Szanowny Panie
Serdecznie pozdrawiamy i informujemy, ze oczywiście nie mamy nic przeciwko przedrukom. Już niedługo na naszej stronie pojawią się i inne materiały, w tym wierszowane. Korzystanie z nich pozostawiamy do Panskiego uznania.
Jest nam miło, że to wlasnie nasze publikacje Pan propaguje.
Kłaniamy się. Kabaret KLIKA
 
 

Kabaret Autorów
Marek Sobczak
&
Antoni Szpak

 

«Za pieniądze ksiądz się modli» 

mp3

U NAS I ZAGRANICĄ

-

            W kraju susza, coraz większa drożyzna i rosnąca inflacja. Lud prosty musi sobie sam z tym poradzić, bo rząd mamy od wszystkiego, tylko nie od rządzenia. W mediach trwa obgryzanie kości Lecha Wałęsy przez braciszków i ich sforę. Ci Prawi i Sprawiedliwi katolicy będą przeżuwać Bolka jak długo się da. To jest ich karma, to ich podnieca i stawia w centrum zainteresowania. Jarosław Kaczyński, jak będzie trzeba, nie tylko przypomni sobie, że widział oryginalne donosy Bolka, ale i to, że był świadkiem ich pisania. Ba, razem z braciszkiem stał u jego boku, pilnując aby mu pióro z ręki nie wypadło. W związku z tym nie tylko dla nas oczywiste jest, że Lech Wałęsa to Bolek, Lech Kaczyński to Lolek, a Jarosław – no nie chce być inaczej – musi być Tolą!

            W minionym tygodniu głośno było w Brukseli o naszych związkowcach z Solidarności. Udali się oni do tego pięknego miasta, aby zaprotestować przeciwko unijnym decyzjom dotyczącym polskich stoczni. Niestety, zrozumienia dla postulatów związkowych nie było. I być nie mogło, ponieważ stoczniowcy pomylili kierunek. Zamiast prosić o pomoc Brukselę, było pojechać do Torunia i błagać o ratunek Ojca Dyrektora. Jak znamy życie, Tadeusz Rydzyk z wielką przyjemnością ogłosi nową zbiórkę na rzecz ratowania, tym razem trzech stoczni. Ma doświadczenie i wie, że wierne Mu moherki chętnie się zrzucą. Wszyscy pamiętamy, że z pójściem na ratunek Stoczni Gdańskiej nie było żadnych problemów. Tym bardziej nie będzie problemu z ratowanie całego przemysłu stoczniowego. Tak że kochani stoczniowcy, dajcie Ojcu Dyrektorowi przyzwolenie, a on nie tylko uratuje Wasze stocznie, ale i Was urządzi na cacy.

            Do Ameryki trafiliśmy razem z byłą minister spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Anną Fotygą. Ta dzielna niewiasta (nazywana pieszczotliwie przez ludzi z Dużego Pałacu Pulardą, a przez posła Niesiołowskiego Chodzącym Nieszczęściem) udała się do USA z misją ostatniej szansy na uratowanie negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej. Ponieważ wszystko co robią włodarze naszego kraju jest straszne, śmieszne i głupie, pani Fotyga nie wyłamała się, poleciała za ocean nie uzgadniając swojej misji ani z premierem, ani z ministrem spraw zagranicznych. W związku z powyższym skutek tej wizyty musiał być odwrotny od zamierzonego. Dla poważnych polityków amerykańskich to czytelny sygnał, że w Polsce panuje kompletne bezhołowie i żadne poważne rozmowy z nami nie mają sensu. Skoro my, tu nad Wisłą, sami z sobą nie możemy dojść do ładu, nie potrafimy konkretnie ustalić kto za co odpowiada, a jeżeli nawet wiemy, to i tak nikt tego nie przestrzega, to tym bardziej Amerykanie nie wiedzą, kto tu jest od czego. Często na tych łamach pisaliśmy źle o amerykańskiej administracji, zarzucając jej, że traktuje Polskę nie jak partnera, ale sługusa z którym się nie rozmawia, nie negocjuje, a tylko się rozkazuje. Teraz posypujemy sobie głowy popiołem i bijemy się w piersi, bo zaczynamy coraz bardziej Amerykanów rozumieć. Powiemy krótko i dosadnie: Trudno głupków traktować na serio, bo samemu można na takiego w oczach innych wyjść!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Kaczyński i Tusk to nie Pawlak i Kargul, tylko prezydent i premier. Czas żeby wreszcie dorośli do urzędów które sprawują. Ich prywatne wojenki mają wpływ na życie całego Narodu. Jeżeli się nie dogadają i będą dalej tak błaznować, to niebawem skompromitują i ośmieszą Polskę doszczętnie.

 

 

WYKLĄĆ WIEDŹMĘ

-

            Minister od zdrówka naszego Ewa Kopacz, w TVN24 stwierdziła, iż obejmując urząd za drzwiami zostawiła swoje poglądy. Obecnie jest urzędnikiem i wszystkich Polaków traktuje równo. Nie ma dla Niej znaczenia czy ktoś jest wierzący, czy też nie. Dlatego właśnie, wypełniając swój ustawowy obowiązek, wskazała ciężarnej 14-latce szpital, w którym mogła skorzystać ze zgodnego z prawem zabiegu przerwania ciąży. Prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie – powiedziały środowiska pro kościelne i dawaj przypuszczać niewybredne ataki na minister Kopacz. Na początku przypomnieli Jej, że jest katoliczką. W związku z tym zażądali nałożenia na Nią ekskomuniki. Pomyśleliśmy zrazu, iż ludziska maja rację mówiąc, że głupich nie sieją, nie orzą, sami rosną i sami się kompromitują. Naszym zdaniem nie należy im w tym przeszkadzać. Chcą ekskomuniki, proszę bardzo! Ale czemu tylko tego ludu boży? Idźcie dalej, sięgnijcie do zdobyczy Świętej Inkwizycji, bo tak ta zbrodnicza, kościelna organizacja się nazywała. Na stos z minister… tfu, wiedźmą Kopacz! Albo zróbcie Jej test prosty, acz skuteczny. Uwieście Pani Ewie kamień u szyi i zrzućcie z mostu do głębokiej wody. Jak nie wypłynie, znaczyć będzie, że była niewinna. Jak wypłynie, będzie wiadomo, że pomogły jej siły nieczyste – znaczy wiedźma i niech spłonie na stosie! Żarty, żartami, ale naprawdę jest coś nie tak z tymi gośćmi żądającymi ekskomuniki. To nie średniowiecze, to XXI wiek. Pani Ewa zadbała jedynie o to, aby obowiązujące w Polsce prawo było przestrzegane i nic więcej. Dlaczego lekarze którzy złamali prawo nie stają przed prokuratorem? Przecież ktoś z imienia i nazwiska złamał ustawę o ochronie danych osobowych, nie dochował tajemnicy lekarskiej. To i tylko to powinno wzbudzać wątpliwości. Ale nie, o tym akurat jest cicho. Winna jest minister Kopacz, bo rzetelnie podeszła do swojej pracy. I za to trzeba wykląć wiedźmę! Czy myśmy już wszyscy powariowali? Na to wygląda. Powiada również lud prosty, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. No ale żeby tak hurtem, to chyba pierwszy raz!

SOBCZAK i SZPAK

 

RUCH NA RZECZ RUCHU

 

Ta obrzydliwie chamska napaść na Prezydenta Lecha Wałęsę jest celowa i dokładnie przemyślana. Chęć zgnojenia legendarnego przywódcy „Solidarności” przez ludzi związanych mentalnie i uczuciowo z braćmi Kaczyńskimi jest przemożna. Do wbijania byłego Prezydenta w glebę chętnych nie brakuje. Ci ludzie nie mają żadnych oporów i zahamowań w oskarżaniu i ferowaniu wyroków. Dla nich każdy argument jest dobry, każdy wystarczający, jeżeli tylko może umniejszyć rolę i znaczenie Lecha Wałęsy w historii Polski. Politycy i dziennikarze ze stajni „Chwalmy pana Kaczyńskiego” starają się usilnie przedstawić Polakom Wałęsę jako niezbyt gramotnego elektryka, chodzącego na pasku SB. Bagatelizują i lekceważą Jego dorobek z lat 80-tych, kiedy był dla świata niekwestionowanym przywódcą antykomunistycznego oporu. Sugerują niedwuznacznie, iż wówczas również był powiązany ze służbami specjalnymi PRL-u, tyle że ta działalność była bardziej zakamuflowana. O trafności tej tezy ma świadczyć fakt, iż doszło do Obrad Okrągłego Stołu, a tam, jak wiadomo, dogadywali się czerwoni z różowymi (czytaj: UB-ecy ze swoimi agentami). Sam fakt, że Lech Wałęsa w ogóle przeżył komunę, też świadczy na Jego niekorzyść i jest wielce wymowny. Sumując, w tej całej nagonce na Lecha Wałęsę wcale nie o Niego idzie, a o Polskę, którą On symbolizuje. Kompromitacja przywódcy „Solidarności” ma już ostatecznie skompromitować III RP. Na jej gruzach bracia spróbują ponownie zbudować RP nr IV.

