementem kampanii wyborczej. A niby dlaczego? Jakim prawem w czasie kampanii traktuje się wyborców jak durniów, którym można wszystko obiecać czyli KŁAMAĆ! To tak na marginesie. Przejdźmy jednak do znacznie poważniejszych kłamstw, bo mających realny wpływ na ludzkie życie. Za nie, jak do tej pory, ani jeden polski przywódca nie poniósł żadnych konsekwencji. Kiedy pułkownik Polko, obecnie generał, wraz z jednostką GROM, u boku Amerykanów zabijał Irakijczyków, prezydent Kwaśniewski, zupełnie zdrowy na ciele i umyśle, bez żadnych objawów choroby filipińskiej, wmawiał Polakom, że nasz ewentualny udział w interwencji w Iraku ograniczy się do działań logistycznych. Gdy wyszło na jaw, że kłamie, że my już bierzemy udział w wojnie irackiej, za swoje kłamstwo nawet nie przeprosił. Już nie będziemy wspominać tych bzdur, tych bredni które mówił na temat broni masowego rażenia, posiadanej przez reżym Husajna. Ale Kwasniewski był wtedy tak zakochany w Dablju Bushu, że bez przerwy powtarzał, iż ma do niego bezgraniczne zaufanie. Czekaliśmy tylko kiedy sam weźmie karabin do ręki, Millera pod pachę i uda się do Iraku, żeby tam walczyć za wolność waszą i naszą (cokolwiek to teraz znaczy). Niestety, został w domu i kolejnych polskich żołnierzy (do spółki z równie prawdomównym Millerem) wysłał do Afganistanu. Oczywiście (bo jakby inaczej) wysłali ich tam nie na wojnę, tylko w celu utrzymania pokoju, stabilizacji i rozdawania dzieciom cukierków. Kiedy okazało się, że kłamali, a w Afganistanie trwa regularna wojna, przełknęli to i nawet się nie zarumienili. Mało tego, do tej pory wymądrzają się w telewizji, pysznią, jakby zrobili coś dobrego i szlachetnego. Ich śladem poszli równie prawdomówni władcy IV RP Lech i Jarosław Kaczyńscy. To oni, w ramach włażenia Amerykanom bez mydła, zwiększyli polski kontyngent wojenny w Afganistanie z kilkuset do 2.500 żołnierzy. O tym, że wysyłają ich na wojnę, nawet nie wspomnieli. A nasi żołnierze giną, bo taka stabilizacja wymaga ofiar. Nie inaczej jest za Komorowskiego i Tuska. Kłamali obiecując wycofanie naszych żołnierzy z Afganistanu do 2012r. Teraz okazuje się, że nastąpi to nie wcześniej, niż w 2014. Bo zobowiązania sojusznicze, bo jesteśmy państwem odpowiedzialnym, bo Ameryka jest naszym najważniejszym partnerem strategicznym, bo walka z terroryzmem. Bla, bla, bla, trata ta! Dlatego śmieszy nas dzielenie polskiej sceny politycznej na jakieś tam ugrupowania. I tak wszystkie one reprezentują jedną wielką PARTIĘ KŁAMCÓW! SOBCZAK i SZPAK P.S. Znając naszych sługusów amerykańskich wcale nie zdziwimy się, kiedy z Afganistanu wyjdą Jankesi, a my nadal będziemy stabilizować i wprowadzać tam demokrację. Bo jesteśmy najwierniejszym i najgłupszym sojusznikiem USA. |
| ILE KOLĘDY W KOLĘDZIE W Bydgoszczy ANIOŁY – KICZOŁY już trąbią na Mostowej, już zalatuje prowincją i czuć wiochę, znakiem tego gród nasz święta Bożego Narodzenia godnie i uroczyście wita. Cieszymy się z tego, radujemy razem z włodarzami Bydgoszczy. Siłą rzeczy felieton dzisiejszy utrzymany będzie w świątecznej tonacji. Pamiętacie Państwo, jak w komedii „Poszukiwany, poszukiwana” Mieczysław Czechowicz badał zawartość cukru w cukrze? No to my dzisiaj pokusimy się o zbadanie kolędy w kolędzie. Z dzieciństwa pamiętamy, jak rodziny spotykały się po to, aby kolędować, śpiewać przy rozświetlonej choince. Ciekawi jesteśmy, ile z tej tradycji jeszcze pozostało? W ilu domach rozbrzmiewają bożonarodzeniowe pieśni? Ot tak, zwyczajnie, z potrzeby serca, ducha, dla radości wspólnego przeżywania czegoś pięknego, wzniosłego. Warto przy okazji zrobić mały konkurs i dowiedzieć się, kto zna więcej niż jedną zwrotkę tradycyjnych polskich kolęd. Generalnie po jej odśpiewaniu wymiękamy. Zdarza się, że ktoś potrafi zaśpiewać drugą. Wtedy wszyscy patrzymy na niego z uznaniem i podziwem. A przecież kiedyś nasi dziadkowie bez problemów śpiewali całe utwory. Wtedy rzeczywiście można było długo kolędować. A po takim śpiewaniu cieszyć się wspólną, rodzinną biesiadą. Często w jej trakcie zjawiali się PRAWDZIWI kolędnicy, młodzi ludzie ubrani w stroje żywcem wyjęte z szopki. Przed sobą trzymali piękny, z pietyzmem wykonany żłóbek i na głosy śpiewali kolędy. Byli też tacy, którzy w blokach na klatkach schodowych odgrywali całe jasełka. Ile było przerażenia i pisku wśród dzieciaków, kiedy nagle zza węgła wyskakiwał rogaty diabeł z ostrymi widłami, a za nim turoń kłapał wielką paszczą. Wszystko to okraszone radosnymi kolędami. Nikt nie poskąpił kolędnikom frykasów ze świątecznego stołu, a i groszem często obdarował. No, łza się w oku kręci. Teraz, kiedy słyszymy dzwonek u drzwi, możemy oczekiwać jedynie trójki cwanych, często niedomytych dzieciaków, trzymających w ręku wymiętą świąteczną kartkę pocztową, usiłujących zaśpiewać którąś z kolęd. Jakież to żałosne i irytujące. Nie zadali sobie najmniejszego wysiłku, żeby cokolwiek przygotować. Biorą kartkę i ruszają w obchód klatek schodowych, żeby wyłudzić parę groszy. Kończąc to badanie zawartości kolędy w kolędzie musimy stwierdzić, że zbyt dużo jej nie ma. Telewizja zdominowała święta. Dlatego naszym Czytelnikom życzymy spokojnych, wesołych i przebiegających w rytm śpiewanych kolęd Świąt. SOBCZAK i SZPAK |
| ŻYCZYMY SOBIE Najpiękniejsze w całym roczku, a nawet roku są ponoć święta Bożego Narodzenia. Wszyscy mówią o cudownej atmosferze, magicznym nastroju i wyjątkowym klimacie. Od życzeń sms-owych zapychają się skrzynki w komórkach. A wszystkie one skrojone na ta samą miarę: Zdrowych, wesołych, bla, bla, bla… Rodzinne wigilijne spędy nudne jak flaki z olejem. Nikt nikomu już od dawna nie ma nic nowego do powiedzenia, ale wszyscy udają że się kochają i życzą sobie wszystkiego najlepszego. W tym roku będzie to samo i tak samo. Dlatego my, jeżeli możemy sobie czegokolwiek życzyć z okazji tych wspaniałych, cudownych, niepowtarzalnych, eterycznych i energetycznych świąt, to tego, aby z ekranów telewizorni zniknęły, a przynajmniej o wiele rzadziej pokazywały się gęby tych samych polityków. Chcielibyśmy odpocząć od wygłaszanych przez nich mądrości, od serwowanych nam bez przerwy bon motów, żarcików, wiców i dowcipasów. Zdało by się przewietrzyć media, wymieść z nich tych zadowolonych z siebie, cynicznych, zakłamanych showmanów. Mamy nowy parlament, wielu nowych posłów i senatorów, a w mediach te same facjaty. Te same typy bredzą o tym samym na wszystkich dostępnych im kanałach radiowych i telewizyjnych. Nie wiemy czy dziennikarze którzy przeprowadzają wywiady, dyskusje z politykami są tak durni, że nie potrafią z nikim innym porozmawiać, czy partie ograniczają swoim parlamentarzystom dostęp do kamer i mikrofonów? Nas, szczerze i dosadnie mówiąc, gówno już obchodzi, co mają do powiedzenia Czarnecki, Kurski, Iwiński, Kalisz, Halicki, Niesiołowski, Kłopotek, Żelichowski i im podobni. Oni już od dawna nie mają NIC DO POWIEDZENIA! Mielą jedynie ozorem. Wybrańców narodu mamy większą ilość niż ta trzydziestka dyżurnych, okupująca media. Dobrze by było, gdyby Polacy mieli okazję dowiedzieć się, co myślą i mają do powiedzenia inni parlamentarzyści, zapewne nie głupsi od Czarneckiego, Niesiołowskiego, Kalisza czy Żelichowskiego. Skoro ich wybrano to znaczy, że mieli wyborcom coś istotnego do zaoferowania. Czy ktoś z państwa słyszał, jakie jest zdanie na ten czy inny temat Waldemara Andzla (PiS), Gabrieli Masłowskiej (PiS), Dariusza Piontkowskiego (PiS), Małgorzaty Pępek (PO), Lucjana Pietrzczyka (PO), Doroty Rutkowskiej (PO), Tadeusza Tomaszewskiego (SLD), Stanisławy Prządka (SLD), Edmunda Borawskiego (PSL), Genowefy Tokarskiej (PSL) i pozostałych, nieobecnych w mediach? Jesteśmy święcie przekonani, że nikt. Ba, sądzimy nawet, że dziennikarze zajmujący się polityką nie mają pojęcia o ich istnieniu. Skoro w te najpiękniejsze święta nawet zwierzęta mają okazję wypowiedzieć się i to ludzkim głosem, dajmy też szansę również wszystkim wybrańcom narodu. Nie może tak być, że trzydziestka polityków obskakuje wszystkie media i gada jak najęta, a reszta milczy jak zaklęta. My rozumiemy dziennikarzy, że im się nie chce przygotowywać do programów, dowiadywać się czegoś o swoich ewentualnych interlokutorach. Po co? Można zaprosić Kempę, Piterę, Brudzińskiego, Wenderlicha i po kłopocie. Będą truli bez zająknięcia na każdy temat i na każdy będą mieli coś do powiedzenia. A że w tym wszystkim ani ładu, ani składu, tym lepiej dla programu. Na głupie, bezczelne, chamskie, kłamliwe wypowiedzi widzowie reagują żywiołowo. Mądre, rozsądne, wyważone poglądy nikomu do niczego nie są potrzebne. A już telewizji w szczególności. SOBCZAK i SZPAK P.S. Małe szanse, aby nasze życzenie się ziściło. Niemniej, w odróżnieniu od tych nagminnie składanych, jest szczere i płynące z serca. |
| CIEMNOTA Kończy się już polska prezydencja w Unii Europejskiej. Następna najwcześniej za 14 lat, jeżeli Unia w ogóle do tego czasu dotrwa. Polska trafiła na jeden z najtrudniejszych okresów w dziejach UE. Światowy kryzys oraz groźba rozpadu strefy euro sprawiły, iż to właśnie my musieliśmy zmierzyć się z problemami, które innym krajom podczas ich prezydencji zostały oszczędzone. Dlatego też na Rzeczpospolitej ciążyła i do końca roku ciążyć będzie szczególna odpowiedzialność. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji będziemy stanowili jedną drużynę, bo tylko w ten sposób można cokolwiek sensownego zrobić. I tu niestety wyszły znowu wszystkie nasze najgorsze cechy narodowe. Kłótliwość, sobiepaństwo, tromtadracja i to wszystko co znamy z wielu kart historii. Dla Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u jego nie istnieje coś takiego, jak wspólny interes zjednoczonej Europy. W jego wypowiedziach, działaniach dominuje klasyczny nacjonalizm, myślenie opisane przez Wyspiańskiego w „Weselu”: „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna…”. Coraz częściej zastanawiamy się, po co myśmy w ogóle do tej Unii wchodzili? Całe zastępy przeciwników integracji co rusz maszerują po ulicach naszych miast, głosząc hasła zaprzeczające naszej obecności w tym gremium. Ciekawe tylko, że jak przychodzi do korzystania z europejskich funduszy, to ci sami ludzie jako pierwsi po nie ręce wyciągają. My też, w naszym regionie mamy takich bojowników spraw ogromnych, którzy w Unii widzą samo zło. To nie kto inny tylko my wybraliśmy, jako naszego przedstawiciela w Parlamencie Europejskim, Rycha Czarneckiego. Na wybory został do nas przywieziony w przysłowiowej teczce i wydawać by się mogło, iż kto jak kto, ale ten gość, obcy naszemu regionowi całkowicie, nie zyska uznania w oczach wyborców. A tu przykra niespodzianka. Tatko Rydzyk kazali, mohery wybrali!!! Teraz Rychu bryluje w ogólnopolskich mediach (w Brukseli go nie widać) i pluje na tę unijną rękę, która mu chleb i konfitury daje. To bardzo chrześcijańskie, to bardzo katolickie. Ta cała sytuacja pokazuje dobitnie, że wbrew temu co głosi większość Polaków, wybory to ważna rzecz i każdy z naszych głosów ma znaczenie. Gdybyśmy poszli głosować, to takie typy jak Czarnecki, Ziobro, Kurski, Legutko nie firmowaliby sobą naszej ojczyzny. Teraz, kiedy UE znalazła się na ostrym wirażu i grozi jej katastrofa, tylko jedność i wspólny wysiłek mogą zagwarantować, że z tego ostrego zakrętu wyjdzie cało. Powinniśmy mieć tego świadomość. To jest w naszym interesie. Polska bez Unii szybko zostanie zmarginalizowana i trafi gdzieś na jakieś obrzeża Europy. I tyle będzie z tej naszej głupio pojętej suwerenności i wolności. Dlatego nie zgadzamy się i protestujemy przeciwko temu co wyczynia PiS. Oni spychają nasz kraj w przepaść. W katonacjonalistyczną dziurę, w otchłań, gdzie panuje kadzidlano-modlitewna atmosfera i wyjątkowa ciemnota! Kaczyńskiemu, Rydzykowi i ich zwolennikom przypominamy, że XIX wiek jest już za nami, a nie przed nami! Warto mieć tego świadomość, zanim się gębę otworzy! SOBCZAK i SZPAK |
| PiS-owska KRECINA Pani profesor Barbara Fedyszak – Radziejowska, specjalizująca się w socjologii wsi i rolnictwa, przy pomocy własnego rozumu tudzież wnikliwego i wielokrotnego obejrzenia filmu „Dramat w trzech aktach” (z 2001 roku) odkryła i natychmiast owo odkrycie opublikowała na łamach dwumiesięcznika „Arcana”, iż jej ukochana partia Prawo i Sprawiedliwość przerzyna wybory za wyborami, ponieważ ma w swoich szeregach świetnie zakonspirowanego KRETA! To on, to bydlę ryje i podgryza zdrowy korzeń PiS-u, tzn. Jarosława Kaczyńskiego, Ojca i Matkę ugrupowania. Jak powszechnie wiadomo z KRETEM mało kto wygrał. Walka z nim jest ciężka, bo nie wiadomo gdzie, kiedy i jak zacznie ryć. To smutna i przygnębiająca wiadomość dla PiS-u i jego elektoratu. Kaczyści mogą byś sfrustrowani i zdołowani. Pocieszające jednak w tej smucie jest to, że całą winę za klęski wyborcze partii można zrzucić na enigmatycznego, wyimaginowanego KRETA, a nie na realnego, z krwi i kości, despotycznego KRETYNA! Z drugiej strony, gdybyśmy byli nie daj Boże, tfu, na grzyba toruńskiego urok, kaczystami, poważnie zastanowilibyśmy się nad rewelacyjnym odkryciem Fedyszak – Radziejowskiej profesor. Ujawniając istnienie KRETA w najbliższym otoczeniu wodza PiS-u, perfidnie wpuszcza do tego środowiska wirusa nieufności i podejrzliwości. Sama pozostając w cieniu, kieruje światło pomówień na najbardziej oddane czopki Kaczyńskiego. Dziwne jest to, że pani socjolog od wsi i rolnictwa swoje rewelacje ogłasza w czasie, kiedy trwa exodus ziobrystów z PiS-u. Czy to nie podejrzane, że zamiast uspokajać atmosferę wewnątrz partii, pani profesor ją podgrzewa? Szczuje jednych kaczystów na drugich! W obozie Jarusia Wodzusia jeden na drugiego patrzy jak na potencjalnego zdrajcę. Na kogoś, kto w każdej chwili rzuci legitymację i odejdzie do Solidarnej Polski. Coraz wyraźniej widać, że w PiS-ie jest wielu chętnych, aby zatańczyć na politycznym grobie Kaczyńskiego. Odkrycie prof. Fedyszak – Radziejowskiej przybliża ten moment, bo ciężko utrzymać monolit partyjny, gdy wszyscy wszystkich o wszystko podejrzewają, a sam wódz już od dawna nikomu nie ufa. Bardzo to zastanawiające i podejrzane. Tym bardziej, że największe korzyści z rewelacji ogłoszonych przez panią prof. odniesie Platforma Obywatelska. To w jej interesie jest jak najszybsze osłabienie, rozdrobnienie, a wręcz rozbicie PiS-u. A przynajmniej jego zmarginalizowanie. Nie chcemy tu tworzyć teorii spiskowych, tak bardzo lubianych w kręgach kaczystów, ale logiczną zdaje się być teza, iż prof. Fedyszak – Radziejowska jest KRETEM premiera Donalda Tuska! My, nie chwalący się, swego czasu podejrzewaliśmy o bycie KRETEM inną, równie udaną profesor Jadwigę Staniszkis. Ale szybko się z tego wycofaliśmy, ponieważ ta uczona niewiasta w jednej swojej wypowiedzi potrafi postawić sześć tez i siedem razy im zaprzeczyć. Książki w których opisuje naszą rzeczywistość nijak mają się do rzeczywistości. Za to są niekomunikatywne i wielce bełkotliwe, dlatego najbardziej przydatne są jako podkładki pod kiwające się meble. KRET, żeby dobrze wykonywał swoją krecią robotę, musi być chociaż odrobinę logiczny w swoim działaniu i inteligentny. SOBCZAK i SZPAK P.S. W sumie nie jest ważne w tym wszystkim, czy PiS-owska KRECINA zostanie zdemaskowana, czy też nie. Jedno widać wyraźnie gołym okiem. W tym środowisku wszyscy ryją pod wszystkimi i nikt się z tym nawet już specjalnie nie kryje! |
| OJ BĘDZIE BAL Kiedyś Zenon Laskowik śpiewał „…starych nie ma, chata wolna, oj będzie bal…”. No i w naszej wolnej chacie coraz weselej, coraz więcej imprez po których nie możemy dojść do siebie. Jarosław Kaczyński, Pan i Władca, Ojciec i Matka Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział wszem i wobec, że 13 grudnia wyprowadzi patriotów na ulice Warszawy. Po wystąpieniu Radosława Sikorskiego w Berlinie rzekł był, iż: „13. grudnia, w 30. rocznicę stanu wojennego będzie marsz niepodległości i solidarności (…) Marsz w obronie polskiej suwerenności i obronie polskiego państwa. Nie chcę i sądzę, że bardzo wielu Polaków nie chce tego, żeby polska niepodległość była znów incydentem, dwudziestokilkuletnim incydentem". Oczywiście panie prezesie. Jak to dobrze chłopie, że nam to wszystko uświadomiłeś. Człowiek żyje z dnia na dzień i nawet nie zauważa, że jego kraj traci suwerenność i niepodległość. Teraz rozumiemy skąd u nas takie podłe samopoczucie. To wszystko z tego zniewolenia. Dlatego trzeba nam z PRAWDZIWYMI POLAKAMI, PATRIOTAMI NA MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI IŚĆ. Stanąć w pierwszym szeregu z Młodzieżą Wszechpolską, ONR-em, NOP-em, Klubami Kibica i zgodnym chórem zaśpiewać „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Zróbmy 13.12. na ulicach odświętnie udekorowanej Warszawy dogrywkę do 11.11. Wszystkie ręce na pokład, wszystkie siły rzućmy do walki o wolność i niepodległość. Zróbmy to dla wolnej, suwerennej Ojczyzny. Niech w nas zakipi krew. Polacy Rodacy, szable do boju, lance w dłoń, bolszewika, Szwaba, lewaka, liberała, libertyna i Biedronia goń, goń, goń! Oj będzie bal! Włodarze zniewolonej, tracącej suwerenność Przenajświętszej Rzeczpospolitej marszowi patriotów nie są przychylni. Premier Donald Tusk na słowa Kaczyńskiego zareagował następująco, cyt.: „…Ja oczywiście mogę zagwarantować, że nie dojdzie do zdarzeń, które mogłyby zakłócić porządek publiczny.(…) I uprzedzam wszystkich, którzy mieli zamiar zrobić z tego marszu zadymę na ulicach Warszawy: na pewno do tego nie dopuścimy, i przestrzegam tych którzy chuligańskie działania nazywają patriotycznym odruchem. Chuliganów będziemy tępić…”. Nie trzeba być prorokiem żeby przewidzieć, jak to się rozwinie. Kibole, zdrowy trzon patriotycznej młodzieży, czekają tylko na sygnał, aby bronić naszej suwerenności do ostatniego kamienia, do ostatniej brukowej kostki. Aktyw PiS-u też jest przygotowany. W każdej chwili może oskarżyć władze o sprowokowanie zamieszek, o wywołanie zadymy. Zresztą nie trzeba czekać do 13.12. Na „patriotycznych” stronach internetowych można przeczytać komentarze oceniające to, co się jeszcze nie wydarzyło. Najzabawniejsze są te, których autorzy, po zapowiedzi premiera stwierdzają, iż 13. grudnia – w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego – policja z rozkazu Donalda Tuska będzie „tępiła” uczestników marszu. Cóż, żyjemy w kraju absurdów. O naszym życiu decydują niedouczeni, zakompleksieni politycy, których paliwem jest walka. Oni muszą mieć wroga. Oni muszą z kimś walczyć, bo bez tego nie potrafią funkcjonować. Śmieszne to, ale też groźne. Coraz groźniejsze. Wszystko wskazuje na to, że po 13. grudnia rowy wykopane między Polakami będą jeszcze głębsze. SOBCZAK i SZPAK. |
| W ZWIĄZKU Z NIEMCAMI Nie bardzo wiemy, czym faktycznie jest piłka nożna dla rządu i parlamentu, bo dla nas wyłącznie jedną z wielu dyscyplin sportowych, uprawianych w Polsce od lat bez sukcesów! A już zupełnie nie rozumiemy, dlaczego Polski Związek Piłki Nożnej jest nietykalny i w zasadzie poza prawem. Nie chcemy wdawać się w jałowe dyskusje, ale strasznie nas irytuje i mierzi, że władze są bezradne wobec prezesa i działaczy od piłki kopanej. Premier i ministrowie boją się podjęcia rozstrzygających decyzji. Nas w tym wszystkim zastanawia jedno: jak to jest możliwe, że z dnia na dzień, nie bacząc na tragedie ludzkie zamyka się, likwiduje stocznie, kopalnie, huty i tysiące innych, mniejszych i większych przedsiębiorstw, a żaden z rządów nie potrafi zamknąć PZPN-u, zlikwidować jego struktur, rozpędzić działaczy?! Polska piłka nożna nie jest polską racją stanu, ani niczym istotnym dla naszego bytu, żeby z działaczami PZPN-u toczyć bezsensowne dyskusje, ulegać szantażowi jakiejś FIFY, UEFY czy SREFY. PZPN to rak toczący polski sport. Jedynym lekarstwem jest natychmiastowe pozbycie się go. Wycięcie tej zarazy doszczętnie, nie bacząc na nic i na nikogo. Wyciąć raka, a nie samą Kręcinę! Po wystąpieniu Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej w Berlinie Polska zrobiła wyraźny krok w kierunku utraty swojej podmiotowości, suwerenności, a wręcz państwowości. Tak przynajmniej twierdzą politycy PiS-u i Solidarnej Polski. Dla Kaczyńskiego i Ziobry przemówienie Sikorskiego było skandaliczne i miało wszelkie znamiona zdrady narodowej. Stąd wnioski o natychmiastowe odwołanie z funkcji i postawienie ministra przed Trybunałem Stanu. Główne zarzuty to złamanie Konstytucji, filogermanizm i wasalizacja Rzeczpospolitej. Jasny gwint, wierzyć się nie chce, że to wszystko zmieściło się w jednym wystąpieniu na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej w Berlinie. Polskiemu ministrowi, do popełnienia owych zbrodni potrzebnych było zaledwie 9 stron maszynopisu. Dzięki prezesowi Kaczyńskiemu i jego zbuntowanemu klonowi Ziobrze nareszcie pojęliśmy istotę Unii Europejskiej. Co legło u podstaw jej powstania, jaki był jej właściwy cel. Otóż chodziło o to, aby osłabić naszą czujność, wciągnąć nas w struktury unijne, uzależnić od nich, po czym dokonać zamachu na naszą suwerenność. Zniszczyć naszą państwowość i przeistoczyć nas w jeden z niemieckich landów. Perfidia tego szatańskiego planu polega na tym, że to my sami mamy chcieć takiego rozwiązania. Czujność i przenikliwość Kaczyńskiego & Ziobry niszczy ten koronkowy, precyzyjny plan, spisek, układ. Oczywiście nie trzeba dodawać, kto za wystąpieniem Sikorskiego stoi. To przecież oczywista oczywistość – Tusk i Komorowski!!! Po zdemaskowaniu tego haniebnego planu, którego celem jest zamach na naszą suwerenność, mamy tylko jedno wyjście – wyjście z Unii Europejskiej! Już i natychmiast! A kto tego nie rozumie, jest zdrajcą, zaprzańcem, miał dziadka w Wermachcie i babcię w STASI. SOBCZAK i SZPAK P.S. My podświadomie czuliśmy, że z tymi Szwabami jest nam nie po drodze i już w 1998 r. popełniliśmy te oto strofy patriotyczne (fragment): Grabi polską ziemię / Jakiś Niemiec z teczką / Zagarnia ją sobie / Niemiecką garsteczką (…) Nie płacz polskie dziecię / Nie płacz ojcze stary / Weźmie Niemiec ziemię / Lecz nie weźmie wiary / Wnet pod Białym Orłem / Stanie polskie plemię / Odbierze Niemcowi / I teczkę i ziemię. |
| OKOLICE EXPOSE Expose premiera Donalda Tuska przeszło już do historii. Jego treść omawiana jest i analizowana w zasadzie bez przerwy. Wystąpienie premiera nie zrobiło na nas specjalnego wrażenia. Inne zdarzenie przykuło naszą uwagę. Chodzi mianowicie o wejście smoka - prezesa Jarosława Kaczyńskiego! Szanowni, kochani Czytelnicy. Wyobraźcie sobie taką sytuację: jest rok 2006. Prezydent Lech Kaczyński desygnuje na stanowisko Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego. Wszyscy oczekują na jego expose. Sala sejmowa wypełniona po brzegi. W loży prezydenckiej Lech Kaczyński. Na mównicy premier Jarosław Kaczyński rozpoczyna swoje wystąpienie. Mija 5 – 6 minut. Na sali pojawia się w otoczeniu świty, w rozchełstanej, rozpiętej marynarce, z telefonem komórkowym przy uchu szef największej partii opozycyjnej Donald Tusk. Nie przeszkadza mu przemawiający premier, obecność głowy państwa, w ogóle nic mu nie przeszkadza. Siada na swoim miejscu i gada przez telefon w najlepsze jeszcze przez czas jakiś. Kiedy przychodzi czas debaty nad expose, Donald Tusk, znudzony i znużony wystąpieniem premiera, staje na mównicy, i zwraca się wyłącznie do Marszałka Sejmu i Wysokiej Izby. Ignoruje całkowicie obecność prezydenta i premiera. W swoim wystąpieniu w zasadzie nie odnosi się do wygłoszonego przed chwilą expose, tylko prawi o siedmiu zbójach i swoich obsesjach. Po zejściu z mównicy natychmiast, w otoczeniu świty opuszcza salę sejmową. Jak myślicie szanowni, kochani Czytelnicy? Czy takie zachowanie Donalda Tuska, szefa największej partii opozycyjnej przeszło by bez echa, dziennikarze wzruszyliby ramionami, bąknęli coś o lekceważącym stosunku Donalda Tuska do prezydenta i premiera? Oczywiście że nie! Przecież PiS-owcy natychmiast rozdarli by gęby od ucha do ucha. W mediach o niczym innym by nie trąbili, tylko o wyjątkowym chamstwie, bezczelności i arogancji Donalda Tuska. I MIELI BY RACJĘ!!! Bo takie zachowanie to przejaw największego chamstwa i braku szacunku dla majestatu Rzeczpospolitej, którego personifikacją są prezydent i premier! A cóż my kochani, szanowni Czytelnicy widzieliśmy kilka dni temu, podczas wygłaszanie expose przez premiera Tuska? Dokładnie to co wyżej opisaliśmy, tyle że w wykonaniu prezesa Kaczyńskiego! Czy zauważyliście jakieś szczególne oburzenie polityków PO, jakieś ostre dziennikarskie komentarze? Chamstwo Kaczyńskiego nie zrobiło wrażenia. Tego bezczelnego, aroganckiego zachowania nikt nie potępił. Nikt nie powiedział ani nie napisał, że mamy do czynienia z przemysłem nienawiści w czystej postaci. Ot, uznano, że w przypadku prezesa jest to całkiem normalne zachowanie. On tylko chciał pokazać, że lekceważy premiera i jego politykę. I taki ktoś jak Jarosław Kaczyński zaliczany jest do polskiej elity politycznej. Ten nieokrzesany facet, który ma ze wszystkim problemy, a jego zachowanie pozostawia – najłagodniej rzecz ujmując – wiele do życzenia, śmie pouczać i wystawiać cenzurki innym politykom. Bez przerwy chełpi się tym, że jego nie wychowało podwórko. No to gratulujemy wzorców wyniesionych z domu. Tę kulturę i kindersztubę widać, słychać i czuć na każdym kroku! Zapewne to taki znak firmowy, sznyt inteligencji żoliborskiej. SOBCZAK i SZPAK P.S. Skoro zachowanie prezesa Kaczyńskiego podczas wygłaszania expose przez premiera Tuska uznane zostało za całkiem normalne i nie uwłaczające przyzwoitości, to strach pomyśleć, co musiał by powiedzieć czy zrobić, aby zostało to uznane za chamskie. |
| LIST CZŁONKA Wydawać by się mogło, że w dobie Internetu i telefonii komórkowej całkowicie zaniknie sztuka epistolarna. A tu miła niespodzianka. Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński napisał list do członków partii. Na 16 stronach wyłuszczył co mu na sercu i wątrobie leży. Wyznał wszystko szczerze i otwarcie, jak na członka zwracającego się do członków przystało. Wyjaśnił również, dlaczego w PiS-ie nie ma już takich członków, jak Ziobro, Kurski i Cymański. Dzięki listowi Kaczyńskiego możemy poznać prawdę, zweryfikować pojęcie członka PiS-u. Błędnie mniemaliśmy, że one wszystkie jednakie, że stoją przed prezesem na baczność jak jeden mąż z rukami pa szwam. Nikt się nie wychyla, wszyscy mu czopkują. A tu nie, nic podobnego. Okazuje się, że już od dłuższego czasu kilku członków – zwanych „ziobrystami” – postanowiło zdetronizować tego największego, najznamienitszego członka bez skazy, matkę i ojca Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. No to jest niegodziwość i nikczemność niepojęta. Z listu członka do członków dowiadujemy się, jak to knucie przebiegało i jakie były jego symptomy. Okazuje się, iż już od kilku lat trwała wśród członków podjazdowa wojna, mająca na celu rozbicie partii, przetrącenie Jarosława, a co za tym idzie, przejęcie władzy i ustalenie nowej hierarchii członków. Zgodnie z wiedzą prezesa, to właśnie Zbigniew Ziobro chciał ogłosić się pierwszym, najważniejszym i najprężniejszym członkiem PiS-u, tryskającym świeżością i energią na pozostałych członków partii. Na szczęście Jarosław Kaczyński był czujny i w porę dostrzegł szykującą się rewoltę. Już po wyborach prezydenckich „ziobryści” wyraźnie dawali do zrozumienia, iż prezes to stary, niemrawy, pozbawiony zapału członek, który nie staje na wysokości zadania, jakim bez wątpienia jest przewodzenie całej rzeszy młodych, ambitnych, jurnych i aktywnych członków. W takiej sytuacji nie można było wygrać wyborów parlamentarnych. Rozbito jedność członków w PiS-ie. Dalszej destrukcji należało położyć tamę. Dziękujemy panie prezesie za ten list do członków. Dzięki niemu utwierdziliśmy się w przekonaniu, iż jest pan największym członkiem i zawsze pan nim pozostanie, nawet gdy będzie w stanie spoczynku. SOBCZAK i SZPAK |
| RATINGOWI TERRORYŚCI Drżyjcie rządy, drżyjcie narody świata, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy zainteresują się wami panowie życia i śmierci – AGENCJE RATINGOWE!!! Te byty samoistne, nie podlegające żadnej kontroli, żadnej ocenie, ferują wyroki i decydują komu ufać, a komu nie, kto jest skończony, a kto rozwojowy. Zastanawiające jest, że analizy agencji ratingowych przyjmowane są jak prawdy objawione z którymi się nie dyskutuje. Nikt nie śmie podważać zasadności ich ocen, nikt nie polemizuje z wynikami przeprowadzonych ratingów. To jakieś istne światowe szaleństwo. Agencje ratingowe doprowadziły do upadku rządów Grecji i Włoch i nikogo to nie oburzyło. Uznano działalność agencji za jak najbardziej zasadną i normalną. Teraz na ich celowniku jest Polska. Agencja Moody’s obniżyła perspektywę dla polskiego systemu bankowego, zmieniając ocenę ze „stabilnej” na „negatywną”!!! Zdaniem tych samozwańczych mędrców w najbliższych miesiącach banki polskie będą miały mniejszą zdolność kredytową, a co za tym idzie, mniejsze przychody. Ta informacją spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka mało się nie rozpłakał. Stał przed dziennikarzami jak uczniak i nie bardzo wiedział co powiedzieć. Dukał coś o świetnej kondycji naszych nienaszych banków, o krzywdzącym ratingu, o niezrozumiałej decyzji agencji Moody’s, dołączającej Polskę do Grecji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii – państw będących w poważnych tarapatach. Przestraszony i przerażony prezes, profesor, premier, minister Belka oświadczył, iż obawia się, że zła ocena obniży wartość naszych banków i ułatwi ich sprzedaż. Dlatego warto je „udomowić”, czyli odkupić od zagranicznych właścicieli! Panie Belka, panie profesor, panie doktor, panie prezes, premier i minister, pan coś bierzesz, pan coś wąchasz czy to wszystko tak z głowy, bez niczego? Zdecyduj pan w końcu! NASZE te banki, czy OBCE? Bo jeżeli NASZE to od kogo chce pan je ODKUPIĆ?! Od siebie samego? A jeżeli OBCE, to jakie one NASZE? Czy pan w ogóle wie, kogo ta agencja Moody’s oceniła? Bo tu może wcale nie chodzi o Polskę! Może ten strach przez agencją ratingową bierze się stąd, że jak banki zostaną sprzedane, to skończą się kariery prezesów tych naszych nienaszych banków i wyjdzie na jaw, jaki to piękny mieliśmy w kraju system bankowy. Jeżeli agencje ratingowe mają taki przemożny wpływ na sytuację gospodarczą, a co za tym idzie również polityczną świata, to one faktycznie rządzą! Jeżeli słyszymy, iż wiarygodność finansowa firmy nie może być wyższa niż wiarygodność finansowa kraju, z którego pochodzi, to jesteśmy w domu wariatów. Bo w wypadku obniżenia ratingu danego państwa utrudnia się także działania firm znajdujących się w bardzo dobrej kondycji finansowej. Tak więc nie realna kondycja, a opinie jakichś gości z agencji ratingowej decydują o wartości, bycie lub niebycie firmy. Czysty szantaż - terroryzm ekonomiczny. Bo przecież nikt nie jest w stanie zagwarantować, iż raiting tego czy innego państwa jest zgodny z rzeczywistością, a nie wyssany z palca. Tak naprawdę agencje ratingowe mogą w każdej chwili rozwalić każde państwo, jeżeli tylko będzie to w ich interesie! SOBCZAK i SZPAK P.S.1. Agencje ratingowe kreują się na strażników rzetelności i transparentności gospodarczej poszczególnych państw. Przy okazji tylko zarabiają pieniądze. Taka agencja Moody’s rok 2009 zamknęła przychodem 1,8 mld USD. Komentarz zbędny. P.S.2. Nowy rząd Donalda Tuska – Gowin warty! |
| W DZIESIĄTKĘ Niech żałują ci wszyscy bydgoszczanie, którzy 11 listopada pozostali w domach i obserwowali przez telewizor warszawską bijatykę ku czci i z okazji. My daliśmy się skusić reklamie zachęcającej do odwiedzenia hotelu „Pod Orłem”, aby wspólnie w jego okolicach oraz wnętrzu świętować kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. I dobrze zrobiliśmy. W tłumie uśmiechniętych, przyjaznych ludzi podziwialiśmy zabytkowe samochody, gapiliśmy się na przechadzających się żołnierzy II Rzeczpospolitej, z Marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele, słuchaliśmy kapeli podwórkowej. W wnętrzu czekały kolejne atrakcje. Na śniadanie wprawdzie już się nie załapaliśmy, ale na projekcje przedwojennych filmów jak najbardziej. Bufety pełne słodkości w nieograniczonej ilości za jedyne 15 zł. były nasze. Ale to był tylko początek. Kto chciał mógł zjeść „Obiad Marszałkowski” z doskonałą gęsiną, obejrzeć program recitalowo-kabaretowy przybliżający czasy międzywojenne, być na „Wielkim Raucie Okolicznościowym”, gdzie bawiono się w strojach z epoki, do późnych godzin nocnych. Osobne miejsce warto poświęcić koncertowi chóru, który w Sali Malinowej dla tłumów słuchaczy śpiewał patriotyczne pieśni. Żeby było miło i sympatycznie, jak w porządnej rodzinie, rozdano słuchaczom śpiewniki i cała sala przeistoczyła się w jeden wielki chór. To był dopiero pokaz prawdziwego patriotyzmu i powód do wielkich wzruszeń. W niejednym oku łza się zakręciła. Całe obchody Dnia Niepodległości, przygotowane przez hotel „Pod Orłem” były strzałem w dziesiątkę! Piszemy o tym z wielką satysfakcją. Od wielu lat staramy się walczyć z tą przeklętą polską tradycją świętowania na smutno, z nadętą powagą. Tak jakbyśmy nie potrafili cieszyć się z sukcesów. Obchody nawet radosnych rocznic zawsze były napuszone, usztywnione i niemiłosiernie nudne. Hotel „Pod Orłem” przełamał tę okropną tradycję. Nareszcie ludzie śmiali się i dobrze bawili. Mamy nadzieję, że to co zapoczątkowano w hotelu „Pod Orłem” stanie się zwyczajem, którym zarażą się inne przybytki hotelarsko-gastronomiczne i dzięki temu każdego 11 Listopada centrum Bydgoszczy zamieni się w wielki kulinarno-kulturalny festyn, piknik patriotyczny. Bardzo sobie i mieszkańcom naszego Grodu tego życzymy. SOBCZAK i SZPAK |
