Szanowny Panie
Serdecznie pozdrawiamy i informujemy, ze oczywiście nie mamy nic przeciwko przedrukom. Już niedługo na naszej stronie pojawią się i inne materiały, w tym wierszowane. Korzystanie z nich pozostawiamy do Panskiego uznania.
Jest nam miło, że to wlasnie nasze publikacje Pan propaguje.
Kłaniamy się. Kabaret KLIKA
 
 

Kabaret Autorów
Marek Sobczak
&
Antoni Szpak

  «Za pieniądze ksiądz się modli»mp3  
   
 
 
 
 

COŚ PODOBNEGO!
-

            Jak wynika z badań opinii publicznej, nasi ukochani Rodacy generalnie życzą sobie, aby Rzeczpospolitą rządzili mądrzy ludzie!!! To coś niebywałego! Co za życzenie? Tyle lat rządziły nami tumany i wszystko było w porządku. Teraz nagle, po 20 latach kapitalizmu, Naród żąda, aby u steru władzy stali ludzie mądrzy. Fakt, z durniami nikomu nie jest po drodze. Ale żeby od razu, mając do wyboru tyle innych życzeń, ludność uparła się akurat na to jedno!? Naprawdę nie wiemy, czy jest to do końca przemyślane życzenie. Mając za przywódców Narodu ludzi mądrych, światłych i kompetentnych, ich chybione decyzje ciężko byłoby zwalić na wrodzone matołectwo. Obecnie sytuacja jest jasna. Ktoś podejmuje jakąś decyzje na szczeblu gminnym, powiatowym, wojewódzkim czy centralnym, widać gołym okiem, że jest to decyzja, mówiąc łagodnie, chybiona, i nikogo to nie dziwi. W ulicznych komentarzach słyszymy jedynie: CO ZA DEBIL? Jak on mógł wymyślić coś takiego? To się w normalnej pale nie mieści! I dalej: nie ma co się dziwić, skoro taki głupek rządzi, to, czego mamy się spodziewać? I to w zasadzie zamyka całą sprawę, kończy aferę. Ludzie sobie pogadają, popsioczą, poplują, media coś o tym gęgną, a dureń jak był na stanowisku, tak jest i podejmuje następne, równie głupie decyzje.

            W naszym kraju, od wiek wieków nie odpowiada się za głupotę, nawet gdy sprowadza ona na kraj największe nieszczęścia (np. rozbiory). Plejada  różnej maści durniów, których mieliśmy okazję przez choćby ostatnie lata oglądać, przyprawia o mdłości. Przecież to co obecnie mamy nie zaistniało samo z siebie, nie spadło na nas z kosmosu. Wielu matołów pracowało latami, żebyśmy mogli osiągnąć taki efekt. To oni, te rzesze tumanów, swoimi decyzjami umożliwili różnym cwaniaczkom i sprytnym złodziejom rozgrabienie w majestacie prawa majątku narodowego. Nie kto inny, tylko cymbały na odpowiedzialnych stanowiskach, spowodowały rosnącą w postępie geometrycznym emigrację. To dzięki nim, zamiast budować zasobną i dostatnią Ojczyznę, bijemy nieustannie pianę o dziecku rozpoczętym, napoczętym i zaczętym, o lustracji, dekomunizacji, itp., itd. To idioci na stołkach sprawili, że wypchnięto nas z rynków wschodnich. To nie kto inny, tylko nasze rodzime matoły oddały w obce ręce wszystko, co się do oddania nadawało, a teraz jeżdżą do Brukseli i żebrzą o pomoc!

Nie ma potrzeby, a tym bardziej miejsca, żeby tych wszystkich idiotów wymieniać z imienia i nazwiska. Wszyscy doskonale ich znają. Siedzą po lewej, na środku i po prawej stronie sceny politycznej. Tu akurat nie ma znaczenia opcja polityczna. Jedno, co ich ze sobą łączy, to BEZKARNOŚĆ. Wiedzą doskonale, że włos im z głowy nie spadnie. W końcu tyle głupoty przelało się już przez ten kraj, że jedno cymbalstwo więcej, jedno mniej nie stanowi żadnej różnicy. Wynik sondażu o którym pisaliśmy na początku, może być promyczkiem nadziei na przyszłość, bo być może, w społeczeństwie zaczyna narastać bunt i opór przeciwko zalewającej nas głupocie. Być może, jako Naród doszliśmy do tego punktu, w którym nastąpi koniec tolerancji i pobłażania idiotom. Być może, ludzie nareszcie zdali sobie sprawę z faktu, iż jeszcze rok, dwa, a w Polsce, zamiast drugiej Irlandii będziemy mieli Trzeci Świat. Społeczeństwo już to wie, już się w tej sprawie głośno wypowiada. Niestety, ciągle nie pojmują tego ci, którzy Polską i Polakami rządzą.

        SOBCZAK i SZPAK

P.S. Jak będzie naprawdę? Starożytni Rosjanie mawiają: posmotrim, uwidim!

