Szanowny Panie
Serdecznie pozdrawiamy i informujemy, ze oczywiście nie mamy nic przeciwko przedrukom. Już niedługo na naszej stronie pojawią się i inne materiały, w tym wierszowane. Korzystanie z nich pozostawiamy do Panskiego uznania.
Jest nam miło, że to wlasnie nasze publikacje Pan propaguje.
Kłaniamy się. Kabaret KLIKA
 
 

Kabaret Autorów
Marek Sobczak
&
Antoni Szpak

  «Za pieniądze ksiądz się modli»mp3  
   
 
SPRAWY ISTOTNE

       Gdyby na sesję Rady Biskupów Diecezjalnych nasi hierarchowie przylecieli na miotłach, a Rada odbywałaby się na Łysej Górze, można by mniemać, że odbył się sabat. Niestety, książęta Kościoła przybyli na Jasną Górę swoimi wypasionymi limuzynami, by przyjąć wspólne stanowisko w sprawie krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Celowo zaczęliśmy od niewybrednego żartu, bo też ten cały spęd ekscelencji był żartem i kpiną. Bo cóż ta Rada uchwaliła w sprawie krzyża? Nic!!! I z tego NIC wydała komunikat. Konkretyzując biskupi orzekli, że to nie ich sprawa i nie ich teren. Czyli po naszemu, nie ich cyrk i nie ich małpy. Wzorem jednego gościa z Biblii umyli ręce i tyle ich dziennikarze widzieli. Znowu górę wzięła wielka roztropność Kościoła. Stanowisko Arcy Michalika i Arcy Nycza to cynizm wymieszany z obłudą. Duchowni w Polsce wypowiadają się na każdy temat, wtykają nos w każdą sprawę, która nie dotyczy ich poletka. Jeżeli ktokolwiek wkracza na ich teren, są głusi i niemi. Zajęcie jasnego stanowiska w sprawie krzyża wywołałoby opór i niechęć moherowych wyznawców toruńskiego bożka. A z nimi żartów nie ma. I z tego zdaje sobie sprawę ta zakłamana Rada Diecezjalnych Obłudników.
        Obchody 30 rocznicy podpisania Porozumień Gdańskich, czyli de facto 30 rocznica powstania Solidarności, świętowane są bez jej głównych bohaterów. Najważniejszy jest przewodniczący Śniadek i jego dworskie towarzycho, wypasione na państwowej kasie. Ze składeczek związkowców jakoś się pensyjki nie chce pobierać. Jak pan Śniadek posiedzi na związkowym stołku jeszcze 10, 15 lat, to o Wałęsie przy nim nikt nie śmie nawet wspomnieć. Prawda o narodzinach Solidarności będzie taka, że to Śniadek przeskoczył przez płot i tym wielkim długopisem załatwił komunę. W końcu ileż to roboty? Od tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego upłynęło zaledwie cztery miesiące, a już katoprawicowa propaganda trąbi, że był to prezydent tysiąclecia, dlatego w każdym mieście należy mu się krzyż, tablica, ulica, obelisk, pomnik i kopiec. My proponujemy Kopiec Kartofli, niemniejszy od Kopca Kościuszki. Znowu szydzimy, bo mamy w uszach wypowiedź ekscelencji, generała Arcy Głódzia. Ten „Pasterz z betonu”| miał za złe, że nikt do tej pory nie przeprosił Lecha Kaczyńskiego. Już przepraszamy! Ale najpierw niech ktoś z otoczenia byłego prezydenta, najlepiej Jarosław, przeprosi Polaków za koszmarną prezydenturę, pełną kompromitujących wpadek i decyzji, ośmieszających nas w oczach całego świata. Autorytet prezydenta Kaczyńskiego, jego ranga była tak wielka, że nikt go w Europie nie zapraszał, nie traktował poważnie, niczego nie konsultował. Gdyby nie tercet egzotyczny (Saakaszwili, Juszczenko i Klaus) nie miałby do kogo latać i z kim pogadać. Takimi to sukcesami odznaczała się polityka zagraniczna Lecha Kaczyńskiego. Aha, umiał jeszcze papieżowi rzucać się do nóg i obcałowywać biżuterię. Na politykę wewnętrzną, prowadzoną przez prezydenta tysiąclecia, spuśćmy kurtynę milczenia, bo wstyd jedynie i sromota.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
OFE to wbrew pozorom nie UFO ani polska Cosa Nostra, chociaż do tej ostatniej jakby podobne. Goście w mistrzowski sposób weszli w posiadanie niebywałej kasy, grali sobie nią na giełdzie, przeputali 24 mld, i w nagrodę za to pobierają najwyższą w Europie prowizję. Żeby było już do końca śmiesznie i żartobliwie, zamiast to towarzycho z OFE zagonić przed oblicze prokuratora, zagoniono ich przed oblicze premiera, a ten w ostrych słowach powiedział im oj, oj, oj.
 
ROZWIĄZAĆ NIK!

       Prezes Najwyższej Izby Kontroli ogłosił raport na temat stanu przygotowań do EURO 2012. Raport druzgocący. W procesie przygotowań stwierdzono nieprawidłowości, które mogą istotnie zakłócić organizację EURO 2012 w naszym kraju. Blisko połowa ze skontrolowanych przez NIK przedsięwzięć nie jest realizowana zgodnie z przyjętym harmonogramem. Wywiązanie się w terminie z wielu inwestycji stoi pod znakiem zapytania. Problemy dotyczą przede wszystkim dróg ekspresowych oraz inwestycji komunikacyjnych w miastach. NIK zwraca uwagę, że nadal nie ma całościowego planu przygotowań do organizacji Euro 2012. Zdaniem kontrolerów jego brak jest jedną z najistotniejszych przyczyn licznych opóźnień. Wiele zastrzeżeń wzbudziła działalność Spółki PL.2012, koordynującej przebieg przygotowań do Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Na 71 jej pracowników (stan z listopada 2009 r.), aż 30 zaliczało się do kadry kierowniczej. Czyli w przybliżeniu jeden zarządzający nadzorował pracę jednego pracownika niższego szczebla. NIK oblicza, że spółka wydała 2,7 miliona złotych w sposób niegospodarny. PL.2012 zlecała na przykład zewnętrznym firmom zadania, które z powodzeniem mogli wykonać jej pracownicy. Zamawiała także usługi, których celowość trudno uzasadnić. Kontrolerzy twierdzą, że z części zadań nałożonych na siebie spółka nie wywiązała się wcale lub zrobiła to nierzetelnie. I co? I nic! Żadna głowa nie poleciała, nikt nie stracił stołka, a NIK może swoim raportem podetrzeć się.
       W związku z powyższym postulujemy natychmiastowe rozwiązanie Najwyższej Izby Kontroli. Nie jest nam ona do niczego potrzebna. To, że jest burdel wiemy i bez NIK-u. Po co utrzymywać tych skądinąd zacnych, porządnych, uczciwych i pracowitych ludzi, skoro ich praca psu na budę się zdaje. Jaki sens ma prowadzenie jakichkolwiek kontroli, pisanie raportów i analiz, jeżeli z tego w efekcie nic nie wynika? Ot, dziennikarze nasmarują coś w gazetach, gęgną coś w radiu i telewizji, i to wszystko. Jeżeli zaś chodzi o tzw. wnioski pokontrolne, to one kontrolowanych ni ziębią, ni parzą. Najzwyczajniej w świecie nie maja dla nich żadnego znaczenia. W rezultacie NIK od lat uprawia sztukę dla sztuki, a przeciwko temu, jako podatnicy stanowczo protestujemy!!!

SOBCZAK i SZPAK
 
MAŁA POLSKA

      Czym się różni proste zwierzę KURA od prostego OBROŃCY KRZYŻA, 71. letniego Eugeniusza P. z województwa lubelskiego? Kura wypróżnia się na ziemię, a Eugeniusz P. do słoika. Po tej czynności fizjologicznej kura idzie znieść jajko, a obrońca krzyża rzucić słoikiem z fekaliami w tablicę poświęconą (dosłownie i w przenośni) pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Z tego wyłania się wniosek oczywisty, iż kura to zwierzę prymitywne, ale pożyteczne, a z Eugeniusza P. pożytku żadnego nie ma, bo ma nasrane w głowie.
       Powyższy incydent trzeba i należy obśmiać, pokazać ludziom, że w sporze toczonym w cywilizowanym kraju nie tędy droga. Ale to stanowczo za mało. Prymitywy zaczadzone fanatyczną wiarą nie ulękną się prześmiewców. Nie zrobi to na nich najmniejszego wrażenia. Oni są przekonani, że czynią słusznie robiąc to co robią. Dzięki obłąkańczej polityce Jarosława Kaczyńskiego ludzie pokroju Eugeniusza P. zyskują na znaczeniu. Czują, że mają przyzwolenie na takie postępowanie. Opieszałość, wstrzemięźliwość państwa w reagowaniu na tego typu chamskie wyczyny zachęca następnych. Dzięki obrońcy krzyża z woj. lubelskiego szambo wybiło. Nie ma żadnych wątpliwości, że w takiej sytuacji jaka panuje obecnie przed Pałacem Prezydenckim pojawią się kolejni szaleńcy, którzy będą swoich racji dochodzili podobnymi metodami. Jak daleko się posuną, zależy od tego, czy władze będą trwały w niemocy, czy podejmą konkretne działania i przetną ten wrzód.
       Zastanawiające jest i to bardzo, dlaczego Platforma Obywatelska w ogóle nie reaguje na pomówienia i oszczerstwa płynące ze strony Jarosława Kaczyńskiego i prominentnych działacz PiS-u pod adresem prezydenta Komorowskiego. Trwa polowanie z nagonką. Legalnie, demokratycznie wybrany prezydent przedstawiany jest jako gość przywieziony w teczce i postawiony na to stanowisko przez niewiadomo kogo. Kaczyński wręcz powiedział, iż Komorowski objął urząd w wyniku nieporozumienia. Tego typu głosy to nic innego, jak podważanie wyniku demokratycznych wyborów. Oskarżanie prezydenta Komorowskiego o wszystko co się da, a szczególnie o ten żenujący cyrk na Krakowskim Przedmieściu, jest niezwykłą bezczelnością. Bez wsparcia PiS-u, bez osobistej zachęty Jarosława Kaczyńskiego do trwania i „bronienia krzyża” nie byłoby tego skandalu. Rodziny ofiar katastrofy z 10 kwietnia składają kwiaty i zapałają znicze na ich grobach. Jedynie Jarosław Kaczyński robi to pod Pałacem Prezydenckim, a nie na Wawelu. To, że ludzie masowo zapalali znicze i kładli kwiaty podczas żałoby, to logiczne i zrozumiałe. Gdy zginęła księżna Diana, przed Pałacem Królewskim w Londynie pojawiło się morze kwiatów i zniczy. Ale tym milionom Brytyjczyków nie przyszło do głowy, żeby przed tymże Pałacem postawić krzyż, wmurować tablicę, wznieść ośmiometrowy pomnik Diany. Nie przyszło, ponieważ jedno z drugim nie ma nic wspólnego. W Wielkiej Brytanii oddano zmarłej księżnej hołd, nie mieszając do tego polityki i wiary. Dlatego nikt nikogo tam nie podzielił, nie skłócił. Dlatego tam jest WIELKA Brytania, a u nas MAŁA, wiecznie skłócona Polska.
SOBCZAK i SZPAK

P.S
. W katastrofie lotniczej 9.05.1987r. w Lesie Kabackim zginęły 163 osoby. Do tej pory nikt nie postawił im w Warszawie pomnika, obelisku czy choćby krzyża brzozowego. I nikt się o to nie upomina. Widać są to ofiary drugiej kategorii.
 
CZY JEST PRAWO?

       Kolejny raz Polacy pokazali jakim naprawdę tolerancyjnym narodem jesteśmy. Tym razem, po krzyżowisku pod Pałacem Prezydenckim, zadymiarze – katopatrioci ruszyli do Ossowa, aby tam uniemożliwić uroczystość odsłonięcia mogiły 22 żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zginęli w 1920 roku. Ich zdaniem uszanowanie żołnierzy tej właśnie armii jest hańbą narodową, ponieważ następnym krokiem będzie stawianie pomników Hitlerowi. Cóż durniowi po rozumie, jak mu się na nic nie przyda? Cała ta afera to przyczynek do dyskusji, jakim państwem jesteśmy. Kolejny raz grupka szaleńców, moralistów z katonacjonalistycznej łąki sprawia, że cały aparat państwa ugina się przed ich krzykiem, przed ich szowinistycznymi hasłami. Uroczystość została odwołana i znowu wredne oblicze zajadłego, zaślepionego nienawiścią i ksenofobią Polaka objawiło się światu w pełnej krasie. Okazuje się, że w naszym kraju kilkunastoosobowa grupka to ogromna siła, która jest w stanie sparaliżować działania władz. Taka sytuacja powtarza się coraz częściej. Nawiedzeni katolicy, samozwańczy patrioci szantażują i terroryzują wszystkich z którymi im nie po drodze. Nikt nie ma odwagi tej anarchizującej życie państwa bandzie przeciwstawić się. Powie ktoś, że nie ma o co kopii kruszyć. W końcu każda sprawa znajduje rozwiązanie. Nikt jednak nie jest w stanie naprawić tego zła, które zostało już wyrządzone! Obraz Polaka, fanatycznego katolika utrwala się w świecie. Czas wreszcie postawić tamę dyktatowi zdewiowanych bojówek. Czas by instytucje państwowe zaczęły wywiązywać się ze swojej roli. Najwyższa pora dać czytelny sygnał, że władze nie będą już tolerowały takich historii. To przestało być tylko folklorem politycznym. Ten pseudo-patriotyczno-katolicki cyrk utrwala złą opinię o Polsce i Polakach. Nie życzymy sobie żeby oszołom, kołtun, dewot czy inna swołocz miał prawo ośmieszać i kompromitować nasz kraj. Władza musi być odważna i stanowcza, a nie tchórzliwa, bojąca się zgrai krzyczących wariatów. Czas by w naszym kraju prawo było prawem. Każde zakłócenie oficjalnych uroczystości powinno być karane z całą surowością. Każda samowolka budowlana, choćby najświętsza ze świętych, powinna być natychmiast z urzędu rozbierana. Itp., itd., etc. Na razie w Polsce obowiązują zasady: hulaj dusza piekła nie ma, krzyż dobry na wszystko, a przede wszystkim Alleluja i do przodu!

SOBCZAK i SZPAK
 
PIJANE GNOJKI…

       Dom Wariatów Polska przeżywa swój największy rozkwit. Nikt tu już nad nikim i niczym nie panuje. Anarchia puka do drzwi, a oPiSdziali z nienawiści do premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego dziennikarze kreują rzeczywistość pełną fałszu, obłudy i hipokryzji. Starają się usilnie sprawić, by Polacy żyli wyłącznie tragedią smoleńską, teoriami spiskowymi, krzyżami i pomnikami. Prawdziwe życie i prawdziwe ludzkie nieszczęścia spychają na margines, lub wykorzystują wyłącznie w celach propagandowych. W sposób bezwzględny, cyniczny i podły manipulują ludźmi, którym rozum do niczego nie jest potrzebny. Podpuszczają tych fanatyków, upewniając ich, że walczą w obronie najwyższych wartości. Przedstawiają skutek jako przyczynę i odwrotnie.
Trzeba mieć mnóstwo pogardy i zero szacunku dla czytelników pisząc, iż pod krzyżem stoją starzy, słabi, bogobojni ludzie, których bez przerwy atakują hordy pijanych gnojków, żulia i hołota. Znaczy się, w Polsce większość rodaków jest ślepa i głucha. Nic nie kojarząca i nic nie rozumiejąca. Dobrze że były transmisje telewizyjne z próby przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny, bo jeszcze by kto uwierzył, że te bzdury wypisywane przez pro PiS-owskich propagandzistów to FAKT, a może nawet FAKT ZEITUNG. Jakoś trudno było podczas tej akcji zobaczyć pijanych gnojków, żulię i hołotę. Byli za to księża, przedstawiciele prezydenta i harcerze, sprawcy postawienia w tym miejscu krzyża. Byli oczywiście słabi, bogobojni, dobroduszni, nikomu nie wadzący, modlący się jedynie do Boga staruszkowie. I to oni przepędzili spod krzyża księży, harcerzy i ludzi prezydenta. To oni Policję i Straż Miejską wyzwali od gestapo i KGB, pokrzyczeli w duchu koncyliacyjnym „Precz z komuną!”, po czym zawyli „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Biedacy zaczadzeni kadzidłem nie zauważają wolności, dzięki której bezkarnie anarchizują życie publiczne w Polsce. Było tak, czy może było inaczej? Może to te pijane gnojki, ta żulia i hołota pogoniła księży i tę całą resztę która porozumiała się w sprawie przeniesienia krzyża? Idźmy dalej. Te uduchowione, pozbawione agresji staruszki zwołały konferencję prasową, podczas której wykrzyczały swoje racje. Stanowczo zażądały, aby pod krzyż nie przychodził BYLE KLECHA, tylko ARCYBISKUP! Nazwisko nie padło, ale podejrzewamy, że nikt niżej Nycza nie ma co nawet próbować zbliżać się do ich ukochanego krzyża, bo podzieli los pięciu poprzedników od św. Anny. A propos św. Anny, słabe staruszki powiadają jasno, prezydent Kaczyński to nie byle studencik, żeby jego krzyż zanosić do kościoła akademickiego. On może stać jedynie w kościele św. Krzyża, bo tam każda kruchta pamięta Lecha Kaczyńskiego. No to episkopat ma problem. Bo żulię, pijanych gnojków i hołotę można łatwo rozpędzić, a na słabych, bezbronnych staruszków nie ma sposobu. To oni rozpędzają i dyktują warunki.
       Napisaliśmy w zeszłym tygodniu, że żadna tablica upamiętniająca nie wystarczy. I mieliśmy rację. Ma być pomnik, obelisk, kopiec, mauzoleum i krzyż, ten krzyż! Dopóki tego wszystkiego nie będzie, będą oni, biedne, słabe staruszki. A skoro ci będą, no to wiadomo, atakować ich będą pijane gnojki, żulia i hołota.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Sprawa krzyża, tego całego cyrku, który wyprawiają zdewociali fanatycy, jest prosta do rozwiązania. Wystarczy, że rząd, zgodnie z prawem, skutecznie uderzy episkopat po kieszeni (ma instrumenty), a natychmiast będzie po krzyżu i po staruszkach.
 
PRZEGIĘCIE JAROSŁAWA K.

      Kiedyś w kabarecie Tey śpiewano piosenkę o królu, który miał zwyczaj przykręcać poddanym śrubę. Wszyscy się po cichu burzyli, ale nikt nie śmiał wystąpić oficjalnie przeciwko królewskiej władzy. Aż władca przegiął pałę i tak śrubę przykręcił, że poddani zaczęli się po prostu śmiać. I to był koniec króla, jego potęgi i autorytetu. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia obecnie. PiS ze swoim prezesem dyktatorem na czele zaczęło od kilku miesięcy przysłowiową pałę przeginać. Coraz bardziej, coraz bardziej… Ostatnim elementem przegięcia jest krzyż przed Pałacem Prezydenckim. I co się stało? Ludzie przestali ten krzyż brać poważnie, dyskutować o jego miejscu, tylko zaczęli się śmiać, kpić i szydzić. Pojawiła się niezliczona ilość dowcipów i żartów, a happeningi wzięły górę nad poważną dyskusją. Do niedawna wydawało się to niemożliwe. Żadnemu Polakowi nie przyszłoby do głowy żartować z krzyża. To co teraz odbywa się na Krakowskim Przedmieściu pokazuje, że PiS pałę przegięło i osiągnęło granicę śmieszności. Nikt już nie traktuje poważnie tego co mówi prezes Jarosław i jego lizusy. Rozgrywanie pod Pałacem meczów piłki plażowej, wizyty Elvisa Presley’a, modły wyznawców pizzy, spaghetti i innych przedmiotów, tłumy rozbawionych turystów z całego świata, to skutek wariackich poczynań katoprawicowych oszołomów. Trzeba mieć świadomość, iż cała ta szopka, cały ten cyrk jest jedynie skutkiem ich działalności. TO ONI SĄ PRZYCZYNĄ!!! Nikt kto robi sobie z nich żarty nie obraża niczyich uczuć religijnych, ani tym bardziej nie bezcześci symbolu wiary tudzież pamięci ofiar smoleńskiej katastrofy. Bezczeszczenia dopuszczają się samozwańczy, fanatyczni „obrońcy krzyża”! To ci dewianci, do których nie dociera żaden argument sprawili, że Polacy nie chcą już słuchać gdzie jest miejsce krzyża, czy powinien zostać pod Pałacem, czy należy postawić pomnik zmarłemu prezydentowi. Internet pełen jest najfantastyczniejszych pomysłów i projektów. Zdecydowana większość rodaków ma już tego wszystkiego serdecznie dosyć i dlatego zaczęła się śmiać. A taki śmiech zawsze oznacza początek końca tych z których większość się śmieje. Nie bardzo rozumieli to władcy PRL-u, nie bardzo rozumie to Jarosław Kaczyński i jego świta. Mamy nadzieję, że skończą tak samo. Oby jak najszybciej!

SOBCZAK i SZPAK
 
SŁABE PAŃSTWO

       Dnia trzeciego sierpnia anno domini 2010 grupa rozhisteryzowanych dewotów i kołtunów, samozwańczych obrońców krzyża pokazała jak beznadziejnie słabym jesteśmy państwem. Pomimo tego, że mamy policję, straż miejską, wojsko i niezliczoną ilość służb specjalnych, nikt nie był w stanie wyegzekwować prawa. Państwo okazało się bezradne, zaś Konstytucja bezwartościowym świstkiem papieru, a nie najważniejszym aktem prawnym. Do niczego nie jest nam potrzebna, gdyż jej zapisów nikt praktycznie nie przestrzega. Prawo dyktuje ulica. W związku z zaistniałą sytuacją i bezradnością państwa wobec fanatyków, do społeczeństwa poszedł sygnał, że wystarczy zorganizować się w jakąkolwiek grupę, w jakiejkolwiek sprawie i można wymusić na władzy dosłownie wszystko. Szczególnie jeżeli nada się temu podtekst religijny. Moherowi dewianci ośmieszyli i skompromitowali władze. Udowodnili, że można być ponad prawem. Poczuli się silni i zaczęli dyktować warunki. Grożą i szantażują. Wzmocnieni poparciem PiS-u roszczą sobie prawo do decydowania co, gdzie i kiedy stanie przed Pałacem Prezydenckim. Najlepiej gdyby były to tablica, obelisk i pomnik! Chociaż nie jest pewne czy to by wystarczyło, czy „obrońcy krzyża” byliby usatysfakcjonowani. Bo przecież nie byłoby krzyża, tego krzyża. Najlepiej przepędźcie prezydenta Komorowskiego z Pałacu i zróbcie w nim mauzoleum Lecha Kaczyńskiego.
       Polska okazuje się być nie tylko państwem słabym, nie radzącym sobie z fanatyzmem religijnym, ale śmiesznym. Europa coraz bardziej patrzy na nas, jak na jakieś dziwadło i nie pojmuje co się tutaj wyprawia. W sejmie miejsca poselskie zajmują portrety, kwiaty i znicze. Ofiary katastrofy pogrzebane, żałoba zakończona, a tam bez zmian, pełne umartwienie i jedynie płaczek brak. Kempa zaczyna szlochać tylko na widok Sekuły. Czas najwyższy przejść do drugiego etapu i fotele poselskie wraz z portretami obudować kapliczkami. Prezydium sejmu nie dostrzega kuriozalności tej sytuacji i zgadza się na to żałosne przedstawienie, w którym szacunku dla tragicznie zmarłych trudno się dopatrzyć. W Sądzie Najwyższym dwóch nawiedzonych krzykaczy obraża skład sędziowski, lży prezydenta elekta i zmusza sędziów do opuszczenia sali. I nie dzieje im się żadna krzywda. Sąd nie czuje się obrażony, nie ma kar porządkowych, wszystko jest w najlepszym porządku. Czy można sobie wyobrazić coś podobnego w sądzie amerykańskim, francuskim, niemieckim? Tacy ludzie nie zdążyliby gęby otworzyć, a już siedzieliby w areszcie obłożeni wysoką grzywną. Inny idiotyzm z tej samej łąki. Kompania Piwowarska przeprasza, że produkuje i reklamuje piwo Lech. Kaja się i bije w piersi z powodu sloganu „Spragniony wrażeń? Zimny Lech.”. Faktycznie, macie powód do przepraszania. Przecież powinniście przewidzieć, że 10 kwietnia dojdzie do katastrofy, i że działacze PiS-u będą nieboszczyka przyrównywać do zimnego piwa. Im się zresztą wszystko już zaczyna kojarzyć ze zmarłym. Niedługo zażądają, żeby piłkarze nie biegali i nie kopali piłki na stadionie „Lecha”, bo to szarganie świętości. Tak, tak, świętości! O to rzecz idzie, żeby jak najszybciej stworzyć mit i legendę na miarę Piłsudskiego!

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Po tym żenującym, kompromitującym Polskę widowisku pod Pałacem Prezydenckim można śmiało sparafrazować słowa naszego wieszcza Adama Mickiewicza: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem – Polska jest wiochą, a Polak burakiem!”.
 
ZNAK TOWAROWY

       Posłowie PiS-u są czujni. Tropią bez przerwy, co rusz odkrywając nową aferę. Ostatnio rozpracowali Kompanię Piwowarską. Teraz namawiają Polaków do bojkotu jej produktów, ze szczególnym uwzględnieniem piwa Lech. A wszystko dlatego, iż owa Kompania prowadzi od dłuższego czasu akcję reklamową pod hasłem „Spragniony wrażeń? Zimny Lech”. To niepojęte, oburzające i karygodne – zakrzyknęli zgodnym chórem PiS-owcy. Szczególnie zirytował ich banner wiszący naprzeciw Wawelu (po drugiej stronie Wisły). Mało ich obchodziło to, że taka reklama od dawna wisi w całej Polsce. Zdaniem PiS-tropicieli tragedia smoleńska zmieniła wydźwięk hasła reklamowego. Że też kretyni przygotowujący wiele miesięcy temu kampanię reklamową Lecha nie przewidzieli, iż w katastrofie lotniczej zginie Lech Kaczyński. Gdyby ci ewidentni idioci wzięli to pod uwagę, nigdy nie ośmieliliby się zachwalać piwa przy pomocy powyższego hasła. Na szczęście PiS-owcy w porę odkryli perfidię i chamstwo twórców reklamy. Kolejnym krokiem załogi Jarosława Kaczyńskiego powinno być zarejestrowanie imienia Lech jako ZNAKU TOWAROWEGO. Wystąpcie o odebranie piłkarzom poznańskiego „kolejorza” nazwy Lech. To niedopuszczalne by biegano i kopano piłkę na Lechu. To potwarz dla pamięci wszystkich 96 ofiar smoleńskiej tragedii! A Lech, Czech i Rus? Razem też nie powinno się ich wymieniać. Jeszcze tego Czecha w towarzystwie Lecha można jakoś znieść, ale Rus!!! Wiadomo, że to on przyłożył rękę do katastrofy. Natychmiast zarządźcie usunięcie legendy o trzech braciach z literatury i programów szkolnych. Wnieście też o zakaz nadawania imienia Lech bez zgody najwyższych władz Prawa i Sprawiedliwości (czytaj: prezesa Jarosława osobiście). Brnijcie w głupocie konsekwentnie, aż do absolutnego końca. Wszak na obłęd nie ma rady ani lekarstwa.
        A teraz najbardziej przykre. Strach przed utratą kasy spowodował, że Kompania Piwowarska zdjęła banner i jeszcze ustami swojego rzecznika przeprosiła polityków i zwolenników PiS za niefortunną lokalizację reklamy ich piwa. Tym samym Kompania Piwowarska dołączyła do grona paranoików. Dlatego my olewamy tę Kompanię i jej piwo!

