|
||||||||||
|
COŚ PODOBNEGO!
Jak wynika z badań opinii publicznej, nasi ukochani Rodacy
generalnie życzą sobie, aby Rzeczpospolitą rządzili mądrzy ludzie!!!
To coś niebywałego! Co za życzenie? Tyle lat rządziły nami tumany i
wszystko było w porządku. Teraz nagle, po 20 latach kapitalizmu, Naród
żąda, aby u steru władzy stali ludzie mądrzy. Fakt, z durniami nikomu
nie jest po drodze. Ale żeby od razu, mając do wyboru tyle innych
życzeń, ludność uparła się akurat na to jedno!? Naprawdę nie wiemy, czy
jest to do końca przemyślane życzenie. Mając za przywódców Narodu ludzi
mądrych, światłych i kompetentnych, ich chybione decyzje ciężko byłoby
zwalić na wrodzone matołectwo. Obecnie sytuacja jest jasna. Ktoś
podejmuje jakąś decyzje na szczeblu gminnym, powiatowym, wojewódzkim czy
centralnym, widać gołym okiem, że jest to decyzja, mówiąc łagodnie,
chybiona, i nikogo to nie dziwi. W ulicznych komentarzach słyszymy
jedynie: CO ZA DEBIL? Jak on mógł wymyślić coś takiego? To się w
normalnej pale nie mieści! I dalej: nie ma co się dziwić, skoro taki
głupek rządzi, to, czego mamy się spodziewać? I to w zasadzie zamyka
całą sprawę, kończy aferę. Ludzie sobie pogadają, popsioczą, poplują,
media coś o tym gęgną, a dureń jak był na stanowisku, tak jest i
podejmuje następne, równie głupie decyzje.
W naszym kraju, od wiek wieków nie odpowiada się za głupotę,
nawet gdy sprowadza ona na kraj największe nieszczęścia (np.
rozbiory). Plejada
różnej maści durniów, których mieliśmy okazję przez choćby ostatnie lata
oglądać, przyprawia o mdłości. Przecież to co obecnie mamy nie
zaistniało samo z siebie, nie spadło na nas z kosmosu. Wielu matołów
pracowało latami, żebyśmy mogli osiągnąć taki efekt. To oni, te rzesze
tumanów, swoimi decyzjami umożliwili różnym cwaniaczkom i sprytnym
złodziejom rozgrabienie w majestacie prawa majątku narodowego. Nie kto
inny, tylko cymbały na odpowiedzialnych stanowiskach, spowodowały
rosnącą w postępie geometrycznym emigrację. To dzięki nim, zamiast
budować zasobną i dostatnią Ojczyznę, bijemy nieustannie pianę o dziecku
rozpoczętym, napoczętym i zaczętym, o lustracji, dekomunizacji, itp.,
itd. To idioci na stołkach sprawili, że wypchnięto nas z rynków
wschodnich. To nie kto inny, tylko nasze rodzime matoły oddały w obce
ręce wszystko, co się do oddania nadawało, a teraz jeżdżą do Brukseli i
żebrzą o pomoc! Nie
ma potrzeby, a tym bardziej miejsca, żeby tych wszystkich idiotów
wymieniać z imienia i nazwiska. Wszyscy doskonale ich znają. Siedzą po
lewej, na środku i po prawej stronie sceny politycznej. Tu akurat nie ma
znaczenia opcja polityczna. Jedno, co ich ze sobą łączy, to
BEZKARNOŚĆ. Wiedzą doskonale, że włos im z głowy nie spadnie. W
końcu tyle głupoty przelało się już przez ten kraj, że jedno cymbalstwo
więcej, jedno mniej nie stanowi żadnej różnicy. Wynik sondażu o którym
pisaliśmy na początku, może być promyczkiem nadziei na przyszłość, bo
być może, w społeczeństwie zaczyna narastać bunt i opór przeciwko
zalewającej nas głupocie. Być może, jako Naród doszliśmy do tego punktu,
w którym nastąpi koniec tolerancji i pobłażania idiotom. Być może,
ludzie nareszcie zdali sobie sprawę z faktu, iż jeszcze rok, dwa, a w
Polsce, zamiast drugiej Irlandii będziemy mieli Trzeci Świat.
Społeczeństwo już to wie, już się w tej sprawie głośno wypowiada.
Niestety, ciągle nie pojmują tego ci, którzy Polską i Polakami rządzą.
SOBCZAK i SZPAK
P.S.
Jak będzie naprawdę?
Starożytni Rosjanie mawiają: posmotrim, uwidim! |
||||||||||
| - | ||||||||||
|
PO I PRZED
Jesteśmy już po świętach, za to przed Sylwestrem i Nowym Rokiem.
Ten tydzień zawsze przez wszystkich traktowany jest jak swoisty okres
przejściowy. Tym bardziej, że w tym roku tak się złożyło, iż większość z
nas ma właściwie baaaardzo długi weekend, trwający praktycznie aż do 4
stycznia. Co robić z tak pięknie podarowanym nam przez los, a właściwie
kalendarz czasem? Są różne koncepcje. Co bardziej zapobiegliwi i majętni
wyjechali gdzieś poza Polskę na narty lub do ciepłych krajów. Średnio
zamożni spędzają ten czas na krajowych wywczasach. A co robi reszta
biedy? Reszta biedy scenariusz ma prosty. Święta spędza jedząc i pijąc.