| RECHOT Na złość Polakom uruchomiono gazociąg Nord Stream. W mediach zawrzało. Ze wszystkich stron dobiegał jeden wielki lament, jak to Niemiaszki z Ruskimi nas zlekceważyli i ukrzywdzili. Wybudowali sobie gazociąg po dnie Bałtyku, nie bacząc na polski interes, na polską rację stanu. To niesłychane. Przecież ci, co teraz tak rozpaczają i utyskują, stali w pierwszym szeregu przeciwników gazociągu mającego biec przez Polskę! To oni krzyczeli, a media im wtórowały, że nie należy dopuścić do tego, aby kolejna rura przecinała nasz kraj. Bredzili o światłowodach, które nie tylko służą do obsługi gazociągu, ale również do celów szpiegowskich. Tak długo darli mordy, tak długo oskarżali o niecne zamiary Rosjan i Niemców, że ci w końcu mieli dość i zdecydowali się na inwestycję droższą, ale bez udziału rozhisteryzowanych Polaków. Tak więc nie jęczeć, nie szlochać, rąk nie załamywać, tylko cieszyć się i skakać z radości, że rurociąg przez Polskę nie przebiega, że nas od ruskich nie uzaleznia. Wprawdzie pieniędzy za tranzyt nie mamy, do gazu się nie podłączymy, ale nikt nas nie szpieguje i nie podgląda. Teraz o rechocie. Swego czasu śp. Andrzej Lepper nie mógł powstrzymać się od śmiechu na wieść, że można zgwałcić prostytutkę? Ależ było wtedy święte oburzenie. W telewizorni przywódcę Samoobrony odsądzano od czci i wiary. Zrobiono z niego prymitywa i tłuka, który łazi po salonach Warszawy i zanieczyszcza powietrze. Nie tak dawno ta sama elita pastwiła się nad posłem Węgrzynem, który w swej szczerości wyznał, iż lubi sobie popatrzeć na lesbijki, za to na gejów niekoniecznie. Wyrzucono gościa z PO, pozbawiono zaszczytów i słuch o nim zaginął. Teraz ci wybrańcy narodu dali popis lepperyzmu i węgrzynizmu do kwadratu. Wystarczyło, że na mównicę sejmową wszedł zdeklarowany homoseksualista poseł Biedroń, żeby tym prostakom wszystko co powie kojarzyło się z jego orientacją seksualną. Pokładali się ze śmiechu, kiedy poseł Biedroń, rekomendując swoją koleżankę partyjną na stanowisko wicemarszałka Sejmu powiedział, iż zadawane jej pytania są poniżej pasa! Rechot który zawładnął salą sejmową długo będziemy pamiętać. Rzeczywiście, to bardzo śmieszne, jak homoseksualista mówi, że coś jest poniżej pasa. Przecież ci ludzie o odmiennych preferencjach seksualnych w głowach mają tylko jedno: o czym by nie prawili, to wiadomo, że i tak zmierzają do tego, aby lansować swoją orientację. Dowodem wprost na to był haniebny, obrzydliwy, ociekający homofobią występ Julii Pitery w „Kropce nad i” (9.11.2011). Powiedziała wręcz, że nie wie z czym jeszcze można kojarzyć posła Biedronia, poza aspektem seksualnym! To jedyne co dostrzega w pośle Ruchu Palikota. Wszystko co Biedroń mówi, automatycznie dotyczy tylko jednej sfery. Dlatego „poniżej pasa” nie skojarzyło się Piterze Julii z obiegowym, potocznym powiedzeniem, tylko z homoseksualizmem. Równocześnie, z rozbrajającą szczerością przyznała, że gdyby powyższego sformułowania użył inny poseł, to nikogo na sali sejmowej by to nie rozbawiło. Powiedzieć durne babsko, to nic nie powiedzieć! SOBCZAK i SZPAK P.S. Robert Biedroń rozbawił posłów stwierdzeniem „poniżej pasa”. Teraz będzie musiał się długo zastanawiać, jakich słów w sali sejmowej użyć, żeby parlamentarzyści nie pospadali ze śmiechu z foteli. Na pewno nie może powiedzieć, że pociągnie ten wątek, czy warto spojrzeć na to od tyłu. Zresztą co nie powie i tak im się skojarzy z jednym. I będzie rechot!!! |
| JANOSIKOWE INTERESY Janosiki spod samiuśkich Tater mają problem nie lada. Obecnie, przed startującym niedługo sezonem zimowym, wyszła sprawa polskich stoków narciarskich. Niezorientowanych informujemy, iż MSWiA postanowiło wprowadzić normy, mające podnieść bezpieczeństwo na naszych nartostradach. Oto one: 200 m kw. na narciarza na trasie łatwej, 300 na trudnej i 400 na bardzo trudnej. Wszystko to dlatego, że w Polsce jest zbyt mało stoków, a zbyt dużo narciarzy. Przy czym narciarzy z roku na rok przybywa, a stoków niekoniecznie. W związku z powyższym, w ubiegłym sezonie GOPR interweniował 4,5 tys. razy. Dwukrotnie więcej niż cztery lata temu. Właściciele stoków (czytaj Janosiki) są przeciwni normom proponowanym przez MSWiA. Twierdzą, że z powodu takich uregulowań stracą większość klientów, którzy przeniosą się na czeskie, słowackie i austriackie nartostrady, bo tam takich przepisów nie ma. I tu docieramy do sedna sprawy. Jak mówią znawcy problemu, na polskich stokach obowiązuje wolna amerykanka. Właściciele wyciągów i tras zjazdowych zainteresowani są wyłącznie tym, żeby maksymalna ilość narciarzy skorzystała z ich usług. Reszta nie ma dla nich żadnego znaczenia! Zupełnie nie przyjmują do wiadomości, iż warunki, infrastruktura, dojazdy i wyposażenie zagranicznych stoków są nieporównywalne z naszymi bieda zjeżdżalniami. Polscy górale, co nie od dziś wiadomo, oficjalnie twierdzą, że dla nich najważniejszy jest Pon Bócek, góry nase góry, owiecki i rodzina tys. Prywatnie zaś nie ukrywają, iż liczą się jedynie dutki, dutki, jeszcze raz dutki, no i gozołecka tys. W myśl tej zasady, każdy mający w posiadaniu kawałek górki, natychmiast chce na tym zarobić krocie, i gotów jest każdego, kto tylko zapłaci na nią wpuścić. I tylko to się naprawdę liczy! Od lat władze starają się administracyjnie wymusić poprawę warunków, niestety nic z tego sensownego nie wychodzi. Nowe zarządzenie, biadolą zainteresowani, sprawi, iż o dwie trzecie spadnie przepustowość wyciągów i nartostrad, a co za tym idzie, zarobek ich właścicieli. Dlatego aby nie stracić, będą musieli podnieść ceny, co w konsekwencji spowoduje, iż spragnieni narciarskiego szaleństwa będą szukali znacznie tańszych ofert za granicą. I koło się zamyka. Niekoniecznie. A może tak jeden z drugim góralu po prostu zainwestowałbyś w lepsze, bardziej profesjonalne stoki, wyszedł z ciekawą, atrakcyjną propozycją turystyczną? Nie, to wam do głów nie przyjdzie. Wy macie prostą receptę: wpuścić na górki ilu się da narciarzy i niech sobie zjeżdżają. W końcu po to przyjechali. Róbta tak dalej Janosiki, to nie przyjadą! A wtedy wy będziecie mieli interes po zbóju! SOBCZAK i SZPAK |
| ODDADZĄ KLAMKI Kiedy zobaczyliśmy w telewizji awaryjne lądowanie polskiego Boeinga 767 na lotnisku w Warszawie, byliśmy święcie przekonani, że już za chwilę odbędzie się konferencja prasowa Antka od Macierewiczów. Już widzieliśmy ten jego nerwicowy grymas na twarzy, robiący za szczery uśmiech, już słyszeliśmy tę oskarżycielską tyradę, katopatriotyczną paplaninę. A tu figa z makiem. Macierewicza wyprzedziła Martusia od Kaczyńskich. Na swoim profilu na Facebooku napisała m.in.: "Boeing awaryjnie wylądował - bez otwartego podwozia, na betonowym pasie (...) Tu-154M obniżywszy się znacznie poniżej 100 m po zderzeniu z błotnistym podłożem miał się rozpaść na drobne kawałki. Proszę o komentarze…". Ponadto sama z siebie zauważyła, że mimo, iż Boeing 767 lądował "na brzuchu", na betonowym pasie, to nikomu z 231 osób na pokładzie nic się nie stało. Nie poprzestała na tym i dodała, że Tu-154, chociaż miał dużo bardziej miękkie, bo bagniste podłoże do lądowania, to jednak rozleciał się i nikt nie ocalał. Trudno na serio odpowiedzieć na tak podłe i nikczemne insynuacje. Ale spróbujmy, a co tam. Droga Martusiu, to wszystko dlatego, że nad warszawskim lotniskiem, w odróżnieniu od tego smoleńskiego, nikt nie rozpylił sztucznej mgły i nie wypuścił helu. Nikt też nie zamontował potężnych elektromagnesów, które ściągnęłyby Boeinga na ziemię w try miga. Nie znalazł się też taki, który na drodze lecącego samolotu zasadziłby pancerną brzozę, zwaną patykiem. Poza tym, nic o locie nr 16 nie wiedział ani Tusk, ani Putin, więc bomb próżniowych, ani innej broni masowego rażenia nie mogli użyć. I tak oto wszystkie czynniki zebrane do kupy sprawiły, że pasażerowi Boeinga żyją, a samolot jest w jednym kawałku. Niemniej na miejscu Martusi, nieodrodnej bratanicy Jarosława Kaczyńskiego, nie poprzestalibyśmy na tych wyjaśnieniach. Tu trzeba, wzorem podejrzliwego Antka, powołać sejmową Komisję Śledczą. Niech w trybie natychmiastowym odpowie na kilka fundamentalnych, zasadniczych pytań. A mianowicie, dlaczego prezydencki Tu-154M nie miał uszkodzonego systemu wypuszczającego podwozie? Okazuje się, że lądowanie „na brzuchu” jest znacznie bezpieczniejsze od lądowania na kołach. Kto i kiedy zdecydował, żeby system hydrauliki podwozia był sprawny? Należy podać do publicznej wiadomości nazwisko owego człowieka, jego powiązania, kontakty i agenturalną przeszłość, co się rozumie samo przez się. Trzeba również zbadać, dlaczego 10 kwietnia prezydenckiego Tupolewa nie pilotował kapitan Wrona? Znajdą się zapewne dokumenty, na podstawie których łatwo będzie dojść do prawdy. „Nasz Dziennik” na pewno już ją zna. To, że kpt. Wrona nie był i nie jest oficerem spec pułku i w jego gestii nie leży latanie rządowymi samolotami, nic nie znaczy. I tu wyłania się ważne pytanie. Dlaczego nie był oficerem, kto go do tego namówił, kto i kiedy pomógł mu podjąć decyzję o zatrudnieniu się w cywilnym, a nie wojskowym lotnictwie? Jaki udział miały w tym służby specjalizujące się w działalności agenturalnej. Poza wszystkim dobrze byłoby poszperać w archiwach IPN, porozmawiać z wdową smoleńską Kurtyką, przeczytać „Gazetę Polską” od prawa do lewa czy na odwrót (nie ma znaczenia), bo prawda tak czy siak wylezie. Warto o tym porozmawiać – czyż nie tak panie Pospieszalski? Tak więc Pani Marto do dzieła! Cały PiS, Radio Maryja, NSZZ „Solidarność” tudzież środowiska niepodległościowe są z Panią! SOBCZAK i SZPAK P.S. Aha, jak się dobrze sprawicie, to pan doktor obiecał, że odda wam klamki do drzwi! |
| NA WŁASNĄ PROŚBĘ Czas taki, nastrój taki, że zaczęliśmy dyskutować i dociekać z jakiego powodu mamy tak wielkie nasilenie w mediach tematów związanych z Kościołem katolickim. Po przeanalizowaniu tego, a szczególnie owego doszliśmy do wniosku, iż sprawcą tych licznych publicznych debat jest sam Kościół. Ale po kolei. Zaczęło się od Nergala. Artysta Darski kilka lat temu, w ramach kreacji scenicznej, w jakimś małym klubie, wobec niezbyt licznej grupki fanów podarł Biblię. Pies z kulawą nogą by o tym nie wiedział, gdyby nie paru nawiedzonych, rozhisteryzowanych dewotów i księży. To oni nagłośnili cały incydent, a następnie wytoczyli przeciwko Nergalowi najcięższe działa. Do głosu doszli biskupi, którzy wymusili na TV publicznej zerwanie współpracy z Darskim. Wraz z końcem I edycji „The Voice of Poland” Nergal zniknie z ekranu TVP. Następnie na porządku dziennym stanęła sprawa krzyża wiszącego w sali plenarnej Sejmu. Zamiast podjąć spokojną dyskusję, Kościół rozdarł szaty i oskarżył wszystkich którzy chcą zdjęcia sejmowego krzyża o walkę z Kościołem, religią i Panem Bogiem osobiście. Przypomniało nam to czasy durnej komuny, alergicznie reagującej na najdrobniejszą nawet krytykę. Ośmieszenie jakiegoś partyjnego kacyka natychmiast uznawane było za bezpardonowy atak na ustrój, sojusze, I sekretarza osobiście i cały Związek Radziecki też. Ciekawe kto od kogo tego się nauczył? Żałosne w tym wszystkim jest to, że ci wielcy obrońcy krzyża nie przyjmują do wiadomości, iż problem nie w symbolu jako takim, a jedynie w PRZESTRZEGANIU PRAWA (w tym wypadku Konstytucji). I wreszcie Halloween. To święto zabaw i strachów, mające pochodzenie celtyckie, już dawno zatraciło swój mistyczny charakter na rzecz kuglarskich uciech. Kultywowane jest przede wszystkim w USA, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. W innych krajach tak popularne już nie jest. W Polsce zapewne zacznie cieszyć się powodzeniem dzięki zmasowanemu atakowi Kościoła katolickiego. To jego hierarchowie dopatrzyli się i doszukali w Halloween-owych wygłupach ręki samego szatana. To on, to diabelskie nasienie wydrąża dynie, przebiera ludzi za upiornych nieboszczyków, podjudza dzieciaki do psikusów. Na nasze oko to nie Lucyfera trzeba się bać, a naszych, coraz bardziej zdziecinniałych biskupów. Strach pomyśleć co za chwilę wymyślą, wywiną. Co strzeli im do głowy, przystrojonej pięknie haftowaną torbą po mące. I jak tu się dziwić, że coraz więcej ludzi puka się w czoło i śmieje do rozpuku, słuchając tych wszystkich bredni, którymi urzędnicy Kościoła katolickiego nas zasypują. Ergo, księża mają to wszystko na własną prośbę. CBDU (co było do udowodnienia). Amen. SOBCZAK i SZPAK |
| NIE MUSI TAK BYĆ Kryzys ekonomiczny opanowuje świat. Nadchodzi druga fala. Zadłużenie wielu krajów jest tak ogromne, że grozi im bankructwo. Mnożą się programy ratunkowe. Nie ma jednak skutecznego pomysłu na szybkie wyjście z kryzysu. Nie ma tez większej ochoty do głębokiego przeanalizowania źródła i powodów jego powstania. Nie wskazuje się przyczyn. Tak jakby ten kryzys przyszedł do nas nie wiadomo skąd, z jakiegoś kosmosu, i teraz zaskoczona i spanikowana ludzkość musi się z nim zmierzyć, podjąć walkę, niczym z zarazą czy epidemią. Wszyscy mamy ponieść jego skutki, zaciskać pasa. To jest stawianie sprawy na głowie, propagandowe odwracanie uwagi od istoty problemu. Przecież doskonale wiadomo gdzie tkwi przyczyna kryzysu i kto jest jego sprawcą. To bankierzy z Wall Street, finansjera i możni tego świata doprowadzili do tak wielkiego nieszczęścia. Ich nieokiełznana, niczym nie ograniczona zachłanność, chciwość i pazerność jest tego przyczyną. Dla tej niewyobrażalnie bogatej swołoczy nie istnieje nic ważniejszego od ZYSKU!!! Dlatego każdy sposób, każda metoda zwiększająca ich dochody jest pożądana i dobra. W dążeniu do celu nie przeszkadza im żadne prawo. Obejdą, ominą każde, żeby nie płacić podatków, oszukać fiskusa. Ich ulubione powiedzonko, co nie jest zabronione, jest dozwolone, sprawdza się im zawsze i wszędzie. To ci geniusze finansowi stworzyli kreatywną księgowość, przeróżne oszukańcze piramidy, raje podatkowe, itp., itd. Gdzie jest w tym wszystkim miejsce na moralność, etykę, uczciwe, przyzwoite postępowanie? Próżno szukać! Zysk usprawiedliwia każde kłamstwo, nikczemność i łajdactwo. Kto bogatemu zabroni?! Pieniądze dają władzę, panowanie nad polityką i mediami. A te, jak tylko będzie trzeba, zrobią wodę z mózgu każdemu, zakłamią rzeczywistość na amen. Od lat wmawiano ludziom, że w spekulacji nie ma nic złego, że jest ok.! Powiadano, że jest jednym z najważniejszych elementów gry wolnorynkowej. Ba, wręcz kołem zamachowym gospodarki. Spekulacyjne pieniądze nazwano elegancko kapitałem portfelowym. Teraz ten wspaniały portfelowy kesz, ta ze wszech miar pożądana spekulacyjna gra wolnorynkowa zrujnowała finanse wielu państw i postawiła je na progu bankructwa. Ludzie w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Barcelonie, Rzymie i wielu innych miastach, oburzeni niemocą rządzących wychodzą na ulice, aby zaprotestować, przerwać ten spekulacyjny, złodziejski proceder. Już nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, że po sławnym, wychwalanym pod niebiosa kapitale portfelowym, kole zamachowym wolnorynkowej gospodarki, ostał się tylko ZAMACH na finanse państw. Nie może tak być, żeby 10% ludzi trzymało w swoich łapach 90% światowego majątku. A i tego jeszcze im mało. Cały czas patrzą łapczywie na te 10%, próbując również po nie wyciągnąć łapy. Neoliberalna, monetarystyczna polityka zbiera swoje żniwa. Dzięki niej, jej prostym receptom (na wszystko), świat zmierza prostą drogą do wielkiego krachu. Do krwawego buntu społeczeństw. SOBCZAK i SZPAK P.S. Inaczej zresztą być nie mogło, jeżeli istotą tej polityki jest to, aby bogaci byli coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. I tego konsekwentnie, od lat się trzymają. Kryzys który spowodowali ich nie dotyka. On spadł na barki społeczeństw i to one mają wziąć na siebie ciężar wychodzenia z niego, ratowania finansów państw. Tak przynajmniej zawsze do tej pory było, ale niekoniecznie być musi! |
| LEKARSTWA NIE MA Znowu, z dwóch powodów, dały o sobie znać idiotyczne, nie mające żadnych racjonalnych podstaw, animozje bydgosko-toruńskie. Otwarcie nowego odcinka autostrady A1, która dotarła już do Torunia, sprawiło, że w Bydgoszczy zaczęto jęczeć i szlochać. Niektóre płaczki wręcz mówią, że zostaliśmy zmarginalizowani, bo teraz leżymy „daleko od szosy”, tzn. od autostrady A1. Za to Toruń zyskał, powiadają. I natychmiast dodają: przyjadą do nich tą arterią bogaci inwestorzy i rzesze turystów spragnionych pierników, radzi zobaczyć pomnik Kopernika i żywego Rydzyka. To bydgoskie narzekanie ma również drugie dno. Teraz, dzięki Toruniowi, łatwiej nam wytłumaczyć, usprawiedliwić własne porażki i nieudolności. A powinno być odwrotnie. Powinniśmy się cieszyć, że przez nasz region przebiega autostrada! I to ta najważniejsza północ-południe. Ileś województw pozbawionych jest i będzie takiej możliwości. Poza tym, zamiast biadolić trzeba się zastanowić co zrobić, żeby droga S5 nabrała realnych kształtów. Wyrzekać, marudzić i płakać potrafi każdy matoł. Pomyśleć i coś sensownego zrobić, już niekoniecznie. A może tak wspólnie z Toruniem powalczyć o S5? Będzie to z korzyścią dla obydwu miast, dla całego regionu. Warto nad tym się pochylić, a najlepiej coś z tym zrobić. Inna sprawa to pomysł, aby kluby żużlowe z Torunia i Bydgoszczy wspólnie wystawiły swoich młodzieżowców jako drużynę w II lidze speedway’a. Nic, tylko przyklasnąć!!! Oba kluby mają szansę odnieść niebywałe korzyści. Młodzi sportowcy, którzy nie mają zbyt dużo okazji do startowania w poważnych zawodach, nareszcie będą mogli doskonalić swoje umiejętności podczas prawdziwych wyścigów. Oczywiście natychmiast znaleźli się przeciwnicy tego świetnego pomysłu. I dawaj ujadać. Jakże to tak, Bydgoszcz wspólnie z Toruniem? A pod czyim szyldem będą chłopcy startować? Kto stanie się beneficjentem ich sukcesów, a kto porażek? Ilu zawodników z Polonii, a ilu z Unibaxu wejdzie w skład drużyny? Itp., itd., etc., aż do zwymiotowania. A przecież cała ta inicjatywa zasługuje wyłącznie na pochwały i słowa uznania. Ale cóż, tak to już jest, że animozje rodzą się tam, gdzie szowinizm myli się z patriotyzmem, kompleksy z dumą, a zawiść i zazdrość zastępują rozsądek i rozum. Jak widać na załączonych obrazkach, lekarstwa na to nie ma. SOBCZAK i SZPAK |
| JUTRO To idzie młodość, młodość i ziewa… Tak, tak, ziewa a nie śpiewa, bo w SLD doszła do głosu młodość trzeciego wieku. Od razu zrobiło nam się cieplej na duszy, ponieważ przypomnieliśmy sobie, że za mateczki komuny do grona partyjnej młodzieży zaliczano towarzyszy po 45. roku życia. Polityk dojrzały, doświadczony, w pełni intelektualnego rozkwitu musiał mieć na karku co najmniej 70 lat. Leszek Miller łapie się jeszcze na młodzież, bo do 70. brakuje mu aż 5 lat. Patrząc na cały klub parlamentarny SLD odnosi się wrażenie, że to jakieś skamieliny, goście z wykopalisk, którzy udają kogoś, kim nie są. Jeżeli przewodniczącym klubu zostaje Miller, a jego prawą ręką Łybacka, to trudno nie drzeć łacha z takiej lewicy. Co oni mogą mieć do zaoferowania ludziom młodym, 20., 30. latkom? Nic!!! Łybacka oświadczyła w którejś z rozgłośni, że LEWICA POD WODZĄ MILLERA I JEJ CHCE SIĘ OTWORZYĆ! Pani poseł, wręcz przeciwnie. Wy powinniście się zamknąć, zwinąć i sztandar wyprowadzić. Im szybciej, tym lepiej. Wy nic nie rozumiecie, nic nie macie do powiedzenia. Było to widać podczas ostatnich wyborów aż nadto wyraźnie. I tak macie szczęście, że ta kampania trwała tak krótko. Przy dłuższej nawet koła byście nie utworzyli, bo nie przekroczylibyście 5% progu. Już nikt nie chce słuchać tej waszej paplaniny, tej nowomowy, adresowanej nie wiadomo do kogo. Naprawdę nie widzicie jacy jesteście żałośni, archaiczni. Najmądrzejszy z was – w każdym razie uchodzi za największego mądralę – Iwiński (poseł I, II, III, IV, V i VI kadencji) nic innego nie robi, tylko wiecznie kogoś cytuje, bo sam nie ma nic mądrego do powiedzenia. Kwaśniewski z Cimoszewiczem mają być ostatnią deską ratunku dla polskiej lewicy. To żart dwudziestolecia! Tych dwóch facetów zrobiło wszystko, żeby SLD wyglądał tak, jak wygląda. Bufon Cimoszewicz chętnie korzystał z partyjnej kasy, a zarazem twierdził, iż SLD to paczka gwoździ, a on nie jest młotem, żeby się z nimi zadawać. Kwaśniewski, ten to dopiero lewicowiec. Po kampanii prezydenckiej, która zrobił mu Sojusz, podziękował Geremkowi, a sukces opił z Michnikiem. Jolanta, żona lewicowego z krwi i kości prezydenta, pyszniła się swoim i córki udziałem w Balu Debiutantek. Oczywiście, na takim balu księżniczek brakowało jedynie naszej czerwonej arystokratki. Polską lewicę zawsze ciągnęło do tronu. W końcu nie kogo innego, a synalka premiera Jaroszewicza nazywano w Europie „czerwonym księciem”. W kontekście powyższego trudno wyczuć, do jakich lewicowych ideałów odwołują się Miller, Łybacka, Iwiński, Kwaśniewski, Cimoszewicz. Ta cała zgraja SLD-owskich obłudników i hipokrytów ma obecnie czelność mówić o rozdziale Kościoła od Państwa. A coście robili, kiedy mieliście w swoim ręku całą władzę? Prezydentem był Kwaśniewski, premierem Miller, marszałkowie Sejmu i Senatu byli z waszej parafii, publiczna telewizornia również. Dlaczego wtedy nie rozdzielaliście? Nie rozdzielaliście, bo zacieśnialiście! Naprawdę, trzeba nie mieć wstydu i za grosz przyzwoitości, żeby w ogóle odzywać się w tej sprawie. Udział naszych wojsk w amerykańskich wojenkach, to też wasza zasługa. Z czym więc do gości? Z Millerem i Łybacką? Nikt się już na was i na waszą pseudo lewicowość w Polsce nie nabierze. Czy wam się to podoba, czy nie, w SLD trupem pachnie. SOBCZAK i SZPAK P.S. Sojusz Lewicy Demokratycznej szedł do wyborów pod hasłem „Jutro bez obaw”. Pod światłym przywództwem Millera & Company obawiamy się, że SLD JUTRA NIE DOCZEKA!!! |
| ZŁOŻYĆ MANDAT Powoli, bardzo powoli wychodzimy z wyborczego jazgotu. Jeszcze ciągle prześladują nas facjaty kandydatów, szczerzące się do nas z plakatów, bilbordów i latarni. Jak zawsze minie wiele czasu, zanim znikną nam z oczu. Wróćmy jednak do zasygnalizowanego przed wyborami problemu. Jak powszechnie wiadomo, wielu radnych wystartowało w wyścigach do parlamentu. Gros z nich uzyskało mandaty, więc ich miejsce zajmą następni z kolejki. I to jest dla nas skandal. Jarosław Reszka, dziennikarz Expressu Bydgoskiego, napisał, iż: „…Radny gminy na pierwszej sesji składa przecież konkretne zobowiązanie: „Ślubuję uroczyście jako radny pracować dla dobra i pomyślności gminy, działać zawsze zgodnie z prawem oraz interesami gminy i jej mieszkańców - godnie i rzetelnie reprezentować swoich wyborców, troszczyć się o ich sprawy oraz nie szczędzić sił dla wykonywania zadań gminy”. Niektórzy na zakończenie dodają zdanie: „Tak mi dopomóż Bóg”…”. Jak widać Bozia słabo pomagała dotrzymać słów ślubowania, bo się do parlamentu uciekło. Złamano dane wyborcom słowo. Takie postępowanie to nie żadna służba, tylko zwyczajne cwaniactwo i karierowiczostwo. Już sam zamiar startowania radnych w wyborach parlamentarnych jest godny potępienia. Startowali w tych wyścigach, bo wiedzieli, że jak im się noga powinie, to spokojnie wrócą na swoje stołki radnych. To jest niemoralne, niegodziwe i obrzydliwe. Dlatego powinno zmienić się ordynacje wyborczą. Każdy radny ubiegający się o mandat poselski lub senatorski automatycznie rezygnuje z zasiadania w Radzie Miasta czy Sejmiku Wojewódzkim. Po przegranych wyborach nie ma powrotu na stołek radnego. Jeżeli chciałeś z samorządu uciec do Sejmu, Senatu, to znaczy, że wybory samorządowe były dla ciebie wyłącznie odskocznią, trampoliną do politycznej kariery. Obecna ordynacja wyborcza niestety daje samorządowcom taką możliwość. Gwarantuje bezpieczne lądowanie w razie porażki. I to jest wielce demoralizujące. Mamy radnych, którzy tak naprawdę radnymi być nie chcą. Marzą o karierze parlamentarnej. Ten zapis który proponujemy wprowadzić do ordynacji wyborczej z pewnością ostudziłby niejednego chętnego. Długo by się taki zastanawiał, zanim podjąłby decyzję o starcie w wyborach parlamentarnych. Tego akurat jesteśmy pewni. Jak również i tego, że jest to jedyne skuteczne lekarstwo na tę samorządową chorobę. SOBCZAK i SZPAK |
| DOBRY CZAS? W Domu Wariatów Polsce odbyły się wybory. Pomimo niezbyt wysokiej frekwencji udało się jednak przetrącić kilka jedynek i nieco skruszyć żelbetonowy partyjny czteropak. Udało się również w tym zatęchłym, dusznym i mdłym od kościelnego kadzidła gmachu uchylić odrobinę okno, wpuścić troszkę powietrza. Czy świeżego i ożywczego? To się dopiero okaże. Niemniej Napoleon i jego czopki już protestują i rwą się do zamknięcia lufcika. Oni, w tym swojskim, katonacjonalistycznym smrodku czują się znakomicie. W Domu Wariatów Polsce w zasadzie nie ma dobrego czasu na nic. Można by było zrobić to i owo, ale się nie da! Każdą sensowną propozycję zmian torpeduje się stwierdzeniem, iż są ważniejsze sprawy. Tak kochani rodacy, od 20. z górą lat grana jest ta melodia. Z każdym rokiem coraz głośniej i intensywniej. Obecnie TO NIE JEST DOBRY CZAS, by Jarosław Kaczyński dotrzymał danego w 2008 roku słowa i tak jak zapowiadał, po przegranych wyborach oddał władzę w PiS-ie. Tak zachował by się człowiek prawdomówny, człowiek honoru! Ale przecież to jest patriota, żarliwy katolik. Takiemu honor i prawdomówność zwisa. A bo to pierwszy raz wodzuś z gęby zrobił cholewę? To stały fragment jego gry. Obiecał wszem i wobec, że nie zostanie premierem, gdy braciszek zasiądzie na stolcu prezydenckim i też nie został. Zarzekał się jak żaba błota, że z ubecką, bolszewicką Samoobroną nie wejdzie w koalicję, i też dwa razy nie wszedł. Można tak bez końca. Nam to akurat dynda. Nie nasz cyrk, nie nasza małpa. My od dawna mamy dla Jarusia zero szacunku i sto procent pogardy. Dziwią nas jednak ludzie z których on robi ewidentnych idiotów, łże im prosto w oczy, a oni wołają „Jarosław, Polskę zbaw!”. I to jest w Domu Wariatów Polsce jak najbardziej pożądane zachowanie. TO NIE JEST DOBRY CZAS, żeby dyskutować o autentycznym rozdziale Kościoła od Państwa, o usunięciu krzyży z urzędów państwowych, wyprowadzeniu religii ze szkół. W ogóle TO NIE JEST DOBRY CZAS, żeby prowadzić jakąkolwiek dyskusję z Kościołem katolickim. W Domu Wariatów Polsce taki czas nie nadejdzie nigdy! Zawsze będzie niedobry i zawsze będą ważniejsze sprawy, niż panoszenie się świętych krów. TO NIE JEST DOBRY CZAS, żeby wycofać nasze wojska z Afganistanu. Amerykańskie wojny są ważniejsze dla nas, niż dla Amerykanów. Bo my są lojalnym, wiernym i najbardziej oddanym sojusznikiem USA. Jeżeli to będzie w interesie Stanów Zjednoczonych, gotowi jesteśmy napaść sami na siebie. W Domu Wariatów Polsce byłoby to zachowanie ze wszech miar normalne i zrozumiałe. TO NIE JEST DOBRY CZAS, żeby opodatkować najbogatszych, żeby oni również wzięli udział w ponoszeniu ciężaru kryzysu ekonomicznego. To nie jest dobry pomysł, to raptem dałoby TYLKO 1,5 miliarda zł. do publicznej kasy. Nie ma o co o takie grosze kruszyć kopii i wszczynać publicznej debaty, że o sejmowej już nie wspomnimy. Co innego zasiłek pogrzebowy. Ograniczenie tego luksusu o 2 tys. zł. zasiliło budżet państwa AŻ o całe 800 milionów. I to ma sens, szczególnie w Domu Wariatów Polsce. SOBCZAK i SZPAK P.S. Za to zawsze i wszędzie, w Domu Wariatów Polsce jest DOBRY CZAS na bredzenie, takie jak miało miejsce 10 października pod Krzyżem Katyńskim w Krakowie. I tak przegrana w wyborach smoleńska wdowa Zuzanna Kurtyka oświadczyła, iż PO została wybrana nie przez naród, tylko przez społeczeństwo. Narodem jesteśmy my! – pokrzykiwała, dając dowód na to, iż jej aparat mowy nie ma w ogóle kontaktu z korą mózgową? Ale to akurat w Domu Wariatów Polsce żadnym defektem umysłu nie jest. |
| A TAKI BYŁ PIĘKNY… Pamiętacie państwo słynną scenę z filmu „Sami swoi”, kiedy to na wieść o zniknięciu kargulowego konia, Pawlak szydził: Co, ukradli? Szkoda… A taki był piękny, amerykancki… My podobnie zareagowaliśmy, kiedy zobaczyliśmy wyborczy wynik Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pomyśleliśmy: Szkoda… A taki był piękny… I parsknęliśmy śmiechem. Tak, tak, piękne konisko z tego Grzesia było. A ciągnął w tych wyborach, jak nie przymierzając… mniejsza o to kto i co. Wszak to jemu przede wszystkim SLD zawdzięcza swój znakomity wynik. Teraz na Grzesiu N. wiesza się wszystkie psy, nawet te z kulawą nogą. W Sojuszu już wiedzą, że Napieralski przygotował fatalną, koszmarną kampanię. Spoty były żałosne, infantylne i nie wiadomo do kogo adresowane. Zaś Grzesiu sztywny był w nich, jak pal Azji, przy tym wiarygodny i przekonywujący, niczym szeregowy członek ZMS-u. Na listy wyborcze wepchnął miernych ale wiernych i efekt z tego jest taki, jak widzimy. To wszystko prawda. Mimo tego nie musiało do takiej aż klęski wyborczej dojść. SLD-owskie mądrale, z Kwaśniewskim na czele, nagle przejrzały na oczy. A gdzie oni byli jak szefem partii zostawał Napieralski? Dlaczego przez ostatnie lata zgadzali się, aby Grzesiu robił z partii skansen i kółko geriatryczne? Dyducha nie gasił, Oleksego, Millera reaktywował. Dlaczego zgodzili się na prymitywną, durną kampanię? Który z was mądrali zaprotestował, przeciwstawił się Napieralskiemu? Dlaczego o swoich lewicowych hasłach pamiętacie tylko przy okazji kampanii wyborczych, a po wyborach zapominacie o nich natychmiast? Itp., itd. Zanim rzucicie kamieniem, walnijcie się zdrowo we własne piersi. Oczywiście, lider ponosi największą odpowiedzialność. Ale ponoszą ją również ci, którzy go tym liderem zrobili, adorowali i wspierali! Teraz mleko już się rozlało. SLD jest na równi pochyłej. To ostatni dzwonek. Przy takiej obłudnej, kunktatorskiej i tchórzliwej polityce następnych wyborów Sojusz nie przeżyje. Ostrzegaliśmy na tych łamach nie raz, że Napieralski to marny przywódca o mentalności PZPR-owskiego aparatczyka. Mówiliśmy, że źle się bawi, że będzie tąpnięcie, będzie zawał. No i słowa ciałem się stały. Szkoda, a taki był piękny…, taki lewicowy. Niestety, tylko z wyglądu i nazwy! SOBCZAK i SZPAK |
| SUKCES? No proszę, strach ma nie tylko wielkie oczy, ale i silne działanie motywacyjne. Wystarczy odpowiednia dawka, by zmobilizować niezmobilizowanych i wygrać wybory. To już drugi raz z rzędu, kiedy PO odnosi w wyborach parlamentarnych zwycięstwo nie z powodu tego co zrobiła i co zrobi, tylko ze strachu przed PiS-owską alternatywą. Mówi się, że do trzech razy sztuka. A my myślimy, że trzeciego razu nie będzie. A i ta druga kadencja, jeżeli Platforma będzie zachowywała się tak jak dotychczas, może zostać przerwana. Zbliżający się kryzys, ostre cięcia budżetowe, tudzież lenistwo nie wróżą PO przetrwania. Na świecie wrze, dysproporcje między bogatymi, zamożnymi, a żyjącymi na granicy ubóstwa ludźmi są coraz większe. Konsekwencje kryzysu światowego, jego ciężar spada na najsłabszych. Praktycznie nie ma na świecie miejsca, gdzie by z tego powodu nie było ognisk zapalnych. Nie istnieje żaden racjonalny powód, żeby u nas było inaczej, aby nam te tąpnięcia nie groziły. Z zielonej wyspy zostały tylko kabaretowe żarty, za to dług publiczny pnie się pionowo do góry. Jacek Rostowski, który zapewne nadal będzie ministrem finansów, nie jest cudotwórcą i nie ma gotowych recept na ominięcie kryzysowej rafy. Nie mówimy, że musimy się zaraz o nią rozbić. Ale najbliższe cztery lata będą dla rządu znacznie trudniejsze, od tych minionych. Kolejna przegrana PiS-u zwiększy frustrację w jego szeregach, ale też wzmoże agresję i niechęć do Platformy. Trudno będzie liczyć na współpracę z taką opozycją, która dzień i noc będzie tylko czyhała na potknięcia rządu i jego upadek. Nie pomoże nawet przy najbardziej koniecznych reformach. Ba, jak tylko będzie mogła, nogę podstawi. Wszak w odwodzie ma sławny, apolityczny i bezstronny (hi, hi) Związek Zawodowy „SOLIDARNOŚĆ”, zawsze przydatny w walce o władzę. Kościół Katolicki, upokorzony w wyborach (owieczki, pomimo usilnych nawoływań, znarowiły się i nie głosowały zgodnie z wytycznymi episkopatu), będzie upadkowi Platformy sprzyjał. A i sama partia Tuska monolitem nie jest. Gowiniści, na bank, w sytuacji krytycznej dla PO pokażą swoje prawdziwe oblicze. To żadna tajemnica, że ideologicznie jest im po drodze z PiS-em, Markiem Jurkiem i innymi katomaniakami, którzy w in vitro widzą dzieło szatana. Reasumując, nie ma specjalnego powodu Platforma Obywatelska, by obnosić się ze swoim sukcesem wyborczym, by okazywać swój tryumfalizm. Przed nią naprawdę ciężkie, trudne lata. Tym razem nie uda się markować roboty, udawać, że wszystko jest w porządku, zwalać winy na opozycję. Tego przede wszystkim premier Tusk powinien mieć świadomość. I tym kierować się przy konstruowaniu rządu. Odstawić ludzi miernych ale wiernych, a przyciągnąć naprawdę kompetentnych, pragnących rzeczywiście coś zrobić, ulżyć ludziom w tych nadchodzących, ciężkich czasach. W przeciwnym razie długo sobie nie porządzi. SOBCZAK I SZPAK P.S. Bardzo byśmy chcieli uwierzyć, że Platforma wyciągnie lekcję z poprzednich 4 lat swoich rządów, że się zmieni. Ale nie wierzymy. Coś nam mówi, że interes partyjny znowu weźmie górę. |