Jesteśmy święcie przekonani, że ten plan nie ma żadnych szans na realizację. Powody są przynajmniej dwa. Po pierwsze, żadna książka i żaden film nie są w stanie zagrozić pozycji Lecha Wałęsy. Prezydent obroni się, choć będzie to Go kosztowało wiele zdrowia. I to On pozostanie na kartach historii, a nie ta banda zakompleksionych obszczymurków, żądna władzy, sławy i zaszczytów. Po drugie, bliźniacy, będąc przy władzy, pokazali społeczeństwu wyraźnie co potrafią i do czego są zdolni. Kolejny raz na wzniosłe hasła, pełne odnowy moralnej, prawa i sprawiedliwości Polaków nie nabiorą. Poza tym w najbliższym czasie wykruszy im się duża część elektoratu. 10 czerwca został zarejestrowany RUCH PRZEŁOMU NARODOWEGO. Cóż to za dziwo? Nie takie znowu dziwo, tylko rodząca się partia Ojca Rydzyka. Na jej czele stoi główny ideolog Radyja Jerzy Robert Nowak. Sądząc po kampanii patriotycznej, którą w/wym. z sukcesem prowadzi od lutego w całej Polsce, liczba zwolenników Ruchu z dnia na dzień rośnie i przybiera na sile. Fakt, ich ilość zamyka się liczbą miłośników Ojca Dyrektora, ale to przecież oni stanowili lwią część głosujących na PiS. Tego zapewne bracia Kaczyńscy nie przewidywali. Skupieni na walce z Wałęsą i Jego legendą, stracili z oczu Ojca Rydzyka, którego ambicją nie jest rozdawanie władzy, tylko jej posiadanie. O faktycznej sile RPN zaświadczą niedzielne wybory uzupełniające do Senatu na Podkarpaciu. Piszemy ten felieton jeszcze przed tym dniem, nie wiemy więc jakie są wyniki. Jeżeli wygrał Marek Jurek, to Kaczyńscy mają duży ból głowy. Taki wynik znaczy ni mniej ni więcej tylko to, że partia Jarosława jest u Ojca Rydzyka w odwrocie, czego serdecznie Mu życzymy, gdyż PiS jest partią intryg i nienawiści. Im prędzej upadnie, tym lepiej dla Polski.

SOBCZAK i SZPAK 

P.S. Z powyższej perspektywy cały ten bezpardonowy atak na Lecha Wałęsę jawi się jako niezamierzony przez PiS ruch na rzecz Ruchu Przełomu Narodowego.

 

 

CZY KOMUNA UPADŁA?

 

            W świetle tego co się obecnie wyprawia odpowiedź na tytułowe pytanie może być tylko jedna: NIE, NIE UPADŁA! Mało tego, cieszy się dobrym zdrowiem i odnosi spektakularne sukcesy. To co dzieje się wokół mającej ukazać się za kilka dni książki o Lechu Wałęsie, autorstwa dwóch historyków z IPN świadczy o tym najdobitniej. Jesteśmy już 19 lat po zmianie ustroju. Przeszło jedno pokolenie, a my cały czas babrzemy się w historii. Od bez mała 20 lat dokumenty wytworzone przez funkcjonariuszy SB wyznaczają nam rytm życia politycznego, są swoistymi prawdami objawionymi. Stanowią o tym kto bohater, a kto zdrajca, sprzedawczyk i świnia. Znamienne jest, że coraz mniej wśród nas tych pierwszych. Już niedługo okaże się, iż jedynie ludzie związani z PiS-em są czyści jak łza i zawsze dziewica. Z lubością niszczymy autorytety, opluwamy tych z których byliśmy tak dumni. Świat, widząc polskie bagno, nie powstanie Solidarności, a obalenie Muru Berlińskiego zaczyna uznawać za początek upadku komunizmu. Polska rola w tym historycznym dziele, dzięki nam jest minimalizowana i zapominana. Bo przecież u nas komunizm jeszcze nie upadł, on trwa w najlepsze. Co mądrzejsi Polacy biją na alarm i pytają, dlaczego większą wiarę daje się jakimś wątpliwym esbeckim kwitom, niż żywym uczestnikom i świadkom wydarzeń z nieodległej przecież przeszłości. Autorzy paszkwilu na Lecha Wałęsę znają Jego życiorys wyłącznie z esbeckich dokumentów. Gdy powstała pierwsza Solidarność mieli zaledwie po 9 lat. I ci ludzie, zawierzając jedynie temu co znaleźli w archiwaliach wytworzonych przez SB, postanowili odbrązowić Wałęsę, umniejszyć Jego rolę w historii. Jakże dumni i szczęśliwi muszą być żyjący jeszcze funkcjonariusze komunistycznych służb, kiedy widzą, że ich robota nie poszła na marne, że ciągle cieszy się uznaniem. Przedstawiono setki, jeśli nie tysiące dowodów na to, że SB z różnych powodów produkowała dokumenty nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. I co z tego. Jak widać nie ma to najmniejszego znaczenia. My na ich podstawie staramy się za wszelką cenę powiedzieć światu, że tak naprawdę Solidarność do życia powołała esbecja, a nie bohaterowie z krwi i kości, jakimi bez wątpienia byli Wałęsa i Jemu podobni. Naprawdę, takich zacietrzewionych durniów jak my, szukać na świecie ze świecą.

SOBCZAK i SZPAK

 

BEZMIAR KRZYWD!

 

            Po pierwszych dwóch meczach na EURO 2008 nie ma żadnych wątpliwości, że Polska jest solą w oku Europy, która zrobi wszystko, żeby nas rzucić na kolana i upokorzyć. Mecz z Niemcami, który miał być powtórką Grunwaldu 1410, zakończył się Wrześniem 1939. Perfidii temu wydarzeniu dodaje fakt, iż Niemcy zrobili to rękoma, a właściwiej będzie nogami naszego Podolskiego. Gdyby było inaczej i gdyby rzeczywiście wynikało to z meczu, a nie antypolskiego spisku, Podolski nie miałby nawet miejsca na ławce rezerwowych naszych odwiecznych wrogów. Nikt nam nie wmówi, że w tak wielkim kraju nie ma zdolnych piłkarzy, rodowitych Niemców! Tak jak swego czasu Niemiaszki ukrzywdziły nas na legendarnych Mistrzostwach Świata 1974, fundując nam mecz w strugach deszczu i kałużach wody, sami grając na suchym, tak teraz, wypuszczając na boisko Podolskiego, ośmieszyły nas przed całym światem, pokazując jak Polacy sami siebie wykańczają.

            Z honorem przełknęliśmy tę gorzką pigułkę wierząc, że dalej będzie uczciwie. Niestety, zmowa wszystkich przeciwko nam wyszła jeszcze wyraźniej w meczu z Austrią. Polacy, typowani przez najwybitniejszych polskich ekspertów od piłki nożnej na zwycięzcę EURO 2008, zostali perfidnie, na oczach milionów ludzi załatwieni na cacy przez angielskiego arbitra Webb’a, który ośmielił się w 92 min. meczu podyktować rzut karny dla naszych wrogów. Zwycięstwo, które należało nam się jak psu zupa, zamieniło się w haniebny remis.