Po świętach doje się niezjedzone i wypije niedopite. Od poniedziałku
zacznie się szykowanie wyżerki na Sylwestra i Nowy Rok oraz uzupełnianie
zapasów w barku. Oczywiście przez cały czas konsekwentnie nie odmawiamy
sobie jedzenia, że o piciu nie wspomnimy. Tym bardziej, że następnego
dnia nie trzeba gnać do roboty, to i kac nie straszny. Potem przyjdzie
długo oczekiwany Sylwester. Najemy się jak trzeba, a i wypijemy, bo jak
to tak o suchym pysku Nowy Rok witać. Pierwszego stycznia najpierw
odreagujemy sylwestrowe szaleństwa (mały klinik wskazany!), następnie
coś wrzucimy na ruszt i otworzymy świeżą, już noworoczna flaszkę, żeby
jakoś godnie rozpocząć ten pełen nadziei i oczekiwań rok. Potem już samo
poleci. W końcu będziemy mieli przed sobą jeszcze kilka ładnych dni, aby
relaksować się przy suto zastawionym, posylwestrowym i ponoworocznym
stole. Tak doturlamy się do 5 stycznia. Rankiem nastąpi przykre
przebudzenie. W końcu po tylu dniach ucztowania trzeba iść do roboty. A
przecież organizm swoje prawa ma i domaga się odpoczynku. Że co, że
odpoczywaliśmy 10 dni? Mili Państwo, dla nas Polaków odpoczynek jest
najbardziej wyczerpującym zajęciem. Nic nas tak nie męczy jak zbyt dużo
wolnego. A jak jeszcze to wolne spowodowane jest jakimiś świętami, to
chyba rozumiemy się doskonale. Od lat, a chyba nawet od wieków nic się w
naszej obyczajowości nie zmienia. Dlatego warto nieraz PRZED pomyśleć co
będzie PO, czego wszystkim Czytelnikom serdecznie życzymy na ten Nowy
Rok. Na Zdrowie!
SOBCZAK i SZPAK |
||||||||||
| - | ||||||||||
|
POTRAWY I DANIA
TRADYCJA to rzecz święta. Każdy kraj tradycji przestrzega,
pieczołowicie ją kultywuje i hołubi. Z roku na rok tu i ówdzie rodzi się
nowa tradycja. Był w Polsce czas, kiedy o nowej świeckiej tradycji
informowali nas w Dzienniku Telewizyjnym niemal codziennie. Ale to było,
minęło. Mówiąc szczerze szkoda. Bo kiedy widzimy w telewizji
rozbawionego i zadowolonego z siebie marszałka Komorowskiego, który gnał
przez Warszawę z prędkością 140 km/h, bo bardzo się spieszył na opłatek
zorganizowany przez Platformę Obiboków, chciałoby się stworzyć taką nową
świecką tradycję, w której dopuszczano by łamanie przepisów ruchu
drogowego z okazji zbliżających się świąt. Tydzień przed Wigilią każdy
mógłby śmigać po mieście ile fabryka samochodowi dała. W zaprzyjaźnionym
z nami Iraku też mogłaby powstać nowa świecka tradycja rzucania butami w
prezydenta USA, jako wyraz wdzięczności za przyniesiony tam ład,
porządek i dobrobyt. Ale są to tylko luźne uwagi. Wróćmy do clou
dzisiejszego felietonu czyli tradycji w czystej formie, bez żadnych
świeckich przymiotników.
Jak wszystkim doskonale wiadomo, tradycji jako takiej całkowicie
podporządkowana jest obrzędowość. Ludzie starają się za wszelką cenę,
przestrzegać tradycyjnych obyczajów, w trosce o ciągłość dziejów
ludzkości i kultury narodów. Jednym z takich tradycyjnych obyczajów
podczas Wieczerzy wigilijnej jest 12... no właśnie, CZEGO? Różne źródła
różnie podają. W jednych można przeczytać, że chodzi o 12 DAŃ,
zaś w innych, że o 12 POTRAW. Wbrew pozorom jest to zasadnicza
różnica. Na przykład potrawą jest chleb, ale już chleb z masłem i
powiedzmy szynką to danie. W zależności od wędliny, bardziej lub mniej
wykwintne. Odnosimy nieodparte wrażenie, że 12 dań to tradycja stołu
wigilijnego klasy rządząco-biznesowej, zaś 12 potraw to rzeczywistość
pozostałych 90% naszych Rodaków. Ktoś mógłby zapytać, skąd biedny
chrześcijanin weźmie 12 potraw? Nie musi brać. Niech tylko chwile
pomyśli, rozejrzy się dookoła, a zobaczy, że ma w swojej kuchni potraw
bez liku. Dla przykładu: kluski z makiem to już dwie potrawy (kluski +
mak), kapusta z grzybami następne dwie. Do tego dodajmy barszcz z
pierogami z kapustą (kolejne 3 potrawy), to już mamy 7. Jeśli dojdą
jeszcze ziemniaki z pietruszką (9), śledź w oleju (11) i opłatek, jest
jak tradycja nakazuje. Dwanaście potraw jak ulał! Bogaci chrześcijanie
mają znacznie gorzej. Oni muszą na swoich stołach mieć 12 dań. Taki np.
jesiotr z rusztu nadziewany truflami, w sosie koperkowym z grzankami
posypanymi parmezanem liczy się tylko jako jedno danie. Karp po
żydowsku, z jarzynami, bakaliami, do tego w galarecie, to też jedno
danko. Ile trzeba namęczyć się, by zrobić z ostryg, kawiorów, łososi,
krabów czy homarów 12 wymyślnych, tradycyjnych dla elity dań? Policzcie
sobie kochani jaki to majątek, że o wysiłku kulinarnym gosposi już nie
wspomnimy. Dlatego o wiele szczęśliwsza jest ta większość ubogich
chrześcijan, która rozsmakowuje się w potrawach, popija je kompotem z
suszu, po czym idzie na pasterkę spalić zbędne kalorie i pośpiewać
kolędy. A w ogóle najlepiej mają ci, którzy zajmują to jedno wolne
miejsce przy stole. Im wsio ryba, potrawy czy dania. Ważne, żeby mogli
choć raz w roku podjeść do syta.