-

PO I PRZED
-

            Jesteśmy już po świętach, za to przed Sylwestrem i Nowym Rokiem. Ten tydzień zawsze przez wszystkich traktowany jest jak swoisty okres przejściowy. Tym bardziej, że w tym roku tak się złożyło, iż większość z nas ma właściwie baaaardzo długi weekend, trwający praktycznie aż do 4 stycznia. Co robić z tak pięknie podarowanym nam przez los, a właściwie kalendarz czasem? Są różne koncepcje. Co bardziej zapobiegliwi i majętni wyjechali gdzieś poza Polskę na narty lub do ciepłych krajów. Średnio zamożni spędzają ten czas na krajowych wywczasach. A co robi reszta biedy? Reszta biedy scenariusz ma prosty. Święta spędza jedząc i pijąc. Po świętach doje się niezjedzone i wypije niedopite. Od poniedziałku zacznie się szykowanie wyżerki na Sylwestra i Nowy Rok oraz uzupełnianie zapasów w barku. Oczywiście przez cały czas konsekwentnie nie odmawiamy sobie jedzenia, że o piciu nie wspomnimy. Tym bardziej, że następnego dnia nie trzeba gnać do roboty, to i kac nie straszny. Potem przyjdzie długo oczekiwany Sylwester. Najemy się jak trzeba, a i wypijemy, bo jak to tak o suchym pysku Nowy Rok witać. Pierwszego stycznia najpierw odreagujemy sylwestrowe szaleństwa (mały klinik wskazany!), następnie coś wrzucimy na ruszt i otworzymy świeżą, już noworoczna flaszkę, żeby jakoś godnie rozpocząć ten pełen nadziei i oczekiwań rok. Potem już samo poleci. W końcu będziemy mieli przed sobą jeszcze kilka ładnych dni, aby relaksować się przy suto zastawionym, posylwestrowym i ponoworocznym stole. Tak doturlamy się do 5 stycznia. Rankiem nastąpi przykre przebudzenie. W końcu po tylu dniach ucztowania trzeba iść do roboty. A przecież organizm swoje prawa ma i domaga się odpoczynku. Że co, że odpoczywaliśmy 10 dni? Mili Państwo, dla nas Polaków odpoczynek jest najbardziej wyczerpującym zajęciem. Nic nas tak nie męczy jak zbyt dużo wolnego. A jak jeszcze to wolne spowodowane jest jakimiś świętami, to chyba rozumiemy się doskonale. Od lat, a chyba nawet od wieków nic się w naszej obyczajowości nie zmienia. Dlatego warto nieraz PRZED pomyśleć co będzie PO, czego wszystkim Czytelnikom serdecznie życzymy na ten Nowy Rok. Na Zdrowie!

SOBCZAK i SZPAK

-

POTRAWY I DANIA
-

            TRADYCJA to rzecz święta. Każdy kraj tradycji przestrzega, pieczołowicie ją kultywuje i hołubi. Z roku na rok tu i ówdzie rodzi się nowa tradycja. Był w Polsce czas, kiedy o nowej świeckiej tradycji informowali nas w Dzienniku Telewizyjnym niemal codziennie. Ale to było, minęło. Mówiąc szczerze szkoda. Bo kiedy widzimy w telewizji rozbawionego i zadowolonego z siebie marszałka Komorowskiego, który gnał przez Warszawę z prędkością 140 km/h, bo bardzo się spieszył na opłatek zorganizowany przez Platformę Obiboków, chciałoby się stworzyć taką nową świecką tradycję, w której dopuszczano by łamanie przepisów ruchu drogowego z okazji zbliżających się świąt. Tydzień przed Wigilią każdy mógłby śmigać po mieście ile fabryka samochodowi dała. W zaprzyjaźnionym z nami Iraku też mogłaby powstać nowa świecka tradycja rzucania butami w prezydenta USA, jako wyraz wdzięczności za przyniesiony tam ład, porządek i dobrobyt. Ale są to tylko luźne uwagi. Wróćmy do clou dzisiejszego felietonu czyli tradycji w czystej formie, bez żadnych świeckich przymiotników.

           Jak wszystkim doskonale wiadomo, tradycji jako takiej całkowicie podporządkowana jest obrzędowość. Ludzie starają się za wszelką cenę, przestrzegać tradycyjnych obyczajów, w trosce o ciągłość dziejów ludzkości i kultury narodów. Jednym z takich tradycyjnych obyczajów podczas Wieczerzy wigilijnej jest 12... no właśnie, CZEGO? Różne źródła różnie podają. W jednych można przeczytać, że chodzi o 12 DAŃ, zaś w innych, że o 12 POTRAW. Wbrew pozorom jest to zasadnicza różnica. Na przykład potrawą jest chleb, ale już chleb z masłem i powiedzmy szynką to danie. W zależności od wędliny, bardziej lub mniej wykwintne. Odnosimy nieodparte wrażenie, że 12 dań to tradycja stołu wigilijnego klasy rządząco-biznesowej, zaś 12 potraw to rzeczywistość pozostałych 90% naszych Rodaków. Ktoś mógłby zapytać, skąd biedny chrześcijanin weźmie 12 potraw? Nie musi brać. Niech tylko chwile pomyśli, rozejrzy się dookoła, a zobaczy, że ma w swojej kuchni potraw bez liku. Dla przykładu: kluski z makiem to już dwie potrawy (kluski + mak), kapusta z grzybami następne dwie. Do tego dodajmy barszcz z pierogami z kapustą (kolejne 3 potrawy), to już mamy 7. Jeśli dojdą jeszcze ziemniaki z pietruszką (9), śledź w oleju (11) i opłatek, jest jak tradycja nakazuje. Dwanaście potraw jak ulał! Bogaci chrześcijanie mają znacznie gorzej. Oni muszą na swoich stołach mieć 12 dań. Taki np. jesiotr z rusztu nadziewany truflami, w sosie koperkowym z grzankami posypanymi parmezanem liczy się tylko jako jedno danie. Karp po żydowsku, z jarzynami, bakaliami, do tego w galarecie, to też jedno danko. Ile trzeba namęczyć się, by zrobić z ostryg, kawiorów, łososi, krabów czy homarów 12 wymyślnych, tradycyjnych dla elity dań? Policzcie sobie kochani jaki to majątek, że o wysiłku kulinarnym gosposi już nie wspomnimy. Dlatego o wiele szczęśliwsza jest ta większość ubogich chrześcijan, która rozsmakowuje się w potrawach, popija je kompotem z suszu, po czym idzie na pasterkę spalić zbędne kalorie i pośpiewać kolędy. A w ogóle najlepiej mają ci, którzy zajmują to jedno wolne miejsce przy stole. Im wsio ryba, potrawy czy dania. Ważne, żeby mogli choć raz w roku podjeść do syta.