Jesteśmy święcie przekonani, że mając najlepszego trenera na świecie i takąż drużynę (bo tak nas od miesięcy w telewizji zapewniają), nie zajmowalibyśmy ostatniego miejsca w tabeli grupy „B”, gdyby nie ewidentny spisek i zmowa. Wszystko ustawione jest przeciwko nam. Całe mistrzostwa podporządkowano jednemu celowi: upokorzyć Polaków! Dziwne, że każda krzywda która lezie przez Europę zawsze dopada właśnie nas. Weźmy takie rozbiory. Dlaczego Niemcy, Austriacy, Rosjanie uwzięli się na nas, a nie na Czechów, Szwedów czy Francuzów? Bo jesteśmy solą w oku Europy, Winkelridem narodów. Powiedzmy sobie szczerze i bez ogródek: Europa nas się boi!!! I to ze strachu, przy każdej nadarzającej się okazji, podstawia nam nogę. Nawet na gównianym festiwalu Eurowizji nasza najlepsza piosenka została sklasyfikowana na ostatnim miejscu, choć najwybitniejsi polscy znawcy piosenki od miesięcy typowali ją na pierwsze miejsce. Tu nawet nie ma cienia wątpliwości, że staliśmy się ofiarą zmowy. Bezmiar krzywd, jakich Polska doznaje od Europy i świata jest bezprecedensowy. To świadczy o tym, że jesteśmy krajem wyjątkowym. Nikt nas nie lubi chociaż my kochamy wszystkich. Nawet Pan Bóg nas nie lubi, bo inaczej wysłuchałby modlitw kapelana i dał nam strzelić kilka brameczek. A tu nic, cisza jak makiem zasiał. Mało tego, w 92 min. dał Pan gola Austriakom! Chociaż z drugiej strony pamiętajmy, co mówi w tej sprawie Pismo: kogo Bóg bardziej kocha, tego mocniej doświadcza. Coś nam się wydaje, że tej miłości doświadczymy również w meczu z Chorwacją. Dziękujemy Ci Panie, że tak nas ukochałeś, ale dałbyś chociaż raz wygrać i cieszyć się faktycznym, a nie moralnym zwycięstwem.

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. Krajowi temu, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba, daj wygrać Panie!!! Krajowi temu, gdzie winą jest dużą popsować gniazdo na gruszy bocianie, bo wszystkim służą, daj wygrać Panie!!! Albo spraw, żeby nasi piłkarze mieli już wakacje!

 

„SOLIDARNOŚĆ” WALCZĄCA

 

            NSZZ „Solidarność” walczy! Walczy o prawa pracownicze z wrednymi kapitalistami! Kiedyś wprawdzie „Solidarność” walczyła o prawa dla tych kapitalistów, ale to czasy zamierzchłe i kto by je teraz pamiętał. Pod światłym przywództwem Janusza Śniadka ten legendarny Związek Zawodowy postanowił uczynić to, co kilka lat temu nie udało się Kościołowi katolickiemu, a mianowicie wywalczyć całkowity zakaz handlu w niedziele. Nie chcemy kolejny raz przytaczać tych samych, wyświechtanych już argumentów, ale warto przy tej okazji zwrócić uwagę na bezmiar obłudy i demagogii, w momencie kiedy Śniadek sięga po przykłady krajów europejskich, w których handel jest w niedzielę całkowicie lub częściowo zakazany. Za przykład mają robić Niemcy, Belgia, Francja. Ciszej mówią związkowcy o Wielkiej Brytanii czy Włochach, gdzie hipermarkety otwarte są przez kilka niedzielnych godzin. A już zupełnie nie wspominają o państwach, w których handel niedzielny jest czymś absolutnie normalnym i akceptowanym (Czechy). „Solidarność” walcząc o zamknięcie sklepów pragnie umożliwić pracującym w nich rodzicom niedzielny kontakt z dziećmi czy w ogóle rodziną. Piękne to i wzruszające. Ale przecież, jak udowodniono w np. Irlandii, w tym celu wcale nie trzeba zamykać sklepów. Tam w wielkich sieciach handlowych zatrudnia się sprzedawców weekendowych. Są to z reguły młodzi ludzie, którzy przez cały tydzień uczą się, zaś w weekend chętnie zarabiają parę groszy na swoje wydatki. W tym czasie etatowi pracownicy (oczywiście oprócz kadry kierowniczej) mają wolne i spędzają czas z rodziną. Prawda jakie to proste? I o to powinna walczyć „Solidarność”. O możliwość podpisywania przez pracowników sieci handlowych umów o pracę, gwarantujących im wolne niedziele i święta. Po co zaraz wymuszać drastyczne rozwiązania? Ano po to, żeby po raz kolejny wyszło tak, jak sobie episkopat życzy. Kiedy ta sprawa była na tapecie poprzednio, pisaliśmy, że Kościół nie odpuści i wszystko prędzej czy później powróci jak bumerang. I proszę, sprawdziło się. Tym razem Śniadek zabiega o względy biskupie. Ciekawe do czego są mu one potrzebne? Bo do czegoś potrzebne być muszą, inaczej nie wyciągał by tego trupa z szafy.

 

SOBCZAK i SZPAK

 

RAPORT

 

            Jak wynika ze sławnego już raportu Julii Pitery, niektórzy wybitni politycy PiS-u, LPR-u i Samoobrony, prawdziwi Polacy, żarliwi katolicy, patrioci w każdym calu, niestrudzeni budowniczowie nowego ładu moralnego, okazali się być zwyczajnymi gównojadami. Pieniędzmi z państwowej kasy opłacali swoje prywatne zakupy. Nawet 8 zł. za dorsza pochodziło z kieszeni podatników. Wierzyć się nie chce, ale takie dziady nami rządziły. Oczywiście, jak należało się spodziewać, moraliści z Prawa i Sprawiedliwości wyśmiali raport, jego autorkę. Dla tych hipokrytów, mających zawsze gębę pełną bogoojczyźnianych frazesów, sprawy praktycznie nie ma. Dla nich prawo jest wybiórcze. Domagają się bezwzględnego poszanowania wyłącznie od innych. Raport świadczy o tym zachowaniu dobitnie. Ta nonszalancja, lekceważenie, kpienie z ujawnionego PRZESTĘPSTWA jest czymś niebywałym. Wychodzi na to, że dla tych moralistów spod znaku Ojca Rydzyka ważna jest suma jaką ktoś sobie przywłaszcza, a nie sam fakt przywłaszczenia. A przecież nie trzeba kończyć szkół prawniczych żeby wiedzieć, iż złodziejem się jest, niezależnie od tego czy ukradło się złotówkę czy milion złotych! Zaś fakt zwrócenia przywłaszczonych pieniędzy nie jest żadną łaską, żadnym zadośćuczynieniem, tylko psim obowiązkiem. Raport Pitery jest kolejnym dowodem wprost na to, iż politycy czują się bezkarni. Publicznie lekceważąc prawo wysyłają do społeczeństwa czytelny sygnał, że tak naprawdę obowiązuje ono wszystkich oprócz nich. Dlatego w naszym porąbanym kraju gówniarz jadący pociągiem na gapę idzie na pół roku do więzienia, zaś polityk żrący, pijący i bawiący się na koszt podatników śmieje się z tego i żartuje. Raport ujawniający takie praktyki polityków jest doskonałym precedensem, który powinien być bezwzględnie wykorzystywany przez adwokatów w sprawach o kradzieże. Jeżeli wolno Polaczkowi, to wolno również Polakowi!

            Oczywiście jesteśmy zadowoleni, iż Julia Pitera opublikowała ten raport, ale nie do końca. Jeżeli Pani minister chciałaby naprawdę rzetelnie rozliczyć poprzednią ekipę, to należałoby również choć trochę miejsca poświęcić panu Radkowi Sikorskiemu. Kiedy był ministrem w rządzie PiS-u również korzystał ze służbowej karty kredytowej, i dobrze byłoby wiedzieć, czy jego wydatki były uzasadnione wykonywanymi obowiązkami państwowymi. Jeżeli wszystko było o.k., to tym bardziej trzeba było to w raporcie podkreślić, stawiając ministra Sikorskiego za wzór do naśladowania. Jeżeli zaś z racji partyjnych powiązań pominięto Radusia, to jest to takie samo dziadostwo, jak wydawanie publicznych pieniędzy na prywatne potrzeby, a raport traci na swojej wiarygodności. Staje się nie dokumentem godnym uwagi, a jedynie tępym narzędziem w walce politycznej. Inną sprawą jest to, czy ów raport ma charakter jednorazowy, czy takie dokumenty będą ukazywały się cyklicznie. Nie słyszeliśmy aby Pani Pitera zapowiadała, iż w najbliższym czasie opublikuje sprawozdanie z wydatków obecnego rządu. Nic nikomu nie zarzucamy, a jedynie sugerujemy stałe monitorowanie urzędników państwowych, gdyż od wieków wiadomo, że mają lepkie paluchy i tak jak grabie, grabią wyłącznie do siebie.

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. To bardzo ładnie, że Platforma Obywatelska próbuje rozliczyć swoich poprzedników. Jeszcze ładniej byłoby, gdyby ludzie mieli pewność, iż rozliczający nie czynią dokładnie tego samego co rozliczani. Niestety, nie mają!

 

 

-
DO BOJU POLSKO!