| ODWAŻNA DECYZJA Jarosław Wszystko Może Powiedzieć Kaczyński przez całą kampanię wyborczą zapewniał, iż POLACY ZASŁUGUJĄ NA WIĘCEJ! Granicy tego więcej, na które rodacy zasługują, nie określił. Powiedział jedynie, że do realizacji prostego acz genialnego PiS-owskiego hasła wystarczą ODWAŻNE DECYZJE. I on, prezes i właściciel PiS-u, gotów jest je podejmować. Oświadczył też, że w odróżnieniu od premiera Tuska, nigdy nie będzie realizował polityki białej flagi, a z przywódcami państw Unii Europejskiej nie ma zamiaru rozmawiać inaczej, jak na stojąco, bez poklepywania się po ramieniu. Klęczeć zamierza jedynie przed Benedyktem XVI i Obamą. Przed B16 z racji tego, że my są przedmurze i ostoja światowego chrześcijaństwa, a on Ojciec Święty stąpający po ziemi, zaś przed Obamą z powodu odwiecznej przyjaźni i strategicznego partnerstwa. Ta nasza wierność i oddanie Ameryce z każdym rokiem wydaje coraz większe i smaczniejsze owoce. Ostatnio TVdziennikarzyny piały z zachwytu, iż Polacy ZNOWU mogą brać udział w loterii wizowej, dającej ZIELONĄ KARTĘ! Tę cudowną przepustkę do legalnej pracy w amerykańskim raju. Aż 3.500 rodaków już niebawem może upić się i oszaleć ze szczęścia. Ludzkie panisko z tego Obamy. Obiecał, że coś z wizami zrobi i zrobił! Może to mały krok na drodze do celu, ale jak mawiał wielki Mao, żeby przejść 100 kilometrów, należy marsz rozpoczął od 1 metra. I Pan nasz Obama 3.500 wybrańcom pozwoli ten 1 metr przejść. Już z tego powodu warto przed nim klękać i ogonkiem merdać. A przecież to nie wszystko. Pan nasz Obama zgadza się, abyśmy nadal walczyli i ginęli w amerykańskich wojnach i kupowali ich sprzęt wojskowy z demobilu. Czyż można więcej oczekiwać od najważniejszego strategicznego partnera i przyjaciela w jednym? Nie można! Za to trzeba być czujnym i patrzeć na ręce Niemcom. To się rozumie samo przez się. To jest oczywista oczywistość panie prezesie Kaczyński. Szwaby o niczym innym nie myślą, tylko jakby tu nasze Ziemie Zachodnie przejąć i dzieciątka nam zgermanić. Na to przyzwolenia ani Steinbach, ani Merkel nie mają i mieć nie będą. Wodzuś bez przerwy wytyka Niemiaszkom, iż potajemnie, nad naszymi głowami dogadali się z Ruskimi i pociągnęli rurę po dnie Bałtyku, a nie po naszej piastowskiej ziemi, narażając Rzeczpospolitą nr 3 na ogromne straty finansowe. Zapomniał Kaczyński i cała zgraja polskich polityków tudzież dziennikarzy, jak to swego czasu podnieśli larum, że oto Niemcy i Rosjanie chcą wybudować kolejny rurociąg, który będzie przebiegał przez Polskę, a w jego wnętrzu nie tylko gaz ale i światłowody będą. To widomy znak, że rurociąg budowany jest w celach szpiegowskich, na co Polska zgody dać nie może. UJADALISMY I BREDZILIŚMY o tym szpiegowaniu tak długo, że w końcu Niemcy i Rosjanie mieli serdecznie dość i woleli całą inwestycję zrealizować (wprawdzie drożej) bez naszego udziału. Pieniądze za tranzyt straciliśmy na własna prośbę. Teraz ci, którzy do tego doprowadzili, udają idiotów i oskarżają sąsiadów o spisek i antypolskie knowania. Prezes Kaczyński nadal może chrzanić o wirtualnym gazociągu Nabucco, o cudownych, alternatywnych złożach surowców energetycznych, a w tym czasie Rosjanie zbudują kolejny rzeczywisty rurociąg, omijający tym razem równie udaną, mądrą i tak jak my czułą na szpiegostwo Ukrainę. SOBCZAK i SZPAK P.S. Gdy wodzuś Kaczyński pokrzykuje, iż POLACY ZASŁUGUJĄ NA WIĘCEJ, my bardzo prosimy lekarza prowadzącego, by podjął ODWAŻNĄ DECYZJĘ i nie bał się zaaplikować o wiele silniejszego lekarstwa. |
| DO PIACHU! Czy widzicie ten przedwyborczy bajzel? Czy słyszycie o czym rozprawiają, dyskutują te mądrale z PO, PiS, SLD i PSL? Czym się zajmują, o co spierają? Oni wszyscy okupują PIERWSZE MIEJSCA LIST WYBORCZYCH. Jak myślicie, czy po wyborach, jeżeli nic nie zrobimy i oni znowu znajdą się w parlamencie, cokolwiek się zmieni? Zrobią coś sensownego, pożytecznego? Nie, nie zrobią! Tym JEDYNKOM Polacy dali szansę już wielokrotnie. Wszystkie partie sprawowały już władzę. Ich liderzy byli premierami, ministrami, marszałkami. Czy nabrali doświadczenia? Czy stali się przez to politykami wielkiego formatu, mężami stanu? Nic z tych rzeczy. Stali się zblazowanymi, aroganckimi, chamskimi, dbającymi jedynie o swój i partii interes celebrytami! Są wypaleni całkowicie! Parlament sprowadzili do piaskownicy, w której okładają się łopatkami. Chcecie tej powtórki z rozrywki? Chcecie te same gęby oglądać w parlamencie i telewizorni przez następne cztery lata? BO MY NIE!!! Dlatego ponawiamy nasz apel, do wszystkich Polaków, niezależnie od sympatii politycznych. Odświeżmy polską scenę polityczną! Dajmy szansę innym! Odsuńmy Mubaraków od koryta i decydowania o naszym losie, o naszej przyszłości! Głosujmy na swoje ugrupowania, ale w myśl naszego hasła: GŁOSUJ BEZ OBCIACHU, SPUŚĆ JEDYNKĘ DO PIACHU!!! Namawiajcie do tego swoich najbliższych, przyjaciół i znajomych. Z jaką impotencją polityczną mamy do czynienia, świadczą hasła, pod jakimi partie idą do wyborów. SLD, jak na byłych komuchów przystało, trzyma się JUTRA. Oni zawsze stawiali na JUTRO. Łudzili i mamili. Teraz też zapewniają „JUTRO BEZ OBAW”. A my pytamy słowami z kabaretu „Tey” (lata 70. minionego wieku): a czemu jutro, a czemu nie dziś? Wiadomo, bo dziś tworzymy nasze jutro! I tak komuszki tworzą to JUTRO w permanencji, mając świadomość, że jakby nie patrzeć, zawsze będzie DZIŚ! Z tego powodu do piachu! Z kolei PSL, partia zbaraniałych, zdziczałych chłopów i babów powiada, iż „CZŁOWIEK JEST NAJWAŻNIEJSZY”. Po pierwsze, czy chodzi o człowieka ze wsi, czy z miasta? Po drugie, jeżeli ze wsi, to czy jest to Waldemar Pawlak czy może inna, parlamentarna skamielina Józef Zych? Mówiąc szczerze, nawet nosiliśmy się z zamiarem głosowania na PSL, ale nie uczynimy tego, dopóki partia nie ujawni nazwiska tego najważniejszego człowieka. Na razie do piachu! PiS, tzn. Pan Wszechmogący Jarosław Kaczyński informuje szanowny elektorat, że „POLACY ZASŁUGUJĄ NA WIĘCEJ”. Jezus Maria, Ojcze Dyrektorze, jeszcze więcej?! Czego?!!! Debat o Smoleńsku? Kwiatów, pochodni i czubków pod Pałacem Prezydenckim? Komisji Macierewicza? Pomników braciszka? Bo przecież od ponad roku niczego innego PiS nie oferuje! Zgadzamy się, że Polacy zasługują na więcej, ba, na znacznie więcej niż rządy Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego do piachu! W końcu PO. Rządząca (hi, hi) partia daje odpór złym językom, oskarżającym ją o nieróbstwo. Dlatego wszem i wobec oświadcza, iż jest „POLSKA W BUDOWIE”. A tośmy się ubawili. Jeżdżąc po kraju i przyglądając się z bliska, trudno nie zauważyć, że to nie Polska tylko cyrk w budowie. Chaos, bałagan i końca nie widać jak za komuny! A propaganda sukcesu jak nie przymierzając, w całym RWPG!!! Nie może być inaczej, do piachu! SOBCZAK i SZPAK P.S. Kiedyś, w latach 90. polityk Donald Tusk, o swoich kolegach po fachu powiedział, iż stanowią największą klasę próżniaczą. Po latach nie ma wątpliwości, że miał w 100% rację. Nie wiedział tylko, że sam stanie na jej czele! |
| BURAK Z PiS-u Poseł PiS-u Adam Hofman (to ten gładziuśki, ufryzowany na chłopca przystępującego do Pierwszej Komunii), pełniący funkcję rzecznika partii, zmieszał z błotem PSL-owców. Szydził z ich chłopskiego pochodzenia i baranich łbów. I to mówił gość, który bez zgody Kaczyńskiego boi się nawet kichnąć i nos wytrzeć. A to ci wazelina, czopek jeden. Znalazł sobie w PSL-owcach chłopców do bicia. Na nich się wyżywa, odreagowuje kompleksy i rozładowuje stresy, w jakich bez przerwy żyje. W PiS-ie nie ma lekko, trzeba być czujnym. Starać się być lepszym od koleżków, bo łaska Pana Kaczyńskiego na pstrym koniu jeździ. Z rana można w partii być, a wieczorem już nie być. Czyż nie tak pani Kluzik, Jakubiak, panie Kowal, Poncyljusz & Company. Stąd te wyścigi w schlebianiu i włażeniu bez mydła Kaczyńskiemu. Hofman od siebie niczego nie powiedział. Przez gardło by mu to nie przeszło. Strach by go zadławił. Taka była wola prezesa. On na to chamskie wystąpienie zezwolił. Czego dowodem poparcie i uznanie wodzusia dla Hofmana. Kaczyński powiedział wręcz, cyt. „…To jest prawda o PSL i my tę prawdę będziemy mówili z całym zdecydowaniem…”. Taka publiczna deklaracja podbiła rzecznikowi bębenek. Hofman dostał wiatr w plecy. Powszechną krytykę w mediach spuścił do zlewu. Z obrony przeszedł do ataku. Oświadczył, że nie będzie nikogo z PSL-u przepraszał, bo nie ma za co. Wręcz zażądał, by te partyjne chłopki przeprosiły za swoje zachowania w sejmie. Oskarżył ich o szerzenie narkomanii, popieranie związków partnerskich i sprzyjanie metodzie in vitro. Tłumacząc to na język prawdziwych Polaków (z tych spod Pałacu Prezydenckiego), PSL-owskie ćwoki zezwalają na palenie marychy, jawne pedałowanie i robienie dzieci w probówce. Za Hofmanem stanęła murem cała partia. Na szczęście chłopi nie są strachliwi. Swój rozum mają, potrafią oddzielić ziarno od plew, a chamstwu dać odpór. Już przyszykowali większą ilość słomy. Będzie miało co gładziuśkiemu z butów wyłazić. A i dorodnym burakiem postanowili też go wyróżnić. Kropkę nad i zapewne postawią w nadchodzących wyborach. W końcu będzie już jesień, pora wykopów buraków i kartofli. Ostanie warzywo dotyczy pryncypała Hofmana. Chłopy, trzymamy za Was kciuki!!! SOBCZAK i SZPAK |
| SIŁA GŁOSU Mamy za sobą trzy tygodnie kampanii wyborczej. Tak jak było do przewidzenia, żadna z czterech partii (PO, PiS, SLD i PSL) nie ma wyborcom nic do zaoferowania, ale po władzę każda z nich chce sięgnąć. Pomóc im w tym mają wyborcze, kretyńskie piosenki Partyjni liderzy przekonani są, że nic tak nie zachęci ludzi do głosowania na nich, jak muzyczne szajs-agitki. Rzeczywiście, zachęcający jest widok tych niemrawych, nieudolnie podrygujących partyjnych kukieł. Robią wrażenie również wypowiedzi, w których bardzo są z siebie zadowoleni i dumni, iż mogli wystąpić w tych wyborczych klipach. Oczywiście każdy z nich kryguje się przed kamerami, że nie umie śpiewać i nie umie tańczyć. Jak nie umiesz, to po co to robisz matole?!!! Bez twojego gadania widać, że nie masz poczucia rytmu i głuchyś jak pień. Raz na cztery lata ci impotenci polityczni przypominają sobie o wyborcach. Wtedy fundują nam festiwal schlebiania i podlizywania się. O prawdziwych debatach, zażartych dyskusjach na temat przyszłości, wizji państwa nie ma mowy. Nagle okazuje się, że Polska nie kończy się na rogatkach Warszawy, że jeszcze gdzieś, poza nią mieszkają ludzie. Teraz ci politycy, którzy nie opuszczają radia i telewizorni, nie znajdują czasu dla swoich wyborców nawet podczas obowiązkowych dyżurów poselskich, kolędują po kraju, witają się z każdym napotkanym człowiekiem, kiwają ze zrozumieniem głową i obiecują pomoc w rozwiązaniu jego problemów. Ludzcy są, że do rany przyłóż. Te normalnie niedostępne, zblazowane, nadęte bufony, buce na czas wyborów odzyskują wzrok i słuch. Gotowi są nieba przychylić, żeby tylko Polacy byli szczęśliwi, zdrowi i bogaci. Wszyscy mają na to recepty i tylko potrzeba im władzy. A wtedy nie bójta się! Czy to nie jest bezczelność, czy nie jest to najzwyklejsze chamstwo, żeby ci, którzy od pięciu, sześciu kadencji zasiadają w parlamencie, wielokrotnie rządzili krajem, teraz składali jakiekolwiek obietnice? Przecież jak dotąd nie dotrzymali żadnej! Jak kraj wygląda, jak jest zadłużony i jakie są przed nim perspektywy każdy wie. Trzeba mieć wyborców za idiotów, by myśleć, że jest inaczej. I oni nas za idiotów mają. Dlatego śpiewają i pląsają w rytm durnych pioseneczek, rozdają jabłuszka, klepią po ramieniu i szczerzą nieszczerze zęby. Od zeszłego tygodnia nawołujemy wszystkich Polaków, którzy maja prawa wyborcze, aby upokorzyć te gwiazdy polskiej polityki, usunąć ich z życia publicznego. Rzuciliśmy hasło, które nie ma partyjnych barw, nie stoi po żadnej stronie, a jedynie zachęca do przewietrzenia, do dania szansy innym, do zmian na tej zabetonowanej scenie politycznej. Przypominamy: „GŁOSUJ BEZ OBCIACHU, SPUŚĆ JEDYNKĘ DO PIACHU!”. Pomóżmy młodym, z odległych miejsc na listach wyborczych wejść do parlamentu. Tych, którzy nie chcą iść głosować, bo nie mają w kim wybierać i na samą myśl, że mieliby oddać głos na jakiegoś polityka z tych czterech partii robi im się niedobrze, namawiamy gorąco, z całego serca, by jednak poszli i ODDALI GŁOS NIEWAŻNY. Ten głos jest bardzo ważny! To uzmysłowi partii, która wybory wygra, iż nie rządzi z woli całego narodu (tak jak cały czas wszyscy zwycięscy politycy mówią), a jedynie z woli wąskiej grupy swoich zwolenników. Czas żeby pokora wzięła górę nad tryumfalizmem i pyszałkowatością. SOBCZAK i SZPAK P.S. W Internecie jest duży oddźwięk na nasze hasło. Dziękujemy. Bardzo nas to cieszy. Im więcej nas będzie, tym większa szansa na jego zrealizowanie. Pokażmy jedynkom autentyczną siłę wyborczego głosu!!! |
| PRZEGRANI Znamy już właściwie wszystkich kandydatów startujących w wyborach do Sejmu i Senatu. Nas szczególnie zainteresowali ci drudzy. Nowa ordynacja wyborcza sprawiła, iż do izby wyższej naszego parlamentu może wystartować praktycznie każdy, kto zbierze odpowiednią ilość podpisów. Dlatego też wszelkiej maści PRZEGRANI politycy stworzyli własne komitety wyborcze, które mają otworzyć im drogę do Senatu. Straszne jest to, że kandydaci ci w większości to ludzie, za którymi ciągnie się jakiś skandal obyczajowo-moralny, aferalny smród czy wręcz groźba odpowiedzialności karnej. Żebyśmy nie byli gołosłowni, wymienimy kilku. Ot, skompromitowany, były prominent PO Chlebowski. Dla niego immunitet jest ucieczką od afery hazardowej. Piesiewicz z kolei ma za sobą mocno cuchnący skandal obyczajowy. Stokłosa po raz kolejny chce mandatem senatorskim opóźnić działania wymiaru sprawiedliwości. A i na naszym bydgoskim podwórku też jest ciekawie. Weźmy taki Dombrowicz, Konstanty zresztą. Nie miał czasu i ochoty rozliczyć się do końca ze swojej ośmioletniej prezydentury i ostatniej kampanii wyborczej, a już z niecierpliwością przebiera nóżkami, by zasiąść w fotelu na Wiejskiej. To bardzo smutne i przygnębiające, że Senat staje się przede wszystkim przechowalnią dla PRZEGRANYCH, często skompromitowanych polityków. A przecież wydawać by się mogło, że właśnie ta izba naszego parlamentu powinna być zbiorowiskiem ludzi cieszących się największym uznaniem i autorytetem. Ludzi sukcesu, mądrości i rozwagi. Ludzi którym ufa się najbardziej, bo mają za sobą imponujący, niekwestionowany dorobek. Dlaczego akurat tam ma być miejsce dla większości tych, którzy gdzieś tam pobłądzili, wykazali się niekompetencją, splamili aferami? Ich obecność (nie daj Boże) w Senacie będzie koronnym argumentem za rozwiązaniem tej izby. Inna rzecz, że owi kandydaci nie mają za grosz godności i wstydu. Doskonale wiedzą, że powinni posypać łby popiołem i odejść z polityki raz na zawsze. Oni jednak trwają i pchają się na chama. A może znowu się uda. A może znowu znajdą naiwni, którzy zapewnią im kolejne cztery lata bezkarności, spokoju i dobrobytu. Mamy nadzieję, że nikt szanujący swój głos nie dołoży do tego ręki. Niech ci PRZEGRANI nareszcie PRZEGRAJĄ do końca! SOBCZAK i SZPAK |
| BEZ OBCIACHU Zanim przejdziemy do głównego tematu dzisiejszego felietonu, kilka zdań o PKP. Otóż tak naprawdę interesuje nas tylko jedno – ilu prezesów spółek, ich zastępców, dyrektorów, kierowników, członków Zarządów, większych i pomniejszych biurw przypada na jednego, autentycznie pracującego KOLEJARZA!? Ile związków zawodowych, ich przewodniczących, zastępców i towarzyszących im nierobów ma na utrzymaniu każdy autentycznie pracujący KOLEJARZ!? Odpowiedzi na te pytania uświadomiłyby niejednemu protestującemu KOLEJARZOWI, jaka armia pijawek wysysa bezlitośnie kasę przez niego wypracowaną. A przecież nie tak dawno i nie kto inny, tylko dzisiaj gębujący, straszący i szantażujący strajkami 24 godzinnymi, tygodniowymi, miesięcznymi i rocznymi zapewniali, że jak tylko złamie się monopol PKP, to sytuacja w tej firmie ulegnie radykalnej poprawie. Będziemy jeździli szybkimi, czystymi pociągami, a zegarki będzie znowu można regulować według rozkładu jazdy. No i macie coście chcieli. Spółek i Związków, że nie zliczysz, kręgosłup monopolisty przetrącony całkowicie, więc o co wam do cholery chodzi?! O monopol??? Polska scena polityczna jest już wykrystalizowana, ukształtowana, wręcz zabetonowana. Tak przynajmniej twierdzą jej główni aktorzy, politolodzy i dziennikarze. Skutkiem takiego stanu rzeczy jest to, iż wyborcy mogą poruszać się tylko w obrębie czterech partii: PO, PiS, SLD i PSL. Oddanie głosu na inne ugrupowanie, będące poza układem parlamentarnym, uznawane jest za głos stracony. To dla wyborców bardzo niekomfortowa, stresująca i frustrująca sytuacja. Dlatego tak wielu rodaków głośno manifestuje swoją niechęć do wzięcia udziału w wyborach. My też uważamy, że nie ma w kim wybierać. Niemniej do pójścia na wybory namawiamy z całego serca. Może jeszcze 6 października nie uda się rozwalić tego zabetonowanego układu partyjnego, ale można go znacznie skruszyć. Można spowodować, że te partyjne Mubaraki, zasiadające w ławach poselskich od pięciu, sześciu kadencji, nie zdobędą mandatów. Czas najwyższy, aby ci impotenci polityczni, okupujący od rana do wieczora radio i telewizję, zajęci jałowymi sporami i dbający wyłącznie o siebie i swoje kariery, ustąpili miejsca ludziom młodym, wykształconym, pełnym energii, entuzjazmu i świeżego spojrzenia na rzeczywistość. Dokonać tego można w następujący sposób. Mubaraki okupują pierwsze miejsca list wyborczych. W każdej z czterech partii dochodziło do gorszących i zawstydzających scen, z powodu walki o jedynki na listach. Bo to ma im zagwarantować reelekcję, czyli kolejne cztery lata grzania ławy i laby w parlamencie. Kochani, zróbmy im bardzo przykrą niespodziankę! Idźmy do wyborów z hasłem: „GŁOSUJ BEZ OBCIACHU, SPUŚĆ JEDYNKĘ DO PIACHU!!!”. Takie głosowanie umożliwi we wszystkich partiach zmianę pokoleniową i znacznie przewietrzy parlament. Spuszczając jedynki do piachu dajemy szansę tym, którzy z pewnością zasłużyli żeby być w Sejmie, ale z racji takiej, a nie innej pozycji na liście, jest to praktycznie niemożliwe. Pomóżmy im, ucierając nosa zadufanym, zarozumiałym, zblazowanym gwiazdorom partyjnym. Upokorzenie ich, to nasz wielki, narodowy obowiązek. Ten ropiejący wrzód, który od lat jest pudrowany, czas w końcu spróbować przeciąć! SOBCZAK i SZPAK P.S. O rozpropagowanie hasła „GŁOSUJ BEZ OBCIACHU, SPUŚĆ JEDYNKĘ DO PIACHU!” prosimy szczególnie internautów, grafficiarzy i twórców robiących wlepki. Mamy przeszło miesiąc czasu, żeby skruszyć ten czteroskładnikowy, partyjny żelbeton! |
| BOHATER W dzisiejszym felietonie pragniemy poinformować Czytelników, iż są jeszcze w Polsce prawdziwi bohaterowie, a na pewno jeden. Otóż w minioną sobotę (14.08) przez kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy wzdłuż budowanej autostrady A1, między Włocławkiem a Toruniem. Widok był imponujący. Dziesiątki maszyn, hektary rozkopanej ziemi i JEDEN PRACUJĄCY ROBOTNIK!!! Była godzina 13.26! Ten bezimienny operator koparki to prawdziwy heros, bohater, człowiek o którym powinny powstawać pieśni, filmy, czytanki dla dzieci, pogadanki dla młodzieży i prelekcje dla dorosłych. Wszyscy już zeszli z budowy i mieli ją we właściwym miejscu, gdyż do wtorku laba, a ON PRACOWAŁ! Czyż to nie imponujące? Czyż to nie znak nadziei, zapowiedzi, że kiedyś w końcu te autostrady zostaną w naszym kraju zbudowane. Ze wzruszenia oczy zaszły nam łzami, a szyby samochodu mgłą. Ruch na drodze był spory, ale widzieliśmy, jak inni kierowcy również zwalniali, żeby napawać się widokiem pracującego budowniczego. W sobotę, o 13.26 ktoś jeszcze pracował!!! Panie ministrze Grabarczyk, tego człowieka należy odszukać, pokazać ludzkości i nagrodzić. On już od 26 minut miał wolne, a pracował! Czyż nie jest to budujący przykład dla leniwej, zblazowanej młodzieży? Jest! Pośród uśpionych maszyn, pośród ton piasku, samotnie, jak żeglarz przemierzający oceany w jednoosobowym jachcie, ten człowiek parł do przodu swoją ukochaną koparką, aby nam, kierowcom, dać nadzieję na lepszą jazdę, na rozładowanie korków, na większe bezpieczeństwo na drodze. Chwała mu za to i cześć! A tak swoją drogą dyrekcja jego firmy powinna dać mu specjalną premię, ponieważ ta jedna koparka, pracując dłużej niż inne maszyny, ma szansę zamortyzować się jeszcze w tym wieku. Ma szansę spowodować, iż budowa autostrady będzie chociaż trochę szybsza i tańsza. Nie znajdujemy takich słów, które byłyby w stanie wyrazić naszą wdzięczność i uznanie. Gdyby nie goniący nas termin, zatrzymalibyśmy się, podbiegli do koparki i wycałowali bohatera. Niestety, z powodu makabrycznych korków mieliśmy bardzo mało czasu i dużo dziurawej drogi do przejechania. Liczyliśmy, że może jeszcze gdzieś zobaczymy kogoś pracującego. Niestety, gigantyczny plac budowy był martwy. Nasz bezimienny bohaterze, chylimy przed tobą czoła!!! Wypijemy twoje zdrowie, bo chory długo na tej priorytetowej budowie nie pociągniesz! SOBCZAK i SZPAK |
| MASARNIA WYBORCZA Czujemy się mocno zawiedzeni i rozczarowani. Bo jak to tak, żeby na pogrzebie wicepremiera, wicemarszałka Sejmu, ministra rolnictwa, przywódcy Samoobrony Andrzeja Leppera nie było bojownika spraw ogromnych, najsprawiedliwszego wśród sprawiedliwych i najbardziej prawego z prawych rycerzy Zbigniewa Ziobro. Przecież to on miał jedyną i niepowtarzalną okazję, aby przemówić nad grobem i wbić będący w jego posiadaniu ostatni gwóźdź do trumny niegdysiejszego koalicjanta. A jednak nie pojawił się, nie uczynił tego. Jedynym sensownym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy zdaje się być domniemanie, iż Zbigniew Ziobro zorientował się, że jego ostatni gwóźdź do trumny Leppera wcale nie był ostatni i nie tylko on szykował się do jego wbicia. Śmiemy przypuszczać, że chętnych do tej roboty była większa ilość. A to żadna to przyjemność dla Ziobry, być jednym z wielu wbijających. Upływający czas goi rany, ale też otwiera oczy. Tak będzie również w przypadku Andrzeja Leppera. Prędzej czy później zobaczymy to, czego za jego życia nie widzieliśmy. Panie Andrzeju, z ostatnim gwoździem w trumnie, czy bez, niech Panu ziemia lekką będzie. Ale ad rem. Kampania wyborcza ruszyła. Poszły konie po betonie. Partyjne masarnie pracują pełną parą, produkując kiełbasę wyborczą. Najbardziej do gustu przypadają nam produkty masarni PiS-owskiej. Wszystkie one spod znaku śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii. Nie wierzyliśmy, że można być do tego stopnia cynicznym, zimnym i wyrachowanym, by do walki politycznej, do osiągnięcia sukcesu wyborczego używać nieboszczyków. Grać ich trumnami, ich tragiczną śmiercią. Branie na litość, na współczucie jest tak wstrętne i ohydne, że trudno tu o spokojne, pozbawione emocji oceny. Takie zachowanie, taka kampania daje przeciwnikom politycznym powody do kpiny i szydery. Bo skoro ci, którzy przede wszystkim powinni być strażnikami czci i szacunku dla zmarłych robią z nich kiełbasę wyborczą, to trudno się dziwić, że pojawia się cała lawina niewybrednych żartów i dowcipów. Pamiętacie Państwo, jak to naprzeciwko Wawelu Kompania Piwowarska wywiesiła reklamę: „SPRAGNIONY WRAŻEŃ? ZIMNY LECH!”? Jak ją Kaczyści skopali! Krzyczeli, że to skandal, brak szacunku, chamska prowokacja… Mało nie pękli z oburzenia. Teraz sami, w masarni wyborczej, na umrzyka skrzyni produkują nalepki wyborcze. Lech i Maria na każdej lodówce! Podobno tę kiełbasę wyprodukowano po to, żebyśmy o nich nie zapomnieli i że jesteśmy im winni PRAWDĘ. To prawda. Od samego początku mówiliśmy, że Wawel to nie miejsce dla nich. Ale nie przypuszczaliśmy, że tym miejscem jest lodówka! Ni cholery z tego nie rozumiemy. Zimny Lech obrażał pamięć i odbierał szacunek. Za to lodówka dodaje czci i splendoru ich pamięci. Kto na to w masarni wyborczej PiS-u wpadł i co przedtem zażywał, diabli i prezes Kaczyński wiedzą. My nie wiemy. Ale na pewno nikt przy zdrowych zmysłach do czegoś takiego by się nie posunął. Kiełbasa podwawelska smaczna jest i od lat dobrze się sprzedaje. Oferowana przez PiS WAWELSKA KIEŁBASA WYBORCZA jest niestrawna i przyprawia o mdłości. SOBCZAK i SZPAK P.S. Nie trzeba być wampirem czy hieną cmentarną, żeby przez cały czas rozdrapywać rany, nurzać się w krwi, nieszczęściu, tragedii, posiłkować się nieboszczykami i grobami. Wystarczy zapisać się do PiS-u! |
| CAŁKOWITE ZIDIOCENIE Bezwzględni, przesiąknięci do szpiku kości cynizmem politycy gotowi są użyć do swoich celów wszystkiego i wszystkich. Od pewnego czasu Jarosław Kaczyński i PiS jego trzymają sztamę z największą stadionową hołotą, zwaną kibolami. Te bezmózgi, posiadający tylko jedną komórkę służącą im do robienia burd na stadionach, zostali przez PiS-owców docenieni i dowartościowani. Okazało się, że ta swołocz robiąca ustawki, drąca mordy na ulicach miast, to UWAGA!!! sól tej ziemi, kwintesencja patriotyzmu, jedyni strażnicy polskiej tradycji i tożsamości narodowej. PiS-patrioci zgromadzeni – jak o sobie powiadają – wokół środowisk niepodległościowych (hi, hi) twierdzą, iż żydokomunistyczni liberałowie z masonerii dowodzonej przez Tuska chcą ich zniszczyć, zakazując patriotycznych manifestacji (czytaj: chamskich naparzanek). Dla Kaczyńskiego i jego czopków bójki stadionowe to najwyższy przejaw szacunku i miłości do Ojczyzny. Kibolom w to graj. Mając za sobą takie autorytety, takie zaplecze, już zaczęli organizować demonstracje polityczne. Np. podczas meczu bydgoskiego Zawiszy rozwinęli transparent z napisem "SIKORSKI FRAJERZE, POWSTAŃCOM CHWAŁY, BOHATERSTWA I DUMY NIE ODBIERZESZ". A wszystko to z powodu poglądu Ministra Spraw Zagranicznych, iż Powstanie Warszawskie było wielką, narodową katastrofą! No było, nic na to nie poradzicie nieuki. BYŁO! 200 tys. ofiar, zrównanie Warszawy z ziemią i całkowita klęska Powstania tylko dla idioty może być powodem do dumy i chwały. Większość tych patriotów, stadionowych tumanów nawet nie wie kiedy Powstanie wybuchło i jak długo trwało. Zapytajcie ich o najważniejsze daty w historii Polski. Zapadnie cisza jak makiem zasiał. Kaczyści doskonale wiedzą jakie to matoły, ile ofiar pociągnęły już za sobą kibolskie zadymy, przez kogo na stadionach nie uświadczysz rodzin i dlaczego normalni, prawdziwi kibice nie chodzą na mecze piłkarskie. A mimo to grają nimi, wykorzystują ich do walki z Tuskiem i Platformą, nie bacząc na to jaką możemy zapłacić cenę za to podpuszczanie i podburzanie kiboli. PiS-iaki zapomniały widocznie o Heysel, wielkiej tragedii z 1985r, kiedy to bandziory mieniący się kibicami doprowadzili do śmierci 39 osób. To jest groźna zabawa. Stadionowe bezmózgi nie rozumieją, że są jedynie kukiełkami, sprytnie manipulowanymi przez polityków. Gdy urwą się ze smyczy będzie tragedia! SOBCZAK i SZPAK |
| DOM WARIATÓW – cd. Po ogłoszeniu raportu komisji Millera obłęd przybrał na sile, rośnie szybciej od franka szwajcarskiego. Szaleństwo zaczęto mierzyć w Jednostkach Chorobowych Zespołu Macierewicza. Na antidotum nie ma co liczyć, bo szczepionki na szajbę nikt jeszcze nie wynalazł. Napoleon, któremu obca jest logika i sens wypowiedzi, zaatakował raport Millera mówiąc, że GO NIE MA, że to jakieś wypracowanie i że na prawdziwy dokument przyjdzie poczekać, aż on i jego czopki przejmą władzę. Z drugiej strony z uporem maniaka, co jest w Domu Wariatów rzeczą zupełnie zwyczajną i normalną twierdzi, że jeżeli przyjąć założenia tego raportu, to jest on samooskarżeniem obecnego rządu, w związku z czym premier wraz załogą powinien podać się do dymisji już i natychmiast. Ale on Napoleon tego raportu nie uznaje, co nie zmienia faktu, że premier wraz z załogą powinien podać się do dymisji już i natychmiast. To jest oczywiście oczywista oczywistość. Odwołując się do raportu którego nie ma stwierdził, że katastrofa była efektem wojny premiera z prezydentem. Napoleon wytknął Tuskowi, że wraz z Putinem doprowadził do rozdzielenia wizyt, czego skutkiem była owa tragedia. I słusznie, przecież wszyscy Polacy wiedzą, jak bardzo Kaczyński chciał lecieć do Smoleńska z Tuskiem i wraz z Putinem uczestniczyć w obchodach rocznicy katyńskiej zbrodni. To było jego marzeniem, żeby nie powiedzieć sensem prezydentury. Niestety, intryga i podła gra z Rosjanami unicestwiły te marzenia. Napoleon zarzucił premierowi Tuskowi, że nie bronił honoru lotników, polskich oficerów. Wychwalał ich pod niebiosa. Mówił o niezwykłym profesjonalizmie, po czym z rozbrajającą szczerością i przyganą wytknął, iż przejawem wojny z prezydentem Kaczyńskim było przydzielenie mu gorszej załogi niż ta z którą leciał Tusk. A przecież nie tylko on, Napoleon, ale każdy kto czytał Konstytucję wie, że prezydent jest pierwszą osobą w państwie i w oczywisty sposób należy mu się lepsza załoga. To Tusk powinien otrzymać znakomitą złą załogę i rozbić się w Smoleńsku! Oczywiście taka konkluzja jest całkowicie uprawniona jedynie przy założeniu, że Napoleon przyjąłby i uznał raport Millera. Ale akurat jest dokładnie odwrotnie i każdy może sobie słowa wodzusia zinterpretować jak uważa. Co absolutnie nie zmienia faktu, iż premier wraz z załoga powinien podać się do dymisji już i natychmiast. To co głosi podczas swych licznych konferencji Napoleon, jest całkowicie zrozumiałe dla najbardziej oddanego mu czopka, Nosiciela Prawdy Smoleńskiej, Antoniego Macierewicza. Ten nadekspert nie ma żadnych wątpliwości, kto, co, jak i dlaczego. Grzmiał w Radiu Maryja i poza nim, iż niedopuszczalne jest, aby Moskwa do tej pory nie ujawniła z kim rozmawiał obecny w wieży pułkownik Krasnokucki. Billingi jego rozmów z telefonu komórkowego pozwoliłyby stwierdzić, kto naprawdę podjął decyzję o tym, by sprowadzać polski samolot. Milczał za to jak grób i ani myślał zapytać, dlaczego Warszawa do tej pory nie ujawniła treści rozmowy Lecha Kaczyńskiego z bratem Napoleonem na krótko przed katastrofą? Treść rozmowy braci zarejestrowały NATO-wskie służby specjalne (rezydujące w Danii) i PRZEKAZAŁY Warszawie. Jej ujawnienie pozwoliłoby stwierdzić, kto naprawdę podjął decyzję o tym, by LĄDOWAĆ w Smoleńsku!!! SOBCZAK i SZPAK P.S. W Domu Wariatów Polsce dziennikarze kupują brednie Napoleona. Nie widzą potrzeby poznania treści rozmowy braci Kaczyńskich. I wszyscy oni podobno chcą dojść do prawdy! |
| PO TRUPACH Tak to już jest, że z mlekiem matki wysysa się pewien kanon przysłów i powiedzeń krążących po świecie. Do takich należy stwierdzenie, że ktoś dochodzi do czegoś po trupach. W Prawie i Sprawiedliwości dobrze przyswojono sobie owo powiedzenie. Nie sprawdzono jednak jaki jest jego wydźwięk. A jest zdecydowanie pejoratywny. Tyle że Kaczystów żaden wydźwięk nie obchodzi. Ich interesuje efekt końcowy. Sukces wyborczy. Zdobycie jak największej ilości mandatów w nowym parlamencie. Pierwszy zwiastun, że pójdą po trupach już jest. W najnowszym spocie telewizyjnym króluje tragicznie zmarła para prezydencka. To na ich śmierci, na ich trupach Jarosław Kaczyński postanowił zbudować kampanię. Czyż to nie jest wystarczający dowód na prawdziwość tytułowego powiedzenia? Oczywiście jest!!! No, ale po prezesie Kaczyńskim już od dawna można się spodziewać wszystkiego najgorszego. I też nie zawahał się sięgnąć do katakumb. A co, każdy sposób prowadzący do celu jest dobry. Okazuje się jednak, że sztab wyborczy PiS-u poszedł jeszcze dalej. Z błogosławieństwem wodzusia zrobił kwerendę na liście ofiar katastrofy. Wyszło im, że wdowy, wdowcy i różnej maści sieroty smoleńskie to najlepsi kandydaci na posłów i senatorów. Polacy – wyborcy są przecież tacy współczujący, wrażliwi i tkliwi, więc na pewno oddadzą na nich swoje głosy. Na razie są to tylko przecieki. PiS skrzętnie ukrywa to co chce zrobić. Podobno listy wyborcze roją się od najbliższych krewnych smoleńskich nieboszczyków. Ależ to cyniczne i obrzydliwe. W szantowej pieśni na umrzyka skrzyni bawią się marynarze. PiS-owcy na umrzyka skrzyni bawią się w politykę, tworzą listy kandydatów do parlamentu. Czy Państwa to nie brzydzi? Bo nam zbiera się na wymioty! W cywilizowanym kraju ktoś, kto posuwa się do takich metod byłby na zawsze skreślony, wyeliminowany ze świata polityki. Nie w Polsce. U nas znajdzie się co najmniej 20% rodaków, którym ta nekrofilna kampania przypadnie do gustu. Mamy jednak nadzieję, że większość Polaków odrzuci metodę „po trupach” i da to odczuć prezesowi i jego czopkom podczas głosowania. SOBCZAK i SZPAK |
| NATANEK – KSIĄDZ PROSTY W Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3, w kraju kadzidła i święconej wody, mamy pełne średniowiecze. XXI wiek nas omija, a przynajmniej niechętnie zagląda i nic nie wskazuje, żeby w najbliższym czasie się u nas zadomowił. To idealny czas i miejsce dla księży Natanków i innych Tumanków. Oni wypełniają przestrzeń publiczną, oni są przyczynkiem do poważnych rozmów w mediach. Niestety, realizowana jest doktryna Henryka Kobry – Goryszewskiego (poseł Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego), którą sformułował w 1993r., cyt.: „Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka.”. Te słowa, rzucone na słowiańską, piastowską glebę, nie tylko zakiełkowały, wzeszły, ale i owoce wydały. A jak wiadomo, wszystko poznaje się po owocach. Jedne z nich dorodne, soczyste, smaczne, inne cherlawe, parszywe i cierpkie. Weźmy taki owoc Natanek – ksiądz prosty, a pionier katolickiej agroturystyki i jedyny duchowny który ma bezpośredni kontakt z Jezusem Chrystusem. Jak sam powiada, rozmawia sobie z Panem przy pomocy światłowodów. Obecnie namawia Syna Maryi, by zechciał przyjąć koronę Polski. Widać Jezus go zwodzi, bo Natanek – ksiądz prosty bez przerwy do niego wydzwania. Te dwustronne rozmowy są bardzo nie w smak zwierzchnikowi Natanka – księdza prostego, kardynałowi Dziwiszowi. Bo jak to tak? Prosty klecha z jakiejś Grzechyni ma komórkę do Jezusa, a on, kardynał w paliuszu, jedyny hurtownik i dystrybutor kropel krwi Jana Pawła II, nie może nawet odezwać się do Niego na Facebooku czy gadu - gadu. Pozostaje mu jedynie gadanie do obrazu! Nie dziw zatem, że dealer papieskiej krwi z zazdrości zakazał Natankowi – księdzu prostemu występów przed ołtarzem, a na jego katolicką agroturystykę nasłał sanepid. To i tak niewiele, zważywszy na fakt, że w historii świata na nieposłusznych Panu zrzucana była szarańcza i pozostałe sześć plag. Na szczęście Natanek – ksiądz prosty ma do czynienia z Panem Dziwiszem, a nie z Panem Bogiem. Zresztą gdyby Dziwisz – kardynał nie był zaślepiony zawiścią, to widziałby w Natanku – księdzu prostym drogę do Nowej Ewangelizacji Polski, a potem – kto wie – może i Świata. Chwała spadłaby nie tylko na szefa katolickiej agroturystyki, ale na niego również. Nie rozumie też tego Jadwiga Gosiewska, matka tragicznie zmarłego parlamentarzysty Przemysława. Wybiera się oto na prywatne spotkanie z papieżem Benedyktem XVI, aby, jak sama mówi, prosić o pomoc w ujawnieniu całej prawdy o tragedii z 10 kwietnia 2010, tzn. zamachu przygotowanym przez Tuska i Putina. Wprawdzie Antoni Macierewicz wydał Białą Księgę, w której dokładnie opisał co i jak było naprawdę, szczegółowo zanalizował ostatnie 15 metrów zbrodniczego zamachu, ale nie postawił kropki nad i. Ta pojawi się w drugiej, Jeszcze Bielszej, bo sponsorowanej przez Vanish Księdze. Dlatego zanim ona się ukaże dobrze by było, aby Biały Ojciec wyraził swoje zdanie, zgodne ze zdaniem Antka. Pani Jadwigo, próżna Fotyga, próżny trud. Nie ten adres i nie ta osoba. Tylko Natanek – ksiądz prosty i jego komóra do Jezusa Chrystusa mogą Pani pomóc. Jeden telefon i będzie Pani wiedziała wszystko. SOBCZAK i SZPAK P.S. W świetle faktów jakie ujawnił Natanek – ksiądz prosty i jego bezpośrednich, zażyłych kontaktów z Panem Jezusem, zbyt mały i skromny jest pomnik w Świebodzinie. Zaniechajmy wszelkich budów, tylko WZNIEŚMY POMNIK CHRYSTUSA KRÓLA AŻ DO NIEBA! Roboty nie zabraknie nam do końca świata. |
