Szanowny
Panie
Serdecznie pozdrawiamy i informujemy,
ze oczywiście nie mamy nic przeciwko przedrukom. Już niedługo na
naszej stronie pojawią się i inne materiały, w tym
wierszowane. Korzystanie z nich pozostawiamy do
Panskiego uznania.
Jest nam miło, że to wlasnie nasze publikacje
Pan propaguje.
Kłaniamy się. Kabaret KLIKA
W kraju susza, coraz większa drożyzna i rosnąca inflacja. Lud
prosty musi sobie sam z tym poradzić, bo rząd mamy od wszystkiego,
tylko nie od rządzenia. W mediach trwa obgryzanie kości Lecha Wałęsy
przez braciszków i ich sforę. Ci Prawi i Sprawiedliwi katolicy będą
przeżuwać Bolka jak długo się da. To jest ich karma, to ich podnieca
i stawia w centrum zainteresowania. Jarosław Kaczyński, jak będzie
trzeba, nie tylko przypomni sobie, że widział oryginalne donosy
Bolka, ale i to, że był świadkiem ich pisania. Ba, razem z
braciszkiem stał u jego boku, pilnując aby mu pióro z ręki nie
wypadło. W związku z tym nie tylko dla nas oczywiste jest, że
Lech Wałęsa to Bolek, Lech Kaczyński to Lolek, a Jarosław – no nie
chce być inaczej – musi być Tolą!
W minionym tygodniu głośno było w Brukseli o naszych
związkowcach z Solidarności. Udali się oni do tego pięknego miasta,
aby zaprotestować przeciwko unijnym decyzjom dotyczącym polskich
stoczni. Niestety, zrozumienia dla postulatów związkowych nie było.
I być nie mogło, ponieważ stoczniowcy pomylili kierunek. Zamiast
prosić o pomoc Brukselę, było pojechać do Torunia i błagać o ratunek
Ojca Dyrektora. Jak znamy życie, Tadeusz Rydzyk z wielką
przyjemnością ogłosi nową zbiórkę na rzecz ratowania, tym razem
trzech stoczni. Ma doświadczenie i wie, że wierne Mu moherki chętnie
się zrzucą. Wszyscy pamiętamy, że z pójściem na ratunek Stoczni
Gdańskiej nie było żadnych problemów. Tym bardziej nie będzie
problemu z ratowanie całego przemysłu stoczniowego. Tak że kochani
stoczniowcy, dajcie Ojcu Dyrektorowi przyzwolenie, a on nie tylko
uratuje Wasze stocznie, ale i Was urządzi na cacy.
Do Ameryki trafiliśmy razem z byłą minister spraw
zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Anną Fotygą. Ta
dzielna niewiasta (nazywana pieszczotliwie przez ludzi z Dużego
Pałacu Pulardą, a przez posła Niesiołowskiego Chodzącym
Nieszczęściem) udała się do USA z misją ostatniej szansy na
uratowanie negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej. Ponieważ
wszystko co robią włodarze naszego kraju jest straszne, śmieszne i
głupie, pani Fotyga nie wyłamała się, poleciała za ocean nie
uzgadniając swojej misji ani z premierem, ani z ministrem spraw
zagranicznych. W związku z powyższym skutek tej wizyty musiał być
odwrotny od zamierzonego. Dla poważnych polityków amerykańskich to
czytelny sygnał, że w Polsce panuje kompletne bezhołowie i żadne
poważne rozmowy z nami nie mają sensu. Skoro my, tu nad Wisłą, sami
z sobą nie możemy dojść do ładu, nie potrafimy konkretnie ustalić
kto za co odpowiada, a jeżeli nawet wiemy, to i tak nikt tego nie
przestrzega, to tym bardziej Amerykanie nie wiedzą, kto tu jest od
czego. Często na tych łamach pisaliśmy źle o amerykańskiej
administracji, zarzucając jej, że traktuje Polskę nie jak partnera,
ale sługusa z którym się nie rozmawia, nie negocjuje, a tylko się
rozkazuje. Teraz posypujemy sobie głowy popiołem i bijemy się w
piersi, bo zaczynamy coraz bardziej Amerykanów rozumieć. Powiemy
krótko i dosadnie: Trudno głupków traktować na serio, bo samemu
można na takiego w oczach innych wyjść!
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Kaczyński i Tusk to nie
Pawlak i Kargul, tylko prezydent i premier. Czas żeby wreszcie
dorośli do urzędów które sprawują. Ich prywatne wojenki mają wpływ
na życie całego Narodu. Jeżeli się nie dogadają i będą dalej tak
błaznować, to niebawem skompromitują i ośmieszą Polskę doszczętnie.
WYKLĄĆ WIEDŹMĘ
-
Minister od zdrówka naszego Ewa Kopacz, w TVN24 stwierdziła,
iż obejmując urząd za drzwiami zostawiła swoje poglądy. Obecnie jest
urzędnikiem i wszystkich Polaków traktuje równo. Nie ma dla Niej
znaczenia czy ktoś jest wierzący, czy też nie. Dlatego właśnie,
wypełniając swój ustawowy obowiązek, wskazała ciężarnej 14-latce
szpital, w którym mogła skorzystać ze zgodnego z prawem zabiegu
przerwania ciąży. Prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej
stronie – powiedziały środowiska pro kościelne i dawaj przypuszczać
niewybredne ataki na minister Kopacz. Na początku przypomnieli Jej,
że jest katoliczką. W związku z tym zażądali nałożenia na Nią
ekskomuniki. Pomyśleliśmy zrazu, iż ludziska maja rację mówiąc, że
głupich nie sieją, nie orzą, sami rosną i sami się kompromitują.
Naszym zdaniem nie należy im w tym przeszkadzać. Chcą ekskomuniki,
proszę bardzo! Ale czemu tylko tego ludu boży? Idźcie dalej,
sięgnijcie do zdobyczy Świętej Inkwizycji, bo tak ta zbrodnicza,
kościelna organizacja się nazywała. Na stos z minister… tfu, wiedźmą
Kopacz! Albo zróbcie Jej test prosty, acz skuteczny. Uwieście Pani
Ewie kamień u szyi i zrzućcie z mostu do głębokiej wody. Jak nie
wypłynie, znaczyć będzie, że była niewinna. Jak wypłynie, będzie
wiadomo, że pomogły jej siły nieczyste – znaczy wiedźma i niech
spłonie na stosie! Żarty, żartami, ale naprawdę jest coś nie tak z
tymi gośćmi żądającymi ekskomuniki. To nie średniowiecze, to XXI
wiek. Pani Ewa zadbała jedynie o to, aby obowiązujące w Polsce prawo
było przestrzegane i nic więcej. Dlaczego lekarze którzy złamali
prawo nie stają przed prokuratorem? Przecież ktoś z imienia i
nazwiska złamał ustawę o ochronie danych osobowych, nie dochował
tajemnicy lekarskiej. To i tylko to powinno wzbudzać wątpliwości.
Ale nie, o tym akurat jest cicho. Winna jest minister Kopacz, bo
rzetelnie podeszła do swojej pracy. I za to trzeba wykląć wiedźmę!
Czy myśmy już wszyscy powariowali? Na to wygląda. Powiada również
lud prosty, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera.
No ale żeby tak hurtem, to chyba pierwszy raz!
SOBCZAK i SZPAK
RUCH NA RZECZ RUCHU
Ta obrzydliwie chamska
napaść na Prezydenta Lecha Wałęsę jest celowa i dokładnie
przemyślana. Chęć zgnojenia legendarnego przywódcy „Solidarności”
przez ludzi związanych mentalnie i uczuciowo z braćmi Kaczyńskimi
jest przemożna. Do wbijania byłego Prezydenta w glebę chętnych nie
brakuje. Ci ludzie nie mają żadnych oporów i zahamowań w oskarżaniu
i ferowaniu wyroków. Dla nich każdy argument jest dobry, każdy
wystarczający, jeżeli tylko może umniejszyć rolę i znaczenie Lecha
Wałęsy w historii Polski. Politycy i dziennikarze ze stajni „Chwalmy
pana Kaczyńskiego” starają się usilnie przedstawić Polakom Wałęsę
jako niezbyt gramotnego elektryka, chodzącego na pasku SB.
Bagatelizują i lekceważą Jego dorobek z lat 80-tych, kiedy był dla
świata niekwestionowanym przywódcą antykomunistycznego oporu.
Sugerują niedwuznacznie, iż wówczas również był powiązany ze
służbami specjalnymi PRL-u, tyle że ta działalność była bardziej
zakamuflowana. O trafności tej tezy ma świadczyć fakt, iż doszło do
Obrad Okrągłego Stołu, a tam, jak wiadomo, dogadywali się czerwoni z
różowymi (czytaj: UB-ecy ze swoimi agentami). Sam fakt, że Lech
Wałęsa w ogóle przeżył komunę, też świadczy na Jego niekorzyść i
jest wielce wymowny. Sumując, w tej całej nagonce na Lecha Wałęsę
wcale nie o Niego idzie, a o Polskę, którą On symbolizuje.
Kompromitacja przywódcy „Solidarności” ma już ostatecznie
skompromitować III RP. Na jej gruzach bracia spróbują ponownie
zbudować RP nr IV.
Jesteśmy święcie przekonani, że ten plan nie ma żadnych szans na
realizację. Powody są przynajmniej dwa. Po pierwsze, żadna książka i
żaden film nie są w stanie zagrozić pozycji Lecha Wałęsy. Prezydent
obroni się, choć będzie to Go kosztowało wiele zdrowia. I to On
pozostanie na kartach historii, a nie ta banda zakompleksionych
obszczymurków, żądna władzy, sławy i zaszczytów. Po drugie,
bliźniacy, będąc przy władzy, pokazali społeczeństwu wyraźnie co
potrafią i do czego są zdolni. Kolejny raz na wzniosłe hasła, pełne
odnowy moralnej, prawa i sprawiedliwości Polaków nie nabiorą. Poza
tym w najbliższym czasie wykruszy im się duża część elektoratu. 10
czerwca został zarejestrowany RUCH PRZEŁOMU NARODOWEGO. Cóż to za
dziwo? Nie takie znowu dziwo, tylko rodząca się partia Ojca Rydzyka.
Na jej czele stoi główny ideolog Radyja Jerzy Robert Nowak. Sądząc
po kampanii patriotycznej, którą w/wym. z sukcesem prowadzi od
lutego w całej Polsce, liczba zwolenników Ruchu z dnia na dzień
rośnie i przybiera na sile. Fakt, ich ilość zamyka się liczbą
miłośników Ojca Dyrektora, ale to przecież oni stanowili lwią część
głosujących na PiS. Tego zapewne bracia Kaczyńscy nie przewidywali.
Skupieni na walce z Wałęsą i Jego legendą, stracili z oczu Ojca
Rydzyka, którego ambicją nie jest rozdawanie władzy, tylko jej
posiadanie. O faktycznej sile RPN zaświadczą niedzielne wybory
uzupełniające do Senatu na Podkarpaciu. Piszemy ten felieton jeszcze
przed tym dniem, nie wiemy więc jakie są wyniki. Jeżeli wygrał Marek
Jurek, to Kaczyńscy mają duży ból głowy. Taki wynik znaczy ni mniej
ni więcej tylko to, że partia Jarosława jest u Ojca Rydzyka w
odwrocie, czego serdecznie Mu życzymy, gdyż PiS jest partią intryg i
nienawiści. Im prędzej upadnie, tym lepiej dla Polski.