SOBCZAK i SZPAK
 
WYCIEKI

        Ma Ameryka, ten wspaniały kraj, na ziemi raj, problem z wyciekami. Najpierw ropy w Zatoce Meksykańskiej, a teraz tajnych dokumentów dotyczących wojny w Afganistanie. Jednego i drugiego wycieku nie udało się opanować. Ponieważ ta gigantyczna katastrofa ekologiczna nie była spowodowana przez Rosjan, naszych mediów specjalnie nie obeszła. A gdyby zapytać o nią polskich amerykanistów, dowiedzielibyśmy się, że w sumie ten wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej ma dla ryb działanie zdrowotne, a dla ludzi jest ekonomicznie pożądany, gdyż dzięki niemu amerykańskie samochody mogą jeździć na wodę, pod warunkiem, że będzie to woda z w/w Zatoki.
       Prawdziwy ból głowy ma USA z wyciekiem 92 tysięcy raportów amerykańskiej armii i wywiadu, odsłaniających prawdziwą, kompromitująca stronę afgańskiej wojny. Dokumenty ujawniono za sprawą 22-letniego analityka wojskowego Bradleya Manninga. Przesyłał on raporty na internetową stronę Wikileaks, która już wcześniej ujawniła film pokazujący ostrzeliwanie afgańskich cywilów z amerykańskiego helikoptera. Głośno o sprawie zrobiło się dopiero wtedy, kiedy właściciel strony udostępnił te materiały redakcjom „New York Times”, „Guardian” i „Der Spiegel”. Bardzo serdecznie dziękujemy odważnemu Bradleyowi tudzież w/w mediom, że nie wahały się pokazać światu prawdy o tej parszywej, brudnej wojnie. Krzyk Obamy, generałów z Pentagonu i naszych geniuszy wojskowych jest wstrętny i obrzydliwy. Na tej wojnie (zresztą tak samo jak na irackiej) dzieją się rzeczy straszne i makabryczne. Po dziewięciu latach EKSPORTOWANIA przez USA do Afganistanu dobrobytu i demokracji (tak każdą napaść USA nazywają proamerykańskie matoły piszące w polskich mediach) ludność tego kraju nie ukrywa nienawiści do okupantów. Ameryka miłująca ponad wszystko pokój, włożyła już w afgańską wojnę 300 MILIARDÓW DOLARÓW! Zaangażowanych w rozróbę z Talibami jest 150 tys. natowskich żołnierzy. Żeby było śmieszniej, im więcej okupantów tym Talibowie silniejsi. Przykro nam jest, że Polacy biorą czynny udział we wszystkich napaściach Stanów Zjednoczonych. Nie mogliśmy pogodzić się wtedy i nadal twierdzimy, że decyzja prezydenta Kwaśniewskiego o wysłaniu naszych wojsk do Iraku i Afganistanu była haniebna i karygodna (mamy nadzieję, że prezydent w końcu stanie przed Trybunałem Stanu). Polska, wiecznie przez kogoś okupowana, przez wieki szczycąca się zawołaniem ZA WOLNOŚĆ NASZĄ I WASZĄ, stała się najwierniejszym i najgłupszym przydupasem Ameryki, agresorem i okupantem.
        Wracając do ujawnionych dokumentów. Komentatorzy „New York Timesa”, „Guardiana” i „Der Spiegela”, w odróżnieniu od naszych proamerykańskich cmokierów, nie zostawiają suchej nitki na doktrynerach i strategach z Białego Domu i Pentagonu. Poddają miażdżącej krytyce wojenne dokonania, pokazują ich zbrodniczy charakter, wbrew zapewnieniom, że to tylko misja stabilizacyjna, zbrojna interwencja pokojowa, tralalala, bum cyk cyk… Nareszcie ktoś stara się światu powiedzieć, że wojna nie jest na nic lekarstwem. To największe z nieszczęść, jakie może dotknąć ludzi. Giną dzieci, ludność cywilna i Bogu ducha winni żołnierze, którzy jadą na wojnę, bo taki dostali rozkaz. Bo interes w tym ma mocarstwo, które bezczelnie nazwało siebie IMPERIUM DOBRA!

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Oburzeni na wyciek politycy i generałowie krzyczą w niebogłosy, że to zagraża bezpieczeństwu żołnierzy. Wycofajcie ich z Afganistanu, to będą bezpieczni! Nie przyszło wam to do głowy?
 
DO TRZECH RAZY SZTUKA?

        Prezydent Konstanty Dombrowicz ogłosił swój program na lata 2010 – 2014 „Miasto dla pokoleń”. Bardzo ładny program. Bardzo nam się podoba. Imponujące jest, jak niezwykle konsekwentnym człowiekiem jest nasz Konstanty prezydent. To nie chorągiewka na wietrze, facet o kręgosłupie z gumy, co cztery lata zmieniający poglądy. Nic z tych rzeczy. Kiedy 8 lat temu pierwszy raz obejmował urząd, obiecał np. mieszkańcom Fordonu nowe rozwiązania komunikacyjne, łączące tę dzielnicę ze Śródmieściem. Cztery lata temu też im to obiecał. W najnowszym programie od tej obietnicy nie odchodzi i z całą powagą zaręcza, że gdy wybierzemy go na trzecią kadencję, linia tramwajowa do Fordonu stanie się faktem. Już nawet szykuje się do przetargu na zakup 15 nowych zestawów niskopodłogowych. To cieszy. Osiem lat temu obiecał temuż Fordonowi budowę infrastruktury kulturalnej. Cztery lata temu, a jakże, też z całą powagą o tym prawił i przyrzekał, że słowo stanie się ciałem. Dziś w jego programie na następną kadencję multipleks dla Fordonu zajmuje poczesne miejsce. Dokładnie to samo można powiedzieć o aquaparku, który Dombrowicz buduje od ośmiu lat, a że nie jest to prosta robota, obiecuje dokończyć ją przez następne cztery. Jak go Bydgoszczanie nie wybiorą, to będą mieli figę z makiem, a nie wodne zjeżdżalnie.
       Jest jeszcze w programie „Miasto dla pokoleń” jedna rzecz, która nas wprawiła w prawdziwe osłupienie. Otóż Konstanty prezydent Dombrowicz ogłosił, iż będzie się starał o utworzenie w Bydgoszczy Uniwersytetu Medycznego na bazie UWAGA!!! Collegium Medicum UMK. Przecieraliśmy ze zdumienia oczy i uszy. Jakże to? Prezydent, który nie potrafił skutecznie zablokować wyprowadzenia z naszego miasta działającej tu Akademii Medycznej, który pozwolił aby przejął ją Uniwersytet Mikołaja Kopernika, teraz się obudził i będzie się starał o nowy Uniwersytet Medyczny? To nawet nie jest śmieszne. To żałosne i kompromitujące. Chciałoby się krzyknąć DAJ SOBIE CHŁOPIE SIANA! Bezczelność i cynizm mają swoje granice. Jeżeli Dombrowicz sam to wymyślił, to świadczy o nim jak najgorzej. Jeżeli zaś na tę koncepcję wpadł któryś z jego doradców, to znaczy, że źle mu życzy i chce go skompromitować. Sumując, ciekawi jesteśmy jak zagłosują Bydgoszczanie w wyborach samorządowych. Czy będzie do trzech razy sztuka, czy prezydenturze Dombrowicza wyborcy powiedzą wystarczy!!! Bo nam już wystarczy!

SOBCZAK i SZPAK
 
MACIEREWICZ – DEMIURG ZŁA

       Radiowa Trójka sPiSiała już do cna. Gdyby wyrugować z niej jeszcze kilku zacnych prezenterów i graną przez nich muzykę, rozgłośnia ta mogłaby śmiało konkurować z Radiem Maryja o palmę pierwszeństwa wśród moherowych słuchaczy. W „Salonie Propagandowym Trójki” ryj wodzi Michał Karnowski, wybitny specjalista od świeckich „Rozmów Niedokończonych”. W „Trójce Po Trzeciej” trują, udając obiektywnych dziennikarzy, Sakiewicz, Ziemkiewicz, Janecki, Wolski i im podobni. Wzorem audycji „Aktualności Dnia” (Radio Maryja) zapraszają do programu gości o identycznych z prowadzącymi poglądach i zajadle (hi, hi) dyskutują. A to się Trójka dorobiła wiarygodnych dziennikarzy, niezależnych komentatorów i bezstronnych publicystów.
       Tydzień temu napisaliśmy: „…Macierewicz z Kempą mogą już w tej chwili napisać raport, w którym dokładnie opiszą, jak to Ruscy, w porozumieniu z rządem Tuska, przygotowali zamach na prezydenta…”. No i słowo stało się ciałem. Macierewicz, w minutę po ukonstytuowaniu się zespołu do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej oświadczył, że była to ZBRODNIA!!! Ofiary znamy, a o zbrodniarzach dowiemy się wszystkiego z raportu. I tu musimy wrócić do wspomnianej PiSTrójki. W tej stacji, dzień później, w Salonie Propagandowym red. Karnowski pytaniami prostującymi, wspomagającymi i naprowadzającymi pomógł Macierewiczowi wyjść z kretyńskiego i kompromitującego oświadczenia. ZBRODNIA SMOLEŃSKA zamieniła się w ZBRODNIĘ MORALNĄ! I tego Antek teraz się trzyma. Dla polityków nie Antoś i jego dewiacyjne teorie spiskowe są problemem. Obrzydliwe oszczerstwa i wyssane z palucha Macierewicza pomówienia nie spędzają snu z powiek dziennikarzy. Wrzodem na ciele tej elyty jest poseł Palikot, bo nie widzi w zmarłym prezydencie (tak zresztą, jak większość Polaków) męczennika, bohatera, najwybitniejszego na świecie męża stanu i patrioty tysiąclecia, a GŁÓWNEGO SPRAWCĘ KATASTROFY!!! Gdyby nie chora, obsesyjna rywalizacja Lecha Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem, gdyby nie wybujałe ego prezydenta i jego braciszka, do nieszczęścia by nie doszło. Nie powstało by tysiące teorii spiskowych, bo na uroczystość katyńską prezydent z premierem polecieliby razem, jak Bóg przykazał. Byłoby to godne uczczenie pamięci pomordowanych w Katyniu. Ale nie, razem z premierem i jeszcze tym diabłem Putinem? Na to zgody być nie mogło. Jarosław zadecydował, a Lech wykonał. Prezydent musiał mieć własną uroczystość, własny dwór i wszystkie światła na sobie. Wszak wybory za pasem, trzeba było się pokazać. No i pokazał! W tym miejscu warto przypomnieć, iż ten wielki patriota o Katyniu przypominał sobie wyłącznie przed wyborami. W czasie kadencji nie udało się polecieć i pokłonić przed pomnikiem pomordowanych. To dla przypomnienia tym wszystkim głuchym i ślepym na fakty. Teraz Macierewicz ma wykazać, że był przygotowywany zamach, że były sztuczne mgły, magnesy i jeden Bóg wie co jeszcze. Nie wiadomo też kto jak zginął i czyje ciała znajdują się w trumnach. Szaleństwo? Nie, Macierewicz!
SOBCZAK i SZPAK

P.S.
O stanie umysłowym Wielkiego Śledczego niech zaświadczy jedna z licznych wypowiedzi udzielonych Radiu Maryja. Ta akurat pochodzi z 3.03.2008r.: „…Czym innym jest Traktat Lizboński w sytuacji, w której u władzy był rząd Jarosława Kaczyńskiego, (…) a czym innym jest sytuacja, kiedy Traktat Lizboński ma wejść w życie, gdy na czele rządu stoi pan Donald Tusk i Platforma Obywatelska…”. Medycyna jest bezsilna!!!


 
DOBRA WIADOMOŚĆ

Media przyniosły dobrą wiadomość dla kierowców. Oto funkcjonariusze straży miejskiej lub straży gminnej, jeżeli będą chcieli postawić na swoim terenie fotoradar, będą mogli dokonać tego jedynie w uzgodnieniu z miejscowym Wydziałem Ruchu Drogowego. Chciałoby się krzyknąć NARESZCIE!!! Ta wolna amerykanka, która obowiązywała do tej pory wołała o pomstę do nieba, a realnie o zdecydowany sprzeciw. Miasta i gminy przy pomocy przenośnych fotoradarów podreperowywały swój budżet. Jest w Polsce kilka takich miejsc, które znają wszyscy kierowcy. Na naszym terenie bryluje gmina Człuchów. Tam można było aparaty do pomiaru prędkości spotkać nie tylko w krzakach, nie tylko za szybami nieoznakowanych samochodów, ale np. w przydrożnych śmietnikach. Oczywiście według strażników miało to służyć poprawie bezpieczeństwa na gminnych arteriach komunikacyjnych. Miało, ale nie temu głównie służyło. Prawda jest taka, że używano tych urządzeń do polowania na kierowców. Fotoradar umieszczony przy samej tablicy kończącej lub rozpoczynającej teren zabudowany to wyjątkowa perfidia i złośliwość. „Nadziewają” się na niego nawet najporządniejsi kierowcy. Wjeżdżają do miasta, zwalniają jak trzeba, a tu pstryk, zdjęcie, mandat i punkty karne. Kierowca nie zdążył jeszcze zwolnić do końca. Gdyby urządzenie stało 50 metrów dalej, przynajmniej połowa jadących miałaby już dozwoloną prędkość. No tak, ale wówczas byłby również o połowę mniejszy wpływ do gminnej lub miejskiej kasy! Na temat tych polowań na kierowców napisano i powiedziano już wiele. Jakoś nie odnosiło to żadnego skutku. Ciekawe dlaczego akurat teraz taka reakcja władz? Mamy niejasne podejrzenia, iż najprawdopodobniej jakaś szycha, podróżująca prywatnie, stała się ofiarą owego polowania. I bardzo dobrze. Osobiście znamy kierowców, którzy podczas jednej podróży, w jednej gminie wpadli wielokrotnie w takie fotoradarowe pułapki. Na nic zdały się ich tłumaczenia i wyjaśnienia. Płacili, płakali i z przerażeniem liczyli punkty karne. Strażnicy miejscy i ich fotoradary nie są frakcją kółka łowieckiego. To służba publiczna. Odpowiedzialna i przyjazna obywatelom. Daleka od straszenia, prześladowania i zarabiania na zastawianych sidłach. I o tym trzeba i należy pamiętać. W przeciwnym wypadku taka służba traci rację bytu!
SOBCZAK i SZPAK
 
DOKŁADNIE TAK!

     Musimy to powiedzieć: jest dokładnie tak, jak pisaliśmy! Minęło zaledwie kilkanaście dni od wyborów i śladu nie ma po odmienionym, ocieplonym wizerunku Jarosława Kaczyńskiego. Przemiana o której prawili i zapewniali Poncyljusz i Kluzik-Roztkowska okazała się jedynie zgrabnym PR-owskim zabiegiem marketingowym, ładnym opakowaniem starego, skisłego towaru. Jarosław Kaczyński po smoleńskiej tragedii, wstrząśnięty ale nie zmieszany, wrócił do konfrontacyjnej, wojowniczej, pełnej pomówień i insynuacji retoryki. Wraz z nim na pierwszą linie frontu powrócili ci, którzy zapadli się pod ziemię na czas kampanii wyborczej. Znowu w grze jest katastrofa z 10 kwietnia. Ponieważ wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że główną odpowiedzialność za to wielkie nieszczęście ponosi przede wszystkim prezydent Lech Kaczyński, trwa w PiS-ie wielka mobilizacja, mająca na celu odwrócenie uwagi od tego faktu. Oskarża się wszystkich i o wszystko. Z prezydenta Kaczyńskiego robi się zaś męczennika i ofiarę spisku Tuska z Putinem. Mówi się bez przerwy o jakimś wyimaginowanym patriotyzmie, o misji jaką wypełniał Lech Kaczyński. Bo to ma służyć jednemu – stworzeniu MITU i KULTU byłego prezydenta. Trudno go jednak stworzyć, kiedy coraz więcej faktów przemawia na niekorzyść tworzonego bohatera.
     Jarosław Kaczyński już w chwilę po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich zapowiedział, iż czas wrócić do śledztwa w sprawie katastrofy. Według niego prokuratury rosyjska i polska całkowicie nie radzą sobie z tą sprawą. Zapowiedział również, że śledztwo będzie trwało tak długo, aż nie przyniesie właściwych wyników. Właściwych, to znaczy takich, jakich oczekuje sam Jarosław i jego PiS. Katastrofy lotnicze mają to do siebie, że badanie ich przyczyn trwa zawsze bardzo długo. W ukochanej przez Kaczyńskiego Ameryce ostatnie takie śledztwo trwało przeszło dwa lata. Tu trwa trzy miesiące i sypią się gromy z powodu opieszałości prokuratur. Zupełnie kuriozalnym jest fakt powołania przez Prawo i Sprawiedliwość komisji do zbadania przyczyn katastrofy. A po co badać, przecież w tej partii wszystko już wiedzą. Macierewicz z Kempą mogą już w tej chwili napisać raport, w którym dokładnie opiszą, jak to Ruscy, w porozumieniu z rządem Tuska, przygotowali zamach na prezydenta. Jeżeli ktoś miał wątpliwości, to wystarczyło posłuchać jednego z liderów PiS-u Joachima Brudzińskiego. Stwierdził on, że w czasie kiedy Tusk ściskał się z Putinem, zwłoki prezydenta Kaczyńskiego leżały na czarnej folii w RUSKIEJ trumnie. Ileż w tej wypowiedzi podłości, pogardy i nikczemności. Ruska, a nie rosyjska trumna, to według Brudzińskiego synonim wszystkiego najgorszego, co może spotkać człowieka po jego śmierci. Czy państwo wyobrażacie sobie, co by się działo w Polsce, gdyby Jarosław Kaczyński WYGRAŁ WYBORY? Jakie by tu rozpętał piekło? On by nie oskarżał Tuska z pozycji brata, szefa partii, posła, a głowy państwa. Wypowiedź Brudzińskiego byłaby normalką. Poniżanie Rosjan, oskarżanie ich o przygotowanie zamachu na polskiego prezydenta byłoby oficjalną doktryną kaczystów. I nikt temu szaleństwu by się nie sprzeciwił. Tak jak mało kogo obeszła ta haniebna wypowiedź Brudzińskiego.
SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Brak zdecydowanej, ostrej reakcji na brednie Brudzińskich zaowocuje tym, że Lech Kaczyński będzie za chwilę bohaterem, męczennikiem i trafi do podręczników jako największy syn Narodu polskiego.
 
GRUNWALD ODBRĄZOWIONY

       Bitwa pod Grunwaldem dla każdego Polaka ma wymiar symboliczny. Zwycięstwo nad krzyżakami działa na nas krzepiąco i budująco. Chwalimy się nim i szczycimy. Każdą okrągłą rocznicę obchodzimy wyjątkowo podniośle i uroczyście. Bo Grunwald to przecież nasza duma i chwała. Radość tę można jednak łatwo zmącić, gdyż tak naprawdę nie wiemy z czego się cieszymy. Czy z tego, że jedni chrześcijanie wyrzynali drugich? Toż to chore, żeby wyznawcy Chrystusa podnosili na siebie rękę, do tego uzbrojoną w miecz, topór, włócznię czy inne zabójcze żelastwo. A gdzie nastawienie drugiego policzka? Czy nie jest paranoją zwycięstwo jednej Matki Boskiej nad drugą? Tak, tak, na bitwę pod Grunwaldem należy również w ten sposób spojrzeć. Wszak krzyżacy to Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, więc ruszyli w bój przekonani, iż trzeba wyciąć nas w pień w imię Najświętszej Panienki. Z kolei nasi dzielni rycerze szli szlachtować krzyżaków z miłości do Maryi Królowej Polski. Jedni i drudzy siepacze prosili przed bitwą pod Grunwaldem Matkę Boską o wsparcie. Nasi śpiewali Bogurodzicę po polsku, krzyżacy po niemiecku. Ani jednym ani drugim zakutym łbom (czytaj: rycerzom) nie przyszło do głowy zaśpiewać pieśni w rodzimym języku Maryi. Toteż skutek owego wycia był mizerny. Polacy od zarania bronili i bronią krzyży, stawiają je wszędzie, bo są przekonani, że ich widok sprawia Jezusowi ogromną przyjemność. Niemiaszki zaś w krzyżu znaleźli motyw ozdobny dla swoich białych, szpanerskich płaszczy. Jakby na to wszystko nie spojrzeć, pod Grunwaldem doszło do krwawej, bratobójczej jatki. Z powodu wyrzutów sumienia, dla zaciemnienia, odwrócenia uwagi od sedna sprawy, zabełtania Polakom w głowach ukuto kilka obraźliwych powiedzeń typu Jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem czy Wyglądasz jak niemiecki Pan Jezus. Rozpuszczono również plotkę, w której nasza Wanda za diabła nie chciała Niemca. Rozpowszechniono też bajkę, jakoby Maryja miała w zwyczaju nosić długi płaszcz, którym przykrywała nasze wojska, aby mogły naparzać dla odmiany Ruskich, też chrześcijan. Z powyższego jednoznacznie wynika, że nam z powodu bitwy pod Grunwaldem raczej wstydzić się wypada, popiół na łeb sypać, niż szczycić się, pysznić i cieszyć.
SOBCZAK i SZPAK
WASZA SPRAWA

        ZGODA BUDUJE, BO POLSKA JEST NAJWAŻNIEJSZA, powtarzał bez przerwy Bronisław Komorowski. Dzisiaj już widać jaką siłę rażenia miało i jaki skutek odniosło to hasło. Równie dobrze prezydent-elekt mógł głosić, że ZUPA SMAKUJE, BO PRZYPRAWA JEST NAJWAŻNIEJSZA! Efekt byłby dokładnie ten sam. Polska jest podzielona, a Polacy mają w głębokim poważaniu zgodę. Już w powyborczy poniedziałek prominentni działacze PiS-u kpili z Komorowskiego i jego prezydentury. Ogłosili wszem i wobec, że w wyborach zwyciężył Jarosław Kaczyński, zaś Bronisław Komorowski przegrał bo wygrał! I choć to brzmi i jest debilne, tak uparcie twierdzono zaraz po ogłoszeniu wyników. Jak zwykle w Polsce cieszono się z klęski, a nie ze zwycięstwa. Działacze PO z takim jakby lekkim zażenowaniem i wstydem okazywali bardzo umiarkowana radość z sukcesu. Za to towarzysze i towarzyszki z PiS-u piali z zachwytu nad genialnością ich wodza i nad osiągniętym sukcesem. Taki drobiazg jak to, że Jarosław Kaczyński przegrał, nie miał znaczenia i nikt się do tego specjalnie nie odnosił. Liderzy Platformy po każdej bezczelnej, kretyńskiej wypowiedzi kogoś z PiS-u, zamiast śmiać się i pukać znacząco w czoło, tłumaczyli się i usprawiedliwiali zwycięstwo swojego kandydata. Powiedzieć paranoja, to nic nie powiedzieć. Jedynym chlubnym wyjątkiem był marszałek Niesiołowski, który pokazywał od samego początku, że król jest nagi, że Kaczyński PRZEGRAŁ!!! Teraz chyba łatwiej zrozumieć młodym ludziom, dlaczego w Polsce fetuje się wszelkie przegrane powstania, a o tych zwycięskich mówi się nieśmiało, szeptem. Taki to popieprzony kraj. W tę durną retorykę wpisują się również największe opiniotwórcze media, które rozważają i dyskutują na temat zwycięstwa Kaczyńskiego. Co to za chrzanienie, że przegrał, ale wygrał… Że prawdziwym zwycięzcą jest… Za to nic, albo prawie nic o tym, który odniósł autentyczny sukces. Duża, a wręcz zasadnicza wina w takim podejściu leży po stronie PO. To jej liderzy stoją w cieniu krzykaczy z PiS-u, dają sobie narzucić ton dyskusji, debaty powyborczej. Nie reagują na ewidentne pomówienia i nagminne obrażanie prezydenta-elekta. To co wygadywała posłanka Jakubiak w „Wieczorze wyborczym”, czy Nelly Rokita w „Kropce nad i” to jest dopiero skandal i chamstwo. Niestety, towarzysze i towarzyszki z Platformy wolą stawiać pod pręgierzem Palikota, bo śmiał zadać ważne, sensowne pytania, bez których dojście do prawdy w sprawie tragedii smoleńskiej jest niemożliwe, niż ostro reagować na wypowiedzi w/w posłanek. Bo Platforma, tak jak zdechła Unia Wolności, udaje poprawność i wysoką kulturę polityczną, będąc tak naprawdę bojaźliwą, obłudną i zakłamaną. Wyrzućcie Palikota, Niesiołowskiego i Kutza, to wam Jakubiak, Kempa, Migalski, Kurski, Brudziński całkiem wlezą na łeb. I jeszcze będą krzyczeć, że z tą agresją i arogancją Platformy nie da się żyć. Ale to wasza sprawa! PO to nie nasz cyrk i nie nasze małpy. Chcecie być wiecznym chłopcem do bicia, wasz wybór. My stoimy z boku i tylko opisujemy świat polityki, jaki postrzegamy z naszego punktu widzenia. I tyle!

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Nelly Rokita, w „Kropce nad i” (7.07) rzekła była, iż „…Komorowski zostawił serce w Platformie i będzie prezydentem bez serca…”. Gdzie Nelly zostawiła rozum, tego do końca audycji Moniki Olejnik nie dowiedzieliśmy się. Ale i tak jest najszwarniejszo dziuchą PiS-u (tak w ustach Nelly brzmi śląska ŚWARNA DZIOŁCHA).
 
TO NIE KONIEC

      Myli się każdy kto uważa, że druga tura wyborów prezydenckich skończyła z tym całym politycznym cyrkiem. TO NIE KONIEC, TO DOPIERO POCZĄTEK!!! Już w chwilę po ogłoszeniu sondażowych wyników Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu zapowiedział powrót do przeszłości. Już będzie odwieszał zawieszone na czas wyborów śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak sam powiedział, potrwa to aż do uzyskania właściwego wyniku. Właściwego, to znaczy takiego jaki będzie satysfakcjonował samego prezesa i jego zaplecze polityczne. Wbrew temu co mówią, liderzy PiS-u nie potrafią ukryć swojej złości z powodu wyborczej porażki. W wystąpieniach telewizyjnych zioną nienawiścią do Platformy, poniżają i obrażają prezydenta-elekta. Znając zajadłość, nieustępliwość i mściwość prezesa, spodziewamy się wszystkiego najgorszego. Oskarżeniom, pomówieniom i insynuacjom nie będzie końca. Przecież przed nami w krótkim czasie kolejne dwie wyborcze rundy. Najpierw samorządowa, a potem parlamentarna. PiS nie będzie przebierał w środkach. Teraz nie tylko prokaczyńscy dziennikarze, ale i sami politycy będą prześcigać się w krytykowaniu każdego kroku nowego prezydenta, oraz każdej decyzji premiera. Na okrągło będą klepać o władzy w ręku jednego ugrupowania. Że to samo zło, które doprowadzi do katastrofy. No chyba że ta władza absolutna będzie w rękach PiS-u, czyli w rękach Kaczyńskiego. Wtedy to będzie wyłącznie samo dobro. A że to klepanie ozorem pokrętne i obłudne? Nic nie szkodzi! Cel uświęca wszelkie środki. Zaślepione nienawiścią i żądne zemsty umysły wyzute są z racjonalnego i logicznego myślenia. Przez ostatnie dni można odnieść nieodparte wrażenie, że wśród działaczy i zwolenników PiS-u dominuje przekonanie, iż PO powinna wstydzić się zwycięstwa Bronisława Komorowskiego. Tak naprawdę prezydent-elekt powinien zrzec się przyszłego urzędu na rzecz swojego kontrkandydata. Może wtedy mógłby zasłużyć na jakieś względnie dobre słowo, bo o wybaczeniu mowy być oczywiście nie może. W takiej paranoi i z takimi schizofrenicznymi politykami przyjdzie nam niestety żyć przez najbliższe pięć lat. Dlatego póki czas korzystajmy ze słońca, wypoczywajmy i zbierajmy siły na jesień. Wtedy tak naprawdę się zacznie!

SOBCZAK i SZPAK
 
PREZYDENT CZY KRÓL?

         No tośmy sobie wybrali prezydenta – arystokratę. Wszak Bronisław Komorowski jest z TYCH Komorowskich herbu Korczak, której gniazdem rodowym była wieś Komorów w ziemi bełskiej. Sam król węgierski nadał im tytuł hrabiowski, a potwierdziła ten zaszczyt Rzeczpospolita Obojga Narodów, Rosja i Austro-Węgry. Teraz przede wszystkim powinni tryumfować ci, którzy postulowali wskrzeszenie w Polsce monarchii. Pierwszy krok na tej drodze został właśnie zrobiony. Cieszyć może również fakt, iż prezydent Komorowski jest ojcem pięciorga dzieci. Będzie miał kto tron dziedziczyć.
         Z drugiej strony wybraliśmy sobie prezydenta o najmniej sprecyzowanych poglądach. Takiego co i z solą owszem, ale i bez soli też w porządku. Bronisław Komorowski, wypowiada się w najważniejszych, najistotniejszych sprawach dotyczących Polski i Polaków chętnie, ale mętnie, konkretów jak na lekarstwo. Nie są to poglądy kategoryczne, opinie skrystalizowane. Wypowiadał się w ten sposób przed kampanią, w czasie kampanii i nic nie wskazuje na to, by po objęciu urzędu prezydenckiego miało się cokolwiek w tym względzie zmienić. Taka już jego mydlana uroda. Nas osobiście mocno irytuje i denerwuje, gdy Bronisław Komorowski wypowiada się w taki sposób, by nie urazić nikogo i nie zdradzić się do końca ze swoimi poglądami. Nie jest to cecha którą prezydent powinien się szczycić. Zważywszy jednak na to, iż to nie on miał być głową państwa, nie ma się co Bronka specjalnie czepiać. Komorowski nie został prezydentem z powodu swoich rozlicznych, szeroko znanych i cenionych przymiotów. Jego zwycięstwo wyborcze to efekt strachu większości Polaków przed rządami Jarosława Kaczyńskiego. Po raz kolejny PO (matecznik Komorowskiego) wygrywa strasząc Polaków powrotem do władzy PiS-u. Większość wyborców kierowała się jedynie tym lękiem, stawiając krzyżyk przy Jego nazwisku. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że wybrali prezydenta którego wskazał i namaścił premier. Panuje powszechne przekonanie, iż Bronisław Komorowski będzie przede wszystkim prezydentem Donalda Tuska. Taki układ zależności zdążyliśmy już przerobić. Krzaklewski miał swojego Buzka, a Jarosław Kaczyński swojego braciszka. Teraz Tusk jest w roli kierującego z tylnego siedzenia. Kto do tej pory nie wiedział dlaczego premier zrezygnował z kandydowania w wyborach prezydenckich, już wie. Tusk nie tylko nie chciał gapić się na żyrandol, ale nie chciał wygrać, bo i po co. Dopiero w takiej konfiguracji która zaistniała teraz ma PEŁNIĘ WŁADZY! Oczywiście prezydent będzie posiadał pewien zakres samodzielności. Premier i rząd chętnie będą ją pokazywali i o niej mówili, ale ta samodzielność będzie dotyczyła wyłącznie spraw mało istotnych, nie mających wpływu na prawdziwe rządzenie państwem. Bo to Donald Tusk jest rzeczywistym zwycięzcą tych wyborów! Chyba że się nam prezydent Komorowski zbiesi, cichcem skuma się z monarchistami i stanie okoniem premierowi. Wtedy tylko patrzeć, jak monarchiści, arystokraci i wszyscy którzy przyznają się do posiadania błękitnej krwi ogłoszą prezydenta Komorowskiego królem. Co byłoby zupełnie nową jakością na polskiej scenie politycznej. Nagle, ku wielkiemu zaskoczeniu okazałoby się, że w Polsce co drugi to jaśnie pan.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Przeżyliśmy Przenajświętszą Rzeczpospolitą nr IV, jak będzie trzeba, przeżyjemy i tę jaśniepańską.
 