        SOBCZAK i SZPAK

P.S. Dlatego z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy wszystkim Czytelnikom optymizmu, umiejętności cieszenia się z tego co mają i nadziei, że kiedyś wszyscy Polacy będą zasiadali przy wigilijnym stole zastawionym samymi DANIAMI.

-

ŻYCZENIA
-

            Święta za pasem, pod bokiem…, no w każdym razie już blisko. Nawet się nie spostrzeżemy, jak będziemy dzielić się opłatkiem i składać sobie najserdeczniejsze życzenia. Znowu będziemy szczerzyć zęby, ściskać i całować naszych bliskich i dalszych krewnych, przyjaciół i znajomych. Bardzo to wszystko piękne i wzruszające. Nie wiemy jak Państwa, ale nas przy tej okazji dopada pewna wątpliwość. Na ile te wszystkie życzenia są szczere i na ile tak naprawdę składamy je z wolą spełnienia. Jak pokazuje doświadczenie, ci co przed świętami żyli w zgodzie i po świętach będą tak samo żyli. Zaś ci którzy żarli się wcześniej, wcale nie przestaną tego robić tylko dlatego, że ktoś im złożył serdeczne życzenia. Dlatego mamy w tym roku taką propozycję, składajmy sobie tylko takie życzenia, które będą miały szansę na spełnienie. Wiemy, że to trudne. Być może wielu z nas nie będzie miało czego życzyć wiedząc, iż osoba której składają życzenia jest niereformowalna. Warto jednak spróbować. A może stanie się cud i się uda? A może rzeczywiście przełamiemy się opłatkiem i tak dla eksperymentu nie będziemy przy wigilijnym stole gadali byle czego, na odczepnego, bo tak trzeba, tylko wcześniej przemyślimy sobie czego i komu będziemy życzyć. Zachowajmy się jak cywilizowani ludzie, a nie polityczna, zakłamana zgraja. Tak, tak, zakłamana. Przecież co roku telewizja pokazuje nam, jak to do sejmu przybywa prymas Polski i wraz z posłami wszystkich klubów parlamentarnych łamie się opłatkiem składając życzenia świąteczne. Byłyby piękne, gdyby były prawdziwe. Tych 460 chrześcijan, katolików nie grzeszy szczerością. Nikt nie wmówi nam, że poseł Gosiewski złoży szczere życzenia np. posłowi Palikotowi, a poseł Mularczyk posłowi Karpiniukowi i nawzajem. Przecież to niemożliwe jest nawet we śnie pijanego wariata. Znając ich obłudę i hipokryzję na bank mówiąc „wszystkiego najlepszego”, w myślach życzą „wszystkiego najgorszego’. Taka to już jest ich zbójecka natura. Nie bierzmy z nich przykładu. Nie naśladujmy ich. Przynajmniej w naszym prywatnym życiu starajmy się postępować inaczej. Bądźmy uczciwi i szczerzy. Wtedy nasze życzenia będą miały rację bytu. Będą miały znaczenie i sens. Kończąc, życzymy Państwu, aby w przyszłym roku Wam się nie pogorszyło.


Sobczak i Szpak

-

IDŹMY DALEJ

            My, Marek Sobczak i Antoni Szpak z całego serca popieramy posła Jarosława Gowina i podpisujemy się obiema rękoma pod Jego projektem Ustawy Bioetycznej, regulującej praktykę in vitro. Jesteśmy święcie przekonani, iż wytężona praca tego parlamentarzysty i Jego zespołu może mieć kapitalne znaczenie dla przyszłości Polski i Polaków. Dzięki tej ustawie nikt nie będzie miał wątpliwości, że ZARODEK JEST CZŁOWIEKIEM. A co za tym idzie, będzie prawnie chroniony o czym zapewnił nie tylko Gowin, ale i sam premier Tusk. Cieszy nas również nieugięta postawa Kościoła katolickiego, który twierdzi, iż in vitro nie jest metodą leczenia niepłodności, lecz techniką medyczną NIEROZŁĄCZNIE ZWIĄZANĄ Z NISZCZENIEM LUDZKICH ISTOT. Szanowni Państwo, dzięki Gowinowi i Kościołowi katolickiemu staniemy w obliczu niebywałych, wiekopomnych zmian, które odmienią oblicze ziemi, tej ziemi, a z czasem i całego świata. Skoro uznamy prawnie, iż zamrożone zarodki są istotami ludzkimi, to konsekwentnie musimy uznać je za obywateli RP, a co za tym idzie, nadać im osobowość prawną, imię i nazwisko, a po 18 latach leżakowania w zamrażarce wystawić dowody osobiste. Im więcej zarodków w lodówkach, tym więcej nas Polaków i więcej głosów w UE.