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Z powyższej perspektywy
cały ten bezpardonowy atak na Lecha Wałęsę jawi się jako
niezamierzony przez PiS ruch na rzecz Ruchu Przełomu Narodowego.
CZY KOMUNA UPADŁA?
W świetle tego co się obecnie wyprawia odpowiedź na tytułowe
pytanie może być tylko jedna: NIE, NIE UPADŁA! Mało tego, cieszy się
dobrym zdrowiem i odnosi spektakularne sukcesy. To co dzieje się
wokół mającej ukazać się za kilka dni książki o Lechu Wałęsie,
autorstwa dwóch historyków z IPN świadczy o tym najdobitniej.
Jesteśmy już 19 lat po zmianie ustroju. Przeszło jedno pokolenie, a
my cały czas babrzemy się w historii. Od bez mała 20 lat dokumenty
wytworzone przez funkcjonariuszy SB wyznaczają nam rytm życia
politycznego, są swoistymi prawdami objawionymi. Stanowią o tym kto
bohater, a kto zdrajca, sprzedawczyk i świnia. Znamienne jest, że
coraz mniej wśród nas tych pierwszych. Już niedługo okaże się, iż
jedynie ludzie związani z PiS-em są czyści jak łza i zawsze
dziewica. Z lubością niszczymy autorytety, opluwamy tych z których
byliśmy tak dumni. Świat, widząc polskie bagno, nie powstanie
Solidarności, a obalenie Muru Berlińskiego zaczyna uznawać za
początek upadku komunizmu. Polska rola w tym historycznym dziele,
dzięki nam jest minimalizowana i zapominana. Bo przecież u nas
komunizm jeszcze nie upadł, on trwa w najlepsze. Co mądrzejsi Polacy
biją na alarm i pytają, dlaczego większą wiarę daje się jakimś
wątpliwym esbeckim kwitom, niż żywym uczestnikom i świadkom wydarzeń
z nieodległej przecież przeszłości. Autorzy paszkwilu na Lecha
Wałęsę znają Jego życiorys wyłącznie z esbeckich dokumentów. Gdy
powstała pierwsza Solidarność mieli zaledwie po 9 lat. I ci ludzie,
zawierzając jedynie temu co znaleźli w archiwaliach wytworzonych
przez SB, postanowili odbrązowić Wałęsę, umniejszyć Jego rolę w
historii. Jakże dumni i szczęśliwi muszą być żyjący jeszcze
funkcjonariusze komunistycznych służb, kiedy widzą, że ich robota
nie poszła na marne, że ciągle cieszy się uznaniem. Przedstawiono
setki, jeśli nie tysiące dowodów na to, że SB z różnych powodów
produkowała dokumenty nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. I
co z tego. Jak widać nie ma to najmniejszego znaczenia. My na ich
podstawie staramy się za wszelką cenę powiedzieć światu, że tak
naprawdę Solidarność do życia powołała esbecja, a nie bohaterowie z
krwi i kości, jakimi bez wątpienia byli Wałęsa i Jemu podobni.
Naprawdę, takich zacietrzewionych durniów jak my, szukać na świecie
ze świecą.
SOBCZAK i SZPAK
BEZMIAR KRZYWD!
Po pierwszych dwóch meczach na EURO 2008 nie ma żadnych
wątpliwości, że Polska jest solą w oku Europy, która zrobi wszystko,
żeby nas rzucić na kolana i upokorzyć. Mecz z Niemcami, który miał
być powtórką Grunwaldu 1410, zakończył się Wrześniem 1939. Perfidii
temu wydarzeniu dodaje fakt, iż Niemcy zrobili to rękoma, a
właściwiej będzie nogami naszego Podolskiego. Gdyby było inaczej i
gdyby rzeczywiście wynikało to z meczu, a nie antypolskiego spisku,
Podolski nie miałby nawet miejsca na ławce rezerwowych naszych
odwiecznych wrogów. Nikt nam nie wmówi, że w tak wielkim kraju nie
ma zdolnych piłkarzy, rodowitych Niemców! Tak jak swego czasu
Niemiaszki ukrzywdziły nas na legendarnych Mistrzostwach Świata
1974, fundując nam mecz w strugach deszczu i kałużach wody, sami
grając na suchym, tak teraz, wypuszczając na boisko Podolskiego,
ośmieszyły nas przed całym światem, pokazując jak Polacy sami siebie
wykańczają.
Z honorem przełknęliśmy tę gorzką pigułkę wierząc, że dalej
będzie uczciwie. Niestety, zmowa wszystkich przeciwko nam wyszła
jeszcze wyraźniej w meczu z Austrią. Polacy, typowani przez
najwybitniejszych polskich ekspertów od piłki nożnej na zwycięzcę
EURO 2008, zostali perfidnie, na oczach milionów ludzi załatwieni na
cacy przez angielskiego arbitra Webb’a, który ośmielił się w 92 min.
meczu podyktować rzut karny dla naszych wrogów. Zwycięstwo, które
należało nam się jak psu zupa, zamieniło się w haniebny remis.
Jesteśmy święcie
przekonani, że mając najlepszego trenera na świecie i takąż drużynę
(bo tak nas od miesięcy w telewizji zapewniają), nie zajmowalibyśmy
ostatniego miejsca w tabeli grupy „B”, gdyby nie ewidentny spisek i
zmowa. Wszystko ustawione jest przeciwko nam. Całe mistrzostwa
podporządkowano jednemu celowi: upokorzyć Polaków! Dziwne, że każda
krzywda która lezie przez Europę zawsze dopada właśnie nas. Weźmy
takie rozbiory. Dlaczego Niemcy, Austriacy, Rosjanie uwzięli się na
nas, a nie na Czechów, Szwedów czy Francuzów? Bo jesteśmy solą w oku
Europy, Winkelridem narodów. Powiedzmy sobie szczerze i bez ogródek:
Europa nas się boi!!! I to ze strachu, przy każdej nadarzającej się
okazji, podstawia nam nogę. Nawet na gównianym festiwalu Eurowizji
nasza najlepsza piosenka została sklasyfikowana na ostatnim miejscu,
choć najwybitniejsi polscy znawcy piosenki od miesięcy typowali ją
na pierwsze miejsce. Tu nawet nie ma cienia wątpliwości, że staliśmy
się ofiarą zmowy. Bezmiar krzywd, jakich Polska doznaje od Europy i
świata jest bezprecedensowy. To świadczy o tym, że jesteśmy krajem
wyjątkowym. Nikt nas nie lubi chociaż my kochamy wszystkich. Nawet
Pan Bóg nas nie lubi, bo inaczej wysłuchałby modlitw kapelana i dał
nam strzelić kilka brameczek. A tu nic, cisza jak makiem zasiał.
Mało tego, w 92 min. dał Pan gola Austriakom! Chociaż z drugiej
strony pamiętajmy, co mówi w tej sprawie Pismo: kogo Bóg bardziej
kocha, tego mocniej doświadcza. Coś nam się wydaje, że tej miłości
doświadczymy również w meczu z Chorwacją. Dziękujemy Ci Panie, że
tak nas ukochałeś, ale dałbyś chociaż raz wygrać i cieszyć się
faktycznym, a nie moralnym zwycięstwem.
SOBCZAK i SZPAK
P.S.Krajowi temu, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez
uszanowanie dla darów Nieba, daj wygrać Panie!!! Krajowi temu, gdzie
winą jest dużą popsować gniazdo na gruszy bocianie, bo wszystkim
służą, daj wygrać Panie!!! Albo spraw, żeby nasi piłkarze mieli
już wakacje!
„SOLIDARNOŚĆ” WALCZĄCA
NSZZ „Solidarność” walczy! Walczy o prawa pracownicze z
wrednymi kapitalistami! Kiedyś wprawdzie „Solidarność” walczyła o
prawa dla tych kapitalistów, ale to czasy zamierzchłe i kto by je
teraz pamiętał. Pod światłym przywództwem Janusza Śniadka ten
legendarny Związek Zawodowy postanowił uczynić to, co kilka lat temu
nie udało się Kościołowi katolickiemu, a mianowicie wywalczyć
całkowity zakaz handlu w niedziele. Nie chcemy kolejny raz
przytaczać tych samych, wyświechtanych już argumentów, ale warto
przy tej okazji zwrócić uwagę na bezmiar obłudy i demagogii, w
momencie kiedy Śniadek sięga po przykłady krajów europejskich, w
których handel jest w niedzielę całkowicie lub częściowo zakazany.
Za przykład mają robić Niemcy, Belgia, Francja. Ciszej mówią
związkowcy o Wielkiej Brytanii czy Włochach, gdzie hipermarkety
otwarte są przez kilka niedzielnych godzin. A już zupełnie nie
wspominają o państwach, w których handel niedzielny jest czymś
absolutnie normalnym i akceptowanym (Czechy). „Solidarność” walcząc
o zamknięcie sklepów pragnie umożliwić pracującym w nich rodzicom
niedzielny kontakt z dziećmi czy w ogóle rodziną. Piękne to i
wzruszające. Ale przecież, jak udowodniono w np. Irlandii, w tym
celu wcale nie trzeba zamykać sklepów. Tam w wielkich sieciach
handlowych zatrudnia się sprzedawców weekendowych. Są to z reguły
młodzi ludzie, którzy przez cały tydzień uczą się, zaś w weekend
chętnie zarabiają parę groszy na swoje wydatki. W tym czasie etatowi
pracownicy (oczywiście oprócz kadry kierowniczej) mają wolne i
spędzają czas z rodziną. Prawda jakie to proste? I o to powinna
walczyć „Solidarność”. O możliwość podpisywania przez pracowników
sieci handlowych umów o pracę, gwarantujących im wolne niedziele i
święta. Po co zaraz wymuszać drastyczne rozwiązania? Ano po to, żeby
po raz kolejny wyszło tak, jak sobie episkopat życzy. Kiedy ta
sprawa była na tapecie poprzednio, pisaliśmy, że Kościół nie odpuści
i wszystko prędzej czy później powróci jak bumerang. I proszę,
sprawdziło się. Tym razem Śniadek zabiega o względy biskupie.
Ciekawe do czego są mu one potrzebne? Bo do czegoś potrzebne być
muszą, inaczej nie wyciągał by tego trupa z szafy.
SOBCZAK i SZPAK
RAPORT
Jak wynika ze sławnego już raportu Julii Pitery, niektórzy
wybitni politycy PiS-u, LPR-u i Samoobrony, prawdziwi Polacy,
żarliwi katolicy, patrioci w każdym calu, niestrudzeni budowniczowie
nowego ładu moralnego, okazali się być zwyczajnymi gównojadami.
Pieniędzmi z państwowej kasy opłacali swoje prywatne zakupy. Nawet 8
zł. za dorsza pochodziło z kieszeni podatników. Wierzyć się nie
chce, ale takie dziady nami rządziły. Oczywiście, jak należało się
spodziewać, moraliści z Prawa i Sprawiedliwości wyśmiali raport,
jego autorkę. Dla tych hipokrytów, mających zawsze gębę pełną
bogoojczyźnianych frazesów, sprawy praktycznie nie ma. Dla nich
prawo jest wybiórcze. Domagają się bezwzględnego poszanowania
wyłącznie od innych. Raport świadczy o tym zachowaniu dobitnie. Ta
nonszalancja, lekceważenie, kpienie z ujawnionego PRZESTĘPSTWA jest
czymś niebywałym. Wychodzi na to, że dla tych moralistów spod znaku
Ojca Rydzyka ważna jest suma jaką ktoś sobie przywłaszcza, a nie sam
fakt przywłaszczenia. A przecież nie trzeba kończyć szkół
prawniczych żeby wiedzieć, iż złodziejem się jest, niezależnie od
tego czy ukradło się złotówkę czy milion złotych! Zaś fakt
zwrócenia przywłaszczonych pieniędzy nie jest żadną łaską, żadnym
zadośćuczynieniem, tylko psim obowiązkiem. Raport Pitery jest
kolejnym dowodem wprost na to, iż politycy czują się bezkarni.