SMUTEK TROPIKU

          C. Lévi-Strauss, w swoim „Smutku tropików” skłania się do uznania wyższości stanu naturalnego nad europejskim modelem kultury. W naszym polskim tropiku nie ma ani stanu naturalnego, ani tym bardziej europejskiego. Trzymamy w ręku cały pakiet listów który otrzymaliśmy ostatnio od naszych Czytelników. Wieje zgrozą i odbiera ochotę do żartów. Nauczycielka, która w wiejskich szkołach przepracowała 42 lata wierzyła, że Karta Nauczyciela gwarantuje jej bezpłatne mieszkanie przy placówkach w których pracowała. Czasy się zmieniły, nauczycielom odebrano przywileje, polikwidowano wiejskie szkoły i tacy jak Pani Regina pozostali bez dachu nad głową. Bo przecież na wsiach nie ma mieszkań komunalnych. Teraz błąka się z niepełnosprawnym synem i liczy jedynie na pomoc dobrych ludzi, bo żadne władze, ani te lewoskrętne, ani te prawoskrętne nie kwapią się żeby Jej pomóc. Czy ktoś sprawdził ilu nauczycieli z wiejskich szkół spotkał podobny los? I o takich prawdziwych sprawach i problemach należało dyskutować panowie kandydaci. A nie wytykać sobie błędy i przerzucać się odpowiedzialnością.
Podczas procesji Bożego Ciała w Kielcach biskup Ryczan powiedział, iż tragedia smoleńska oraz katastrofalna powódź, to kara Boża. Wzywał do wzmocnienia serc, bo to dopiero początek tego co nas czeka. A wszystko dlatego, że w Traktacie Lizbońskim nie ma słowa o chrześcijańskich korzeniach Europy. To nie żart. W XXI wieku książę Kościoła katolickiego, wykształcony ponoć człowiek, wciska wiernym średniowieczną ciemnotę. Karą Bożą jest to, że w polskim Kościele katolickim mamy takich biskupów jak Ryczan. Dlaczego podczas debat panowie kandydaci nie dyskutowaliście o rzeczywistym miejscu Kościoła katolickiego w naszym kraju, państwie konstytucyjnie neutralnym światopoglądowo? Czyżby strach przed utratą głosów ciemnoty, bezmyślnych fanatyków Kościoła? Chyba jednak tak!
          Naprawdę chciało się rzucić czymś ciężkim w ekran telewizora, kiedy patrzyło się na przepychanki sztabów wyborczych obydwu kandydatów. Zero merytorycznej dyskusji, zero konkretów, zero kontaktu z rzeczywistością. W tym naszym tropiku mózgi politykom się zagotowały. I my, patrząc na tę miernotę mamy iść głosować? Tak, mamy iść!!! Bo tak trzeba!!! Bo nawet wybór między młotem a kowadłem jest wyborem demokratycznym. I należy wziąć w nim udział, jeżeli naprawdę czujemy się obywatelami tego państwa.

SOBCZAK i SZPAK
 
NO GDZIE?!!!

     Każde wybory są znakomitą okazją do przyjrzenia się bliżej wybieranym, jak i samym wyborcom. To bardzo pouczająca lekcja, dająca wiele do myślenia.
    Spójrzmy na taki SLD. Wiara jego członków, że Napieralski okaże się dobrym kandydatem była znikoma. Ba, prezydent Kwaśniewski, premier Cimoszewicz, przewodniczący Olejniczak, minister Kalisz i zbliżeni do nich prominentni działacze tej partii kopali mu grób z nadzieją, że po wyborach złożą go w tej mogiłce ciemnej. Kwaśniewski wręcz uznał, iż Napieralski nie jest na tyle godnym kandydatem na prezydenta, żeby wsparł go Komitet Honorowy zawiązany przy śp. Szmajdzińskim. To było wyjątkowo podłe i wredne. Wiecznie nadęty bufon Cimoszewicz okazał się jeszcze bardziej obrzydliwy, popierając Komorowskiego. Jeden i drugi swoją karierę zawdzięczają lewicy. Z niej się wywodzą, z niej otrzymali kasę na swoje kampanie wyborcze, od niej dostawali pełne wsparcie. A co w zamian otrzymał Sojusz? Kwaśniewski po wyborze na prezydenta podziękował prof. Geremkowi. Cimoszewicz, nie bacząc na wydane przez SLD na jego kampanię dwa miliony, obraził się i paszoł w puszczu. Co z tej lekcji zrozumiał Sojusz? Nic! Nadal uważa, że Kwaśniewski i Cimoszewicz, nie wspominając o reszcie, to wybitni przedstawiciele SLD. Belką też się nadal szczycą, chociaż ten zdecydowanie odciął się od nich, nazywając Sojusz paczką gwoździ. Napieralski w wyborach nie skompromitował się, ale też niczego nie zrozumiał. Zamiast wykorzystać swój ewidentny sukces i zrobić porządek w partii, napompował sobie łeb i jeździ po kraju jakby nie kumał tego, że w tych wyścigach nie bierze już udziału. Tyle o wybieranym.
    Teraz o wyborcach. Elektorat Kaczyńskiego, pobożny i wrażliwy na wszelkie przejawy kłamstwa i niegodziwości, łyka wszystko co im Jarosław zaserwuje. Jeszcze niedawno powtarzali za nim jak papugi, że SLD należy zdelegalizować, bo to przestępcza organizacja, naszpikowana byłymi agentami KGB. Przy każdej nadarzającej się okazji krzyczeli, machając krzyżami i różańcami, PRECZ Z KOMUNĄ! I nagle z powodu wyborów, nie bacząc na to, iż SLD jest ciągle tą samą partią Kwaśniewskich, Millerów, Oleksych, Napieralskich i Olejniczaków, przestała ona być wrażą, zbrodniczą postkomuną, a stała się przyjazną, nowoczesną, miłą sercu Kaczyńskiego lewicą. Bo tak Jareczkowi teraz pasuje. Każdy trzeźwo myślący, uczciwy człowiek prędzej zwymiotuje, niż weźmie to za dobrą monetę. A świętoszkowatych wyborców Kaczyńskiego ten obrzydliwy cynizm, ten nihilizm nie przeraża. Lekcja z Lepperem i Giertychem niczego ich nie nauczyła. Nie wiedzą, nie chcą wiedzieć, że ten facet dla zdobycia władzy gotowy jest zawrzeć układ z samym diabłem. Po czym wytłumaczy, iż było to niezbędne dla realizacji jego prawego i sprawiedliwego programu. Tak właśnie czyni, umizgując się do SLD. Sztab propagandystów nazywa to ohydne zachowanie DZIAŁANIEM PRAGMATYCZNYM, a doradca Jadwiga Staniszkis twierdzi, iż Kaczyński, mówiąc o lewicy, chciał pokazać, że „…interesem Napieralskiego jest neutralność, a związany z częścią SLD układ, dziś jest przy Komorowskim…”. Pokrętna i plugawa to mowa, bo zmanipulowana i cuchnąca insynuacją.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Wyborcy Kaczyńskiego bez przerwy odnoszą się do hasła Bóg, Honor, Ojczyzna. Gdzie oni widzą, w tym co mówi ten cyniczny, zimny i wyrachowany do szpiku kości człowiek Boga, Honor i Ojczyznę? No gdzie?!!!

 
ŻAŁOSNY TWARDOWSKI

     Gościliśmy ostatnio w naszym mieście młodych ludzi, którzy pierwszy raz w życiu zjechali do Bydgoszczy. Byli bardzo zainteresowani naszym grodem i pragnęli go bliżej poznać. Cóż, nie było wyjścia. Ruszyliśmy z domu i udaliśmy się w te miejsca, które warto zobaczyć, którymi trzeba i należy się chwalić. Byliśmy praktycznie wszędzie. Zaliczyliśmy całe centrum miasta, starówkę, pokazaliśmy rewitalizowaną Wyspę Młyńską, operę Nova, filharmonię, Park Kultury i Wypoczynku, Ogród Fauny Polskiej, stadiony Zawiszy i Polonii, ulice z pięknymi secesyjnymi kamienicami. Objechaliśmy również stary i nowy Fordon. Dużo tego, ale goście nie okazywali ani zmęczenia, ani znużenia. Ku naszemu zaskoczeniu młodzi ludzie byli naszym miastem zachwyceni. Poza wymienionymi obiektami ich uwagę przykuły bydgoskie parki. Byli nimi urzeczeni. Twierdzili iż rzadko się widzi tyle parków w centrum miasta. Podkreślali doskonałe ich utrzymanie. W innych miastach najczęściej jest jeden, a pozostałe tereny zielone znajdują się na ich obrzeżach. Bydgoszcz rzeczywiście pod tym względem wyróżnia się. Kiedy słyszeliśmy słowa uznania od naszych gości, było nam niezmiernie miło. Łykaliśmy komplementy i duma nas rozpierała. Całą naszą dwudniową wyprawę psuły jedynie bydgoskie drogi. Straszne, okropne, jedne z najgorszych w kraju. Istny horror! Jakość nawierzchni woła o pomstę do nieba. Wstydząc się żartowaliśmy, że bydgoskie ulice są dobre, bo łaciate. Ale pal sześć drogi. W całej Polsce nienajlepiej z nimi, więc gości specjalnie nie bulwersowały. W prawdziwe osłupienie wprawiła ich bydgoska super atrakcja, Pan Twardowski ukazujący się w oknie staromiejskiej kamienicy. Nasi znajomi koniecznie chcieli go zobaczyć. Zgodnie z zapowiedzią o godz. 13.13 miał się sławny jegomość ukazać. Nie ukazał się. O 13.15 również. Dopiero gdzieś około 13.20 otworzyły się wrota i wyjechała figura Mistrza. Pokracznie skłoniła się w trzy strony, coś bez ładu i składu zabełkotała (w zamyśle pewnie miał być to szatański śmiech) i schowała się wewnątrz budynku. Trzeba było widzieć zawód na twarzach naszych gości. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i dławiąc się ze śmiechu powiedział, że dawno nie widział takiego badziewia, takiej popeliny. Faktycznie koszmarne i żałosne to widowisko. Sezon turystyczny w pełni, więc albo dajmy sobie spokój z takimi pokazami, albo zróbmy z Twardowskiego prawdziwą atrakcję, bo to co teraz wyłazi z okna, tylko nas ośmiesza i kompromituje.

SOBCZAK i SZPAK
 
TRZEBA CHCIEĆ

     Druga tura przed nami. Mamy wybór miedzy młotem a kowadłem. I nieważne, który z kandydatów na prezydenta jest młotem, a który kowadłem. Któryś z nich będzie wykuwać nam przyszły los. Zwycięstwo w powszechnych wyborach dużo znaczy. Nie będzie więc odpuść ani zmiłuj się. Przyszły prezydent, przy każdej okazji będzie szczycił się, pysznił i machał mandatem, co rusz przypominając z czyjego nadania jest głowa państwa. Dlatego walka o fotel prezydencki będzie toczyła się do ostatniej chwili. Gdyby okazało się nie daj Boże, że któryś z kandydatów wygrał wybory minimalną ilością głosów, zacznie się cyrk podejrzeń. Znając nasze umiłowanie do teorii spiskowych (katastrofa smoleńska, wulkan, powódź) na bank zaczną się pomówienia sugerujące fałszerstwo wyborcze. Że były jakieś czary mary nad urną, że na bank maczał w tym wszystkim palce Putin. Tfu... zgiń, przepadnij, na psa urok! Gdyby coś takiego nam, Polakom się przytrafiło, możemy z góry przewidzieć czego będzie żądać drużyna przegranego kandydata. Oczywiście domagać się będzie POWTÓRNYCH WYBORÓW! Może to nie będzie żadna tam aksamitna, cytrynowa czy różowa rewolucja, nikt namiotów na placu defilad nie rozbije, ale to wcale nie znaczy, że nie pójdzie na noże. Mamy cichą nadzieję (głośną zresztą też), że jednak któryś z tych dwóch kandydatów wygra zdecydowanie i oszczędzi nam jazgotu, wrzawy i dalszej zabawy w wybory.
      W tej chwili sytuacja przypomina nam tę sprzed pięciu lat. Wtedy również do drugiej tury przeszli kandydaci PO i PiS-u. Ale jakże różnie zachowywały się ich sztaby wyborcze. PiS-owcy w imponujący sposób walczyli o głosy dla swojego kandydata. Ruszyli w teren i dotarli wszędzie. Naprawdę zdawali sobie sprawę, że każdy głos jest ważny, że o każdy głos warto zabiegać i walczyć. Zarówno sztab jak i zwykli szeregowi członkowie PiS-u byli widoczni w kampanii przed drugą turą. Byli niezwykle aktywni i mieli w głębokim poszanowaniu nie przychylne im sondaże tudzież większość mediów. Robili swoje nie oglądając się na nic i na nikogo. Ten upór i konsekwencja przyniosły im sukces. Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że i tym razem przez całe dwa tygodnie partia i miłośnicy PiS-u zrobią wszystko co w ich mocy, aby powtórzyć sukces sprzed pięciu lat.
      Zupełnie inaczej zachowywali się działacze Platformy. Po pierwszej turze zarozumialstwo, nonszalancja i pogarda dla konkurenta wzięły górę. Byli święcie przekonani, że ich kandydat zostanie prezydentem, nie muszą więc specjalnie zabiegać o głosy wyborców. I też nie zabiegali. Bardziej byli zajęci sobą i swoimi sprawami, niż kampanią wyborczą. Ufni w sondaże, przekonani o tym, że zwycięstwo mają w kieszeni, odpuścili sobie na całej linii. Jakże bolesne było przebudzenie. Do dziś pamiętamy ich miny podczas ogłaszania wstępnych wyników drugiej tury. Zbity pies ma weselszą minę, niż wtedy mieli działacze i liderzy Platformy. Z ich twarzy wyzierało tylko jedno pytanie: DLACZEGO? Właśnie dlatego!!!
     Nie chcemy krakać, ale patrząc na to co wyrabia sztab Komorowskiego, może nas czekać powtórka z rozrywki. To ostatni moment żeby obudzić się, zakasać rękawy i zacząć prowadzić prawdziwą, autentyczną kampanię wyborczą.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Żeby wygrać, trzeba chcieć. PiS-owi na pewno się chce. PO chyba nie do końca
 
DOBRZE SIĘ STAŁO!

      Kiedy piszemy ten felieton, nie znamy wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich, bo i skąd. Dlatego aby nie gubić się w domysłach i spekulacjach, zajmiemy się tym, czym od tygodnia żyje cały świat, a przynajmniej ta jego część, która kocha futbol.
Całkowicie zrelaksowani, odprężeni ślepimy w telewizor oglądając poszczególne mecze Mistrzostw Świata w RPA. Zero nerwów, stuprocentowa przyjemność. A to wszystko dlatego, że w tym największym święcie piłki nożnej nie ma naszej reprezentacji, a co za tym idzie, nie ma kretyńskich tłumaczeń skąd ta kompromitacja, spadek formy, zła atmosfera, nieporozumienia w drużynie, itp., itd., etc. To wszystko szczęśliwym trafem nas ominęło.
       Do kolejnego meczu mamy sporo czasu, możemy więc spokojnie zastanowić się, kto i kiedy ustalił, że piłka nożna jest naszym sportem narodowym? No kto?! Odpowiedź, przynajmniej dla nas, jest banalnie prosta. To MEDIA z piłki kopanej uczyniły RELIGIĘ, a z piłkarzy KAPŁANÓW, święte krowy, którym wszystko wolno. W innych konkurencjach sportowych zawodnicy muszą ciężko walczyć o przychylność i uznanie kibiców. Za przykład mogą tu posłużyć piłkarze ręczni, siatkarze czy koszykarze. Im trudno zyskać uznanie mediów i kibiców. Zainteresowanie pojawia się, kiedy zaczynają wygrywać z najlepszymi. Wtedy mamy transmisje na żywo, wtedy tłumy fanów witają naszych mistrzów na lotnisku Okęcie. Ten scenariusz powtarza się od lat. Przez długi czas cisza i nagle wybuch zainteresowania. Poza wymienionymi konkurencjami można spokojnie podać takie nazwiska jak Małysz, Kubica, Blanik, Kowalczyk, Włoszczowska i wiele, wiele innych. Kiedy zakończą swoje kariery i nie będzie godnych następców, zainteresowanie ich dyscyplinami spadnie znowu do zera. Jedynie jacyś fanatycy będą śledzić w fachowej prasie notatki pisane najmniejszą czcionką, gdzieś na piątej, dziesiątej stronie. Taka jest kolej rzeczy ze wszystkimi dyscyplinami sportowymi, oprócz oczywiście piłki nożnej. Kopaczy ta reguła się nie ima. W ich przypadku wzloty i upadki nie przekładają się nijak na popularność, wagę i znaczenie. Mało tego, im mniejsze sukcesy tym większe zainteresowanie i podniecenie. Nawet kiedy kompromitują się (w zasadzie zawsze), gotowi jesteśmy im to wybaczyć z nadzieją, że już za chwilę, już w następnym meczu pokażą na co ich stać. I pokazują! To zadziwiające, jak bardzo uwierzyliśmy, że piłka nożna to coś od czego zależy polski prestiż, nasze być albo nie być. Co za bzdura! Nic od piłki nożnej nie zależało i nie zależy. Wybitni sportowcy z innych dyscyplin, medaliści olimpijscy, trenują w urągających im warunkach, dostają jakieś żenująco niskie stypendia. Za to piłkarskie fajtłapy mają znakomite warunki i wypasione kontrakty, jakby co cztery lata byli medalistami Mistrzostw Świata. Oni nie muszą walczyć o nic, bo wszystko dostają na talerzu. Pytamy: za co i dlaczego?! Przestańmy wreszcie dowartościowywać te miernoty! Dajmy szansę tym, którzy naprawdę na to zasługują. Zaręczamy, że oni nam się za to odwdzięczą i dzięki nim przeżyjemy prawdziwe wzruszenia. Bo kopacze, jedyne co naprawdę potrafią, to wkurwić kibiców do żywego. Najwyższy czas tej naszej zabagnionej i do cna skorumpowanej piłce nożnej rzucić ręcznik.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Ciesząc się futbolowymi Mistrzostwami Świata pierwszy raz zgadzamy się z kibicami śpiewającymi Polacy, nic się nie stało!!! My wręcz śpiewamy Polacy, dobrze się stało!!!
 
JEDYNA NADZIEJA

       Ksiądz Jerzy Popiełuszko został wyniesiony na ołtarze. Za przyzwoleniem papieża Benedykta XVI nasz Rodak trafił do ekskluzywnego grona błogosławionych. Jak będzie się starał i dobrze pójdzie, awansuje i dołączy do kontyngentu świętych. Wyżej już nie da rady. Wbrew pozorom Niebo jest najbardziej niedemokratycznym miejscem we Wszechświecie. Tak przynajmniej wynika z nauki Kościoła katolickiego. Na szczycie mamy Pana Boga, który choć w trzech osobach, to jednak jest jeden. Poniżej chóry: serafini, cherubini, trony, moce, władze, cnoty, zwierzchności, archaniołowie i anielskie pospólstwo, czyli poczciwe anioły stróże (wyrobniki proste). Dopiero za nimi plasują się święci, a boski dwór zamykają błogosławieni. Reszta która trafia do nieba, to bezimienna masa, bez szansy na awans i zbliżenie do Bozi.
       Kościół naucza, iż święci i błogosławieni, w odróżnieniu od pospólstwa niebieskiego, mają przywilej wypraszania łask u samego Pana Boga. Za ich wstawiennictwem można wiele załatwić. Taka wyproszona przez świętych i błogosławionych łaska na Ziemi nazywa się CUDEM. Stąd też, w czasie powodzi, niezrozumiałe dla zwykłych śmiertelników (czytaj: ateistów, agnostyków i innych zboczeńców) było rzucenie do walki z żywiołem przez kardynała Dziwisza kostek świętego Stanisława, zwanych relikwiami. Onże Stanisław, specjalista od powodzi, po osobistym zapoznaniu się z bezmiarem nieszczęścia (spoglądał z Wieży Srebrnych Dzwonów na Wawelu) udał się był do Pana Naszego, by pokornie stanąć w kolejce oczekujących na posłuchanie. Widać kolejka długa, bo mało, że cudu nie ma, to nadeszła druga fala, a zapowiadana jest i trzecia. Dlatego z radością trzeba przyjąć fakt wyniesienia na ołtarze księdza Jerzego, który wspomoże świętego Stanisława we wstawiennictwie u Boga. Wprawdzie w oczekiwaniu na niewątpliwy cud jaki nadejdzie z góry dobrze by było, gdyby ludzie Kościoła, poza usilnymi modłami podzielili się swoimi dobrami z nieszczęśnikami dotkniętymi powodzią. Może użyczyliby pustych od 20 lat salek katechetycznych, otworzyliby domy parafialne i przyjęli powodzian, którzy stracili dach nad głowa i cały dobytek. Może Caritas, zamiast ochoczo zbierać pieniądze, wyasygnowałby jakąś pokaźną sumę, która zalega na ich koncie. Może choć raz ta instytucja najpierw da, a potem wyciągnie rękę do zbiórki? Może tym razem dobroczyńcy z Caritasu podadzą sumę jaką na powodzian zebrali, a nie tylko jaką wydatkowali. A może, w oczekiwaniu na cud który niebawem nadejdzie, młode, silne, zdrowe chłopy z seminariów duchownych odłożą na chwilę różańce i książeczki do nabożeństwa, a złapią łopaty, worki z piaskiem i pójdą na wały, pomagać mieszkańcom zatapianych terenów. To dopiero byłby cud!
      Z drugiej strony trzeba przyznać, że naród my grzeszny niebywale. Kto to widział, żeby Świątynię Opatrzności Bożej budować tak długo. Żeby w niedzielę ludzie chodzili do supermarketów, a nie do kościoła i na pielgrzymki. Żeby domagali się egzekwowania konstytucyjnego rozdziału Kościoła od państwa. No to już jest zupełnie nieprzyzwoite i karygodne. Odciąć Kościół od kasy państwowej? W tej sytuacji powódź była nieunikniona.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Jedyna nadzieja w tym, że święty Stanisław i błogosławiony Jerzy obiecają Panu Bogu naszą, tu na Ziemi poprawę i sprawę odkręcą. Inaczej przyjdzie Polakom zbudować arkę.
 
NIE MA SŁÓW

       Na internetowej stronie Jasnej Góry pojawił się tekst ojca Stanisława Tomonia. Nie ma słów żeby określić stopień głupoty i paranoicznego myślenia, jakie wyzierają z tego artykułu. Rzeczony ojciec Tomoń, z braku ciekawszych zajęć czy znużenia modlitwą, a może jednego i drugiego, wykombinował sobie, że przelatujące nad naszym krajem samoloty, zostawiające za sobą na niebie smugę, nie czynią tego bezkarnie, ponieważ nie jest to zwyczajna smuga kondensacyjna. Według niego to wysoce szkodliwe dla człowieka i organizmów żywych pierwiastki takie jak: Glin (Al), Bar (Ba), Bor (B), Wapń (Ca), Chrom (Cr), Miedź (Cu), Żelazo (Fe), Potas (K), Magnez (Mg) Mangan (Mn), Sód (Na), Nikiel (Ni), Ołów (Pb), Krzem (Si), Stront (Sr), Wanad (V), Cynk (Zn). Dalsze wywody ojca jasnogórskiego prowadzą do konkluzji, iż pod wpływem tych pierwiastków powstają na określonych obszarach kuli ziemskiej (czytaj: szczególnie nad nami) ekstremalne zjawiska atmosferyczne, np. ulewne deszcze. To bardzo wymowna teza. Nikt nie ma wątpliwości co do wniosków wypływających z takich obserwacji uczonego męża. Nie ma również wątpliwości, że trujące substancje rozpylane są celowo. Któż to może czynić? Ojciec Tomoń nie daje tu konkretnej odpowiedzi. Jednak nie byłby katolikiem miłującym bliźniego, gdyby nie oskarżył rządu, że nic w tej sprawie nie robi, że nie stara się temu zbrodniczemu zjawisku zaradzić. Wiadomo przecież, że są kraje które potrafią przy pomocy samolotów wywoływać takie i podobne zjawiska atmosferyczne. Adresat jest oczywisty - Kreml. Zastanawia nas nie sam tekst ojca Tomonia. Ot, biedny, chory człowiek, któremu wszystko się ze spiskiem i Ruskimi kojarzy. Właściwie jest to materiał bardziej dla psychiatrów niż czytelników. Nas dziwi i autentycznie przeraża, że Paulini zgodzili się taki tekst umieścić na swojej oficjalnej stronie internetowej. To musi zastanawiać i niepokoić. Czyżby wszyscy ojczulkowie z Jasnej Góry byli w tym samym stanie psychicznym co ich rzecznik Stanisław Tomoń? Jeżeli tak, to źle się dzieje w domu naszej Mateczki, Królowej Polski! Pora zainteresować tą sprawą egzorcystów. Jak nic szatan robi z Jasnej Góry Ciemną!!!

SOBCZAK i SZPAK
 
DWIE SPRAWY

       Podano do publicznej wiadomości zapis z czarnej skrzynki rozbitego prezydenckiego TU-154. Nie jesteśmy znawcami ani tym bardziej specjalistami lotnictwa, więc nie będziemy wypowiadali się na temat przebiegu lotu i podejmowanych przez załogę decyzji. Od tego jest sztab mądrych, wykształconych i doświadczonych ludzi, którzy wcześniej, a zapewne później przedstawią najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Nas, laików zastanawia, i to bardzo, jeden fakt. Przerażający fakt. Otóż jak ze stenogramów wynika, kokpit tego samolotu otwarty był jak nocny bar, dostępny dla wszystkich i do samego końca. Jeżeli to był zwyczaj powszechnie praktykowany podczas podróży najważniejszych osobistości w państwie, to dziękować Bogu, że tylko na jednej katastrofie się skończyło. Przez kabinę pilotów przewija się tak dużo osób, że nie sposób zorientować się kto i co mówi. To musiało być bardzo komfortowe dla załogi. Dla ich koncentracji i dla podejmowanych decyzji. W tej sytuacji zastanawia lekceważenie przez niektórych dziennikarzy faktu, że za plecami dowódcy samolotu do końca siedział jego najwyższy przełożony gen. Błasik, a stałym gościem w kabinie był szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana. Ci i inni ludzie w jakiejś sprawie w kokpicie się znaleźli. Na pewno nie w celach towarzyskich czy podziwiania widoków. Z pewnością chodziło im o coś znacznie ważniejszego. Dla nas to ewidentny przejaw nacisków na załogę i jedna z ważniejszych przyczyn katastrofy!

SOBCZAK i SZPAK

Dzisiaj P.S. użycza miejsca sprostowaniu.
      Redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy Czas” Tomasz Sommer, w liście skierowanym do nas, ma nam za złe, że obsobaczyliśmy go za wypowiedź w radiowej Trójce (ANGORA nr 22/1041). Nazwaliśmy red. Sommera „dziennikarzyną”, bo też w audycji Michała Karnowskiego wypowiedział się jak dziennikarzyna, a nie dojrzały, rzetelny, opiniotwórczy dziennikarz, naczelny ogólnopolskiego tygodnika. Ta funkcja zobowiązuje. Chyba, że się coś w tym względzie zmieniło, a my o tym nie wiemy. Jeżeli Pan nadal nie widzi nic chamskiego, kłamliwego i zwyczajnie głupiego w stwierdzeniu, iż śledztwo przeprowadzane w Rosji nie ma żadnego znaczenia, bo prowadzą je Rosjanie i można je jedynie wyśmiać, gdyż jest niewiarygodne od początku do końca, to my również nie widzimy nic zdrożnego w nazwaniu Pana „dziennikarzyną”. Cyniczne manipulowanie informacjami o czarnych skrzynkach i wmawianie ludziom, iż zostały one raz na zawsze zarekwirowane przez Rosjan jest nikczemnością i niegodziwością przynależną rusofobom i fanatycznym propagandystom, a nie solidnym, rzeczowym dziennikarzom. Powoływanie się zaś przy tym na publikacje innych gazet jest paradne. Żaden to argument, a dowód tym bardziej. O czym zapewne Pan doskonale wie. Ciągle jeszcze publiczne deklaracje, oficjalne oświadczenia Prokuratora Generalnego, Premiera mają większe znaczenie prawne, niż doniesienia i spekulacje dziennikarskie. Dlatego uprzejmie prosimy nie raczyć nas takimi argumentami, nawet jeżeli uważa nas Pan za skończonych idiotów, czy za kogo tam Pan chce. I jeszcze jedno. Słowa „bezdenna głupota”, „chamstwo”, „kłamstwo” oraz „dziennikarzyna” nie zostały użyte w stosunku do Pana OSOBY i przymiotów umysłu, tylko do Pana KONKRETNEJ WYPOWIEDZI! Skoro Pan tego nie rozróżnia to przepraszamy i oświadczamy, iż Pan Tomasz Sommer nie jest bezdennie głupim, chamskim i kłamliwym dziennikarzyną! Z poważaniem i oczekiwaniem na inną, ciekawą i rzeczową polemikę. M.S i A.Sz.
 