| ROZLANE MLEKO Wielokrotnie pisaliśmy na tych zacnych łamach, iż nasze miasto wlecze się w ogonie we wszelkich rankingach. Ostatnio Rzeczpospolita opublikowała nowe zestawienia za rok 2010, czyli czas, w którym na stolcu prezydenckim zasiadał jeszcze Konstanty Dombrowicz. Rankingowa spuścizna po byłym włodarzu jest zawstydzająca. Na liście najlepszych samorządów Bydgoszcz zajęła zaszczytne 39 miejsce (spadek z 28). Ósme co do wielkości miasto w Polsce okazało się być jednym z najgorzej zarządzanych. Nie raz ostrzegaliśmy, że źle się w Bydgoszczy dzieje. Mówiliśmy do czego rządy Dombrowicza doprowadzą. Mieliśmy rację, ale marna dla nas z tego satysfakcja. Rzeczpospolita oceniała samorządy pod kątem innowacyjności. Dostrzegaliśmy ją na każdym kroku. Takie zapóźnienia jak u nas, nie zdarzały się w żadnym innym większym mieście. A przecież były pieniądze z Unii. Przy ich pomocy można było łatwo nadgonić stracony czas. Nie u nas. Wspomniana gazeta opublikowała również ranking samorządów najlepiej wydających unijną kasę. I tu niespodzianka, nasz gród znad Brdy i znad Wisły uplasował się na miejscu 43! Znaczy to, że ekipa Dombrowicza nie potrafiła wydać nawet pieniędzy, które dawała nam Bruksela. Nie umieli tego zrobić. A wystarczyło ruszyć cztery litery i pojechać po naukę do Włocławka, który w tym samym zestawieniu zajął zaszczytne pierwsze miejsce (serdecznie gratulujemy). No tak, ale takie tuzy jak Dombrowicz & Company sroce spod ogona nie wypadły, żeby jechać do jakiejś wiochy po naukę. Oni wszystkie rozumy zjedli i dawali to odczuć mieszkańcom Bydgoszczy na każdym kroku. Ci geniusze zadłużyli Bydgoszcz do granic możliwości, co automatycznie zablokowało unijne środki. Teraz, jak wieść niesie z Ratusza, miasto mocno oszczędza, żeby po pierwsze zmniejszyć zadłużenie, a po drugie zgromadzić pieniądze na tzw. wkład własny w finansowane przez UE inwestycje. Pytamy w tym miejscu po raz kolejny, dlaczego ci NIEUDACZNICY działający na szkodę miasta nie zostali rozliczeni?! Dlaczego są chronieni?! Mleko już się rozlało. Prawda wyszła na światło dzienne. Czas najwyższy, żeby za to odpowiedzieć! Ta cisza wokół nich jest demoralizująca i zachęcająca obecną władzę do podobnego działania. Tym razem chcemy wierzyć, że będzie inaczej. SOBCZAK i SZPAK |
| RÓŻNE TAKIE Dzisiaj skomentujemy kilka spraw na które zwróciliśmy baczniejszą uwagę. Rozbawili nas, a zarazem zachwycili swoim tupetem i bezczelnością Rupert i James Murdoch-owie, zeznający przed komisją brytyjskiego parlamentu, w sprawie skandalu związanego z „News of the World”. Okazało się, iż tatuś & synuś nie mieli zielonego pojęcia o tym co dzieje się w ich medialnym imperium. Ta cholerna niewiedza sprawiła, że trzeba było szmaciarski tygodnik zlikwidować. Wprawdzie ten i ów dziennikarz zwracał im uwagę, że źle się dzieje, że gazeta kupuje informacje od policji, podsłuchuje polityków i kogo się da, stosuje gangsterskie metody w zdobywaniu informacji. Ale, jak powiedział sam Rupert, UMKNĘŁO TO ICH UWADZE. No pewnie, kto by sobie takimi pierdołami głowę zawracał. Znowu okazało się, że jakieś bliżej nieznane, niezidentyfikowane, a pracujące u Murdoch-ów kanalie narobiły złej krwi i nadszarpnęły ich nieskazitelną dotąd reputację. Teraz tatuś z synusiem musieli za nich przepraszać. No i oczywiście muszą założyć nowy brukowiec, który będzie stosował te same „techniki dziennikarskie” co „News of the World”, tylko w odróżnieniu od poprzednika będzie znacznie ostrożniejszy i czujniejszy. Nigdy nie myśleliśmy, że najbardziej oddani zausznicy Jarosława Kaczyńskiego mogą być wobec niego tak wredni i podli. Z jednej strony czopkują mu bez przerwy, włażą bez mydła na okrągło, z drugiej robią z niego wyjątkowego jełopa i ćwoka. Nakręcili z prezesem spot informacyjny, w którym kazali mu łapami (hi, hi) otwierać rozsuwające się automatycznie, pozbawione klamki szklane drzwi. To komiczny i wielce kompromitujący obrazek. Jak już pokazaliście takie działające na fotokomórkę drzwi, zróbcie następny spot informacyjny, w którym przejedźcie się z Kaczyńskim ruchomymi schodami. Będzie on dla widzów równie wymowny i atrakcyjny. Pamiętajcie tylko, żeby wodzuś tymi schodami wjeżdżał, a nie zjeżdżał. Przed wyborami byłby to zły znak. W sumie biedny ten Jarosław Kaczyński. Najpierw Kluzik – Rostkowska i psychotropy robiły z prezesa głupka, teraz wy czynicie to samo, jakbyście chcieli udowodnić, iż sędzia wysyłający go na badania psychiatryczne miał rację. Wygląda to na celowe działanie. W dłuższej perspektywie szykujecie jednak dla Jarosława pomieszczenie, w którym drzwi też będą bez klamek, tyle że nie szklane. Wyszedł z cienia czołowy moralista Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3 senator Krzysztof Piesiewicz. Oświadczył, iż nie podda się podłości i spiskowi, i że ma w sobie tyle odwagi by wystartować w wyborach parlamentarnych. Jest to winien swoim wyborcom. W związku z powyższym mamy dla pana senatora slogan wyborczy: „KRZYSZTOF PIESIEWICZ PRZYPOMINA – NAJLEPIEJ KRĘCI ASPIRYNA!” – oczywiście tylko w proszku i wciągana nosem. Jesteśmy przekonani, że ten slogan trafi do wyborców, jak nie przymierzając Słowo na Niedzielę. A tak na serio, panie Piesiewicz, skończ waść chrzanić, wstydu oszczędź!!! SOBCZAK i SZPAK P.S. Rzeczpospolita, w swej szczodrobliwości dzieli obywateli na równych i równiejszych. Przygotowała odszkodowania dla tych, którzy ucierpieli z powodu nawałnic. Wysokość odszkodowań jest żałosna i nie jest w stanie nawet w jednej trzeciej pokryć powstałych, a niezawinionych przez ludzi szkód. Państwo nie czuje potrzeby większego zadośćuczynienia. Ono jest przynależne równiejszym. Ot, chociażby członkom rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Tam każdy z najbliższych dostał po 250 tys., stypendia i wszelką socjalną opiekę państwa. |
| GRUNWALD 2011 Na polach pod Grunwaldem odbyła się kolejna inscenizacja najsławniejszej bitwy w dziejach Rzeczpospolitej. Znowu wygrały połączone siły Polski i Litwy, znowu Krzyżacy dostali łomot i znowu mogliśmy cieszyć się z sukcesu polskiego oręża. To wszystko co pozytywnego można powiedzieć o tym wydarzeniu. Reszta jest już konstatacją wielkiego dziadostwa, które dzieje się wokół całego zdarzenia. Organizatorzy, w szale zarabiania pieniędzy na tym wielkim widowisku, sprzedali prawo do prowadzenia biznesiku każdemu, kto tylko się napatoczył. Mamy więc pod średniowiecznym Grunwaldem wielkie, dmuchane zamki. I nie są one z epoki, tylko całkowicie współczesne straszydła służące trzepaniu kasiory od rodziców, którzy płacą za to, że ich dzieci zjadą pośladkami po gumowym zboczu owej „budowli”. Nad całym terenem powiewają wielkie flagi. Myli się jednak każdy kto pomyśli, że to sztandary poszczególnych chorągwi biorących udział w rycerskich zmaganiach. Nie, te flagi symbolizują rycerstwo pieniądza. Są spod znaku Coca Coli, Browaru z Tych, itp., itd. Ciekawe czy w 1410 też piwowarzy oraz inni napojodawcy tak się przed bitwą i w jej czasie reklamowali. Zabiegali o klientelę, miejscową i przyjezdną widownię. Jarmarczności całemu widowisku dodają przechadzający się i grający na swoich ludowych instrumentach Indianie w towarzystwie Shreka i Fiony. Ciekawe po której stronie walczyli, bo historycy jakoś o tym nie wspominają. Jeżeli komuś wydaje się, iż taką okazję przegapili politycy, to jest naiwny i życia nie zna. Po całym terenie uwijali się działacze PSL i za darmochę rozdawali spragnionym wodę z logo partii. Takie i wiele innych atrakcji można było tego dnia zobaczyć na grunwaldzkich polach. W związku z powyższym sama bitwa nie była już tak ważna i zajmująca. Stała się dodatkiem do wielkiego, odpustowego, w bardzo złym guście zorganizowanego festynu. Turyści którzy przyjechali na tę imprezę czuli się jak na czeskim rumlu czy w innym szmira-lunaparku. Kawałek polskiej historii, który powinien być tego dnia wielką atrakcją i wielkim wydarzeniem, stracił blask i znaczenie. Postulujemy, aby za rok i w następnych latach w ogóle zrezygnować z bitwy. Rycerze zajmują wielki teren, na którym spokojnie można by ustawić kolejne stragany i karuzele. A bitwę wystarczy pokazać na telebimach, posiłkując się znanym filmem Aleksandra Forda. Tfu, na grzyba toruńskiego urok… Oby się ten nasz żarcik za rok nie zmaterializował. SOBCZAK i SZPAK |
| WYMIAR NIESPRAWIEDLIWOŚCI Od 22 lat żyjemy w wolnym, suwerennym, demokratycznym państwie. Żadna bolszewia nam nie grozi, żaden Łukaszenka rządzić nami nie będzie. A jednak gdy zapytać pierwszego z brzegu przechodnia, czy w Polsce prawo znaczy prawo, a sprawiedliwość sprawiedliwość, na bank zacznie się śmiać. Bo też trzecia władza często, gęsto niesprawiedliwością stoi. Na sądach i prokuraturach ludzie psy wieszają, i jak pokazują liczne przykłady, mają w pełni rację. W numerze 28 Tygodnika NIE mamy obszerny artykuł Michała Płoweckiego „Zniszczone kapcie Wałęsy”. Wielce to ciekawa i pouczająca lektura. Pismo Urbana bierze w obronę Mieczysława Wachowskiego, którego za czasów prezydentury Lecha Wałęsy zajadle zwalczało. A faktycznie opowiada się przeciwko łamaniu i naginaniu prawa przez prokuratury i sądy. Płowecki, posiłkując się dokumentami i dowodami pokazał, jak mało one są ważne, jeżeli z góry chce się udowodnić wcześniej założoną tezę. A teza jest od początku taka, że Wachowski to wielokrotny przestępca i gangster. Kłopoty byłego prezydenckiego ministra zaczęły się w dniu, kiedy skierował do sądu pozew przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu, za nazwanie go publicznie wielokrotnym przestępcą. Kaczyński przegrał proces we wszystkich instancjach. Miał publicznie przeprosić Wachowskiego i wpłacić nawiązkę na rzecz jednej z Fundacji. Nigdy tego nie uczynił, za to razem z bratem Jarosławem robił wszystko, by Wachowskiego zapuszkować. Nie mamy tu miejsca na opisywanie faktów (odsyłamy do artykułu, bo warto), ale jeden przykład, najbardziej charakterystyczny przytoczymy, cyt: „…M. złożył doniesienie do prokuratury przeciwko Wachowskiemu, z którego wynikało, że ten, powołując się na wpływy, miał za 25 tys. dolców załatwić mu wizę do Stanów. Na potwierdzenie takiej transakcji M. załączył w prokuraturze pisemne zeznania dwóch swoich pracowników. Oświadczyli oni zgodnie, że widzieli, jak ich szef dawał Wachowskiemu 25 tys. dolarów i działo się to na początku września, a na pewno przed 11 września 2001r. Sprawa się rypła, gdy Wachowski udowodnił, że w tym czasie był w Hiszpanii. Potwierdzały to Straż Graniczna lotniska (leciał samolotem) i pieczątki w paszporcie. W normalnym kraju śledztwo zostałoby spuszczone do kibla, a świadkowie byliby ciągani za składanie fałszywych zeznań. Nie w Polsce. Prokuratura wprawdzie umorzyła sprawę, ale nie pociągnęła do odpowiedzialności ani M., ani lipnych świadków…”. We wszystkich procesach wytoczonych Wachowskiemu mamy do czynienia właśnie z takimi dowodami i z takim postępowaniem prokuratury. Ewidentnie jest to sytuacja, kiedy oskarżony musi udowodnić swoją niewinność, a nie oskarżyciel jego winę. Dlatego można Wachowskiego bezkarnie pomawiać i obrzucać błotem. Problem w tym, że rzecz cała nie dotyczy tylko byłego prezydenckiego ministra, nie jest wyjątkiem! Akurat Tygodnik „NIE” i inne czasopisma, właściwie bez przerwy opisują podobne sprawy, gdzie prawo nie jest prawem, a o sprawiedliwości nie ma w ogóle mowy. I nic z tego nie wynika. Przez lata nie było poważnej debaty nad kondycją polskiego wymiaru sprawiedliwości. Dyskutuje się o podwyżkach, a nie o jakości pracy sędziów i prokuratorów. No i też ta jakość jest taka, jaką pokazał Michał Płowecki w swoim artykule! SOBCZAK i SZPAK P.S. Im bardziej podkreśla się niezależność i niezawisłość polskiego wymiaru sprawiedliwości, tym wyraźniej widać (patrz cytowany artykuł), jak bardzo jest uwikłany w politykę. |
| BRAWO!!! W Trybunale Konstytucyjnym nikt sobie rękawów od roboty nie wyrywa. Pracuje się tam z rzadka, niemniej jednak coś się robi. Ostatnio zacne grono zebrało się celem ustalenia, czy kara więzienia za obrazę głowy państwa jest zgodna z Konstytucją. Myśleli, dumali, dyskutowali, w końcu orzekli, że TAK! Za lżenie, wyszydzanie, poniżanie prezydenta RP można trafić do więzienia na 3 lata. BRAWO! Nie będzie byle rodak gęby sobie prezydentem wycierał i majestatem poniewierał. Szkoda tylko, ci mędrcy od prawa i czuwania, aby było ono zgodne z ustawą zasadniczą, ani słowem nie wspomnieli o sytuacji odwrotnej, a mianowicie takiej, kiedy to głowa państwa obraża Polskę i Polaków, kiedy przynosi nam wstyd! Prezydentowi Przenajświętszej Rzeczpospolitej nic nie grozi! Może nawalony jak stodoła brać udział w oficjalnych uroczystościach, wsiadać do bagażnika, owijać się w flagę narodową, zapadać na chorobę filipińską. Kłamać jak najęty nie tylko w sprawie wykształcenia, ale i w o wiele poważniejszych sprawach, jak chociażby konieczności naszego udziału w napaści na Irak, itp., itd., etc. Jemu wolno! Dlatego nie waż się rodaku-szaraku takich poczynań pierwszego obywatela nazwać po imieniu. Nie mów głośno, publicznie: pijak, kłamca czy dureń. Używaj zamiennika-ściemniaczyka, tak chętnie stosowanego w mediach. Mów, że OSZCZĘDNIE GOSPODARUJE PRAWDĄ, TRZEŹWOŚCIĄ, ROZUMEM. Inne, dosadne, ale naprawdę oddające stan rzeczy słowa, będą obrażały majestat i staną się wystarczającym powodem, by wypowiadającego je zapuszkować na 3 lata. BRAWO!!! Według TK nie ten który robi rzeczy naganne jest godzien potępienia i kary, tylko ten kto owo dziadostwo publicznie nazwie po imieniu. To jest istotą rozstrzygnięcia Trybunału. Dzięki takiej, głupawej, nie z tej epoki decyzji sędziowie w Strasburgu będą mieli więcej roboty, a Skarb Państwa więcej odszkodowań do wypłacenia. Duże brawa należą się również propagandystom i PR-owcom z PiS-u. Ich tupet i bezczelność nie mają sobie równych. Już nie będziemy się pastwić nad kretyńskim wypracowaniem pana Macierewicza zwanym „Białą księgą”, bo zostało ono wystarczająco wyśmiane i skompromitowane przez ekspertów zajmujących się lotnictwem. Zajmiemy się sprawą związaną z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Otóż ci bezczelni kaczyści z góry zakładają, że wybory będą sfałszowane i że obecność w Komisjach Wyborczych mężów zaufania nie wystarczy, by temu zapobiec. Dlatego zapowiedzieli powołanie własnego Korpusu Ochrony Wyborów. Ma być w niego zaangażowanych około 30 tys. wolontariuszy, którzy zaopatrzeni w aparaty fotograficzne i wspomagani przez prawników będą patrzeć na ręce wszystkim członkom Komisji Wyborczych. BRAWO!!! Do tak desperackiego kroku zmusił PiS fakt, iż UWAGA!!!, w poprzednich wyborach aż 1,5 mln głosów było nieważnych. Według tych Czopków Kaczyńskiego głosy nieważne równają się głosom sfałszowanym. Zresztą durnym dziennikarzom również, bo nie widzieliśmy żeby protestowali, słysząc taki idiotyzm. Otóż szanowne Czopki, nie przychodzi wam do głowy, że są również wyborcy którym żadna z partii się nie podoba, a chcą brać udział w wyborach i dać wyraz swojemu niezadowoleniu? To właśnie oni oddają głosy nieważne. Jest to praktyka od dawna stosowana we wszystkich demokratycznych krajach. No tak, ale wy, Kacze Czopki, nie uznajecie naszego kraju za demokratyczny! SOBCZAK i SZPAK P.S. Osobne BRAWA dla Ziobry i jego Legutki za popis w Parlamencie Europejskim. Dziękujemy za już, prosimy o więcej! |
| CO RACJA, TO RACJA Inauguracja polskiej prezydencji w Unii Europejskiej wypadła uroczyście i okazale. Oficjalne spotkania, premiery, koncerty, wystawy i to wszystko co zwyczajowo stanowi oprawę takich wydarzeń. Zdarzył się jednak pewien zgrzyt, który położył się cieniem na całym tym unijnym święcie. Otóż z Platformy Obywatelskiej, choć zaręcza, że taka otwarta i europejska, wiocha zabita dechami wylazła. Wszystkie zasługi związane z wejściem Polski do UE i jej pozycją we wspólnocie przypisała sobie! Na szczęście znalazł się ktoś, kto głośno zaprotestował przeciwko takiemu nadużyciu, takiej manipulacji. To SLD, co zauważamy z pewnym zaskoczeniem, bo to ugrupowanie tchórzem i kunktatorstwem podszyte. Tak zwana lewica od dłuższego czasu zachowuje się nieracjonalnie, często wręcz głupio! A tu proszę, rozsądnie, mądrze i z dużą klasą. Bo też trzeba być mocno zadufaną w sobie Platformą, żeby podczas inauguracyjnych wystąpień „zapomnieć” o tym, że WSZYSTKIE!!! rządy po 1989 roku ciężko pracowały na rzecz wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Te prawicowe i te lewicowe. Każda ówczesna władza ma swoje zasługi w doprowadzaniu nas do Unii. I czy to się komuś podoba, czy nie, to nie da się tego z historii wymazać, ani zakłamać. Tak jak nie da się pominąć faktu, iż to za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego zostaliśmy oficjalnie wpuszczeni na europejskie salony. Konia z rzędem zaś temu, kto potrafi docenić zasługi poszczególnych polityków, a zwłaszcza Lecha Wałęsy. Tak można dywagować w nieskończoność. Prawda jest jedna – wszyscy Polacy są autorami tego sukcesu. Wszyscy możemy mieć satysfakcję i wszyscy możemy żądać, aby żadna partia, żadni ludzie nie zawłaszczali wspólnych zasług tylko dla siebie. W tym momencie rękoma i nogami podpisujemy się pod apelem Grzegorza Napieralskiego, który w liście do prezydenta Komorowskiego wysuwa postulat, aby premierów wszystkich rządów, od Tadeusza Mazowieckiego do Marka Belki oraz polskich negocjatorów nagrodzić wysokimi odznaczeniami państwowymi. Bo też należy im się to jak psu zupa. Co racja, to racja. Nie można zapominać, kto czym się ojczyźnie zasłużył. Taka jest nasza powinność i tak nakazuje zwyczajna, elementarna uczciwość i przyzwoitość, panie prezydencie Komorowski i panie premierze Tusk! SOBCZAK i SZPAK |
| DZIĘKI OJCZE! Nikt tak Polaków nie elektryzuje i ekscytuje, jak Ojdoktor Tadeusz Rydzyk, Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński. Gdzieś daleko w tle są gwiazdy sportu, estrady czy filmu. Trójca ta ma w sobie cos takiego, że przy minimalnych środkach (wystarczy że otworzą japy) osiągają maksymalne efekty. Po ich nawet najkrótszych publicznych wystąpieniach, w Polsce huczy. Ba, żeby tylko w Polsce. Echo niesie się po Europie, a i do USA dobiega. Ojciec Tedy, znany geotermista – tranzystorysta, zadał szyku w Brukseli. Nie wiedzieć jakim cudem wyrwał się z TOTALITARNEGO kraju, rządzonego nieustannie przez NIEPOLAKÓW, aby na europejskich salonach dać świadectwo nieposłuszeństwa i sprzeciwu wobec reżymu Donalda Tuska, po czym równie niepostrzeżenie powrócił do swojej zakonnej celi, w której jeno proste łóżko, biurko, krzesło, szafa i brewiarz. Tam, przepełniony miłością do bliźniego swego jak do siebie samego, o chlebie i wodzie modlił się żarliwie, zwracając się do rządu następującymi słowami („Nasz Dziennik” – 30.06.2011r.): „…dobry rząd powinien być jak dobra matka i dobry ojciec w rodzinie. Rządzenie to roztropna troska o dobro wspólne, a nie urządzanie siebie. (…) Gdy zabraknie miłości Boga i człowieka, można wprowadzić totalitaryzm nawet bez wojska, bez karabinów. (…) Wykorzystuje się w tym celu administrację, sądy, media…”. (…) A sprawa rozkradania Polski? Kto się na tym bogaci? Znam nazwiska ludzi znajdujących się bardzo wysoko w hierarchii społecznej, o których słyszałem, że w bardzo krótkim czasie wzbogacili się - najpierw dostawali setki, tysiące marek, później euro. Tak samo cisza jest wokół tego, jak przejmowali zakłady pracy, dorobek pokoleń rodaków. Co to ma wspólnego z demokracją…”. Święte słowa panie Rydzyk! Panie ojciec, dyrektor, doktor, rektor czy co tam pan jeszcze jesteś. Podpisujemy się pod tymi wersami czterema rękoma. Z drobnymi wszakże, kosmetycznymi korektami. Dobry KOŚCIÓŁ powinien być jak dobra matka i dobry ojciec w rodzinie. Rząd dusz to roztropna troska o dobro wspólne, a nie urządzanie siebie. Czyż nie tak, ojcze biznesmenie Tedy? Ale idźmy dalej. Gdy zabraknie miłości Boga i człowieka, można wprowadzić totalitaryzm nawet bez wojska, bez karabinów. Wystarczą kościoły co 2 metry, niczym nieskrępowana indoktrynacja religijna od poczęcia do zgaśnięcia i wszechobecni kapelani. Zgadza się? Zgadza! I na koniec najlepsze: A sprawa rozkradania Polski? Kto się na tym bogaci? Znamy Komisję Majątkową znajdującą się bardzo wysoko w hierarchii społecznej, o której słyszeliśmy wszyscy, że w bardzo krótkim czasie wzbogaciła Kościół katolicki. Tak samo cisza jest wokół tego, jak organizowali zbiórki na ratowanie stoczni i innych zakładów pracy, dorobku pokoleń rodaków. Co to ma wspólnego z demokracją? Ty ojcze Tedy wiesz najlepiej. Z tego miejsca chcielibyśmy serdecznie podziękować temu skromnemu, zawsze przejętemu losem Polski i Polaków zakonnikowi, że jest taki bezkompromisowy w walce o prawdę. Nie ważne, że w swojej modlitwie i prośbie wyrażonej na łamach „Naszego Dziennika” akcent położył na rząd. Tak naprawdę myślał o Kościele katolickim. Bóg Ci zapłać, bo my grosza nie damy! SOBCZAK i SZPAK P.S. Na temat Antoniego Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego nie będziemy się wypowiadać do momentu, aż prezes nie uda się na sądownie zlecone badania psychiatryczne. Mamy nadzieję, że Macierewicz zostanie tam doprowadzony razem z nim. |
| JAK ZAWSZE Wiele emocji budziły i budzą zmiany jakie zaszły w Zawiszy Bydgoszcz, od tego sezonu naszym pierwszoligowcu w piłce kopanej. Zawodnicy z Gdańskiej, pod wodzą trenera Topolskiego, w pięknym stylu wywalczyli tak długo oczekiwany nad Brdą awans. I tu zaczęły się schody, czyli stało się jak zawsze! Ale po kolei. Nowym właścicielem klubu został Radosław Osuch, znany w środowisku menedżer piłkarski. Zaraz po awansie podjął kilka typowych dla polskiej rzeczywistości decyzji. Okazało się, iż nie dogadał się z trenerem Topolskim ani w sprawach finansowych, ani w sprawach merytorycznych, dotyczących koncepcji prowadzenia drużyny. Topolski chciał, co wydaje się być logiczne i słuszne, aby bazę pierwszoligowego Zawiszy stanowili piłkarze, którzy dla tej drużyny wywalczyli awans. Dla wzmocnienia składu przewidywał kupienie pięciu, sześciu nowych kopaczy. Tego akurat nie chciał menedżer Osuch. Pan Radek całą rzecz widzi inaczej. Chce zostawić czterech, pięciu zawodników z dotychczasowej drużyny, a resztę dokupić z ekstraklasy i pierwszej ligi. Będąc właścicielem klubu ma do tego prawo. Szkoda jednak pozbywać się piłkarzy, którzy włożyli serce i talent w ten awans. Wychodzi na to, iż większość dotychczasowych reprezentantów Zawiszy, zamiast nagrody spotka kara. Budujące to nie jest i moralnie wątpliwe. Znawcy przedmiotu i układów w polskiej piłce mówią, iż Osuchowi ostatnio nie szło najlepiej, ma w swojej stajni wielu piłkarzy których nie może sprzedać, więc wstawi ich do Zawiszy i zrobi z naszego klubu swoiste okno wystawowe z ofertą dla potencjalnych kupców. Trudno nam powiedzieć ile w tym prawdy. My patrzymy na fakty, a one są takie, że ci którzy ciężką pracą osiągnęli sukces, teraz już nie są potrzebni. Zrobili swoje i mogą odejść. Prawa wolnego rynku ponad wszystko. Liczy się tylko kasa. Sentymenty i dylematy moralne dobre są dla naiwniaków i pięknoduchów, dla twardzieli znaczenie ma wyłącznie dil i stojący za nim kesz. Przykro nam, że tak jak to w Polsce najczęściej bywa, żaden sukces nie jest do końca radosny, bo zawsze w jego rezultacie ktoś robi za jelenia i zostaje wystrychnięty na dudka. Akurat w tym przypadku jest to trener i piłkarze, którzy ponoć ten sukces odnieśli, a czują się tak jak po druzgocącej porażce. Smutne to, przykre i co najgorsze, prawdziwe. SOBCZAK i SZPAK |
| PÓJDŹMY ZA ASNYKIEM Już za kilka dni, bo 1 lipca, Polska obejmie prezydencję w Unii Europejskiej. To wielki zaszczyt i honor, ale też olbrzymia odpowiedzialność. Pół roku to dużo i mało. Można wiele zrobić, ale też można wiele zepsuć. Można pokazać się z dobrej, ale i ze złej strony. Okryć się chwałą lub hańbą na wieki… No, z tymi wiekami i hańbą to przesadziliśmy, ale wstyd na całą okolicę i kraje ościenne może być. My, szczerze kochający nasz niezwykły i jedyny w swoim rodzaju kraj, z okazji tego doniosłego w historii Polski wydarzenia, postanowiliśmy część felietonu napisać wierszem. Mniemamy, że patriotycznym i ku pokrzepieniu serc. Pokażcie drugi taki kraj na świecie W którym naiwność uczyniono cnotą Pokażcie drugi taki kraj na świecie W którym tak miesza się mądrość z głupotą Pokażcie drugi taki kraj na świecie W którym jest klęska powodem do chwały Pokażcie drugi tak kraj na świecie Równie kretyński i równie wspaniały Pokażcie drugi taki kraj na świecie W którym się gałąź podcina pod sobą Pokażcie drugi taki kraj na świecie W którym nienawiść jest życia ozdobą Pokażcie drugi taki kraj na świecie W którym człowieka równa się ze świętym Pokażcie drugi taki kraj na świecie Aż tak kochany i aż tak przeklęty Czy z tych absurdów coś dla nas wynika Czas zacytować Pana Asnyka Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe, A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą: Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą! SOBCZAK i SZPAK P.S. Na niczym nam tak nie zależy, jak na tym, abyśmy się w tę drogę ze Światem wybrali. Nie mówimy, żebyśmy szli z nim noga w nogę, bo to nam, jak budowa autostrad, od razu się nie uda. Ale przynajmniej podążajmy w tym samym kierunku i utrzymujmy z nim chociaż kontakt wzrokowy. Ta polska prezydencja może być pierwszym takim krokiem! Bo TRZEBA Z ŻYWYMI NAPRZÓD IŚĆ!!! |
| O CO CHODZI? Wielu, szczególnie młodych ludzi, szuka podczas wakacji tzw. pracy sezonowej. Ot, chcą w czasie wolnym zarobić parę groszy. Najczęściej są to prace związane z budownictwem, z wielkimi placówkami handlowymi, zbieraniem owoców, warzyw, itp. W tym roku pojawiło się jednak coś nowego. Oto fragment artykułu z bydgoskiej Gazety Wyborczej: „…największym wzięciem cieszy się praca biurowa wykonywana podczas nieobecności jednego z pracowników firmy. - To tegoroczny hit. Do takiego zajęcia nadaje się każdy. Im większe ma doświadczenie, tym wyższą gratyfikację dostanie - mówi Agata Gusowska, dyrektor personalny z agencji Time Work. Choć praca trwa zazwyczaj około dwóch, trzech tygodni, i tak jest opłacalna. Jeśli ktoś nie zna się na obsłudze urządzeń biurowych i będzie jedynie odbierał telefony, pocztę i parzył kawę, może zarobić około osiem zł na godzinę. Czym wyższe umiejętności, tym większa płaca. Osoba z podstawową wiedzą o pracy w biurze może dostać 11-12 zł za godzinę. Natomiast jeśli ktoś ma spore doświadczenie, może zarobić nawet do 25 zł na godzinę. - To idealna praca na wakacje, bo oprócz zajęcia mamy też możliwość zdobycia doświadczenia. A to może się przydać w przyszłości. Młodzi coraz częściej szukają pracy na wakacje, która potem zaowocuje - mówi Gusowska…”. To niezwykła informacja. Mocno zamieszała nam w głowach, dlatego pytamy: o co chodzi? Nie od dziś wiadomo, jak trudno jest zdobyć dobrą pracę. Na stanowisko urzędnicze, biurowe organizowane są konkursy, przesłuchania, castingi czy jak kto tam je nazwie. Otrzymanie dobrego etatu wiąże się nie tylko z odpowiednim wykształceniem, ale również ze znajomością języków obcych, obsługą urządzeń biurowych, ze szczególną znajomością pracy na komputerze i z doświadczeniem w takiej pracy. A tu nagle okazuje się, że tych wszystkich WYKSZTAŁCONYCH URZĘDNIKÓW może w każdej chwili zastąpić KTOŚ Z ULICY! Nieważne, że na 2, 3 tygodnie. Istotą jest to, że sobie z tą pracą poradzi! Czy ktoś coś z tego rozumie? Bo my ani w ząb. Po co w takim razie te wszystkie procedury przy przyjmowaniu do takiej pracy? Ten cały cyrk, ten stres, te nerwy? Może ktoś nam to wytłumaczy. Może ktoś nam odpowie o co naprawdę chodzi? SOBCZAK i SZPAK |
| PLATFORMA OBŁUDY Na początku damy Szanownym, Czcigodnym Czytelnikom możliwość wypowiedzenia się w sprawie honoru, prawdomówności i przyzwoitości założycielki ugrupowania Polska Jest Najważniejsza. Joanno Kluzik-Roztkowska, ty………………………………………………...! Też tak myślimy. Jak wcześniej przewidywaliśmy, o czym zresztą donosiliśmy na tych łamach niejednokrotnie, dla posłanki Kluzik PIC jest najważniejszy. Zawsze to robiła i mniemamy, że robić będzie. Picowała zapewniając, iż Jarosław Kaczyński zmienił się nie do poznania. Z kartofla wyrósł na prawdziwego męża stanu, któremu w głowie nie wojenka polsko-polska, a wybaczenie, pojednanie i dobro Ojczyzny. Nawet wśród komuchów doszukał się genów dobra i patriotyzmu. Ba, w przesłaniu do przyjaciół Moskali zionął miłością braterską. Picowała Joasia wyprowadzając kolegów z PiS-u, obiecując im świetlaną przyszłość pod szyldem PJN już po najbliższych wyborach parlamentarnych. Teraz picuje mówiąc, że świetnie czuje się w Platformie Obywatelskiej, że z nią jest jej po drodze i w niej jest jej miejsce. W picowaniu jest niedościgniona. Pomijając oczywiście Rycha Czarneckiego, który w tej konkurencji jest mistrzem nad mistrze. Ten skubaniec zawsze wie, kiedy opuścić tonący okręt i komu wejść wiadomo w co, bo przy nim są konfitury. Nawet krąży po parlamencie dowcip w tej sprawie: W żołądku Jarosława Kaczyńskiego spotyka się Dorn z Czarneckim. Ciebie też połknął Jarosław? – pyta Dorn. Nie – odpowiada Czarnecki – ja tu wszedłem od drugiej strony. Po Lepperze nie miał Rychu z tym problemu. Dla Joanny to idealny przykład i wzór do naśladowania. My dla tej pani i jej podobnych polityków mamy zero szacunku i 100% pogardy. Ale Tusk im gęby lizał. Po drodze mu z kłamcami, obłudnikami i hipokrytami. Ciekawi jesteśmy, jak czują się działacze Platformy, którzy tyrają, harują dzień w dzień, zabiegając o głosy wyborców, dowiadując się, iż śmietankę z ich pracy spiją Kluziki, Rosati, Arłukowicze i kto tam jeszcze przed wyborami przelezie, przypełznie do Platformy? Jakim szacunkiem i uznaniem darzy swoich ludzi Tusk, skoro pozbawia ich pierwszych miejsc na listach wyborczych, na rzecz skaperowanych uciekinierów z innych partii (notabene wcześniej ostro z niego szydzących i kpiących). Faworyzuje tych spadochroniarzy, wazeliniarzy i dumny jest, że skryli się pod sztandarem jego ugrupowania. Lokomotywą wyborczą PO na Śląsku ma być Joanna Kluzik-Roztkowska. Genialne posunięcie. To jest czytelny przekaz dla wyborców: wy tam głupki na Śląsku nie macie w PO nikogo godnego, na kogo zwolennicy Platformy mogliby głosować. Dopiero Kluzik zagwarantuje wam sukces wyborczy. Oby się Tusk i jego doradcy nie zdziwili. Pamiętamy jak parę miesięcy temu wszyscy prominentni działacze PO we wszystkich mediach z obrzydzeniem wypowiadali się na temat zrzucenia przez centralę PiS Beaty Kempy na Kielce. Ileż było gadania, ileż wyszydzania, wyśmiewania. A ona przecież działaczka PiS, a nie jakiś spad z PO. Kempa była be, za to Kluzik cacy. Dlatego przyjęliście ją, Rosatiego i Arłukowicza z otwartymi ramionami. Cóż to za cynizm, kpina z własnych działaczy i wyborców! SOBCZAK i SZPAK P.S. Jednym z haseł Platformy było „NIE RÓBMY POLITYKI, BUDUJMY MOSTY I DROGI”. Faktycznie, polityki nie robicie, z mostami i drogami daliście sobie spokój już dawno, całą uwagę i wysiłek skoncentrowaliście więc na kaperowaniu celebrytów politycznych, bo w tym upatrujecie swój sukces wyborczy. Wyborcy niekoniecznie! |
| ZATĘSKNIMY ZA OGÓRKAMI Kiedy okazało się, że to nie hiszpańskie ogórki winne są paniki na rynku warzywnym w Europie, redakcje odetchnęły z ulgą. Teraz już można otworzyć prawdziwy sezon ogórkowy, czyli zacząć informować szanowną ludożerkę o tym, czego najbardziej oczekują przez całe lato. Największym przebojem tegorocznego sezonu okazuje się być ciąża. Zaczęło się od Anny Muchy. Podobno zaszła z niejakim Marcelem, ku uciesze całego naszego społeczeństwa. Po ukazaniu się tej jakże radosnej informacji ciekawi byliśmy, jak długo brzemienna Mucha utrzyma się na pierwszych stronach gazet. Okazało się, że nie długo. Już po kilku dniach zdetronizowała ją wiadomość o ciąży Zbigniewa Ziobry… tfu, na grzyba toruńskiego urok, Patrycji Koteckiej. Nie pomyliliśmy się specjalnie, ponieważ okazało się, iż pani Patrycja potajemnie zaszła i wyszła za pana Zbyszka. Z tego niecodziennego zdarzenia już jesienią ma przyjść na świat Ziobro Junior. Te sławne ciąże to bardzo optymistyczne wiadomości, choć monotematyczne. Na szczęście media mają w zanadrzu inne, jeszcze bardziej ekscytujące informacje. W Nowej Zelandii uśpiony został najsłynniejszy baran świata o imieniu Shrek. Dlaczego najsłynniejszy? Ano dlatego, że przez 7 lat skutecznie unikał strzyżenia, ukrywając się w jaskiniach znajdujących się na farmie, której był mieszkańcem. Onże Shrek powinien być wzorem i idolem podatników z całego świata. Okazało się, że nie każdy baran daje się strzyc. Chociaż z drugiej strony skończył marnie. Może więc lepiej dać się strzyc i żyć. Każdy sezon ogórkowy ma swoje stałe tematy. Jednym z nich jest bez wątpienia Całun Turyński. Według eksperta w dziedzinie konserwacji dzieł sztuki Luciano Buso, autorem Całunu jest włoski malarz Giotto, a wykonał go w 1315r., o czym świadczy wyraźna sygnatura znajdująca się na płótnie. Potwierdza to wyniki badań wykonanych przez naukowców w latach 80. minionego wieku. Kościół czujnie ani wtedy, ani obecnie nie wypowiada się, tylko zachowuje roztropne milczenie. Za chwilę pojawią się nowe wiadomości o potworze z Loch Ness, itp., itd., etc. I bardzo dobrze. Wszak po wakacjach wpadniemy w szpony polityki. Opanuje nas gorączka kampanii wyborczej. Wtedy zatęsknimy za ogórkami, za tymi beztroskimi, zabawnymi, medialnymi głupotami. SOBCZAK i SZPAK |