Publicznie lekceważąc prawo wysyłają do społeczeństwa czytelny
sygnał, że tak naprawdę obowiązuje ono wszystkich oprócz nich.
Dlatego w naszym porąbanym kraju gówniarz jadący pociągiem na gapę
idzie na pół roku do więzienia, zaś polityk żrący, pijący i bawiący
się na koszt podatników śmieje się z tego i żartuje. Raport
ujawniający takie praktyki polityków jest doskonałym precedensem,
który powinien być bezwzględnie wykorzystywany przez adwokatów w
sprawach o kradzieże. Jeżeli wolno Polaczkowi, to wolno również
Polakowi!
Oczywiście jesteśmy zadowoleni, iż Julia Pitera opublikowała
ten raport, ale nie do końca. Jeżeli Pani minister chciałaby
naprawdę rzetelnie rozliczyć poprzednią ekipę, to należałoby również
choć trochę miejsca poświęcić panu Radkowi Sikorskiemu. Kiedy był
ministrem w rządzie PiS-u również korzystał ze służbowej karty
kredytowej, i dobrze byłoby wiedzieć, czy jego wydatki były
uzasadnione wykonywanymi obowiązkami państwowymi. Jeżeli wszystko
było o.k., to tym bardziej trzeba było to w raporcie podkreślić,
stawiając ministra Sikorskiego za wzór do naśladowania. Jeżeli zaś z
racji partyjnych powiązań pominięto Radusia, to jest to takie samo
dziadostwo, jak wydawanie publicznych pieniędzy na prywatne
potrzeby, a raport traci na swojej wiarygodności. Staje się nie
dokumentem godnym uwagi, a jedynie tępym narzędziem w walce
politycznej. Inną sprawą jest to, czy ów raport ma charakter
jednorazowy, czy takie dokumenty będą ukazywały się cyklicznie. Nie
słyszeliśmy aby Pani Pitera zapowiadała, iż w najbliższym czasie
opublikuje sprawozdanie z wydatków obecnego rządu. Nic nikomu nie
zarzucamy, a jedynie sugerujemy stałe monitorowanie urzędników
państwowych, gdyż od wieków wiadomo, że mają lepkie paluchy i tak
jak grabie, grabią wyłącznie do siebie.
SOBCZAK i SZPAK
P.S. To bardzo ładnie, że
Platforma Obywatelska próbuje rozliczyć swoich poprzedników. Jeszcze
ładniej byłoby, gdyby ludzie mieli pewność, iż rozliczający nie
czynią dokładnie tego samego co rozliczani. Niestety, nie mają!
-
DO BOJU POLSKO!
Już tylko godziny dzielą nas od inauguracji EURO 2008. Od
dłuższego czasu wszystkich nurtuje pytanie, jak Polacy przygotowani
są do tych mistrzostw. Postanowiliśmy to prześledzić. Po pierwsze,
informacja. Rzecznikiem prasowym polskiej reprezentacji jest Marta
Alf. Ta urocza blondynka objęła to zaszczytne stanowisko chyba
wyłącznie w tym celu, aby żadne istotne informacje o naszych
piłkarzach nie ujrzały światła dziennego, a jeżeli już coś wypłynie,
to powinno wprowadzić w błąd naszych przeciwników. Skąd ten wniosek?
Ano stąd, iż Pani Marta, w telewizyjnym wywiadzie z całkowitą
szczerością kilka razy powiedziała, że Ona, jako kobieta na piłce
nożnej specjalnie się nie zna, więc nie może odpowiadać na żadne
konkretne pytania. I bardzo dobrze. Rzecznik prasowy nie jest od
kłapania dziobem tylko od nieodpowiadania dziennikarzom na pytania.
Po drugie, kibice. Wiele tytułów prasowych zadbało o to, aby
miłośnicy piłki nożnej w naszym kraju mogli godnie przeżywać EURO
2008. Większość gazet podarowała swoim Czytelnikom darmowe flagi,
szaliki, naklejki z Orłem Białym oraz w barwach narodowych. Mało
tego, do jednej z gazet dołączono nawet farbkę, którą można sobie
pomalować facjatę w biało-czerwone kolory. Żeby jednak był komplet,
wyżej wymienione gadżety dołączone zostały również do pakietów piwa,
aby polski kibic mógł rozluźniony oceniać występy „naszych”. W
dbałości o kibiców najdalej posunął się producent prezerwatyw, który
wypuścił na rynek specjalną serię gumek w barwach narodowych. Nie
wiemy tylko, czy przeznaczone one są dla kibiców, czy tylko dla
członków naszej reprezentacji. A propos piłkarzy. O ich
przygotowanie do mistrzostw możemy być spokojni. Z relacji w TVN24
przekonaliśmy się naocznie, iż trenowali, przykładali się do pracy,
wypoczywali. Dziwne tylko, że bez przerwy zerkali w niebo. Ale i ta
zagadka została wyjaśniona. Otóż trener Beenhakker i piłkarze
patrzyli na śmigłowiec TVN24 krążący nad ich głowami i skutecznie
przeszkadzający najpierw w treningu, a potem w wypoczynku. Dlaczego
o tym wspominamy? Bo jakby co, jakby znowu deszcz, błoto i Niemcy do
bramki, to wiemy kto jest winien. Kochani, szaliki na szyje, farbki
na twarz, prezerwatywy na wszelki wypadek i… DO BOJU POLSKO!!!
SOBCZAK i SZPAK
PO…
Po pierwsze, w minionym tygodniu gościliśmy Prezydenta
Francji Nicolas’a Sarkozy’ego. Jak przystało na polityka takiego
formatu, komu trzeba rękę podał, kogo trzeba po plecach poklepał,
reszcie uśmiech promienny przesłał. Następnie stanął przed
połączonymi izbami parlamentu i zapewnił, że Francja Polskę je
t’aime, zaś On osobiście ceni nas, jak nie przymierzając
Eurowizja nasze piosenki. Z tą Eurowizją to oczywiście żart. Wiadomo
przecież, że ceni nas jeszcze bardziej, czego wyrazem jest fakt
otwarcia się Francji na Polskę. Już od 1 lipca polscy hydraulicy
mogą legalnie przepychać francuskie rury. No i jak tu nie kochać
tych żabojadów?
Po drugie, eunuchy z Platformy Obywatelskiej chwyciły
Palikota za jaja i zagroziły, że Mu je urwą, jeżeli nie przyrzeknie
poprawy i nie powróci na drogę obłudy, tak bliską sercu liderów PO.
Trzymany głupi nie jest, obiecał więc tym hipokrytom wszystko czego
od Niego zażądali. Nawet przyrzekł, że będzie żarliwie modlić się za
Ojca Rydzyka. Nie zdradził tylko, czy będą to modlitwy o zdrowie,
czy o łagodny wymiar kary dla toruńskiego redemptorysty.
Po trzecie, zabrał głos prof. Zbigniew Lewicki, publikując na
łamach „Rzeczpospolitej” (28.05) obrzydliwy artykuł „Budzenie
niechęci do Ameryki”. W tekście tym twierdzi, iż Polska
skompromitowała się, żądając od Amerykanów dozbrojenia naszej armii,
w zamian za zgodę na instalację elementów tarczy antyrakietowej.
Uważa on, że nie powinniśmy Amerykanom stawiać żadnych warunków,
ponieważ cyt.: „…W grę wchodzi wiarygodność naszego kraju wobec
obecnych i przyszłych sojuszników, nasza pozycja wobec Rosji, a
przede wszystkim zdolność do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa,
teraz i w przyszłości…”. Czegoś tak pokrętnego i bezczelnego
dawno nie czytaliśmy w polskiej prasie. Tylko tupet i cynizm
pozwolił Lewickiemu zarzucić polskiemu rządowi, słusznie
stawiającemu warunki Amerykanom, działanie kompromitujące. Trzeba
mieć Polaków za skończonych durniów, żeby wmawiać im, iż tarcza,
którą chcą zainstalować na naszych ziemiach Amerykanie, ma służyć
naszemu bezpieczeństwu!!! Ten amerykanista-propagandzista, śliniący
się do wszystkiego co Made in USA, pomija fakt, że Amerykanie nigdy
nie ukrywali, iż tarcza instalowana w Polsce i Czechach ma zapewnić
bezpieczeństwo wyłącznie ich krajowi! Nawet kretyn wie, że
najlepiej bronić swojej ziemi daleko od własnych granic. No tak,
ale prof. Lewicki nie jest kretynem, więc nie wie, że taka
instalacja nie zapewnia bezpieczeństwa państwu na którego terenie
znajduje się, tylko je znacznie osłabia. Najobrzydliwszym fragmentem
tego artykułu jest, cyt.: „…zbyt wiele i zbyt ważnych osób
demonstruje swoją satysfakcję z faktu, że jakoby „pokazaliśmy
Amerykanom, iż z nami trzeba się liczyć”. (…) A co uzyskamy z odmowy
instalacji tarczy? Absolutnie nic. (…) …stracimy jedynie opinię
spolegliwego sojusznika…”. Coś niebywałego. Tylko takiemu
amerykańskiemu sługusowi nie mieszczą się w głowie partnerskie
stosunki z USA. Marzy mu się Polska głupia, spolegliwa, która
nadstawi karku za Amerykę i jeszcze za to, z pocałowaniem w rękę
zapłaci!
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Jeżeli ktoś nie wie kto
zacz prof. Lewicki, to to jest ten sam gość, który bez przerwy w tv
namawiał, by Polacy wzięli udział w irackiej wojnie. Bez zmrużenia
oka powtarzał amerykańskie kłamstwa o irackiej broni masowego
rażenia i odpowiedzialności za zamachy z 11 września. Do dziś nie
był łaskaw za to przeprosić.
METROPOLIE
Jest rządowa koncepcja stworzenia w Polsce 12 metropolii, co
sprawić ma, że będą to organizmy administracyjne znacznie
silniejsze, a co za tym idzie, dające większe możliwości rozwojowe
mieszkańcom i regionom. Jedną z nich ma być Obszar Metropolitalny
Bydgosko-Toruński. I bardzo dobrze. Na takie posunięcie rządu od
dawna czekamy. Tyle, że my proponujemy pójść nieco dalej. Mamy
doskonałe warunki, aby do tego obszaru przyłączyć jeszcze
Inowrocław. Powstałby NATURALNY TRÓJKĄT trzech dużych miast,
położonych w równych odległościach (ok. 40 km) od siebie. To
wymarzona sytuacja. Stwarzając na wzór Trójmiasta szybką kolej
między tymi miastami sprawiamy, że nagle, w odległości 40 min.
jazdy, mamy właściwie wszystko. Środek tego trójkąta stanowią
rewelacyjne tereny, które spełniać mogą rolę
rekreacyjno-wypoczynkową oraz handlową i przemysłową. Wtedy warto
byłoby pokusić się np. o budowę wielkiego obiektu sportowego na
miarę XXI wieku, ponieważ w metropolii mieszkać będzie ponad 800
tys. ludzi. Dla nich warto budować. Wielkie domy handlowe również
nie muszą być otwierane w środku miasta. Tu warto pokusić się o
doświadczenia amerykańskie, gdzie takie obiekty znajdują się
generalnie poza centrami. Ogromne tereny zielone stanowiłyby
naturalne zaplecze turystyczno-wypoczynkowe dla tubylców i gości.