 

            Już tylko godziny dzielą nas od inauguracji EURO 2008. Od dłuższego czasu wszystkich nurtuje pytanie, jak Polacy przygotowani są do tych mistrzostw. Postanowiliśmy to prześledzić. Po pierwsze, informacja. Rzecznikiem prasowym polskiej reprezentacji jest Marta Alf. Ta urocza blondynka objęła to zaszczytne stanowisko chyba wyłącznie w tym celu, aby żadne istotne informacje o naszych piłkarzach nie ujrzały światła dziennego, a jeżeli już coś wypłynie, to powinno wprowadzić w błąd naszych przeciwników. Skąd ten wniosek? Ano stąd, iż Pani Marta, w telewizyjnym wywiadzie z całkowitą szczerością kilka razy powiedziała, że Ona, jako kobieta na piłce nożnej specjalnie się nie zna, więc nie może odpowiadać na żadne konkretne pytania. I bardzo dobrze. Rzecznik prasowy nie jest od kłapania dziobem tylko od nieodpowiadania dziennikarzom na pytania. Po drugie, kibice. Wiele tytułów prasowych zadbało o to, aby miłośnicy piłki nożnej w naszym kraju mogli godnie przeżywać EURO 2008. Większość gazet podarowała swoim Czytelnikom darmowe flagi, szaliki, naklejki z Orłem Białym oraz w barwach narodowych. Mało tego, do jednej z gazet dołączono nawet farbkę, którą można sobie pomalować facjatę w biało-czerwone kolory. Żeby jednak był komplet, wyżej wymienione gadżety dołączone zostały również do pakietów piwa, aby polski kibic mógł rozluźniony oceniać występy „naszych”. W dbałości o kibiców najdalej posunął się producent prezerwatyw, który wypuścił na rynek specjalną serię gumek w barwach narodowych. Nie wiemy tylko, czy przeznaczone one są dla kibiców, czy tylko dla członków naszej reprezentacji. A propos piłkarzy. O ich przygotowanie do mistrzostw możemy być spokojni. Z relacji w TVN24 przekonaliśmy się naocznie, iż trenowali, przykładali się do pracy, wypoczywali. Dziwne tylko, że bez przerwy zerkali w niebo. Ale i ta zagadka została wyjaśniona. Otóż trener Beenhakker i piłkarze patrzyli na śmigłowiec TVN24 krążący nad ich głowami i skutecznie przeszkadzający najpierw w treningu, a potem w wypoczynku. Dlaczego o tym wspominamy? Bo jakby co, jakby znowu deszcz, błoto i Niemcy do bramki, to wiemy kto jest winien. Kochani, szaliki na szyje, farbki na twarz, prezerwatywy na wszelki wypadek i… DO BOJU POLSKO!!! 

SOBCZAK i SZPAK

 

PO…

 

            Po pierwsze, w minionym tygodniu gościliśmy Prezydenta Francji Nicolas’a Sarkozy’ego. Jak przystało na polityka takiego formatu, komu trzeba rękę podał, kogo trzeba po plecach poklepał, reszcie uśmiech promienny przesłał. Następnie stanął przed połączonymi izbami parlamentu i zapewnił, że Francja Polskę je t’aime, zaś On osobiście ceni nas, jak nie przymierzając Eurowizja nasze piosenki. Z tą Eurowizją to oczywiście żart. Wiadomo przecież, że ceni nas jeszcze bardziej, czego wyrazem jest fakt otwarcia się Francji na Polskę. Już od 1 lipca polscy hydraulicy mogą legalnie przepychać francuskie rury. No i jak tu nie kochać tych żabojadów?

            Po drugie, eunuchy z Platformy Obywatelskiej chwyciły Palikota za jaja i zagroziły, że Mu je urwą, jeżeli nie przyrzeknie poprawy i nie powróci na drogę obłudy, tak bliską sercu liderów PO. Trzymany głupi nie jest, obiecał więc tym hipokrytom wszystko czego od Niego zażądali. Nawet przyrzekł, że będzie żarliwie modlić się za Ojca Rydzyka. Nie zdradził tylko, czy będą to modlitwy o zdrowie, czy o łagodny wymiar kary dla toruńskiego redemptorysty.

            Po trzecie, zabrał głos prof. Zbigniew Lewicki, publikując na łamach „Rzeczpospolitej” (28.05) obrzydliwy artykuł „Budzenie niechęci do Ameryki”. W tekście tym twierdzi, iż Polska skompromitowała się, żądając od Amerykanów dozbrojenia naszej armii, w zamian za zgodę na instalację elementów tarczy antyrakietowej. Uważa on, że nie powinniśmy Amerykanom stawiać żadnych warunków, ponieważ cyt.: „…W grę wchodzi wiarygodność naszego kraju wobec obecnych i przyszłych sojuszników, nasza pozycja wobec Rosji, a przede wszystkim zdolność do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa, teraz i w przyszłości…”. Czegoś tak pokrętnego i bezczelnego dawno nie czytaliśmy w polskiej prasie. Tylko tupet i cynizm pozwolił Lewickiemu zarzucić polskiemu rządowi, słusznie stawiającemu warunki Amerykanom, działanie kompromitujące. Trzeba mieć Polaków za skończonych durniów, żeby wmawiać im, iż tarcza, którą chcą zainstalować na naszych ziemiach Amerykanie, ma służyć naszemu bezpieczeństwu!!! Ten amerykanista-propagandzista, śliniący się do wszystkiego co Made in USA, pomija fakt, że Amerykanie nigdy nie ukrywali, iż tarcza instalowana w Polsce i Czechach ma zapewnić bezpieczeństwo wyłącznie ich krajowi! Nawet kretyn wie, że najlepiej bronić swojej ziemi daleko od własnych granic. No tak, ale prof. Lewicki nie jest kretynem, więc nie wie, że taka instalacja nie zapewnia bezpieczeństwa państwu na którego terenie znajduje się, tylko je znacznie osłabia. Najobrzydliwszym fragmentem tego artykułu jest, cyt.: „…zbyt wiele i zbyt ważnych osób demonstruje swoją satysfakcję z faktu, że jakoby „pokazaliśmy Amerykanom, iż z nami trzeba się liczyć”. (…) A co uzyskamy z odmowy instalacji tarczy? Absolutnie nic. (…) …stracimy jedynie opinię spolegliwego sojusznika…”. Coś niebywałego. Tylko takiemu amerykańskiemu sługusowi nie mieszczą się w głowie partnerskie stosunki z USA. Marzy mu się Polska głupia, spolegliwa, która nadstawi karku za Amerykę i jeszcze za to, z pocałowaniem w rękę zapłaci!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Jeżeli ktoś nie wie kto zacz prof. Lewicki, to to jest ten sam gość, który bez przerwy w tv namawiał, by Polacy wzięli udział w irackiej wojnie. Bez zmrużenia oka powtarzał amerykańskie kłamstwa o irackiej broni masowego rażenia i odpowiedzialności za zamachy z 11 września. Do dziś nie był łaskaw za to przeprosić.

 

 

METROPOLIE

 

            Jest rządowa koncepcja stworzenia w Polsce 12 metropolii, co sprawić ma, że będą to organizmy administracyjne znacznie silniejsze, a co za tym idzie, dające większe możliwości rozwojowe mieszkańcom i regionom. Jedną z nich ma być Obszar Metropolitalny Bydgosko-Toruński. I bardzo dobrze. Na takie posunięcie rządu od dawna czekamy. Tyle, że my proponujemy pójść nieco dalej. Mamy doskonałe warunki, aby do tego obszaru przyłączyć jeszcze Inowrocław. Powstałby NATURALNY TRÓJKĄT trzech dużych miast, położonych w równych odległościach (ok. 40 km) od siebie. To wymarzona sytuacja. Stwarzając na wzór Trójmiasta szybką kolej między tymi miastami sprawiamy, że nagle, w odległości 40 min. jazdy, mamy właściwie wszystko. Środek tego trójkąta stanowią rewelacyjne tereny, które spełniać mogą rolę rekreacyjno-wypoczynkową oraz handlową i przemysłową. Wtedy warto byłoby pokusić się np. o budowę wielkiego obiektu sportowego na miarę XXI wieku, ponieważ w metropolii mieszkać będzie ponad 800 tys. ludzi. Dla nich warto budować. Wielkie domy handlowe również nie muszą być otwierane w środku miasta. Tu warto pokusić się o doświadczenia amerykańskie, gdzie takie obiekty znajdują się generalnie poza centrami. Ogromne tereny zielone stanowiłyby naturalne zaplecze turystyczno-wypoczynkowe dla tubylców i gości. Przestałoby to wszystko być karłowate i małomiasteczkowe. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że siła takiej metropolii byłaby ogromna! Połączenie stanu posiadania trzech miast sprawiłoby, że wiele obiektów można by zbudować lepiej, szybciej, a przede wszystkim taniej. Jest tylko jeden problem: POLITYCY! Jeżeli nie będzie z ich strony woli do takiego działania, to nic z tego nie wyjdzie, a koncepcja rządowa okaże się jedynie kolejnym medialnym show, czyli biciem piany. Najwyższy czas nad tymi rządowymi projektami poważnie się zastanowić. Apelujemy do parlamentarzystów z naszego regionu: PODEJMIJCIE PRÓBĘ STWORZENIA TRÓJMIASTA!!! Wszyscy na tym zyskamy. Nie dajmy się skłócić, ponieść animozjom. Odpuśćmy sobie durne dyskusje, które miasto ważniejsze, bardziej zasłużone, które ma największy dorobek, które itp., itd., etc. Nie dajmy się podzielić, tylko stwórzmy wspólnie coś, za co następne pokolenia będą nas cenić i chwalić. Spróbujmy choć raz zrobić coś wspólnie. Coś z czego będziemy dumni. Dajmy sobie szansę!