SOBCZAK i SZPAK
P.S.
Dlatego z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy wszystkim Czytelnikom
optymizmu, umiejętności cieszenia się z tego co mają i nadziei, że
kiedyś wszyscy Polacy będą zasiadali przy wigilijnym stole zastawionym
samymi DANIAMI. |
||||||||||
| - | ||||||||||
|
ŻYCZENIA
Święta za pasem, pod bokiem…, no w każdym razie już blisko. Nawet
się nie spostrzeżemy, jak będziemy dzielić się opłatkiem i składać sobie
najserdeczniejsze życzenia. Znowu będziemy szczerzyć zęby, ściskać i
całować naszych bliskich i dalszych krewnych, przyjaciół i znajomych.
Bardzo to wszystko piękne i wzruszające. Nie wiemy jak Państwa, ale nas
przy tej okazji dopada pewna wątpliwość. Na ile te wszystkie życzenia są
szczere i na ile tak naprawdę składamy je z wolą spełnienia. Jak
pokazuje doświadczenie, ci co przed świętami żyli w zgodzie i po
świętach będą tak samo żyli. Zaś ci którzy żarli się wcześniej, wcale
nie przestaną tego robić tylko dlatego, że ktoś im złożył serdeczne
życzenia. Dlatego mamy w tym roku taką propozycję, składajmy sobie tylko
takie życzenia, które będą miały szansę na spełnienie. Wiemy, że to
trudne. Być może wielu z nas nie będzie miało czego życzyć wiedząc, iż
osoba której składają życzenia jest niereformowalna. Warto jednak
spróbować. A może stanie się cud i się uda? A może rzeczywiście
przełamiemy się opłatkiem i tak dla eksperymentu nie będziemy przy
wigilijnym stole gadali byle czego, na odczepnego, bo tak trzeba, tylko
wcześniej przemyślimy sobie czego i komu będziemy życzyć. Zachowajmy się
jak cywilizowani ludzie, a nie polityczna, zakłamana zgraja. Tak, tak,
zakłamana. Przecież co roku telewizja pokazuje nam, jak to do sejmu
przybywa prymas Polski i wraz z posłami wszystkich klubów
parlamentarnych łamie się opłatkiem składając życzenia świąteczne.
Byłyby piękne, gdyby były prawdziwe. Tych 460 chrześcijan, katolików nie
grzeszy szczerością. Nikt nie wmówi nam, że poseł Gosiewski złoży
szczere życzenia np. posłowi Palikotowi, a poseł Mularczyk posłowi
Karpiniukowi i nawzajem. Przecież to niemożliwe jest nawet we śnie
pijanego wariata. Znając ich obłudę i hipokryzję na bank mówiąc
„wszystkiego najlepszego”, w myślach życzą „wszystkiego najgorszego’.
Taka to już jest ich zbójecka natura. Nie bierzmy z nich przykładu. Nie
naśladujmy ich. Przynajmniej w naszym prywatnym życiu starajmy się
postępować inaczej. Bądźmy uczciwi i szczerzy. Wtedy nasze życzenia będą
miały rację bytu. Będą miały znaczenie i sens. Kończąc, życzymy Państwu,
aby w przyszłym roku Wam się nie pogorszyło.
|
||||||||||
| - | ||||||||||
|
IDŹMY DALEJ
My, Marek Sobczak i Antoni Szpak z całego serca popieramy posła
Jarosława Gowina i podpisujemy się obiema rękoma pod Jego projektem
Ustawy Bioetycznej, regulującej praktykę in vitro. Jesteśmy święcie
przekonani, iż wytężona praca tego parlamentarzysty i Jego zespołu może
mieć kapitalne znaczenie dla przyszłości Polski i Polaków. Dzięki tej
ustawie nikt nie będzie miał wątpliwości, że ZARODEK JEST CZŁOWIEKIEM.
A co za tym idzie, będzie prawnie chroniony o czym zapewnił nie tylko
Gowin, ale i sam premier Tusk. Cieszy nas również nieugięta postawa
Kościoła katolickiego, który twierdzi, iż in vitro nie jest metodą
leczenia niepłodności, lecz techniką medyczną NIEROZŁĄCZNIE ZWIĄZANĄ
Z NISZCZENIEM LUDZKICH ISTOT. Szanowni Państwo, dzięki Gowinowi i
Kościołowi katolickiemu staniemy w obliczu niebywałych, wiekopomnych
zmian, które odmienią oblicze ziemi, tej ziemi, a z czasem i całego
świata. Skoro uznamy prawnie, iż zamrożone zarodki są istotami ludzkimi,
to konsekwentnie musimy uznać je za obywateli RP, a co za tym idzie,
nadać im osobowość prawną, imię i nazwisko, a po 18 latach leżakowania w
zamrażarce wystawić dowody osobiste. Im więcej zarodków w lodówkach, tym
więcej nas Polaków i więcej głosów w UE.
Zamrożony zarodek, a faktycznie obywatel ma wiele plusów. Jest
posłuszny, zdyscyplinowany, spolegliwy i nie ma w nim postawy
roszczeniowej. Poza tym nie generuje kosztów. Ot tyle, że korzysta z
prądu zasilającego zamrażarki. Ale przy milionach zarodków te koszty
będą doprawdy symboliczne. Taki zamrożony człowiek nie je, nie pije, nie
wydala i nie stwarza problemów wymiarowi sprawiedliwości. W ogóle nie
sprawia żadnych problemów, jest więc obywatelem idealnym. Teraz, kiedy
świat stoi u progu recesji, kiedy kryzys finansowy i gospodarczy jest
faktem, odkrycie Gowina i Krk mogłoby w znacznym stopniu zapobiec
nieobliczalnym skutkom tych procesów. Dlatego idźmy dalej. Skoro
jesteśmy równi wobec Boga i prawa, to należy nas równo traktować.