Przestałoby to wszystko być karłowate i małomiasteczkowe. Nie trzeba
chyba nikogo przekonywać, że siła takiej metropolii byłaby ogromna!
Połączenie stanu posiadania trzech miast sprawiłoby, że wiele
obiektów można by zbudować lepiej, szybciej, a przede wszystkim
taniej. Jest tylko jeden problem: POLITYCY! Jeżeli nie będzie z ich
strony woli do takiego działania, to nic z tego nie wyjdzie, a
koncepcja rządowa okaże się jedynie kolejnym medialnym show, czyli
biciem piany. Najwyższy czas nad tymi rządowymi projektami poważnie
się zastanowić. Apelujemy do parlamentarzystów z naszego regionu:
PODEJMIJCIE PRÓBĘ STWORZENIA TRÓJMIASTA!!! Wszyscy na tym zyskamy.
Nie dajmy się skłócić, ponieść animozjom. Odpuśćmy sobie durne
dyskusje, które miasto ważniejsze, bardziej zasłużone, które ma
największy dorobek, które itp., itd., etc. Nie dajmy się podzielić,
tylko stwórzmy wspólnie coś, za co następne pokolenia będą nas cenić
i chwalić. Spróbujmy choć raz zrobić coś wspólnie. Coś z czego
będziemy dumni. Dajmy sobie szansę!
-
SOBCZAK i SZPAK
-
Picerzy Obiboki
-
Minęło pół roku rządów PO i PSL, można więc śmiało, w
telegraficznym oczywiście skrócie, przyjrzeć się koalicyjnej
robocie. Zobaczmy cóż to się udało zrobić pogromcom PiS-u. Zaczynamy
od samej góry.
DONALD TUSK – premier. Wygłosił trzygodzinne,
wyczerpujące expose, wypił większą ilość butelek wina z Prezydentem,
zapewnił że wszystkich kocha, odbył podróż życia i tak Mu to pół
roku zleciało;
WALDEMAR PAWLAK
– wicepremier. Intensywnie załatwiał Posady Swoim Ludziom;
GRZEGORZ SCHETYNA
– wicepremier. Suszył zęby w niezliczonych wywiadach telewizyjnych;
ELŻBIETA BIEŃKOWSKA
– minister rozwoju regionalnego. Żeby ocenić Jej robotę, wystarczy
pójść i zobaczyć jak się regiony przez te pół roku rozwinęły;
ZBIGNIEW ĆWIĄKALSKI
– minister sprawiedliwości. Od pół roku zajęty bezskutecznym
odrywaniem Prokuratury Generalnej od Ministerstwa Sprawiedliwości.
Na tej ciężkiej, syzyfowej pracy ma Mu zlecieć jeszcze trzy i pół
roku;
ZBIGNIEW DERDZIUK
– minister członek. Tylko członek wie co On zrobił i robi;
MIROSŁAW DRZEWIECKI
– minister sportu i turystyki. Robi wszystko, abyśmy Mistrzostwa
Europy w piłkę kopaną mieli w 2012, a wstyd już w 2010;
JOLANTA FEDAK
– minister pracy i polityki społecznej. Pół roku poszło jak w zlew.
Jest nadzieja, że następne nie będzie gorsze;
CEZARY GRABARCZYK
– minister infrastruktury. Szef od tego, czego w naszym kraju nie ma
i nie będzie;
ALEKSANDER GRAD – minister skarbu.
Minister jest jak się patrzy, tylko skarbu ciągle nie widać;
KATARZYNA HALL
– minister edukacji narodowej. Przycięła grzywkę i ma równą, a poza
tym maniakalnie usiłuje zapędzić niemowlaki do szkoły;
BOGDAN KLICH
– minister obrony narodowej. Nie ma czasu dla wojska, bo zajmuje się
wyłącznie przepraszaniem za Macierewicza;
BARBARA KUDRYCKA
– minister nauki i szkolnictwa wyższego. Naukowcy twierdzą, że robi
to samo co minister Derdziuk, a może i mniej;
EWA KOPACZ
– minister zdrowia. Bardzo aktywna. Wybieliła ząbki, umyła włoski i
boleje nad boleściami służby zdrowia;
MACIEJ NOWICKI
– minister środowiska. Stworzył środowisko dla swojego ministerstwa;
JAN VINCENT-ROSTOWSKI
– minister finansów. Jedyny pracownik fizyczny w rządzie. Przez pół
roku nieustannie rył pod Gomółką;
MAREK SAWICKI
– minister rolnictwa i rozwoju wsi. Swojo praco stara się dorównać
pryncypałowi Pawlakowi;
RADOSŁAW SIKORSKI
– minister spraw zagranicznych. Generalnie zajmował się skutecznym
wkurwianiem Prezydenta;
BOGDAN ZDROJEWSKI
– minister kultury i dziedzictwa narodowego. Najbardziej
zapracowany. Otwierał, przecinał, wręczał i obnosił swoją facjatę po
licznych rautach i bankietach.
SOBCZAK i SZPAK
P.S.AGNIESZKA LISZKA – rzecznik rządu. Potrafiła nie odpowiedzieć
na każde pytanie. Dzięki temu wiemy, iż rzecznikiem rządu może być
nawet kubek zsiadłego mleka.
NO TO MASZ
W codziennej gazecie „Dziennik” ukazał się duży artykuł pt.
„Straszny dwór pana prezydenta”. Ten arcyciekawy tekst, składający
się z anonimowych wypowiedzi byłych i obecnych pracowników
Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego daje wiele do myślenia. Obraz
który wyłania się z tego materiału jest tragikomiczny. Okazuje się,
iż wszystkie wątpliwości natury charakterologicznej i nie tylko,
jakie mieliśmy względem Lecha Kaczyńskiego potwierdzają się. Jeżeli
faktycznie jest tak, jak czytamy w „Dzienniku”, to mamy do czynienia
z człowiekiem który sprawuje urząd Prezydenta wbrew sobie. Ten urząd
strasznie Kaczyńskiego stresuje i męczy. To stanowisko jest wbrew
Jego naturze. Z wynurzeń pracowników Kancelarii wynika jasno, że
wszelkie działania i zachowania których wymaga się od prezydenta
sprawiają Lechowi Aleksandrowi ogromną trudność, są dla Niego
przykre, a często wręcz irytujące. Dla przykładu, Prezydent w żaden
sposób nie potrafi (nawet kiedy jest to absolutnie konieczne) zacząć
swojego urzędowania przed 10.00 rano! Przyznacie Państwo, że to dość
kuriozalne zachowanie, bliższe dyktatorom Bantustanu, niż przywódcom
cywilizowanych krajów. Inna sprawa, to muchy w nosie Pana
Prezydenta. Wszystko Go razi, wszystko Go denerwuje co nie jest po
Jego i Jego brata myśli. Z drugiej strony uwielbia czytać donosy,
donosiki i najświeższe informacje płynące prosto z magla, czyli od
Pani Bochenek. O legendarnym wręcz poczuciu humoru Lecha
Kaczyńskiego nawet nie wspomnimy, gdyż każdy widzi jaki koń jest i
jak się usmiecha. Oczywiście artykuł w „Dzienniku” to nie jest żadna
prawda objawiona i należy mieć do niego duży dystans. Niemniej,
gdyby nawet połowa z tego była prawdą, to włos się na głowie jeży
gdy pomyślimy jakiego mamy Prezydenta. W sumie mogliśmy się
spodziewać, że ta prezydentura tak właśnie będzie wyglądała. Jeżeli
bezpośrednio po wyborach ich zwycięzca publicznie melduje swojemu
bratu: PANIE PREZESIE, ZADANIE ZOSTAŁO WYKONANE!, to z góry było
wiadomo, gdzie będzie tkwił faktyczny ośrodek decyzyjny. No i tkwi!
A my z Prezydentem Lechem Kaczyńskim będziemy się jeszcze męczyć
przynajmniej przez dwa i pół roku. Cóż, „Sam tego chciałeś Grzegorzu
Dyndało”. No to masz!!!
SOBCZAK i SZPAK
NIE TĘDY DROGA
-
Za PRL-u generalnie budowano socjalizm, więc czasu, zapału i
ochoty na budowę dróg już nie stało. Po 1989 r. odstąpiono od tej
komunistycznej utopii na rzecz demokracji i kapitalizmu. Ze wzmożoną
energią postanowiono najpierw zbudować drugą Japonię, potem III RP,
następnie IV, by teraz skupić wszystkie siły i środki na stworzenie
między Bugiem a Odrą drugiej Irlandii. Trudno więc się nawet dziwić,
przy tylu zmianach koncepcji tego co ma tu nad Wisłą wyrosnąć, że
niespecjalnie zajmowano się wytyczaniem i budową dróg. Faktem jest,
że co rusz z wielkim hukiem, w świetle jupiterów podpisywano umowy z
firmami specjalizującymi się w ekspresowym budowaniu autostrad. Na
papierze wyglądało wszystko imponująco. Każdy nowy minister od
infrastruktury pysznił się w mediach, ile to za jego rządów
powstanie dróg, po czym słuch o nim i jego drogach ginęły.
Przychodził następny i bajdurzył to samo. Tak doszliśmy do obecnie
nam panującego w infrastrukturze Cezarego Grabarczyka. To postać w
świecie polityki bardzo ciekawa. Prawnik z wykształcenia, od wielu
lat zajmujący eksponowane stanowiska (adwokat w kancelarii
adwokackiej, zastępca prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, I wice
wojewoda łódzki, od 2001 r. poseł, szef wielu komisji sejmowych),
jednym zdaniem gość od lat zarabiający sporą kasę. W związku z
powyższym wydawać by się mogło, iż pan minister jest człowiekiem
zaradnym i bardzo zamożnym. A tu niespodzianka. Zaglądamy do
oświadczenia majątkowego z 31.12.2007r.: dom – nie ma, mieszkanie -
nie ma, gospodarstwo rolne – nie ma, inne nieruchomości – nie ma,
udziały i akcje – nie ma, nie ma, nie ma, itp., itd. Co ma minister?
Ma dług w wysokości 69.072,16,-! I ta ZADŁUŻONA NIEDORAJDA ŻYCIOWA
ma nam wybudować drogi szybkiego ruchu i autostrady, którymi kibice
będą śmigać na mecze w ramach EURO 2012. To żart czy kpina?