KTO NA LODZIE?

       Opisywaliśmy już w tym miejscu strach bydgoskiego Ratusza przed klątwą, dociekaliśmy co się dzieje wokół Portu Lotniczego i kto rzucił na to miejsce urok. Po tych pełnych mrocznej magii historiach związanych z miastem i jego włodarzami chcieliśmy nieco odpocząć. Zmienić temat. Ale nie dało rady. Mamy nowy kwiatek. Budujemy lodowisko. I bardzo dobrze. Każdy nowy obiekt sportowy cieszy. Tylko czemu zamierzamy ten przybytek fizkultury wybudować drogo i źle? Tak przynajmniej donoszą media. Ale za porządkiem. W Ratuszu mają dwie koncepcje. Jedna zakłada budowę stałej całorocznej hali lodowej. Jej koszt ma wynieść 5,9 mln zł. Druga koncepcja to postawienie hali namiotowej, w której znajdować się będzie lodowisko sezonowe, czynne od października do marca. Na to cudeńko trzeba będzie wyłożyć 6,5 mln. W tej chwili trwają przepychanki. Ze źródła dobrze poinformowanego wiemy, iż sprawa jest już właściwie przesądzona i przetarg na budowę wygrają oferenci namiotu. Dlaczego tak się dzieje? Lokalni dziennikarze starali się dociec prawdy u nadzorującej inwestycję wiceprezydent Lucyny Kojder-Szwedy. Poza ogólnikami i bla, bla, bla nie usłyszeli nic! O tańszej i o wiele lepszej ofercie, na którą nie raczyli urzędnicy Ratusza odpowiedzieć, pani wice powiada, iż kontakty z uczestnikami przetargu mogłyby wzbudzić podejrzenia. No masz! Za to odrzucenie oferty, zanim się z nią dokładnie zapozna i rozważy nie wzbudza żadnych podejrzeń. Pani Lucyno, nie wstyd Pani wciskać Bydgoszczanom taką ciemnotę? Cóż, nam się wydaje, że cała zabawa ma drugie, wyborcze dno. Halę pod namiotem da się wybudować szybko, jeszcze w tym roku. Pod koniec 2010r. mamy wybory samorządowe, więc będzie się czym pochwalić na wiecach wyborczych. Rozgrzebana budowa nawet najpiękniejszej hali głosów wyborców nie przysporzy. Wiedzą o tym dobrze obecni mieszkańcy ratusza. Trzeba, by nasi dziennikarze dobrze przyjrzeli się też innym miejskim inwestycjom. Może tam również gorzej ale drożej, za to bardziej medialnie i wyborczo. Jakby dobrze poszperać to pewnie niejedno by się znalazło. Lodowisko, wybory! Oni się urządzą, a my zostaniemy na lodzie!?

SOBCZAK i SZPAK
 
W OBRONIE PRAWDY

      Rzucanie grochem o ścianę wydaje się być zajęciem o wiele ciekawszym i bardziej zajmującym intelektualnie, od polemik z Czytelnikami pokroju Anny Boguckiej (Angora nr 22). Przytoczymy jednak fragmenty jej listu, aby pokazać mechanizm uwalniania niebywałej agresji, bezczelności i kłamstwa piszącej. Główną przyczyną tego patologicznego zjawiska jest brak myślenia przyczynowo-skutkowego. Ludzi takich jak Anna Bogucka pokazano w całej okazałości w propagandowym dziele „Solidarni 2010”. To osoby intelektualnie ubezwłasnowolnione, nie potrafiące funkcjonować samodzielnie, bez guru, wodza prowadzącego ich za rękę. Ci biedni, godni najwyższego współczucia Rodacy przyjmują wszystko na wiarę. Każda propagandowa brednia jest dla nich prawdą absolutną, zaś fakty, dowody nieistotne i bez znaczenia. Stąd też u nich taka łatwość naginania rzeczywistości do swoich urojeń. Gdy nie mają wyjścia, odwracają kota ogonem. Oto przykład, cyt: „…Kiedy ktokolwiek z nas próbuje wyrazić swoją sympatię do tej partii (PiS – dop. S i Sz), jest opluwany, ośmieszany, nazywany oszołomem albo „prawym Polakiem” – w cudzysłowie właśnie. Bo my, zdaniem takich inteligentów jak autorzy felietonu, jesteśmy niegodni miana Polaków w ogóle…”. Krótki fragment i mamy wszystko o czym wspominaliśmy: agresja, bezczelność i kłamstwo. To nie my ani podobne nam indywidua powołały do życia Prawych Polaków, w cudzysłowie i bez. Fakty są takie, że pani ukochany Jarosław Kaczyński co rusz wskazuje kto gdzie stał, kto skąd się wywodzi, kto łaził ze spuszczonym łbem, a kto z podniesiona łepetyną, kto jest prawdziwym patriotą i prawym Polakiem, a kto zwyczajną swołoczą i kosmopolitą. Tworzenie podziałów i budowanie barykad, szczucie jednych przeciwko drugim to specjalność ocieplanego właśnie Jarosława i PiS-u. My i nam podobni nie weryfikujemy, nie klasyfikujemy Polaków. Nie odbieramy nikomu godności. Nie powołaliśmy do życia Ligi Republikańskiej, Wszechpolaków i innych młodzieżowych, bojówkarskich organizacji, pragnących w środku Europy zbudować nacjonalistyczno-klerykalną wyspę. Nie krzyczymy na wiecach, w patriotycznym, pełnym miłości do Boga i bliźnich uniesieniu „Polska dla Polaków!!!”. To nie satyrycy, a poseł Suski jest odkrywcą, nosicielem i propagatorem genu patriotyzmu, itp., itd… Ale cóż te fakty znaczą dla bezczelnych, zakłamanych ksenofobów i fanatyków. Dokładnie nic! Oni, jak ten przysłowiowy złodziej, najgłośniej krzyczą „Łapać złodzieja!!!”. Szanownej pani Boguckiej, od tej nachalnej, PiS-owskiej propagandy wszystko się pomieszało, dlatego nie bacząc na własną śmieszność pyta, czy cyt: „…”prawi Polacy” mają wiecznie trzymać „mordy w kuble”?…”? Sadząc po liście, pani nie trzyma. Dwumilionowa klientela Ojca Dyrektora też od kubła stroni i drze mordę na cały świat, odsądzając od czci i wiary każdego Rodaka, który śmie mieć inne poglądy niż te, serwowane w mediach biznesmena Rydzyka. A już zupełnie niewyobrażalne jest, aby rzesza PiSdziennikarzy choć na moment mordę do kubła wsadziła.
       Wiadomo, że najlepszą obroną jest atak. Ten, przypuszczony obecnie przez PiS, propaganda, a za nią Bogucka, nazywa zrywem polskości „Prawych Polaków”. Nic nie dociera...

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Dla nas, w odróżnieniu od Prawych Polaków, prawda nie ma zabarwienia historycznego, ideologicznego, partyjnego, kościółkowego. Prawda pozostaje prawdą. Dla jej obrony warto się zawsze i każdemu kto chce ją fałszować, sprzeciwiać.
 
NIHIL NOVI

       To wszystko co dzieje się od dłuższego czasu wokół Portu Lotniczego w Bydgoszczy każe zastanowić się, czy Sejmik Wojewódzki razem z Radami Kujawsko-Pomorskich Miast nie powinny zebrać się i wzorem naszych przodków (Radom 1505r.) uchwalić dla naszego regionu cczegoś w rodzaju Konstytucji Nihil Novi, która zakazywała królowi samodzielnego stanowienia prawa powszechnie obowiązującego (ustaw), zwanego prawem pospolitym, a zarazem nakazywała stanowienie tego prawa, jak też uchwalenia odstępstw od niego wyłącznie na sejmie walnym za wspólną zgodą króla, senatu i posłów ziemskich. Jak wiadomo, z całkowicie nikomu nieznanych powodów wszelkie decyzje w sprawie naszego lotniska podejmuje marszałek województwa Piotr Całbecki. Prezydent było nie było miasta-siedziby owego lotniska Konstanty Dombrowicz nie wiedzieć czemu w tej sprawie nic nie robi i nic nie mówi. Znaczy się zgadza na decyzje podejmowane przez marszałka. Nie jest też dla nikogo tajemnicą ostry konflikt pomiędzy marszałkiem a prezesem portu lotniczego. Skutki mamy coraz bardziej opłakane. Mniejsza liczba połączeń (nawet do stolicy nie można polecieć), nie do końca jasne prawnie transakcje, jacyś pośrednicy i niepewne wyceny. Oczywiście za tym idzie gigantyczna ilość plotek i podejrzeń. Czas najwyższy skończyć z sytuacją, gdy jedna osoba trzyma w ręku wszystkie sznurki. Trzeba zrobić, i to jak najprędzej, walny zjazd samorządowców regionu. Niech debatują nad uzdrowieniem tej chorej sytuacji. Dalej tak być nie powinno. Trzeba wytłumaczyć mieszkańcom, kto właściwie i na jakich zasadach jest właścicielem portu lotniczego i kto posiada akt własności gruntów zajmowanych przez lotnisko. Czyje pieniądze włożono w budowę samego portu i całej lotniczej infrastruktury. Odpowiedź na te pytania powinna jasno i wyraźnie wskazać, kto i w jakim stopniu posiada prawa decyzyjne dotyczące tej regionalnej działki. Coś nam się wydaje, że cała sprawa to gorący kartofel, dlatego nikt po niego nie sięga. Niech się sparzy kto inny. W razie wybuchu jakiejś afery zawsze będzie można powiedzieć, że mnie przy tym nie było. Na szczęście jesienią mamy wybory samorządowe. Wtedy przy urnach wyborcy przypomną sobie, że niezajmowanie stanowiska to też stanowisko i nastanie czas pożegnań. Oby na dobre!

SOBCZAK i SZPAK
 
GARŚĆ IDIOTYZMÓW

        W Domu Wariatów Polsce wielkie ożywienie. Durnota goni durnotę. Oto kilka tylko idiotyzmów z ostatniej chwili.
       Posłanka Beata Kempa (to ta niewiasta, która wtargnęła podczas naszego występu na scenę, grożąc nam więzieniem, gdyż ośmieliliśmy się kpić z ministra Ziobro), robiąca za komentatorkę polityczną Radia Maryja, w tejże rozgłośni (19.05), w Rozmowach Niedokończonych sączyła jad pomówień, udając przy tym osobę zatroskaną, pełną miłości i wybaczenia. Ot, taki ktoś, co to dziurki nie zrobi, a krew wypije. W tej swojej miłości do bliźniego, w tym nawoływaniu do zgody narodowej i pojednania, potwierdzała wszystkie, nawet najbardziej kretyńskie teorie spiskowe związane z katastrofą smoleńską, snute przez słuchaczy Radyja i ojca prowadzącego tę audycję. Między innymi miała za złe, że rozbity TU-154 przechodził kapitalny remont w rosyjskich zakładach naprawczych! A w jakiej to fabryce miałby być remontowany rosyjski samolot, żeby było wszystko w porządku i nie budziło żadnych zastrzeżeń? W amerykańskiej, australijskiej, japońskiej? Widać pani poseł jest święcie przekonana, że niemieckie samoloty remontowane są w Turcji, a amerykańskie F-16, które mamy nieszczęście posiadać, w Bułgarii. Gdyby myślenie choć o ułamek sekundy wyprzedzało mowę posłanki Kempy… Pomarzyć piękna rzecz!
        W tym samym duchu i w tej samej rozgłośni (Aktualności Dnia) wypowiedział się były minister transportu i budownictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Jerzy Polaczek. Ten wykazał się dużym talentem, w manipulowaniu informacjami. Oskarżył ministra Klicha (MON) o to, iż polscy piloci wojskowi nie ćwiczą na znajdujących się jedynie w Rosji symulatorach TU-154, przez co mają małe doświadczenie w ich pilotażu. Faktycznie nie ćwiczą, bo szanowny kolega Polaczka, minister Szczygło zrezygnował z tego szkolenia. Ale to już Polaczkowi - katoliczkowi przez gardło nie przeszło. To wstrętne i obrzydliwe oczerniać kogoś, kto jest Bogu ducha winny. W Polsce panuje przekonanie, że prawda wyzwala. Szkoda tylko, że nie każdego Polaczka!
         Bezdenną głupotą wykazał się w programie III PR (20.05) Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika o śladowym nakładzie Najwyższy Czas. Po pierwsze obśmiał śledztwo w sprawie katastrofy, bo prowadzą je Rosjanie, więc jest niewiarygodne od początku do końca. Po drugie poinformował opinię publiczną, że ruscy nie wydadzą nam czarnych skrzynek. Najwyższy czas dziennikarzyno, zanim się publicznie wypowiesz, dowiedzieć się czegoś, co ma pokrycie w faktach. Oskarżanie kogoś tylko dlatego, że się go z całego serca nienawidzi, to za mało. Śledztwo jest prowadzone pod kontrolą polskich prokuratorów i na oczach całego świata, a czarne skrzynki, zgodnie z Konwencją Chicagowską, przekazuje się zainteresowanym po jego zakończeniu, o czym Polacy zostali poinformowani 150 razy. Po takiej chamskiej, kłamliwej wypowiedzi nie dziwi symboliczny nakład jego tygodnika. Tam też nie ma śladu prawdy. Jest wyłącznie fobia antyrosyjska.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Jeszcze idiotyzm z innej niż smoleńska półki. Rada ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski uchwaliła, iż osoby, które popierają procedurę in vitro, stoją w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego, zatem NIE MOGĄ PRZYSTĘPOWAĆ DO KOMUNII ŚWIĘTEJ! Brawo. Za to duchowni pedofile mogą tej Komunii udzielać, spowiadać, celebrować msze i cieszyć się pełną ochroną hierarchów tegoż kościoła!

 
OSINOWY KOŁEK

       Wiceprezydent Bolesław Grygorewicz skierował do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Karygodnego czynu dopuścił się bezdomny, który listownie zagroził władzom miasta klątwą. Strach padł na Ratusz okrutny, a na wiceprezydenta Bolesława szczególny. Bezdomny w rzuconej klątwie wzywa kleszcze i jadowite pająki, aby zaatakowały siedzibę Prezydenta Miasta i pokąsały włodarzy tak, aby na ich ozorach pojawiły się krwawe bąble. Autor groźby nie jest powszechnie znanym czarownikiem, wziętym szamanem. To człek prosty o niespecjalnie skomplikowanej osobowości, więc siła rażenia jego zaklęcia jest mała, żeby nie powiedzieć żadna. A jednak te czary mary bezdomnego wzbudziły duże zaniepokojenie ojców grody nad Brdą i nad Wisłą. Czego przestraszyli się ci, którzy winni być nieustraszeni, a przynajmniej odporni na tego typu groźby? Kleszczy, pająków, czy może (tfu, na psa urok) krwawych bąbli na językach? Ci co wierzą w takie gusła wiedzą, że krwawe bąble pojawiają się na ozorze od notorycznego łgania, krętactwa, matactwa, niedotrzymywania obietnic i zwodzenia ludzi! Dlatego Panie Bolesławie w randze vice, dużej miary nieroztropnością było fatygowanie w tej sprawie prokuratury. Nadgorliwi śledczy mogą przy okazji trafić na jakiś paskudny ślad i groźba klątwy stanie się samo spełniającą przepowiednią. Radzimy z całego serca, zatrudnijcie w Ratuszu jakąś babkę guślarkę czy dziada szeptuna do stałego odczyniania wszelkiej maści klątw, zaklęć, rzuconych uroków czy klasycznego łypania na pracę prezydenta złym okiem. Trzeba mieć baczenie, bo licho nie śpi i o nieszczęście łatwo. A jeszcze nie daj Boże wlezie na prezydenckie pokoje jakaś czarownica z Torunia, czy wiedźma z Włocławka. Wtedy bez egzorcysty się nie obejdzie. Sumując, nie ma wyjścia. Trzeba dookoła Ratusza ustawić stały kordon policjantów i strażników miejskich, którzy będą całodobowo odganiać czarne koty i inne ciemne moce przeszkadzające szanownym urzędnikom w zajmowaniu się sobą. Po tej strasznej klątwie bezdomnego, jaka na was może spaść, musicie teraz w Ratuszu częściej niż dotychczas pluć przez lewe ramię, ściskać kciuki, jeść czosnek i sypać sól wokół siebie. Dobrze jest mieć przy sobie zestaw amuletów tudzież osinowy kołek, o co w Ratuszu niestety trudno. I nie chodzi o to, że kołków tam nie uświadczysz, bo uświadczysz, tyle że żaden z nich osinowy!

SOBCZAK i SZPAK
 
PREZYDENTURA KACZYŃSKIEGO

        Być może tragicznie zmarły Lech Kaczyński prywatnie był człowiekiem miłym, sympatycznym, opanowanym, wyrozumiałym, życzliwym ludziom, dowcipnym i pełnym osobistego uroku. Być może, tego nie wiemy, bo nie mieliśmy okazji tego doświadczyć. Jakim był prezydentem wiemy doskonale, bo śledziliśmy Jego polityczną karierę, czemu dawaliśmy wyraz w wielu felietonach.
        Prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie była Jego prywatną sprawą. Ona dotyczyła nas wszystkich. Wpływała - i to dobitnie – na jakość życia Polaków i na obraz Polski w świecie. Każdy obywatel ma prawo wypowiadać się o niej publicznie i krytycznie. Kto tego nie pojmuje jest zwyczajnym durniem, albo cynicznym obłudnikiem! Krytycznej ocenie poddaje się nieżyjących królów, cesarzy, papieży i innych możnych tego świata. Nie ma żadnego racjonalnego ani szczególnego powodu, żeby wyłączyć z takiej oceny akurat naszego byłego prezydenta. Nas nie obchodzi Jego życie prywatne. Publiczne owszem. Nie zamierzamy milczeć, kiedy PiS-owscy propagandyści starają się zamknąć usta wszystkim, którzy śmią wypowiadać się nieprzychylnie, a wręcz źle o dokonaniach prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ten agresywny, histeryczny szantaż sprowadził już Platformę Obywatelską do defensywy, przestraszył polityków z SLD i PSL-u oraz uciszył wielu bojaźliwych dziennikarzy i publicystów. Bo przecież O ZMARŁYCH NIE MÓWI SIĘ ŹLE! Ale też nikt o zmarłym Lechu Kaczyńskim nie ma zamiaru źle mówić. Za to Jego prezydenturę należy analizować i oceniać pod każdym względem. Mamy czas wyborów i ludzie powinni wiedzieć, w jaką stronę Polska zmierza. Czy chcemy mieć prezydenta, który będzie kontynuował to z czym mieliśmy do czynienia za Lecha Kaczyńskiego, czy od tego odejdziemy i pójdziemy zupełnie inną drogą? Wstrzymywanie się polityków biorących udział w wyborach przed oceną, analizą poprzedniej prezydentury to jakiś obłęd. Jak można mówić o swoim programie wyborczym, nie odnosząc się do poczynań, decyzji i poglądów na państwo Lecha Kaczyńskiego? Jak przekonać Rodaków, że oferuje się coś lepszego, jeżeli nie ma się tego do czego odnieść?
         Prezydentura Lecha Kaczyńskiego była upiorna, nacechowana kompleksami, małostkowością i mściwością. To nie był prezydent wszystkich Polaków, tylko PiS-u. Lech Kaczyński nie podejmował żadnej decyzji samodzielnie. Wszystkie konsultował z bratem Jarosławem, a tak naprawdę wykonywał jego polecenia. Chyba nie uleciały z pamięci politykom i publicystom różne negocjacje w Unii Europejskiej, podczas których prezydent Kaczyński nie rozstawał się z telefonem komórkowym i dosłownie o wszystko pytał brata. Stał się pośmiewiskiem unijnych przywódców i niechlubną gwiazdą programów satyrycznych w wielu krajach europejskich. Z taką karykaturalną prezydenturą mieliśmy do czynienia. Jej zwieńczeniem była wyprawa katyńska, której nie pamięć o pomordowanych przyświecała, a zaspokojenie rozbuchanego ego braci bliźniaków i kalendarz wyborczy. Panu prezydentowi nie w smak było obchodzenie rocznicy tej zbrodni w towarzystwie premierów Tuska i Putina. On musiał mieć swoją uroczystość, zorganizowaną wyłącznie dla niego. Teraz obwinia się za tę tragedię wszystkich dookoła, tylko nie jej głównego SPRAWCĘ! Dziś tę chorą rywalizację z Tuskiem nazywa się wielkim patriotyzmem.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Widać ta tragedia to jeszcze za mało, bo są Polacy, którzy chcą aby Jarosław Kaczyński to dzieło skłócania i dzielenia Rodaków kontynuował.
 
DZIŚ TWORZYMY

        Kiedyś, w czasach realnego socjalizmu, bardzo popularne były hasła państwowotwórcze, które, tak jak dziś reklamy, wtapiały się w polski krajobraz. Jednym z najpopularniejszych było „DZIŚ TWORZYMY NASZE JUTRO!”. W tej chwili to hasło ma duże szanse wrócić do łask, tylko w trochę zmienionej formie. Obecnie brzmieć powinno „DZIŚ TWORZYMY NASZE WCZORAJ!”. Dokładnie rzecz ujmując, tworzymy bez przerwy nową wersje naszej historii. Popatrzmy jakie przemiany miały miejsce w Polsce, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Przedstawimy to na jednym, ale za to znamiennym przykładzie. Chodzi o Armię Radziecką. Najpierw, w latach dwudziestych minionego wieku uznawana była za zbrodniczą, bandycką i trzeba było na nią aż maryjnego cudu, by ją przegnać z naszej ukochanej Ojczyzny. 17 września 1939r. przeklinaliśmy sowiecką armię na równi z hitlerowską. Ale już od 22 czerwca 1941 żołnierze radzieccy stali się sojusznikami i wyzwolicielami Rzeczpospolitej spod faszystowskiego jarzma. Od roku 1945 oficjalnie byli armią przyjacielską, sojuszniczą, gwarantem bezpieczeństwa naszych granic i niepodległości. W całym kraju jak grzyby po deszczu wyrastały pomniki wdzięczności żołnierzom radzieckim, a cmentarze wojenne otoczone były czcią i troskliwą opieką. Tylko rodząca się, nieliczna jeszcze opozycja, traktowała rosyjskich sołdatów jak okupantów i najeźdźców. Od 4 czerwca 1989r. Armia Radziecka całkowicie zeszła na pozycję najgorszej swołoczy jaka kiedykolwiek dotknęła swoją stopą polskiej ziemi. W zapomnienie poszła niemiecka nawałnica, a jej miejsce zajęła radziecka. Z polskich miast rugowano pomniki wdzięczności, zaś cmentarze z prochami radzieckich żołnierzy popadały w ruinę i zarastały zielskiem wszelakim. Od miesiąca znowu krasnoarmiejcy zaczynają być dla Polaków tymi, którzy jednak ginęli na naszej ziemi nie jako okupanci, tylko jako wyzwoliciele spod (tu niespodzianka) hitlerowskiego buta. Oczywiście jest wielu Rodaków, którzy tego poglądu nie podzielają. Mimo to atmosfera ulega diametralnej zmianie. Szkoda że w tym wszystkim nikogo nie interesuje obiektywna, historyczna prawda. Ważne jest subiektywne, koniunkturalne, wynikające z potrzeb politycznych spojrzenie na fakty. Ono wyznacza bieg historii i jest dowodem na to, że w dziejach ludzkości nie ma nic pewnego. Każda prawda może być kłamstwem, a każde kłamstwo może być prawdą, w zależności od bieżących potrzeb. Bo przecież „DZIS TWORZYMY NASZE WCZORAJ!”.

SOBCZAK i SZPAK
 
KARA BOŻA

        Ksiądz prałat pułkownik Żarski, administrator diecezjalnego Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, w wygłoszonej w bazylice Św. Krzyża w Warszawie homilii prosił Boga: „…Racz nam wrócić Panie, Ojczyznę wolną od kłamstwa, hipokryzji, „politycznej poprawności” historycznej amnezji, partyjnego egoizmu i antykościelnej neurozy…” (Nasz Dziennik – 4.05.2010). Prałat Żarski z niewiadomych powodów twierdzi, że Pan Bóg zabrał nam Ojczyznę wolną od kłamstwa, hipokryzji, itp., itd. Trzeba więc usilnie błagać, żeby nam ja oddał. Sensu w tym za grosz, ale taka już uroda szanownego pułkownika w randze prałata. Ojczyznę mamy taką, jaką sami sobie stworzyliśmy i tworzymy. Udział Pana Boga w tym dziele jest żaden. Jak powszechnie wiadomo, Najwyższy dał nam wolną wolę i to tylko od nas zależy, jak z tego daru skorzystamy. W którą stronę pójdziemy i co zrobimy. Faktem jest, że żyjemy w paskudnym kraju. Bo jak inaczej go nazwać, skoro tyle złego dzieje się w państwie, gdzie 96% obywateli to zdeklarowani katolicy? Pytamy więc, któż zakłamał nam i sponiewierał Ojczyznę? Te 4% ateistów, agnostyków i mniejszości wyznaniowych? No kto wasza przemądrzałość? Jaki w tym polskim bagnie, polskim piekle ma udział Kościół katolicki? Znaczący, czy może go przy tym wszystkim nie było? W państwie, gdzie księża opanowali każdą dziedzinę życia, gdzie świątyń, zakonów, klasztorów, seminariów jest bez liku, gdzie nic nie może się odbyć bez udziału i zgody episkopatu, wyjątkową bezczelnością jest oskarżanie innych zamiast szukania winy najpierw u siebie.
       Podczas wzmiankowanej homilii prałat Żarski przypomniał słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego o prasie pełnej „…gadulstwa, niesprawdzonych informacji, kłamstwa, sensacji, które odbierają nam ciszę, skupienie, szarpią nerwy i serca…”. No święte słowa. Nie trzeba daleko szukać, tylko wystarczy sięgnąć po Nasz Dziennik czy posłuchać Radia Maryja. I tak 21.04. w ND przeczytaliśmy: „…Mam takie nieodparte wrażenie, że nawet gdyby prezydencki samolot został zestrzelony ogniem artylerii przeciwlotniczej, to i tak byśmy się dowiedzieli, iż była to wina pilotów…”, a w Radiu Maryja 22.04. usłyszeliśmy: „…Bo jeżeli my nie dojdziemy do prawdy, to oni mogą co chwila takie samoloty zestrzeliwać albo różne rzeczy mogą się dziać (…) tych tak zwanych przypadków i nieszczęść może być coraz więcej…”. Któż to wygłaszał takie mądrości? Czyżby jacyś dewianci, psychopaci zainfekowani teoriami spiskowymi. Ależ nie. Pierwsza wypowiedź wyszła z ust posła PiS Pięty, zaś druga z uczonej łepetyny ideologa Radia Maryja prof. Jaroszyńskiego. Nie będziemy cytować urojeń różnych Krasnodębskich i Pospieszalskich, bo się nimi najzwyczajniej brzydzimy. Odnosimy wrażenie, że kardynał Wyszyński był nie tylko wybitnym Polakiem, ale również prorokiem. Przewidział jak nisko upadną ludzie Kościoła, jak media związane z tą instytucją opanuje gadulstwo, niesprawdzone informacje, kłamstwa i sensacje. Miał rację mówiąc, że odbiorą ludziom ciszę, skupienie, poszarpią nerwy i serca.
        Równie inteligentny jak w/w okazał się biskup Ryczan, który wezwał wiernych, by prosili Matkę Boską „…o mądrego prezydenta, który będzie służył narodowi, a nie pragmatyzmowi partii…”. No to Jarosław Kaczyński nadaje się jak nikt!

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Biskup Napierała tragedię smoleńską nazwał „narodowym przebudzeniem danym narodowi jako łaska ku przestrodze na przyszłość”. Ręce opadają! Cóż, jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera!
 
SEZON OTWARTY

         Pogoda jeszcze nas specjalnie tej wiosny nie rozpieściła. Z utęsknieniem wyglądamy naprawdę ciepłych, słonecznych dni. Nie było to jednak jakąś szczególną przeszkodą, żeby dokonać otwarcia sezonu. I też dokonaliśmy tego w miniony, świąteczny weekend. Jako że Polak potrafi, to niestraszna mu deszczowa, ani inna, równie nieprzyjemna aura. Do czego zmierzamy? Ano do postawienia pytania, czy koniecznie trzeba tego pierwszego, tradycyjnego grilla robić pod gołym niebem? Wyszło nam, że nie. Można dochować wierności tradycji, a zarazem siedzieć sobie w ciepełku, nie narażając się na przeziębienie czy inną nieprzyjemność związaną z pogodą. Wystarczy mieć balkon. A ten posiada większość z nas. Wystawiamy na balkon grillową maszynerię, odpalamy i jedziemy. Piknik jak się patrzy. Wprawdzie strażacy rwą sobie włosy z głów, ponieważ taka forma rekreacji to wręcz idealne warunki dla powstania groźnych pożarów, ale nic to. Wolnoć Tomku w swoim domku. Tylko czy na pewno w swoim? W końcu dym i zapach grillowanych potraw wędruje swobodnie po okolicy, wdziera się do sąsiadujących mieszkań i robi z nich wędzarnie. Ale pal sześć smród. Gorzej gdy się przy takim pichceniu zaprószy ogień. A o to akurat na grillowym balkonie dość łatwo. Wystarczy, że mistrz ceremonii wejdzie do mieszkania by się ogrzać, wypić piwo, drinka i zostawi palenisko bez kontroli. Niech w tym czasie zdarzy się jakiś przeciąg, podmuch i natychmiast z misy grillowej wyskakują rozżarzone węgle, i lecą gdzie wiatr poniesie. Naprawdę, bez straszenia, w tym wypadku do prawdziwego nieszczęścia dużo nie trzeba. Jedna nierozważna chwila i mamy pożar. Powie ktoś: czepiamy się, przesadzamy, uprawiamy czarnowidztwo felietonowe. Nic z tych rzeczy. Dowiadywaliśmy się u źródła. Strażacy w całej Polsce, w ciągu tych trzech świątecznych dni mieli z powodu grillowania na balkonach ręce pełne roboty. Takie są fakty! Dlatego od lat jesteśmy zdecydowanymi zwolennikami bezwzględnego egzekwowania istniejącego przecież całkowitego zakazu takich rozrywek. W głębokim poszanowaniu mamy to, iż grillujący na balkonach tłumaczą się brakiem działki letniskowej. Nie macie, to nie grillujcie! Koniec, kropka. Nie dokładajcie roboty strażakom. Oni bez waszego grillowania mają co gasić. Nasz prośba pewnie odniosła by pożądany skutek, gdyby głupota ludzka była choć trochę ograniczona, a brak wyobraźni sporadyczny.