| MIZERIA PARLAMENTARNA Chociaż do wyborów parlamentarnych jeszcze cztery miesiące, to już poszły partyjne konie po betonie. Na razie stawką w wyścigu są pierwsze miejsca na listach wyborczych. W walce o nie, nie ma zmiłuj się, nie ma przebacz. W tej gonitwie na żadne fair play nikt nie może liczyć. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, a w zanadrzu haki na konkurentów. Aż się wierzyć nie chce, jak ci ludzie pragną być posłami i senatorami. Ale jak spytać jednego, drugiego czy trzeciego, to on wcale nie musi być parlamentarzystą. On ma gdzie wrócić i co robić. Zawsze w takim momencie wydzieramy się do telewizora: No to wracaj! Na co czekasz?! Niestety, nikt nie wraca. Wszyscy pchają się do polityki. Weźmy taki Oleksy Józef. Przestał być posłem i miał zostać pisarzem ostrym jak brzytwa. No i naczytaliśmy się przez te lata dzieł Józefa, naczytaliśmy. Najpierw była autobiografia towarzysza, którego potrzebowali wszędzie. Potem pamiętniki i pamflety. Nam jednak najbardziej podobało się słuchowisko nagrane przez Józefa w studiu radiowym imienia Gudzowatego. Nie chce nam się specjalnie znęcać i kpić z tego żałosnego faceta, który biega od stacji do stacji, od studia do studia, bredząc o swoim doświadczeniu i potrzebie bycia w czynnej polityce. Weź chłopie tabletkę na wstrzymanie i zamknij za sobą wieko krypty z której wylazłeś. Twój czas już dawno, dawno temu się skończył i oby nigdy nie wrócił. Idźmy dalej. Włodzimierz Cimoszewicz, nadęta, wiecznie obrażona, niedopieszczona mimoza. Wszem i wobec zapowiadał, że nieodwołalnie i ostatecznie odchodzi z polityki. Po czym wrócił jak gdyby nigdy nic, z gębą pełną frazesów. Ten arogant z lubością poucza innych, jak przyzwoicie i godnie zachowywać się w polityce. Ostatnio u Monisi Obłudnisi z wyraźnym niesmakiem i obrzydzeniem miał za złe Joannie Kluzik-Rostkowskiej, że co innego mówiła o Jarosławie Kaczyńskim będąc szefową jego kampanii, a co innego mówi teraz. Stwierdził, że w polityce, jak się mówi „a”, to trzeba powiedzieć „b”. Tak? To na co człowieku czekasz? Powiedziałeś „a” i jakoś „b” ci do tej pory przez gardło nie przeszło! No ale do tego trzeba mieć jaja, charakter i honor. Zupełnie nie rozumiemy co chce nadal w polityce robić osiemdziesięciodwuletni Kazimierz Kutz, który bredzi coś o posłannictwie śląskim, że nie chce ale musi i dlatego wystawia swoją kandydaturę na senatora. Nic Pan nie musi. Śląsk ma wielu wspaniałych, mądrych ludzi, nie mniej walecznych niż Pan. Wystarczy dać im szansę. Pan tego nie czyni. Pan, choć wybitny artysta, ciągle nie wie, kiedy ze sceny trzeba zejść niepokonanym. To samo dotyczy Józefa Zycha, który przyspawał się do poselskiego stołka i ani mu w głowie go opuścić. Z odraza patrzymy na całkowicie wypalonego polityka (od siedmiu kadencji w Sejmie!!!), któremu ciągle wydaje się, że ma coś ważnego do powiedzenia Polsce i Polakom. Już dawno NIE i NIC! To tylko kilka z licznych przykładów pokazujących mizerię klasy politycznej, brak prawdziwych autorytetów. Lata spędzone w parlamencie nie uczyniły z nich mentorów, ludzi powszechnie słuchanych i szanowanych. Wręcz przeciwnie, pazernych na władzę, zaszczyty i popularność. Bycie politycznym celebrytą stanowi o sensie ich życia! SOBCZAK i SZPAK P.S. Europa, niepotrzebnie zresztą, przestraszyła się hiszpańskich ogórków. Polacy ogórków bać się nie muszą. Mamy swoje, zdrowe i dobre. To co nam zagraża, to kolejne cztery lata tej samej mizerii parlamentarnej! |
| PRZEJEDŹCIE SIĘ Dzisiaj występujemy z apelem do ojców i matek naszego miasta. Kochani, zbierzcie się raz na jakiś czas, weźcie wałówkę i przejedźcie się po Polsce! Może to pozwoli Wam zobaczyć w jak zapyziałym i prowincjonalnym miasteczku żyjemy. Powyższy apel dotyczy również mieszkańców, bo od nich też zależy, co i jak będzie się działo w naszym ukochanym siole. Warto skorzystać z już wymyślonych wzorców, które wystarczy jedynie skopiować, bo nie są objęte żadnym patentem, żadną licencją. Zacznijmy od tego, że śliczne lato mamy tej wiosny. I np. w takiej Warszawie cały Nowy Świat i przyległe ulice to jedna wielka restauracja, kawiarnia, bar. Ogródek przy ogródku. W każdym z nich wieczorem tłumy ludzi, muzyka gra, śmiech dochodzi ze wszystkich stron. Wokół spacerowicze. Powie ktoś czujny: przecież to stolica, trudno więc dziwić się, że tam tętni życie. Bardzo to marny argument. Na warszawskim Nowym Świecie życie tętni, bo ma gdzie tętnić! A w Bydgoszczy co? Mostowa, Stary Rynek i tyle. Kilka ogródków to stanowczo zbyt mało. W tle TRUPIARNIA, czyli Długa. Na niej nic nie tętni. Na niej jeno smutek i sromota. Od czasu do czasu kot zamiauczy, pies zaszczeka, menel odda mocz w Zaułku. A przecież to wymarzone miejsce na wieczorne Polaków spotkania, biesiady, rozmowy. Tylko trzeba stworzyć ku temu warunki. Zachęcić do bywania. W Poznaniu już po raz czwarty zorganizowano weekend pod hasłem „Poznań za 50%”. Przez dwa dni wszystko, podkreślamy WSZYSTKO!!! było o 50% tańsze. W sklepach wokół Rynku, we wszystkich knajpkach znajdujących się na tym terenie. Właściciele punktów handlowych i restauratorzy nie ukrywają, iż utarg jaki osiągają przez taki weekend przechodzi ich najśmielsze oczekiwania. W ciągu roku nigdy tyle nie zarabiają. Jak widać można, trzeba tylko trochę pomyśleć, wypełznąć z ratuszowej nory, rozejrzeć się jak sobie z takim problemem radzą inni. Zakasać rękawy i wziąć się do prawdziwej roboty. Bydgoszczanie na pewno to zauważą i na pewno docenią. Na razie wizjonerów w Ratuszu nie widać. Na razie nasze miasto to skamielina, zakompleksione zadupie. A przecież tak nie musi być. Możemy wszyscy razem zmienić obraz naszego miasta. Tak jak napisaliśmy na początku, jeżeli sami nie mamy pomysłów, to przejedźmy się po Polsce i skopiujmy to, co inni sprawdzili i z powodzeniem przećwiczyli. Będzie to z pożytkiem dla wszystkich. SOBCZAK i SZPAK |
| NASZE PINDOLINO Najwierniejsze Czopki Jarosława Kaczyńskiego zaczynają swój każdy dzionek od ucałowania ręki Jego, czy co tam prezes podsunie im do całowania. To ich uaktywnia i uskrzydla! Daje zapał do jeszcze lepszej, wzmożonej i wydajniejszej pracy partyjnej. Teraz Chłopaki-PiSiaki zajęte są obszczywaniem Platformy Obywatelskiej. Zarzucają jej branie kasy od mafii pruszkowskiej. Ponoć Kamiński słyszał, jak jeden prokurator mówił drugiemu, że tamten wie od kolegi po fachu, iż świadek koronny Broda mówił jednej Mordzie, a tamta innemu prokuratorowi, że był świadkiem wręczenia szmalu pochodzącego z handlu narkotykami, w który zamieszany jest Drzewiecki, który te pieniądze przyjmował od niego i przekazywał Platformie, która za rok miała powstać, a on o tym nie wiedział, bo siedział w więzieniu, czy jakoś tak. Nie ważne szczegóły! Powołanie Nadzwyczajnej Komisji Śledczej Do Zbadania Finansów PO i Uzależnienia Od Narkotyków Jej Prominentnych Działaczy jest absolutnie konieczne. Najlepiej miesiąc przed wyborami parlamentarnymi. My nie wiemy co tam Komisja wyśledzi, jaką kasą dysponowała Platforma. Patrząc jednak na sztandarowe postaci tego ugrupowania, wyraźnie widzimy, że coś biorą i mocno ich kręci. Bo jak inaczej zrozumieć decyzję spółki PKP Intercity, klejnotu w koronie ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka (100% udziałów posiada Skarb Państwa), która podpisała umowę z firmą Alstom Transport na zakup 20 pociągów New Pendolino. Umowa opiewa na sumę 665 milionów euro (ponad 2,5 mld naszych złotych). Nie, żebyśmy mieli cos przeciwko tym znakomitym wehikułom, które są eleganckie, wygodne, luksusowe i w normalnych warunkach rozwijają prędkość do 250km/h. Nam chodzi o te normalne warunki. W tym jest problem! U nas takich warunków Pendolino nie będzie miało nigdy. Nawet gdyby modernizacją magistrali kolejowych zajął się osobiście sam minister Grabarczyk. Eksperci twierdzą, że w najlepszym razie na naszych torowiskach i przy naszej trakcji Pendolino może w porywach pędzić z prędkością 160km/h. Skoro tak, no to na „h”, a dokładnie na „ch” nam te Pendolino? Nie trzeba być psychiatrą ani innym specjalistą od mózgownicy, by stwierdzić, iż nikt trzeźwo myślący nie dokonałby takiego zakupu. Tylko nawalony albo naćpany mógł coś takiego zrobić. I to jest poważny argument za powołaniem Nadzwyczajnej Komisji Śledczej Do Zbadania Kto i Co w Naszym Rządzie Wciąga. Skoro jednak decyzja zapadła i 20 włoskich cacuszek wjedzie na polskie tory, nazywanie ich New Pendolino jest poważnym nadużyciem. Ta nazwa jest zastrzeżona dla krajów kolejowo rozwiniętych, w których pociągi przekraczają prędkość 200km/h. Dlatego polska nazwa powinna być adekwatna do możliwości naszej krajowej infrastruktury. Jako że tylko jakieś naćpane pindy mogły zafundować Polsce taki kolejowy szpan, proponujemy aby włoskie, nowoczesne New Pendolino, przemianować na nasze swojskie PINDOLINY. To pozwoli bez wstydu spóźniać się tym składom. Włosi nie będą mieli pretensji, że nasze koleje ośmieszają ich eksportowe cudeńko, a i my łatwiej przełkniemy dworcowe komunikaty, iż PINDOLINA Kraków – Warszawa jest opóźniona o 100 min. Bo się tory wygły, są w modernizacji, czy złomiarze ukradli. SOBCZAK i SZPAK P.S. Po Grabarczyku czas na Klicha. Ponieważ nasz największy przyjaciel i sojusznik strategiczny wycofał z eksploatacji promy kosmiczne, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy ze 2, 3 kupili. Moglibyśmy zwiedzać Warszawę z lotu kosmicznego ptaka. |
| SEZON OGÓRKOWY To nie są żarty, to już są jaja! Mamy, dosłownie rzecz ujmując, sezon ogórkowy. Po chorobie wściekłych krów, ataku ptasiej i świńskiej grypy, do ofensywy przystąpiły warzywa, ze szczególnym uwzględnieniem ogórków. Te hiszpańskie są wyjątkowo zajadłe i agresywne. Uwielbiający mizerię muszą obejść się smakiem. W ogóle w każdej postaci należy wystrzegać się ogórków jak ognia. Również pomidorów i sałaty pochodzących stamtąd lepiej nie dotykać. Jakieś fatum zaczyna ciążyć nad ludzkością. Chyba zbieramy żniwo naszych eksperymentów. Kombinowanie przez całe lata przy mateczce naturze nie przynosi dobrych efektów. Ale powiedzmy sobie szczerze, sami jesteśmy winni. Dobra żywność, którą cieszyliśmy się przez całe wieki, zaczęła być dla nas za mało dobra. Chcieliśmy lepszej. To mamy! Chcieliśmy większych plonów, to mamy! Chcieliśmy bardziej dorodnej, to mamy! I tak można wymieniać bez końca. Dopiero przy takiej okazji widać jak bezsensowne jest narzekanie na nasze często XIX wieczne rolnictwo. Przecież tak naprawdę tylko ono daje jeszcze gwarancję, że nie potrujemy się zaraz po spożyciu czegokolwiek, że nie spuchniemy, nie dostaniemy plam i innych swędzących przypadłości. My i tak jesteśmy w lepszej sytuacji, bo mamy swoje tradycyjne kiszone. W tej zalewie nie uchowa się żadna wredna bakteria. Mizerii jednak żal. Cóż, trzeba chyba na jakiś czas o niej zapomnieć, tak jak to miało miejsce z kurczakami, wołowiną i wieprzowiną. Ciekawe kiedy któraś z największych firm farmaceutycznych wypuści na rynek szczepionkę przeciwko hiszpańskim ogórkom? Jest to bardzo prawdopodobne, zważywszy na zyski jakie można osiągnąć dzięki ludzkiemu strachowi. Ale żarty na bok. Nie ma się z czego śmiać. Perspektywy są raczej przygnębiające. Może nagle okazać się, że poczciwy chleb, wbrew swej woli stanie się masowym zabójcą. Bo ziarno, bo nawozy, bo młyny, bo piekarze, bo transport… Naturalnej produkcji już nie ma, więc i tak nikt nie dojdzie, na jakim etapie chleb nasz powszedni stał się trutką naszą największą. Niestety, mamy przykrą wiadomość. Ten sezon ogórkowy nie skończy się nigdy. Będzie zaczynał się co rusz w innym miejscu. Stary strach będzie ustępował nowemu i tak bez końca. Powiadali nasi rodzice: jedzcie warzywa, to samo zdrowie. Dziś tylko głupek takie coś powie! SOBCZAK i SZPAK |
| PAN NASZ OBAMA No i stało się! Prezydent USA, Wielki Imperator Imperium Dobra Barack Obama zaszczycił swoją obecnością Europę. Przybył na stary kontynent z oficjalnymi i roboczymi wizytami. Te odwiedziny podjarały nasze TVprzkaziory na maksa. Znakiem czego były bezpośrednie transmisje z lądowania, wychodzenia, schodzenia, powitania, ściskania, fotografowania, wsiadania, wysiadania, chodzenia, stania, siadania, wstawania, machania, poklepywania, picia, jedzenia i tym podobnych, ekscytujących wydarzeń, jakie miały miejsce w związku z wizytą przywódcy Wolnego Świata. Przy tej okazji uaktywnili się oczywiście wszelkiej maści amerykaniści, Imperium Dobra onaniści. I dawaj, jeden przez drugiego przypominać rodakom, dlaczego nie należy od Pana Naszego Obamy niczego żądać i oczekiwać. Sam Jego przyjazd tu, nad Wisłę jest wielkim wyróżnieniem i łaską. Dlatego Polacy nie powinni pytać co nam Ameryka da, tylko co my możemy dać jeszcze Ameryce. Oczywiście gaz łupkowy! Mają koncesje, niech szukają i wydobywają. Zrobimy na tym gazie jeszcze lepszy interes niż na samolotach-nielotach Fujach 16. Niech tylko łupnie i rury napełni, a natychmiast, w ramach offsetu Imperium Dobra udostępni Polsce najnowsze technologie Coca Coli, Pepsi Coli i KFC. Ba, z racji odwiecznej przyjaźni polsko-amerykańskiej i strategicznego partnerstwa Pan Nasz Obama pozwoli nam przedłużyć pobyt naszych wojsk w Afganistanie na czas nieokreślony, bez konieczności wykupienia przez polskich żołnierzy wiz amerykańskich. Z uwagi na to, iż jesteśmy najwierniejszym, najbardziej wiarygodnym i spolegliwym sojusznikiem USA zagwarantuje nam również udział w kolejnych zbrojnych napaściach Imperium Dobra na wszystkie niedemokratyczne, zniewolone kraje, które nie uznają przywódczej i przewodniej roli Stanów Zjednoczonych, tudzież wzbraniają się przed przekształceniem swoich państw w bazy wojskowe USA. MY, NARÓD POLSKI, a szczególnie prezydent, premier i parlament, błagamy Pana Naszego Obamę, aby ściągnął do Polski wszystkie wojska i zainstalował wszelką posiadaną broń masowego i indywidualnego rażenia. Uzbroił polskiego Orła w tarczę i miecz, by mógł USA po wsze czasy strzec. Bo my tu, Panie Nasz Obama, między Bugiem a Odrą żyć bez wojsk okupanta… tfu, na grzyba toruńskiego urok, przyjaciela, sojusznika nie potrafimy. Toż powszechnie wiadomo, że prezydent Wałęsa tylko po to wyprowadził z Polski rosyjskich sołdatów, żeby miejsce zrobić amerykańskim marines. Bo dla nas jedynie obce wojsko jest gwarantem naszej suwerenność i bezpieczeństwa. O to warto zabiegać, na to warto wydać ostatni grosz. Z tego też chyba powodu, bo z jakiego by innego, ani prezydent, ani premier nie reagują na fakt, iż Amerykanie świadomie łamią polskie prawo, rekrutując do swojej armii obywateli Rzeczpospolitej. Przekupują ich pieniędzmi i obietnicą przyznania obywatelstwa, chociaż doskonale wiedzą, że służba w obcym wojsku jest Polakom zakazana. To haniebny i obraźliwy dla nas proceder. Ale skoro tym ewidentnym łamaniem prawa nie przejmują się nasi włodarze, to trudno dziwić się Panu Naszemu Obamie, że tak czyni. SOBCZAK i SZPAK P.S. Cieszymy się, że z powodu oczekiwanej i upragnionej tak bardzo wizyty Pana Naszego Obamy, Ukochanego, Jedynego Przywódcy, Ostoi i Gwaranta Demokracji, Wolności, Praworządności i Sprawiedliwości Na Całym Świecie, wyłączono z ruchu i wyludniono tylko połowę Warszawy, a nie połowę czy cały kraj. W końcu przybył nasz największy przyjaciel! |
| WIZYTÓWKA Sezon turystyczny właściwie już się rozkręcił. Jak tylko pogoda na to pozwala, a do tego jest weekend, lubimy sobie coś pozwiedzać, coś pooglądać, poznać jakieś nieznane nam zakątki. Wbrew pozorom i licznym złośliwcom, Bydgoszcz również odwiedzana jest przez wielu turystów. Przyjeżdżają do nas samochodami i pociągami. Ci którzy wybrali PKP już od wyjścia z dworca mają na czym oko zawiesić. Przystanki komunikacji miejskiej na placu przed dworcem okupowane są przez brudnych, śmierdzących, wygrzewających się w słońcu i śpiących meneli. W ich towarzystwie przychodzi czekać na autobus, który zawiezie nas np. w okolice Starego Rynku. Onże, jak również Wyspa Młyńska czy okolice Opery NOVA to miejsca chętnie odwiedzane tak przez mieszkańców naszego miasta, jak i przybyszów. Przyjadą dajmy na to samochodem i chcą zaparkować nad Brdą. A tam niespodzianka. Na Grodzkiej, na parkingach ruchem kierują goście nie ukrywający, że zbierają na wino proste, zwane mózgotrzepem. Wprawdzie smakosze owych trunków nie noszą uniformów parkingowych, nie mają identyfikatorów, za to śmierdzą nie do końca przetrawionym alkoholem i z pełnym zaangażowaniem wykonują swoje zajęcie. Nie inaczej jest wszędzie tam, gdzie spacerują, relaksują się ludzie. Ci pachnący inaczej goście naprawdę stają się wizytówką naszego miasta. Zastanawiamy się, czy władze mają jakiś pomysł na tych pozostawionych samym sobie biedaków! Jeżeli nie, no to po prostu zalegalizujmy ich zajęcia. Niech staną się prawem chronioną, lokalną atrakcją. Prawdziwym bydgoskim folklorem. Tak jak w czasach PRL-u proponowano powołanie do życia funkcji dziada obywatelskiego, tak teraz Bydgoszcz mogłaby pokusić się o ustanowienie grupy miejskich meneli wolnorynkowych! Goście będą szczęśliwi, ponieważ za ich pracę miasto zagwarantuje im codzienną flaszkę ich ulubionego trunku. Z kolei gród nad Brdą i nad Wisłą zyska nową, bardzo oryginalną atrakcję. Turystom można rozdawać nawet mapki pokazujące, w jakich miejscach i o jakiej porze można spotkać takich czy innych meneli. Ci bardziej żwawi i mniej nawaleni mogą być przewodnikami po najbarwniejszych melinach naszego miasta. W programie piwnice, ogrodowe altanki, śmietniki, szopy na obrzeżach miasta, w których brać menelska spędza długie zimowe wieczory i ranki. Mniemamy, iż to bardzo dobra koncepcja. Warto, aby miejscy rajcy poważnie się nad nią zastanowili. W końcu chodzi o wizytówkę jednego z największych polskich miast! SOBCZAK i SZPAK |
| OBURZA NAS Napisał do nas Pan Janusz z Kołobrzegu (nazwisko i adres znane redakcji) wielce zniesmaczony naszym felietonem „1:0 DLA OBAMY”. Nie przebierając w słowach stwierdził, że jesteśmy kretynami, którzy z miłości i litości do bin Ladena chcieliby widzieć go przed sądem, a nie na dnie oceanu. Przy okazji robi z nas sympatyków Hitlera, Stalina i Kutschery. Jednym zdaniem, nie bacząc na sens miesza wszystko ze wszystkim. Nie omieszkując pouczyć nas na okoliczność pisania następnych felietonów. Dziękujemy! List tego bez wątpienia potrafiącego składać słowa w proste zdania człowieka nie grzeszy logicznym myśleniem. Zaślepiony radością z powodu ubicia terrorysty, nawet nie próbuje zrozumieć tego o czym napisaliśmy. My ani przez moment nie bronimy bin Ladena, nie mówimy, że zasługiwał na inną niż śmierć karę! My piszemy o cynizmie, obłudzie i barbarzyńskim postępowaniu administracji amerykańskiej, która co innego światu mówi i obiecuje, a co innego robi. Nie może prezydent Stanów Zjednoczonych deklarować, że uczyni wszystko aby tego super terrorystę postawić przed sądem, a następnie, kiedy może to uczynić, z zimną krwią kazać go zabić! Tego Pan Janusz z Kołobrzegu nie rozumie w ogóle. W zamian proponuje nam, żebyśmy postawili sobie na działce pomnik Osamy, tej chodzącej, skrzywdzonej niewinności. Gdzie Pan wyczytał w naszym felietonie o niewinnym i skrzywdzonym bin Ladenie, dalibóg nie wiemy. Odnieśliśmy się do Pana marnego i pozbawionego myślenia przyczynowo-skutkowego listu, ponieważ wielu ludzi, w naszym ukochanym kraju, idzie na skróty i wyciąga wnioski nieuprawnione, nie mające pokrycia w rzeczywistości, a pasujące do założonej z góry przez siebie tezy. W felietonie „1:0 DLA OBAMY” piszemy o zdobyczach cywilizacji, o odejściu od Kodeksu Hammurabiego, o tym czym szczyci się świat, a szczególnie Stany Zjednoczone i Europa. Gdyby Pan Janusz zadał sobie proste pytanie: Po co komu we współczesnym świecie sądy i trybunały, skoro wyrok może wydać prezydent?, nie chwytałby za pióro i nie pisał obelżywych, bezmyślnych listów. Spożytkowałby swój czas na pranie, sprzątanie, czynności przydatniejsze, wymagające mniejszego wysiłku umysłowego. Nawiązując do tego co powyżej chcielibyśmy zwrócić uwagę Szanownych Czytelników na niebywałą wręcz obłudę i cynizm praworządności amerykańskiej. Cały system prawny USA zaangażował się w pojmanie, aresztowanie i postawienie przed obliczem sądu domniemanego gwałciciela z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Tu prezydent nie musiał o niczym decydować, nie zasiadł przed telewizorem z Clintonową, by oglądać bezpośrednia transmisję z zatrzymania Dominique Strauss-Kahn’a. Nie wydał też Obama rozkazu wykastrowania go na miejscu i wrzucenia jaj do oceanu. Tu odwołał się do amerykańskiej Konstytucji, iż każdy człowiek, niezależnie od stawianych mu zarzutów, ma prawo do uczciwego procesu i obrony. I właśnie to nas oburza. To kpienie Ameryki z całego świata. Ten cynizm i relatywizm z którymi się już nawet nie kryją. SOBCZAK i SZPAK P.S. Jak napisał tydzień temu sąsiad z góry Janusz Korwin-Mikke, być może żadnego bin Ladena nie zabito, tylko jego sobowtóra, a cała ta akcja to szopka, przedstawienie mające przykryć szwindle CIA. To nie ma żadnego znaczenia. Tak czy siak to wszystko świadczy o tym, że prezydent i cała jego pobożna (tak mi dopomóż Bóg) administracja oszukuje, kłamie jak najęta i dla swoich interesów nie cofnie się przed żadnym świństwem, żadnym łajdactwem, żadną zbrodnią, co też regularnie czyni, ku radości Januszów z Kołobrzegu. |
| ŚMIETNISKO Telewizyjny program UWAGA (TVN) zainicjował krucjatę przeciwko tym wszystkim, którzy zaśmiecają polskie lasy. Bardzo to cenne i chwalebne. Robienie z lasów wysypisk na śmieci zaczęło się na dobre kilka lat po zmianie ustroju. Jaki ma związek jedno z drugim? Zasadniczy. Otóż zmieniły się przepisy i wszyscy mieszkańcy prywatnych posesji muszą podpisać umowy z firmami wywożącymi nieczystości. Opłata za wywózkę uzależniona jest od ilości śmieci, a mówiąc konkretnie, od ilości zamówionych pojemników. I to wtedy rozpoczęła się trwająca do dzisiaj degradacja lasów. Wielu właścicieli zamawia mniej pojemników, niż w rzeczywistości „produkuje” odpadów. Nadwyżka trafiała do kubłów ustawionych pod blokami mieszkalnymi. Ale lokatorzy owych bloków natychmiast zorientowali się, że ich pojemniki zapełniają się zdecydowanie za szybko. Że im swoje śmieci podrzucają właściciele prywatnych posesji. Ponieważ nikt nie lubi robić za jelenia, blokowe śmietniki zaczęto zamykać na klucz. I wtedy cwaniaczki postanowili wywozić śmieci do lasów. Było już kilka głośnych afer z tym związanych. Straż leśna albo namierzała sprawców zaśmiecania po tym co znajdowało się w wyrzuconych do lasu workach, albo łapała ich na gorącym uczynku. Jakież było zdziwienie kiedy okazywało się, że gro wyrzucających do lasu śmieci, to ludzie z tzw. wyżyn drabinki społecznej - lekarze, prawnicy, biznesmeni. A tak naprawdę zamożne gównojady. Majętne prostaki, którym ani wykształcenie, ani kasa słomy z butów nie wytrzepały. Zapłacone mandaty, napiętnowanie w mediach niczego tych prymitywów nie nauczyło. W dalszym ciągu nie zamawiają dodatkowych pojemników, w dalszym ciągu robią oszczędności rzędu 50, 60 złotych miesięcznie. Czytelnicy doskonale wiedzą, jak wyglądają okoliczne, podbydgoskie lasy. To już nie tereny zielone, to wysypiska śmieci. Dlatego potrzebna jest taka ogólnopolska akcja, gdzie niszczycieli lasów będzie się publicznie piętnowało i pójdą za tym bardzo wysokie, odstraszające mandaty! „UWAGA” namawia, aby fotografować lub filmować telefonami komórkowymi leśnych śmieciarzy i przekazywać to policji lub służbie leśnej. Popieramy takie działanie, bo to nie donos, a czyn szlachetny, płynący z troski o nasze dobro wspólne. Walczmy ze śmieciarzami wszelkimi dostępnymi sposobami, bo niebawem będziemy żyli na wysypisku! SOBCZAK i SZPAK |
| SLD-owska SEKTA W świecie wirtualnym, czyli w polskich mediach, huczy z powodu transferu XXI w. Bartosz Arłukowicz zdjął koszulkę z napisem SLD i przywdział strój PO. Premier Tusk, oprócz pierwszego miejsca na liście wyborczej w Szczecinie, zaproponował Mu stanowisko sekretarza stanu ds. wykluczonych. Będzie Arłukowicz przez pół roku robił to, co Panie Pitera z Radziszewską do kupy wzięte robiły przez 3,5 roku. To znaczy NIC!!! Ale co sobie w telewizorni pogadają, podyskutują, to ich. A wykluczeni nadal pozostaną wykluczonymi, bez szans na przyłączenie do czegokolwiek. Arłukowicz, zmieniając klub, poszedł na rękę infantylnemu przywódcy Lewicy z nazwy, Napieralskiemu. Tak, tak. Grzesiu nie chce z młodymi naprzód iść, po życie sięgać nowe. On woli w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę. No i też łeb Jego otoczony jest wianuszkiem Oleksych i Millerów, a nie Arłukowiczów i Olejniczaków. Ba, już zapowiedział powrót żywych trupów do parlamentu. Na listach zaroi się od starych, dobrych, sprawdzonych towarzyszy. Napieralski Dyducha w sobie nie gasi, bo Dyduch w nim wiecznie żywy! Szczególnie żywy jest tuż przed wyborami. Wtedy lewicowe pochodzenie, korzenie wychodzą porami. Wszyscy, jak jeden mąż z tej SLD-owskiej stajni rwących się do koryta, przypominają sobie o aborcji, o in vitro, o prawach mniejszości seksualnych i rozdziale Kościoła od Państwa. Taka postawa godna byłaby oklasków, gdyby ci SLD-owcy nie mieli problemu z pamięcią. Amnezja to choroba zawodowa tej partii. Znowu zapomnieli, że z tymi hasłami szli do wyborów nie raz. Ba, rządzili dwa razy i nawet im przez myśl nie przeszło, żeby coś z tych składanych obietnic zrealizować. Wręcz przeciwnie. Józef Oleksy, który był tak wielki i ważny, że wszędzie go potrzebowali, w ramach rozdziału Kościoła od Państwa bronił Komisji Majątkowej jak niepodległości. Nawet w tej sprawie pofatygował się do Częstochowy, by tam krzyżem godzinkę poleżeć. Niepomny tego marszałek Wenderlich pomstuje w mediach na Komisję Majątkową, która sczyściła kasę państwa na grube miliardy. To daleko posunięta bezczelność i kpina z ludzi, którzy w odróżnieniu od SLD-owców pamięć posiadają. Leszek Miller, równie wielka gwiazda jak Oleksy, osobiście zbierał bursztyn dla śp. prałata Jankowskiego. Minister edukacji Krystyna Łybacka, która teraz wie co i jak w szkolnictwie zmienić, by wyszło mu na dobre, kiedy sprawowała swój urząd znana była przede wszystkim ze składania biskupom wiernopoddańczych hołdów. I tak można wymieniać bez końca. Teraz Janiki, Wagnery, Jaskiernie, Nikolskie czekają w blokach startowych, aż Napieralski da znak, a natychmiast wystartują do czynnego życia politycznego. Bo SLD nie jest żadną partią lewicową. To jest towarzycho popierające się nawzajem, mające generalnie strukturę sekty. Na czele stoi wodzuś, który nie życzy sobie mieć konkurencji, tylko stado wyznawców i pochlebców, którym on załatwia lukratywne posady. Dlatego taki Arłukowicz, który ma jakieś własne zdanie, jakieś poglądy, nie pasuje do tej zgrai czyhających na stołki, dbających wyłącznie o własną karierę. SOBCZAK i SZPAK P.S. Grzegorz Napieralski szedł do wyborów prezydenckich z hasłem „Razem zmienimy Polskę”. Nie powiedział z kim i przegrał. Teraz już wiemy, że chce zmieniać tę Polskę z Oleksym, Millerem i całą resztą SLD-owskiego kółka geriatrycznego. Tym bardziej przegra! |
| NIE ŻYJE Kończy się 18 edycja Bydgoskiego Festiwalu Operowego. To największa tego typu impreza w Polsce i jedna z największych w Europie. Czy wokół tego niewątpliwego wydarzenia artystycznego jest jakiś huk, szum medialny? Miasto żyje tym Festiwalem? Nic z tych rzeczy. Cisza, spokój, Festiwal jest, a jakoby go w mieście nie było. Kilka większych i mniejszych plakatów, i tyle. Ktoś powie, że sztuka operowa to rozrywka dla wąskiego grona odbiorców. Może i dla wąskiego, ale znaczącego i opiniotwórczego. Na takim festiwalu pojawia się elita miasta, zjeżdżają wybitni twórcy, artyści, pojawiają się znaczące postaci ze świata polityki i biznesu. Inne polskie miasta dbają by o tego typu wydarzeniach kulturalnych było w kraju jak najgłośniej. Bo to promocja i nobilitacja. O naszym wspaniałym Festiwalu, wizytówce kulturalnej Bydgoszczy, cicho jak makiem zasiał. Tylko w niskonakładowym tygodniku „Przegląd” ukazał się artykuł o tej imprezie. Ot i cały szum medialny. Dziwimy się, że dla większości Polaków Bydgoszcz jest pustynią kulturalną. Więcej w kraju słychać o Toruniu (niczego mu nie ujmując) niż o naszym grodzie. Bydgoski Festiwal Operowy jest znany melomanom w całej Europie. Ale jakoś to bydgoszczan nie podnieca. Miasto zachowuje się tak, jakby się tej imprezy wstydziło. Jakby nikomu tu nie zależało na rozgłosie i popularności tego Festiwalu. My, nie wiedzieć czemu, z nieznanych nam powodów nie potrafimy być dumni z naszych osiągnięć, dokonań, ludzi tworzących, robiących coś na chwałę miasta. Zachowujemy się tak, jakbyśmy wstydzili się naszych sukcesów. Za komuny było dokładnie tak samo. Kiedy w Bydgoszczy dzieje się coś dobrego, coś wartościowego, to niektórych drażni, denerwuje. Zaraz znajdują się tacy, którzy chcą to wszystko zepsuć. Bydgoszcz nie chce być w centrum zainteresowania. Bo po co to komu? W naszym mieście ma się żyć spokojnie, bez fajerwerków, bez wyskakiwania przed szereg. Wtedy jest dobrze, bezpiecznie i bezproblemowo. Ludzie, to miasto NIE ŻYJE!!! Przykre, że o Bydgoszczy głośno jest tylko wtedy, kiedy jakieś watahy stadionowych bydlaków robią demolkę. Zacznijmy nareszcie szczycić się osiągnięciami, których wcale nie mamy tak mało. Pokażmy Polsce, że jesteśmy ósmym co do wielkości miastem i mamy się czym pochwalić, co i kogo promować. Ale trzeba wprzódy ożyć! SOBCZAK i SZPAK |
| 1:0 DLA OBAMY? I jak tu nie mówić, jak tu nie pisać, że media zwariowały, ludzie zwariowali, świat oszalał, przynajmniej ten nam bliski, skoro z zabicia Osamy Bin Ladena zrobiono NIEBYWAŁY SUKCES! Brakowało tylko oficjalnego odtrąbienia końca terroryzmu na świecie. Patrzyliśmy na ten entuzjazm, na tę radość graniczącą z euforią ze smutkiem i zażenowaniem. Super mocarstwo, ze swoją super armią, super wywiadem i super agentami, po 10 latach tropienia starca, w końcu go dopadło i zabiło. Ale sukces, ale powód do radości! Bez sądu, bez procesu, bez wyroku, bezbronnemu strzał w łeb, czapa na miejscu. Tak postępuje to super demokratyczne, zawsze prawe i sprawiedliwe państwo, Imperium Dobra! To są te wysokie standardy moralne, różniące Stany Zjednoczone od dzikich, barbarzyńskich reżimów. Jest powód do radości, dumy i chwały! Nasze amerykańskie sługusy, na wieść o zabiciu Bin Ladena prześcigały się w gratulacjach. Pochwałom i zachwytom nad egzekucją nie było końca. Prezydent Komorowski, na wieść o śmierci Osamy ze szczęścia mało nie lewitował. W swoim wasalskim, przepojonym tryumfalizmem przemówieniu podkreślał, jakie olbrzymie znaczenie, jaką ogromną wagę dla Ameryki i całego cywilizowanego świata, z Polską oczywiście na czele, ma to zabójstwo. Tak Panie prezydencie, oko za oko, ząb za ząb, to dobry, właściwy i pożądany kierunek. Współczesny, cywilizowany świat powinien podążać tą drogą. Słusznie się Pan tym amerykańskim zabójstwem szczyci i radość chrześcijańska Pana rozpiera. W końcu nie może być Pan gorszym prezydentem od Panów Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego. Oni leżeli plackiem przed Bushem i ochoczo wysyłali naszych żołnierzy na wszystkie jego wojny, Pan wyskakuje przed chór marionetek, kadzących Obamie. My to wazeliniarskie, służalcze wystąpienie nawet rozumiemy. Ale trudno nam przejść nad nim do porządku dziennego. Ciężko jest nam również z tego powodu o szacunek i poważanie dla Pana. Wszak ten radosny, obrzydliwy spicz, kompromitujący urząd prezydenta, nie idzie na konto rodziny Komorowskich, tylko wszystkich Polaków! Laureat Pokojowej Nagrody Nobla Barack Obama zapowiadał wszem i wobec, iż Ameryka jest zdeterminowana i armia nie spocznie, póki Bin Laden nie zostanie pojmany i postawiony przed obliczem sprawiedliwości. Kłamał, bo doskonale wiedział, że żadnego pojmania nie będzie. Siedział razem z Clintonową przed telewizorem i spokojnie oglądał jak siedemdziesięciu uzbrojonych po zęby komandosów zabija na oczach żony i 12. letniej córki starca, który nawet nie ma kija w rękach. Potem jakiś amerykański, bezczelny debil, w randze wysokiego urzędnika Białego Domu, bredził iż Bin Laden wprawdzie nie był uzbrojony, ale się bronił! Nasi proamerykańscy dziennikarze, publicyści i inni kretyniści, jak papugi na okrągło powtarzają słowa tego durnia, wzbogacając o własne, równie idiotyczne komentarze. Bin Ladena trzeba było zabić, żeby nie było procesu. A nuż zacząłby ujawniać fakty, które administracja amerykańska skrzętnie ukrywa. Publiczne przesłuchania super terrorysty mogłyby wiele spraw pokazać w zupełnie innym świetle, niż je Amerykanie światu przedstawiali. Dlatego nie pojmano Bin Ladena, a zgładzono jak Ceausescu. Zabicie Osamy nie osłabi terroryzmu. Raczej go wzmocni, bo trudniej jest walczyć z męczennikiem i legendą. SOBCZAK I SZPAK P.S. Amerykanie świętują zabicie Bin Ladena i wznoszą transparenty z napisem 1:0 dla Obamy. Naiwni myślą, że to koniec meczu! Niestety, to dopiero początek! |
CUDZE CHWALICIE Tak jak w całej Polsce, tak i w naszym regionie, w naszym mieście jest wiele przybytków gastronomicznych, noszących obco brzmiące nazwy. Trochę nas to śmieszy, bardziej nas to boli. Bo przecież mamy własne nazwy, własne, warte upamiętnienia postaci i wydarzenia. Np. na ulicy Chodkiewicza, dokładnie naprzeciwko wejścia do głównego gmachu Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego znajduje się lokal „Mr Capone”. Logo przybytku stanowi uśmiechnięta facjata tego chicagowskiego mega gangstera i mega mordercy. A przecież, żeby daleko nie szukać, na naszym bydgoskim rynku mamy w tej materii czym się poszczycić. Można by jakiemuś pubowi nadać wdzięczną nazwę „U Rączki”. Onże Rączka został w 1960r. skazany na karę śmierci za zabicie dwóch osób. Dlatego wnętrze baru mogłyby ozdobić zdjęcia samego Rączki, jak i wyciągnięte z milicyjnych archiwów konterfekty jego ofiar, tudzież zdjęcia narzędzi, jakimi operował. Sławę Rączki przyćmił kowal Rachubiński. To wymarzony patron jakiegoś night clubu. Zasłynął w latach sześćdziesiątych zabiciem i bestialskim zmasakrowaniem dwóch bydgoskich prostytutek. Do tej pory ludzie legendy o nim opowiadają. Można też sięgnąć po sławy spoza bydgoskiego podwórka. Ot choćby po rodzinę Zakrzewskich. Hotel ich imienia byłby nie lada atrakcją. To oni, we wsi Rzepin, w czarnych pończochach na głowach, siekierami wycięli w pień rodzinę Lipów. Takich sław jest więcej. Wystarczy po nie sięgnąć, a nie snobować się na amerykańskich zabijaków. Ale żeby nie było aż tak krwawo, można pokusić się o patrona soft. Jakaś agencja towarzyska powinna nazwać się Pikolina. To przecież ona była wielką bydgoską legendą tego najstarszego zawodu świata.. Warto takie postaci promować, warto o nich pamiętać, aby nie zginęły gdzieś w mrokach historii. W końcu to kawałek życia naszego miasta, regionu i kraju. Nie zapominajcie o nich, kiedy będziecie otwierali nowe lokale. Niech przybytki gastronomiczne zdobią nazwiska naszych bandziorów, a nie tych zza oceanu. Dbajmy o to, żeby w naszym mieście było nie tylko głupio, ale i swojsko!!! SOBCZAK i SZPAK |