Widząc takiego fachowca nie dziwimy się, że konsorcja które
podpisały umowy na budowę dróg ustalają ceny z kapelusza i spokojnie
czekają na reakcje ministra. Jeżeli się nie zgodzi i zerwie umowy,
skarb państwa będzie musiał zapłacić im ogromne odszkodowania, co
jest interesem lepszym od budowy. Zero wysiłku, zero wkładu, a kasa
niewyobrażalna. Z kolei jeżeli się zgodzi, to konsorcja ograbią
nasze państwo w majestacie prawa. Dla przykładu Gdański Transport
Company, przedsiębiorstwo które ma koncesję na północną część
autostrady A1, za odcinek Grudziądz – Toruń żąda bagatela 1 miliarda
euro, czyli 17 milionów euro za kilometr! W 2005 r. ten sam kilometr
miał kosztować 7,4 mln euro. Oczywiście nie minister Grabarczyk
negocjował i podpisywał umowy z konsorcjami. To dzieło wszystkich
jego poprzedników. Ale pytamy, co minister Grabarczyk przez pół roku
robił i za co brał pieniądze, że do tej pory nie wiadomo, kto jest
odpowiedzialny za ten autostradowy gnój. Bo przecież ktoś te umowy
negocjował, ktoś podpisywał i ktoś powinien za to fizycznie
odpowiadać. Dla nikogo nie jest tajemnicą, iż niektórzy urzędnicy
państwowi świadomie konstruowali umowy korzystne dla konsorcjów, a
potem przechodzili do pracy w kancelariach prawniczych wynajętych
przez owe konsorcja. I co? I nic! Nikogo to nie obchodzi. Polska
żyje tym, że ABW puściła Bączka
SOBCZAK i SZPAK
P.S.Cóż to za gówniane
państwo prawa, w którym za działanie na szkodę prywatnej firmy idzie
się do więzienia, a za takie samo działanie na szkodę kraju nie
odpowiada się z żadnego paragrafu?
-
TUSKA PORTRET WŁASNY
-
Nie bardzo wiadomo co chciał osiągnąć Donald Tusk i jego
macherzy od wizerunku, ujawniając, iż premier w młodości nie stronił
od marihuany i taniego wina, zwanego mózgotrzepem. Bo jeżeli
chodziło o efekt propagandowy, to został osiągnięty w 100%.
Wszystkie media i wszyscy politycy komentowali to wyznanie. Jedni ze
zrozumieniem, inni ze zgorszeniem. Ot, było o czym przez kilka dni
mówić i pisać. Teraz trzeba poczekać na odpowiedź, czy ten szum
przysporzy Tuskowi zwolenników, czy może jednak powiększy grono jego
przeciwników. Dowiemy się o tym tak naprawdę za dwa i pół roku,
podczas wyborów prezydenckich. Bo ewidentnie o nie chodzi. Premier
najwyraźniej postanowił swój wizerunek kreować w ten sposób, żeby
wszystkim dać do zrozumienia, iż był i jest takim sobie normalnym
facetem, któremu nieobce są pewne słabości i grzeszki, naturalne dla
większości Polaków. Oczywiście słabości i grzeszki młodości, bo
teraz to on jest poważny gość, polityk pełną gębą, człek na wskroś
uczciwy, nie bojący się przyznać do swoich młodzieńczych wybryków. Z
tego co widać i słychać, dzisiejsze małolaty ze zrozumieniem
przyjęły wyznania premiera, czemu trudno się dziwić, wszak swoje za
uszami też mają. Dla nas osobiście medialne show z używkami Tuska to
nic innego, jak żałosna próba zamerykanizowania sylwetki premiera.
Próba pokazania swojaka-luzaka w amerykańskim stylu. Weźmy taki
Bush. Niejedną flaszkę obalił, niejednego skręta zjarał i
prezydentem na dwie kadencje został wybrany. To wszystko prawda.
Mamy jednak spore wątpliwości czy ta amerykańska droga doprowadzi
Tuska do upragnionego urzędu. O durnej-chmurnej młodości Donek
opowiadać może jeszcze przez kilka miesięcy, wzbudzając mniejszą lub
większą sensację. Niemniej przyjdzie czas, kiedy wyborcy zapytają,
gdzie są obiecane cuda? Gdzie są rządowe projekty ustaw, które miały
szybko trafić do sejmu? Podobno w pierwszym kwartale miało ich
trafić 45! Jeżeli premierowi wydaje się, iż kolejne orędzia pozwolą
mu się spokojnie przekulać przez te dwa i pół roku dzielące nas od
wyborów prezydenckich, to się grubo myli. Wyborcy są jak kibice -tak samo kochają, jak i nienawidzą. Przekonał się o tym
dobitnie Lech Wałęsa. Tusk jest na najlepszej drodze, by tego
doświadczyć.
SOBCZAK i SZPAK
- WZRUSZYŁO NAS
Birmę dotknęło wielkie nieszczęście. Z powodu cyklonu Nargis,
w południowej części kraju ponad milion ludzi utraciło dach nad
głową. Liczbę ofiar szacuje się na dziesiątki tysięcy. Jeden wielki
koszmar. W obliczu takiej tragedii papież Benedykt XVI, z lubością
nazywany w Polsce Ojcem Świętym, zaapelował cyt.: POMÓŻCIE
BIRMIE! To papieskie nawoływanie wzruszyło nas do łez. Widać
wyraźnie, że Świętemu Ojcu, nieprzejednanemu w swej dobroci i
szczodrobliwości, nic bardziej nie leży na sercu jak pomoc
potrzebującym. Zaapelował do świata, i słusznie, aby jak najszybciej
pomógł ciężko doświadczonej przez naturę Birmie. Szkoda tylko, że
tej pomocy nie zaczął Najświętszy Ojciec od siebie (czytaj Kościoła
katolickiego)? No tak, ale gdyby papież B-16 powiedział POMÓŻMY
BIRMIE, musiałby przy okazji zadeklarować konkretną materialną
pomoc. A jak wszystkim doskonale wiadomo, bieda w Watykanie aż
kapie. Dlatego ten wrażliwy na krzywdę i nieszczęście ludzkie
duchowny apeluje o pomoc do świata, bo na Kościół katolicki Birma
nie ma co liczyć. No chyba, że pomoc modlitewną. To bardzo proszę i
w każdej ilości! I jak tu nie dziękować Białemu Ojcu za jego wielkie
serce.
Przy tej okazji wzruszył nas i ucieszył CARITAS. Ta renomowana
instytucja charytatywna, choć groszem nie śmierdzi już zadeklarowała
Birmie pomoc. Podała numery kont i czeka na wpłaty. Ile i jak
przekaże do Birmy, to się okaże. Najprawdopodobniej będzie to
wyglądało tak samo jak z pieniędzmi dla ofiar tsunami. Pisaliśmy o
tym w felietonie „DROGA POMOC”: „…ze zbiórki publicznej na
rzecz ofiar tsunami CARITAS wydatkował 1.216.736,53, zaś do końca
2008 roku wyda resztę, czyli 4.055.588,63 zł. (…) Pytamy, dlaczego
ofiary kataklizmu mają czekać na pomoc do końca 2008 roku? Przecież
CARITAS obraca ich pieniędzmi. Czy odsetki też im odda? Ludzie nie
wpłacali na pomoc za ileś tam lat, tylko natychmiast!…”.
Nasz podziw dla CARITASU wynika z tego, iż ta instytucja swoją pomoc
zawsze rozpoczyna od podania numeru konta bankowego na które należy
wpłacać pieniądze, tak jakby nie posiadała żadnych środków
finansowych, które umożliwiłyby mu natychmiastową pomoc ludziom
dotkniętym nieszczęściem. Co ciekawe, na stronach internetowych
CARITASU nigdy nie podaje się pełnych wyników zbiórki. Zawsze jest
tylko informacja ile ta instytucja dała, a nigdy ile zebrała!!!
Równie mocno wzruszyła nas wiadomość, iż były premier
Marcinkiewicz umie sobie sam znaleźć pracę w Anglii. Nie wiemy
wprawdzie jak mu się to udało, przy jego znajomości języka
angielskiego. „Super Express”, korzystając z pomocy
dwóch native speakerów z warszawskich szkół
językowych, zaproponował w języku angielskim pracę (do wyboru) w
charakterze kierownika zespołu sprzątaczy i twarzy nowego banku
specjalizującego się w ofercie kanalizacyjnej. Kazio łyknął
propozycje bez zmrużenia oka i łamaną angielszczyzną kazał przysłać
sobie oferty. A co, żadna praca nie hańbi, zakładając, że
Marcinkiewicz w ogóle zrozumiał do jakiej roboty go potrzebują. W
sumie Szanowna Redakcja „Super Expressu” i tak łagodnie potraktowała
byłego premiera. Premier Kaczyński nawet nie próbował chować się za
żadnym obcym językiem, tylko po polsku, szydząc nieco oświadczył, iż
Marcinkiewicz nadaje się jedynie do prowadzenia kinderbalów.
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Znając liczne
talenty Kazika Marcinkiewicza już gratulujemy studentom krakowskiej
szkoły liderów imienia ministranta posła Gowina.
-
KOWAL KUJE
W Sejmie miała miejsce debata na temat polskiej polityki
zagranicznej. O jej założeniach na 2008 rok i na następne lata mówił
Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski. Potem oczywiście
odbyła się dyskusja. Jednemu wystąpieniu pragniemy dzisiaj poświęcić
uwagę. Otóż w imieniu klubu PiS do wystąpienia Ministra Sikorskiego
odniósł się poseł Paweł Kowal. Zgodnie z oczekiwaniami przejechał
się ostro po założeniach i Ministrze Sikorskim osobiście. Przy
okazji ochlapał błotkiem cały rząd Donalda Tuska. Paweł Kowal
konsekwentnie, zdanie po zdaniu, starał się ukuć pogląd, że polityka
zagraniczna obecnego rządu nie odzwierciedla polskiego interesu
narodowego. Zirytowany marszałek Niesiołowski słusznie zauważył, iż
PiS tak twardo stoi na gruncie interesu narodowego, że niedługo
dostanie płaskostopia. Ale wróćmy do posła Kowala. Ten mocno
kształcony historyk uznał, iż właściwie będzie pójść w swoim
wystąpieniu sejmowym drogą posła Cymańskiego i dawaj sypać cytatami,
przywoływać słowa poetów, odwoływać się do mądrości ludowych. I
słusznie, bo show musi trwać póki kamery i mikrofony włączone.
Osobny akcent pan Kowal położył na nasze stosunki z Rosją. Nie
podobała mu się zapowiedź ich ocieplenia. I słusznie panie pośle!
Najlepiej żyć z sąsiadami jak pies z kotem. Dobre stosunki z wrednym
kacapem to obraza naszego interesu narodowego! Powszechnie wiadomo,
że w naszym interesie jest być sługusem USA. Czego by Ameryka nie
zrobiła, w jaką awanturę na świecie by się nie wdała, my będziemy ją
popierać i przy niej wiernie trwać. Nawet wbrew naszym najbliższym
sojusznikom z UE. Szkoda że poseł Kowal nie poinformował np. ile
wynosi nasz eksport do USA, a ile do Rosji. To byłaby ciekawa i dla
wielu pouczająca informacja. Może dla samego Kowala również. I
jeszcze jedno. Według PiS-u najlepszym okresem w polskiej polityce
zagranicznej był czas ministrowania Anny Fotygi, zwanej pulardą. Coś
nam się wydaje, że nie tylko my dostaliśmy w tym momencie zajadów ze
śmiechu. Ale cóż, jak mówi stare przysłowie: „Kowal kuje, popiarduje,
a Jarosław groch gotuje.”. Bo Fotyga jest tylko od mieszania w
kotle.
SOBCZAK i SZPAK
-
FIUT I GRZECHY
-
Ach Boże Przenajświętszy, ileż radości musiał Ci sprawić ten
skromny, wyzuty z pychy i próżności ingres arcybiskupa Leszka
Sławoja Głódzia. To był przepiękny widok, jak nasz ubogi Kościół
ubogacał wiernych. Zbudowani tym świętem stajemy w obronie
zaatakowanego przez bezbożnych dziennikarzy TVN prałata Henryka
Jankowskiego.
Powodem ataku stała się odpowiedź kapłana na zaczepkę
dziennikarza TVN, cyt.: Księże prałacie, chcemy coś księdzu
pokazać. Prałat na to, cyt.: Co, fiuta?