SOBCZAK i SZPAK
 
PRAWI POLACY

      Nigdy byśmy nie pomyśleli, że tak wielkie nieszczęście jakie nas spotkało, taka straszna tragedia, przyczyni się do narodzin nowej generacji PRAWDZIWYCH POLAKÓW, jaką bez wątpienia są PRAWI POLACY. Kim jest ów nowy szczep piastowy? Ano rzeszą Rodaków, którzy do tragedii smoleńskiej chodzili ze spuszczonymi głowami, zaś po tragedii podnieśli je do góry, by w tej pozycji pozostać już na zawsze. PRAWI POLACY mają licencję na patriotyzm. To oni decydują, kto jest złym, a kto dobrym Polakiem, kto ma prawo do żałoby po ofiarach katastrofy, a kto nie. Oni już wiedzą co się stało w Smoleńsku, kto jest winien, kto ma krew na rękach, kto jest zdrajcą, łajdakiem i szubrawcą. Już ogłosili, że prezydent Kaczyński zginął śmiercią bohaterską i męczeńską. Kto myśli inaczej to swołocz i kanalia. Otóż szanowni samozwańczy PRAWI POLACY! Ani prezydent Kaczyński, ani reszta delegacji udającej się do Katania nie zginęli śmiercią bohaterską ani męczeńską. ONI SĄ OFIARAMI KATASTROFY LOTNICZEJ!!! Takie są fakty. Nie lecieli na wojnę, by bronić Ojczyzny. Nie lecieli ratować czy pomagać ofiarom powodzi, trzęsienia ziemi, pożaru czy innego kataklizmu. Nie byli porwani przez terrorystów, zamachowców, piratów, bandytów… O jakim więc BOHATERSTWIE mówicie? Czy kiedy utonęli pasażerowie promu Heweliusz, spłonęła młodzież uczestnicząca w koncercie rockowym w hali Stoczni Gdańskiej, zginęli wystawcy gołębi na Targach w Katowicach ktoś nazwał ich bohaterami, męczennikami?! Oni wszyscy zginęli w tragicznych okolicznościach. Cały Naród za każdym razem ronił łzy, współczuł, trwał w żałobie i ubolewał nad tymi nieszczęściami. Wracając do męczeńskiej śmierci warto by PRAWI POLACY wiedzieli, iż wg Słownika Języka Polskiego (Wydawnictwo Naukowe PWN) męczennik to człowiek, który cierpi lub poniósł śmierć w obronie swoich przekonań, zwłaszcza wiary. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że prezydent Kaczyński poniósł śmierć w obronie swoich przekonań czy wiary. No chyba że jest się PRAWYM POLAKIEM. Wtedy można śmierć Lecha Kaczyńskiego przyrównać do śmierci Maksymiliana Kolbego czy ks. Jerzego Popiełuszki, co zresztą z lubością cynicznie czynią.
       Oczywiście jak wszystko na tym świecie i ta wrzawa wokół katastrofy ma swój powód. Ewidentnym celem PRAWYCH POLAKÓW jest wyniesienie na prezydencki stołek Jarosława Kaczyńskiego, poprzez obarczenie rządu i reszty Rodaków winą za śmierć prezydenta i pozostałych członków wyprawy do Katynia. Do końca kampanii wyborczej będą pomawiać, oskarżać i szantażować wszystkich, którzy myślą inaczej niż oni! Politycy PiS-u apelują obłudnie o pozytywną, spokojną, merytoryczną kampanię, zaś zmasowane hordy PRAWYCH POLAKÓW, wsparte kościółkową agitką, agresywnie prą do przodu, robiąc za walec wyborczy. Zepchnąć do defensywy całą resztę, to jest cel który im będzie przyświecał przez najbliższe dwa miesiące. PRAWI POLACY w roli oskarżycieli i sędziów, my odszczepieńcy, w charakterze oskarżonych i winnych! Ten ostry podział ma zagwarantować Jarosławowi Kaczyńskiemu sukces wyborczy.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Jeżeli zaś idzie o pozostawiony testament polityczny Lecha Kaczyńskiego, to trzeba go najpierw mieć, a nie naprędce go klecić. Teraz na siłę dobudowuje się ideologię do czegoś, czego nigdy nie było. Nie dajmy się zwariować i nie ulegajmy tępej, nachalnej propagandzie, bo ta gotowa za chwilę wmówić nam, że obcowaliśmy z prezydentem tysiąclecia.
 
NA SMUTNO

       Przed nami kilka świątecznych dni. Miejmy nadzieję, że będą pogodne, ciepłe, prawdziwie wiosenne. Na to liczymy, bo niczego innego się nie spodziewamy. Ze świętowaniem tu nad Wisłą mamy poważne problemy. Powiedzmy sobie szczerze, nie potrafimy się w takie dni w ogóle cieszyć i bawić. Jak spojrzeć na lata minione, to nie ma czego wspominać. Większość świąt narodowych obchodzimy na smutno. Jesteśmy jeszcze w stanie zrozumieć te rocznice, które upamiętniają nasze przegrane powstania czy inne klęski narodowe. Mamy w kalendarzu większy zestaw nieszczęść, wspominaniem których się katujemy. Czczenie klęsk to nasze ulubione, masochistyczne zajęcie. Jest jednak kilka świąt radosnych. Te najbliższe do takich należą. Tylko co z tego, skoro nie umiemy podejść do nich z radością? My musimy je celebrować na smutno i patetycznie. Bez mszy, drętwej, okolicznościowej gadki włodarzy, składania wieńców i kwiatów obejść się nie może. Dopiero wtedy jest godnie, podniośle i jak należy, czyli tak jak zawsze. A że przez te trzy dni na wsi i w mieście będzie wiało nudą, to trudno. U nas tak się ludzie w święta cieszą, żeby nikogo postronnego swoją radością nie urazić, a tym bardziej zarazić. Telewizornia dostroi się jak co roku do panującej atmosfery. Zadba, aby pierwszego, drugiego i trzeciego maja co drugi program był modlitewny, filmy miały w sobie geny patriotyzmu i heroizmu, a programy rozrywkowe nikogo nie rozrywały. Dlatego wszyscy którzy będą chcieli przez te świąteczne dni zachować zdrowie psychiczne niech wyjadą na działki, zaproszą swoich serdecznych przyjaciół i znajomych, rozpala grilla, wyciągną z lodówki zimne piwo tudzież coś mocniejszego, po czym zaczną świętować do upadłego, ku uciesze biesiadników i zgryzocie nawiedzonych, smutnych prawdziwych Polaków. Wasze zdrowie kochani Poganie!

SOBCZAK i SZPAK
 
JAK Z HORRORU

      Smoleńska tragedia zdominowała media. Wszystko kręciło się wokół katastrofy, żałoby i pogrzebów. Co było ze wszech miar zrozumiałe. Dziś możemy wrócić do wydarzenia które nami również wstrząsnęło. Otóż jak poinformował „Nasz Dziennik” dokonano ekshumacji szczątków ks. Jerzego Popiełuszki po to, by pobrać cząstki kości, które staną się niedługo relikwiami! To jakiś HORROR! Wyciągnąć zwłoki z grobu i dzielić je na kawałki jak tort urodzinowy, zgroza! „Kościół, oddając chwałę świętym i błogosławionym, dba także o ich doczesne szczątki i relikwie. Tak też jest w przypadku ks. Jerzego - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" o. dr Szczepan T. Praśkiewicz OCD, konsultor Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. (…) …pobiera się cząstki kości, które rozdzielane są na relikwiarzach i ofiarowane tym środowiskom, które będą o nie prosić, żeby nowemu błogosławionemu czy świętemu poświęcać kościoły, parafie, ośrodki kultu. Relikwie umieszczamy w ołtarzach, pod mensą ołtarzową lub w innym stosownym miejscu, by był do nich łatwiejszy dostęp, by święci i błogosławieni mogli odbierać cześć… (…) Zwraca także uwagę, że do chwili beatyfikacji mówimy o doczesnych szczątkach Sługi Bożego, po beatyfikacji zaś o relikwiach.” (Nasz Dziennik – 8.04.). Nie jesteśmy w stanie pojąć, co to jest za religia, w której nie Bogu a ludzkim szczątkom oddaje się cześć. Z grzesznych śmiertelników robi się świętych, ich zwłoki dzieli się na kawałki, umieszcza w świątyniach pod ich wezwaniem, BY MOGLI ODBIERAĆ CZEŚĆ! Toż to jakaś FABRYKA BOŻKÓW! Pomijamy już fakt, iż dokonywana w tym celu ekshumacja zdaje się być bezczeszczeniem zwłok. Ciekawi jesteśmy na jakiej zasadzie wybiera się akurat te, a nie inne kości do relikwiarzy? Czy jest jakiś klucz, instrukcja, według której np. kość strzałkowa TAK, a ogonowa NIE? Kolejne pytanie, na jakie kawałki ciąć zwłoki? Czy proporcjonalnie do wielkości świątyni, czy każdemu po równo? Nie kpimy, nie żartujemy. Chcemy wiedzieć, na jakichś zasadach ten horror z relikwiami się odbywa. Interesuje nas również, czy cokolwiek z nieboszczyka wraca do grobu, czy całość trafia na kościelny rynek? Brnijmy w tych oparach koszmaru i absurdu dalej. Czy relikwie błogosławionych są tak samo cenne jak relikwie świętych? Jeżeli te święte są cenniejsze, to nie ma co się rozpędzać z rozdawaniem ich w stanie błogosławionym. Po wyświęceniu znacznie zyskają na wartości. Czyż nie tak?
       Zdajemy sobie sprawę, iż duchowni są w stanie wszystko uzasadnić i wmówić wiernym, iż taka jest wola Boża. Zresztą dzięki tej woli zniknęło z Dekalogu II przykazanie, które zabrania modlenia się i oddawania czci boskiej podobiznom, wizerunkom, obrazkom, pomnikom i innym przedmiotom.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Kościół katolicki od zawsze dostarczał wiernym ekstremalnych doznań. E.R.Chamberlin w książce „Źli papieże” opisuje m.in. tzw. „synod trupi” zorganizowany przez papieża Stefana VI (896 – 897), cyt.: „…Gnijące w grobie od ośmiu miesięcy zwłoki zmarłego papieża Formozusa (891 – 896) odkopano, ponownie ubrano w papieskie szaty i usadowiono na tronie w celu przeprowadzenia pośmiertnej rozprawy sądowej. (…) Trupa rozebrano do naga i odcięto mu trzy palce prawej ręki, którą zwykł za życia błogosławić. (…) Następnie zwłoki poćwiartowano, wywleczono na ulicę i rzucono na pastwę wyjącemu tłumowi…”. Pewnie to wszystko też na chwałę Bożą!

DO NASTĘPNEGO RAZU

Bardzo chcielibyśmy uwierzyć w zapewnienia polityków, że po smoleńskiej tragedii nic już nie będzie takie samo. Przede wszystkim, po tym ogromnym szoku, polska polityka ma się całkowicie zmienić. To nieszczęście ma być swoistym katharsis dla całego społeczeństwa. Mamy być świadkami niespotykanego złagodnienia najbardziej ostrych i bezwzględnych polemik klasy politycznej. Podobno ma zapanować pełna kultura, szacunek, poszanowanie przeciwników politycznych. Jednym zdaniem, harmonia w sejmie i akordeon w senacie. Koniec z żenującymi połajankami, pomówieniami, kłamstwami i hakami. Kampania wyborcza Wersalem będzie stała. W prasie, radiu i telewizji dysputy będą ino merytoryczne, uwagi krytyczne, nikt nie waży się mówić podle, a o plugawym języku będziemy mogli poczytać jedynie w książkach do historii.
Również my, Polacy. Mamy stać się zupełnie inni. Będziemy społeczeństwem wyrozumiałym, życzliwym, chętnie niosącym pomoc potrzebującym bliźnim. Z polskiego języka znikną takie słowa jak zazdrość, zawiść, kłamstwo, obłuda i hipokryzja. Polak Polakowi barankiem się stanie, a nie wilkiem.
Nie, nie, jesteśmy trzeźwi i nie kpimy sobie w żywe oczy. Takimi zapewnieniami karmiły nas media przez całą żałobę. Mówili o tej przemianie na okrągło politycy, dziennikarze i publicyści. Co z tego, jak my w to gadanie nie wierzymy, jak mamy dejavu. Nachalna pamięć nie pozwala zapomnieć. Pięć lat temu słyszeliśmy te same zapewnienia, te same prognozy, ten sam ton drżący i płaczliwy. Cała Polska, od góry do dołu była pewna przemian które już za chwilę, już za moment miały nastąpić. Pamiętacie?! Bo my pamiętamy doskonale. Bratali się najwięksi wrogowie, rzucali się sobie na szyje kibole skonfliktowanych drużyn piłkarskich, tysiące, setki tysięcy, miliony zniczy płonęło w polskich miastach. Nad całym krajem unosił się duch dobra, pojednania i miłości. Unosił się, unosił, do dnia pogrzebu największego ponoć autorytetu w historii Polski, ukochanego nawet przez innowierców i ateistów Jana Pawła II. Potem duch dobra przestał się unosić, jakby wywietrzał. Teraz znowu się pojawił. Pounosi się tak z tydzień, dwa i znowu mu przejdzie… Do następnego razu.

SOBCZAK i SZPAK
 
GRA NIESZCZĘŚCIEM

       Zawsze kiedy zdarza się wielkie nieszczęście, zawał w kopali, katastrofa kolejowa, zatonięcie promu, kiedy giną dziesiątki, setki ludzi Naród jednoczy się w żałobie i bólu. Tak też było w ciągu ostatniego tygodnia. Staraliśmy się być razem. Każdy z Polaków chciał oddać cześć ofiarom smoleńskiej tragedii. Tak przynajmniej było, dopóki nie zaczęto perfidnie grać tym nieszczęściem. W efekcie czego znów podzielono Polaków.
       W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 osób, a wrażenie jest takie, jakby zginęła tylko para prezydencka. Z przekazów medialnych wynikało, iż ludzie zapalający znicze, składający kwiaty pod Pałacem Prezydenckim oddawali hołd i cześć wyłącznie Lechowi Kaczyńskiemu i jego małżonce, a nie wszystkim ofiarom. To ewidentne nadużycie i ohydna manipulacja. Ale najgorsze jest to, iż w ciągu tygodnia postanowiono z marnej prezydentury i marnego prezydenta uczynić wielkiego męża stanu i najwybitniejszego syna narodu polskiego jaki stąpał po naszej ziemi. I niech tylko nikt nie próbuje mówić nam, że nie mamy szacunku dla majestatu śmierci. Śmierć nie ma z tym nic wspólnego! Żyliśmy, żyjemy tu i teraz, a nie w jakimś matrixie, więc tylko dureń może mówić, że obcowaliśmy z absolutem, człowiekiem ze spiżu. Nie, nie obcowaliśmy! My nie traktujemy śmierci jak wybielacza czy uszlachetniacza. Mamy nadzieję, że to ogromne nieszczęście nie sprowadziło na Polaków jakiejś zbiorowej amnezji. Rękoma i nogami podpisujemy się pod żałobnymi apelami o pamięć. Rzeczywiście pamiętajmy! Ale pamiętajmy wszystko!!! Ci ludzie którzy zginęli byli z krwi i kości. Mieli w swoich życiorysach piękne stronice, ale i takie których powinni się wstydzić. W zdecydowanej większości ofiary to osoby publiczne, które przez całe życie uwikłane były w politykę, poddawane osądowi społecznemu. A te osądy bywały różne. Przeważnie bardzo krytyczne. I co, i o tym należy zapomnieć? Tylko dlatego, że mieli pecha i zginęli w katastrofie, my, społeczeństwo, teraz mamy się wstydzić, że ich krytykowaliśmy i nisko ocenialiśmy ich służbę publiczną? Mamy kajać się i przepraszać? Ci którzy się tego domagają zwariowali już do cna! To przyzwolenie na niczym nieograniczoną obłudę i hipokryzję. Dziennikarze, publicyści, politycy którzy jeszcze wczoraj nie zostawiali suchej nitki na prezydenturze, dzisiaj powiadają, że wysoko ją oceniają. To kpina w żywe oczy. Nagle okazało się, że wszystkich żyjących łączyły ze zmarłymi uczucia wielkiej przyjaźni i miłości, no żyć bez siebie nie mogli. Wszyscy byli wspaniali, cudowni, pełni życzliwości, dobrej woli i niebywałego poczucia humoru. I tylko dziwne, że się bez przerwy i o wszystko obrażali, a satysfakcji dochodzili w sądach. Byli wielkimi patriotami, a największym Lech Kaczyński. I z tego wielkiego patriotyzmu oraz szacunku do przeciwnika politycznego trzeba było osobno i w innym terminie obchodzić rocznicę katyńskiej zbrodni.
     Plutarch powiadał: „De mortuis aut bene, aut nihil” (O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale). Ale na Boga, ta maksyma nie może usprawiedliwiać kłamstwa! Dlatego my uważamy, iż tak o żywych jak i o zmarłych należy przede wszystkim mówić prawdę!

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Prezydent Kaczyński wraz z małżonką pochowani zostali na Wawelu, gdyż jest to miejsce przeznaczone dla najgodniejszych z godnych. Skoro tak postanowiono to dlaczego nikt nie chce się przyznać do autorstwa tego znakomitego pomysłu. No dlaczego?!
 
NIE WYLĄDOWAŁ

Z ogromnym smutkiem, przybici jak wszyscy Polacy tym wielkim nieszczęściem, PYTAMY CIĘ PANIE

Cośmy Ci uczynili Panie Boże w niebiesiech
Że tak bardzo boleśnie los tragiczny nam niesiesz
Jakich win się znów czara w Twym mniemaniu przelała
Że kolejny raz gniew Twój odczuć Polska musiała

Przecież Tyś miłosierny Ty wybaczasz rozgrzeszasz
Ty najtwardszych grzeszników w ich tragedii pocieszasz
Czemu nam nie odpuszczasz tylko karzesz wciąż srodze
Czy tak bardzo Ci z nami nie jest Boże po drodze

Jeszcze łzy nie obeschły po poprzednim Twym gniewie
A już Naród ma nowy znak tragiczny od Ciebie
Daj nam Panie odetchnąć nie słów patrzaj lecz czynów
Nie zabieraj bez przerwy Polsce wielkich jej synów

Przecież tak żyć nie można od dramatu do klęski
Kiedy Boże ten Naród ma być wreszcie zwycięski
Jak ma przyszłość budować pośród łąk rzek i lasów
Kiedy Ty mu nie dajesz na to zbyt wiele czasu

Przeto dziś Cię błagamy od Szczecina po Kraków
Weź zapomnij Przedwieczny o istnieniu Polaków
Damy radę zobaczysz będziesz nawet z nas dumny
Że historię tworzymy przez sukcesy nie trumny


SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Nie raz i nie dwa powiadali Wybrańcy Narodu, że polski pilot, jak trzeba, to na drzwiach od stodoły poleci i wyląduje. Teraz widzimy ile w tym ze wszech miar niemądrym powiedzeniu było ZAROZUMIALSTWA i PYCHY! NIE WYLĄDOWAŁ!
 
SZAJSREKLAMA

       Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tej niezliczonej ilości reklam atakujących nas codziennie z ekranu telewizora, że przestajemy zwracać na nie uwagę. Ich twórcy wiedzą o tym doskonale, dlatego starają się za wszelką cenę zainteresować nas nimi. Zatrudniają więc gwiazdy i megagwiazdy, aby zwiększyć atrakcyjność reklamowych spotów. Ten zabieg z reguły daje pożądany efekt, ale sporo kosztuje. Taniej jest zaszokować widza formą bądź treścią, a najlepiej jednym i drugim. Obecnie twórcy spotów, bez zbędnego skrępowania wzięli na swój warsztat mocz i kał. Dzięki temu możemy w telewizji oglądać gościa latającego jak kot z pęcherzem, bo ciągle chce mu się psi psi. Samego oddania moczu nie pokazują, ale to tylko kwestia czasu, a nie odwagi. Już nas oswojono ze smrodem pod pachami, grzybicą, łupieżem, czyrakami i hemoroidami. Już możemy przy tych reklamach pić herbatę, kawę, spożywać posiłki. Do pana psi psi też się przyzwyczaimy. W końcu wszystko co ludzkie… Z popuszczaniem moczu też ma problem pewna niewiasta. Ale się tym absolutnie nie przejmuje, a wręcz informuje, jakby kto nie wiedział. Robi to w formie pytania: „Czy twoją uwagę przyciąga moje spojrzenie? Mój uśmiech? Mój krok w tańcu? Być może, bo na pewno nie moje lekkie nietrzymanie moczu!”. No to na co kobito czekasz? Popuszczaj na całego, a przykujesz uwagę wszystkich, nie tylko tego jednego. Jak ulał pasuje w tym miejscu parafraza powiedzonka z „Gwiezdnych wojen”: NIECH MOCZ BĘDZIE Z TOBĄ! Coraz śmielej poczynają sobie twórcy reklam z kałem. W pewnym spocie dziecko zwraca się do ojca: „TATA KUPA!”. Kiedyś, w jednej zacnej reklamie padało: „Ociec prać?”. Dobrze, że twórcy wyżej opisanej reklamy zapomnieli o tym sienkiewiczowskim zawołaniu, bo jak nic przerobiliby je na „Ociec srać?”. Taki jest trynd w obecnej reklamie. A tak na marginesie. Większość z telewidzów nie ma zielonego pojęcia o co chodzi w tym spocie, bo kupa jaką dziecko ojcu anonsuje przesłoniła całą treść. To że ktoś wymyśla takie szajsreklamy nas specjalnie nie dziwi. Za to nie mieści nam się w głowie, że ktoś swój towar, produkt, firmę chce popularyzować przy pomocy fekaliów. Naprawdę trzeba mieć nas… w głowie całkowicie.

SOBCZAK i SZPAK
 
NAKARMIĆ SKORUPĘ

      Przyjemnie minęły nam święta, bo to zawsze miło siedzieć z rodziną i przyjaciółmi przy suto zastawionym stole, przerzucać się żartami i biesiadować do woli. Były jednak momenty, kiedy świąteczne potrawy stawały nam w gardle. I to nie dlatego, że były podłej jakości czy kupione w promocji. Tylko z powodu senatora PiS-u Tadeusza Wojciecha Skorupy, górala spod samiuśkich Tater, a konkretnie ze wsi Podczerwone. Jakoś nie mogliśmy zapomnieć o tej bidzie, z jaką od ponad dwóch lat zmaga się ten wybraniec narodu. Tyra chłop dla Ojczyzny za marne 9.000 złotych na rękę. O jakiejś żebraczej diecie senatorskiej (około 2.500 zł. miesięcznie) to nawet wstyd wspominać. Słusznie Skorupa w chwili szczerości wygarnął, że to jakieś psie pieniądze.
      Zastanawialiśmy się, jak ta senatorska bida spędza święta. Pewnie skromnie, bo przecież za 12.000 miesięcznie człowiek się nie rozpędzi. Zresztą wystarczy spojrzeć na Tadka Wojtka, żeby od razu dostrzec puchlinę głodową na jego twarzy. Aż nas ściskało za gardło, kiedy tylko pomyśleliśmy, że my tu przy wykwintnych potrawach, zacnych trunkach bawimy się i świętujemy, a tam gdzieś, u podnóża Tatr, w domu Skorupów jeno woda, chleb i bazie. Przyszło nam nawet do głowy, żeby wysłać Władkowi i jego rodzinie jaką paczkę żywnościową, ale jak znamy Pocztę Polską, doszłaby nie wcześniej niż na Boże Narodzenie. Dlatego korzystając z łamów naszego zacnego tygodnika apelujemy do górali podhalańskich. Zbierzcie się do kupy, zrzućcie się na senatora, bo to wstyd i sromota, że jeden z waszych ziomków, najlepszych synów głodem przymiera. Załóżcie fundację „Nakarmić Skorupę” i wspomóżcie finansowo ekscelencję z waszego regionu, bo nie godzi się, żeby taki dobroczyńca harował za psie pieniądze. Naprawdę szczerze podziwiamy Skorupę Władka Tadeusza, że mu się za te marne grosze chce w ogóle jeździć do Warszawy na posiedzenia senackich komisji d.s. Nauki, Edukacji i Sportu oraz Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. Z drugiej strony lepiej Skorupie posiedzieć w Izbie Refleksji i Drzemki Poobiedniej niż w hotelu sejmowym, gdzie kible pamiętają czasy wczesnego Gomułki. Zgroza! Jesteśmy święcie przekonani, że gdyby nie patriotyczne wychowanie, umiłowanie chrześcijańskich wartości, przywiązanie do ziemi, tradycji i Kaczyńskich, to już dawno Skorupa rzuciłby te posiedzenia, głosowania, wróciłby do swej wsi i zarabiał prawdziwe pieniądze. W końcu jest absolwentem nowotarskiego Technikum Mechanicznego, więc fachowiec z niego jak się patrzy i w Senacie ze świecą takich szukać. Mógłby żyć jak ta lala. Ale Skorupa gardzi mamoną, nie idzie na łatwiznę. Poświęca się dla nas. Swoich kwalifikacji i wiedzy nie zatrzymał dla siebie, dla życia w dobrobycie, tylko dzieli się nimi z całym społeczeństwem. Dziękujemy Ci senatorze Skorupo, że pomimo tych psich pieniędzy chce Ci się służyć Polsce i Polakom. Powinieneś być twarzą wybrańców narodu. Tych którzy bezinteresownie, wyłącznie dla idei, dobra społeczeństwa poświęcają całe swoje życie. Szkoda, że jest Was tak niewielu. Zaledwie 100 w Senacie i 460 w Sejmie. A Tyś jest, obok Chlebowskiego, Drzewieckiego i Piesiewicza, jedną z najjaśniejszych gwiazd tego panteonu!

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
A złych języków senatorze Skorupo nie lękajcie się. Gówno wam zrobią. Nie one odbierają immunitety.
 
BĘDZIEMY GRZESZYĆ

     Wielkanoc, najważniejsze Święto chrześcijańskie, to czas zadumy, refleksji ale i wielkiej radości. Wszak Chrystus nam zmartwychwstał, napełniając nasze serca wiarą i nadzieją. To właśnie w tym czasie wołamy ze wszystkimi, w uniesieniu Alleluja!

      My, Marek Sobczak i Antoni Szpak, czując wagę i powagę owych Świąt, co roku, zanim usiądziemy ze swoimi rodzinami do świątecznego stołu, spotykamy się sami i dokonujemy rachunku sumienia. Jakby nie liczyć, wychodzi nam jedno: ciągle nie potrafimy cieszyć się z ewidentnych sukcesów jakie są udziałem rządzących. Zamiast szczycić się z powodu tego, że Polska jest zieloną wyspą na morzu europejskiej biedy, że nam PKB rośnie jak ozimina i w ogóle, i w szczególe, i pod każdym innym względem jest o.k., kręcimy nosami szukając dziury w całym. Zamiast chwalić i doceniać siejemy zamęt i zwątpienie. Niestety z przykrością musimy stwierdzić, iż pomimo ostrej weryfikacji naszych poglądów, nadal mamy zero szacunku i wiele pogardy dla naszej klasy próżniaczej, dla tych wybrańców narodu, którzy już dzień po wyborach zapominają, kto ich do tej godności wyniósł i komu mają służyć. Poseł Drzewiecki nazwał Polskę dzikim krajem. I miał rację, bo tylko w takim kraju taki Drzewiecki może być ministrem, posłem. Tylko w tym zwariowanym państwie jakaś senacka Skorupa może szydzić i kpić sobie z 9. tysięcznej pensji mówiąc, że dostaje psie pieniądze. Co dostają emeryci i renciści, tego senacka łepetyna już nie wyartykułowała. Pewnie z tej totalnej biedy wylazła na gębie Skorupie puchlina głodowa. Tylko w takim porąbanym kraju senator Piesiewicz może robić jednocześnie za moralistę, co to bez Dekalogu ani be, ani me, ani kukuryku, i dziwadło przebrane za babę, wciągające nosem tabletki od bólu głowy. Dlatego ciągle nie ima się nas krytyka konstruktywna. Z drugiej strony nie bardzo wiemy, co ona zacz oznacza. Wprawdzie Laskowik za komuny tłumaczył na przykładzie traktora o co w niej chodzi (nie należy mówić, że traktor ma jedno zepsute koło, tylko informować, że ma trzy dobre), ale jakoś nam to do przekonania i serca nie trafia. Kończąc, chcemy powiedzieć, że to poczucie winy nas przygniata. I może by nas przygniotło do końca, gdyby nie Czytelnicy, którzy w swej zdecydowanej większości co tydzień nas rozgrzeszają. Będziemy więc grzeszyć dalej! Wesołych Świąt!