Dlaczego jedni obywatele mogą być zamrożeni i spokojnie czekać na lepsze
czasy, a inni muszą się męczyć i strajkować? Chyba nic nie stoi na
przeszkodzie, aby dla dobra ogółu (znaczy rządzących) takich np.
emerytów i rencistów, nachalnie domagających się waloryzacji ich
świadczeń potrzymać parę lat w ciekłym azocie. Mogą w nim przebywać
obywatele zarodkowi, mogą i obywatele ZUS-owi. To chyba dla wszystkich
jest oczywista oczywistość. Ma Tusk problem z pomostówkami. Nad czym tu
się zastanawiać. Do azotu i po krzyku. Posiedzą w zamrażarce kolejarze
czy nauczyciele i odechce im się raz na zawsze blokować tory, palić
opony i wykrzykiwać na wybrańców narodu ZŁODZIEJE! Reforma służby
zdrowia powinna ograniczyć się wyłącznie do zakupu większej ilości
ciekłego azotu i zamrażarek. Perspektywa leżenia obok rodaka zarodka
niejednego by uzdrowiła i skutecznie zniechęciła do nawiedzania placówek
służby zdrowia. To tylko kilka z licznych przykładów dobrodziejstwa,
jakie niesie za sobą uznanie zamrożonego zarodka za człowieka. Po
odkryciach Kopernika i Skłodowskiej – Curie mamy szansę znowu zadziwić
świat. Niech no tylko ustawa Gowina zostanie klepnięta i ujrzy światło
dzienne. SOBCZAK i SZPAK
P.S. Szanowny Panie pośle. Czas zabrać się za ustawę, bezwzględnie
zakazującą onanizmu. Wszak nie jest tajemnicą, iż dzień w dzień marnuje
się w ten sposób miliardy plemników, które śmiało można nazwać dziećmi
nie do końca (połowicznie) poczętymi. Jak Pan tego nie zrobi, to kto? No
kto!? |
||||||||||
| - | ||||||||||
|
EMOCJE NIE OPADŁY
„Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz, gdy nie można mocą
żadną, wykrzyczanych cofnąć słów…” śpiewa zespół Perfekt. Emocje
sięgnęły zenitu 27 lat temu. Wydawać by się mogło, że bez mała trzy
dekady są wystarczającym czasem na ich opadnięcie. Nie w Polsce! U nas
tamte emocje okazują się po latach być niczym, w porównaniu z tym co
dzieje się obecnie. Kurz ciągle unosi się w powietrzu i z roku na rok
gęstnieje. Widomy znak tego, że żywi się błotem. Historia niczego nas
nie nauczyła. Żadnych wniosków nie wyciągnęliśmy z doświadczeń roku
1981. Wtedy mniemano, że Polacy są strasznie skłóceni i podzieleni.
Teraz tamte waśnie, tamte swary bardziej przypominają sprzeczki
kochających się małżonków niż poważne awantury. W tej chwili
doprowadziliśmy do sytuacji, gdzie wszystko jest problemem i powodem do
ostrej konfrontacji. Praktycznie nie jesteśmy w stanie porozumieć się w
żadnej sprawie. Już właściwie nie ma żadnej płaszczyzny porozumienia.
Bohaterowie walki ze znienawidzonym ustrojem postanowili dać pośmiertną
satysfakcję umarłej komunie. Największe postaci niegdysiejszych walk są
w obrzydliwy sposób opluwane i zniesławiane przez tych, którzy stali w
drugim, trzecim szeregu, albo wręcz ich nie było. Teraz, w bezsilnej
złości, że to nie od nich blask sławy bije, starają się za wszelką cenę
zdyskredytować zasługi tych największych, tych bez których dzisiejszej
Polski by nie było! Wykrzykują słowa, które mocno ranią, których nie
sposób nijak cofnąć, bo wygłaszane były z trybuny sejmowej. Trzeźwo
myślący Polacy nie akceptują tego. Bo też nie o to nam w czasach komuny
chodziło. Nie tak miała wyglądać Polska, nie takie miało być oblicze
demokracji. Śledząc historię łatwo zauważyć, że jesteśmy genialni w
dniach walki, a żałośni w czasach pokoju. My jako nacja po prostu nie
potrafimy budować normalnych, codziennych relacji międzyludzkich. Zawsze
znajdzie się ktoś niedopieszczony, chorobliwie żądny władzy i
zaszczytów. Bez zmrużenia oka zepsuje to wszystko, co inni z takim
trudem starali się zbudować. Najgorsze, że nie ma na to rady, nie ma na
to sposobu. Podobny scenariusz powtarza się w naszym kraju regularnie od
wieków. Ostatnie lata pozwalają zrozumieć, jak mogło dojść do rozbiorów
Polski. Kiedyś tego nie rozumieliśmy, teraz już wiemy, że to było przy
takich durniach u władzy nieuchronne. Czy jest szansa na opamiętanie?