| PATRIOTYZM W „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej” opublikowano listy Polaków mieszkających na stałe w Japonii. Rodacy owi pracują w japońskich firmach i na japońskich uczelniach. W Kraju Kwitnącej Wiśni żyją już od 25 lat. Oto fragmenty ich korespondencji związane z tragedią która dotknęła Japonię w ostatnim czasie. Warto je przeczytać i przemyśleć (wszystkie wytłuszczenia - S i Sz). „…Michaś miał ze sobą zestaw do przeżycia, kask i przepaskę, a także worek z sucharami, wodą i folią termiczną, który każdy tu dostaje w firmie na wypadek trzęsienia. Mieliśmy do wyboru - marsz na piechotę lub hotel (co, jak teraz wiemy, było awykonalne, gdyż firmy natychmiast porezerwowały hotele dla swoich pracowników - hotelarze nie podnieśli cen, tak jak to się stało na którymś lotnisku w Europie zimą tego roku) (…) Cała Japonia - wszystkie wsie i miasteczka, wszystkie miejsca publiczne i urzędy, nawet odosobnione toalety na traktach publicznych - mają systemy ostrzegania radiowego. (…) Na razie sklepy z żywnością wyprzedają to, co mają, nie potrzeba żadnego reglamentowania, bo ludzie sami nie biorą więcej niż na 1-2 dni, w zwykłej trosce o innych. (…) Benzyny, stacje dają po 10, czasem 15 litrów. (…) Po wyczerpaniu zapasów sprzed trzęsienia personel stacji bardzo pilnuje, aby nikt się nie wepchał bez kolejki, choć w tym względzie nie ma za wiele roboty, bo nikt tak się nie zachowuje. TV pokazywała sklepy z towarem, ze zrujnowanymi drzwiami i oknami, nikt nie wchodził, aby cokolwiek ukraść. Podobnie z rozbitymi bankomatami - nikt nie brał tych pieniędzy. (…) Słyszę o wielkich korporacjach japońskich, które na początek do połowy kwietnia oferują swoim obywatelom darmowe usługi - transport do rodzin, żywność, wodę, darmowe rozmowy telefoniczne; (…) A wielcy zachodni inwestorzy, którzy na polu ubezpieczeń publicznych, handlu czy produkcji przez lata robili pieniądze w Japonii, właśnie porzucili swe tutejsze firmy, zostawiając japońskich podwładnych na pastwę losu, i pierwszymi lotami opuścili Japonię. (…) Pytasz o dzień codzienny. Może to życie setek tysięcy urzędników niewracających na noc do domu, śpiących w pracy na podłodze minimalną liczbę godzin, aby być blisko ludzi potrzebujących pomocy w załatwianiu spraw administracyjnych? (…) A jeszcze może to 68-letni lekarz z północy, któremu z prywatnej kliniki obsługującej całe miasteczko zostały tylko słuchawki, który wędruje przez sterty rumowisk, aby dotrzeć do swoich pacjentów porozrzucanych w najrozmaitszych schroniskach, chociażby tylko z dobrym słowem, skoro sam nie ma nic - nawet leków?…”. To tylko nieliczne cytaty z wielu listów utrzymanych w podobnym tonie. Ale już te drobne fragmenty pokazują, na czym polega PRAWDZIWY PATRIOTYZM! Bo miłości do Ojczyzny nie mierzy się ilością pomników, tablic i obchodów na pokaz! Ona wyraża się ludzką solidarnością, przyzwoitością, życzliwością i niesioną, najszybciej jak tylko się da, pomocą bardziej potrzebującym. To tylko tyle i aż tyle! SOBCZAK i SZPAK P.S. Nasz Zaprzyjaźniony Dziad, który był nałogowym polskim patriotą i wyszedł z tego paskudnego uzależnienia, dopiero po obejrzeniu filmu „Solidarni 2010” powiedział, że chciałby zapoznać się z listami pisanymi z Polski dotkniętej katastrofalną powodzią. Zupełnie niepotrzebnie. U nas, w czasie tej tragedii, też było Pospolite Ruszenie, tyle że do mielenia ozorem w telewizji. Niosących autentyczną pomoc powodzianom było znacznie, znacznie mniej. I to jest miara naszego patriotyzmu! |
| BOGA PRZY TYM NIE BYŁO Papież Jan Paweł II został błogosławionym. Za życia BYŁ Ojcem Świętym, przed którym klękał obecny Ojciec Święty Benedykt XVI. Teraz ten żyjący uczynił tego zmarłego błogosławionym. Jakby na to nie patrzeć, nastąpiła degradacja! Chyba, że tytuł Ojca Świętego za życia znaczy mniej niż błogosławiony po śmierci. Szkoda, że w tych licznych, niezwykle egzaltowanych dyskusjach telewizyjnych nikt nie starał się tego wiernym wytłumaczyć. Po co kogoś nazywać za życia świętym, skoro po śmierci odmawia mu się prawa do świętości. W ogóle tworzenie świętych i błogosławionych nijak ma się do wiary. Podczas każdej mszy świętej wierni, zwracając się do Boga powtarzają …albowiem TYLKO tyś jest święty… Jeżeli święty jest TYLKO Bóg, to wynoszenie na ołtarze ludzi jest zwyczajnym bałwochwalstwem. My akurat należymy do grona tych, którzy wierzą w Boga, a nie w jakąś armię świętych i błogosławionych. Modlimy się również wyłącznie do Boga. Nie wierzymy w cuda ani cudeńka żadnego z tysięcy wyniesionych na ołtarze. Dlatego beatyfikację naszego Wielkiego Rodaka traktujemy w kategoriach kolejnego kościelnego show. Przerost formy nad treścią jest tu niesłychany. O jakim przeżyciu duchowym tu się rozprawia? Przecież to jest tworzenie kolejnego bożka, do którego ludzie będą modlili się bardziej niż do Boga. Już powstały litanie do Jana Pawła II w których wierni proszą Go o wstawiennictwo u Pana Boga. To jest jakiś koszmar, jakaś upiorna historia. Cały MAJESTAT BOSKI sprowadzany jest do wymiaru jakiegoś NIEBIAŃSKIEGO URZĘDU, gdzie do szefa byle kto się nie dostanie. Trzeba mieć dojście! Takim kolejnym dojściem dla Polaków ma być właśnie Jan Paweł II. To On ma w Niebie lobbować za nami. To co powyżej napisaliśmy dewoci odczytają jako istne bluźnierstwo, naigrawanie się z Boga i wiary. Ale to nie my bluźnimy. My tylko pytamy, kto i kiedy Kościołowi dał prawo do robienia z ludzi błogosławionych i świętych? Bo Boga przy tym na pewno nie było! SOBCZAK i SZPAK |
| MILCZENIE BRUSKIEGO Dwa miesiące temu zwróciliśmy się do Pana, Panie prezydencie Bruski, z kilkoma pytaniami, na które niestety nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Widać urobiony Pan jest po łokcie. Obiecywaliśmy wtedy, że nie odpuścimy i z uporem maniaka będziemy do owych pytań wracali. Dlatego dzisiaj, między świętami a tzw. długim majowym weekendem realizujemy naszą zapowiedź i ponawiamy pytania. Mamy nadzieję, że znajdzie Pan odrobinę czasu i odpowie na nie, ku naszej i mieszkańców Bydgoszczy radości. Po pierwsze, ciągle nie wiemy, jakie decyzje zdążył Pan już podjąć, jakie konsekwencje wyciągnął Pan w stosunku do winnych katastrofalnej sytuacji finansowej Bydgoszczy. Piastuje Pan swój urząd 5 miesięcy, na pewno ma Pan już w tej sprawie coś konkretnego do powiedzenia. Po drugie, radzi byśmy usłyszeć co już zrobiono i naprawiono, a przede wszystkim kto (po nazwiskach) za to odpowiada. Nawet jak coś do końca nie wyszło, coś opóźniło się lub w ogóle się nie udało, to i tak trzeba o tym powiedzieć. Każdy to zrozumie, jeżeli oczywiście staną za tym solidne i merytoryczne argumenty usprawiedliwiające taki stan rzeczy. Ale potrzebne są fakty, czarno na białym! Po trzecie wreszcie, i najważniejsze, DOMAGAMY SIĘ! publicznego, szczegółowego, rzetelnego rozliczenia kampanii wyborczej Pana i pańskiego konkurenta Konstantego Dombrowicza. Wątpliwości dotyczące czystości finansowania kampanii wyborczych Pana i konkurenta muszą być nareszcie wyjaśnione. Miało to nastąpić do końca marca!!! Kończy się kwiecień, a rozliczenia ani widu, ani słychu! Jeżeli to nie nastąpi, to będzie widomy znak, że znowu zamiata się wszystko pod dywan, a wyborców traktuje jak matołów o niczym nie pamiętających i nic nie wiedzących. Pragniemy poinformować Pana i pańskich kolegów partyjnych, że my jesteśmy cierpliwi i uparci. Dość mielenia ozorem po próżnicy, zbywania mieszkańców Bydgoszczy ogólnikami i plewami. Ludzi interesują konkretne decyzje i działania. Brak odpowiedzi na te zasadnicze pytania stawia w nienajlepszym świetle pana wiarygodność i pańską prezydenturę. Wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami. Pańskie postępowanie będzie miało duży wpływ na preferencje wyborcze Bydgoszczan. Warto o tym pamiętać. A my na pewno nie damy Panu zapomnieć o tych pytaniach. Będziemy zadawali je do skutku. Pozdrawiamy serdecznie. SOBCZAK i SZPAK |
| IDIOCI? Adam Michnik, człowiek wielce zasłużony dla polskiej demokracji, jeden z tych, którym naprawdę zawdzięczamy, iż żyjemy w wolnym i suwerennym kraju, udzielił wywiadu rosyjskiemu dziennikowi „Komsomolskaja Prawda” (11.04.2011). Powiedział w nim między innymi, cyt.: „…Część naszego społeczeństwa choruje na rusofobię i ksenofobię. Wolność jest przecież dla wszystkich – dla mądrych, głupich i dla swołoczy. Są idioci, którzy twierdzą, że nie ma niepodległej Polski, ale jest rosyjsko-niemiecki projekt. To ludzie z zoo, z bezrozumnym rosyjskim kompleksem…”. Zgadzamy się z tym w całej rozciągłości. Rzeczy należy nazywać po imieniu. Tyle, że ci idioci o których mówi Michnik, nie są folklorem politycznym, nic nieznaczącą i nic nie mogącą grupką frustratów, dewiantów i oszołomów. Niestety, to właśnie oni nadają ton polskiej polityce wewnętrznej i zewnętrznej. Podważają demokratyczne struktury państwa, poddają w wątpliwość legalność i uczciwość wyborów. Chcą postawić premiera przed Trybunałem Stanu, zaś prezydenta pozbawić urzędu. Poczynania tych idiotów przestały być komiczne, już nie są śmieszne. Są groźne i niebezpieczne! Oni konsekwentnie, dzień po dniu anarchizują życie w Polsce, świadomie doprowadzają do destabilizacji, co w rezultacie ma otworzyć im furtkę do władzy. Lekceważenie ich, udawanie, że nic strasznego się nie dzieje, że nie ma żadnego problemu jest daleko idącą lekkomyślnością, a trafniej byłoby powiedzieć, zwyczajną głupotą. Widać rządzącym brakuje wyobraźni. Zachowują się tak, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, jaką realną siłą ci idioci dysponują. Na jawne łamanie prawa prokuratura nie reaguje. To co powinno być ścigane z urzędu (publiczne lżenie i obrażanie premiera, prezydenta, używanie zakazanych symboli totalitaryzmu swastyki, sierpa i młota) ścigane nie jest! W ten sposób idiotom daje się przyzwolenie na takie zachowania i zachęca do jeszcze większej napastliwości i agresji. Ksenofobia, nacjonalizm, szowinizm to główne składniki fanatyzmu ideologicznego, który zawsze prowadzi do nieszczęścia. Wystarczy prześledzić historię tę dawną i tę najbliższą. Zawsze za nieszczęściem, za wielką tragedią stoją idioci ogarnięci jakimiś obsesjami, jakimś fanatyzmem. Idioci nie są skorzy do dialogu, a tym bardziej do kompromisu. Oni wiedzą lepiej i są jedynymi prawdziwymi strażnikami prawdy i racji. Wykorzystają wszystko i wszystkich, aby swój cel osiągnąć. A jedynym ich celem jest WŁADZA!!! Idioci nie mają wstydu ani honoru. Myślą jedno, mówią drugie, a robią trzecie. Przyłapani na kłamstwie, nikczemnym zachowaniu i niegodziwości twierdzą, iż uczynili to z szlachetnych pobudek, podyktowanych wyższą racją. Sobie nigdy nie mają nic do zarzucenia, za to innym zawsze i wszystko. Dlatego tak ważne jest mówienie społeczeństwu z kim i z czym mamy do czynienia. Ta gra, przepychanka polityczna za chwilę może przemienić się w bijatykę (w sensie przenośnym i dosłownym). Spójrzmy na nadchodzące wybory. Jeszcze nie zaczęła się de facto kampania wyborcza, a już wielu idiotów twierdzi, że te wybory będą sfałszowane. No, chyba że wygrają oni! W innym przypadku, w imię głoszonej przez siebie prawdy, gotowi będą podpalić Polskę! SOBCZAK i SZPAK P.S. Głos Adama Michnika jest bardzo ważny. Nie pozostawia niedomówień i złudzeń. Czas aby inni wielcy Polacy zabrali równie jednoznaczny głos, bo sytuacja w Polsce dojrzała już do tego, by przestać bawić się w aluzyjki i nadstawianie drugiego policzka. |
| ACH TA WYOBRAŹNIA Mamy taką dziwną przypadłość, że bardzo często wyobraźnia podsuwa nam obrazy zaskakujące, nie przystające do rzeczywistości. Jednakowoż są to obrazy wielce radosne, zawsze optymistyczne, zawsze pełne pozytywnych odniesień. W związku ze Świętami mieliśmy wizję, piękną wizję. Oto w Kościele św. Anny w Warszawie odbywa się tradycyjna msza rezurekcyjna. W centralnym miejscu widać krzyż przeniesiony do tej świątyni sprzed Pałacu Prezydenckiego. To przed nim klęczą i modlą się w radosnym uniesieniu ci wszyscy, którzy przez wiele miesięcy tego krzyża bronili. Z okazji Zmartwychwstania Pańskiego przypomnieli sobie o nim. Na czele obrońców widzimy Jarosława Kaczyńskiego w otoczeniu całego klubu parlamentarnego PiS. Wszyscy po wielkanocnej spowiedzi, uduchowieni, podchodzą do obecnych również pod krzyżem prezydenta i premiera Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3. Padają sobie w objęcia i tak jak kiedyś polscy biskupi do biskupów niemieckich mówią: wybaczamy i prosimy o wybaczenie… W całej świątyni rozlegają się gromkie brawa, a autentyczna radość miesza się z prawdziwymi łzami wzruszenia. Ale cóż to, jakiś ruch przy wejściu. Rozsuwają się wierni i oto w progi Kościoła wkracza ojciec Tadeusz Rydzyk w otoczeniu najwierniejszych z wiernych. Niosą w rękach gałązki oliwne, które wręczają prezydentowi i premierowi. To na znak pokoju. Rozlega się gromkie Alleluja!!! Wszyscy są w stanie euforii. Orkiestra gra, chór i wierni śpiewają, a na Polskę spływa boże miłosierdzie, którego bez zgody nigdy się nie doświadcza. Prawda, że piękna wizja. Szkoda tylko, że nieziszczalna. Polscy katolicy mają to do siebie, że religię (bo o wierze trudno tu w ogóle mówić) traktują bardzo instrumentalnie, wręcz interesownie. W większości to obłudnicy i faryzeusze. Ci udający bogobojnych katolików politycy udają się prosto z konfesjonału na konferencje prasowe, podczas których obrzucają błotem swoich przeciwników politycznych, zioną nienawiścią do wszystkich i wszystkiego co nie jest zgodne z ich poglądami. A potem, podczas mszy świętej bez żadnych skrupułów przystępują do komunii. Te Święta niestety nie będą inne. Ale to nie powód, żebyśmy nie mogli życzyć Czytelnikom, aby kiedyś wytwory naszej wyobraźni nabrały realnych kształtów. Ponoć cuda w naszym kraju się zdarzają. SOBCZAK i SZPAK |
| D. W. P. – KOLEJNY ROZDZIAŁ W Domu Wariatów Polsce walczy się już z przejawami najdrobniejszej nawet normalności. Napoleon całkowicie opanował świat polityki i mediów. Tylko o nim mówią, tylko nim się zajmują. Jego obsesje i brednie poddawane są poważnej, skrupulatnej i dogłębnej analizie. Z tymi bzdurami na serio zmagają się najtęższe umysły. W rezultacie wszyscy oni, oderwani od rzeczywistości, od autentycznych spraw i problemów z jakimi borykają się zwykli ludzie, zamieniają nam każdy dzień w dzień świra! W Domu Wariatów Polsce język polski przestaje być zrozumiały dla Polaków, bo słowa tracą swoje znaczenie. Katastrofę nazywa się tu zamachem, Katyniem 2010, ofiary tragedii poległymi, męczennikami, a zastosowanie Konwencji Chicagowskiej zdradą. Wariactwo nie ominęło nawet żałobników. Niektóre z wdów nazwały się smoleńskimi. To te, które panoszyły się w obcym kraju, a przyłapane na tym oburzyły się wielce i obraziły. Ukrócenie ich samowoli nazywa się u nas haniebną, rosyjska prowokacją! Śmierć w Domu Wariatów Polsce wybiela zmarłych, nobilituje ich i uszlachetnia. Marny, zakompleksiony, swarliwy, bez przerwy meldujący bratu wykonanie zadania prezydent, rośnie z dnia na dzień jak na drożdżach. Już nie jest politykiem wielkiego formatu, mężem stanu, a najwybitniejszym polskim politykiem, od czasu II wojny światowej. Za chwilę dowiemy się, że największym od czasów Mieszka I, a może nawet i od narodzin Chrystusa! Napoleon głównie zajmuje się wyprzedażą swoich przemyśleń. Bywa, że uczepi się jakiegoś poety i wtedy go cytuje. Tym razem padło na Herberta. Widać Napoleon uznał, że poeta napisał to co napisał z myślą o jego poległym bohatersko bracie, dlatego publicznie zacytował strofę z „Przesłania Pana Cogito” o tych których zdradzono o świcie. Kto, kogo i po jakiego toruńskiego grzyba zdradził, tym sobie Napoleon głowy nie zawracał. Od tego ma stado analityków, polityków i dziennikarzy przewalających się przez telewizornie, zawsze chętnych by wyjaśnić, co poeta… sorry, Napoleon miał na myśli. A myśli ma nieskrępowane niczym. Myśli, a co za tym idzie jest absolutnie pewien, że nie może rozbić się samolot spadając z wysokości 40 metrów. Zupełnie nie bierze pod uwagę faktu, iż ten samolot leciał z szybkością 350 km/h, a owe 40 metrów to tylko finał schodzenia do lądowania, które zaczęło się na wysokości 1000 metrów. Ale kto mu zabroni tak myśleć i bredzić? Tchórzliwy premier? Nijaki prezydent? Dlatego właśnie wyznawcy Napoleona z lubością i bez obaw wpisują w nazwisko Tuska swastykę, a Komorowskiego sierp i młot. Tym się w Domu Wariatów Polsce wyraża przemysł miłości chrześcijańskiej, jakże różny od przemysłu nienawiści z jakim zmagać się musiał prezydent Lech Kaczyński. SOBCZAK i SZPAK P.S. W Domu Wariatów Polsce są liczne medialne gwiazdy. Do najjaśniej świecących zaliczyć trzeba bezwzględnie Monisię RadioTele. Zawsze trendy, zawsze na fali. Z każdym wywiadem coraz bardziej upodobnia się do Kubusia Puchatka, misia o bardzo małym rozumku. Ciągle płonie świętym oburzeniem i co rusz informuje słuchaczy & widzów, że czuje się tak, jakby jej Ruscy dali w twarz! Tej dbającej o kulturę języka, butikowej damulce słowo Rosjanie nie przechodzi przez gardło. Faktycznie, Monisia ma często usta spuchnięte i twarz nabrzmiałą, ale byliśmy przekonani, że to z powodu botoksu, a nie Ruskich! Patrzcie Państwo, jak to pozory mylą! |
| NOKAUT Codziennie media bombardują nas informacjami o tym, kto z kim się w polskiej polityce żre, jaka partia i o co obwinia inną! Tym żyje nasz kraj od rana do wieczora, dzień w dzień. Czy aby na pewno tym żyje? Czy obraz Polski kreowany przez media jest rzeczywiście prawdziwy? Obejrzeliśmy wyprodukowany przez HBO film dokumentalny Ireny i Jerzego Morawskich „Czekając na sobotę”. Dzieło niezwykle przygnębiające. Ten dokument to opowieść o młodych ludziach mieszkających w miejscowościach popegeerowskich, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Jak żyją? Strasznie! Ich jedyną atrakcją jest dyskoteka „Nokaut”. To na pójście do niej raz w tygodniu wszyscy czekają. „Nokaut” to ich życie, ich jedyna rozrywka, temat rozmów przez cały tydzień. Nie będziemy streszczać filmu. Każdy może go obejrzeć w Internecie. Dla nas najbardziej wstrząsające jest to, co ci młodzi ludzie, wychowani już w wolnej, demokratycznej Polsce mówią. Czym żyją, jakie mają marzenia i perspektywy. Jeden z bohaterów powiada: „Jak się nie ma co robić, to z nudów się wszystko robi. (…) Jak się nudzę, to koszę trawnik. Jak wykoszę to siadam i siedzę…”. I tak byle do soboty. W tygodniu z placówek kulturalno – sportowo – rekreacyjnych wsi pozostają sklep i przystanek autobusowy. Tam toczy się życie. Od jednego piwa do drugiego. I czekanie… Przerażająca bieda, życie bez celu, z tygodnia na tydzień. Ale jakie tu można mieć potrzeby, jak nie ma co do garnka włożyć, roboty przyzwoitej znaleźć. Inny bohater opowiada, że ostatnią książkę przeczytał w gimnazjum. Był to „Łysek z pokładu Idy”. Może by i pojechał do Warszawy, może poszedłby do baru, do kina. Do teatru nie, bo to jest smętne… Tak, tak, to życie toczy się obok nas. To Polska jakiej nie znają i nie chcą znać parlamentarzyści, ministrowie. Oni nie chcą o takiej Polsce słyszeć, takiej Polski oglądać. Ci włodarze od siedmiu boleści żyją wojenkami o OFE, o pomniki, o intratne posadki. Przez cały film przewija się motyw pracy, której każdy pragnie. A tej nie ma. Dlatego coś ściska za gardło, kiedy chłopak z wielodzietnej rodziny mówi, że lubi te momenty, kiedy raz do roku rodzina jest szczęśliwa, bo udało im się zebrać pieniądze i kupić świniaka. Będzie jedzenia na co najmniej dwa miesiące. Nie wspominamy o stronie obyczajowej życia bohaterów filmu, bo to temat na inny felieton. Uważamy, że obraz „Czekając na sobotę” powinien być pokazywany na sali plenarnej Sejmu przed każdą sesją. Obecność wszystkich parlamentarzystów obowiązkowa!!! Może zaczęliby wreszcie stąpać po ziemi, a nie wyłącznie po wirtualnych studiach telewizyjnych. SOBCZAK i SZPAK |
| WEJŚCIE DO GRY Ludzie umierają bez przerwy. Różne są przyczyny ich odejścia. Od śmierci naturalnej po niezwykle tragiczną. I tylko ból po stracie najbliższych jest zawsze taki sam – wielki i przygniatający. Nie zawsze potrafimy go znieść, nie zawsze umiemy sobie z nim poradzić. Ale nawet gdy prowadzi on do utraty racjonalnego i sensownego myślenia, nie może być usprawiedliwieniem dla publicznych urojonych oskarżeń, nie może być powodem do wygadywania piramidalnych bzdur z którymi nie dyskutuje się, bo są przejawem traumy, a zwolennicy tych bredni traktują je jak prawdy objawione. Po Marcie Kaczyńskiej do tej groteskowej i absurdalnej gry przyłączyła się Jadwiga Kaczyńska. Ona też ma wiele istotnego do powiedzenia, w sprawie katastrofy smoleńskiej. Z wywiadu udzielonego „Gazecie Polskiej” dowiadujemy się, że już po tym jak dowiedziała się o śmierci syna, śniło jej się, iż ktoś zaatakował samolot w powietrzu. Skomentowała to tak, cyt.: „…Chciałabym, żeby to była zwykła katastrofa. Nie bardzo chce mi się jednak w to wierzyć..”. Ma ku temu Pani Jadwiga kilka powodów którymi chętnie się dzieli, cyt.: „…Jeśli chodzi o Rosjan, to po prostu nie mieści mi się w głowie, że można im wierzyć. Nawet przez sekundę…”. No pewnie, kto by takim ruskim, bolszewikom, kacapom w cokolwiek uwierzył. Toż ta dzicz żyje w wiecznym kłamstwie. Nie to, co Pani synowie. Szczególnie Jarosław jest krynicą prawdomówności i cnót wszelakich. Nie kłamał, kiedy mówił, że nie będzie premierem jeśli brat będzie prezydentem, nie kłamał mówiąc, że nigdy nie wejdzie w koalicję z Samoobroną, a podczas prezydenckiej kampanii wyborczej, prawda od niego wręcz biła, szczególnie gdy przemawiał do Braci Moskali, że wspomnimy tylko o tych sztandarowych prawdach. Dlatego my Pani i Pani synowi wierzymy tak samo, jak Pani wierzy Rosjanom. Następny powód, cyt.: „…Gdyby to był przypadek, inaczej by się zachowali (Putin, Miedwiediew, Tusk, Komorowski – dop. S i Sz). Gdyby trochę myśleli, zdawaliby sobie sprawę, że powinni chociaż udawać...”. Oczywiście Pani Jadwigo, radość z udanego zamachu mieli wymalowaną na gębach. Widział to każdy prawdziwy Polak, ale jedynie Pani miała odwagę to głośno powiedzieć! Ostatnią istotną przyczyną niewiary w katastrofę jest wrak, cyt.: „…jeżeli coś się tak niszczy, to dlatego, by niczego nie znaleziono, by zostały zatarte wszelkie ślady…”. Cóż za analityczny i logiczny umysł. Przecież każde dziecko wie, że nawet podczas kraksy samochodowej ratownicy nie rozcinają na kawałki wraku (patrz autokar z pielgrzymami pod Grenoble), nie demontują rozbitych pojazdów, tylko wyciągają ofiary przez dostępne szczeliny, aby nie uszkodzić karoserii. W sprawie katastrofy smoleńskiej nie potrzeba żadnych komisji, żadnych prokuratorów badających to nieszczęście, ponieważ wyniki ich pracy niczego nie zmienią. Rodzina Kaczyńskich i „Kaczyści” JUŻ WIEDZĄ JAKA JEST PRAWDA! Czego dowodem takie publikacje, jak chociażby książka Bugajskiego i Kubraka „CAŁA PRAWDA O SMOLEŃSKU” i tym podobnie wiarygodne dzieła i arcydzieła. SOBCZAK i SZPAK P.S. Rodzina prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest święcie przekonana, że padł on ofiarą nikczemnego zamachu. Ilekroć o tym słyszymy, przypomina nam się Scena III z IV Aktu „Zemsty” Aleksandra Fredry, kiedy to Dyndalski mówi do przekonanego o zamachu na jego życie Papkina, cyt.: „Kto by się tam i łakomił / Na waszmości nędzne życie!”. Przy prezydencie Kaczyńskim dodalibyśmy jeszcze I PO CO?! |
| ROMAN „DIABLO” JASIAKIEWICZ Stali Czytelnicy naszych felietonów doskonale wiedzą, że zawsze brzydziło nas i brzydzi karierowiczostwo, wazeliniarstwo i zwyczajna głupota, niezależnie skąd przychodzi. Dlatego gdzie tylko możemy kpimy i walczymy z tym piórem i ozorem. Nie tak dawno, bo 4 lutego ukazał się w tym miejscu nasz felieton, w którym ośmieszaliśmy pomysł odwołania walki „Diablo” Włodarczyka tylko dlatego, że jej termin przypadał w dniu kolejnej rocznicy śmierci papieża Jana Pawła 2. Na felieton ów ostro zareagował obecny Przewodniczący Rady Miasta, były prezydent Bydgoszczy, były członek ZMW, ZSL, PSL, SLD, niedoszły członek Samoobrony (bo wzięła była i zdechła), obecny członek PO, przyszły członek PiS i PJN Roman Jasiakiewicz. Ten wybitnie elastyczny, nieskrępowany żadną ideą polityk, prawnik z zawodu, znalazł w naszym felietonie to czego nie napisaliśmy, a nawet nie pomyśleliśmy. Ta niezwykła umiejętność jaką Wielce Czcigodny Pan Jasiakiewicz posiada wróży Mu wielką karierę w polityce. Ale wróćmy do meritum. Otóż Pan Przewodniczący grzmiał z oburzenia i zarzucał nam brak szacunku dla osoby zmarłego papieża oraz chęć spostponowania rocznicy Jego śmierci. Przypomniał, jak to w czasie wizyty JP2 w Bydgoszczy, wszyscy z Nim na czele śpiewali „Barkę” i cieszyli się wesołą radością, a nawet i bardziej. Mało tego, od odczytania swojego listu protestacyjnego rozpoczął sesję Rady Miasta. Minęły dwa miesiące i oczom własnym nie wierzyliśmy! Oglądaliśmy transmisję telewizyjną z hali Łuczniczki, pięściarze gonili się po ringu, a dopingował ich nasz wielce oburzony i uzależniony od śpiewania „Barki” Roman Jasiakiewicz! Ach jaki był podniecony, jak żywiołowo dopingował, bił brawo po każdym ciosie. A przecież TERMIN pojedynku się nie zmienił. To był TEN DZIEŃ! Jak więc to jest Panie Romanie Obłudo Jasiakiewicz? Już się zapomniało co się wcześniej wygadywało? Trzeba w tym miejscu zadać zasadnicze pytanie: ile jest warte Pana święte oburzenie, Pana publicznie deklarowane uwielbienie dla Ojca Świętego? Funt kłaków, czy jeszcze mniej? Jakoś nie zaniosły Pana nóżki na Lednicę, by tam, wraz z ojcem Górą i innymi wiernymi, w nabożnym czuwaniu godnie obejść rocznicę śmierci Jana Pawła 2. Wybrał Pan boks i czuwanie przy zupełnie innym ołtarzu. Ale niech się Pan naszymi słowami nie przejmuje. Święte oburzenie zawsze robi dobre wrażenie. A przed panem jeszcze tyle sesji Rady Miasta, no i wybory do Senatu, więc grzmij Pan do oporu! SOBCZAK i SZPAK |
| KIBICE I KIBOLE Adam Małysz w wielkim stylu zakończył swoją wspaniałą karierę sportową. To autentyczny mistrz i autentyczna gwiazda. Uwielbia go i szanuje cała Polska, bo też jego sukcesy nie były dziełem przypadku, układów, dopingu, ale prawdziwego talentu i ciężkiej, codziennej pracy. Wielkości Adama Małysza nie należy mierzyć jedynie długością oddanych skoków, ilością zdobytych medali i mistrzowskich tytułów. Jego postawa, zachowanie, stosunek do rywali i kibiców zasługuje ze wszech miar na najwyższe uznanie. Pamiętacie Państwo, jaka była reakcja Małysza, kiedy podczas konkursu Pucharu Świata w Zakopanem kibice zaczęli rzucać śnieżkami w lepiej wtedy dysponowanego od naszego mistrza Svena Hannawalda? Była natychmiastowa, ostra i nie pozostawiająca żadnych złudzeń. Pan Adam publicznie oświadczył, że ich zachowanie jest haniebne i nie życzy sobie takich kibiców, zaś Hannawalda natychmiast poszedł przeprosić. I to jest postawa godna mistrza. Jakże niestety rzadka w naszym kraju. Reakcja Małysza na chamstwo polskich kibiców dała pożądany efekt. Od tego czasu nikt nie słyszał, aby dopingujący go Polacy splamili się podobnym czynem. A jak zachowują się działacze klubów piłkarskich, Polskiego Związku Piłki Nożnej, trenerzy i sami piłkarze? Te gwiazdy od siedmiu boleści i inkasowania wielkiej kasy? Nie zachowują się wcale! Ba, poszczególne kluby dumne są, że mają takich oddanych, wiernych i fanatycznych kibiców… A to przecież żadni kibice. To kibole, bandziory proste, szukające wyłącznie powodu do bijatyki, do rozwalania imprez sportowych. Jakoś nie zdarzyło nam się usłyszeć żadnego znanego piłkarza, trenera, który odciął by się od tej bandy i powiedział zdecydowanie, że nie życzy sobie ich obecności na stadionie. Wręcz przeciwnie, z tymi durniami zawiera się jakieś umowy, jakieś pakty (hi, hi) o nieagresji. Okazuje się, że wielu z tych bandziorów wręcz bierze udział w organizacji spotkań. Wszyscy wyżej wymienieni dają tej hołocie przyzwolenie na takie zachowanie, bo przecież piłka nożna to święta krowa wśród dyscyplin sportowych. Żałosne i niezwykle irytujące jest, kiedy po każdej kolejnej bijatyce wszyscy zaręczają, że zostaną podjęte radykalne kroki. Słusznego oburzenia polityków i dziennikarzy wystarcza dokładnie na tydzień. Potem następuje cisza! Bydlaki po raz kolejny odnoszą zwycięstwo. Tak będzie i tym razem! SOBCZAK i SZPAK P.S. Przerażeni wyczynami tłuszczy nazywającej siebie kibicami, w 2001r., po kolejnych burdach i demolkach stadionowych, ku przestrodze zamieściliśmy w tym miejscu wiersz, jak nam się wówczas wydawało nieco przesadzony. Oto jego końcowy fragment: Kretyni kibole wszystko demolują Z chustami na pyskach bezkarni się czują Bezsilność policji, władzy i ochrony We władanie młotom oddała stadiony Posłowie, działacze ręce załamujcie O metodach walki w telewizji trujcie A w tym czasie stada zdziczałych bydlaków Rozniosą nam Polskę od Gdańska po Kraków Jakże byliśmy naiwni i krótkowzroczni. Ta dzicz pokazuje, że o wiele więcej może i potrafi, i wcale nie ma zamiaru ograniczać się do występów na krajowych stadionach. Przedsmak tego co nas czeka, mieliśmy w Kownie. |
| WE WŁASNE PIERSI Cham, brudas i pijak. Mieszka w stajni z kozą Żubrówką, śpi na sianie i całe dnie przesiaduje na plastikowym krzesełku z butelką piwa - taki obraz Polaka przedstawiła niemiecka telewizja RTL 2 Fun Club. Program pt. "Pole sucht Frau" ("Polak szuka żony"), będący parodią holenderskiego hitu "Rolnik szuka żony", wyemitowano w połowie marca. Jego bohaterem był Marek, dzięki któremu niemieccy widzowie mogli sobie przypomnieć wszystkie polskie stereotypy - od czerwonej koszulki z orłem i kożucha przez k***ę stosowaną zamiast przecinka, do walających się wszędzie butelek po piwie. O programie napisała "Polska The Times". To oburzające! Jak Niemcy śmią tak traktować Polaków, synów ziemi, tej ziemi! Powinniśmy natychmiast wystosować odpowiednie noty dyplomatyczne, żądać przeprosin i odszczekania tych kalumni… A może zanim to zrobimy, zastanowimy się przez chwilę i stukniemy się we własne piersi. Czy my jesteśmy lepsi od Niemców? Przecież nasz stosunek do innych narodowości nie różni się niczym od tego, który zaprezentowała RTL2. W codziennym użyciu każdy Polak ma w swoim arsenale słownym takie pieszczotliwe określenia, jak Szwaby, Kacapy, Pepiczki, Żabojady itp. Dosadniejsze i bardziej obraźliwe: o Afrykanach – czarnuchy, bambusy, asfalt; o arabach, Rumunach, Bułgarach – brudasy, śmierdziele, złodzieje, żebracy; o Żydach – parchy, gudłaje, Jude, jewreje, mośki. Tak, tak, to są nasze obiegowe określenia. Dla Polaków Kacap, Rusek to pijak i cham w łapciach, który koniecznie chce nam ukraść rower i zegarek, Żabojad – drący mordę nacjonalista, Pepiczek – to tchórzliwy głupek posługujący się jakimś prześmiesznym językiem, zaś Szwab to Szwab, tłusta morda bez poczucia humoru. Dużo mamy takich miłych i sympatycznych określeń, których używamy publicznie, na co dzień, bez żadnych oporów (patrz imprezy sportowe, graffiti). O wszystkich wyrażamy się z lekceważeniem, jakbyśmy byli najpiękniejszym, najmądrzejszym i najwspanialszym narodem świata. I tak jak nas boli to, co zrobiła RTL2, tak – zaręczamy – czują się ci wszyscy, których my obdarzamy podobnymi epitetami. Wpisujemy ich w haniebne, durne, obraźliwe stereotypy. Dlatego zanim zaczniemy protestować i żądać przeprosin, przypomnijmy sobie wprzódy te mądre oto słowa: NIE CZYŃ DRUGIEMU CO TOBIE NIEMIŁE! Może one ostudzą rozpalone czaszki. Może jeden z drugim spojrzy na całą tę sprawę trzeźwym okiem. Może!? SOBCZAK i SZPAK |
| A TO CI DEBATA Dnia 21.03 anno domini 2011, o godz. 20.20, w Telewizji Publicznej rozpoczęła się DEBATA WSZECHCZASÓW, po której świat polskiej polityki i ekonomii nie jest już taki sam! Jest o wiele śmieszniejszy! Zanim uczestniczący w tej potyczce, konfrontacji Jacek Rostowski i Leszek Balcerowicz skrzyżowali ze sobą szpady, zanim prowadzący owo spotkanie red. Tadeusz Mosz i Jerzy Baczyński zadali im pierwsze pytania, wszyscy jak jeden mąż dziękowali uniżenie i po wielokroć Telewizji Publicznej za to, że UWAGA!!! ZECHCIAŁA UDOSTĘPNIĆ CZAS ANTENOWY! To jakieś kuriozum. Dziękować, kłaniać się w pas instytucji za to, że wypełnia swoje obowiązki? Telewizja Publiczna, w odróżnieniu od komercyjnych, ma statutowy i ustawowy obowiązek emitowania tzw. programów misyjnych, czyli tego wszystkiego co wchodzi w zakres debaty publicznej, w prezentacje najważniejszych wydarzeń społeczno-kulturalnych. Dyskusja na temat zmian w Ustawie Emerytalnej bez wątpienia należy do spraw najistotniejszych. Takich, którymi zainteresowany jest praktycznie każdy obywatel. Nie ma więc żadnego specjalnego powodu do szczególnego dziękowania TVP za coś, co jest jej istotą, racją bytu. Idźmy dalej, ponieważ w tej debacie była większa ilość takich kwiatuszków. Współprowadzący red. Mosz zaimponował nam swoją aktywnością. Nie dość, że zadawał pytania, to jeszcze sam na nie odpowiadał. Wygłaszał mentorskie tyrady nie dopuszczając bohaterów debaty do głosu. Niezorientowany widz mógłby odnieść wrażenie, iż odbywa się debata Tadeusza Mosza z Moszem Tadeuszem, zaś reszta uczestników jest zaledwie do niej dodatkiem. To ciekawy eksperyment w tego typu misyjnych programach. Mosz Pan rację, Panie Tadeuszu! Po co czekać na odpowiedź? Szybciej będzie samemu sobie jej udzielić. Szczególnie gdy wie się lepiej od pytanego! Aż dziw, że to nie Mosz, tylko Balcerowicz był, a Rostowski jest ministrem finansów. To duże niedopatrzenie. Panie Premierze Tusk, bierz Pan Mosza!!! On zna odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet te jeszcze nigdy i nikomu nie zadane. Drugi z przepytywacz, red. Baczyński ewidentnie przyszedł zarobić kasę, a nie dowiadywać się czegokolwiek. Zadawał pytania mdłe, przymilne, z domieszką wazeliny. Nie było czego słuchać. Nie dziwota, że główni bohaterowie wieczoru nie kwapili się do odpowiedzi. Jechali swoje monologi, nie zwracając uwagi na siebie i pytających. No i tak oto doszliśmy do gwiazd programu, byłego i obecnego ministra finansów. Najbardziej rozczulił nas i rozbawił Jacek Rostowski, który po każdym wywodzie Balcerowicza ripostę swoją zaczynał od słów: Pełna zgoda Leszku!!! Następnie nie zgadzał się z niczym, co wcześniej wyartykułował Balcerowicz. To Pełna zgoda Leszku irytowało i drażniło zadufanego w sobie Leszka do tego stopnia, że po każdej takiej odzywce Jacusia, krople potu pojawiały mu się na twarzy, szczególnie w miejscu, gdzie prawdziwi mężczyźni noszą wąsy. Specjaliści i znawcy mowy ciała musieli mieć prawdziwą ucztę, obserwując ową debatę. Im bardziej Balcerowicz i Rostowski zapewniali o swojej racji i nieomylności, tym bardziej widać było, iż kluczą, kręcą i mataczą. Jednym zdaniem robili widzom wodę z mózgu. SOBCZAK i SZPAK P.S. Ponoć Otwarte Fundusze Emerytalne w niezwykły sposób ożywiają rynek kapitałowy i są niezbędnym elementem reformy emerytalnej. Ciekawe dlaczego przodujące w świecie kraje nie rzuciły się do zainstalowania OFE u siebie?! Ale o to nikt podczas debaty nie pytał, o tym nikt nie dyskutował. |