-

SOBCZAK i SZPAK

-

Picerzy Obiboki

-

            Minęło pół roku rządów PO i PSL, można więc śmiało, w telegraficznym oczywiście skrócie, przyjrzeć się koalicyjnej robocie. Zobaczmy cóż to się udało zrobić pogromcom PiS-u. Zaczynamy od samej góry.

DONALD TUSK – premier. Wygłosił trzygodzinne, wyczerpujące expose, wypił większą ilość butelek wina z Prezydentem, zapewnił że wszystkich kocha, odbył podróż życia i tak Mu to pół roku zleciało;

WALDEMAR PAWLAK – wicepremier. Intensywnie załatwiał Posady Swoim Ludziom;

GRZEGORZ SCHETYNA – wicepremier. Suszył zęby w niezliczonych wywiadach telewizyjnych;

ELŻBIETA BIEŃKOWSKA – minister rozwoju regionalnego. Żeby ocenić Jej robotę, wystarczy pójść i zobaczyć jak się regiony przez te pół roku rozwinęły;

ZBIGNIEW ĆWIĄKALSKI – minister sprawiedliwości. Od pół roku zajęty bezskutecznym odrywaniem Prokuratury Generalnej od Ministerstwa Sprawiedliwości. Na tej ciężkiej, syzyfowej pracy ma Mu zlecieć jeszcze trzy i pół roku;

ZBIGNIEW DERDZIUK – minister członek. Tylko członek wie co On zrobił i robi;

MIROSŁAW DRZEWIECKI – minister sportu i turystyki. Robi wszystko, abyśmy Mistrzostwa Europy w piłkę kopaną mieli w 2012, a wstyd już w 2010;

JOLANTA FEDAK – minister pracy i polityki społecznej. Pół roku poszło jak w zlew. Jest nadzieja, że następne nie będzie gorsze;

CEZARY GRABARCZYK – minister infrastruktury. Szef od tego, czego w naszym kraju nie ma i nie będzie;

ALEKSANDER GRAD – minister skarbu. Minister jest jak się patrzy, tylko skarbu ciągle nie widać;

KATARZYNA HALL – minister edukacji narodowej. Przycięła grzywkę i ma równą, a poza tym maniakalnie usiłuje zapędzić niemowlaki do szkoły;

BOGDAN KLICH – minister obrony narodowej. Nie ma czasu dla wojska, bo zajmuje się wyłącznie przepraszaniem za Macierewicza;

BARBARA KUDRYCKA – minister nauki i szkolnictwa wyższego. Naukowcy twierdzą, że robi to samo co minister Derdziuk, a może i mniej;

EWA KOPACZ – minister zdrowia. Bardzo aktywna. Wybieliła ząbki, umyła włoski i boleje nad boleściami służby zdrowia;

MACIEJ NOWICKI – minister środowiska. Stworzył środowisko dla swojego ministerstwa;

JAN VINCENT-ROSTOWSKI – minister finansów. Jedyny pracownik fizyczny w rządzie. Przez pół roku nieustannie rył pod Gomółką;

MAREK SAWICKI – minister rolnictwa i rozwoju wsi. Swojo praco stara się dorównać pryncypałowi Pawlakowi;

RADOSŁAW SIKORSKI – minister spraw zagranicznych. Generalnie zajmował się skutecznym wkurwianiem Prezydenta;

BOGDAN ZDROJEWSKI – minister kultury i dziedzictwa narodowego. Najbardziej zapracowany. Otwierał, przecinał, wręczał i obnosił swoją facjatę po licznych rautach i bankietach.

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. AGNIESZKA LISZKA – rzecznik rządu. Potrafiła nie odpowiedzieć na każde pytanie. Dzięki temu wiemy, iż rzecznikiem rządu może być nawet kubek zsiadłego mleka.

 

 

NO TO MASZ

 

            W codziennej gazecie „Dziennik” ukazał się duży artykuł pt. „Straszny dwór pana prezydenta”. Ten arcyciekawy tekst, składający się z anonimowych wypowiedzi byłych i obecnych pracowników Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego daje wiele do myślenia. Obraz który wyłania się z tego materiału jest tragikomiczny. Okazuje się, iż wszystkie wątpliwości natury charakterologicznej i nie tylko, jakie mieliśmy względem Lecha Kaczyńskiego potwierdzają się. Jeżeli faktycznie jest tak, jak czytamy w „Dzienniku”, to mamy do czynienia z człowiekiem który sprawuje urząd Prezydenta wbrew sobie. Ten urząd strasznie Kaczyńskiego stresuje i męczy. To stanowisko jest wbrew Jego naturze. Z wynurzeń pracowników Kancelarii wynika jasno, że wszelkie działania i zachowania których wymaga się od prezydenta sprawiają Lechowi Aleksandrowi ogromną trudność, są dla Niego przykre, a często wręcz irytujące. Dla przykładu, Prezydent w żaden sposób nie potrafi (nawet kiedy jest to absolutnie konieczne) zacząć swojego urzędowania przed 10.00 rano! Przyznacie Państwo, że to dość kuriozalne zachowanie, bliższe dyktatorom Bantustanu, niż przywódcom cywilizowanych krajów. Inna sprawa, to muchy w nosie Pana Prezydenta. Wszystko Go razi, wszystko Go denerwuje co nie jest po Jego i Jego brata myśli. Z drugiej strony uwielbia czytać donosy, donosiki i najświeższe informacje płynące prosto z magla, czyli od Pani Bochenek. O legendarnym wręcz poczuciu humoru Lecha Kaczyńskiego nawet nie wspomnimy, gdyż każdy widzi jaki koń jest i jak się usmiecha. Oczywiście artykuł w „Dzienniku” to nie jest żadna prawda objawiona i należy mieć do niego duży dystans. Niemniej, gdyby nawet połowa z tego była prawdą, to włos się na głowie jeży gdy pomyślimy jakiego mamy Prezydenta. W sumie mogliśmy się spodziewać, że ta prezydentura tak właśnie będzie wyglądała. Jeżeli bezpośrednio po wyborach ich zwycięzca publicznie melduje swojemu bratu: PANIE PREZESIE, ZADANIE ZOSTAŁO WYKONANE!, to z góry było wiadomo, gdzie będzie tkwił faktyczny ośrodek decyzyjny. No i tkwi! A my z Prezydentem Lechem Kaczyńskim będziemy się jeszcze męczyć przynajmniej przez dwa i pół roku. Cóż, „Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało”. No to masz!!!

SOBCZAK i SZPAK

 


NIE TĘDY DROGA

-

            Za PRL-u generalnie budowano socjalizm, więc czasu, zapału i ochoty na budowę dróg już nie stało. Po 1989 r. odstąpiono od tej komunistycznej utopii na rzecz demokracji i kapitalizmu. Ze wzmożoną energią postanowiono najpierw zbudować drugą Japonię, potem III RP, następnie IV, by teraz skupić wszystkie siły i środki na stworzenie między Bugiem a Odrą drugiej Irlandii. Trudno więc się nawet dziwić, przy tylu zmianach koncepcji tego co ma tu nad Wisłą wyrosnąć, że niespecjalnie zajmowano się wytyczaniem i budową dróg. Faktem jest, że co rusz z wielkim hukiem, w świetle jupiterów podpisywano umowy z firmami specjalizującymi się w ekspresowym budowaniu autostrad. Na papierze wyglądało wszystko imponująco. Każdy nowy minister od infrastruktury pysznił się w mediach, ile to za jego rządów powstanie dróg, po czym słuch o nim i jego drogach ginęły. Przychodził następny i bajdurzył to samo. Tak doszliśmy do obecnie nam panującego w infrastrukturze Cezarego Grabarczyka. To postać w świecie polityki bardzo ciekawa. Prawnik z wykształcenia, od wielu lat zajmujący eksponowane stanowiska (adwokat w kancelarii adwokackiej, zastępca prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, I wice wojewoda łódzki, od 2001 r. poseł, szef wielu komisji sejmowych), jednym zdaniem gość od lat zarabiający sporą kasę. W związku z powyższym wydawać by się mogło, iż pan minister jest człowiekiem zaradnym i bardzo zamożnym. A tu niespodzianka. Zaglądamy do oświadczenia majątkowego z 31.12.2007r.: dom – nie ma, mieszkanie - nie ma, gospodarstwo rolne – nie ma, inne nieruchomości – nie ma, udziały i akcje – nie ma, nie ma, nie ma, itp., itd. Co ma minister? Ma dług w wysokości 69.072,16,-! I ta ZADŁUŻONA NIEDORAJDA ŻYCIOWA ma nam wybudować drogi szybkiego ruchu i autostrady, którymi kibice będą śmigać na mecze w ramach EURO 2012. To żart czy kpina?