            Zamrożony zarodek, a faktycznie obywatel ma wiele plusów. Jest posłuszny, zdyscyplinowany, spolegliwy i nie ma w nim postawy roszczeniowej. Poza tym nie generuje kosztów. Ot tyle, że korzysta z prądu zasilającego zamrażarki. Ale przy milionach zarodków te koszty będą doprawdy symboliczne. Taki zamrożony człowiek nie je, nie pije, nie wydala i nie stwarza problemów wymiarowi sprawiedliwości. W ogóle nie sprawia żadnych problemów, jest więc obywatelem idealnym. Teraz, kiedy świat stoi u progu recesji, kiedy kryzys finansowy i gospodarczy jest faktem, odkrycie Gowina i Krk mogłoby w znacznym stopniu zapobiec nieobliczalnym skutkom tych procesów. Dlatego idźmy dalej. Skoro jesteśmy równi wobec Boga i prawa, to należy nas równo traktować. Dlaczego jedni obywatele mogą być zamrożeni i spokojnie czekać na lepsze czasy, a inni muszą się męczyć i strajkować? Chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby dla dobra ogółu (znaczy rządzących) takich np. emerytów i rencistów, nachalnie domagających się waloryzacji ich świadczeń potrzymać parę lat w ciekłym azocie. Mogą w nim przebywać obywatele zarodkowi, mogą i obywatele ZUS-owi. To chyba dla wszystkich jest oczywista oczywistość. Ma Tusk problem z pomostówkami. Nad czym tu się zastanawiać. Do azotu i po krzyku. Posiedzą w zamrażarce kolejarze czy nauczyciele i odechce im się raz na zawsze blokować tory, palić opony i wykrzykiwać na wybrańców narodu ZŁODZIEJE! Reforma służby zdrowia powinna ograniczyć się wyłącznie do zakupu większej ilości ciekłego azotu i zamrażarek. Perspektywa leżenia obok rodaka zarodka niejednego by uzdrowiła i skutecznie zniechęciła do nawiedzania placówek służby zdrowia. To tylko kilka z licznych przykładów dobrodziejstwa, jakie niesie za sobą uznanie zamrożonego zarodka za człowieka. Po odkryciach Kopernika i Skłodowskiej – Curie mamy szansę znowu zadziwić świat. Niech no tylko ustawa Gowina zostanie klepnięta i ujrzy światło dzienne.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Szanowny Panie pośle. Czas zabrać się za ustawę, bezwzględnie zakazującą onanizmu. Wszak nie jest tajemnicą, iż dzień w dzień marnuje się w ten sposób miliardy plemników, które śmiało można nazwać dziećmi nie do końca (połowicznie) poczętymi. Jak Pan tego nie zrobi, to kto? No kto!?

-

EMOCJE NIE OPADŁY

„Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz, gdy nie można mocą żadną, wykrzyczanych cofnąć słów…” śpiewa zespół Perfekt. Emocje sięgnęły zenitu 27 lat temu. Wydawać by się mogło, że bez mała trzy dekady są wystarczającym czasem na ich opadnięcie. Nie w Polsce! U nas tamte emocje okazują się po latach być niczym, w porównaniu z tym co dzieje się obecnie. Kurz ciągle unosi się w powietrzu i z roku na rok gęstnieje. Widomy znak tego, że żywi się błotem. Historia niczego nas nie nauczyła. Żadnych wniosków nie wyciągnęliśmy z doświadczeń roku 1981. Wtedy mniemano, że Polacy są strasznie skłóceni i podzieleni. Teraz tamte waśnie, tamte swary bardziej przypominają sprzeczki kochających się małżonków niż poważne awantury. W tej chwili doprowadziliśmy do sytuacji, gdzie wszystko jest problemem i powodem do ostrej konfrontacji. Praktycznie nie jesteśmy w stanie porozumieć się w żadnej sprawie. Już właściwie nie ma żadnej płaszczyzny porozumienia. Bohaterowie walki ze znienawidzonym ustrojem postanowili dać pośmiertną satysfakcję umarłej komunie. Największe postaci niegdysiejszych walk są w obrzydliwy sposób opluwane i zniesławiane przez tych, którzy stali w drugim, trzecim szeregu, albo wręcz ich nie było. Teraz, w bezsilnej złości, że to nie od nich blask sławy bije, starają się za wszelką cenę zdyskredytować zasługi tych największych, tych bez których dzisiejszej Polski by nie było! Wykrzykują słowa, które mocno ranią, których nie sposób nijak cofnąć, bo wygłaszane były z trybuny sejmowej. Trzeźwo myślący Polacy nie akceptują tego. Bo też nie o to nam w czasach komuny chodziło. Nie tak miała wyglądać Polska, nie takie miało być oblicze demokracji. Śledząc historię łatwo zauważyć, że jesteśmy genialni w dniach walki, a żałośni w czasach pokoju. My jako nacja po prostu nie potrafimy budować normalnych, codziennych relacji międzyludzkich. Zawsze znajdzie się ktoś niedopieszczony, chorobliwie żądny władzy i zaszczytów. Bez zmrużenia oka zepsuje to wszystko, co inni z takim trudem starali się zbudować. Najgorsze, że nie ma na to rady, nie ma na to sposobu. Podobny scenariusz powtarza się w naszym kraju regularnie od wieków. Ostatnie lata pozwalają zrozumieć, jak mogło dojść do rozbiorów Polski. Kiedyś tego nie rozumieliśmy, teraz już wiemy, że to było przy takich durniach u władzy nieuchronne. Czy jest szansa na opamiętanie? Przykro nam, ale chyba nie! U nas pobitewny kurz nie opada nigdy, a wykrzyczane złe słowa zastępowane są innymi, bardziej wrednymi i parszywymi. Ot, taka nasza psia mać uroda…

SOBCZAK i SZPAK

 

POD ROZWAGĘ
-

            Bracia Kaczyńscy nie odpuszczają. Cały czas skupiają na sobie uwagę mediów i społeczeństwa. Jeszcze nie ostygły sławne nocne podchody pod osetyński posterunek, a już zelektryzowani zostaliśmy napływającymi wieściami z azjatyckiej podróży pana prezydenta. Psuje się samolot, choruje cesarz, co chwilę coś. No ma Lech Kaczyński zdolność generowania pecha!