| ODSTAWKA OD KORYTA Znowu gdzieś jakieś gremia (piszemy „jakieś” bo nikt oczywiście się do tego nie przyzna) próbują podkręcać atmosferę nieufności czy wręcz nienawiści między Bydgoszczą a Toruniem. Od wielu już lat z uporem twierdzimy, iż te animozje nie wynikają z żadnych racjonalnych przesłanek, a są jedynie co jakiś czas, szczególnie przed wyborami, podgrzewane przez polityków obu miast, którzy koniecznie chcą na tym pogorzelisku odgrzać swoją zupkę. Zapytajcie mieszkańców Torunia i Bydgoszczy, za co właściwie się nie lubią, a zobaczycie jacy będą zakłopotani. Będą mieli problemy z udzieleniem konkretnej, sensownej odpowiedzi. Najczęściej usłyszycie: nie lubię ich, bo oni nie lubią nas. Ale dlaczego, za co, tego już nikt nie potrafi wyartykułować. Bydgoscy politycy zarzucają, iż rezydujący w Toruniu Marszałek Województwa faworyzuje to miasto kosztem Bydgoszczy, zaś w Toruniu twierdzą, iż Bydgoszcz nierównomiernie rozdziela środki na wiele inwestycji, które mogłyby dobrze przysłużyć się grodowi Kopernika. I tak trwa ta swarliwa przepychanka. Najgorsze w niej jest to, iż ci żrący się politycy zapominają, że oprócz Bydgoszczy i Torunia mamy jeszcze w naszym regionie takie miasta jak Włocławek, Inowrocław czy Grudziądz, że wymienimy tylko te największe. O nich nikt w tej dyskusji nie pamięta. Te miasta lekceważy się, bo nie odgrywają istotnej, znaczącej roli, w świętej wojnie dwóch regionalnych stolic. Głupie to, smutne i żałosne. Zamiast budować siłę całego naszego regionu, wspierać się nawzajem, zapętlamy się w idiotycznych kłótniach, które kompromitują nas i ośmieszają. To oni są winni, to oni za wszystko odpowiadają!!! Oto główne hasła przyświecające politykom w Kujawsko – Pomorskim. I jakoś nikt nie potrafi wyjść z tego zaklętego kręgu. Nie potrafi, bo nie chce. Po co wychodzić, jeżeli można na takim koniu daleko zajechać! Który polityk zrezygnuje z tak prostej, i co tu dużo mówić, niezwykle skutecznej retoryki wyborczej. Kochani Torunianie, Bydgoszczanie, nie dajmy się zwariować. Pokażmy tym lokalnym pseudo patriotom, harcownikom, pieniaczom antagonizującym nasze miasta gest Kozakiewicza! Odstawmy ich od koryta! To najlepsze lekarstwo na rozpalone głowy. I memento dla innych, zamierzających iść w ich ślady. SOBCZAK i SZPAK |
| TYMI SŁOWY Mówiąc językiem najstarszych górali, nasz zaprzyjaźniony Dziad ma na swoim karku sto roków, a pewnikiem i więcej. Na polityce zjadł doszczętnie wszystkie swoje zęby, a i ze sztucznej szczęki niewiele już mu zostało. I ten czci godzien i szacunku najwyższego leciwy, doświadczony człek przemówił do nas, ni z gruchy, ni z pietruchy tymi oto słowy, cyt.: „…Niema i nie widać sposobu na ukrócenie swawoli różnych czynników, co za nic mają ład społeczny, dobro kraju, zdrowie publiczne, zasady moralne i etyczne, bezpieczeństwo Państwa. Wyrosło to ponad głowy tych, którzy każdej chwili mogliby wrzód ropiący usunąć, nie mogą wszakże czy nie chcą tego uczynić, obawiając się jakgdyby tej błahej operacji albo nie wiedząc być może, że tylko taka właśnie operacja zapewnićby im mogła dopiero swobodę ruchów i pożyteczne działanie. Chodzą tedy po świecie z wrzodami, wystawiają na pokaz owrzodzony organizm i zarażają innych. Atmosfera w kraju naszym jest nie do zniesienia. Człowiek zdrowy i o normalnych zmysłach spogląda na te i tym podobne zjawiska z osłupieniem, nie znajdując żadnego wytłómaczenia na ponury obraz polskiej rzeczywistości, jaka stała się naszym udziałem. Nic tu nie pomogą żadne półśrodki, zalecania naprawy na jednym jakimś odcinku naszego życia publicznego, naprawa bowiem musi objąć literalnie wszystko, od góry do dołu, i wszystkie bez wyjątku dziedziny życia. Przedewszystkiem rozejrzeć się muszą w tem bagnie, jakie nas wszystkich otacza i zalewa, te czynniki wpływowe, w których ręku spoczywa los kraju, jego bezpieczeństwo, rozwój szczęśliwy i układ stosunków wewnętrznych. Powiedzmy otwarcie: naprawa ta przedewszystkiem i głównie zależy od czynników rządzących w Polsce…”. Bardzo nam się ten dziadowski monolog spodobał, ale ponieważ mamy do Dziada ograniczone zaufanie, jak do kierowców czy nie przymierzając Jarosława Kaczyńskiego, na wszelki wypadek sprawdziliśmy, czy mowa jego z serca płynęła, czy zupełnie z czego innego. Okazało się, iż nasz zaprzyjaźniony Dziad mądry jest, ale nie aż tak, dlatego posłużył się cytatem z „KURJERA BYDGOSKIEGO”, a konkretnie z felietonu pt. „O czyste ręce i czyste zasady” autorstwa niejakiego Podkowy, zamieszczonego w nr 259 z 10 listopada 1933r. I cóż tu komentować, skoro w sposobie uprawiania polityki niewiele się w Polsce od 1933r. zmieniło! Dlatego nie ma znaczenia kto wygrywa wybory. Mentalność zacietrzewionego i idioty nie przemija, ciągle w polityce dominuje. Nie ma na to wpływu czas, ustrój i orientacja polityczna. My, Polacy, mamy to we krwi! SOBCZAK i SZPAK P.S. Wzorem naszego zaprzyjaźnionego Dziada zwracamy się do władz Warszawy i Prezydenta Bronisława Komorowskiego tymi oto słowy: W imieniu tysięcy, setek tysięcy, milionów Polaków, którzy 10 każdego miesiąca pod Pałacem Prezydenckim zapalają znicze i składają wiązanki kwiatów ŻĄDAMY, aby służby porządkowe omijały to miejsce i nie ważyły się sprzątać tych oznak pamięci i szacunku dla Prezydenta Tysiąclecia Lecha Kaczyńskiego. Znicze mają płonąć aż nie zgasną, utlenią się i rozłożą, zaś kwiaty i wieńce zwiędną, uschną i rozpadną w pył. Równocześnie ŻĄDAMY, aby sarkofag z ciałami pary prezydenckiej i nogą generała został przeniesiony do Pałacu, który tym samym stanie się Mauzoleum Lecha Kaczyńskiego. Że co, że szydzimy? Nie, to jest reakcja na brednie Jarosława Kaczyńskiego o bezczeszczeniu pamięci jego brata, przejawiającym się tym, iż sprząta się chodnik przed Pałacem Prezydenckim po politycznej manifestacji! |
| PROWINCJA Bydgoszcz ma w Polsce generalnie opinię miasta dosyć prowincjonalnego. My, mieszkańcy grodu nad Brdą, słysząc takie głosy, bardzo bolejemy, zżymamy się. Jak to, jedno z największych polskich miast prowincją?! Ale jak się dokładnie, bez emocji miastu przyjrzeć, to dużo w nim oznak prowincjonalności. Często wyjeżdżamy, podróżujemy po kraju i widzimy jak wyglądają inne, porównywalne wielkością z Bydgoszczą miasta. Pisaliśmy już w tym miejscu, że widok stolicy Pomorza i Kujaw od strony wjazdów jest koszmarny! Ma się wrażenie, jakby przybywało się do jakiegoś dziurawca. Nic się w tej sprawie nie zmieniło. W dalszym ciągu ohydnymi wizytówkami są ulice Kujawska, Fordońska, Nakielska, Grunwaldzka, Toruńska, że o Łęgnowie już nie wspomnimy. Ale przecież prowincja to nie tylko architektura, to przede wszystkim ludzie. Oni nadają charakter miastu, decydują o jego znaczeniu. Spójrzmy na bydgoskie sklepy, te najbardziej firmowe markety. Jakże one różnią się dbałością o jakość usług od podobnych w innych miastach. No, chyba że zjawia się kontrola z centrali. Stali klienci Reala mieli niedawno niezłe widowisko. Do marketu zjechało z Francji szefostwo sieci. W bałaganiarskim, niechlujnym Realu migiem zrobiło się światowo. Czysto, świeżo, przyjemnie, uprzejmie. Towary pierwszego sortu. No istna Francja – elegancja. Niestety, tak było tylko przez trzy dni. Francuzi wrócili do domu, a u nas, w Realu, zrobiło się po staremu. Piotr i Paweł też inaczej wygląda w Poznaniu niż w Bydgoszczy. Tam niedopuszczalne są zwiędnięte warzywa i owoce, byle jak ułożone mięso w lodówkach. Zapach ryb nie unosi się nad całym sklepem. A wystarczy pojechać na zwyczajną halę targową w Gdyni, żeby przekonać się, że stoiska rybne mogą ślicznie wyglądać i pachnieć świeżością. Wszystko zależy od sprzedawcy, wszystko jest w jego gestii. Sami sobie jesteśmy winni, że przez lata straszą budynki po byłych, wielkich zakładach pracy. I nie ma znaczenia fakt, iż w tych gmachach działają jakieś biura lub firmy. Same fabryki sprawiają wrażenie przygnębiające. Popatrzmy na ROMET, ELTRĘ czy KOBRĘ. To naprawdę nie musi tak wyglądać. Również spacer po centrum optymistycznie nie nastraja. Ktoś przyjezdny, po przejściu ulicą Dworcową na pewno nie powie, że Bydgoszcz jest piękna i urzekająca. Tak można by wymieniać bez końca. Bo prowincja jest w nas i tylko my możemy ją przezwyciężyć. Ale najpierw musimy chcieć TO ZMIENIĆ!!! Na każdym kroku, na każdym podwórku i w każdym miejscu pracy! SOBCZAK i SZPAK |
| WKURZYŁO - ROZBAWIŁO Na decyzję rządu w sprawie zmniejszenia składki do OFE z 7,3% – 2,3% histerycznie zareagowali profesorowie Balcerowicz i Rybiński. Ten drugi grozi nawet zbiorowym pozwem przeciwko Radzie Ministrów. Powiadają, że premier Tusk w ten sposób psuje rynek kapitałowy. A cóż to za rynek, za kapitalizm, w którym obywatele ZMUSZANI SĄ do lokowania części swojej składki emerytalnej w PRYWATNYM FUNDUSZU?! Przecież to nie Kowalski i nie Wiśniewski decydują o swoich pieniądzach, tylko jakieś wuje zarządzające OFE. To oni grają na giełdach i bez względu na to, czy dana inwestycja jest trafiona czy nie (najczęściej nie), pobierają wysokie prowizje, honoraria, premie, nagrody i co tam jeszcze sobie wymyślą. Jakoś ani razu, podczas tych gorzkich żali, żaden z profesorów nie wspomniał o tym, iż decyzje rządu wpłyną na ograniczenie profitów zarządzających OFE! Nic z tych rzeczy. Konsekwencje mają ponosić wyłącznie ci, którzy są zmuszeni do odprowadzania kasy, czyli my. I to jest ta gra kapitałowa! No to my tym wszystkim wujom dziękujemy za taką grę. Po tym co nas w minionym tygodniu wkurzyło, czas na to, co nas rozbawiło. Otóż dowiedzieliśmy się, iż prezydent Lech Kaczyński miał na prawicy, lewicy i środkowicy nieposzlakowaną opinię. Ba, Jarosław Gowin i Tomasz Nałęcz usilnie zabiegali w mediach, by żaden cień nie położył się na tej kryształowej postaci. Można próbować zaklinać rzeczywistość, ale fakty są bezlitosne. Zięć Dubieniecki unurzał absolut w błocie dokładnie i nic na to nie pomoże całkowite odcięcie się od niego Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u jego. Zabawni są gdy mówią, że nie znają gościa, choć jeszcze nie tak dawno to on był ich flagowym okrętem w wojnie o prawdę smoleńską. Różne pajace z PiS-u i ich klonu PJN-u próbują wmówić Polakom, iż ułaskawienie Adama S., kręcącego lody z Dubienieckim, to przypadek i tak naprawdę prezydent Kaczyński nic o tym nie wiedział. Można by się nawet na to nabrać, gdyby nie te parszywe dokumenty. Ot, weźmy pierwszy z brzegu: „…Jak podkreślił Martyniuk (rzecznik Prokuratury Generalnej – dop. S i Sz.), do podpisanego przez Kownackiego pisma przewodniego było dołączone POSTANOWIENIE prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - Jest w nim napisane, że prezydent decyduje się na taki tryb postępowania ułaskawieniowego, w którym nie zasięga opinii sądu. To nie pan Kownacki zwracał się do prokuratury o taki tryb. To wynikało z postanowienia prezydenta - podkreślił Martyniuk, wyjaśniając niejasności w tej sprawie…” (WP – 7.03.2011). A więc Lech Kryształ Kaczyński doskonale wiedział KOGO, ZA CO i JAK chce ułaskawić. Przy tym jednym chociażby fakcie całe to chrzanienie PiS-owskich propagandystów nawet psu na budę się nie zda, bo tak marne jest i pozbawione sensu. Jeżeli dodamy jeszcze do tego zeznania Janusza Kaczmarka, które złożył na zamkniętym posiedzeniu sejmowej komisji ds. służb specjalnych, gdzie stwierdził, iż prezydent Kaczyński prosił go, aby sprawdził czy CBA interesuje się jego zięciem, to mamy komplet. Prywata, układ, nepotyzm! SOBCZAK i SZPAK P.S. Dubieniecki, jego szemrane interesiki i to całe prezydenckie ułaskawienie, to małe piwo. Czas by dociekliwi dziennikarze zajęli się na serio sprzedażą rakiet do Gruzji, kolejnym przetargiem na samoloty szkolne, który zanim się zaczął, to już miał jednego, amerykańskiego zwycięzcę i tym podobnymi kwiatkami. Wtedy ci, którzy widzieli w prezydencie Kaczyńskim kryształ, powinni zjeść własny ozór. |
| PROŚBA Szanowny Panie prezydencie Rafale Bruski, zwracamy się do Pana z uprzejmą prośbą o to, aby zaczął Pan już mówić co konkretnie zostało za pańskich rządów w naszym mieście zrobione. Przeczytaliśmy z uwagą wywiad z Panem w zeszłotygodniowym Magazynie Expressu. Bardzo ładnie opowiada Pan, jakiż to bagaż odziedziczył po swoim poprzedniku. Nie zazdrościmy, ale każdy swój krzyż dźwiga. Opowiada Pan również, co zamierza zrobić w najbliższych latach. Niestety, najmniej jest w wywiadzie o tym, jakie decyzje zdążył Pan już podjąć, jakie konsekwencje wyciągnął Pan w stosunku do winnych katastrofalnej sytuacji finansowej Bydgoszczy. Wydaje nam się, że trzymiesięczny okres to wystarczający czas, aby zakończyć przyglądanie i przeglądanie, a zacząć podejmować konkretne decyzje i działania. Bo na razie wydaje nam się, że przeżywamy dejavu sprzed prawie czterech lat, kiedy rządy w Polsce obejmowała Platforma Obywatelska i premier Tusk wygłaszał expose. Mijały lata, a premier przez cały czas czarował nas fragmentami swojego inauguracyjnego wystąpienia. Nie chcemy żeby to samo powtórzyło się w Bydgoszczy. Nie chcemy przez kolejne miesiące i lata słuchać, co Pan ZROBI, jak NAPRAWI i kiedy to się STANIE! My, jak zapewne wszyscy Bydgoszczanie, pragniemy usłyszeć co już zrobiono i naprawiono, a przede wszystkim kto konkretnie, po nazwiskach, za to odpowiada. Nawet jak coś do końca nie wyjdzie, coś się opóźni lub w ogóle się nie uda, będziemy w stanie to zrozumieć, jeżeli oczywiście staną za tym solidne i merytoryczne argumenty usprawiedliwiające taki stan rzeczy. Najwyższy czas skończyć z tymi niespełnianymi obietnicami wyborczymi, tym udawaniem roboty, pudrowaniem rzeczywistości. Jeśli tak się nie stanie, będziemy mieli dalej zastój i marazm. Zaufanie do Pana i pańskiego urzędu zacznie spadać i cały kredyt, którym obdarzyli Pana wyborcy diabli wezmą. Proszę się nad tym poważnie zastanowić. I jeszcze jedno. Przez cały czas czekamy na to o co już prosiliśmy. A mianowicie, na szczegółowe, rzetelne rozliczenie kampanii wyborczej Pana i pańskiego konkurenta Konstantego Dombrowicza. Wątpliwości dotyczące czystości finansowania kampanii wyborczych Pana i konkurenta muszą być jak najszybciej wyjaśnione. Jeżeli to się nie stanie, to będzie widomy znak tego, że znowu wszystko zamiata się pod dywan, a wyborców traktuje jak bezmyślnych durniów o niczym nie pamiętających i nic nie wiedzących. Z poważaniem SOBCZAK i SZPAK |
| DWA PLUS JEDEN Dzisiaj wracamy jeszcze raz do Otwartych Funduszy Emerytalnych i ich zajadłego obrońcy, pupilka Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, Leszka Balcerowicza. Otóż ten wojowniczy gość, zanim został okrzyknięty przez kolesiów z pogrzebanej już Unii Wolności geniuszem ekonomicznym, ów geniusz wykuwał w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR (1978 – 1980). Wraz ze zmianą ustroju nawrócił się na neoliberalizm i monetaryzm. Od tego czasu jego ulubionym powiedzeniem jest, że im mniej państwa w państwie, tym lepiej. Stąd ten jego pęd do sprywatyzowania wszystkiego za jakąkolwiek cenę. Ratunku finansów państwa upatruje wyłącznie w ograniczeniu socjalu. Najlepiej gdyby Polacy-Szaracy pracowali od świtu do nocy, od urodzenia do śmierci, za miskę zupy i pochówek na własny koszt. Dostatnie życie i wielka kasa należy się prawdziwym kapitalistom, takim jak ci zarządzający OFE. Balcerowicz wykrzykuje na cały kraj, iż rząd, ograniczając wpływy do Funduszy, chce dokonać SKOKU na KASĘ. Sugeruje jakoby pieniądze zgromadzone w OFE były własnością ich właścicieli. Ależ to cynik i obłudnik. Przecież na tych kontach znajdują się pieniądze rodaków, którzy zostali zmuszeni do wpłacania na tzw. II Filar. Goście znikąd, zwani obecnie prezesami zarządzającymi Funduszami, dostają do ręki potężną kasę z którą robią co chcą, bez żadnych konsekwencji. W zamian za to pobierają wynagrodzenia od 610.000 – 2.444.000 złotych rocznie (źródło: sprawozdania finansowe PTE za 2009 za „Rzeczpospolitą”). Z kolei członkowie zarządów OFE inkasują miesięcznie od 45.000 – 70.000. Według sprawozdań PTE za 2009r. wiadomo, że UWAGA!!! wynagrodzenia wyniosły w nich 104 miliony złotych, z czego prezesi otrzymali 23 mln. W międzyczasie, grając naszymi pieniędzmi na giełdach stracili około 24 miliardów! Pierwsze wypłacone przez OFE emerytury wyniosły dwadzieścia parę złotych! Kto tu więc panie Balcerowicz i na czyją kasę dokonuje skoku? Polski katolicyzm jest naskórkowy i prymitywny. Stąd powszechna wiara w to, że słowa wypowiadane przez księży, biskupów, papieży płyną wprost od samego Pana Boga. Dlatego nie należy pod żadnym pozorem z nimi dyskutować, ani tym bardziej ich krytykować, bo będzie to najczystszej wody bluźnierstwo. Skoro tak, my, żeby nie bluźnić, zacytujemy jednego PRZEKAZIORA PANA BOGA, konkretnie proboszcza z warszawskiej parafii p.w. Św. Edmunda Bojanowskiego: „…Wyniesienie na ołtarze Jana Pawła II należy postrzegać w kontekście wydarzeń związanych z Bożym Miłosierdziem…”. Takim wydarzeniem jest dla proboszcza między innymi KATASTROFA SMOLEŃSKA! Nie wiemy jak państwu, ale nam się mózgi zlasowały. Jak można połączyć Boże Miłosierdzie z taką tragedią? Najwyraźniej piloci TU-154M nie zdawali sobie sprawy z czym mają do czynienia, i na widok zbliżającego się Bożego Miłosierdzia, zamiast wołać w radosnym uniesieniu HOSANNA, HOSANNA, przerażeni krzyczeli KURWA, KURWA!!! I tu prośba, do jednego, drugiego ułomnego, znaczy skończonego durnia: nie pisz do nas, że atakujemy Pana Boga, wyszydzamy Jana Pawła II, mamy za nic religię i wiarę. W zamian radzimy: czytaj durniu felieton do skutku, aż zrozumiesz co jest w nim napisane! SOBCZAK i SZPAK P.S. I jeszcze jedno. Pan Dubieniecki prosił dziennikarza „Dziennika Bałtyckiego”, aby się od niego odp…olił. A my prosimy pana Dubienieckiego, żeby odp…olił się od debaty publicznej. Najlepiej od zaraz!!! |
| UJĘCIE Od początku marca strażnicy miejscy oraz kontrolerzy biletów w środkach komunikacji publicznej otrzymali nowe, większe uprawnienia. Zacznijmy może od strażników. Trwa ożywiona dyskusja, czym właściwie jest straż miejska. Ta tzw. policja municypalna nie bez powodu jest tak właśnie określana, ponieważ w dużym stopniu dubluje poczynania policji, szczególnie tej drogowej. Teraz otrzymała większe uprawnienia, czyli jeszcze bardziej będzie drogówką. Jesteśmy przekonani, iż zamiast dbać o prawdziwy porządek w miastach czy gminach, z jeszcze większą determinacją strażnicy będą polowali na kierowców i prześladowali babinki dorabiające sobie drobnym handelkiem do głodowej emerytury. Jaki to ma sens, tego nie wiemy. A może, jak postuluje wiele osób, pieniądze przeznaczone na straż miejską po prostu oddać policji i tym samym pozwolić jej poprawić swoją mobilność i wyposażenie? Chyba byłoby to znacznie lepsze wykorzystanie kasy wydawanej w całej Polsce na straż miejską. Teraz druga sprawa. Kontrolerzy biletów w środkach komunikacji publicznej też będą pracować po nowemu. Znowelizowane przepisy rozszerzają uprawnienia osób upoważnionych przez przewoźników do kontroli dokumentów przewozu osób i bagażu. Jeśli kontrolowany pasażer nie ma ważnego biletu, nie chce bądź nie może na miejscu uiścić opłaty dodatkowej i jednocześnie opiera się żądaniu wylegitymowania się, to wówczas może być przez kontrolera UJĘTY i przekazany w ręce policji. No właśnie, cóż to znaczy UJĘTY? Tego ustawodawca nie precyzuje. A przecież ujęcie kogoś, to czynność czysto fizyczna. Zatrzymać kogoś i przekazać policji można jedynie w sposób dosłowny, to znaczy siłą. Wychodzi na to, że kontrolerzy stają się kolejną służbą mającą uprawnienia do używania wobec obywateli przymusu bezpośredniego. Już tylko krok od wyposażenia ich w kajdanki, pałki i paralizatory. Czy to jedyny sposób na likwidację gapowiczów? Śmiemy wątpić. Siła, przemoc, to najgorszy sposób na wprowadzanie ładu i porządku. Bardzo to wszystko niepokojące. Obawiamy się, że te nie do końca przemyślane decyzje przyniosą dosyć szybko niepożądane skutki. Obyśmy się mylili! SOBCZAK i SZPAK |
| WIELKA KRZYWDA Ostatnio wzruszyła nas do łez Pani Jolanta Kwaśniewska, tudzież telewizja publiczna. Co łączy byłą Pierwszą Damę z największą telewizornią? Krzywda, wielka krzywda. Otóż Pani Jolanta ma za złe ustawodawcy, iż ten nie zadbał o to, aby żona Prezydenta RP otrzymywała pensję. Twierdzi, że rola Pierwszej Damy jest nie do przecenienia. Przez 10 lat tyrała w Pałacu za friko. Państwo Kwaśniewscy żyli z pensji Prezydenta, która wynosiła niewiele ponad 20.000,- miesięcznie. No nic, tylko usiąść na kamieniu i gorzko zapłakać nad okrutnym losem. Pani Jolu, dziękujemy za to, że się Pani tak poświęcała dla narodu. Nie wiemy czy w Polsce znalazłaby się druga taka kobieta jak Pani Jolanta, która chciałaby przez 10 lat klepać taką biedę. Bóg jeden wie, jak ta dzielna niewiasta wiązała koniec z końcem za te marne 20.000. To rzeczywiście straszne, że ustawodawca do tej pory nie zajął się pensjami dla żon prezydentów. Ba, powinien za te 10 lat harówki u boku męża zadośćuczynić żonie i poza jednorazową gratyfikacją (jakieś 2 miliony złotych) przyznać dożywotnią pensję. Przy okazji córce też można by było dać jakąś kasę i skromne stypendium. W końcu rola Pierwszej Córki, może nie tak wielka jak Pierwszej Damy, też była znacząca. Naszym zdaniem parlament powinien zająć się tą bulwersującą i – nie bójmy się tego słowa – haniebną sprawą w trybie pilnym albo jeszcze pilniejszym. Nie ma zgody na tak wielką krzywdę! Z jeszcze większym nieszczęściem mamy do czynienia na Woronicza, czyli w siedzibie TVP. Bida zajrzała im w oczy. Z braku pieniędzy, pomiędzy godz. 2 a 5 w nocy zaniechano naziemnej emisji programu. Oglądać można jedynie w kablówkach i na platformach cyfrowych. A wszystko dlatego, że ciemny lud nie chce płacić abonamentu. Gdyby nie wpływy z reklam, telewizji publicznej już by nie było. Zamek Gargamela, gdzie znajduje się siedziba Zarządu, świeciłby pustkami. Z tego miejsca apelujemy do wszystkich, którzy ociągają się z płaceniem daniny na publiczne media, aby ruszyli na pocztę i wpłacili z nawiązką to co się TVP należy. Widząc to nieszczęście, tę krzywdę jaka spotkała TVP jesteśmy pełni podziwu i uznania dla Zarządu tej instytucji. Brakuje im tyle pieniędzy, a jednak potrafią utrzymać tę całą armię nikomu do niczego niepotrzebnych pracowników. Stać ich na gwiazdorskie kontrakty, na nowe, coraz głupsze i coraz droższe licencyjne produkcje, kręcenie kolejnych kretyńskich seriali. Bieda biedą, a pensje jakoś nie maleją. Ba, co rusz idą w górę. Przyznawane są różne premie, nagrody. Rzeczywiście trzeba mieć talent, żeby w tak kryzysowej sytuacji wygospodarować kasę na to wszystko. Ale powiedzmy sobie szczerze, talent talentem, a pieniądze trzeba skądś brać. Pogonienie tysięcy darmozjadów nie wchodzi w grę. To dla TVP nie jest rozwiązanie. Zresztą gdyby to było takie proste, to już dawno by to zrobiono. Dlatego trzeba sięgać do kieszeni obywateli. Najlepiej dopisać im abonament do rachunku za prąd, gaz, ogrzewanie i wodę. Na bank każdy zapłaci i TVP odetchnie z ulgą. Kto wie, może nawet o doznanych krzywdach szybko zapomni i nagrodzi widzów kolejnymi tańcami na lodzie, wodzie, „Ojcami Mateuszami”, „Siostrami” i „Plebaniami”. SOBCZAK i SZPAK P.S. Wyżej opisana wielka krzywda skłania nas do stwierdzenia, iż żyjemy w szczęśliwym kraju, bo ze swoją krzywdą, nieszczęściem i żalem obnoszą się ci, którzy całe swoje życie spędzili w dobrobycie. |
| COŚ TAKIEGO! Od kilkunastu lat, w czasie kiedy działała w Polsce osławiona Komisja Majątkowa oddająca Kościołowi katolickiemu to czego nigdy nie miał w swoim posiadaniu, dziennikarze niektórych czasopism alarmowali, iż postępowanie tejże Komisji woła o pomstę do nieba, ponieważ stanowi przykrywkę dla wielu ewidentnych przekrętów, przestępstw kryminalnych. Jak wiadomo, decyzje Komisji nie podlegały zaskarżeniu do sądu, co wyłączało ją spod jakiejkolwiek kontroli! Już samo to stanowiło o jej niekonstytucyjności i było ewidentnym skandalem. Jednak żaden rząd, żadna partia nie miała odwagi sprzeciwić się roszczeniom wszechpotężnego polskiego kleru. Każda krytyka skutkowała oskarżaniem o atak na Kościół, wiarę i Pana Boga osobiście. W ten sposób doszło do niczym nie skrępowanego, pięknego zblatowania nieuczciwych księży z nieuczciwymi biznesmenami i nieuczciwymi prawnikami. Państwo polskie straciło na przekrętach kościelno-prawno-biznesowych jakieś olbrzymie pieniądze. A przecież takie gazety jak „Przegląd”, „Fakty i Mity” czy „Nie” ze szczegółami od lat opisywały poszczególne przypadki przestępstw popełnianych w białych rękawiczkach i w majestacie obowiązującego prawa. Nikt na to nie reagował, wszyscy chowali głowy w piasek i udawali, że nie ma tematu. A temat był. Ostatnio, po aferze z niejakim Markiem P., byłym SB-kiem, a potem przedstawicielem prawnym (hi, hi) Kościoła, zajmującym się odzyskiwaniem utraconego mienia, zlikwidowano Komisję Majątkową. W tym momencie do głosu doszło CBA, informując opinię publiczną, iż MOGŁO DOJŚĆ DO POPEŁNIENIA PRZESTĘPSTWA w 11 orzeczeniach Komisji Majątkowej! Chodzi o złe wyceny, potwierdzenie przez księży nieprawdy i tym podobne sprawy. Oczywiście o Marku P. i stawianych przez CBA zarzutach, hierarchowie Kościoła nic nie wiedzieli, ba, nie mieli zielonego pojęcia co się wyprawia w Komisji Majątkowej. Kto tam i jakie lody kręcił. Pewnie myśleli, że ta mamona, niczym manna z nieba leci. Dzięki Bogu, a konkretnie CBA, nasi kochani hierarchowie już wiedzą wszystko o przekrętach którym patronowali. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, by oddali wszystko, w posiadanie czego weszli niezgodnie z prawem!!! No proszę, nawet w tak poważnej sprawie trzymają nas się żarty. SOBCZAK i SZPAK |
| SPUŚCIZNA I DZIEDZICTWO Marta Kaczyńska, nieutulona w żalu córka Marii i Lecha Kaczyńskich, tak dystansuje się od polityków i dziennikarzy, że bez przerwy o niej głośno w mediach. Ale tak to już z Kaczyńskimi jest, że co innego mówią, a co innego robią. Stryj Jarosław jest w tej dziedzinie prawdziwym debeściakiem. Obiecywał, że nie będzie premierem, jeżeli brat zostanie prezydentem, i nie był. Odżegnywał się od koalicji z Lepperem i jej dwukrotnie nie zawarł. Uroczyście ogłosił koniec wojny polsko-polskiej, no i na barykadach z pochodniami i krzyżami świętuje pokój. Taka to już żoliborskiej inteligencji prawdomówność i moralność. Ale wróćmy do milczącej, dystansującej się od mediów Marty Kaczyńskiej. Ostatnio zdystansowała się w tygodniku „Uważam Rze”. Milczała tam na całych czterech szpaltach. Milczała w sprawie katastrofy smoleńskiej i jej przyczyn, milczała w sprawie krzyża pod Pałacem Prezydenckim, milczała w sprawie winy Komorowskiego i Tuska za podział polskiego społeczeństwa. Ale najgłośniej i najdobitniej milczała w sprawie DZIEDZICTWA i SPUŚCIZNY po tatusiu. To milczenie Marty Kaczyńskiej strasznie ubodło Joannę Kluzik-Roztkowską, szefową PiS-owskiego klonu Pic Jest Najważniejszy. Nie może zrozumieć dlaczego córka byłego prezydenta odmawia im prawa do spuścizny i dziedzictwa po nim? A my nie jesteśmy w stanie pojąć, czego dotyczy spór? Czy można komuś odmówić prawa do czegoś, czego NIE MA?! Czegoś, co jest wymysłem PiS-owskiej propagandy? Jakąż to spuściznę i dziedzictwo zostawił po sobie Lech Kaczyński? W czym ona się przejawia, bo przecież nie w pismach, pracach naukowych czy wiekopomnych traktatach filozoficznych? Gdzie są te dzieła, do których można by się odwołać, po które można by sięgnąć, aby zacytować choć jedną światłą myśl Lecha Kaczyńskiego? Gdzie są te działania, inicjatywy polityczne, którymi wsławił się na forum krajowym i międzynarodowym? Pusty śmiech człowieka ogarnia, gdy słyszy te jałowe dysputy o spuściźnie i dziedzictwie, nie poparte najmniejszymi faktami i dowodami na ich istnienie. A dyskutują zażarcie, gdyż żadna ze stron nie zadała sobie trudu aby dowiedzieć się, jaka treść za tymi sztandarowymi słowami się kryje. Otóż według Słownika Języka Polskiego (PWN) spuścizna (najprościej rzecz ujmując), to utwory, dzieła autora który już nie żyje, zaś dziedzictwo to dobra kultury, nauki i sztuki, pozostawione przez poprzednie pokolenia. Przykro nam, ale Lech Kaczyński nie załapuje się na żadną z tych definicji. Jego spór toczony z Donaldem Tuskiem przez całą prezydenturę nie wpisał się do annałów jako dobro kultury, nauki czy sztuki. Ba, zepchnął naszą politykę do grajdołu, do magla. Ich nieustanne, żałosne wojenki pełniły jedynie rolę paliwa dla prasy brukowej, czego wyrazem była seria rysunków satyrycznych, w których prezydent z premierem okładali się łopatkami w piaskownicy. W jakich więc kategoriach te powyższe dokonania byłego prezydenta mamy rozpatrywać: w dziale spuścizna czy dziedzictwo? O zagranicznych występach i popisach Lecha Kaczyńskiego nie wspomnimy, bo wszystkie one były wykpione i wyszydzone w europejskich mediach. Przyrównanie naszego prezydenta do kartofla było niczym, w porównaniu z tym jak się o nim naprawdę wyrażano. SOBCZAK i SZPAK P.S. Nasz zaprzyjaźniony dziad, który na spuściźnie i dziedzictwie zjadł ostatni ząb twierdzi, iż jedyną spuścizną po Lechu Kaczyńskim jest jego córka Marta. A od niej rzeczywiście PJN-owi wara!!! |
| NAJWIĘKSZA GRUPA Spuścizna po prezydencie Konstantym Dombrowiczu jest ogromna i nie do przecenienia. Ilość dokonań, tak jak wydanych pieniędzy olbrzymia i nie nam, skromnym felietonistom je opisywać, oceniać i doceniać. Zostawiamy to fachowcom, specjalistom i prokuratorom potrafiącym precyzyjnie oddzielić ziarno od plew, wyłuskać sedno, wydobyć wszystko na światło dzienne. Dziś skupimy naszą uwagę na fiskusie. Szmalu, mamonie, kasie, czyli tym, co bez względu na wiek aż tak podnieca. Urzędnicy Skarbówki poinformowali otóż, iż NAJWIĘKSZĄ GRUPĄ ZAWODOWĄ w Polsce są osoby UPRAWIAJĄCE NIERZĄD… Tak, tak, panie i panowie prostytutki, oddające swe ciała za pieniądze. Że co, że to jakieś bzdury? Otóż nie, to są twarde, bezlitosne fakty. 10% polskich podatników deklaruje, iż osiągnięte przez nich dochody pochodzą właśnie z uprawiania najstarszego zawodu świata. Są to w końcu oficjalne dane, które pochodzą z oświadczeń klientów Skarbówki. Wyobrażacie sobie Państwo, że co dziesiąta Polka to prostytutka, a co dziesiąty Polak to jej męski odpowiednik. Mało tego, wszyscy oni osiągają ze swojego procederu poważne dochody. Ktoś im zatem płaci. Wychodzi na to, że pozostałe 90% podatników. Przy założeniu, iż taka upadła osoba zarabia ponoć średnio 24.000,- miesięcznie, przynajmniej co drugi polski podatnik musi korzystać z jej usług. Ergo, połowa z nas jest bezpośrednio zaangażowana w rodzimy rynek prostytucji. Serdecznie władzy i społeczeństwu gratulujemy. Oburzonym szybko wyjaśniamy, iż wcale nie jesteśmy jeszcze tak upodleni moralnie. Nie, to nasza bogobojna, zakłamana władza zachęca do uprawiania tego najstarszego zawodu świata. Jak wiadomo, w Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3 prostytucja nie jest zakazana, ale nie jest również oficjalnie zarejestrowana jako zawód. W związku z powyższym pieniądze krążące na tym rynku pozostają poza kontrolą państwa i są wyłączone spod opodatkowania. Nie omieszkali tego zauważyć sprytni przewalacze i natychmiast na swoje konta powpłacali wszystkie zarobione na lewo pieniądze. Na pytanie fiskusa skąd mieli takie dochody odpowiadają, że z prostytucji, którą namiętnie uprawiają. I koniec rozmowy. Kasa wyprana!!! A wystarczy skończyć z obłudą, zarejestrować prostytucję i wytrącić oręż z rąk kombinatorów. Ale jaki rząd odważy się zalegalizować prostytucję, której u nas nie ma? Czyż nie tak, panie biskup? SOBCZAK i SZPAK |