SOBCZAK i SZPAK
 
PRAWDZIWA OZDOBA

     Kościół katolicki bardzo przejęty jest losem dzieci PRZED CHWILĄ POCZĘTYMI! O zygocie, dopiero co połączonym plemniku z jajeczkiem mówi istota ludzka. Przeciwny jest zapłodnieniu pozaustrojowemu. Wyklucza antykoncepcję. We wszystkich tych sprawach wypowiada się jednoznacznie kategorycznie. To pięknie, że duchowni tak bardzo przejmują się losem poczynanych i poczętych. Znacznie gorzej im idzie z tymi już narodzonymi, chodzącymi do Kościoła, uczęszczającymi na katechezę. Oni cieszą się zgoła innym zainteresowaniem wielu księży. Skandal pedofilski mający miejsce w Kościele katolickim zatacza coraz szersze kręgi. W samych Stanach Zjednoczonych w 2004r. około 5000 księży zostało oskarżonych o pedofilię. Zgłoszono 11000 przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci. Z roku na rok te liczby rosły. Odszkodowania sięgnęły grubo ponad miliard dolarów. Po USA przyszła kolej na Irlandię, Holandię, Austrię, Szwajcarię, Anglię i Niemcy. A to nie koniec listy. Wszędzie tam, gdzie dominującą pozycję ma Kościół katolicki, afery pedofilskie powoli wychodzą na światło dzienne. Papież Benedykt XVI nie miał wyjścia, musiał w tej haniebnej, kompromitującej sprawie zabrać publicznie głos. I zabrał. Napisał list nie wiedzieć czemu tylko do katolików irlandzkich. Widać uznał, że skandal pedofilski w innych krajach był zbyt mały, więc nie wart papieskiego pisemnego odniesienia. W Irlandii co innego, tam pedofilia w Kościele katolickim rozkwitła nad podziw. Nie było wyjścia, trzeba było ją publicznie potępić. Papież, w liście do Irlandczyków oczywiście smuci się, ubolewa i żarliwie modli. Z przeproszeniem ofiar i wypłatą odszkodowań specjalnie się jednak nie wychyla. Ach ta roztropność Kościoła, nie ma sobie równych. Dlatego właśnie epistoła Benedykta XVI została przyjęta tak chłodno. Światowe media odniosły się do niej bardzo krytycznie. Bo cóż ten list zmienia? Dokładnie nic! To nie jest zarządzenie, rozporządzenie, bulla papieska. To jedynie wymuszone przez media, opinię publiczną stwierdzenie faktu, że takich zbrodni pedofilskich duchowni katoliccy dopuszczali się i dopuszczają nagminnie od dziesiątków lat. Dziwnym trafem temu inteligentnemu, wiecznie ubolewającemu i pochylonemu nad krzywdą wiernych pasterzowi nie przeszło przez gardło powiedzenie światu, iż wewnętrzne rozporządzenie Jana XXIII z 1962 r. o UKRYWANIU zboczeńców w sutannach było haniebne, że Kościół się tego wstydzi i przeprasza. O tym cisza. To rozporządzenie NADAL OBOWIĄZUJE!!! Nie widział w nim nic złego ani Paweł VI, ani święty od zaraz Jan Paweł II, nie widzi też nadal Benedykt XVI.
       Listy mają to do siebie, że się je czyta, a potem już niespecjalnie o nich pamięta, do nich wraca. Zaś rozporządzenia, zarządzenia, bulle papieskie mają to do siebie, że są wewnątrzkościelnym prawem stanowionym, którego należy się trzymać i przestrzegać. Widać to świetnie na przykładzie naszego Kościoła. Chętnie, z lubością grzmi, ubolewa wszędzie tam, gdzie jego interes nie jest zagrożony. W sprawie pedofilii, która rozlewa się po całym świecie, nabrał wody w usta. Tak jakby u nas ten problem nie istniał. A istnieje i tylko czekać jak wybuchnie z taką samą siłą jak w innych krajach. Im szybciej to się stanie, tym lepiej dla Kościoła i dla wiernych.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Jeżeli faktycznie gdzieś w zaświatach istnieje piekło, to prawdziwą ozdobą tego przybytku na pewno są i będą liczni papieże, kardynałowie i biskupi.
 
WIELCY, TYLE ŻE NIEZNANI

     My, Polacy jesteśmy dziwnym narodem. Z jednej strony uważamy się za pępek świata, z drugiej nie potrafimy chwalić się swoimi osiągnięciami. Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, ilu to znakomitych, często wybitnych Rodaków krąży po świecie i przynosi nam chwałę. A nie wiemy o tym dlatego, że nam absolutnie nie zależy, aby takich ludzi pokazywać, promować, szczycić się nimi. Zazdrość i zawiść są tu oczywiście nie bez znaczenia. To często one każą nam milczeć, nie zauważać, umniejszać. W każdej branży są ludzie wybitni, godni nie tylko środowiskowej popularyzacji. Często ci nasi wielce utalentowani rodacy bardziej znani i dopieszczani są za granicą niż w Polsce. Bo tu nad Wisłą obecnie promuje nie wiedza i talent, tylko skandal. Dla przykładu weźmy jakiegoś artystę. Może być najgenialniejszy i pies z kulawą nogą się za nim nie obejrzy. Musi zrobić coś, czym wzbudzi zainteresowanie brukowców. Za ilustrację powyższego niech posłuży grupa muzyczna „Behemoth” i jej lider Adam „Nergal” Darski. Kto w Polsce znał tę kapelę? Nieliczni, w zasadzie tylko jej fani. A przecież to zespół markowy, cieszący się uznaniem krytyki, koncertujący w Ameryce i Zachodniej Europie z najlepszymi kapelami nurtu new black metal. Gdyby nie fakt, iż „Nergal” spiknął się z Dodą, do dzisiaj w Polsce ani o nim, ani o zespole nie byłoby głośno. Artyści z takich kapel jak Wader czy Kat nie związali się z Dodą czy inną Mandaryną, toteż nikt ich w Polsce nie zna i się nimi nie szczyci. A z czego znamy Rafała Maseraka? Ano z „Tańca z gwiazdami” i z szeroko opisywanego romansu z Małgorzatą Foremniak. Mało kto wie, iż Maserak to jeden z najlepszych, najbardziej znanych i cenionych na świecie tancerzy. Wielokrotny mistrz Świata, Europy, że o tytułach krajowych nie wspomnimy. Czy gdyby kiedyś nie przyjął propozycji z telewizji ktokolwiek wiedziałby, że mamy tancerza na najwyższym światowym poziomie. I takich Darskich i Maseraków jest wielu w każdej branży. Tylko ciągle nie potrafimy pokazać ich Rodakom. No cóż, niezmiennie kłania się stare porzekadło: cudze chwalicie, swego nie znacie…

SOBCZAK i SZPAK
 
WARCI SIEBIE

      Wracamy jeszcze do PiSKongresu. Otóż podczas tego spędu ostro podjarany własnym przemówieniem Kaczyński zapowiedział, iż najpierw PRZEJMIE WŁADZĘ, następnie NAPRAWI PAŃSTWO, po czym wprowadzi Polskę do GRUPY 20. NAJBOGATSZYCH KRAJÓW ŚWIATA. Słysząc tę radosna nowinę 1000, a może nawet i więcej aktywnych pochlebców, zauszników i przydupasów J.K. mało nie zemdlało ze szczęścia. Najbardziej cieszył się wicemarszałek Putra. Ale ten jest niekwestionowanym w PiS-ie mistrzem w wychwalaniu wodza. Jedynie on potrafi w każdym wypowiadanym publicznie zdaniu co najmniej trzy razy pokłonić się nisko Jarosławowi i ze cztery, pięć razy oddać mu czołobitny hołd. Dowodem tego liczne wywiady, gdzie nie mówiąc zgoła nic, powiada tak wiele. No leje Putra miód bez wytchnienia, na to kacze, skołatane walką serce! I słusznie, bo ciemny, bezpartyjny lud zupełnie inaczej odebrał onanistyczną oracje prezesa. To zadufane w formie i paranoiczne w treści wystąpienie wywołało w przypadkowym społeczeństwie jedynie rechot. Bo któż to chce naprawić to nasze państwo? Gość co ma znaczący wkład w jego popsucie! Facet który powołał do życia trójkę murarską (Jarek, Jędrek i Romek), pierwszych budowniczych IVRP. Państwa na wskroś zdewiowanego, zrodzonego w chorej, wodzowskiej wyobraźni! Tylko człek niespełna rozumu dałby odremontować swoje mieszkanie komuś, kto je wcześniej całkowicie zdewastował. Trudno też sobie wyobrazić, żeby ktoś taki jak Jarosław Kaczyński wprowadził Polskę do klubu najbogatszych państw. Toż on sam groszem nie śmierdzi. Ten notoryczny kawaler, piastujący od 20. lat intratne, wysokopłatne stanowiska, nie jest człowiekiem majętnym, tak naprawdę nie dorobił się niczego. Wystarczy zobaczyć jego PIT. I taki nieudacznik śmie ludziom mówić, że z Polski zrobi zamożny kraj, a z Polaków krezusów? Równie dobrze mógłby obiecać wszystkim zbawienie, tyle warte są jego obietnice. Nas ten cynizm, kpina i szydera z ludzi nie bawi. I gdyby nie było nam żal telewizora, rzucilibyśmy w przemawiającego pyszałka wazonem.
      Zresztą nie tylko Jarosław wyzwala w nas taką agresję. Cała ta klasa próżniacza działa nam na nerwy. W Polsce polityk przyłapany na kłamstwie nie jest zawstydzony, nie czuje się skompromitowany. Bo też nie spotyka go potępienie i ostracyzm ze strony mediów. Dlaczego? Bo media, szczególnie te elektroniczne, ulepione są z tej samej gliny co klasa polityczna. Również są cyniczne, kłamią i manipulują. Generalnie uprawiają propagandę, a nie prawdziwe, rzetelne dziennikarstwo. Pisaliśmy o tym dziesiątki razy. Wystarczy zajrzeć do archiwum czy zbiorów naszych felietonów z ostatnich 15. lat, wydanych w książkach „Trzy lata buzkowania” i „Dom wariatów Polska”. Dlatego nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu, oglądając dokument Tomasza Sekielskiego „Władcy marionetek”, gdzie dziennikarska obłuda wytyka politycznej hipokryzji kłamstwa. Nie warto nawet tego komentować. Wart Pac pałaca i pałac Paca. To jest towarzycho wzajemnej adoracji, okupujące w zasadzie całe media. Dlatego kłamiący nie tylko w sprawie pracy magisterskiej Kwaśniewski do dziś robi za wielki autorytet, a entuzjasta zbrodniczych nalotów dywanowych na Irak Lis za dziennikarza roku, dekady i wieku.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
I wszyscy oni nad wyraz pobożni i bogobojni. Mają świadomość, że nie przystoi tak łgać ludziom w żywe oczy, jak jacy komuniści, bez Boga w sercu!
 
KONKURS PIĘKNOŚCI

     Kiedy w 1983 roku, po wielu latach nieobecności powróciły do Polski wybory najpiękniejszej, transmisje z finałów Miss Polonia przyciągały przed ekrany telewizorów miliony rodaków. Wszyscy znali zdobywczynię korony, rozmawiali o niej i interesowali się jej dalszymi losami. Z upływem lat impreza coraz bardziej powszedniała i tak naprawdę poza rodzinami i znajomymi kandydatek nikogo już nie ekscytowała. Zupełnie inaczej dzieje się podczas pokrewnej imprezy, jaką są prawybory prezydenckie w Platformie Obywatelskiej. I choć to konkurs wyłącznie wewnątrzpartyjny, zainteresowane jest nim całe społeczeństwo. Takie to dziwadło. Nie wiedzieć czemu startujący do nominacji politycy robią wszystko, aby te prezydenckie przedbiegi nabrały wymiaru ogólnokrajowego. Szczególnie dąży do tego Radek Sikorski. Z wielką determinacją próbuje nadać kampanii medialnego rozgłosu. Stąd to jego parcie do telewizyjnej debaty z Bronisławem Komorowskim. I to wzbudza akurat nasze wielkie wątpliwości. Prawybory są wyłącznie sprawą członków PO i tylko oni mogą wziąć w nich udział. W związku z powyższym żadna z telewizji nie powinna transmitować jakiejkolwiek debaty. Tym bardziej, iż instytucji prawyborów nie ma w polskiej ordynacji wyborczej. Jak dotychczas te fragmenty spotkań obydwu kandydatów z aktywem PO pokazują wyraźnie, iż nie idzie tu o merytoryczną kampanię, a jedynie o konkurs piękności. Kto bardziej spodoba się partyjnym koleżankom i kolegom, zrobi na nich większe wrażenie, uwiedzie swoim uśmiechem, zachwyci bon motem. Bo te prawybory to taka Ameryka dla ubogich, nasza mała Ameryczka. W USA, po prawyborach, a często i po wyborach, wcześniejsi rywale ściśle z sobą współpracują (patrz Obama i Clinton). U nas w zwyczaju jest podawanie rywalowi zamiast ręki, nogi. Po prawdziwej, wewnętrznej, wyniszczającej kampanii prawyborczej, każdej polskiej partii bliżej byłoby do rozłamu, niż do większego zwarcia szeregów wokół zwycięzcy. Dlatego Komorowski i Sikorski mizdrzą się jak kandydatki do tytułu miss, udając że w PO mamy już demokrację na światowym poziomie. Otóż nie mamy, u nas jest jak zawsze, po naszemu!

SOBCZAK i SZPAK
 
MOŻNA BEZ WÓDKI

       Dwudniowy Kongres partii Jarosława Kaczyńskiego przejdzie do historii polskiej demokracji z dwóch powodów. Po pierwsze odbył się, po drugie zakończył. Tyle jeśli chodzi o powagę i sens tego zgromadzenia. Dalej było już tylko śmiesznie i bardzo śmiesznie. W dobry nastrój wprawiła zapewne wszystkich Polaków wiadomość, iż partia Kaczyńskiego, jego decyzją, przekształciła się w największe biuro podróży PiSTRAVEL. Cel tego przedsiębiorstwa turystycznego jest wielce ambitny. Już w 2020 roku PiSTRAVEL ma przewieźć na plaże Egiptu i Tunezji 3 miliony Polaków, czy im się to podoba, czy nie. Niezwykle pocieszną informacją i na wskroś optymistyczną była wiadomość, że w demokratycznych wyborach na stanowisko wodza Prawa i Sprawiedliwości wystartowało dwóch kandydatów. Jednym był Jarosław, a drugim Kaczyński. Ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych na sali i przed telewizorami, nowym prezesem został obersturmbannfuhrer PiS Jarosław Kaczyński. Wiwatom i gratulacjom nie było końca. Zaskoczeni delegaci wpadli w euforię i zafundowali niespodziewanemu zwycięzcy burnyje apłodismenty, prechadjaszczyje w awacju, WSIE WSTAJUT!!! Na wodza zagłosowało 99% delegatów, którzy byli obecni podczas wyborów. Brakujący 1% odszczepieńców, zaprzańców zostanie zidentyfikowany i napiętnowany! Ta partia (czytaj Jarosław) nie zapomina tym, którzy ważyli się zrobić rysę na absolucie. Jak zwykle na tego typu spędach nie zabrakło wypowiedzi komicznych. W PiS-ie specjalizuje się w nich poseł Joachim Brudziński, pierwszy kapciowy Jarosława. W szale schlebiania wodzowi oznajmił światu, iż Kaczyński wygrał wybory miażdżącą przewagą. Wiadomo, że logiczne myślenie jest całkowicie obce Brudzińskiemu. Dlatego nie kuma tak oczywistej oczywistości, że o wygranej w wyborach można mówić jedynie wtedy, kiedy się z kimś rywalizuje, ma się choć jednego konkurenta. Inaczej mamy do czynienia z parodią wyborów. No cóż, wazelina zrobiła duże spustoszenie w mózgownicy. Dowodem na to jeszcze jedna jego wypowiedź. Okazuje się, iż członkowie PiS cyt.: „…są zjednoczeni w oparciu o autorytet lidera…”. No i dobrze chłopie, że jesteście oparci, bo byście się przewrócili i nie byłoby komu was podnieść. Tak was w Polsce lubią i szanują!
     Kongres PiS-u był od początku do końca pogodny i radosny. Zwieńczeniem obrad było wystąpienie delegata Ziobry, który niespodziewanie, w imieniu partii zwrócił się do prezydenta Lecha Kaczyńskiego z apelem o wystartowanie w wyborach prezydenckich. Sala oniemiała z zachwytu. Tego nikt się po Ziobrze nie spodziewał. A jednak stało się. Lech Kaczyński jeszcze na apel nie odpowiedział, bo też był nim kompletnie zaskoczony. Nie przypuszczał, że zaproszenie, prośba i poparcie dla jego kandydatury wyjdzie z tej właśnie partii. Wprawdzie liczył, że być może jakieś silne ugrupowanie partyjne zechce go wesprzeć, ale nie przypuszczał, że poprze go aż tak potężna partia.
      Powiadają niektórzy w Polsce, że można się świetnie bawić bez alkoholu. Myśleliśmy, że to brednie. A to prawda. Wystarczy być delegatem na Kongres PiS, albo go śledzić w mediach. No ubaw po pachy!

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Nie bardzo pojmujemy, dlaczego PiS uparło się, żeby swój Kongres zrobić akurat w Poznaniu. To jakiś masochizm. Tam na każdej tablicy rejestracyjnej jest reklama PO! Z czym więc do gości?!
 
JAROSŁAW TRAVEL

      Jakimż bezmyślnym Narodem i nieodpowiedzialnym państwem jesteśmy. Wierzyć się nie chce. Jakbyśmy byli zieloną wyspą jaką, a nie jednym z krajów Unii Europejskiej. Jakby nasze korzenie nie w kulturze śródziemnomorskiej tkwiły, a w jakim Zakaukaziu. Toż już w 2015 roku moglibyśmy mieć taki dobrobyt, że hej. Miliony Polaków mogłyby taplać się w ciepłym morzu i byczyć się na plażach Egiptu i Tunezji, ku zazdrości i wściekłości Niemców, Rosjan i Czechów, że o Skandynawach już nie wspomnimy. Mogłoby tak być, ale nie będzie. Brak wyobraźni podczas wyborów w 2007 roku sprawił, iż Wielki Wizjoner Jarosław Kaczyński musiał oddać ster władzy i wczasy milionów Polaków w Tunezji i Egipcie szlag trafił. Na szczęście nadprezydent i prezes w jednym nie odpuścił i na kongresie PiS-u obiecał nam wakacyjną labę za granicą już w 2020r. Warunek wszak jest jeden: musimy wybrać albo słoneczne plaże, albo supermarket pełen niezapłaconych towarów w wózku. I to jest męskie podejście do sprawy. Brawo Jarosław, co by o Twojej męskości nie mówili. Jakże jesteśmy Ci wdzięczni. Nareszcie ktoś ma konkretny pomysł na naszą przyszłość! Do niedawna wydawało się wszystkim, iż Polacy pragną wyłącznie spokoju, godnego życia, opieki zdrowotnej z prawdziwego zdarzenia, perspektyw dla swoich dzieci i uczciwej, dobrze płatnej pracy. Pragnęli, bo byli zagonieni, zmęczeni i zirytowani. A z tego ino stres i depresja, a nie radość i uciecha z życia. Jarosław Prezes Kaczyński, niekwestionowany pionier polskiego grillowania, teraz poprowadzi lud swój na plaże Tunezji i Egiptu. Tam spełnią się nasze sny! Furda spokój, furda zdrowie! Wielki Wizjoner Jarosław będzie miał poczesne miejsce w podręcznikach historii turystyki! Kto wie, może nawet dostanie Nobla, jeżeli tylko Akademia zacznie go przyznawać w tej kategorii. Szykujmy się więc zawczasu. Kupujmy kostiumy kąpielowe, olejki do opalania i klapki. Nic więcej w 2020 roku nie będzie nam do szczęścia potrzebne. Doceńcie to wreszcie otumanieni protuskową propagandą Rodacy! Głosujcie na wodza Jarosława i PiS Jego! Dajcie Mu władzę, a zobaczycie, że ze wszystkiego czego się dotknie, zrobi plażę.

SOBCZAK i SZPAK
 
DZIĘKUJEMY

      Dzisiaj nie skomentujemy tego co się w polityce wydarzyło w ostatnim tygodniu, bo też nic szczególnego się nie działo. Nie widzimy powodu aby omawiać i podniecać się kretyńskim, pseudo amerykańskim występem Radosława Sikorskiego czy drepczącymi w miejscu i zajmującymi się sobą komisjami śledczymi. Wolimy skupić się na naszych Czytelnikach. Zaczniemy od podziękowania za korespondencję. Jest ona dla naszej pracy bardzo ważna i istotna. Te listy od Państwa traktujemy jak głos w dyskusji na temat kondycji naszej rodzimej polityki. Zeszłotygodniowy felieton „Tak mi dopomóż” wywołał spory rezonans. Napisał do nas m.in. Pan Aleksander Augustyn, który wniósł do tego tekstu wiele celnych i dowcipnych komentarzy. Oto kilka z nich (wytłuszczone to niektóre tezy z naszego felietonu, zaś reszta to uwagi autorstwa Pana Aleksandra): „…Zdecydowana większość posłów i senatorów, składając ślubowanie, kończyła je słowami: Tak mi dopomóż Bóg - ja nie wiem, czego Wy się chłopaki czepiacie... Jak mówię prawdę, to jest oczywistą oczywistością, że mówię prawdę. Ewentualnie mogę dostać kopa w d...olną część pleców. A to w polityce cholernie bolesne jest... No to czego mi do szczęścia potrzeba? No, żeby mi jakiś Bóg, Pan, Faun, czy inny Ozyrys dopomógł, żeby moje brednie zostały zinterpretowane na moją korzyść i żeby mnie nikt nigdy w d…olną część pleców nie kopnął. No przecież od zarania dziejów właśnie się po to siły nadprzyrodzone wzywa. (…) przez 20 lat wolnej Polski nie dorobiliśmy się PRAWDZIWYCH AUTORYTETÓW - ależ dorobiliśmy się, tylko umierają, jak muchy... A jak nie chcą umierać, to się je uśmierca... medialnie. Dla mnie ostatnia opoka to pan Bartoszewski, który nie tylko mówi to, co myśli (a umysł ma bardzo bystry, czasem trzy razy trzeba wysłuchać, żeby zrozumieć...), ale którego jeszcze media odważą się zacytować... Można Go nie lubić, ale racji mu nie przyznać to już najczystszej wody pisizm i rydzykanctwo... To, że poparł w ostatnich wyborach PO, nie wynika z jego głupoty. To jego mądrość kazała opowiedzieć się PRZECIW głupocie (…) wielu dziennikarzom wygodniej jest pokazać durnia... - w końcu każdy z nas lubi przeglądać się w lustrze. Dziennikarze szczególnie. Tym bardziej, jeśli idzie za tym wierszówka. Po co studiować filozofów, by zrozumieć rozmówcę, skoro można przestudiować rozmówcę, by zrozumieć filozofów? Czyż nie łatwiej zniżyć rozmówcę (i czytelnika - przy okazji) do własnego poziomu, niż wznieść się ponad własne ograniczenia? Pytanie tylko - kogo właściwie zatrudnia się dzisiaj na etatach trybunów ludu... (…) nabzdyczeni, polityczni nieudacznicy wykrzykują o należnym nam miejscu w Europie. To znaczy, jakim? - PANOWIE!!! Jak to jakim? Na kolanach, na klęczkach. Krzyżem nawet. Przecież to nasza narodowa pozycja jest! Sprawdziła się z Watykanem i Moskwą. Co prawda słabo sprawdza się w Waszyngtonie, ale tylko dlatego, że Waszyngton czegoś takiego jeszcze nie widział. Jak się przyzwyczai, to nawet nowy Jaruzelski nie pomoże...”.
      I z takich listów najbardziej się cieszymy, na takich najbardziej nam zależy. Bo my, robiący w felietonie, nie od wymądrzania się jesteśmy, ale od rozmowy z Państwem. Do Was przede wszystkim nasze przemyślenia kierujemy. W przeciwnym wypadku cała nasza pisanina straciłaby sens i byłaby wyłącznie sztuką dla sztuki.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Za listy odsądzające nas od czci i wiary również dziękujemy, tyle że nie serdecznie!
 
PRZEGINANIE

       Nie od dziś wiadomo, że Polacy są mistrzami świata w przeginaniu. Z uwielbieniem gonimy od ściany do ściany, wpadamy ze skrajności w skrajność, od miłości do nienawiści mamy blisko. Nie inaczej działo się w ostatnich kilkunastu dniach. Najpierw, podczas pierwszych startów Justyny Kowalczyk, kiedy nie stawała na najwyższym stopniu podium, a nawet – o zgrozo – w ogóle się na nim nie znalazła, uznawano wprawdzie Jej wielkość, jednak kręcono nosem nad Jej formą. Twierdzono, że nie jest tak znakomita jak Justyna i Jej trener zapowiadali. Kiedy na 15 km zdobyła „tylko” medal brązowy, wątpiących przybywało w tempie lawinowym. Jej gwiazda bladła i stawała się jedynie jedną z biegaczek światowej czołówki. Przyszła wreszcie sobota (27.02) i nasza zawodniczka, po wspaniałej walce sięgnęła po złoty medal. No i zaczęło się. Jeszcze tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że nasza biegaczka to niekwestionowana królowa Igrzysk Olimpijskich. Ucieszyło by to nas może, gdyby nie fakt, iż na tych Igrzyskach znalazło się kilka sportsmenek, które osiągnęły niemniejsze sukcesy od naszej gwiazdy, a nawet i większe. Ot choćby rewelacyjna rywalka Pani Justyny, Norweżka Marit Bjoergen, której olimpijski dorobek to 3 medale złote, 1 srebrny i 1 brązowy. W niczym nie ujmując Kowalczyk, to Bjoergen była królową! Już po powrocie do Polski, wczoraj wątpiący okrzyknęli Justynę największą biegaczką świata! Uczciwiej byłoby powiedzieć: jedną z największych. Do dorobku rzeczonej Bjoergen trochę jeszcze naszej mistrzyni brakuje. Nie ma 7 medali olimpijskich, 9 medali Mistrzostw Świata i 2 dużych oraz 5 małych kryształowych kul Pucharu Świata. I to są fakty, które chwalący wyraźnie pominęli! Życzymy Pani Justynie, aby nie tylko dogoniła Bjoergen, ale żeby odniosła większe sukcesy od niej. A na razie cieszmy się z tego, że Polka jest JEDNĄ Z NAJWIĘKSZYCH biegaczek narciarskich świata oraz była JEDNĄ Z GWIAZD zakończonych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. To jej prawdziwy sukces, a dla nas powód do wielkiej dumy.

SOBCZAK i SZPAK
 
TAK MI DOPOMÓŻ

       No i wyjaśniło się. PiS żadnych haków nie zbiera, a Jarosław Kaczyński wręcz się nimi brzydzi. Dowodem na to zmanipulowany wywiad wodzusia w Newsweeku. To dziennikarze rozpętali histerię, używając tego obrzydliwego słowa. Jarosław Kaczyński ani razu nie powiedział hak! I to jest dla różnych Brudzińskich i Bredzińskich dowód na dziewictwo prezesa i cnotę całej partii. W myśl tej prostej zasady Polska jest wolna od domów publicznych zwanych na świecie burdelami. Polacy brzydzą się takimi przybytkami, dlatego u nas mamy wyłącznie agencje towarzyskie. Nasi politycy nie kłamią, a jedynie mijają się z prawdą albo oszczędnie nią gospodarują. Dzięki temu prezydenci Kwaśniewski i Kaczyński mogą bez zmrużenia oka zapewniać, iż w Szymanach nie lądowały samoloty USA z uwięzionymi terrorystami na pokładzie. W każdym razie nic o tym nie wiedzieli. Teraz, kiedy są na to dowody, żaden z nich nie kwapi się, żeby społeczeństwo za swoje kłamstwa przeprosić. Z drugiej strony po co mają przepraszać, skoro oni tylko minęli się z prawdą? Wszystko jest więc w porządku.
      Zdecydowana większość posłów i senatorów, składając ślubowanie kończyła je słowami: tak mi dopomóż Bóg. To chyba do czegoś zobowiązuje. Tak nam się przynajmniej wydaje. Jeżeli ktoś, w obliczu przysięgi przed milionami Rodaków prosi Boga o wsparcie, to widać zależy mu na czymś ważnym i poważnym. Na czymś dobrym, wzniosłym i szlachetnym. Bo chyba nie po to prosi się Boga o pomoc, żeby przykryć kłamstwa, machlojki i nieobyczajne, sprośne zachowania. W przeciwnym wypadku popełnia się ciężki grzech wzywania imienia Pana Boga nadaremno. Ciekawe ilu parlamentarzystów wyzna ten grzech w ramach spowiedzi wielkanocnej? Jesteśmy gotowi pójść o każdy zakład, że żaden. Dowodem na to, że mamy do czynienia ze zdegenerowaną klasą polityczną jest fakt, iż nikt z myślących Rodaków tych bogobojnych zapewnień wybrańców narodu nie bierze poważnie i większość Polaków ze smutkiem twierdzi, że nie ma na kogo głosować. Nie chcą wybierać miedzy dżumą a cholerą, dość mają mniejszego zła i zapewnień, że nieudacznik, jak będzie miał całą władzę w swoim ręku, to zrobi coś porządnego i dobrego. NIE ZROBI, BO NIE UMIE! W naszym kraju gra się na siebie, na swoją partię. Polska, Polacy to tylko piłka w tej grze, narzędzie, którym się politycy posługują. Naprawdę wierzyć się nie chce, że przez 20 lat wolnej Polski nie dorobiliśmy się PRAWDZIWYCH AUTORYTETÓW? Ludzi godnych najwyższego szacunku, takich, z których bylibyśmy dumni, mieli do nich zaufanie i chcieli się odwoływać do ich mądrości. A gdyby nawet ktoś taki się pojawił, to nie ma szansy przebić się w mediach przez tych zakompleksionych, agresywnych frustratów chrzaniących o sobie i swojej partii. Mądrzy, wspaniali ludzie nie chcą wchodzić w to bagno. Pozostają więc praktycznie anonimowi. Wielu dziennikarzom wygodniej jest pokazać durnia który zawsze coś palnie i można wtedy o tym bez końca, niż kogoś kto mówi z sensem i o coś naprawdę ważnego mu chodzi. To wymaga wiedzy i przygotowania się do takiej rozmowy. A z kretynem można z marszu, zawsze i o wszystkim. I ten rodzaj komunikowania się ze społeczeństwem niestety przybiera na sile.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Na kpinę wręcz zakrawa, kiedy któryś z tej bandy zakłamanych politycznych obłudników i nieudaczników, nabzdyczony wykrzykuje o należnym nam miejscu w Europie. To znaczy jakim? Bo tego akurat żaden z nich do tej pory nie powiedział!
 