Nadprezydent Jarosław też nie daje o sobie zapomnieć. Był wprawdzie moment kiedy zaszył się w Klarysewie i słuch o nim zaginął, ale niestety już skończył obmyślanie nowej PiS-owskiej strategii i powrócił na pierwsze strony gazet. Okazuje się, że ta nowa niczym nie różni się od starej. Jest w niej tyle samo hipokryzji, tupetu i arogancji. Pomówieniami i insynuacjami sypie prezes Kaczyński jak z rękawa. Na każdego ma jakieś zapisy, jakieś księgi, jakieś haki. Taka to już tradycja tej żoliborskiej inteligencji. A propos osobistej kultury pana Jarosława, którego wychowała niania, a nie podwórko. Szczyci się tym, iż razem z bratem pobierał staranne wykształcenie i ma maniery rodem z wyższych sfer (ale chyba nie wyższych niż metr pięćdziesiąt?). Panie kulturalny, arbitrze elegancji i kindersztuby, dwie proste uwagi od chłopaków, których wychowało bydgoskie podwórko. Jak pan wychodzi z ławy poselskiej, to wypada zapiąć marynarkę, a nie rozchełstany, z wywalonym bebzonem, wyłażącą ze spodni koszulą i przekrzywionym krawatem włazić na mównicę, jak do pijackiej speluny. Mamusia nie uczyła? Czy to może taki żoliborski sznyt o którym kmioty z podwórka nie maja pojęcia? I druga sprawa. Jak już zdarzy się panu witać z kobietą i zechce się pan bardzo grzecznie i elegancko zachować, to niech pan nie wyrywa tej kobiecie ręki z barku, ciągnąc jej dłoń do własnych ust, tylko pochyli się i złoży pocałunek. Widać na Żoliborzu takie zachowanie się nie przyjęło. Bo u nas, w Bydgoszczy, jest to powszechnie stosowane. Sądzimy, że weźmie pan sobie do serca nasze życzliwe rady, ponieważ po felietonie, w którym zwróciliśmy panu uwagę, iż nie mówi się PATALOGIA tylko PATOLOGIA zaczął pan tego drugiego słowa używać. Nie zawsze pan o tym pamięta, ale jednak widoczny postęp jest. I jeszcze jedno. Taki wódz, taki przywódca, osobisty guru brata, niekwestionowany autorytet PiS-u, a nie potrafi poradzić sobie z takimi gównojadami jak poseł Jurgiel (sorry, ale my wychowani na podwórku, więc słownictwo dalekie od żoliborskich salonów). Mało było panu wstydu z kłamliwymi usprawiedliwieniami? Zwróć pan uwagę swojemu człowiekowi (rozumiemy, że on z Białegostoku, a nie z Żoliborza, to nie od razu wszystko chwyta, warto więc powtórzyć dwa i trzy razy), że jak już bojkotuje komisję Palikota to nie idzie podpisać listy, żeby dostać dietę za udział w jej posiedzeniu, bo to gównojadztwo w najczystszej formie. I jeszcze ten pana największy lizydup Kurski. No jak można wyjść przed kamery i cieszyć się, że Komisja Braku Etyki Poselskiej nie ukarała go za haniebny wyczyn na trasie Gdańsk – Ostróda. Czas oprzytomnieć! Jaki Kurski wysłał sygnał do społeczeństwa? Zastanowił się pan nad tym? Najwyraźniej nie!

 

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. Panie Jarosławie Kaczyński, lży pan swoich przeciwników politycznych, wytacza przeciw nim oszczerstwa i pomówienia, jest pan całkowicie impregnowany na argumenty. To duży błąd. Staropolskie przysłowie powiada: „Kto słucha tylko pochlebcę, sam mądry być nie chce.”. No tak, ale wy, żoliborska inteligencja, nad mądrościami ludu polskiego nigdy się nie pochylaliście.

 