Oczywiście można tak, jak reporterzy wrażej stacji zasugerować
widzom, iż duchowny zachował się wulgarnie i ze wszech miar
nagannie. Gdy jednak spojrzymy na to zdarzenie z dystansu, bez
emocji i tendencyjności, od razu zobaczymy, że Henryk Jankowski
posłużył się oczywistym SKRÓTEM MYŚLOWYM! Po pierwsze mniemał, że to
nigdy nie ukaże się na antenie. Po drugie, widząc kamerę i mikrofon
ksiądz prałat sięgnął po cytat ze sławnego monologu Janusza
Rewińskiego, w którym ten ostatni rozwinął skrót FIUT jako
Film i Uwentualnie Telewizja! Czyli, skojarzenie przez prałata
ekipy TVN z FIUT-em było jak najbardziej zasadne i całkowicie na
miejscu. Trudno więc doszukiwać się w tej odpowiedzi czegoś innego
niż błyskotliwego, finezyjnego żartu. Jak najgorzej świadczy o
TVN-ie fakt, iż nie zetknęli się wcześniej z FIUT-em Rewińskiego,
choć ten całe lata u nich przepracował. Po trzecie wreszcie, nawet
zakładając, iż jest to odpowiedź sprośna i nieprzyzwoita,
niekoniecznie musiała nawiązywać do fiuta któregoś z redaktorów czy
operatorów. Ksiądz Jankowski, pytając czy chcą Mu pokazać fiuta,
pytał aluzyjnie czy TVN po raz kolejny chce Mu pokazać wała, czyli
(kulturalniej) gest Kozakiewicza. Patrząc na to z jeszcze innej
strony, ekipa TVN-u powinna być dumna, ponieważ prałat pytając o
fiuta dał wyraźnie do zrozumienia, że dziennikarze mają jaja i nie
bali się przyjść do Niego z tak wrednym, napastliwym i oszczerczym
materiałem. Już choćby powyższe argumenty świadczą o tym, że
wypowiedziom księdza Jankowskiego należy dokładnie się przyglądać, a
nie oceniać je powierzchownie i tendencyjnie. Bo każdy słyszy to, co
chce usłyszeć, a nie to co rzeczywiście zostało powiedziane! Dlatego
księże prałacie, Alleluja i do przodu! Fiut z nimi, a Bóg, jak
zawsze z Tobą!
Teraz króciutko w sprawie grzechów. Frontalny atak
przypuszczono na katechetkę z Bełchatowa, która w trosce o czystość
duchową powierzonych jej dzieciątek spłodziła instrukcje rachunku
sumienia. Ośmiolatkom dała pod rozwagę odpowiedź na takie m.in.
pytania: Ile razy bawiłam się w nieskromne zabawy z kolegą?
Ile razy zachowywałam się nieskromnie przy ubieraniu i rozbieraniu?
Ile razy podglądałem starszych? Ile razy oglądałem niedozwolone dla
dzieci filmy? Itp. To przepiękny i bardzo na czasie pomysł,
wart natychmiastowego wprowadzenia we wszystkich przedszkolach i
szkołach podstawowych. Sugerujemy pani Marii Brzezowskiej uczynić
krok dalej, tworząc instrukcję rachunku sumienia dla katechetów, a w
niej pytania: Ile razy bawiłam się w nieskromne zabawy z
kolegą, koleżanką z pokoju nauczycielskiego? Ile razy, myjąc się,
dotykałam swoich miejsc intymnych nie tylko w celach higienicznych?
Ile razy podczas mszy świętej koncentrowałam się na księdzu, a nie
na modlitwie? Itp.Zresztą sama pani wie najlepiej,
co panią najbardziej rajcuje!
SOBCZAK i SZPAK
P.S. FIUT nie jest fiutem, a
grzech grzechem, kiedy spojrzy się na nie od właściwej strony.
NA MIARĘ
Mija dwa i pół roku jak na najwyższym urzędzie w państwie
zasiadł Lech Kaczyński. Połowa kadencji to wystarczający czas aby
wyrobić sobie zdanie na temat tej prezydentury. Dla nas sprawa jest
oczywista. Mamy prezydenta na miarę czasów, na miarę naszych
wielkomocarstwowych potrzeb i ambicji. Co tu dużo mówić, przyszło
nam w wolnej Polsce 16 lat czekać na takiego męża stanu. I choć to
człek nikczemnego wzrostu, to postać wielkiego formatu. Powiemy
więcej, największego!
Niekłamaną dumą i
podziwem napawa nas wszystko co Pan prezydent mówi i czyni. Jak
przystało na przywódcę tak znaczącego mocarstwa jak Polska,
Kaczyński nie stał, nie czekał, tylko natychmiast zareagował na
nikczemne ruskie knowania wobec bratniej nam Gruzji. Tak na
marginesie, radzi bylibyśmy (chyba nie tylko my), aby ktoś z
Kancelarii Prezydenta powiedział od kiedy to polsko-gruzińskie
braterstwo się datuje, bo jakoś przeoczyliśmy tę datę. Ale wracajmy
do pryncypiów. To dobrze, że nastąpiła tak błyskawiczna reakcja
prezydenta na kacapską agresję. To dobrze, że wespół w zespół z
Lechem Kaczyńskim ma udać się do Gruzji inny, równie udany
przywódca, równie udanego mocarstwa, Litwin Valdas Adamkus. Wizyta
takich mężów stanu bez wątpienia może zatrząść w posadach
Zakaukaziem, a może nawet i całą Azją. Na wieść o wizycie tak
znamienitych, cenionych w świecie przywódców, Putin z tym swoim
następcą już zaczęli dozbrajać armię i przemieszczać wojska w
pobliże granicy z Gruzją. To dobrze, że prezydent Kaczyński
postanowił przekształcić konflikt gruzińsko-rosyjski, w konflikt
gruzińsko-rosyjsko-polsko-litewski. Rosja musi zdać sobie sprawę z
tego, że naszych przyjaciół z Gruzji (ciągle nie wiemy od kiedy) nie
zostawimy samych sobie. Nie po to Madeleine Albright, w imieniu
Stanów Zjednoczonych podarowała nam nie do końca skorodowany
pancernik…- pal sześć rdzę, ważne, że jeszcze pływający -
dozbrajając w istotny sposób polską armię, żebyśmy siedzieli jak
mysz pod miotłą, kiedy trzeba walczyć za Naszą i Waszą! My Polacy
przyjaciół (od kiedy do cholery?) nigdy nie zostawiamy w potrzebie.
A i Litwini, naród bitny i ambitny, już pod Grunwaldem przekonał
się, że z nami, jak z nikim innym warto iść ręka w rękę. Faktem
jest, że wtedy Rusini też walczyli, ale diabli wiedzą po której tak
naprawdę byli stronie. Patrząc na budowany pod Bałtykiem rurociąg,
to ani chybi po krzyżackiej! Jak już wygramy tę wojnę z Ruskimi,
dobrze by było zrobić coś z tymi Chinami. Nasi przyjaciele z Tybetu
(też data zawiązania przyjaźni jakoś nam umknęła) liczą na połączone
siły polsko-litewsko-gruzińskie i jak najszybszą reakcję, najlepiej
zbrojną.
Wszystkim przeciwnikom naszej interwencji w Gruzji, a w
przyszłości może i w Chinach mówimy jedno: JAK NIE MY, TO KTO?! Oczy
całego świata zwrócone są na nas. Za nami pójdą inni, ale trzeba dać
im przykład, tak jak nam dał Bonaparte. Mocarstwowość zobowiązuje.
Przewodzenie światu to nie przywilej i zaszczyt, tylko misja którą
należy wypełnić, choć byśmy się mieli… no, nieważne co i jak mocno
by śmierdziało. Trzeba i już!
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Wprawdzie
ulubieniec prezydenta Piłsudski powiedział, że Polacy są
narodem idiotów, ale tu nie o Naród idzie, a o głowę
państwa. Dlatego wskazane jest zacytować Franciszka Karpińskiego: Naród polski wojenne zawsze lubił czyny / I choć klęski mieliśmy,
nigdy do ostatka / Rodzić nam nie przestała bohatyrów matka.
W razie czego, odpukać, mamy duplikat!
KARIEROWICZE MADE
IN RP
Zawsze i wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną znajdą się
tacy, którzy dla własnej kariery gotowi są zrobić wszystko z
najgorszymi świństwami włącznie. Żeby uzmysłowić sobie co to są za
ludzie, warto przyjrzeć się posiedzeniom Sejmowej Komisji Śledczej
zajmującej się badaniem okoliczności śmierci Barbary Blidy. Przed
obliczem przepytywaczy w minionym tygodniu zasiedli prokuratorzy
zajmujący się tą sprawą. I to właśnie oni są tymi klasycznymi
karierowiczami. Niezależnie od jawności czy tajności posiedzeń
Komisji wyłania się wstrząsający obraz stosunków panujących w
polskim wymiarze sprawiedliwości pod rządami ministra Ziobry.
Zapewne wielu oglądających ze zdziwieniem skonstatowało, że
śledztwem i decyzjami w sprawie m.in. Barbary Blidy zajmowała się
grupa młodych, nieopierzonych prokuratorów, którzy specjalnie dla
tej sprawy zostali z innych prokuratur oddelegowani do Katowic.
Najwyraźniej żaden z doświadczonych prokuratorów, żaden stary
wyżeracz nie chciał brudzić sobie rąk i psuć sobie opinii,
bezmyślnie wykonując zlecenia polityczne szefostwa. Ale znaleźli się
młodzi, którzy z nadzieją na wielką karierę zawodową chętnie
przystąpili do działania. Teraz, kiedy mleko się wylało, kiedy
sprawa wymknęła się spod kontroli, oni świecą oczami, bo przecież to
oni bezpośrednio kierowali śledztwami i podejmowali decyzje. To oni,
najbardziej klasyczni z klasycznych karierowicze, chętnie, bez
najmniejszych oporów podjęli się unurzania w błocie Barbary Blidy.
Oglądając ten spektakl czujemy się jak w latach Polski Ludowej,
kiedy robiono procesy na zlecenie przewodniej siły narodu PZPR. Na
pierwszej linii walki stali właśnie tacy karierowicze, którzy dla
przysłużenia się zleceniodawcom byli w stanie każdemu udowodnić
wszystko. To bardzo smutny i przygnębiający obraz, ale też wielka
nauka. Naszym zdaniem Komisja Śledcza powinna przede wszystkim
ujawnić i skompromitować ten właśnie wątek. Powinna pokazać Polakom,
że tak opluwane przez prawicowych polityków czasy PRL-u wcale nie
odeszły w przeszłość. Są partie i są ludzie, którzy z ochotą zawsze
i wszędzie skorzystają z tamtych wzorców. A że może to się skończyć
tak, jak w przypadku Barbary Blidy? No cóż, gdzie drwa rąbią… Czyż
nie tak panie Ziobro?