            Widząc takiego fachowca nie dziwimy się, że konsorcja które podpisały umowy na budowę dróg ustalają ceny z kapelusza i spokojnie czekają na reakcje ministra. Jeżeli się nie zgodzi i zerwie umowy, skarb państwa będzie musiał zapłacić im ogromne odszkodowania, co jest interesem lepszym od budowy. Zero wysiłku, zero wkładu, a kasa niewyobrażalna. Z kolei jeżeli się zgodzi, to konsorcja ograbią nasze państwo w majestacie prawa. Dla przykładu Gdański Transport Company, przedsiębiorstwo które ma koncesję na północną część autostrady A1, za odcinek Grudziądz – Toruń żąda bagatela 1 miliarda euro, czyli 17 milionów euro za kilometr! W 2005 r. ten sam kilometr miał kosztować 7,4 mln euro. Oczywiście nie minister Grabarczyk negocjował i podpisywał umowy z konsorcjami. To dzieło wszystkich jego poprzedników. Ale pytamy, co minister Grabarczyk przez pół roku robił i za co brał pieniądze, że do tej pory nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za ten autostradowy gnój. Bo przecież ktoś te umowy negocjował, ktoś podpisywał i ktoś powinien za to fizycznie odpowiadać. Dla nikogo nie jest tajemnicą, iż niektórzy urzędnicy państwowi świadomie konstruowali umowy korzystne dla konsorcjów, a potem przechodzili do pracy w kancelariach prawniczych wynajętych przez owe konsorcja. I co? I nic! Nikogo to nie obchodzi. Polska żyje tym, że ABW puściła Bączka

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Cóż to za gówniane państwo prawa, w którym za działanie na szkodę prywatnej firmy idzie się do więzienia, a za takie samo działanie na szkodę kraju nie odpowiada się z żadnego paragrafu?


-

TUSKA PORTRET WŁASNY

-

            Nie bardzo wiadomo co chciał osiągnąć Donald Tusk i jego macherzy od wizerunku, ujawniając, iż premier w młodości nie stronił od marihuany i taniego wina, zwanego mózgotrzepem. Bo jeżeli chodziło o efekt propagandowy, to został osiągnięty w 100%. Wszystkie media i wszyscy politycy komentowali to wyznanie. Jedni ze zrozumieniem, inni ze zgorszeniem. Ot, było o czym przez kilka dni mówić i pisać. Teraz trzeba poczekać na odpowiedź, czy ten szum przysporzy Tuskowi zwolenników, czy może jednak powiększy grono jego przeciwników. Dowiemy się o tym tak naprawdę za dwa i pół roku, podczas wyborów prezydenckich. Bo ewidentnie o nie chodzi. Premier najwyraźniej postanowił swój wizerunek kreować w ten sposób, żeby wszystkim dać do zrozumienia, iż był i jest takim sobie normalnym facetem, któremu nieobce są pewne słabości i grzeszki, naturalne dla większości Polaków. Oczywiście słabości i grzeszki młodości, bo teraz to on jest poważny gość, polityk pełną gębą, człek na wskroś uczciwy, nie bojący się przyznać do swoich młodzieńczych wybryków. Z tego co widać i słychać, dzisiejsze małolaty ze zrozumieniem przyjęły wyznania premiera, czemu trudno się dziwić, wszak swoje za uszami też mają. Dla nas osobiście medialne show z używkami Tuska to nic innego, jak żałosna próba zamerykanizowania sylwetki premiera. Próba pokazania swojaka-luzaka w amerykańskim stylu. Weźmy taki Bush. Niejedną flaszkę obalił, niejednego skręta zjarał i prezydentem na dwie kadencje został wybrany. To wszystko prawda. Mamy jednak spore wątpliwości czy ta amerykańska droga doprowadzi Tuska do upragnionego urzędu. O durnej-chmurnej młodości Donek opowiadać może jeszcze przez kilka miesięcy, wzbudzając mniejszą lub większą sensację. Niemniej przyjdzie czas, kiedy wyborcy zapytają, gdzie są obiecane cuda? Gdzie są rządowe projekty ustaw, które miały szybko trafić do sejmu? Podobno w pierwszym kwartale miało ich trafić 45! Jeżeli premierowi wydaje się, iż kolejne orędzia pozwolą mu się spokojnie przekulać przez te dwa i pół roku dzielące nas od wyborów prezydenckich, to się grubo myli. Wyborcy są jak kibice -  tak samo kochają, jak i nienawidzą. Przekonał się o tym dobitnie Lech Wałęsa. Tusk jest na najlepszej drodze, by tego doświadczyć.

 

SOBCZAK i SZPAK

-
WZRUSZYŁO NAS

 

            Birmę dotknęło wielkie nieszczęście. Z powodu cyklonu Nargis, w południowej części kraju ponad milion ludzi utraciło dach nad głową. Liczbę ofiar szacuje się na dziesiątki tysięcy. Jeden wielki koszmar. W obliczu takiej tragedii papież Benedykt XVI, z lubością nazywany w Polsce Ojcem Świętym, zaapelował cyt.: POMÓŻCIE BIRMIE! To papieskie nawoływanie wzruszyło nas do łez. Widać wyraźnie, że Świętemu Ojcu, nieprzejednanemu w swej dobroci i szczodrobliwości, nic bardziej nie leży na sercu jak pomoc potrzebującym. Zaapelował do świata, i słusznie, aby jak najszybciej pomógł ciężko doświadczonej przez naturę Birmie. Szkoda tylko, że tej pomocy nie zaczął Najświętszy Ojciec od siebie (czytaj Kościoła katolickiego)? No tak, ale gdyby papież B-16 powiedział POMÓŻMY BIRMIE, musiałby przy okazji zadeklarować konkretną materialną pomoc. A jak wszystkim doskonale wiadomo, bieda w Watykanie aż kapie. Dlatego ten wrażliwy na krzywdę i nieszczęście ludzkie duchowny apeluje o pomoc do świata, bo na Kościół katolicki Birma nie ma co liczyć. No chyba, że pomoc modlitewną. To bardzo proszę i w każdej ilości! I jak tu nie dziękować Białemu Ojcu za jego wielkie serce.

           Przy tej okazji wzruszył nas i ucieszył CARITAS. Ta renomowana instytucja charytatywna, choć groszem nie śmierdzi już zadeklarowała Birmie pomoc. Podała numery kont i czeka na wpłaty. Ile i jak przekaże do Birmy, to się okaże. Najprawdopodobniej będzie to wyglądało tak samo jak z pieniędzmi dla ofiar tsunami. Pisaliśmy o tym w felietonie „DROGA POMOC”: „…ze zbiórki publicznej na rzecz ofiar tsunami CARITAS wydatkował 1.216.736,53, zaś do końca 2008 roku wyda resztę, czyli 4.055.588,63 zł. (…) Pytamy, dlaczego ofiary kataklizmu mają czekać na pomoc do końca 2008 roku? Przecież CARITAS obraca ich pieniędzmi. Czy odsetki też im odda? Ludzie nie wpłacali na pomoc za ileś tam lat, tylko natychmiast!…”. Nasz podziw dla CARITASU wynika z tego, iż ta instytucja swoją pomoc zawsze rozpoczyna od podania numeru konta bankowego na które należy wpłacać pieniądze, tak jakby nie posiadała żadnych środków finansowych, które umożliwiłyby mu natychmiastową pomoc ludziom dotkniętym nieszczęściem. Co ciekawe, na stronach internetowych CARITASU nigdy nie podaje się pełnych wyników zbiórki. Zawsze jest tylko informacja ile ta instytucja dała, a nigdy ile zebrała!!!