Przykro nam, ale chyba nie! U nas pobitewny kurz nie opada nigdy, a
wykrzyczane złe słowa zastępowane są innymi, bardziej wrednymi i
parszywymi. Ot, taka nasza psia mać uroda…
SOBCZAK i SZPAK |
||||||||||
|
POD ROZWAGĘ
Bracia Kaczyńscy nie odpuszczają. Cały czas skupiają na sobie
uwagę mediów i społeczeństwa. Jeszcze nie ostygły sławne nocne podchody
pod osetyński posterunek, a już zelektryzowani zostaliśmy napływającymi
wieściami z azjatyckiej podróży pana prezydenta. Psuje się samolot,
choruje cesarz, co chwilę coś. No ma Lech Kaczyński zdolność generowania
pecha!
Nadprezydent Jarosław też nie daje o sobie zapomnieć. Był wprawdzie
moment kiedy zaszył się w Klarysewie i słuch o nim zaginął, ale niestety
już skończył obmyślanie nowej PiS-owskiej strategii i powrócił na
pierwsze strony gazet. Okazuje się, że ta nowa niczym nie różni się od
starej. Jest w niej tyle samo hipokryzji, tupetu i arogancji.
Pomówieniami i insynuacjami sypie prezes Kaczyński jak z rękawa. Na
każdego ma jakieś zapisy, jakieś księgi, jakieś haki. Taka to już
tradycja tej żoliborskiej inteligencji. A propos osobistej kultury pana
Jarosława, którego wychowała niania, a nie podwórko. Szczyci się tym, iż
razem z bratem pobierał staranne wykształcenie i ma maniery rodem z
wyższych sfer (ale chyba nie wyższych niż metr pięćdziesiąt?). Panie
kulturalny, arbitrze elegancji i kindersztuby, dwie proste uwagi od
chłopaków, których wychowało bydgoskie podwórko. Jak pan wychodzi z ławy
poselskiej, to wypada zapiąć marynarkę, a nie rozchełstany, z wywalonym
bebzonem, wyłażącą ze spodni koszulą i przekrzywionym krawatem włazić na
mównicę, jak do pijackiej speluny. Mamusia nie uczyła? Czy to może taki
żoliborski sznyt o którym kmioty z podwórka nie maja pojęcia? I druga
sprawa. Jak już zdarzy się panu witać z kobietą i zechce się pan bardzo
grzecznie i elegancko zachować, to niech pan nie wyrywa tej kobiecie
ręki z barku, ciągnąc jej dłoń do własnych ust, tylko pochyli się i
złoży pocałunek. Widać na Żoliborzu takie zachowanie się nie przyjęło.
Bo u nas, w Bydgoszczy, jest to powszechnie stosowane. Sądzimy, że
weźmie pan sobie do serca nasze życzliwe rady, ponieważ po felietonie, w
którym zwróciliśmy panu uwagę, iż nie mówi się PATALOGIA
tylko PATOLOGIA
zaczął pan tego drugiego słowa używać. Nie zawsze pan o tym pamięta, ale
jednak widoczny postęp jest. I jeszcze jedno. Taki wódz, taki przywódca,
osobisty guru brata, niekwestionowany autorytet PiS-u, a nie potrafi
poradzić sobie z takimi gównojadami jak poseł Jurgiel (sorry, ale my
wychowani na podwórku, więc słownictwo dalekie od żoliborskich salonów).
Mało było panu wstydu z kłamliwymi usprawiedliwieniami? Zwróć pan uwagę
swojemu człowiekowi (rozumiemy, że on z Białegostoku, a nie z Żoliborza,
to nie od razu wszystko chwyta, warto więc powtórzyć dwa i trzy razy),
że jak już bojkotuje komisję Palikota to nie idzie podpisać listy, żeby
dostać dietę za udział w jej posiedzeniu, bo to gównojadztwo w
najczystszej formie. I jeszcze ten pana największy lizydup Kurski. No
jak można wyjść przed kamery i cieszyć się, że Komisja Braku Etyki
Poselskiej nie ukarała go za haniebny wyczyn na trasie Gdańsk – Ostróda.
Czas oprzytomnieć! Jaki Kurski wysłał sygnał do społeczeństwa?
Zastanowił się pan nad tym? Najwyraźniej nie!
SOBCZAK i SZPAK
P.S.
Panie Jarosławie Kaczyński, lży pan swoich przeciwników politycznych,
wytacza przeciw nim oszczerstwa i pomówienia, jest pan całkowicie
impregnowany na argumenty. To duży błąd. Staropolskie przysłowie
powiada: „Kto słucha tylko pochlebcę, sam mądry być nie chce.”.
No tak, ale wy, żoliborska inteligencja, nad mądrościami ludu polskiego
nigdy się nie pochylaliście. |
||||||||||
|
MORALNIE WĄTPLIWE
Mamy kolejną sprawę, która budzi w nas bardzo mieszane uczucia. Z
jednej strony współczujemy mieszkańcom naszych terenów przygranicznych,
z drugiej zaś uważamy, że prawo jest prawem i należy go przestrzegać.