SOBCZAK i SZPAK
SZLACHETNE ZDROWIE
Ze smutkiem konstatujemy, iż przepiękny staropolski obyczaj
pytania interlokutora o zdrowie przechodzi do lamusa, bo jest
przejawem czystego, krystalicznego chamstwa. Ba, zapytać o zdrowie
może obecnie jedynie człowiek, którego mowa jest obelżywa, a język
plugawy. Dziś Jan Kochanowski, autor strof „Szlachetne zdrowie,
nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz.”
miałby poważny problem z ich publikacją. Jak nic posłowie PiS-u
udowodnili by mu, iżw bezczelny, arogancki
sposób obraża Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Że drukując taki wiersz
Kochanowski naraża na szwank głowę państwa i wizerunek naszego
kraju. Na szczęście Pan Jan przezornie wziął i umarł, dlatego tylko
znawcy literatury i obyczajów mogą zastanawiać się i dyskutować, czy
jego tekst jest obrazoburczy, czy wizjonerski. Nie ma takich
wątpliwości, jeśli idzie o posła PO Palikota. Ów człek naiwny,
daleki od warszawskich salonów, boć przecie z Lublina, nieświadom
zwyczajów i obyczajów panujących w Dużym Pałacu, z troską pochylił
się nad zdrówkiem Jaśnie Nam Panującego Prezydenta Przenajświętszej
Rzeczpospolitej, czym obraził go śmiertelnie. Przecież każdy zdrowy
na ciele i umyśle obywatel wie, że Lech Kaczyński zdrowy jest jak
przysłowiowy koń i silny jak opiewany w literaturze tur. Zresztą po
co pytać? Wystarczy spojrzeć. Oko u niego żwawe, a chód prosty i
sprężysty. No pan prezydent tryska zdrowiem, jak nie przymierzając
humorem. Po co więc Palikot pyta o zdrowie człowieka tak zdrowego?
Powiadają koledzy z PO, że z przyzwyczajenia. U nich tam, na
lubelskiej prowincji, zanim się jeden z drugim przywita, czapkę z
głowy zdejmie i do ziemi nią się pokłoni, to trzy razy zdąży
zapytać: jak u Szanownego Pana zdrówko?. Bo przecież na tym
ziemskim padole nie masz nic ważniejszego i cenniejszego nad
zdrowie. Faktem jest również to, że inne równie mądre przysłowie
stwierdza, iż tylko chorego pytają… Ale to przecież tyczy się
tylko tych, którzy wypić się wzbraniają i przy wznoszeniu toastu nie
chwytają za kieliszek. Nota bene, ci którzy podnoszą i spełniają,
czynią to w intencji zdrowia. Jak by więc na to nie patrzeć, w
staropolskiej tradycji alkohol ściśle powiązany jest ze zdrowiem.
Ergo, zasadnym, i to bardzo, było pytanie posła Palikota o
trunkowość Jego Ekscelencji Prezydenta, gdyż ilość spożywanego
alkoholu jest wprost proporcjonalna do łykanego zdrówka. CBDO!
Dlatego za chińskiego Pana Boga nie kumamy decyzji lubelskiego sądu,
który zlecił miejscowej Prokuraturze Okręgowej zbadanie zasadności
postawionego przez posła Palikota pytania: Czy Prezydent Lech
Kaczyński nadużywa alkoholu?. Przecież to zależy od tego, jaką
miarą mierzy się owo nadużywanie. Ale do tego nie trzeba od razu
fatygować sądu i prokuratury. Wystarczy przyjrzeć się bliżej
polskiej tradycji, która ma w tym względzie zapisane piękne karty.
Poczynając od szlachty, której patriotyzm mierzyć trzeba litrami
wypitej okowity, a kończąc na współczesnych góralach, którzy jako
pierwsi na świecie zdefiniowali słowo „nic”: „Nic, to jest pół
litra na dwóch!”. Jak w tym mieszczą się cztery flaszki wina na
dwóch, dalibóg nie wiemy. Czy to jest nadużycie czy niedopicie? I
tylko to ewentualnie powinna zbadać prokuratura.
SOBCZAK
i SZPAK
P.S.
Tak czy siak, dzięki posłowi Palikotowi wiemy, że pod żadnym pozorem
nie należy pytać pana prezydenta Kaczyńskiego o zdrówko. Ale co z
braciszkiem? Jego wolno, czy tym bardziej nie?
SPRAWA HONORU -
Media podały, iż
rumuński minister spraw zagranicznych honorowo podał się do dymisji
po tym, jak obywatel tego kraju zmarł tragicznie w polskim areszcie.
Rzeczony minister stwierdził, że czuje się odpowiedzialny za tę
śmierć, ponieważ podległe mu służby dyplomatyczne nie zachowały się
w tej sprawie profesjonalnie, czytaj: odpowiedzialnie. No właśnie.
Ileż to już razy pytaliśmy, kiedy w naszym kraju zdarzy się pierwszy
taki przypadek, że jakiś minister, prezes czy inna szycha uniesie
się honorem i poda się do dymisji w sytuacji, kiedy w podległej mu
instytucji czy resorcie zdarzy się jakieś dziadostwo. Do tej pory
nie doczekaliśmy się takiego przypadku. Obecnie mamy do czynienia z
kliniczną sytuacją, która nakazywałaby natychmiastowe podanie się do
dymisji nie tylko prezesa ale i całego zarządu. Mowa oczywiście o
PZPN. Przyznajemy się, że kompletnie nie rozumiemy tego co dzieje
się w polskiej ligowej piłce. Gigantyczna afera korupcyjna,
sięgająca od drużyn trampkarzy, poprzez wszystkie ligi juniorskie i
seniorskie, a kończąca się na ekstraklasie. W normalnym kraju władze
piłkarskie natychmiast podałyby się do dymisji. U nas jest to nie do
zrobienia. U nas musi minąć kilka lat, afera musi stać się mega,
giga, presja społeczna ogromna, żeby w końcu gości od stołków
oderwać. Listkiewicz, szczwany lis, mydli oczy jakimiś terminami,
jakimiś zapowiedziami o rezygnacji z kandydowania na prezesa. A
gdzie do cholery dymisja?! Kiedy ujawniono o wiele mniejszą aferę we
włoskiej piłce, natychmiast z zajmowanych stanowisk zrezygnował
prezes i zarząd tamtejszego związku. Bo takie są na świecie
standardy. Tego wymaga honor i odrobina odpowiedzialności. Tak
postępują przyzwoici ludzie. Powiadają obrońcy PZPN, że przecież
członkowie zarządu nie brali udziału w korupcji. Być może, chociaż
do końca tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że zasiadają tam wyjątkowo
nieudolni ludzie, którzy przez lata nie potrafili opanować korupcji
przeżerającej naszą piłkę. Już sam ten fakt powinien zmusić ich do
dymisji. Bóg, Honor, Ojczyzna pięknie wyglądają na sztandarach i w
książkach, ku pokrzepieniu serc. W życiu całkowicie zbędne, nikomu
do niczego nie potrzebne! Czyż nie tak panie Listkiewicz!?
SOBCZAK i SZPAK
TO TAKI NASZ
Zwykło się w naszym ukochanym kraju mawiać: „to takie nasze
Hollywood”, „to taka nasza Dolina Krzemowa”, „to taki nasz Brad Pitt”,
„to taki nasz…”. I to w zasadzie jest bliskie prawdy. Rzeczywiście,
to wszystko jest takie nasze, tyle, że bardzo dalekie od oryginału,
a najczęściej wręcz jego karykatura. Dla przykładu weźmy polityka i
to takiego o pięknym życiorysie, Antoniego Macierewicza. Toż to taki
nasz Midas! Też, czego nie dotknie, wszystko zamieni. Tyle, że nie w
złoto, a w gówno. Wiele osiągnięć ma w tym względzie. Najbardziej
imponująca jest lista partii, którym nasz Midas pomógł zdechnąć:
Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Akcja Polska, Ruch Odbudowy
Polski, Ruch Katolicko-Narodowy, Ruch Patriotyczny i Liga Polskich
Rodzin. Zawsze tym partyjnym rozpadom towarzyszył wielki smród.
Trzeba przyznać, że ma chłop też fart, bo zawsze znajdzie takich,
którzy mu rękę podadzą i z szamba wyciągną. Ileż razy wydawało się,
że to już definitywny koniec Macierewicza. Wystarczy wspomnieć
choćby jego sławną listę, w której oczernił wielu uczciwych i
przyzwoitych ludzi, łącznie z szefem swojej partii, człowiekiem o
nieposzlakowanej przeszłości Wiesławem Chrzanowskim. I co? Antek
zawsze górą.
Teraz znowu elektryzuje
cały kraj swoim aneksem do raportu z likwidacji WSI. Ledwo udało się
przeżyć sam raporcik, który, co tu dużo mówić, był palce lizać
(Macierewicz biega od sądu do sądu jako pozwany w sprawach o
zniesławienie), a już aneksik leży u prezydenta i cuchnie. I to jak
bardzo! Właśnie mija 5 miesięcy od czasu kiedy zapoznał się z nim
Lech Kaczyński, ale podpisu pod nim do tej pory nie złożył. Ten
aneks to musi być wyjątkowe gówno, skoro ustawowo zobligowany do
podpisu i upublicznienia dokumentu prezydent nie decyduje się tego
uczynić. To mówi samo za siebie. Ten fakt wystawia Macierewiczowi
jak najgorszą ocenę. Oczywiście bylibyśmy zakłamani, gdybyśmy
napisali, że współczujemy prezydentowi i ubolewamy, że w to łajno
wdepnął. Wręcz przeciwnie, mamy satysfakcję. Pan prezydent ze swoim
najmądrzejszym braciszkiem nawet słuchać nie chcieli, kiedy im
wszyscy dookoła mówili, że Macierewicz to pewne kłopoty i
kompromitacja. No i słowo szybko stało się ciałem. Za chwile będzie
gigantyczny skandal polityczny, ponieważ zainfekowany patriotyzmem
genetycznie zmodyfikowanym przez Radio Maryja Antek wnosi, by przed
Trybunałem Stanu postawić między innymi Lecha Wałęsę. Tu sławny
policmajster przegiął pałę na całego. Równie dobrze mógł w swoim
aneksie wnioskować o odebranie Wałęsie nagrody Nobla i
zakwestionować to, że kiedykolwiek był przywódcą Solidarności. Kto
wie, czy te postulaty nie pojawią się w aneksie do aneksu, bo taki
zapewne już Macierewicz pisze. Podobno medycyna w tym przypadku jest
bezsilna. Z drugiej strony szczerze podziwiamy Antoniego
Macierewicza. Tyle lat faulowania, tyle lat kompromitowania i
ośmieszania Polski bez żadnych konsekwencji i żadnej
odpowiedzialności. Zawsze spada to na kogoś innego, a Antek niczym
się nie przejmuje i szaleje dalej. To jest bez wątpienia wielka
sztuka.
SOBCZAK i SZPAK
P.S.
Dobrze, że specom od poprawy wizerunku, po latach złudnej i
wyczerpującej pracy udało się nakłonić Antoniego Macierewicza, żeby
zaczął się uśmiechać.
Źle, że nie wytłumaczono mu, iż podczas rozmowy należy to czynić
tylko w stosownych momentach. Być może da się to skorygować na
drodze farmakologicznej, do czego serdecznie namawiamy!
CZAS ŻYWYCH TRUPÓW
Z najgłębszych katakumb, z pokrytych pajęczyną krypt, z
czeluści zaświatów zaczynają wyłazić na światło dzienne monstra
jakoweś, żywe trupy, zombi w ilościach przemysłowych. Indywidua o
których często już zapomniano, nagle pojawiają się i podejmują
kolejną próbę powrotu do grona żywych. Wystarczy jedno hasło, jakiś
cień nadziei, a już meldują się te upiorne zastępy, żeby znowu
mieszać w naszym życiu. A wszystko zaczęło się podczas ostatnich
wyborów. Jak z mogiłki jakiejś, z białowieskich ostępów wychynął
Włodzimierz Cimoszewicz, który swego czasu publicznie obwieścił
swoją śmierć polityczną. Okazało się, iż gość zarzekał się polityki
jak żaba błota. Wrócił nie zarumieniwszy się nawet ze wstydu. Jego
przykład podziałał na inne uśpione potwory. W Krośnie odbędą się
wybory uzupełniające do senatu. Kto ma zamiar wystartować? Marek
Jurek, Andrzej Lepper, Krzysztof Rutkowski, Mirosław Orzechowski.