MORALNIE WĄTPLIWE
-

            Mamy kolejną sprawę, która budzi w nas bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony współczujemy mieszkańcom naszych terenów przygranicznych, z drugiej zaś uważamy, że prawo jest prawem i należy go przestrzegać. Rzecz cała dotyczy tzw. mrówek, czyli ludzi przenoszących przez granicę towary, którymi potem handlują. Dla wielu z nich jest to jedyne źródło dochodu. Dzięki tej mrówczej pracy mogą utrzymać swoje rodziny. Nowe przepisy celne mają ukrócić ten proceder, mają w zasadniczy sposób ograniczyć przemyt papierosów i alkoholu. Z tego punktu widzenia unijny zakaz ma rację bytu. Przemyt to przestępstwo i trzeba z nim walczyć. I nie ma znaczenia w jakiej formie występuje: mrówczo-detalicznej czy mafijno-hurtowej. Patrząc z drugiej, bardziej ludzkiej strony rozumiemy, iż pozbawienie człowieka jego jedynego zarobku musi budzić w nim sprzeciw i protest. Instynkt samozachowawczy każe mrówkom okupować przejścia graniczne i prowadzić spektakularne protesty. No i mamy prawdziwy moralny dylemat. Tragiczne jest to, że w takiej sytuacji ciężko o kompromis satysfakcjonujący obie strony. Trudna sytuacja rodzinna, bezrobocie nie może być jednak usprawiedliwieniem dla łamania prawa, dla tolerowania działalności przestępczej. Przemyt jest przemytem i nic go nie tłumaczy. My Polacy mamy taką naturę, że jeżeli nas to bezpośrednio nie dotyczy, gotowiśmy zaakceptować takie bezprawie! Już słyszeliśmy w telewizorze, że przecież mróweczki zarabiają tylko na siebie, więc państwo powinno dać im spokój. Ale na Boga, ci ludzie łamią prawo!!! Pomoc państwa nie powinna polegać na przymykaniu oczu na przemyt, tylko na wdrażaniu programów ożywiających gospodarczo tamte tereny i dających ludziom szansę na normalną uczciwą pracę. Tak naprawdę mrówki powinny z pretensjami iść do Balcerowicza, który tak pięknie schłodził gospodarkę, że cały legalny handel przygraniczny na tzw. Ścianie Wschodniej legł w gruzach. To wtedy, a nie teraz, mieszkańcy tamtych terenów zostali pozbawieni szans życiowych. Obecne protesty są pokłosiem balcerowiczowskich decyzji. Dzisiaj rzecz dotyczy mrówek, dla których jedynym źródłem utrzymania jest przemyt. Jeżeli zaakceptujemy ich proceder, automatycznie zaakceptujemy również dowody wdzięczności dla lekarzy, urzędników, itp., itd. Moralnie nagannym stanie się ściganie ich przez prokuratury czy CBA. Tak to niestety wygląda. Musimy się zdecydować: albo jest prawo dla wszystkich, albo nie ma dla nikogo!

SOBCZAK i SZPAK

 

KLASA BEZ KLASY

-

            W zeszłym tygodniu namawialiśmy - i to dość nachalnie – naszych wybrańców narodu, aby broń Boże nie przedkładali ćpania nad banię. Oczywiście nie spodziewaliśmy się, że nasz apel spotka się z tak szybkim i entuzjastycznym odzewem. To cieszy. Elżbieta Kruk, posłanka legitymująca się pięknym życiorysem, będąc w stanie wskazującym usiłowała coś tam, coś tam odpowiedzieć na pytania natrętnych dziennikarzy, ale jej wyraźnie nie szło. Pomimo usilnych starań aparat mowy nie nawiązał kontaktu z korą mózgową. Dla odmiany poseł Krzysztof Grzegorek, dysponujący również pięknym życiorysem, zaliczył bardzo intymny kontakt z wykładziną. Zbyt duża ilość skonsumowanych napojów sprawiła, iż nie był w stanie dotrzeć na własnych nogach do pokoju w hotelu sejmowym. Musiał dachować na korytarzu, stając się wdzięcznym obiektem dla fotoreporterów. Mamy nadzieje iż na Kruk i Grzegorku się nie skończy. Czekamy na jeszcze bardziej efektowne popisy kolejnych wybrańców narodu, szczególnie tych z pięknym życiorysem. W końcu nie robią tego dla własnej przyjemności, tylko ku czci i chwale nas i naszej Ojczyzny!

            Głośno, tyle że z zupełnie innego powodu było o ministrze spraw zagranicznych Sikorskim Radosławie. Ten mający się za dżentelmena w każdym calu dyplomata, zadawał szyku opowiadając z lubością dowcipy o Obamie. Szczególnie cieszył go ten w którym dziadek Baracka zjada naszego misjonarza, w efekcie czego wnuczek ma polskie korzenie. Pyszny żarcik. Nic, tylko pogratulować wytrawnemu ministrowi dyplomacji, wyczucia, taktu i smaku. A tak przy okazji radzi bylibyśmy zobaczyć minę rozkosznego Radusia, gdyby dowiedział się, iż Hillary Clinton na jakimś raucie czy galobalu opowiedziała taki oto dowcip: „Angela Merkel żegnając polską delegację zwraca się do Lecha Kaczyńskiego - Pan jedzie mercedesem, a Pan Tusk jedzie audi. Na co wtrąca się Sikorski - A ja czym jadę? Pan? Czosnkiem! – odpowiada Merkel.”. Ach, jaki śmieszny i sympatyczny żarcik. Czyż nie tak panie ministrze?

            Jednak te wszystkie pijackie faule, ta ministerialna kindersztuba rodem z Pipidówki razem wzięte, są niczym wobec ostatniej wizyty naszego Napoleona, Bojownika Spraw Ogromnych w Tbilisi. My rozumiemy, że Gruzja to jest jedyny kraj na świecie, gdzie prezydent Kaczyński czuje się doceniony i dopieszczony. Jest z każdej strony komplementowany i ma poczucie ważności. Może śnić na jawie o podboju Rosji. Lata tam chętnie leczyć kompleksy i ładować akumulatory pychy. Tyle że świat patrzy na te wypady naszego Dzielnego Wojaka jak na żałosną farsę. Duet Kaczyński – Saakaszwili bardziej przypomina Pata i Pataszona, niegdysiejszych marnych komików, niż szanowanych mężów stanu. Z wolna poważni europejscy politycy zaczynają się od Kaczyńskiego dystansować. Polska staje się dla UE utrapieniem, krajem szczególnej troski. To przykro widzieć, z jakim politowaniem patrzą na Kaczyńskiego w Brukseli. Jego autorytet gaśnie w oczach. Za chwilę zostanie już tylko lekceważenie i ironiczne uśmieszki. Jeszcze kilka takich wyskoków i gwarantujemy, że będziemy bojkotowani i izolowani przez pozostałe kraje UE. Niestety Donald Tusk jest zbyt słabym i tchórzliwym premierem, żeby się tej polityce ośmieszania i kompromitowania Polski skutecznie przeciwstawić. Przyjdzie nam czekać do wyborów.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Spróbujcie sobie Państwo wyobrazić na miejscu Kaczyńskiego Sarkozy’ego, Zapattero, Berlusconiego, Merkel czy innych, którym Saakaszwili funduje takie show. I co? Nie starcza wyobraźni!