NOWA ATRAKCJA

     Widać już pierwsze symptomy wiosny. Znak to, iż główny sezon turystyczny za pasem. Jak co roku będziemy zastanawiać się, iluż to obcokrajowców uzna nasz piękny kraj za godny odwiedzenia, ile pieniędzy u nas zostawią i czy będą zadowoleni z naszej oferty. Mamy nadzieje, że nowa atrakcja turystyczna, która pojawiła się niedawno na mapie Polski, ściągnie na Mazury miliony gości spragnionych mocnych, ekstremalnych wrażeń. W końcu mamy dowody, iż na lotnisku Szymany lądowały samoloty firmowane przez CIA, na pokładach których znajdowali się terroryści islamscy. Nie wiemy tylko jeszcze, czy oni byli tu jedynie tranzytem, czy też gdzieś w pobliżu znajdowało się jakieś małe SPA-więzienie, w którym owych terrorystów przetrzymywano przez dłuższy czas. I to powinno stać się głównym sloganem reklamowym: „Przyjedź na Mazury i sam odszukaj więzienie CIA!”. Jesteśmy przekonani, że do Polski walić będą z całego świata tłumy śmiałków spragnionych mocnych wrażeń. Tym bardziej, że tu im nikt nie pomoże, bo też nikt nic o owych więzieniach nadal nie wie. Były szef WSI, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Kwaśniewskiego Marek Dukaczewski pierwsze słyszy, żeby tu były jakieś więzienia, a jeżeli nawet Amerykanie w Szymanach lądowali, to jedynie w celach rekreacyjnych. No jasne, a w jakich innych?! Przecież CIA oraz całe służby specjalne Stanów Zjednoczonych znane są ze swojego humanitaryzmu i opiekuńczego stylu bycia wobec więźniów wszelakich. A nawet jeżeli jakichś terrorystów złapali, to po przesłuchaniach w bazie Guantanamo na Kubie, kąpieli i śniadaniu, natychmiast przewozili ich na Mazury, aby tu mogli odpocząć i zrelaksować się. Również prezydent Kwaśniewski nic nie wiedział o CIA goszczącej w Szymanach. W ogóle wszyscy w tej sprawie ślepi są i głusi. I bardzo dobrze. Nic tak nie podnieca, jak nieznane! Im trudniej będzie zagranicznym turystom dotrzeć do celu swojej wyprawy, tym więcej dolarów i euro wpłynie do naszej kasy. Zabawne to wszystko by było i pocieszne, gdyby tak nie cuchnęło i nie śmierdziało! Obłuda i zakłamanie stały się znakiem firmowym Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3! Czyż nie tak panowie Kwaśniewski i Kaczyński?!

SOBCZAK i SZPAK
 
GRYF TAJNOŚCI

Prezes Kaczyński ma to do siebie, że albo nic nie mówi, albo jak coś powie, to też nic. Dlatego zdrowym na umyśle słuchaczom wynurzeń byłego premiera, palec wskazujący bezwiednie wędruje w kierunku czoła, by w nie popukać. Odgłosy takiego pukania dały się słyszeć w całym kraju po wywiadzie dla „Newsweeka”. To w nim nadprezydent Jarosław, nosiciel ocieplonego wizerunku, wrócił do ulubionej przez siebie i poddanych z PiS-u polityki insynuacji i pomówień spod znaku: WIEM, ALE NIE POWIEM! Tym razem padło na Sikorskiego. Kaczyński ostrzega i grozi, że jak ten Raduś z Bydgoszczy odważy się być kandydatem na prezydenta, to „będzie się miał z pyszna” i „będzie dobra zabawa”. Inaczej rzecz ujmując, Rodacy wcześniej nie dowiedzą się, jakie paskudne sprawki ma na sumieniu obecny Minister Spraw Zagranicznych i co zrobił takiego, że dyskredytuje go to w oczach wyborców. Na drodze do ujawnienia tych przerażających i porażających faktów z życia Sikorskiego stoi GRYF NAJTAJNIEJSZEJ TAJNOŚCI! Odtajnić tej cholery nijak nie idzie, a ciemny lud nie ma jeszcze certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Na przecieki zaś trzeba będzie poczekać do kampanii wyborczej. Dlatego Polacy skazani są na domysły o co Jarosławowi Kaczyńskiemu chodziło. Nic tak nie uwala drugiego człowieka, jak plotki, to swoiste błoto oblepiające pomawianego. Teraz wszyscy zachodzą w głowę, co jest z tym Radkiem? Czy może On jaki szpieg brytyjski, amerykański, izraelski? Gdyby nawet, to żadna hańba (patrz Kukliński). Toż to nasi najwięksi przyjaciele, którzy jak trzeba będą ginąć za Gdańsk, Warszawę i Kraków. Gorzej gdyby zwąchał się z Putinem, Castro, Kim Dzong Il’em, a już nie daj Boże z Łukaszenką. Ale to nawet Kaczyńskiemu nie przyszło by do głowy. A może Sikorski chodził na pasku mafii pruszkowskiej, wołomińskiej, loży masońskiej i PZPN-u? Wszedł w posiadanie majątku handlując na ich zlecenie bronią, fartuszkami i piłkarzami, będąc korespondentem wojennym w Afganistanie. Niewykluczone, że z tego Sikorskiego dewiant wyjątkowy i demon seksu, co to w dzień, w garniturku, białej koszuli i krawaciku konsumuje bułkę przez bibułkę, zaś wieczorem, w swojej posiadłości, odurzony tabletkami od bólu głowy, wciągniętymi przez nos, ubrany w strój zakonnicy uprawia wyuzdany seks z małżonką przebraną za księdza. A gdyby nawet, to co z tego? Wolnoć Tomku w swoim domku! Nikt z tego powodu immunitetu nie odbiera i stanowiska nie pozbawia. Gubiący się w domysłach ludzie coraz głośniej przebąkują o rzeczy najstraszniejszej, piorunującej wręcz. Podobno, ze źródeł zbliżonych do najtajniejszej tajności wynika, iż Radek Sikorski ukrywa brata bliźniaka, homoseksualistę, którego zrobi premierem, jak tylko sam zostanie prezydentem. A o takiej informacji Jarosław Kaczyński zwykle powiada, że to domysł graniczący z pewnością. Co dla nas w jego przypadku jest oczywistą oczywistością.
Doktryna polityczna Kaczyńskiego WIEM, ALE NIE POWIEM jest z tego względu cenna, iż w dużej mierze uaktywnia społeczeństwo. Wyzwala w nim wzmożoną PODEJRZLIWOŚĆ, a co za tym idzie, CZUJNOŚĆ! A tej, jak wiadomo z historii, nigdy za wiele!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. W tym wszystkim zastanawiające jest jedno – jak Jarosław Kaczyński, ta krynica moralności i praworządności, mógł skumać się z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem? No jak? Diabli wiedzą, a co bardziej prawdopodobne, wiedza ta znajduje się w teczce oznaczonej GRYFEM NAJTAJNIEJSZEJ TAJNOŚCI!
 
PAN LATEK

     Trwające w Vancouver Igrzyska Olimpijskie dały nam asumpt do opowiedzenia Państwu anegdoty związanej z tym miastem i naszym grodem nad Brdą i nad Wisłą leżącym. Otóż w 1989 roku koncertowaliśmy w USA i Kanadzie. Nogi, a precyzyjniej linie Air Canada zawiodły nas również do Vancouver. Tam organizator trasy podczas spaceru po tym pięknym mieście zaprowadził nas do małego, uroczego, ale jakby z innej epoki sklepiku, mieszczącego się na jednej z głównych ulic. Przywitał nas właściciel, niejaki Pan Latek, mocno już leciwy mężczyzna pochodzenia zdecydowanie mojżeszowego. Ten zacny człowiek prowadził w centrum Vancouver swój mały interesik, handlując polską prasą, książkami i wydawnictwami muzycznymi. Jako że akurat był osobą samotną (to już historia na inne opowiadanie), wydawać by się mogło, że zysk z handelku całkowicie wystarcza mu na przyzwoite życie, co zresztą wielokrotnie podkreślał. Miłą i sympatyczną rozmowę przy kieliszeczku orzechówki co chwila przerywał telefon. Pan Latek odbierał, wymieniał jakieś liczby od 10 do 50, coś zapisywał i odkładał słuchawkę. Po którejś rozmowie przepraszająco powiedział, że Żydzi mają święto, a on handluje również rybami. Te cyfry to były kilogramy. Zapytaliśmy więc, ile stawów rybnych posiada. Pan Latek skromnie stwierdził, iż nie liczył, ale będzie coś z 40. Po jakimś czasie, ze zwykłej ciekawości zainteresowaliśmy się czynszem, jaki w tej prestiżowej dzielnicy trzeba zapłacić za wynajmowanie sklepiku. Pan Latek powiedział, iż są to dosyć pokaźne sumy, więc zarabia na tym nieźle, gdyż cały kwadrat w centrum Vancouver jest Jego własnością. A związki z Bydgoszczą? Już mówimy. Nasz gospodarz ciekaw był, gdzie mieszkamy w Polsce. Kiedy usłyszał, że w Bydgoszczy, rozpromieniła Mu się twarz. Prosił nas o pomoc i skontaktowanie z dobrym prawnikiem, ponieważ posiada w naszym mieście trzy kamienice (jedną na Dworcowej i dwie na Gdańskiej), a człowiek który w Jego imieniu opiekuje się tymi nieruchomościami kantuje Go na całego. I tak właśnie, przy okazji Igrzysk, Vancouver odżyło w naszych wspomnieniach i Pan Latek stanął nam przed oczami. A co się stało z tymi kamienicami? To już opowiemy przy okazji innego felietonu.

SOBCZAK i SZPAK
 
ZAKAZ!

        Afera hazardowa już zdążyła znudzić Polaków, bo okazało się, że przed Sejmową Komisją Śledczą stają same anioły, którym w głowach jedynie pomyślność i dobro Ojczyzny, a nie prywata i lewa kasa. Uwaga Rodaków skupiła się na projekcie tzw. ustawy antynikotynowej. Odbyło się drugie czytanie, wniesiono poprawki i projekt trafił do Komisji sejmowych. Potem już tylko trzecie czytanie, klepnięcie i po zawodach. Palacze zejdą do podziemia (jedni dosłownie, drudzy w przenośni).
Powszechnie wiadomo, że papierosy to trucizna, świństwo i nic dobrego. Od tej nikotyny i związków smolistych mamy raka w każdej postaci, zawał serca, rozedmę płuc, chroniczne zapalenie oskrzeli, bezpłodność, łysienie plackowate, impotencję, czyli w każdej chwili do piachu. Słuszna jest więc walka z tą papierosową zarazą. Zakazanie palenia wydaje się jak najbardziej wskazane i celowe. Bo przecież chyba żadnemu rządowi na świecie nie zależy, by własny Naród wytruć dymem papierosowym. Nie zależy, a jednak przemysł tytoniowy pracuje pełną parą. Wszędzie można kupić papierosy, zaś skarb państwa posiada monopol na tę wyjątkowo groźną truciznę. To jakaś schizofrenia. Politycy dyskutują nad całkowitym zakazem palenia, a z drugiej strony państwo nie ma nic przeciwko temu, żeby papierosy na rynku były. Można je kupić w nocy o północy, w niemal każdym sklepie. Wychodzi na to, że IDEALNYM ROZWIĄZANIEM DLA PAŃSTWA BYŁOBY, GDYBY PALACZE PAPIEROSY KUPOWALI, ALE ICH NIE PALILI! Wszyscy byliby zadowoleni. Państwo, bo do budżetu, tak jak do tej pory, wpływałaby olbrzymia kasa, koncerny tytoniowe pracowałyby pełną para, a Naród wolny był od dymu papierosowego. Sytuacja którą mamy obecnie jest niemoralna i niedorzeczna. Z jednej strony walka ze zgubnym nałogiem, a z drugiej powszechne udostępnianie trucizny. Nasze państwo zachowuje się jak właściciel agencji towarzyskiej któremu odbiło i popiera zwalczanie prostytucji.
      Ta ustawa antynikotynowa to niestety kolejny przykład obłudy, z jaką bez przerwy spotykamy się w Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3. Nas zadowala sam fakt zakazu, a jaki ma sens i czym będzie skutkował, już nas nie obchodzi. Jest zakaz aborcji, więc ustawodawcy w ogóle nie interesuje, że Polki dokonują zabiegów przerwania ciąży pokątnie lub za granicą? Oficjalnie problem aborcji nie istnieje. Statystyki co roku podają, że z godnie z ustawą dokonano zaledwie kilkunastu takich operacji. Nie ma również domów publicznych, gdyż jest zakaz tworzenia takowych. Są za to agencje towarzyskie. I nie ma bólu głowy. Problem prostytucji jest zupełnie marginalny. I tak mniej więcej jest ze wszystkim, czego nasi rządzący dotkną. Obrzydliwa obłuda! Na fali tych kretyńskich zakazów, w ustawie hazardowej wprowadzono zakaz reklamowania firm bukmacherskich. Świetnie! Czekamy na przyjazd do Polski Realu Madryt, którego koszulki ozdobione są logo takiej firmy, jednego z głównych sponsorów klubu. Czy na organizatora meczu lub sam Real zostanie nałożona grzywna za złamanie zakazu, panowie i panie ustawodawcy? Bo organizatorzy Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem już mają kłopot, ponieważ skoczkowie takie logo mieli na kombinezonach. Podobno kara może wynieść nawet 12.000.000 zł. Gratulujemy rozumku!
SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Panie i panowie z Wiejskiej. Dzięki wam palenie będziemy mieli z głowy. A co z wódeczką? Toż ona królowa trucizn! Ona przyczyną nieszczęść i rozkładu podstawowej komórki społecznej! Czekamy na zakaz. W bufecie sejmowym też!!!
 
CHÓR STARUSZKÓW

     Powiadają ludzie, że ze starością to Stwórcy zupełnie nie wyszło. I trudno się z tym nie zgodzić. Atakują niezliczone choroby, człowiek staje się zniedołężniały, ślepnie, głuchnie i do tego jeszcze dziecinnieje. Mimo to nie idzie zrzucać wszystkiego na Pana Boga. Ot choćby paskudnego zachowania wielu staruszków. Spotykamy ich codziennie – w przychodni, w sklepie, w środkach komunikacji miejskiej. Ci emeryci, podpierający się laseczką, wydawać by się mogło, że ledwie stojący na nogach, w momencie kiedy trzeba dopchać się do kasy, do okienka czy gdziekolwiek, wykazują się niespotykaną siłą. Potrafią walczyć ramię w ramię ze znacznie młodszymi i zdrowszymi od siebie. Staję agresywni i przyjmują postawę roszczeniową: jestem stary, to mi się należy. Najgorzej jest jednak wszędzie tam, gdzie trzeba chociaż chwilę poczekać. Akurat oni, niepracujący, niemający żadnych terminowych obowiązków, wykazują się najmniejszą cierpliwością. Nic, tylko narzekają, złorzeczą i pomstują. Zero spokoju, jakiegoś dystansu, życzliwości dla innych ludzi. My wiemy, w naszej Przenajświętszej Ojczyźnie droga ludzi starszych nie jest usłana różami. Ale na Boga, po co dodatkowo szarpać nerwy sobie i innym? Naprawdę młodzi, silniejsi nie dybią na staruszków, nie kombinują jakby ich przechytrzyć i oszukać. Dużo wśród nich ludzi życzliwych i chętnych pomóc seniorom, ale trudno im trafić do serca zrzędy czy marudy. Dom, szkoła, Kościół uczy dzieci szacunku dla dziadków. Szkoda tylko, że te nauki idą w las w momencie zetknięcia się latorośli z tymi których każe się im szanować. Zamiast spodziewanego ciepłego dziadunia czy babuni spotykają się ze skisłymi starcami, złośliwymi, mającymi pretensje do całego świata. Utarło się, że dla ludzi sędziwych trzeba mieć dużo tolerancji i zrozumienia. Mamy, ale nie dla wszystkich i nie bezkrytycznie. Wrednym, zapiekłym staruszkom mówimy po prostu NIE i JUŻ!

SOBCZAK i SZPAK
 
WYŻSZE CELE

Na moment przerwały zimową drzemkę kombatanckie dziadki z Senackiej Izby Dumania i Wymownego Ziewania, by odrzucić wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu senatorowi Piesiewiczowi. To Geriatryczne Towarzycho Wzajemnej Adoracji, nie przejęło się w ogóle tym, iż śledztwo w sprawie posiadania i udzielania innym osobom narkotyków przez znanego scenarzystę jest prowadzone od połowy 2008r., a nie, jak się senatorom wydawało, od listopada 2009. Nie dotarło do ich świadomości, że według posiadanych przez prokuraturę dowodów, senator Piesiewicz mógł dopuścić się aż siedmiu przestępstw! Oni w swojej większości uznali koleżkę za ofiarę gangsterskiej prowokacji. To jest oczywista oczywistość. Zresztą nieprawdą jest również, iż senator Piesiewicz płacił szantażystom haracz. On jedynie z potrzeby serca wspierał ubogich i potrzebujących. Zaś filmik w którym Pan Krzysiu, przebrany za babę, z obłędem w oczach wciąga nosem biały proszek, to nie żadna tam balanga czy narkotyczna orgia, tylko zdjęcia próbne do nowego odcinka „Dekalogu”. Tak czy siak, dzięki roztropnej decyzji senatorów, prokuratorskie postępowanie zostanie umorzone! Czyż nie O TAKE POLSKE walczył pan, panie Romaszewski? O take, o take!!!
Premier Donald Kochajmy Się Tusk zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydenta Przenajświętszej RP nr 3. Uznał, że jest bardziej potrzebny w Małym Pałacu niż w Dużym. Że jako człowiek ambitny i pracowity musi być tam gdzie roboty jest po pachy, a nie tam, gdzie leży się na kanapie, gapi na żyrandol i od czasu do czasu z nudów coś się zawetuje. Wywołało to w mediach wiele komentarzy o których nie mamy zamiaru pisać. Nas interesuje niezwykły tupet Pana Premiera. O wytężonej pracy mówi ktoś, kto przez dwa lata rękawów od niej sobie nie powyrywał. Wprawdzie obietnic i mielenia ozorem było sporo, ale zważywszy na fakt, że nic z tego konkretnego i dobrego dla obywateli ukochanej Ojczyzny nie wyszło, trudno nazwać to jakąś wzmożoną i sensowną robotą. Dlatego Donald Tusk, składając deklarację, że chce pracować jeszcze intensywniej niż dotychczas, jest bardziej zabawny od bohaterów komediowych seriali. Bo czegóż to mamy się spodziewać? Więcej obietnic, więcej PR-owskich sztuczek? Prawda jest taka, że Pan Premier, który obecnie kreuje się na skałę i opokę, na twardziela, którego Europa będzie podziwiać, bardzo chętnie przeniósłby się do Pałacu Prezydenckiego, gdyby mógł sprawować przy tym funkcje Premiera, Przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, Marszałka Sejmu i Senatu, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i mieć przy tym wpływ nie tylko na TVN, ale również na TVP1, 2, 3 i POLSAT. No wtedy to proszę bardzo, można jakoś rządzić, można być Prezydentem. Ale przy takiej Konstytucji, przy takim nastawieniu opozycji, to nie dla Niego ten wątpliwy zaszczyt. Ot, dla Komorowskiego, Sikorskiego to honor aż nadto. Ale nie dla europejskiego lidera zmian i przemian, włodarza zielonej wyspy na morzu światowego kryzysu. Rozumiecie więc państwo, że Premier Tusk to POMAZANIEC stworzony do wyższych celów. I On nam te cele wyłuszczy, jak tylko Mu o nich PR-owcy powiedzą!

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Premier Donald Jak Skała Tusk, w swoim występie na Giełdzie Papierów Wartościowych odgrażał się, że napisze Dobry Scenariusz Dla Polski. Ok., niech pisze. Gotowi jesteśmy nawet dostarczyć Mu atramentu sympatycznego. Byleby nie pisał tego scenariusza z senatorem Piesiewiczem!
 
DOBRA RZECZ

     Przenajświętsza RP nr 3 stoi niezliczoną ilością urzędników państwowych. Mamy wojewodów, prezydentów, burmistrzów, starostów, wójtów i sołtysów. Bez przerwy obradują w sejmikach, na naradach i zebraniach. Mamy tysiące urzędów wyższego, niższego i najniższego szczebla. I w tych wszystkich instytucjach nie ma ani jednego człowieka, który wie co zrobić z taką wielką ilością śniegu zalegającego na ulicach naszych miast. To co dzieje się w Polsce to istne wariactwo. Wszędzie góry śniegu, ludzie przemykają między nimi wąskimi ścieżkami, pełnymi mokrej breji. Drogi dwukierunkowe zamieniły się w jednokierunkowe. Śnieg zalegający na styku chodnika z jezdnią uniemożliwia jakiekolwiek manewry. Nic tylko usiąść i płakać nad zasypaną śniegiem Ojczyzną. Podobno nic się nie da zrobić, bo nie ma sił i środków, żeby na bieżąco pozbywać się tych zalegających zwałów. Pytamy w związku z tym, ilu jeszcze trzeba zatrudnić urzędników, doradców, specjalistów, żeby wreszcie trafił się jakiś zdrowo myślący i przypomniał włodarzom, iż w naszym kraju jest cała rzesza ludzi mogących natychmiast wziąć się do odśnieżania? Ot np. więźniowie. Nudzą się celach jak psy, w ciepełku obijają gruchę. Wczasują się na nasz koszt. Dlaczego nie skieruje się ich do robót publicznych? Co, nie ma łopat? Je też sprywatyzowaliśmy? Czy zardzewiały z nieużywania? Niech chociaż w taki pożyteczny sposób zarobią na siebie. Korona im z głowy nie spadnie, ba, będą mieli okazję chociaż w małym stopniu odkupić swoje winy. Bezrobotni mają niepowtarzalną okazją wykazać się wzmożoną pracą. A bezdomni i ci wszyscy zdrowi klienci pomocy społecznej oraz darmowych jadłodajni, zamiast stać pod supermarketami i wyciągać rękę po jałmużnę, niech odśnieżą parkingi. Dzięki temu bez upokorzenia trafią parę złotych. Tyle mamy w Polsce samochodów ciężarowych, a jak przychodzi wywieźć śnieg, to ze świecą ich szukać. Wszystkie wcięło jakby zapadły się pod ziemię. Coś niebywałego. A dawniej jakoś sobie z tym radzono. Pamiętamy zimę 1978/79. Wtedy w tygodniu świąteczno-noworocznym stanęła cała komunikacja miejska, a chodniki zamieniły się w śnieżne tunele. Już 2 stycznia na ulice wyszli pracownicy biur i zakładów pracy, i ramię w ramię odblokowali miasto. Czy rzeczywiście tak trudno wpaść na najprostsze pomysły, wyzwolić obywatelską inicjatywę? Jeżeli sytuacja jest awaryjna, należy sięgać po awaryjne rozwiązania! A nie zwoływać co rusz sesji i modlić się o wczesną wiosnę. Ach jacy bylibyśmy szczęśliwi, gdyby wraz z topniejącymi śniegami spłynęła też ta armia nieudacznych urzędników i notabli. Pomarzyć dobra rzecz.

SOBCZAK i SZPAK
 
DUŻO MOŻE

        Tak jak wcześniej przewidywaliśmy, POLITYKA HISTERYCZNA prezydenta Kaczyńskiego zbiera swoje żniwo. Obchodzone w naszym kraju ważne dla dziejów ludzkości rocznice coraz częściej pomijane są przez wielkich, możnych tego świata. Nie inaczej było podczas obchodów 65. rocznicy wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Gdyby nie udział w nich premiera Izraela Beniamina Netanjahu, uroczystość ta miałaby charakter wyłącznie lokalny, mało znaczący. Nie było ani premiera ani prezydenta Rosji, kraju którego armia, czy się to prezydentowi Kaczyńskiemu podoba czy nie, obóz wyzwoliła. Swoją obecnością nie zaszczycili obchodów kanclerz Merkel, prezydent Obama, prezydent Sarkozy, premier Brown, premier Berlusconi i inne głowy liczących się państw. Gratulujemy panu Kaczyńskiemu jego wspaniałej POLITYKI HISTERYCZNEJ. Widać jakim cieszy się w społeczności międzynarodowej autorytetem i poważaniem. Jak nie daj Boże Kaczyński zostanie prezydentem na drugą kadencję, wszystkie rocznice, obchody będzie celebrował wyłącznie w towarzystwie braciszka. Wtedy będzie zadowolony, rozluźniony i będzie mógł wygadywać co mu się żywnie spodoba. Trzeba przyznać, że to prawdziwe mistrzostwo świata, żeby w tak krótkim czasie zrazić, zniechęcić do siebie i do naszego państwa tylu przywódców. Ta kacza antydyplomacja na pewno znajdzie swoje miejsce w podręcznikach dla studiujących stosunki międzynarodowe. W kontekście powyższego wyjątkowo bezczelne i żałosne jest wmawianie opinii publicznej przez PiS-owskich PR-owców, iż prezydent Kaczyński, w czasie pierwszej kadencji, był bardzo aktywny w polityce międzynarodowej i co ważniejsze, odegrał w niej znaczącą rolę. Zgadzamy się, tak znaczącą, że teraz wychodzi nam ona bokiem. Szczególnie zaczyna doskwierać przyjaźń naszego wielkiego wodza ze znienawidzonym gruzińskim watażką Saakaszwilim i ukraińskim nacjonalistą Juszczenką. Po unijnym raporcie wyszło na jaw, że to nie Rosja a Gruzja była sprawcą konfliktu zbrojnego tych dwóch państw, zaś prawdziwym negocjatorem i mediatorem był prezydent Sarkozy, a nie nasz, zagrzewający Gruzinów do boju żoliborski Napoleon. Z kolei Juszczenko, zwycięzca „Pomarańczowej Rewolucji”, przez 5 lat tak dał Ukraińcom popalić, że ostatnie wybory przegrał w kompromitujący sposób. Rodacy powiedzieli mu 5 lat i chwatit. Ale nie tylko Ukraińcy przekonali się z jakim zakłamanym, podłym i wrednym politykiem mieli do czynienia. Otóż ten wielki przyjaciel Polski i Kaczyńskiego osobiście, dopieszczony wysokimi polskimi odznaczeniami, doktoratem honoris causa i innymi zaszczytami, na odchodne pokazał gdzie i jak głęboko ma to wszystko. Wylazł z niego obrzydliwy, zajadły nacjonalista. Nie bacząc na nic uhonorował bandytę, siepacza Stepana Banderę, nadając mu tytuł Bohatera Ukrainy. To bardzo przyjazny wobec Polaków gest i wielki sukces kaczej strategii i dyplomacji. Właściwie wszystkie poczynania prezydenta Kaczyńskiego są nieporadne, chybione i szkodliwe. Zaczynając od wiernopoddańczej, bezkrytycznej polityki wobec USA, a skończywszy na bredniach o dywersyfikacji dostaw gazu, budowie własnego rurociągu, naftoportu i co tam kto sobie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego wymyśli.

SOBCZAK i SZPAK

P.S.
Powiadają dziennikarze, publicyści i różnej maści politycy, że w Polsce prezydent niewiele znaczy i niewiele może. Jak prześledzić poczynania Lecha Kaczyńskiego, to aż się wierzyć nie chce, że tyle można zepsuć i zniszczyć w ciągu jednej kadencji.
 