Wszyscy ci, którzy zaręczali, że ich nie interesuje polityka dla
polityki, a jedynie dobro Polski. Wyborcy powiedzieli im wyraźnie,
że ich recepta na to dobro już nikogo nie interesuje, wskazując im
miejsce na śmietniku historii. Niepomni tego chcą wrócić. Kilka dni
temu, pod obłudnym pretekstem otwarcia portalu internetowego, do gry
zgłosił swój akces Jan Maria Władek Rokita. Tak jak wszystkie trupy
polityczne, on również zaręcza, że wcale nie wraca, że nie zakłada
partii, nie ma zamiaru kandydować na żadne stanowiska. Oczywiście!
On tylko zabiega o popularność, tylko pragnie wskoczyć na tę
polityczną karuzelę. Nic więcej. Idźmy dalej. Ostatnio dał się
słyszeć jakiś straszliwy zgrzyt zawiasów, odemknęło się wieko od
trumny i wyszło z niej dziwo jakoweś, śmieszne i straszne zarazem.
To Maryjan Krzaklewski obudził się ze snu wiecznego i postanowił
wrócić do grona żywych. Podobno z niejakim Arturem Balazsem ma
ratować Polskę, bo nowotwór ją toczy, a on onkolog zawołany! Partię
będą zakładać żeby pustkę po Lepperze i Giertychu wypełnić. Czas już
najwyższy, żeby Polacy zaopatrzyli się w osikowe kołki. To chyba
będzie jedyna metoda, żeby raz i na zawsze wyeliminować z życia
politycznego tych, którym wydaje się, że są Feniksami, a przecież to
tylko zwyczajne polityczne wampiry i zombi.
SOBCZAK i SZPAK
WREDNA NIEMKA
Dnia 1 kwietnia anno domini 2008 w Przenajświętszej
Rzeczpospolitej dokonała się najstraszniejsza ze strasznych zbrodni.
Posłowie zgodzili się na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego. W dniu
urodzin Judasza 384 zdrajców podniosło rękę za zniewoleniem naszej
Ojczyzny. 1 kwietnia zostały szeroko otwarte polskie wrota dla
niemieckich roszczeń. Angela Samo Zło Merkel będzie mogła w
majestacie unijnego prawa położyć swoją germańską łapę na naszej
piastowskiej glebie. Przygnębieni tym faktem spłodziliśmy poniższe
patriotyczne strofy, ku pokrzepieniu serc słuchaczy Radia Maryja.
Grabi polską
ziemię
Wredna Niemka z teczką
Zagarnia ją sobie
Germańską garsteczką
Biegną polskie dziatki
Do swojej
mateczki
Nie dajmy jej
ziemi
Pakować do
teczki
Na pamięć Kościuszki
Ślimaka Drzymały
Będziem ziemi bronić
Choćby i wiek cały
Poszyjem sztandary
Zapalimy świeczki
Nie będzie tej ziemi
Niemka pchać do teczki
Nie płacz polskie dziecię
Nie płacz
ojcze stary
Weźmie Niemka
ziemię
Lecz nie weźmie wiary
Wnet na zew Rydzyka
Moherowe plemię
Odbierze tej Niemce
I teczkę i ziemię
Pożytek z tej ewidentnej zdrady narodowej jest taki, że
nareszcie poznaliśmy, po imieniu i nazwisku zdrajców, Judaszy i
sprzedawczyków Rzeczpospolitej. Teraz już tylko czekać dnia, kiedy
wzorem swojego patrona wezmą i obwieszą się na najbliższej latarni.
Całym sercem sprzyjamy Radiu Maryja, Telewizji Trwam i Naszemu
Dziennikowi w ich chrześcijańskim dziele obrzydzania Polakom Unii
Europejskiej. Gdyby nie eurosceptycy, Polacy z krwi i kości, już
dziś bylibyśmy landem niemieckim i do premiera oficjalnie, a nie
żartem zwracalibyśmy się Herr Tusk. Dziękujemy Ci Ojcze z Torunia i
prosimy o więcej. Może na początek jakieś małe powstanko…?
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Przypominamy jedną z
najmądrzejszych polskich mądrości ludowych: Jak świat światem nie
będzie Niemiec Polakowi bratem! A Niemka siostrą i tego się
będziemy trzymać!!!
DZIEŃ JUDASZA
Od przyszłego roku 1 kwietnia obchodzony będzie przez Radio
Maryja i poddany mu Kościół katolicki jako MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ
JUDASZA CO SIĘ OBWIESIŁ. Nie może być inaczej, skoro podczas
wtorkowego nadzwyczajnego posiedzenia sejmu posłanka Sobecka,
reprezentująca Klub Parlamentarny Ojca Dyrektora, poinformowała
Wysoką Izbę, iż ta data ściśle związana jest z urodzinami
najsławniejszego z apostołów. Posłowie głosując w tym dniu za
ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego stali się jak ten Judasz
zdrajcami. Teraz tylko czekać, aż się obwieszą! Jak wszyscy
doskonale wiedzą, ojczulek Rydzyk i sprzyjający mu hierarchowie
Kościoła katolickiego byli zdecydowanie przeciwni naszej integracji
z Unią Europejską. Z drugiej strony ten sam Ojciec i ci sami
hierarchowie nigdy, ani przez moment nie zawahali się przed
złożeniem dokumentów w sprawie dofinansowania różnych swoich
przedsięwzięć z kasy Unii Europejskiej. Wniosek z tego płynie
oczywisty: Unia śmierdzi, ale jej pieniążki pachną. Cóż to za
obłuda, jakie zakłamanie! Fakt, że ozory tych obrzydliwych
hipokrytów nadających z Torunia jeszcze nie pokryły się świńskim
włosiem, to cud! Niezorientowanych informujemy, iż Kościół katolicki
jest największym beneficjentem, jeśli chodzi o unijne dopłaty do
rolnictwa. Tak, tak, nikt nie ma w naszym kraju więcej ziemi, do
której takie dopłaty przysługują. Kościół z wielką przyjemnością po
te miliony euro sięga. Ojciec Rydzyk i niechętni UE hierarchowie
byli wielokrotnie pytani, czy nie brzydzą się tymi pieniędzmi.
Odpowiedź zawsze była taka sama: A czy my popełniamy jakieś
przestępstwo? Nie. Czy my kogoś okradamy? Nie. To dlaczego niby,
skoro inni mogą brać dotacje, my nie mielibyśmy tego robić? Jesteśmy
takimi samymi obywatelami Unii Europejskiej! Kiedy człowiek widzi i
słyszy takie rzeczy to dochodzi do wniosku, iż Judasz to była Boża
Krówka w porównaniu z tymi kościółkowymi obłudnikami. On
przynajmniej wziął 30 srebrników za zdradę, a potem miał takie
wyrzuty sumienia, że się – jak powiedziała inna maryjna posłanka –
obwiesił. Okazuje się, że Rydzyka i jemu podobnych świętoszków
sumienie nie gryzie. A może po prostu nie ma co gryźć?
SOBCZAK i SZPAK
ZAJOB
W Polsce, wzorem cywilizowanego świata, żyje się wyłącznie
tym czym żyją media. A te skoncentrowane są przede wszystkim na
sprawach i problemach, które świadczą jedynie o tym, iż mamy zajoba
i to większego od Mount Everestu. Dla przykładu weźmy taką oto
informację: z dobrze poinformowanych źródeł dowiadujemy się, iż w
najbliższym czasie ma dojść do spotkania Prezydenta z Premierem.
Ta oto sensacja wdarła się na pierwsze strony gazet i była pierwszą
wiadomością wszystkich serwisów informacyjnych. A cóż to do cholery
jest za informacja, którą trzeba epatować we wszystkich mediach? Z
tego co nam wiadomo, psim obowiązkiem Prezydenta i Premiera jest
spotykanie się i rozmawianie o istotnych problemach naszego kraju.
Trudno sobie wyobrazić normalne rządzenie państwem bez częstych
kontaktów na najwyższym szczeblu. Polski zajob jest tak powszechny,
że wiadomość o tym, iż dojdzie prawdopodobnie do spotkania
Prezydenta z Premierem urasta do niebywałego wydarzenia i jest przez
media obgryzana na wszystkie sposoby. Prawdziwą informacją, wartą
upublicznienia jest to, co mężowie stanu ustalili i zdecydowali
podczas spotkania. Bo tylko taka wiadomość ma znaczenie i wpływ na
losy państwa i obywateli. A to, czy Prezydent się obraża, a
Premier ma muchy w nosie nie ma najmniejszego znaczenia i jest
jedynie paliwem dla prasy brukowej. Jeżeli poważne stacje i poważne
tytuły na pierwszych stronach zajmują się takimi pierdołami, to
znaczy, iż media spsiały już całkowicie i nie ma co brać ich na
serio. Znaczy to również, że publiczne życie w Polsce sprowadzono do
poziomu magla, w którym przeróżne pseudo autorytety godzinami
dyskutują na takie tematy.
Orędzie Prezydenta, reklamujące małżeństwa homoseksualne,
odbiło się szerokim echem w całym świecie, przy okazji obnażając w
całej swej krasie naszego zajoba seksualnego. Ta tematyka, umiłowana
przez Kościół katolicki i Rzecznik Praw Dziecka Ewę Sowińską, od lat
nie schodzi z afisza. Pani Ewunia ma duży wkład w propagowanie tego
zajoba. Za zdemaskowanie pedała Teletubisia zdobyła trzecie miejsce
w amerykańskim plebiscycie na Idiotyzm Roku 2007. Ciekawe które
miejsce zajmie promując ideę wprowadzenia do Kodeksu Karnego zapisu,
iż inicjacja seksualna w Polsce dozwolona ma być od 18 roku życia.
Wcześniejsze bzykanko będzie zagrożone karą pozbawienia wolności do
lat… O.k., zakaz bzykania jest wporzo, ale za nim, nasza Ewuniu
kochana, powinny pójść konkretne działania. Proponujemy pasy cnoty w
wydaniu damsko-męskim. Mundurki w szkołach przyjęły się, przyjmą się
i te strzegące cnoty gacioszki. Inny problem to bzykanie po
uzyskaniu pełnoletności. Nie wydaje nam się, aby można to było robić
co rusz i dla przyjemności. Tu powinien być również wprowadzony
zakaz, tyle że już nie przez panią, tylko przez Rzecznika Praw
Obywatelskich. Problem jest realny i trzeba się z nim szybko
zmierzyć. Jak wprowadzimy już te dwa zakazy, nie od rzeczy będzie
skupić się nad tym, do jakiego wieku bzykanko będzie dozwolone. Nie
ma żadnego racjonalnego powodu, żeby staruszki korzystali z uciech
seksualnych. Bo niby w jakim celu? Leczniczym!? Kościół katolicki
już dawno wyznaczył, jaki cel ma bzykanie: wyłącznie prokreacyjny! I
tego my Polacy, chrześcijanie powinniśmy się trzymać, a zajob nas
nie opuści!
SOBCZAK i SZPAK
P.S. Już choćby patrząc na
te dwa przykłady przyznacie nam Szanowni Czytelnicy rację, że Polska
to wyjątkowo ZAJOBISTY kraj!