Rzecz cała dotyczy tzw. mrówek, czyli ludzi przenoszących przez granicę
towary, którymi potem handlują. Dla wielu z nich jest to jedyne źródło
dochodu. Dzięki tej mrówczej pracy mogą utrzymać swoje rodziny. Nowe
przepisy celne mają ukrócić ten proceder, mają w zasadniczy sposób
ograniczyć przemyt papierosów i alkoholu. Z tego punktu widzenia unijny
zakaz ma rację bytu. Przemyt to przestępstwo i trzeba z nim walczyć. I
nie ma znaczenia w jakiej formie występuje: mrówczo-detalicznej czy
mafijno-hurtowej. Patrząc z drugiej, bardziej ludzkiej strony rozumiemy,
iż pozbawienie człowieka jego jedynego zarobku musi budzić w nim
sprzeciw i protest. Instynkt samozachowawczy każe mrówkom okupować
przejścia graniczne i prowadzić spektakularne protesty. No i mamy
prawdziwy moralny dylemat. Tragiczne jest to, że w takiej sytuacji
ciężko o kompromis satysfakcjonujący obie strony. Trudna sytuacja
rodzinna, bezrobocie nie może być jednak usprawiedliwieniem dla łamania
prawa, dla tolerowania działalności przestępczej. Przemyt jest przemytem
i nic go nie tłumaczy. My Polacy mamy taką naturę, że jeżeli nas to
bezpośrednio nie dotyczy, gotowiśmy zaakceptować takie bezprawie! Już
słyszeliśmy w telewizorze, że przecież mróweczki zarabiają tylko na
siebie, więc państwo powinno dać im spokój. Ale na Boga, ci ludzie łamią
prawo!!! Pomoc państwa nie powinna polegać na przymykaniu oczu na
przemyt, tylko na wdrażaniu programów ożywiających gospodarczo tamte
tereny i dających ludziom szansę na normalną uczciwą pracę. Tak naprawdę
mrówki powinny z pretensjami iść do Balcerowicza, który tak pięknie
schłodził gospodarkę, że cały legalny handel przygraniczny na tzw.
Ścianie Wschodniej legł w gruzach. To wtedy, a nie teraz, mieszkańcy
tamtych terenów zostali pozbawieni szans życiowych. Obecne protesty są
pokłosiem balcerowiczowskich decyzji. Dzisiaj rzecz dotyczy mrówek, dla
których jedynym źródłem utrzymania jest przemyt. Jeżeli zaakceptujemy
ich proceder, automatycznie zaakceptujemy również dowody wdzięczności
dla lekarzy, urzędników, itp., itd. Moralnie nagannym stanie się
ściganie ich przez prokuratury czy CBA. Tak to niestety wygląda. Musimy
się zdecydować: albo jest prawo dla wszystkich, albo nie ma dla nikogo!
SOBCZAK i SZPAK |
||||||||||
|
KLASA BEZ KLASY
W zeszłym tygodniu namawialiśmy - i to dość nachalnie – naszych
wybrańców narodu, aby broń Boże nie przedkładali ćpania nad banię.
Oczywiście nie spodziewaliśmy się, że nasz apel spotka się z tak szybkim
i entuzjastycznym odzewem. To cieszy. Elżbieta Kruk, posłanka
legitymująca się pięknym życiorysem, będąc w stanie wskazującym
usiłowała coś tam, coś tam odpowiedzieć na pytania natrętnych
dziennikarzy, ale jej wyraźnie nie szło. Pomimo usilnych starań aparat
mowy nie nawiązał kontaktu z korą mózgową. Dla odmiany poseł Krzysztof
Grzegorek, dysponujący również pięknym życiorysem, zaliczył bardzo
intymny kontakt z wykładziną. Zbyt duża ilość skonsumowanych napojów
sprawiła, iż nie był w stanie dotrzeć na własnych nogach do pokoju w
hotelu sejmowym. Musiał dachować na korytarzu, stając się wdzięcznym
obiektem dla fotoreporterów. Mamy nadzieje iż na Kruk i Grzegorku się
nie skończy. Czekamy na jeszcze bardziej efektowne popisy kolejnych
wybrańców narodu, szczególnie tych z pięknym życiorysem. W końcu nie
robią tego dla własnej przyjemności, tylko ku czci i chwale nas i naszej
Ojczyzny!
Głośno, tyle że z zupełnie innego powodu było o ministrze spraw
zagranicznych Sikorskim Radosławie. Ten mający się za dżentelmena w
każdym calu dyplomata, zadawał szyku opowiadając z lubością dowcipy o
Obamie. Szczególnie cieszył go ten w którym dziadek Baracka zjada
naszego misjonarza, w efekcie czego wnuczek ma polskie korzenie. Pyszny
żarcik. Nic, tylko pogratulować wytrawnemu ministrowi dyplomacji,
wyczucia, taktu i smaku. A tak przy okazji radzi bylibyśmy zobaczyć minę
rozkosznego Radusia, gdyby dowiedział się, iż Hillary Clinton na jakimś
raucie czy galobalu opowiedziała taki oto dowcip: „Angela Merkel
żegnając polską delegację zwraca się do Lecha Kaczyńskiego - Pan
jedzie mercedesem, a Pan Tusk jedzie audi. Na co wtrąca się Sikorski
- A ja czym jadę? Pan? Czosnkiem! – odpowiada Merkel.”. Ach, jaki
śmieszny i sympatyczny żarcik. Czyż nie tak panie ministrze?
Jednak te wszystkie pijackie faule, ta ministerialna kindersztuba
rodem z Pipidówki razem wzięte, są niczym wobec ostatniej wizyty naszego
Napoleona, Bojownika Spraw Ogromnych w Tbilisi. My rozumiemy, że Gruzja
to jest jedyny kraj na świecie, gdzie prezydent Kaczyński czuje się
doceniony i dopieszczony. Jest z każdej strony komplementowany i ma
poczucie ważności. Może śnić na jawie o podboju Rosji. Lata tam chętnie
leczyć kompleksy i ładować akumulatory pychy. Tyle że świat patrzy na te
wypady naszego Dzielnego Wojaka jak na żałosną farsę. Duet Kaczyński –
Saakaszwili bardziej przypomina Pata i Pataszona, niegdysiejszych
marnych komików, niż szanowanych mężów stanu. Z wolna poważni europejscy
politycy zaczynają się od Kaczyńskiego dystansować. Polska staje się dla
UE utrapieniem, krajem szczególnej troski. To przykro widzieć, z jakim
politowaniem patrzą na Kaczyńskiego w Brukseli. Jego autorytet gaśnie w
oczach. Za chwilę zostanie już tylko lekceważenie i ironiczne uśmieszki.