CO ZA EKSKLUZIW

       W naszym mocno zapyziałym i jeszcze bardziej zakompleksionym kraju co chwila do głosu dochodzi jakaś przybyła z Ameryki lub Europy Zachodniej dziwna moda, która z racji naszej zaściankowości trafia na podatny grunt. Rozgłos każdej modzie, temu czy innemu trendowi nadają oczywiście media, szczególnie elektroniczne. To w nich tzw. celebryci mówią co jest obecnie cool, na topie. Dla przykładu wspomnijmy czas, kiedy wszystko co było super było ok. Normalne i zwyczajne miano w pogardzie. Liczyło się tylko super. Bez przerwy słyszeliśmy: super to, super tamto, super owamto. Teraz mamy nowego fioła, zajoba ekskluzywnego. W telewizji, w radio, w prasie nie ma już zwyczajnych rozmów czy normalnych wywiadów. Obecnie każdy z wielkim zadęciem anonsuje, że u niego w programie będzie można obejrzeć ekskluzywny wywiad z kimś tam. W TVN bez opamiętania, przez tydzień reklamowano takowy wywiad z Alicją Bachledą-Curuś. Przeprowadzić go miała Kinga Rusin. No i przeprowadziła jak umiała. A że zamiast ekskluziwu mieliśmy babską, plotkarską paplaninę, wyzutą z wdzięku i humoru, to już inna historia. Cały ten ekskluziw z magla rodem kręcił się wokół hollywoodzkiego gwiazdora Colina Farrella. Bo to sensacja nie lada zajść w ciążę z amerykańską gwiazdą filmową. Tyle że Farrell co rusz jest sprawcą jakiejś ciąży i nic w tym atrakcyjnego, ani tym bardziej ekskluzywnego. Ale idźmy dalej. W innym przedpołudniowym programie zapowiedź ekskluzywnej sesji zdjęciowej Joanny Jabłczyńskiej. Ta serialowa aktoreczka pojechała do Kenii, gdzie ją obfotografowano ze wszystkich stron, aby zdjęcia zamieścić w jednym z plotkarskich periodyków. Ani ta sesja nie była niczym ekskluzywnym, ani tym bardziej przeprowadzona z niej telewizyjna relacja. Ot przeciętna, codzienna orka na telewizyjnym ugorze. Co tam jeszcze mamy ekskluzywnego? Przede wszystkim ekskluzywne gale i bale. Na okrągło prasa i telewizornia informują nas, kto z kim przyszedł, a z kim wyszedł, kto był w centrum zainteresowania, a kto tylko języczkiem u wagi. I w tym tonie do znudzenia bla, bla, bla. Zalewa nas ekskluziw made in Poland, czyli nasza swojska odmiana tego, co gdzieś na świecie już minęło, przebrzmiało. Powiedział 170 lat temu mądry poeta: pawiem i papugą narodów jesteśmy. I nic się Czcigodny Panie Słowacki od tego czasu nie zmieniło. Widać taki już nasz, zakompleksionych prowincjuszy, los.

SOBCZAK i SZPAK
 
CHLEBOWSKI, TY … DOBROCZYŃCO

       Zaczniemy jednak od Tomasza Nałęcza, polityka równie udanego jak Zbigniew Chlebowski. Otóż ten Cyceron pseudo lewicy wziął był i powiedział Super Expressowi co myśli o swoim koleżce Józefie Oleksym, cyt: „Przetrwa każdą zmianę klimatu. Gdyby był dinozaurem, to przeżyłby katastrofę i dał początek nowemu gatunkowi… o bardzo długich językach.”. Ubawiła nas ta wypowiedź niezwykle, zważywszy, iż padła z ust największego kameleona, kunktatora i karierowicza III RP, faceta którego pycha, zadufanie i bezczelność pchnęły do kandydowania na urząd Prezydenta. Bilbord z Barackiem Obamą jest tego jawnym dowodem. Powiedzmy sobie szczerze i wyjątkowo życzliwie, z Nałęcza jest taki Obama, jak z Gołymina Waszyngton!
      Przed sejmową Komisją Śledczą zasiadł sam ZBIGNIEW NAPRAWDĘ ZA TYDZIEŃ PROJEKT USTAWY CHLEBOWSKI. W swoim słowie na powitanie zapewnił, iż z całą mocą i stanowczością dbał o interes państwa polskiego. We wszystkich poczynaniach kierował się wyłącznie troską o publiczne pieniądze, o DOBRO WSPÓLNE! A wszystko to co ukazało się na jego temat w mediach, o czym mówił Mariusz Kamiński, to zwyczajne pomówienia, oszczerstwa, podłe insynuacje i kłamstwa. Wszystko zostało zmanipulowane, a wyrwane z kontekstu zdania i skróty myślowe posłużyły plugawym konfabulacjom. Poseł Chlebowski, zdegradowany przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO, co rusz zaświadczał, iż w jego pro państwowej robocie nie masz nic ważniejszego od dobra naszej Ojczyzny. To mu przyświecało w całej poselskiej służbie. I co ma z tego? Zamiast uznania, szacunku, awansów i odznaczeń, degradację, zaszczucie, upodlenie jego i całej rodziny. On, wybitny propaństwowiec, dobroczyńca Narodu, rzec by można demon oczekiwanych przemian i szatan zmian na lepsze, upadł pod zmasowanym naporem łgarstwa, podłości i nikczemności. Kiedy słuchaliśmy tego kaznodziei z Wrocławia mało nam serca ze współczucia i bólu nie pękły. Uratowała nas jedynie przerwa w kazaniu.
A może było inaczej? Może najzwyczajniej w świecie zagotowało się w nas, kiedy widzieliśmy kolejnego wybrańca Narodu, który stara się zrobić nam wodę z mózgu? Który uważa, że przed telewizorami siedzi ciemny lud i wszystko łyka? Przyjmie brednie za niekwestionowaną prawdę, a ckliwymi, granymi cynicznie pod publiczkę opowiastkami autentycznie się wzruszy? Panie Chlebowski, kiepski z pana aktor, a wygłaszany tekst kłamliwy i podłej jakości. Pierdoły w rodzaju, iż spotykał się pan z Sobiesiakiem wyłącznie towarzysko i od czasu do czasu gościł u niego w kurorcie w Zieleńcu, może pan wciskać głuchoniemym. Ale i oni się nie nabiorą. Wystarczy, że spojrzą panu w oczy. Jak pan śmie w ogóle sugerować, iż był pan wielkim bojownikiem o zdecydowane ograniczenie w Polsce działalności hazardowej. Z pana oracji wynika, iż gdyby pan mógł, to z dnia na dzień utrąciłby pan jednorękim bandytom łapy, a videoloterię spuścił do kanału. Grzebał pan przy tej ustawie hazardowej tak jak cała klasa polityczna przez ostatnie 20 lat. Wszyscy jesteście umazani, bo wszyscy widzieliście w tym wielkie korzyści dla siebie i swoich partii. Ponieważ jak zwykle przy matactwie i krętactwie wychodzi wcześniej czy później szydło z worka, obrzucacie siebie nawzajem błotem sugerując, iż WAS PRZY TYM NIE BYŁO.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Następnym bogu ducha winnym propaństwowcem będzie Drzewiecki, Schetyna, Gosiewski i każdy kogo wezwie przed swe oblicze Wysoka Komisja.
 
KŁUSOWNICTWO EROTYCZNE

      W jednym z programów telewizyjnych usłyszeliśmy informację która nas wielce zaciekawiła. Okazuje się, iż na rynku damsko-męskim bardzo popularne jest obecnie „kłusownictwo erotyczne”. Generalnie polega ono na tym, iż kobiety polują na żonatych facetów (stąd to kłusownictwo). Jeżeli jednak komuś wydaje się, że to polowanie ma jedynie wymiar duchowy (czytaj: erotyczny) to myli się w całej rozciągłości. Rzeczone kłusownictwo to przede wszystkim biznes. Najbardziej zagrożeni są żonaci mężczyźni, posiadający złote, platynowe i diamentowe karty kredytowe. To oni są na celowniku atrakcyjnych kłusowniczek. Przyglądając się bliżej sprawie widzimy wyraźnie, że mamy do czynienia z odwieczną tradycją polowania na grubego zwierza, najchętniej rekina finansowego. Odwróciły się jedynie role. W zamierzchłych czasach mężczyzna zakładał sidła na posażne panny, zamożne rozwódki, majętne wdówki. Teraz kobiety zakładają wymyślne przynęty, by zwabić do siebie mężczyzn. Ofiary określają mianem ciacha, mięska, itp., czyli nazewnictwem czysto konsumpcyjnym. Niestety, owe określenia z rzadka mają coś wspólnego z atrakcyjną powierzchownością obiektu polowania. Jest to wyłącznie mlaskanie, zachwyt nad stanem jego konta. Nawet najprzystojniejszy golas nie ma szans przy małym, łysym, spasionym, spoconym ale wachlującym się książeczką czekową, obrzydliwie bogatym żonkosiu. Takie zaobrączkowane ciacho to skarb. O wiele lepsze i bezpieczniejsze od kawalera. Kupi garsonierę, ciuchy, zabierze na wycieczkę i będzie szczęśliwy, że ma u swego boku atrakcyjną laskę. Dla niego to znakomita odskocznia od nudnej, luksusowej rzeczywistości rodzinnego domu. Dla niej beztroskie, wygodne życie, bez specjalnych zobowiązań. Oczywiście to o czym tu piszemy to nic nowego. To tylko najstarszy zawód świata po liftingu. Kiedyś nazywało się to prostytucją. Tytułowe kłusowniczki, jeżeli nie polowały zawodowo, a tylko w wolnych chwilach, zwane były utrzymankami. Tak było kiedyś. Obecnie nastały czasy, w których nie nazywa się rzeczy po imieniu, tylko wymyśla się wyrafinowane zamienniki. Stąd zapewne mamy to ekscytujące „kłusownictwo erotyczne”, a nie zwyczajne, przaśnie kurestwo.

SOBCZAK i SZPAK
 
RÓŻNE GRANIE

     Po raz 18 zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Pomocy prawdziwej, uczciwej, namacalnej i weryfikowalnej. Grała Orkiestra która jest nadzieją tysięcy chorych dzieci i ich rodziców. Dźwięki tej największej i najpiękniejszej Orkiestry, jak co roku, niezależnie od mrozów, rozgrzewały serca milionów Polaków, łącząc ich we wspólnym dziele. Nie wszystkim jednak to granie przypada do gustu. Tradycyjnie, też jak co roku, uaktywniły się radiomaryjne szwadrony zawiści i nienawiści. Opluły grajków i dyrygenta osobiście. Unurzały w błocie pomówień i insynuacji. Znowu wychowankowie Ojczulka Rydzyka zionęli chrześcijańską miłością do Owsiaka, sugerując machloje i przewały. Wstrętne to i podłe, szczególnie w ustach kogoś, kto ma tyle finansowych grzechów na sumieniu. Przekonani o słuszności zasady, że co cię nie zabije, to cię wzmocni, gratulujemy Orkiestrze i Jurkowi Owsiakowi sukcesu. A za rydzykowców będziemy się żarliwie modlić, prosząc usilnie Boga, żeby wybaczył im, bo nie wiedzą co czynią.
     Grał, tyle że na nerwach społeczeństwa, Narodowy Fundusz Zdrowia. Takie przynajmniej można było odnieść wrażenie, oglądając telewizornie. Po sławnej konferencji prasowej Prezesa NFZ Jacka Paszkiewicza ze wszystkich stron poleciały na jego łepetynę gromy. Zarzucono mu bezczelność, arogancję, cynizm i robienie z lekarzy niepiśmiennych wariatów. Nawet sam premier Donald Kochajmy Się Tusk postanowił ukarać prezesa, odbierając mu jedną miesięczną pensję. Cóż, przyjdzie prezesowi wyrównać tę stratę z puli nagród obowiązkowych. Mówiąc szczerze, ten frontalny atak na Paszkiewicza nieco nas dziwi. Pan Jacek kieruje Narodowym Funduszem ZDROWIA! A nie Narodowym Funduszem CHORÓB! Jak z tego wynika, gość zainteresowany jest zdrowymi, a nie chorymi na raka i 1500 innych chorób. Słusznie też zabronił robienia mammografii pacjentkom zgłaszającym dolegliwości w obrębie piersi. Jako CHORE nie podlegają opiece ze strony Narodowego Funduszu ZDROWIA! Bo tak to u nas jest zawsze. Najpierw powołujemy jakąś instytucję do czegoś, po czym okazuje się, że ona nie jest do tego, tylko do niczego. Bo na cholerę zdrowemu chodzić do lekarza!
     Platforma Obłudy, nie bacząc na nic gra nadal w kulki ze społeczeństwem. Kreuje rzeczywistość której w rzeczywistości nie ma. Przekonana o swojej niegasnącej popularności staje się coraz bardziej zakłamana, bezczelna i arogancka. Sławna zielona wyspa na morzu europejskiego kryzysu okazuje się być fatamorganą. Powraca stare, ale jakże zasadne pytanie: Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Czego nie dotknąć, jest dziurawe i przecieka. Na nic nie ma pieniędzy, a od bezrobocia szybciej rośną tylko ceny i deficyt budżetowy. W poszukiwaniu szmalu na łatanie dziur za chwilę sprywatyzujemy wszystko, łącznie z lasami, rzekami i jeziorami. Osiągniemy ideał, czyli kapitalizm bez rodzimego kapitału. Będziemy się cieszyć jak za zaborów, że nie ma w ogóle PAŃSTWA W PAŃSTWIE. Jeszcze jedna kadencja Platformy Obłudy, a z tego co nasze, pozostanie tylko nazwa i orzeł w złotym, moherowym bercie. Choć kto wie, może i to opchniemy.

SOBCZAK i SZPAK

P.S
. Z bardziej zabawnych gier, to gra na zwłokę prezydenta i premiera. Im bardziej udają, że im nie zależy na prezydenturze, tym bardziej im zależy! Ale krygują się, hamletyzują i budują napięcie, zgodnie z wytycznymi PR-owców. Paradne to wielce, bo gra ta już dawno nikogo nie bawi i nie podnieca.
 
OBRAZKI NIE Z ALASKI

     Oto kilka obrazków z zaśnieżonej Bydgoszczy i okolic. Na początek coś optymistycznego, a zarazem symptomatycznego. Na przystanku tramwajowym starsza pani rozmawia z mężczyzną, któremu wmawia, że to skandal, iż nawet przed Ratuszem nie jest odśnieżone. Na co facet odpowiada jej, że to celowa robota, ponieważ władze miasta nie potrafią poradzić sobie z odśnieżeniem ulic, to na wszelki wypadek nie odśnieżają również koło siebie, żeby ludzie nie mówili, iż się wysferzyli i chodzą sobie po odśnieżonym jak paniska, a zwyczajni przechodnie muszą przebijać się przez zwały śniegu, jak na Alasce czy Syberii. Jest w tym jakaś racja, a nawet jakowyś sens i logika.
     Obrazek drugi. Na granicy między chodnikami a jezdniami zalegają hałdy śniegu. Kierowcom nie chce się wbijać w puch ani szukać innych miejsc do zaparkowania, więc zatrzymują się na skraju jezdni nie bacząc na fakt, iż blokują w ten sposób np. przejazd tramwajom. W krótkim czasie widzieliśmy dwa takie przypadki na Chodkiewicza i Gdańskiej. Natychmiast zrobił się gigantyczny korek oraz spora kolejka tramwajów. Przez dwóch kretynów kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset osób marzło na przystankach. A wystarczyło deczko pomyśleć zanim się zaparkuje. No ale do tego potrzebne jest nakrycie głowy, bo inaczej mózg zamarza.
     Obrazek trzeci i ostatni. Trudno w ogóle wspominać o bocznych ulicach naszego miasta. Tam śnieg czuł się zupełnie bezpieczny. Leżał sobie dziewiczy, nienękany przez drogowców odpowiedzialnych za oczyszczanie ulic. Oni, wybitni fachowcy, byli zajęci nieodśnieżaniem głównych arterii miasta i czekaniem na odwilż. Rozjechane tony śniegu, ślisko, niebezpiecznie – to obraz Fordońskiej, Wyszyńskiego, Jagiellońskiej, Kujawskiej czy Kamiennej. Naiwnie myśleliśmy, że cały tabor został w związku z tym przerzucony za miasto, na drogi dojazdowe i wyjazdowe. Nic z tych rzeczy. Tam było niewiele lepiej niż w mieście. Szybkość podróżna 30km/h to było wszystko na co można było sobie pozwolić.
     Dlaczego o tym, wszystkim napisaliśmy? Bo chcemy żeby mieszkańcy Bydgoszczy nie zapomnieli o zaradnych ojcach i matkach miasta i podziękowali im serdecznie przy urnach wyborczych.

SOBCZAK i SZPAK
 
W OPARACH KŁAMSTWA

       Przed nami wyjątkowy rok. Będziemy wybierali prezydenta Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3 tudzież radnych, prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Już konsolidują się sztaby, trwa zbieranie funduszy, szykowanie strategii. Jak zwykle prawda o wyborczej kasie wyjdzie po latach. Dopiero wtedy będzie wiadomo kto, ile, komu i za co zapłacił. Dlatego my skupimy się na strategii wyborczej. Nie mamy złudzeń ani żadnych wątpliwości, że będzie ona wyglądała tak jak wszystkie poprzednie. Będzie negatywna, oparta na kłamstwach, pomówieniach, oszczerstwach, czyli przemożnej chęci zdyskredytowania przeciwników. Opluć konkurentów, zgnoić, wbić w glebę, to naczelny cel każdego sztabu wyborczego. Już od dawna trwa intensywne poszukiwanie haków, grzebanie w życiorysach, przygotowywanie prowokacji. To są te nasze standardy wyborcze. Ale najgorsze w tym wszystkim, najpodlejsze i najohydniejsze będą deklaracje polityków ubiegających się o zaszczytne stanowiska. Poczynając od wójtów, a kończąc na kandydatach na prezydenta RP, będą podczas kampanii KŁAMAĆ jak najęci! Oczywiście te łgarstwa przyjmą postać obietnic bez pokrycia, bo tak od lat są nazywane. Słowo „kłamstwo” do mediów się nie przebiło, choć od 20. lat propaganda zaręcza, że nie masz w naszym kraju nic cenniejszego nad PRAWDĘ! Dziennikarzom, szczególnie tym z mediów elektronicznych, nie przechodzi przez gardło słowo „kłamstwo”. Bo to niepoprawne politycznie, wulgarne! Polityk łże w żywe oczy, a dziennikarz nie reaguje. Ewentualnie delikatnie sugeruje, że rozmówca mija się z prawdą. Ulubionym zwrotem polityków i dziennikarzy jest stwierdzenie, iż interlokutor „oszczędnie gospodaruje prawdą”. Co to za bredzenie. Gość bez żenady kłamie, nawija ludziom makaron na uszy i nikt nie ma odwagi mu tego wytknąć. Toczy się gra w układne słówka, w aluzyjki. Ta pseudo kulturka uprawiana przez 20 lat w mediach sprawiła, iż politycy czują się bezkarni w swoich kłamstwach. Coraz chętniej po nie sięgają i nie mają żadnych skrupułów. A czas kampanii wyborczych to dla polityków wszystkich maści wręcz festiwal kłamstw. Najsmutniejsze zaś jest, iż zdecydowana większość społeczeństwa w te obietnice, w te ewidentne bzdury i kłamstwa absolutnie nie wierzy, a jednocześnie z taką łatwością daje kłamcom rozgrzeszenie. Powiada się: przecież to kampania wyborcza, a ona ma swoje prawa. Jakie do cholery swoje prawa?! Prawa do kłamstwa, do matactwa, do oszustwa? A kto niby dał te prawa? Przecież dzięki temu robi się z nas kompletnych idiotów, którym można wszystko wcisnąć, bez żadnych konsekwencji. A nam o tę ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WYPOWIADANE PRZEZ POLITYKÓW SŁOWA powinno najbardziej chodzić. Bo przecież ci nasi wybrańcy stanowią prawo, a co za tym idzie, decydują o przyszłym naszym i naszych bliskich życiu. O tym, rozgrzeszając polityków po wyborach, usprawiedliwiając niedotrzymywanie obietnic, zapominamy. A powinniśmy przede wszystkim o tym pamiętać. Bo wybory to nie karnawał, to nie festyn. Tu wszystko dzieje się na poważnie i na serio. Zły wybór, oddanie władzy kłamcom, skutkuje ogromną ilością złych ustaw, złych decyzji, afer i skandali. Kłamstwo w polityce to nie trądzik, tylko rak degenerujący i niszczący strukturę państwa!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Jak mówi Pismo Po owocach ich poznacie! Już dawno poznaliśmy i co? Wychodzi na to, że się w nich rozsmakowaliśmy, bo inaczej żadnego z tych cynicznych kłamców znowu byśmy nie wybrali.
 
ZABÓJCZE ARESZTY

      Kolejna dziwna śmierć osadzonego i to nie byle jakiego, bo ponoć bezcennego dla organów ścigania świadka, każe zadać sobie pytanie, czy aby w aresztach i więzieniach przebywający tam „pensjonariusze” są rzeczywiście bezpieczni. Wychodzi na to, że nie. Szczególnie ci, którzy znajdują się pod specjalną ochroną. W Przenajświętszej RP nr 3 tak się porobiło, iż właśnie tym najcenniejszym, tym którzy mogą pomóc w wyświetleniu wielu tajemnic, w dojściu do prawdy, żyć się nie chce, popełniają samobójstwa albo kładą się do szpitala by umrzeć z przyczyn „naturalnych”. Nie wiedzieć czemu zwyczajnym bandziorom i zbójom żyć się chce i ani im w głowie zrobienie sobie seppuku. Oni kiblują spokojnie, kształcąc się w zbójeckim rzemiośle. Specjalny nadzór ich się nie ima. Ci którzy podlegają całodobowemu monitoringowi i ciągłym kontrolom padają jak muchy. Można wyciągnąć z tego jedynie dwa wnioski. Pierwszy jest taki, że nasze areszty i więzienia nie są przygotowane do zajmowania się takimi osadzonymi specjalnej troski. Z drugiego wynika, że ta opieka i troska źle wpływa na zdrowie aresztowanych. Nie może być inaczej! A ględzenie szefostwa zakładów karnych i aresztów, iż nadzór jest świetny, a warunki techniczne niczym nie odbiegają od obowiązujących standardów, spokojnie miedzy bajki można sobie włożyć. Dowodem na ściemnianie, na robienie ludziom wody z mózgu są wypowiedzi władz więziennictwa w sprawie ostatniej śmierci. Powiadają, iż osadzony otrzymał gryps który mógł być zatruty… Zaraz, zaraz, wiedzieli, iż otrzymał gryps i nic z tym nie zrobili? Pozwolili, aby świadek w ten czy inny sposób znalazł drogę do Domu Pana, a nie sądu. To niebywałe!!! To jakaś chora sytuacja rodem z kretyńskiego kryminału. Dlatego nie dziwota, że żadna z najbardziej bulwersujących zbrodni ostatniego dwudziestolecia nie jest do końca wyjaśniona. Ba, nie doczekała się tego żadna z największych afer. Za bezbożnej komuny byłoby to zrozumiałe. Ale żeby tak się działo za Przenajświętszej? To wstyd i hańba! Tylko jakie to ma dziś znaczenie, skoro o takim czymś jak wstyd i hańba, można już tylko poczytać w patriotycznych powieściach historycznych!

SOBCZAK i SZPAK
 

DAĆ NAUCZKĘ

        Nasz Szanowny Sąsiad z góry (Angora - Korwin Mikke) jest mistrzem świata w wynajdowaniu argumentów do stawianych przez Siebie tez. Potrafił w naszym felietonie o Chlebowskim znaleźć to, czego tam absolutnie nie ma. W konsekwencji Pan Janusz nazwał nas naiwniakami dotkniętymi kompletną aberracją umysłową. Skoro z nami jest tak źle, to jaka jest kondycja umysłowa Pana, czytającego tekst bez zrozumienia? Teraz specjalnie dla Pana, wielkimi literami i zdaniami prostymi wyjaśniamy: O CHLEBOWSKIM PISALIŚMY NIE DLATEGO, ŻE CHCIELIŚMY JEGO POWROTU DO PRACY! WRĘCZ PRZECIWNIE, ŻĄDALIŚMY ABY ZOSTAŁ Z NIEJ NATYCHMIAST WYRZUCONY!!! Taki był sens i wymowa felietonu! Aż nie chce nam się wierzyć, że Pan tego nie pojął. Ale tak to już jest, jak się nagina wszystko do swojego widzenia świata. Pozdrawiamy z wyrazami sympatii i życzeniami zdrowia.

        Dwadzieścia lat demokracji w naszym swojskim wydaniu i wyborczy rok przed nami to wystarczające powody, by podyskutować o władzy. Tak jak wielu Rodaków, my również zastanawiamy się, czyja ona jest naprawdę. Rozumując logicznie, władza należy do obywateli, którzy wybierają demokratycznie swoich przedstawicieli do jej bezpośredniego sprawowania. W tym momencie powstaje zasadnicze pytanie: czy owi wybrańcy mają obowiązek SŁUCHAĆ tych, którzy ich na te stanowiska delegowali? Naszym zdaniem powinni się przynajmniej od czasu do czasu WSŁUCHIWAĆ. To pytanie jest dla nas bardzo istotne, w kontekście zwiększenia udziału Polaków w wojnie w Afganistanie. Od wielu już miesięcy wszystkie ośrodki badania opinii publicznej pytają respondentów o tę właśnie sprawę. Niezmiennie około 80% Rodaków jest zdecydowanie przeciwnych obecności naszych wojsk w tym kraju. Z tych badań wynika również, iż Polacy chcą wręcz wycofania armii z Afganistanu. Niestety, nie ma to żadnego znaczenia dla naszych wybrańców! A taki minister Sikorski aż nóżkami przebiera, żeby z Polski zrobić amerykańską bazę wojskową. Wtedy można by było całą polską armię wysłać do Afganistanu. On, Klich i reszta rządu powołują się przy tym na nasze sojusznicze zobowiązania, rację stanu, gwarancje bezpieczeństwa i inne propagandowe brednie. Niczym nie odbiegają w tym od komuchów zakochanych w ZSRR. Dlatego sondaże dla nich nieprzychylne z góry bagatelizują i lekceważą. To pokazuje, jak my wyborcy jesteśmy instrumentalnie traktowani przez polityków. Przymilają się do nas i obiecują złote góry raz na cztery lata, bo chcą nadal sprawować swoje urzędy. Potem nasze zdanie nie ma już dla nich żadnego znaczenia. W tym momencie warto zastanowić się nad wykorzystaniem w polityce bieżącej czegoś takiego jak instytucja referendum. Wybrańcy narodu jakoś się do niej nie odwołują. Boją się referendum jak diabeł święconej wody. A nóż wyjdzie na jaw, że to co robią stoi w całkowitej sprzeczności z opinią większości Polaków. Zaraz ktoś powie, że nie można przecież w każdej sprawie robić referendum. Zgoda, ale są takie, które tego bezwzględnie wymagają. Do nich na pewno należy udział Rzeczpospolitej w wojnach! Naszym zdaniem, każde wysłanie polskiej armii na wojnę powinno zostać poprzedzone referendum. Wiedzą o tym rządzący, więc stosują różne oszukańcze, propagandowe chwyty, aby wojny nie nazywać wojną. Stąd mamy różne misje stabilizacyjne, interwencje zbrojne, choć wszyscy wiedzą, że to po prostu regularne wojny.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Tegoroczne wybory prezydenckie to doskonała okazja, żeby dać nauczkę tym kłamcom i obłudnikom. Czego sobie i Państwu w Nowym Roku życzymy.

 
POSZŁY KONIE

       Rok 2010 będzie stał pod znakiem nieustającej kampanii wyborczej. Jesienią przyjdzie nam pójść do urn i zdecydować, kto zostanie nowym prezydentem Przenajświętszej Rzeczpospolitej nr 3. Początek mamy już właściwie za sobą, ponieważ pojawiło się trzech pierwszych harcowników, którzy oficjalnie ogłosili, iż będą ubiegać się o ten najwyższy urząd w państwie. Rzec by można, że pierwsze konie poszły już po przysłowiowym betonie. Najpierw, jak diabeł z pudełka, a właściwiej byłoby napisać z krypty wyskoczył prof. Tomasz Nałęcz. On należy do tych, co to bez przerwy żegnają się z polityką i jakoś odejść nie mogą. W sumie to postać żałosna i niewarta większej uwagi. Ot, wykształcony, inteligentny cwaniaczek, który ciągle szuka ścieżki do wielkiej polityki, a co za tym idzie, do chwały i zaszczytów. Na szczęście ludzie już dawno poznali się na nim i jego kanapowych partyjkach. Szanse wyboru na prezydenta żadne. Drugi z już zgłoszonych kandydatów to były minister finansów i minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski. Startować będzie jako kandydat niezależny. W wyborach prezydenckich 2000 roku zajął drugie miejsce uzyskując 17,3% głosów. To stawia go w rzędzie kandydatów, którzy mogą liczyć się w rozgrywce i poważnie utrudnić Tuskowi zostanie prezydentem. No i wreszcie ten trzeci kandydat z SLD, wyłoniony podczas specjalnej konwencji programowej. Lewica postawiła na byłego ministra obrony narodowej, obecnego wicemarszałka sejmu Jerzego Szmajdzińskiego. To klasyczny kandydat z łapanki. Nie wyszło z Cimoszką, nie wyszło z Jolantą, kogoś trzeba było wystawić, więc padło na Szmajdzińskiego. Bezbarwny, mdły kandydat, którego w zasadzie nikt na serio w SLD nie popiera. Szmajdziński stara się jak może sprawiać wrażenie człowieka spokojnego, zrównoważonego, godnego zaufania, ale w tym staraniu jest mało przekonywujący. Wszak to PZPR-owsko SLD-owska skamielina, której jak trzeba, to z solą owszem, a i bez soli też dobrze. Ta kandydatura pokazuje, jak nędzną i schyłkową jest polska lewica.
       Oczywiście jeszcze oficjalnie nie zgłosili się do wyścigu najważniejsi zawodnicy. Tusk i Kaczyński udają, że się wahają. Tylko po co przy tej okazji tak przebierają nóżkami? Spokojnie, będą, będą kandydować, a obok nich do tego wyścigu wystartuje cała masa dziwadeł z których będziemy mieli ubaw po pachy. Szkoda tylko, że będzie to zabawa za nasze pieniądze.

SOBCZAK i SZPAK