| BALCEROWICZ – REAKTYWACJA Zanim przejdziemy do prof. Balcerowicza, kilka słów o prezydencie Komorowskim. Nasz zaprzyjaźniony Dziad, bogaty w ubytki zębowe i przemyślenia twierdzi, iż KULTURA MOŻE BYĆ WRODZONA, NABYTA LUB NIEOSIĄGALNA. Po wizycie Pani Merkel i Pana Sarkozy’ego w Polsce zastanawialiśmy się usilnie, jaka kultura dana jest naszemu szlachciurze, arystokracie, prezydentowi Bronisławowi Słoma z Butów Wylazła Komorowskiemu. Pół tysiąca osób, z szefem protokołu dyplomatycznego na czele, pracuje dla Niego, a gdzie się nie ruszy plama za plamą. Jak tak dalej pójdzie zabraknie w kraju słomy, która prezydentowi Komorowskiemu przy każdej wizycie zagranicznej z butów wylezie, i trzeba ją będzie importować z Chin. Boże, w Tobie i w JP2, przyszłym błogosławionym nadzieja, by do takiego wstydu nie doszło. A teraz już do końca o pupilku Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego Leszku Balcerowiczu, zwanym przez kolegów po fachu „Profesorem Katastrofą”. Ostatnio spienił się na wieść, iż rząd chce ograniczyć kasę wpływającą do Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE). Kasę nie byle jaką, bo blisko 11 mld zł., które rok rocznie wpływały na konta OFE. Goście zawiadujący tym cudownym biznesikiem żyli i żyją jak w raju. Grają na giełdach naszymi pieniędzmi, biorą niebotycznie wysokie pensje, premie, nagrody, odsetki, prowizje i co tam jeszcze sobie po drodze wymyślą. I co, teraz ma się to zmienić? Na ich miejscu też dostalibyśmy białej gorączki i latalibyśmy po mediach, opluwając wszystkich, którzy śmieli podnieść rękę na naszą kasę. Balcerowicz, będąc wicepremierem i ministrem finansów osobiście pilotował reformę emerytalną i powstanie OFE. Obecnie robi za osobę postronną, niezależnego obserwatora, któremu dobro finansów państwa leży na sercu. Przychylni jemu dziennikarze udają durniów i w ogóle o tym nie wspominają. Ba, z wielką powagą, uznaniem i zachwytem twierdzą, iż Balcerowicz to jednoosobowa, bezstronna, merytoryczna opozycja. Ależ to wstrętne, załgane typy. Doskonale wiedzą, że balcerowiczowska Fundacja Obywatelskiego Rozwoju (FOR), w części sponsorowana jest przez trzy podmioty prowadzące Otwarte Fundusze Emerytalne (ING Bank Śląski, Bank Zachodni WBK i Generali), o czym można dowiedzieć się wchodząc na stronę FOR, gdzie wymienieni są najważniejsi darczyńcy. O jakiej więc do diabła jednoosobowej, bezstronnej opozycji bredzą, kiedy w grę wchodzą najnormalniejsze w świecie interesy, gołym okiem widoczne powiązania? Balcerowicz jest człowiekiem wyjątkowo bezczelnym. Zainstalował w Warszawie licznik pokazujący bieżące zadłużenie naszego kraju, tak jakby nie miał z tym zadłużeniem nic wspólnego. A to właśnie przede wszystkim jego polityka ekonomiczna, jego decyzje i jego pomysły reformatorskie przełożyły się na dług. Teraz łazi po mediach i z miną mentora udaje, że jego przy tym nie było. Dobroczyńca Polski psia mać! A któż to rozwalił PGR-y nie proponując nic w zamian, wszystko co się dało sprywatyzował za psi grosz, rozwalił tzw. ścianę wschodnią i schłodził gospodarkę, bo za bardzo się rozgrzała i nie pasowało to jego ulubionemu kapitałowi portfelowemu (czytaj spekulacyjnemu, a faktycznie złodziejskiemu)? No kto?! My, czy ten bezstronny, przemądrzały opozycjonista?! SOBCZAK i SZPAK P.S. Balcerowicz twierdzi, że OFE przynoszą zyski. Prezesom i tej całej zgrai zarządzających tak. Zysk ich nie omijał nawet wtedy, kiedy topili na giełdach miliardy złotych z emeryckich składek. |
| WŁAŚCIWY KIERUNEK W jednym z programów telewizyjnych dwaj eurodeputowani, obaj rezydujący w Brukseli z nadania PiS-owskiego, chociaż jeden już w PJN, panowie Cymański i Migalski stwierdzili, iż prawem i obowiązkiem opozycji jest uprzykrzanie życia koalicji rządzącej. Małpia złośliwość, robienie władzy na przekór głównym celem i sensem istnienia opozycji! To bardzo budujące. Przy takiej opozycji wszystkiego możemy się spodziewać, tylko nie tego, że Polska stanie się solidnym, praworządnym i zamożnym państwem. Dla panów z PiS-u i PJN interes partii jest najważniejszy. Hołdują zasadzie, że im gorzej tym lepiej. Stąd ich destrukcyjne podejście do poczynań rządu. Zawsze nam się wydawało, iż opozycja powinna przede wszystkim patrzeć uważnie władzy na ręce. Kontrolować ją, krytykować i podpowiadać, proponować drogi wyjścia z sytuacji kryzysowych. Bo pomyślność państwa i obywateli jest dla niej ponad wszystko. Dla opozycji władza jest ważnym celem, ale nie najważniejszym. Nie powinno jej się zdobywać za wszelką cenę. Tylko taka opozycja naprawdę ma sens. Panowie Cymański i Migalski najwyraźniej o tym zapomnieli. Oni chcą jedynie przeszkadzać, psuć i niszczyć. Takie myślenie o opozycji nie jest przypisane jedynie PiS-owi i PJN. Cała klasa polityczna tak ją pojmuje. Wszystkie ugrupowania, przechodząc do opozycji tak czynią. Zachowują się tak, jakby im w tym momencie pamięć i rozum odebrało. Gdy są przy władzy doskonale wiedzą, gdzie, kiedy i w czym opozycja powinna rządowi pomagać, a kiedy i w jakiej sprawie twardo stawać przeciwko niemu. Niestety, zaraz po przegranych wyborach, kiedy to ich ławy stają się opozycyjnymi, głupieją doszczętnie, z minuty na minutę i robią dokładnie to, o czym powyżej mówili Cymański i Migalski. W polskiej opozycji jest dużo irracjonalnego myślenia i działania. Niezrozumiałego zacietrzewienia, zaślepienia i zemsty. Długa przed nami, Polakami, droga by to zmienić. Niemniej jesteśmy święcie przekonani, iż krytyka i ośmieszanie takich polityków jak Cymański i Migalski, to krok we właściwym kierunku. SOBCZAK i SZPAK |
| NASZE MUBARAKI Egipt zdominował media. Nasi dociekliwi dziennikarze, publicyści i politycy analizują sytuację, snują przypuszczenia, zastanawiają się co dalej z prezydentem Hosnim Mubarakiem. Opornie im to idzie, bo tym propagandzistom-relatywistom trudno się do końca określić. Ich niezależność opinii, wniosków i sądów uzależniona jest całkowicie od tego, co powie Ameryka. Powszechnie wiadomo, że ten egipski dyktator, satrapa, 83. letni dziadyga jest marionetką USA i Izraela. I nieważne, że to skończony łajdak, wszak on z tych dobrych, naszych kanalii. Od 30. lat żadnemu z amerykańskich prezydentów nie przeszkadzało, że Egipt się nie demokratyzuje, a Egipcjanie z roku na rok żyją coraz gorzej. Ważne, że Mubarak żre im z ręki i robi to, czego od niego żądają. Ale nie na dyktatorze chcemy się skupić, tylko na naszych wspaniałych politykach, utyskujących na fakt, iż Mubarak tak długo dzierży (w przenośni i dosłownie) władzę w swoich rękach. A nas dziwi ich zdziwienie. Powszechnie wiadomo, że Sejm i Senat są najwyższą, bo ustawodawczą władzą w Przenajświętszej RP. Przejrzeliśmy sobie listę parlamentarzystów i stwierdziliśmy, iż takich mubarakopodobnych mamy większą ilość. Im też nie spieszy się do odejścia na polityczną emeryturę, oddania władzy młodszym koleżankom i kolegom. Przeciwnie, jak widać na załączonym obrazku, na niczym innym tak im nie zależy, jak na załapaniu się na następną kadencję. Jak usilnie i gorączkowo zabiegają o najlepsze miejsca na listach wyborczych. Gdybyż oni tyle energii i wysiłku wkładali w pracę w parlamencie, w tworzenie dobrych ustaw, w korygowanie złego prawa, pozbywanie się kretyńskich przepisów i zarządzeń utrudniających ludziom życie i pracę. Tu ich aktywność i skuteczność sprowadza się praktycznie do zera. Wiecznie słyszymy, że jeszcze nie czas na to, na tamto, na siamto. Kalendarz wyborczy determinuje prace polskiego parlamentu! A oto te, bardziej znane polskie Mubaraki, okupujące Sejm i Senat od 20. i więcej lat: TADEUSZ IWIŃSKI, WALDEMAR PAWLAK, FRANCISZEK STEFANIUK, JERZY WENDERLICH, JÓZEF ZYCH, WŁODZIMIERZ CIMOSZEWICZ, ZBIGNIEW ROMASZEWSKI, WACŁAW MARTYNIUK, STANISŁAW ŻELICHOWSKI, ANNA BAŃKOWSKA, ANDRZEJ CELIŃSKI, MIROSŁAW DRZEWIECKI, KRZYSZTOF JURGIEL, JAROSŁAW KACZYŃSKI, WOJCIECH MOJZESOWICZ, STEFAN NIESIOŁOWSKI, IZABELLA SIERAKOWSKA, IWONA ŚLEDZIŃSKA-KATARASIŃSKA, KAZIMIERZ MICHAŁ UJAZDOWSKI, RYSZARD ZBRZYZNY, JAN WYROWIŃSKI. Patrząc po nazwiskach naszych Mubaraków, ilość lat spędzonych przy władzy nijak nie przełożyła się na jakość stanowionego przez nich prawa. Nie przypominamy sobie, żeby ktokolwiek z nich wsławił się jakąś znaczącą inicjatywą ustawodawczą, stał się symbolem udanych przemian i reform. Wręcz przeciwnie. Żeby daleko nie szukać, wystarczy choćby wskazać na rosnące pionowo w górę zadłużenie kraju. To poczynania Mubaraków i niewiele młodszych stażem parlamentarnym ich kolegów doprowadziły do takiej, a nie innej sytuacji gospodarczej kraju. Dlatego zdałoby się, aby posłowanie i senatorowanie trwało najwyżej trzy kadencje! To wystarczający czas, by zrobić coś znaczącego, dobrego i ustąpić miejsca młodszym, bardziej energicznym koleżankom i kolegom, a nie stawać się karykaturą parlamentarzysty, z jakimi mamy obecnie do czynienia. SOBCZAK i SZPAK P.S. Egipcjanie liczą, iż rewolucja krzemowa zmiecie Mubaraka ze stołka. My na rewolucję nie liczymy, za to na jesienne wybory jak najbardziej! |
| NARASTA Tak jak przewidywaliśmy, zaczyna narastać histeria związana z wyniesieniem na ołtarze Jana Pawła 2. Nasze miasto zdążyło się już pod tym względem wyróżnić, o czym poinformowały ogólnopolskie media. Otóż 2 kwietnia planowana jest w Bydgoszczy walka o tytuł mistrza świata w boksie. Gwiazdą tego wieczoru będzie jeden z najwybitniejszych polskich bokserów Krzysztof „Diablo” Włodarczyk. I pojawił się dla zwariowanych dewotów problem. Protestują przeciwko walce mającej się odbyć w rocznicę śmierci Papieża Polaka. Hańba krzyczą, skandal krzyczą! Ratuszowe świętoszki zasięgnęły opinii w kurii. Tam dowiedziały się, że w takim dniu walenie się po gębach powinno być zakazane. Ale co tu zrobić, skoro walka jest od dawna zakontraktowana? Tu idzie o poważne pieniądze, to nie jest jakaś tam lokalna imprezka sportowa. My proponujemy, aby dla uczczenia pamięci wybitnego rodaka bokserzy wystąpili w komeżkach i zadawali sobie co drugi cios. Te niezadane niech dedykują Janowi Pawłowi. Z kolei w Raciborzu odwołano koncert zespołu KULT, który miał się odbyć 1 maja. Brawo!!! W dniu beatyfikacji Piotra Naszych Czasów żadnego rockowego wycia nie będzie. Koniec, kropka! Teraz czekamy kiedy episkopat, wespół w zespół z rządem opracuje specjalny kalendarz, co i kiedy nie może się odbywać, ponieważ przypada rocznica jakiegoś wydarzenia w życiu Karola Wojtyły. Byłoby niestosowne, aby w dniu, w którym Papież złamał szyjkę kości udowej (28 kwietnia) odbyło się cokolwiek o świeckim charakterze. Tego dnia naród ma chwalić Pana, zawodzić nabożne pieśni i umartwiać się klepiąc pacierze. Z kolei ścisły post tudzież szlaban na rozrywkę obowiązywać będzie 15 lipca, w rocznicę operacji naszego błogosławionego. Takich dat w życiorysie Jana Pawła 2 jest wiele. Właściwie cały rok może być zajęty przez ich rozpamiętywanie. I bardzo dobrze. Po co Polacy mają się bawić, rozwijać kulturalnie czy sportowo, kiedy mogą pędzić życie pogrążeni w wiecznej zadumie nad kolejnymi etapami ziemskiej egzystencji największego z nich. Jeżeli komuś wydaje się, że pomysły opisane na początku przyczyniają się do większej chwały błogosławionego Karola, to jest w koszmarnym błędzie. Takie działania odstręczą ludzi od świętych i błogosławionych, a kościoły będą omijane wielkim łukiem. Szanowni dewoci, średniowiecze już mieliśmy i nie ma potrzeby do niego wracać. SOBCZAK i SZPAK |
| WYPUKALIBY… W Domu Wariatów Polsce Napoleon ma pełną swobodę. Szaleje, jest w swoim żywiole. Znowu insynuuje, pomawia, oskarża i osądza. W wariatkowie nie ma miejsca na normalne życie. Wszystko sprowadzone jest i podporządkowane katastrofie smoleńskiej. Posłowie, senatorowie o niczym innym nie debatują. Tu jest spór, tu jest zażarta dyskusja. Prawdziwe życie ich nie interesuje. Oni nie żyją tu i teraz. Rząd zdurniał do tego stopnia, że dał się wciągnąć w to szaleństwo i na serio dyskutuje z Napoleonem i jego obłąkańczymi tezami. Dodaje mu ważności i splendoru, nobilituje go. Dotyczy to zresztą całej napoleońskiej psiarni, która prześciga się w lżeniu, chamskim obrażaniu, poniżaniu prezydenta i premiera. Niemrawo i nieporadnie próbują im dorównać lewicowe czubki. Żeby było śmieszniej, Napoleona wcale to nie raduje. Wręcz przeciwnie, lekceważy ich i gardzi nimi. Bo Napoleon, tak naprawdę kocha tylko siebie. Całą resztę traktuje wyłącznie instrumentalnie. To rzeczywistość ma się do niego dostroić, dopasować, a nie odwrotnie. Dlatego cały czas na politycznej scenie wystawia „Tragedię Smoleńską”, nieustannie zmieniając jej treść i obsadę. To już jest epickie dzieło, wielki dramat oskarżycielski. Nie ma takiej osoby na świecie, której by Napoleon nie wciągnął do swojej gry, nie użył jej w roli argumentu na poparcie swoich chorych wywodów. Grali już u niego Putin, Miedwiediew, Cameron. Teraz przyszedł czas na resztę wielkich tego świata. Ostatnio w Domu Wariatów Polsce Napoleon ogłosił, że zapowiedź przyjazdu na pogrzeb polskiego prezydenta wielu głów państw była powiedzeniem Rosji, iż świat sobie nie życzy, aby na jej terenie ginęli najważniejsi ludzie z innych państw. Nie ośmielamy się tego skomentować, gdyż nie jesteśmy biegli w psychiatrii. Powiedzieć możemy jedynie, że jak na tragedię, jest to tekst dosyć pocieszny. Nie podejrzewamy, żeby Napoleonowi, wygłaszającemu powyższe słowa chodziło o taki wydźwięk. Innym, jeszcze bardziej zabawnym, a właściwiej będzie napisać sensu stricte wariackim pomysłem jest UWAGA!!! chęć przeniesienia wszystkich polskich cmentarzy ze Wschodu do Ojczyzny! Marzeniem Napoleona jest, by ciała pomordowanych w Miednoje, Smoleńsku i innych wschodnich miejscach kaźni, znalazły swoje miejsce w wielkim mauzoleum, miejscu monumentalnym, świadczącym o pamięci narodowej. O mój Ty Panie Boże, chyba zapomniałeś o naszym Domu Wariatów! Rozumiemy, że facet jest uzależniony od prochów. Ale żeby od wszystkich? Nawet tych cmentarnych? Tego jeszcze w żadnym teatrze nie grali. Nawet w najbardziej zakręconym i odjechanym. Strach pomyśleć, co gość by wyczyniał, gdyby miał realną władzę. Byłby gotów zapędzić naród do wznoszenia piramidy albo jeszcze czego innego, co byłoby na miarę jego wyobrażenia wielkiego, monumentalnego mauzoleum. Jeżeli komuś się wydaje, że szaleństwo, obłęd ma jakieś granice, to bardzo się myli. Napoleon nie powiedział ostatniego zdania i nigdy go nie wypowie. SOBCZAK i SZPAK P.S. Ostatnio na oddział Napoleona przyjęta została grupa mieszkańców Gdańska, gdzie powitano ich entuzjastycznie. A to wszystko dlatego, że wystąpili oni do prezydenta Gdańska z prośbą o zbieranie podpisów pod wnioskiem o beatyfikację Anny Walentynowicz. Gdyby ludzie po każdym takim pomyśle pukali się w czoło, jak nic wypukali by sobie dziury w głowach. Taka jest ich ilość i siła rażenia. |
| CIĄG DALSZY Dzisiejszy felieton jest właściwie ciągiem dalszym tego z zeszłego tygodnia. Pisząc wtedy, nie znaliśmy jeszcze dokumentów do których dotarli dziennikarze lokalnej Gazety Wyborczej. A odkryli wielce ciekawe sprawy. Weszli w posiadanie dwóch list zatytułowanych „Nagrody specjalne za szczególny wkład pracy na rzecz Bydgoszczy w latach 2006-2010” Pierwsza obejmuje 45 wysokich urzędników ratusza, zaś druga 18 niezatrudnionych w Urzędzie Miasta. Jak się zapewne Czytelnicy domyślają, nagrody były w gotówce. W sumie około 260.000,- (dwieściesześćdziesiąttysięcy)! Oba dokumenty osobiście podpisał odchodzący prezydent Konstanty Dombrowicz, zaś kasa została wypłacona 10 grudnia ub. roku, czyli już po przegranych przez Dombrowicza wyborach, a jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Z pozoru nic specjalnego. Jednak śledztwo dziennikarskie wykazało, iż nagrodzone osoby łączy jeszcze coś, poza uznaniem byłego prezydenta. Większość z nich finansowała kampanię wyborczą „Miasta dla Pokoleń”, czyli komitetu wyborczego Konstantego Dombrowicza. Z całej tej sprawy wyciągnąć można taki oto wniosek: władza to konfitury do których ma dostęp jedynie króliczek i jego przyjaciele. Z tego przywileju – jak widać powyżej – Dombrowicz korzystał do końca. Nawet odstrzelony, z przetrzepanym przez wyborców futerkiem sięgnął po szmal do miejskiej kasy i rozdał go wielce zasłużonym (hi, hi) dla miasta Bydgoszczy. Zdałoby się poznać te zasługi, ale nikt z nagrodzonych nie kwapi się do ich wyliczenia i pochwalenia się nimi. A prawda o tych wybitnych Bydgoszczanach jest taka, że zasłużyli się generalnie tym, iż najpierw dokonali prywatnych wpłat na kampanię wyborczą Dombrowicza Konstantego, po czym prezydent za ten wkład i za zaaaangażowanie przyznał im solidne nagrody pieniężne. Od strony prawnej wszystko niby jest o.k. A że tak naprawdę te nagrody to zwrot nakładów poniesionych na kampanię wyborczą, nie powinno ciemnego bydgoskiego ludu obchodzić. Wpłaty pieniężne były prywatne, ale ich zwrot nastąpił już z publicznej kasy, dzięki czemu my, podatnicy, staliśmy się de facto fundatorami tych wszystkich plakatów, bannerów i konterfektów kandydata Konstantego. Niby prawo nie zostało złamane, a jednak z moralnego, czysto ludzkiego punktu widzenia cała ta sprawa jest obrzydliwa i haniebna! Przewidywaliśmy koniec kariery Konstantego Dombrowicza, ale nie przypuszczaliśmy, że ta prezydentura zakończy się w tak marnym i żałosnym stylu. SOBCZAK i SZPAK |
| JUŻ WIEMY Dzięki debacie sejmowej (19.01.) Polacy dowiedzieli się, że do katastrofy smoleńskiej nie doszło by, gdyby premierem był Jarosław Kaczyński. To zapewnienie padło z ust samego prezesa. Oczywistą oczywistością jest, iż taki dowód jest jak dogmat z którym się nie dyskutuje. Kaczyński już dzień po katastrofie smoleńskiej wiedział, że całkowitą winę za nią ponoszą Rosjanie. Kwestią czasu jest udowodnienie, iż był to zamach, którego celem był oczywiście prezydent Lech Kaczyński. Powszechnie wiadomo, iż Rosjanie bali się go jak nikogo na świecie. Premier Putin i prezydent Miedwiediew doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że Rosja traci na znaczeniu, nikt się z nią nie liczy i twarda polityka ze strony prezydenta tysiąclecia Lecha Kaczyńskiego może doprowadzić ten kraj do całkowitego upadku. Logiczne więc, że tylko fizyczna eliminacja tego najwybitniejszego męża stanu mogła uratować Rosje przed katastrofą. Tak też się stało. Mąż, a zarazem pełnomocnik córki nieżyjącego prezydenta Dubieniecki poinformował, że są przynajmniej trzy powody, dla których Rosja dokonała zamachu. Po pierwsze, zemsta za Gruzję. To właśnie dzięki Lechowi Kaczyńskiemu nie doszło do III wojny światowej, której zarzewiem miał być konflikt rosyjsko-gruziński. Po drugie, Rosjanie bardzo bali się reelekcji prezydenta Kaczyńskiego. I słusznie, gdyż w Polsce cieszył się on niezwykłą popularnością, wielkim szacunkiem i uznaniem. Ponowny wybór był tylko formalnością. Po trzecie wreszcie, Unia Europejska nie podejmowała żadnej decyzji bez konsultacji i zgody polskiego męża stanu, żeby nie powiedzieć męża opatrznościowego Europy, ba świata. Tylko idiota, człowiek małej wiary, bez godności, honoru i filorusek może temu zaprzeczyć. To są fakty z którymi dżentelmeni nie dyskutują. Zamach na prezydenta tysiąclecia był przez Rosjan precyzyjnie przygotowany i przeprowadzony. Putinowskie specsłużby zadbały o to, by obchody katyńskiej rocznicy osobno celebrował premier i osobno prezydent. Potem zmusiły w sobie tylko wiadomy sposób Lecha Kaczyńskiego, by spóźnił się na samolot. Ten czas potrzebny był na spreparowanie lotniska i przygotowanie sztucznej mgły nad Smoleńskiem. Wbrew pilotom, a szczególnie ich zwierzchnikowi generałowi Błasikowi (abstynentowi uzależnionemu od komunii), którzy nie chcieli i nie zamierzali w takich warunkach lecieć, a tym bardziej lądować, zmuszono ich do wykonania tego samobójczego lotu. Perfidnie, przy pomocy wrednego, od początku do końca zakłamanego raportu MAK-u próbowali polskiej opinii publicznej wcisnąć ciemnotę, iż osoby będące w kokpicie TU-154M wywierały nacisk na załogę. Przecież każdy wie (obojętnie czego by nie robił), iż patrzenie mu na ręce przez szefa działa wyłącznie rozluźniająco, a nie stresująco. Dowodem na to słowa kapitana Protasiuka: Jak nie wyląduję, to mnie zabije…, co jest oczywistym żartem, bo jak powiedział Jarosław Kaczyński, kapitan w tym momencie mógł myśleć o swojej żonie. Każde inne myślenie o tej katastrofie jest nieuprawnione i jest czystym ZAPRZAŃSTWEM, wymagającym zainteresowania służb specjalnych. Za katastrofę – zamach smoleński odpowiadają w 100% Rosjanie, a poprawniej i na czasie będzie RUSCY!!! SOBCZAK i SZPAK P.S. Ci wszyscy godni, będący na ścieżce prawdy i kursie sprawiedliwości domagają się odtajnienia wszystkiego co ma związek z tą tragedią. I SŁUSZNIE, WSZYSTKIEGO! Czekamy na ujawnienie treści rozmowy telefonicznej, jaką na krótko przed lądowaniem przeprowadził Jarosław Kaczyński z bratem Lechem! |
| JUŻ PORA Doszliśmy do wniosku, że już pora aby zadać kilka pytań Panu prezydentowi naszego miasta Rafałowi Bruskiemu. 14 grudnia, czyli ponad miesiąc temu, wygłosił Pan expose. Miesiąc to dużo, można przez ten czas już coś zrobić. Zajrzeliśmy zatem do expose i tam wyczytaliśmy, iż powiedział Pan: „Swoją prezydenturę rozpocznę od wnikliwej analizy stanu finansów miasta…”. I co, gdzież jest ta analiza? Jak długo można przeglądać księgi? Po ponad miesiącu jeszcze nic nie wiadomo? To może chociaż poinformuje Pan mieszkańców, ile kosztowała pańska i Pana konkurenta Konstantego Dombrowicza kampania wyborcza, i skąd pochodziły pieniądze które Panowie na nią wydali? To chyba wiecie! Na takie podsumowanie miesiąc to aż nadto. Wydaje nam się, iż mieszkańcom Bydgoszczy należy się ta wiedza, zważywszy na rozmiar, natłok i nachalność działań reklamowych, szczególnie pańskiego kontrkandydata. Kolejny fragment expose: „Możliwość, którą dali mi wyborcy – pełnienia tej służby – to wielki zaszczyt, to jednak przede wszystkim olbrzymia odpowiedzialność. W szczególności za bezpieczeństwo, za rozwój naszego miasta, za przyszłość kilkuset tysięcy mieszkańców…”. Nie chcemy być złośliwi, ale kiedy słyszymy takie teksty, mamy ochotę dopowiedzieć bla, bla, bla… Ale idźmy dalej. Jeżeli czuje się Pan odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców, to niechże się Pan przejedzie bydgoskimi ulicami. Szczególnie polecamy wyjazd z miasta w kierunku Torunia przez Łęgnowo. Stan nawierzchni większości naszych ulic to już nie tragedia, a katastrofa! I proszę nie zrzucać tego na ostrą zimę. Przez ostatnie dwa tygodnie mieliśmy odwilż i właściwie jesienną pogodę. Co przeszkadzało w natychmiastowej naprawie ulic niezdatnych do jeżdżenia? Gdzie są służby miejskie, które powinny oczyścić miasto z niezliczonej ilości hałd obrzydliwego, brudnego, zlodowaciałego śniegu? Na co czekają? Na wiosnę?! Za co do cholery tym służbom się płaci? Miasto jest koszmarnie zaniedbane, wygląda ohydnie. Wszędzie brud, smród, dziury i te kretyńskie, nie wiadomo na co trąbiące anioły, rodem z jarmarku w Murzasichlu. Nie widzi Pan tego, Panie prezydencie? To proszę przetrzeć oczy. I jeszcze jeden fragment expose: „Obywatel musi mieć pewność, że jego głos zostanie wysłuchany…”. Wierząc w wypowiadane przez Pana słowa, z niecierpliwością czekamy na odpowiedzi na nasze pytania, bo chcemy mieć pewność, że nasz głos wysłuchany będzie! SOBCZAK i SZPAK |
| PRAWDZIWE ŻYCIE Tak to już jest, że jak człowiek wsiąknie w politykę, to świata rzeczywistego wokół siebie nie widzi. Wiemy to z autopsji. Bez przerwy piszemy o politykach, o tym co mówią i wyrabiają. A przecież prawdziwe życie toczy się obok polityki, tuż obok nas. Kiedy my zastanawiamy się nad długiem publicznym rosnącym pionowo do góry, ubolewamy nad jego rozmiarem, w nowootwartym warszawskim klubie „SHOW” piosenkarka Doda o 3 nad ranem zaatakowała słownie i fizycznie aktorkę Monikę Jarosińską. Wygarnęła jej co myśli o niej i jej kontaktach z Radosławem Majdanem, cyt: „R…ś się z Radkiem, a jeśli on cię nie chciał, to znaczy że śmierdzisz…” (Wszystkie cytaty „SUPEREXSPRESS” 12.01.2011). Ileż to jedno krótkie zdanie ma w sobie treści. Ile mówi o prawdziwym życiu i prawdziwych problemach. Mamy tu dramat artystki Jarosińskiej, której Radek nie chce r...ać. Ale mamy również dowód na to, jak wielkie znaczenie w stosunkach międzyludzkich ma higiena. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi piosenkarki. Ponieważ Radosław Majdan jest osobą doskonale Dodzie znaną, nie mamy podstaw aby nie wierzyć w jej słowa. Brak nam tylko postawienia kropki nad i. Jeżeli Majdan nie r…a tylko w przypadku, gdy partnerka śmierdzi, to możemy domyślać się powodu jego rozstania z Dodą. W innej sytuacji kategoryczne stwierdzenie Dody nie miałoby sensu, bo nie opierałoby się na faktach. Z drugiej strony mamy podejrzenie graniczące z pewnością, iż Dorota Rabczewska jest ofiarą braku wychowania seksualnego w polskich szkołach. Jest w tym względzie niedoedukowana i nie wie, że istnieje 100, a nawet 1000 różnych powodów odstręczających partnera od r…ania partnerki. Wrażenia zapachowe mają znaczenie, ale tylko w sytuacji kiedy partner jest niedopity. Od pewnej ilości promili węch stępia się tak jak wzrok i każda Doda, każda Jarosińska jest królową i każdy chłop, nie wyłączając Radka, ma ciąg na bramkę. Idźmy dalej. Rozpatrywany tu cytat jakże dużo mówi o naturze człowieka, o jego psychice i stanach emocjonalnych. Otóż artystka Doda, ponoć szczęśliwa w związku z Nergalem, nie jest w stanie zapomnieć o swoim byłym mężczyźnie. Ba, jest o niego chorobliwie zazdrosna. Im bardziej podkreśla, że nic jej z Majdanem nie łączy, tym bardziej histerycznie zachowuje się wobec jego nawet domniemanych partnerek, o czym świadczą te słowa, cyt: „Zabiję cię, zniszczę ci karierę i zdechniesz na białaczkę…”. Ta deklaracja została poniekąd potwierdzona czynem, ponieważ Doda rzuciła się na aktorkę Jarosińską, drapiąc ją, bijąc po twarzy i szarpiąc za włosy (źródło informacji jak wyżej). Jest nawet lista uszkodzeń, jakich doznała Jarosińska: wyrwane włosy, podbite oko, podrapane policzki, zadrapana szczęka, ślady duszenia na szyi, stłuczone prawe ramię i krwiaki na rękach. Wyżej opisany przykład wymownie pokazuje, że prawdziwe życie stroni od polityki. Dla Dody o wiele ważniejsze jest kogo r…a Radek, niż jakie poparcie ma PO czy kogo faktycznie pochowano na Wawelu. I to dotyczy nas wszystkich, bo żyjemy tu i teraz, w realnym świecie, a nie w politycznym Matrixie. SOBCZAK i SZPAK P.S. Niektórzy politycy zaczynają tę różnicę zauważać, przez co stają się ludzcy, bardziej nam bliscy. Oto minister Elżbieta Radziszewska przypomniała sobie właśnie, że bez mała 10 lat temu jej kolega partyjny W. Frasyniuk zwrócił się do niej, cyt: „Ty kur…”. Piękne jest to, że minister Radziszewska pamięć posiada i nie ma żalu do kolegi, cyt: „Uwielbiam Władka i uwielbiać będę.”. My też! |
| CHWILA PRAWDY Bywają takie chwile, w których politycy nagle mówią prawdę. Nikt nie wie z czego to wynika, nikt nie orientuje się, jakie warunki muszą być spełnione, aby prawda wypłynęła z ust polityka. Czy to sprawa ciśnienia, wilgotności powietrza, temperatury czy jeszcze czegoś innego? Ostatnio mieliśmy kilka przypadków takiego cudownego, niekontrolowanego wybuchu prawdy. Wszyscy wiedzą o wyczynie minister pracy Jolanty Fedak, która zamieszała w sprawie składek emerytalnych. W mediach zawrzało, dlatego my nie chcemy specjalnie się nad tym rozwodzić. Nas interesuje erupcja prawdy, która 10 stycznia przeszła zupełnie bez echa, a szkoda. Poseł Stefan Niesiołowski, w rozmowie z red. Kuźniarem ani przez moment nie kombinował, nie kręcił, tylko mówił prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. Dziennikarza interesowało, dlaczego rząd premiera Tuska nie przeprowadza zapowiadanych reform. Czyżby premier bał się, iż trudne, niepopularne reformy mogą sprawić, że po nadchodzących wyborach Platforma będzie grzała ławy opozycji? I tu zaskoczenie. Poseł Niesiołowski potwierdził te podejrzenia w całej rozciągłości! Tak jest, PO nie przeprowadza reform, ponieważ może ponieść poważne koszty polityczne, czytaj: Kaczyści mogą dojść do władzy, dlatego żadnych reform nie będzie. Rząd generalnie skupi się na walce z PiS-em, na zagrodzeniu mu drogi do Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 4. No i mamy jasność. Straszak w osobie Kaczyńskiego jest dla Platformy dobry na każdą okazję. Wystarczy zagrozić powrotem PiS-u do władzy i mamy gotowe usprawiedliwienie dla nierobów i próżniaków z ekipy Tuska. To jakaś chora, paranoiczna sytuacja. W ten sposób brniemy donikąd. PO mówi – ustami Niesiołowskiego – jasno i wyraźnie: będziemy pozorowali pracę, będziemy obiecywali ofensywy ustawodawcze i reformy, których nigdy nie zrealizujemy. I słusznie. Bo celem tych gości nie jest dobro państwa i pomyślność jego obywateli, a władza sama w sobie i trwanie przy niej za każdą cenę. To musi wcześniej czy później skończyć się katastrofą! SOBCZAK i SZPAK |
| RÓŻNE TAKIE Dzisiaj kilka komentarzy różnych takich, luźno z sobą powiązanych, co to nam po głowach ostatnimi czasy chodziły. Zaczniemy jednak od prośby, skierowanej do Szanownych Czytelników. Gdybyście kochani zauważyli gdzieś w Polsce idącą grupkę rodaków mocno przygiętych, z nosami przy ziemi, to wiedzcie, że to bieży nie kto inny, tylko nasz rząd PRZYBITY CIĘŻAREM ODPOWIEDZIALNOŚCI!!! Dajcie nam znać gdzie są i w jakim kierunku zmierzają. Bo my, pomimo usilnych starań i wzmożonego śledzenia premiera Tuska & Company, nie jesteśmy w stanie ani wyczuć, ani pojąć, dokąd oni idą i kto tam kogo faktycznie prowadzi. Zapewne ulżyłoby zmęczonemu, wyczerpanemu od ciągłego zapowiadania ofensyw ustawodawczych rządowi, gdyby mógł to brzemię odpowiedzialności na kogoś zrzucić. Ba, w tym sęk. Na kogo!? Dookoła Sami Swoi, a ciemnemu ludowi przejaśnia się i nie wszystko już kupuje. Coraz bardziej nam się widzi, że jak tak dalej pójdzie, to ten ciężar odpowiedzialności będzie gwoździem do trumny partii, która szczyci się tym, iż nawet nie ma z kim przegrać. A taki Arnold Schwarzenegger miał. Kalifornijski ciemny lud przejrzał w końcu na oczy, zobaczył 30. miliardowy deficyt i natychmiast kazał spadać republikańskiemu jełopowi z gubernatorskiego stołka. Teraz drewniany aktorzyna może szukać pocieszenia w Hollywood, grając kolejnego amerykańskiego super bohatera ratującego świat (bo jakże by inaczej), albo udać się do Iraku i Afganistanu zagrzewać do boju dzielnych amerykańskich żołnierzy, by wprowadzili demokrację za wszelką cenę, nawet gdyby w tych krajach nie miał pozostać kamień na kamieniu. Nieco inne podejście do Iraku i Afganistanu ma nasz Minister Obrony Klich, z zawodu psychiatra. Dla niego najazd i okupacja przez polskich żołnierzy tych dwóch krajów to ZNAKOMITY POLIGON! Oczywiście, po kiego grzyba toruńskiego strzelać ze ślepaków do jakichś atrap, inscenizować bitwę, fingować nalot czy symulować ostrzał artyleryjski. To wszystko można mieć naprawdę. Naprawdę można zabijać, naprawdę można ginąć. Minister – psychiatra powiedział, że zupełnie inne wojsko wraca z wojny, a zupełnie inne z poligonu. I ma rację. Z poligonu nie wracają ludzie okaleczeni psychicznie i fizycznie. Przecież nasi żołnierze, jadąc na wojny sprowokowane, sfabrykowane przez największego agresora na świecie Stany Zjednoczone, nie walczą o naszą wolność, nie biją się z okupantem, tylko przelewają krew w interesie USA. Zdają sobie z tego doskonale sprawę, dlatego czują się jak najemnicy, jak Legia Cudzoziemska. Stąd ta okaleczona psychika i rany, które się nigdy nie zabliźnią. Ale minister – psychiatra jest z tego dumny. Zapewne najchętniej wysłałby całe nasze wojsko wszędzie tam, gdzie Ameryka stworzy kolejny po Afganistanie i Iraku znakomity „poligon”. Żeby daleko nie szukać, proponujemy Białoruś. SOBCZAK i SZPAK P.S. Im bardziej w telewizji lamentują z powodu OFE, zastanawiają się co z nimi będzie, tym głośniej wołamy NIECH JAK NAJSZYBCIEJ SCZEZNĄ! Te całe fundusze jawią się jako jeden wielki przekręt. Zmuszono ustawowo Polaków do płacenia haraczu na rzecz OFE. Goście w nich zatrudnieni grają naszymi pieniędzmi bez opamiętania na giełdach (do tej pory stracili 24 mld zł.), biorą za to wysokie prowizje, premie, nagrody i włos im z głowy nie spada. To jest numer stulecia. Fundusze emerytalne TAK, ale tylko dla tych, którzy chcą przystąpić do nich DOBROWOLNIE, bo wierzą, że fundusz im pieniądze pomnoży. A to już jest ich prywatna sprawa. |
| …I POGRZEB Pamiętacie państwo rok 1999? To właśnie wtedy rząd Jerzego Buzka i on osobiście wprowadzali swoje słynne cztery reformy. Złośliwi mówili, że to cztery reformy i pogrzeb. Obecne dyskusje nad systemem emerytalnym, ze szczególnym uwzględnieniem OFE skłoniły nas do zastanowienia, czy owe reformy okazały się sukcesem, czy też autentyczną porażką. Najmniej złego można powiedzieć o reformie terytorialnej. Chociaż wywoływała ona najwięcej emocji, to jednak po czasie widać, że jej skutki nie są wcale tak opłakane, jakby to się z początku wydawało. Za to pozostałe to katastrofa! O reformie służby zdrowia można właściwie mówić tylko źle. Do dzisiaj ta najważniejsza ze służb, bo mająca dbać o nasze zdrówko, nie działała tak jak powinna. Wiecznie zadłużona, opierająca się o ciągle reformowany status, jest utrapieniem pacjentów i wielkim bólem głowy rządzących. Najgorsze, że nie widać światełka w tym tunelu. To samo dotyczy reformy oświatowej. Gimnazja okazały się poronionym, wstecznym, żeby nie powiedzieć durnym pomysłem. Nagle grupa młodzieży znalazła się w rozkroku, między dzieciństwem a dorastaniem. Ile to nastręcza problemów, najlepiej wiedzą pedagodzy, którzy już od dawna biją na alarm i apelują, żeby coś z tym zrobić. No i wreszcie reforma emerytalna. To chyba największa, najboleśniejsza i najbardziej wstydliwa porażka. Siłą zmuszono dużą grupę Polaków do obowiązkowego odprowadzania części swoich, odkładanych na emeryturę pieniędzy do OFE. Podobno ten tzw. II filar miał ich uniezależnić od dziadowskiego ZUS-u i zapewnić w przyszłości godziwe świadczenia. Co światlejsi ekonomiści i publicyści już wtedy krzyczeli, że nie wygląda to wcale tak różowo. Niestety mieli rację. Brak wystarczającej kontroli państwa nad OFE sprawił, że fundusze żywiły się składkami naiwnych wpłacających i inwestowały je w sposób karygodny (grając na giełdach utopiły 24 mld naszych pieniędzy). Ludzi bulwersują pensje, jakie wypłacali sobie włodarze OFE. W końcu mieli z czego brać. Przymuszeni do haraczu rodacy nabijali im kabzę, więc można było nie tylko brać, ale i grać do woli, nie bacząc na ryzyko. I teraz pytanie najważniejsze: czy ktoś za te spaprane reformy odpowie? Wolne żarty… Nie w Polsce. To następcy nigdy nie robią krzywdy poprzednikom. Przecież każdy z nich będzie kiedyś na ich miejscu. SOBCZAK i SZPAK |