Jeszcze kilka takich wyskoków i gwarantujemy, że będziemy bojkotowani i
izolowani przez pozostałe kraje UE. Niestety Donald Tusk jest zbyt
słabym i tchórzliwym premierem, żeby się tej polityce ośmieszania i
kompromitowania Polski skutecznie przeciwstawić. Przyjdzie nam czekać do
wyborów. SOBCZAK i SZPAK
P.S. Spróbujcie sobie Państwo wyobrazić na miejscu Kaczyńskiego Sarkozy’ego,
Zapattero, Berlusconiego, Merkel czy innych, którym Saakaszwili funduje
takie show. I co? Nie starcza wyobraźni! |
||||||||||
| - | ||||||||||
|
OBNIŻKI I WYPRZEDAŻE
Kilka razy do roku telewizory epatują nas obrazkami z Europy
zachodniej i Ameryki, jak to tamtejszy naród tłumnie rzuca się do
sklepów z powodu obniżek i wyprzedaży. Polacy oglądając to dziwią się,
że ludzie na zachodzie zachowują się jak u nas za komuny. Jakby na co
dzień nic tam w sklepach nie było. A prawda jest zupełnie inna. Polscy
handlowcy mają nas klientów ciągle za idiotów, za ludzi którzy nigdzie
nie byli, niczego nie widzieli, którym można każdą ciemnotę wcisnąć.
Polskie obniżki i wyprzedaże są rzędu 10%, 20%, z rzadka wyżej. I tyle.
Handlowcy robią nam łaskę, że cokolwiek obniżają. Robią przy tym tyle
hałasu, jakby co najmniej rozdawali za darmo. Zwykły rabat robi u nas za
okazjonalną obniżkę i atrakcyjną wyprzedaż. W Anglii, Irlandii, Francji
czy USA obniżki wynoszą 70 – 80%. I to ma sens. Gdyby tam stosowano
takie metody jak u nas, pies z kulawą nogą nie zainteresował by się nimi.
A już na pewno do sklepów nie waliły by takie tłumy. Myśmy byli
wielokrotnie np. w USA i wiemy, że obniżki rzędu 30 – 50% są w zasadzie
codziennością. Żadne mecyje i żadne święto. Tam handel kalkuluje zysk
wypracowywany ilością sprzedanego towaru. W Polsce jeszcze ciągle
kombinuje się tak, że lepiej sprzedać jedną sztukę za jakąś bajońską
sumę i wyjść na swoje, niż sprzedać 100 sztuk znacznie taniej i mieć o
wiele większy zysk. Teraz, w okresie przedświątecznym różne sklepy, co
widać w reklamach, kuszą nas promocjami i obniżkami. Ale jak napisaliśmy
na wstępie, są to wszystko zabiegi kosmetyczne, nie mające specjalnego
znaczenia. Bo powiedzmy sobie szczerze, jeżeli jakiś artykuł kosztuje
2000 zł., to po dziesięcioprocentowej obniżce i tak zapłacimy za niego
1800. Żadna różnica. Gdyby wystawiono go z 50% rabatem, to 1000 zł. już
byłoby atrakcyjną propozycją. Tego nasi handlowcy ciągle jeszcze nie
czują. Wolą mieć wysokie ceny i wiatr hulający po sklepie. Ludzie mają w
głębokim poszanowaniu takie promocje. Coraz więcej Polaków jeździ na
wyprzedaże do krajów zachodnich, ponieważ przy większej ilości zakupów
jest to bardzo opłacalne. Im prędzej polscy handlowcy zrozumieją
właściwy sens wyprzedaży, tym lepiej będzie dla nich i dla nas
oczywiście. SOBCZAK i SZPAK
|
||||||||||
|
STRAŻNICY TRADYCJI
Co
jakiś czas media donoszą, iż nasi politycy, włodarze wszelkich szczebli,
coraz chętniej sięgają po narkotyki. Ostatnio głośna była sprawa dwóch
samorządowców PO z woj. Zachodniopomorskiego. Podczas rutynowej kontroli
policja znalazła w ich samochodzie marihuanę i amfetaminę. Bardzo nas to
zmartwiło i zasmuciło, ponieważ owi samorządowcy, raczący się tymi
używkami, ewidentnie odstępują od polskiej tradycji. To czyste
małpowanie amerykańskiego i zachodnioeuropejskiego establishmentu.
Do
tej pory Polacy byli postrzegani w Europie jako Naród który tak samo
chętnie chwyta za szablę jak i za szklankę. Przy czym za szklankę
zdecydowanie częściej. Zresztą już za króla Sasa ukuto na tę okoliczność
odpowiednie zawołanie: Jedz, pij i popuszczaj pasa! I do tej pory tego
się trzymaliśmy. Dumni jesteśmy, że prezydent Kaczyński od winka nie
stroni, a i do wojaczki bardzo skory. Po sławnym wiecu w Tbilisi gotów
był z gołymi pięściami iść na Moskwę.
Poprzedni prezydent nie był aż tak bitny, za to pitny jak najbardziej.