            Równie mocno wzruszyła nas wiadomość, iż były premier Marcinkiewicz umie sobie sam znaleźć pracę w Anglii. Nie wiemy wprawdzie jak mu się to udało, przy jego znajomości języka angielskiego. „Super Express”, korzystając z pomocy dwóch native speakerów z warszawskich szkół językowych, zaproponował w języku angielskim pracę (do wyboru) w charakterze kierownika zespołu sprzątaczy i twarzy nowego banku specjalizującego się w ofercie kanalizacyjnej. Kazio łyknął propozycje bez zmrużenia oka i łamaną angielszczyzną kazał przysłać sobie oferty. A co, żadna praca nie hańbi, zakładając, że Marcinkiewicz w ogóle zrozumiał do jakiej roboty go potrzebują. W sumie Szanowna Redakcja „Super Expressu” i tak łagodnie potraktowała byłego premiera. Premier Kaczyński nawet nie próbował chować się za żadnym obcym językiem, tylko po polsku, szydząc nieco oświadczył, iż Marcinkiewicz nadaje się jedynie do prowadzenia kinderbalów.

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Znając liczne talenty Kazika Marcinkiewicza już gratulujemy studentom krakowskiej szkoły liderów imienia ministranta posła Gowina.

-

 

KOWAL KUJE

 

            W Sejmie miała miejsce debata na temat polskiej polityki zagranicznej. O jej założeniach na 2008 rok i na następne lata mówił Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski. Potem oczywiście odbyła się dyskusja. Jednemu wystąpieniu pragniemy dzisiaj poświęcić uwagę. Otóż w imieniu klubu PiS do wystąpienia Ministra Sikorskiego odniósł się poseł Paweł Kowal. Zgodnie z oczekiwaniami przejechał się ostro po założeniach i Ministrze Sikorskim osobiście. Przy okazji ochlapał błotkiem cały rząd Donalda Tuska. Paweł Kowal konsekwentnie, zdanie po zdaniu, starał się ukuć pogląd, że polityka zagraniczna obecnego rządu nie odzwierciedla polskiego interesu narodowego. Zirytowany marszałek Niesiołowski słusznie zauważył, iż PiS tak twardo stoi na gruncie interesu narodowego, że niedługo dostanie płaskostopia. Ale wróćmy do posła Kowala. Ten mocno kształcony historyk uznał, iż właściwie będzie pójść w swoim wystąpieniu sejmowym drogą posła Cymańskiego i dawaj sypać cytatami, przywoływać słowa poetów, odwoływać się do mądrości ludowych. I słusznie, bo show musi trwać póki kamery i mikrofony włączone. Osobny akcent pan Kowal położył na nasze stosunki z Rosją. Nie podobała mu się zapowiedź ich ocieplenia. I słusznie panie pośle! Najlepiej żyć z sąsiadami jak pies z kotem. Dobre stosunki z wrednym kacapem to obraza naszego interesu narodowego! Powszechnie wiadomo, że w naszym interesie jest być sługusem USA. Czego by Ameryka nie zrobiła, w jaką awanturę na świecie by się nie wdała, my będziemy ją popierać i przy niej wiernie trwać. Nawet wbrew naszym najbliższym sojusznikom z UE. Szkoda że poseł Kowal nie poinformował np. ile wynosi nasz eksport do USA, a ile do Rosji. To byłaby ciekawa i dla wielu pouczająca informacja. Może dla samego Kowala również. I jeszcze jedno. Według PiS-u najlepszym okresem w polskiej polityce zagranicznej był czas ministrowania Anny Fotygi, zwanej pulardą. Coś nam się wydaje, że nie tylko my dostaliśmy w tym momencie zajadów ze śmiechu. Ale cóż, jak mówi stare przysłowie: „Kowal kuje, popiarduje, a Jarosław groch gotuje.”. Bo Fotyga jest tylko od mieszania w kotle.

     SOBCZAK i SZPAK

-

 

FIUT I GRZECHY

-

            Ach Boże Przenajświętszy, ileż radości musiał Ci sprawić ten skromny, wyzuty z pychy i próżności ingres arcybiskupa Leszka Sławoja Głódzia. To był przepiękny widok, jak nasz ubogi Kościół ubogacał wiernych. Zbudowani tym świętem stajemy w obronie zaatakowanego przez bezbożnych dziennikarzy TVN prałata Henryka Jankowskiego.

            Powodem ataku stała się odpowiedź kapłana na zaczepkę dziennikarza TVN, cyt.: Księże prałacie, chcemy coś księdzu pokazać. Prałat na to, cyt.: Co, fiuta? Oczywiście można tak, jak reporterzy wrażej stacji zasugerować widzom, iż duchowny zachował się wulgarnie i ze wszech miar nagannie. Gdy jednak spojrzymy na to zdarzenie z dystansu, bez emocji i tendencyjności, od razu zobaczymy, że Henryk Jankowski posłużył się oczywistym SKRÓTEM MYŚLOWYM! Po pierwsze mniemał, że to nigdy nie ukaże się na antenie. Po drugie, widząc kamerę i mikrofon ksiądz prałat sięgnął po cytat ze sławnego monologu Janusza Rewińskiego, w którym ten ostatni rozwinął skrót FIUT jako Film i Uwentualnie Telewizja! Czyli, skojarzenie przez prałata ekipy TVN z FIUT-em było jak najbardziej zasadne i całkowicie na miejscu. Trudno więc doszukiwać się w tej odpowiedzi czegoś innego niż błyskotliwego, finezyjnego żartu. Jak najgorzej świadczy o TVN-ie fakt, iż nie zetknęli się wcześniej z FIUT-em Rewińskiego, choć ten całe lata u nich przepracował. Po trzecie wreszcie, nawet zakładając, iż jest to odpowiedź sprośna i nieprzyzwoita, niekoniecznie musiała nawiązywać do fiuta któregoś z redaktorów czy operatorów. Ksiądz Jankowski, pytając czy chcą Mu pokazać fiuta, pytał aluzyjnie czy TVN po raz kolejny chce Mu pokazać wała, czyli (kulturalniej) gest Kozakiewicza. Patrząc na to z jeszcze innej strony, ekipa TVN-u powinna być dumna, ponieważ prałat pytając o fiuta dał wyraźnie do zrozumienia, że dziennikarze mają jaja i nie bali się przyjść do Niego z tak wrednym, napastliwym i oszczerczym materiałem. Już choćby powyższe argumenty świadczą o tym, że wypowiedziom księdza Jankowskiego należy dokładnie się przyglądać, a nie oceniać je powierzchownie i tendencyjnie. Bo każdy słyszy to, co chce usłyszeć, a nie to co rzeczywiście zostało powiedziane! Dlatego księże prałacie, Alleluja i do przodu! Fiut z nimi, a Bóg, jak zawsze z Tobą!

            Teraz króciutko w sprawie grzechów. Frontalny atak przypuszczono na katechetkę z Bełchatowa, która w trosce o czystość duchową powierzonych jej dzieciątek spłodziła instrukcje rachunku sumienia. Ośmiolatkom dała pod rozwagę odpowiedź na takie m.in. pytania: Ile razy bawiłam się w nieskromne zabawy z kolegą? Ile razy zachowywałam się nieskromnie przy ubieraniu i rozbieraniu? Ile razy podglądałem starszych? Ile razy oglądałem niedozwolone dla dzieci filmy? Itp. To przepiękny i bardzo na czasie pomysł, wart natychmiastowego wprowadzenia we wszystkich przedszkolach i szkołach podstawowych. Sugerujemy pani Marii Brzezowskiej uczynić krok dalej, tworząc instrukcję rachunku sumienia dla katechetów, a w niej pytania: Ile razy bawiłam się w nieskromne zabawy z kolegą, koleżanką z pokoju nauczycielskiego? Ile razy, myjąc się, dotykałam swoich miejsc intymnych nie tylko w celach higienicznych? Ile razy podczas mszy świętej koncentrowałam się na księdzu, a nie na modlitwie? Itp. Zresztą sama pani wie najlepiej, co panią najbardziej rajcuje!

SOBCZAK i SZPAK

P.S. FIUT nie jest fiutem, a grzech grzechem, kiedy spojrzy się na nie od właściwej strony.



NA MIARĘ

 

            Mija dwa i pół roku jak na najwyższym urzędzie w państwie zasiadł Lech Kaczyński. Połowa kadencji to wystarczający czas aby wyrobić sobie zdanie na temat tej prezydentury. Dla nas sprawa jest oczywista. Mamy prezydenta na miarę czasów, na miarę naszych wielkomocarstwowych potrzeb i ambicji. Co tu dużo mówić, przyszło nam w wolnej Polsce 16 lat czekać na takiego męża stanu. I choć to człek nikczemnego wzrostu, to postać wielkiego formatu. Powiemy więcej, największego!