-

OBNIŻKI I WYPRZEDAŻE

-

            Kilka razy do roku telewizory epatują nas obrazkami z Europy zachodniej i Ameryki, jak to tamtejszy naród tłumnie rzuca się do sklepów z powodu obniżek i wyprzedaży. Polacy oglądając to dziwią się, że ludzie na zachodzie zachowują się jak u nas za komuny. Jakby na co dzień nic tam w sklepach nie było. A prawda jest zupełnie inna. Polscy handlowcy mają nas klientów ciągle za idiotów, za ludzi którzy nigdzie nie byli, niczego nie widzieli, którym można każdą ciemnotę wcisnąć. Polskie obniżki i wyprzedaże są rzędu 10%, 20%, z rzadka wyżej. I tyle. Handlowcy robią nam łaskę, że cokolwiek obniżają. Robią przy tym tyle hałasu, jakby co najmniej rozdawali za darmo. Zwykły rabat robi u nas za okazjonalną obniżkę i atrakcyjną wyprzedaż. W Anglii, Irlandii, Francji czy USA obniżki wynoszą 70 – 80%. I to ma sens. Gdyby tam stosowano takie metody jak u nas, pies z kulawą nogą nie zainteresował by się nimi. A już na pewno do sklepów nie waliły by takie tłumy. Myśmy byli wielokrotnie np. w USA i wiemy, że obniżki rzędu 30 – 50% są w zasadzie codziennością. Żadne mecyje i żadne święto. Tam handel kalkuluje zysk wypracowywany ilością sprzedanego towaru. W Polsce jeszcze ciągle kombinuje się tak, że lepiej sprzedać jedną sztukę za jakąś bajońską sumę i wyjść na swoje, niż sprzedać 100 sztuk znacznie taniej i mieć o wiele większy zysk. Teraz, w okresie przedświątecznym różne sklepy, co widać w reklamach, kuszą nas promocjami i obniżkami. Ale jak napisaliśmy na wstępie, są to wszystko zabiegi kosmetyczne, nie mające specjalnego znaczenia. Bo powiedzmy sobie szczerze, jeżeli jakiś artykuł kosztuje 2000 zł., to po dziesięcioprocentowej obniżce i tak zapłacimy za niego 1800. Żadna różnica. Gdyby wystawiono go z 50% rabatem, to 1000 zł. już byłoby atrakcyjną propozycją. Tego nasi handlowcy ciągle jeszcze nie czują. Wolą mieć wysokie ceny i wiatr hulający po sklepie. Ludzie mają w głębokim poszanowaniu takie promocje. Coraz więcej Polaków jeździ na wyprzedaże do krajów zachodnich, ponieważ przy większej ilości zakupów jest to bardzo opłacalne. Im prędzej polscy handlowcy zrozumieją właściwy sens wyprzedaży, tym lepiej będzie dla nich i dla nas oczywiście.

SOBCZAK i SZPAK

 

STRAŻNICY TRADYCJI

-

            Co jakiś czas media donoszą, iż nasi politycy, włodarze wszelkich szczebli, coraz chętniej sięgają po narkotyki. Ostatnio głośna była sprawa dwóch samorządowców PO z woj. Zachodniopomorskiego. Podczas rutynowej kontroli policja znalazła w ich samochodzie marihuanę i amfetaminę. Bardzo nas to zmartwiło i zasmuciło, ponieważ owi samorządowcy, raczący się tymi używkami, ewidentnie odstępują od polskiej tradycji. To czyste małpowanie amerykańskiego i zachodnioeuropejskiego establishmentu.