Wystarczyło że opuścił Warszawę, a już głośno się robiło od zadawanego
przez niego szyku. Szanowny prezydent Aleksander Kwaśniewski, w
Charkowie, Kijowie, Szczecinie i on wie najlepiej gdzie jeszcze pokazał,
że my nie od macochy i tradycja to dla nas rzecz święta, więc za
kołnierz się nie wylewa. Ramię w ramię z Panem Aleksandrem wznoszą
zdrowie wasze w gardła nasze politycy, parlamentarzyści z prawicy,
lewicy i środkowicy. Ich lista jest długa i barwna. Wymieńmy tych
najznamienitszych ze znamienitych. Niezapomniany Gabriel Janowski, w
kuluarach sejmowych skaczący do góry jak kangury. Jan Maria Jackowski
próbujący utrzymać pion w staniu na mównicy i poziom w wygłaszanym
przemówieniu. Józef Oleksy wyznający szczerze u Gudzowatego gdzie i jak
głęboko ma lewicę, Aleksandra Kwaśniewskiego i żonę Jego. Grzegorz
Gruszka robiący za Kubicę po wypiciu większej ilości lekarstw bez
popitki. Bogdan Golik euro deputowany, znany w brukselskiej dzielnicy
uciech jako demon seksu, szatan swingu i wielu, wielu innych, mniej
znanych ale równie utalentowanych wybrańców Narodu. W pamięci mamy
jeszcze szeroko opisywane ekscesy parlamentarnych strażników tradycji
zamieszkujących hotel poselski imienia hrabiny Potockiej. Niedawno do
tego szacownego grona dołączył pierwszy kapciowy Jarosława Kaczyńskiego,
Przemysław Edward Gosiewski. Swoim sławnym wywiadem uatrakcyjnił i to
bardzo audycję Radia Maryja. Chwała mu za to. Ten zacny polityk,
nosiciel genu patriotyzmu pokazał, że nie masz nic ważniejszego nad
odwieczną tradycję.
No tak, ale nadchodzi nowe pokolenie polityków, co za nic ma
spuściznę przodków i woli nosem wciągać prochy, niż wznieść szklanice i
zawołać po staropolsku chluśniem bo uśniem! A w ogóle czy kto
słyszał, żeby w trakcie ćpania ktokolwiek wznosił toasty? To jakieś
barbarzyństwo obce naszej kulturze. Prawdziwy Słowianin pije, bo kto
nie pije, ten kapuje! To jest oczywista oczywistość. Pijanemu
jesteśmy gotowi wybaczyć wszystko, ale nie naćpanemu. Z pijanym można
sobie pogadać, z naćpanym nigdy. Taki odlatuje i tyle z jego towarzystwa.
Są oczywiście w naszym kraju abstynenci, towarzycho wrogo nastawione do
tradycji. Ale oni są w mniejszości i wszyscy mają ich za dziwaków.
SOBCZAK i SZPAK
P.S.
Tak się przejęliśmy tymi ćpunami z PO, że walnęliśmy sobie po lufce…
Oczywiście na zdrowie, co i Państwu po przeczytaniu felietonu radzimy. |
||||||||||
|
DZIWNY KRAJ
Nie od dziś wiadomo, że dla obcokrajowców Polska jawi się jako
bardzo egzotyczny kraj. Tu nie obowiązują typowe dla cywilizowanego
świata prawidła. Tu zwyczajne mechanizmy stają się nadzwyczajnymi i na
odwrót. Naprawdę obcokrajowcowi trudno się w Polsce połapać. Ciężko mu
cokolwiek wziąć na logikę. Przykładów na owe zjawiska codzienność
dostarcza bez liku. Weźmy takie Związki Zawodowe. Zyskały w świecie
wielką renomę, za swą walkę o wolność i prawa pracownicze. Świat
naprawdę zachwycił się i przyklasnął. Obecnie przeciera oczy ze
zdumienia. Bohaterskie Związki Zawodowe, które w tak pięknym stylu
obaliły komunę i powołały do życia kapitalizm, teraz z równa
determinacją walczą o socjalizm w najczystszej postaci. Żądają dokładnie
takich regulacji prawnych, które ze względu na swą nierealność
ekonomiczną rozwaliły poprzedni ustrój. Teraz z innej beczki. Podczas
posiedzenia sejmowej komisji śledczej poseł Mularczyk, zdawać by się
mogło człowiek schludny i wykształcony, zarzucił zeznającemu Januszowi
Kaczmarkowi, iż po studiach w latach 80-tych był w jednostce wojskowej
szkolącej oficerów politycznych. Prawnik Mularczyk nie odrobił lekcji,
więc nie wie, że w tamtych czasach każdy absolwent wyższej uczelni
obligatoryjnie kierowany był do tzw. SOR-u (Szkoła Oficerów Rezerwy).
Absolwenci prawa, socjologii, filozofii z reguły dostawali bilet do
SOR-u w Łodzi, gdzie właśnie szkolono politruków wojskowych. Żaden
absolwent nie miał wpływu na to, gdzie go wyślą! Dociekliwy Mularczyk
udaje głupka i z uporem maniaka pyta o drogę. Ale PiS z nim. On i jego
partyjni koledzy już tak mają. Idźmy dalej. Premier wyciąga rękę do
opozycji. Proponuje zawieszenie broni w sprawach żywotnych dla kraju.
Chce, aby problemy ekonomiczne i międzynarodowe zostały wyłączone z
bieżącej walki politycznej. A co na to opozycja? Jak najbardziej za. Dla
dobra Polski pójdą na to pod warunkiem, iż PO usunie ze swoich szeregów
tych posłów którzy śmieli krytykować światłych przywódców opozycji. No i
po zawieszeniu broni! Czy jakiś obcokrajowiec jest w stanie to zrozumieć?
Oczywiście nie! Nawet najbardziej życzliwi Polsce i Polakom przybysze
nigdy nie zasymilują się z nami do tego stopnia, żeby zacząć myśleć
naszymi kategoriami. Bo Polska to dziwny kraj, w którym nigdy nie
wiadomo czy to co dzisiaj jeszcze jest białe, jutro nagle nie stanie się
czarne.
SOBCZAK i SZPAK |
||||||||||