             Do tej pory Polacy byli postrzegani w Europie jako Naród który tak samo chętnie chwyta za szablę jak i za szklankę. Przy czym za szklankę zdecydowanie częściej. Zresztą już za króla Sasa ukuto na tę okoliczność odpowiednie zawołanie: Jedz, pij i popuszczaj pasa! I do tej pory tego się trzymaliśmy. Dumni jesteśmy, że prezydent Kaczyński od winka nie stroni, a i do wojaczki bardzo skory. Po sławnym wiecu w Tbilisi gotów był z gołymi pięściami iść na Moskwę. Poprzedni prezydent nie był aż tak bitny, za to pitny jak najbardziej. Wystarczyło że opuścił Warszawę, a już głośno się robiło od zadawanego przez niego szyku. Szanowny prezydent Aleksander Kwaśniewski, w Charkowie, Kijowie, Szczecinie i on wie najlepiej gdzie jeszcze pokazał, że my nie od macochy i tradycja to dla nas rzecz święta, więc za kołnierz się nie wylewa. Ramię w ramię z Panem Aleksandrem wznoszą zdrowie wasze w gardła nasze politycy, parlamentarzyści z prawicy, lewicy i środkowicy. Ich lista jest długa i barwna. Wymieńmy tych najznamienitszych ze znamienitych. Niezapomniany Gabriel Janowski, w kuluarach sejmowych skaczący do góry jak kangury. Jan Maria Jackowski próbujący utrzymać pion w staniu na mównicy i poziom w wygłaszanym przemówieniu. Józef Oleksy wyznający szczerze u Gudzowatego gdzie i jak głęboko ma lewicę, Aleksandra Kwaśniewskiego i żonę Jego. Grzegorz Gruszka robiący za Kubicę po wypiciu większej ilości lekarstw bez popitki. Bogdan Golik euro deputowany, znany w brukselskiej dzielnicy uciech jako demon seksu, szatan swingu i wielu, wielu innych, mniej znanych ale równie utalentowanych wybrańców Narodu. W pamięci mamy jeszcze szeroko opisywane ekscesy parlamentarnych strażników tradycji zamieszkujących hotel poselski imienia hrabiny Potockiej. Niedawno do tego szacownego grona dołączył pierwszy kapciowy Jarosława Kaczyńskiego, Przemysław Edward Gosiewski. Swoim sławnym wywiadem uatrakcyjnił i to bardzo audycję Radia Maryja. Chwała mu za to. Ten zacny polityk, nosiciel genu patriotyzmu pokazał, że nie masz nic ważniejszego nad odwieczną tradycję.

            No tak, ale nadchodzi nowe pokolenie polityków, co za nic ma spuściznę przodków i woli nosem wciągać prochy, niż wznieść szklanice i zawołać po staropolsku chluśniem bo uśniem! A w ogóle czy kto słyszał, żeby w trakcie ćpania ktokolwiek wznosił toasty? To jakieś barbarzyństwo obce naszej kulturze. Prawdziwy Słowianin pije, bo kto nie pije, ten kapuje! To jest oczywista oczywistość. Pijanemu jesteśmy gotowi wybaczyć wszystko, ale nie naćpanemu. Z pijanym można sobie pogadać, z naćpanym nigdy. Taki odlatuje i tyle z jego towarzystwa. Są oczywiście w naszym kraju abstynenci, towarzycho wrogo nastawione do tradycji. Ale oni są w mniejszości i wszyscy mają ich za dziwaków.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Tak się przejęliśmy tymi ćpunami z PO, że walnęliśmy sobie po lufce… Oczywiście na zdrowie, co i Państwu po przeczytaniu felietonu radzimy.

DZIWNY KRAJ

-

            Nie od dziś wiadomo, że dla obcokrajowców Polska jawi się jako bardzo egzotyczny kraj. Tu nie obowiązują typowe dla cywilizowanego świata prawidła. Tu zwyczajne mechanizmy stają się nadzwyczajnymi i na odwrót. Naprawdę obcokrajowcowi trudno się w Polsce połapać. Ciężko mu cokolwiek wziąć na logikę. Przykładów na owe zjawiska codzienność dostarcza bez liku. Weźmy takie Związki Zawodowe. Zyskały w świecie wielką renomę, za swą walkę o wolność i prawa pracownicze. Świat naprawdę zachwycił się i przyklasnął. Obecnie przeciera oczy ze zdumienia. Bohaterskie Związki Zawodowe, które w tak pięknym stylu obaliły komunę i powołały do życia kapitalizm, teraz z równa determinacją walczą o socjalizm w najczystszej postaci. Żądają dokładnie takich regulacji prawnych, które ze względu na swą nierealność ekonomiczną rozwaliły poprzedni ustrój. Teraz z innej beczki. Podczas posiedzenia sejmowej komisji śledczej poseł Mularczyk, zdawać by się mogło człowiek schludny i wykształcony, zarzucił zeznającemu Januszowi Kaczmarkowi, iż po studiach w latach 80-tych był w jednostce wojskowej szkolącej oficerów politycznych. Prawnik Mularczyk nie odrobił lekcji, więc nie wie, że w tamtych czasach każdy absolwent wyższej uczelni obligatoryjnie kierowany był do tzw. SOR-u (Szkoła Oficerów Rezerwy). Absolwenci prawa, socjologii, filozofii z reguły dostawali bilet do SOR-u w Łodzi, gdzie właśnie szkolono politruków wojskowych. Żaden absolwent nie miał wpływu na to, gdzie go wyślą! Dociekliwy Mularczyk udaje głupka i z uporem maniaka pyta o drogę. Ale PiS z nim. On i jego partyjni koledzy już tak mają. Idźmy dalej. Premier wyciąga rękę do opozycji. Proponuje zawieszenie broni w sprawach żywotnych dla kraju. Chce, aby problemy ekonomiczne i międzynarodowe zostały wyłączone z bieżącej walki politycznej. A co na to opozycja? Jak najbardziej za. Dla dobra Polski pójdą na to pod warunkiem, iż PO usunie ze swoich szeregów tych posłów którzy śmieli krytykować światłych przywódców opozycji. No i po zawieszeniu broni! Czy jakiś obcokrajowiec jest w stanie to zrozumieć? Oczywiście nie! Nawet najbardziej życzliwi Polsce i Polakom przybysze nigdy nie zasymilują się z nami do tego stopnia, żeby zacząć myśleć naszymi kategoriami. Bo Polska to dziwny kraj, w którym nigdy nie wiadomo czy to co dzisiaj jeszcze jest białe, jutro nagle nie stanie się czarne.

 

SOBCZAK i SZPAK