Niekłamaną dumą i podziwem napawa nas wszystko co Pan prezydent mówi i czyni. Jak przystało na przywódcę tak znaczącego mocarstwa jak Polska, Kaczyński nie stał, nie czekał, tylko natychmiast zareagował na nikczemne ruskie knowania wobec bratniej nam Gruzji. Tak na marginesie, radzi bylibyśmy (chyba nie tylko my), aby ktoś z Kancelarii Prezydenta powiedział od kiedy to polsko-gruzińskie braterstwo się datuje, bo jakoś przeoczyliśmy tę datę. Ale wracajmy do pryncypiów. To dobrze, że nastąpiła tak błyskawiczna reakcja prezydenta na kacapską agresję. To dobrze, że wespół w zespół z Lechem Kaczyńskim ma udać się do Gruzji inny, równie udany przywódca, równie udanego mocarstwa, Litwin Valdas Adamkus. Wizyta takich mężów stanu bez wątpienia może zatrząść w posadach Zakaukaziem, a może nawet i całą Azją. Na wieść o wizycie tak znamienitych, cenionych w świecie przywódców, Putin z tym swoim następcą już zaczęli dozbrajać armię i przemieszczać wojska w pobliże granicy z Gruzją. To dobrze, że prezydent Kaczyński postanowił przekształcić konflikt gruzińsko-rosyjski, w konflikt gruzińsko-rosyjsko-polsko-litewski. Rosja musi zdać sobie sprawę z tego, że naszych przyjaciół z Gruzji (ciągle nie wiemy od kiedy) nie zostawimy samych sobie. Nie po to Madeleine Albright, w imieniu Stanów Zjednoczonych podarowała nam nie do końca skorodowany pancernik…- pal sześć rdzę, ważne, że jeszcze pływający - dozbrajając w istotny sposób polską armię, żebyśmy siedzieli jak mysz pod miotłą, kiedy trzeba walczyć za Naszą i Waszą! My Polacy przyjaciół (od kiedy do cholery?) nigdy nie zostawiamy w potrzebie. A i Litwini, naród bitny i ambitny, już pod Grunwaldem przekonał się, że z nami, jak z nikim innym warto iść ręka w rękę. Faktem jest, że wtedy Rusini też walczyli, ale diabli wiedzą po której tak naprawdę byli stronie. Patrząc na budowany pod Bałtykiem rurociąg, to ani chybi po krzyżackiej! Jak już wygramy tę wojnę z Ruskimi, dobrze by było zrobić coś z tymi Chinami. Nasi przyjaciele z Tybetu (też data zawiązania przyjaźni jakoś nam umknęła) liczą na połączone siły polsko-litewsko-gruzińskie i jak najszybszą reakcję, najlepiej zbrojną.

            Wszystkim przeciwnikom naszej interwencji w Gruzji, a w przyszłości może i w Chinach mówimy jedno: JAK NIE MY, TO KTO?! Oczy całego świata zwrócone są na nas. Za nami pójdą inni, ale trzeba dać im przykład, tak jak nam dał Bonaparte. Mocarstwowość zobowiązuje. Przewodzenie światu to nie przywilej i zaszczyt, tylko misja którą należy wypełnić, choć byśmy się mieli… no, nieważne co i jak mocno by śmierdziało. Trzeba i już!

 

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. Wprawdzie ulubieniec prezydenta Piłsudski powiedział, że Polacy są narodem idiotów, ale tu nie o Naród idzie, a o głowę państwa. Dlatego wskazane jest zacytować Franciszka Karpińskiego: Naród polski wojenne zawsze lubił czyny / I choć klęski mieliśmy, nigdy do ostatka / Rodzić nam nie przestała bohatyrów matka. W razie czego, odpukać, mamy duplikat!

 

 

 

KARIEROWICZE MADE IN RP

 

            Zawsze i wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną znajdą się tacy, którzy dla własnej kariery gotowi są zrobić wszystko z najgorszymi świństwami włącznie. Żeby uzmysłowić sobie co to są za ludzie, warto przyjrzeć się posiedzeniom Sejmowej Komisji Śledczej zajmującej się badaniem okoliczności śmierci Barbary Blidy. Przed obliczem przepytywaczy w minionym tygodniu zasiedli prokuratorzy zajmujący się tą sprawą. I to właśnie oni są tymi klasycznymi karierowiczami. Niezależnie od jawności czy tajności posiedzeń Komisji wyłania się wstrząsający obraz stosunków panujących w polskim wymiarze sprawiedliwości pod rządami ministra Ziobry. Zapewne wielu oglądających ze zdziwieniem skonstatowało, że śledztwem i decyzjami w sprawie m.in. Barbary Blidy zajmowała się grupa młodych, nieopierzonych prokuratorów, którzy specjalnie dla tej sprawy zostali z innych prokuratur oddelegowani do Katowic. Najwyraźniej żaden z doświadczonych prokuratorów, żaden stary wyżeracz nie chciał brudzić sobie rąk i psuć sobie opinii, bezmyślnie wykonując zlecenia polityczne szefostwa. Ale znaleźli się młodzi, którzy z nadzieją na wielką karierę zawodową chętnie przystąpili do działania. Teraz, kiedy mleko się wylało, kiedy sprawa wymknęła się spod kontroli, oni świecą oczami, bo przecież to oni bezpośrednio kierowali śledztwami i podejmowali decyzje. To oni, najbardziej klasyczni z klasycznych karierowicze, chętnie, bez najmniejszych oporów podjęli się unurzania w błocie Barbary Blidy. Oglądając ten spektakl czujemy się jak w latach Polski Ludowej, kiedy robiono procesy na zlecenie przewodniej siły narodu PZPR. Na pierwszej linii walki stali właśnie tacy karierowicze, którzy dla przysłużenia się zleceniodawcom byli w stanie każdemu udowodnić wszystko. To bardzo smutny i przygnębiający obraz, ale też wielka nauka. Naszym zdaniem Komisja Śledcza powinna przede wszystkim ujawnić i skompromitować ten właśnie wątek. Powinna pokazać Polakom, że tak opluwane przez prawicowych polityków czasy PRL-u wcale nie odeszły w przeszłość. Są partie i są ludzie, którzy z ochotą zawsze i wszędzie skorzystają z tamtych wzorców. A że może to się skończyć tak, jak w przypadku Barbary Blidy? No cóż, gdzie drwa rąbią… Czyż nie tak panie Ziobro?

 

SOBCZAK i SZPAK

 

SZLACHETNE ZDROWIE

           Ze smutkiem konstatujemy, iż przepiękny staropolski obyczaj pytania interlokutora o zdrowie przechodzi do lamusa, bo jest przejawem czystego, krystalicznego chamstwa. Ba, zapytać o zdrowie może obecnie jedynie człowiek, którego mowa jest obelżywa, a język plugawy. Dziś Jan Kochanowski, autor strof „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz. miałby poważny problem z ich publikacją. Jak nic posłowie PiS-u udowodnili by mu, iż w bezczelny, arogancki sposób obraża Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Że drukując taki wiersz Kochanowski naraża na szwank głowę państwa i wizerunek naszego kraju. Na szczęście Pan Jan przezornie wziął i umarł, dlatego tylko znawcy literatury i obyczajów mogą zastanawiać się i dyskutować, czy jego tekst jest obrazoburczy, czy wizjonerski. Nie ma takich wątpliwości, jeśli idzie o posła PO Palikota. Ów człek naiwny, daleki od warszawskich salonów, boć przecie z Lublina, nieświadom zwyczajów i obyczajów panujących w Dużym Pałacu, z troską pochylił się nad zdrówkiem Jaśnie Nam Panującego Prezydenta Przenajświętszej Rzeczpospolitej, czym obraził go śmiertelnie. Przecież każdy zdrowy na ciele i umyśle obywatel wie, że Lech Kaczyński zdrowy jest jak przysłowiowy koń i silny jak opiewany w literaturze tur. Zresztą po co pytać? Wystarczy spojrzeć. Oko u niego żwawe, a chód prosty i sprężysty. No pan prezydent tryska zdrowiem, jak nie przymierzając humorem. Po co więc Palikot pyta o zdrowie człowieka tak zdrowego? Powiadają koledzy z PO, że z przyzwyczajenia. U nich tam, na lubelskiej prowincji, zanim się jeden z drugim przywita, czapkę z głowy zdejmie i do ziemi nią się pokłoni, to trzy razy zdąży zapytać: jak u Szanownego Pana zdrówko?. Bo przecież na tym ziemskim padole nie masz nic ważniejszego i cenniejszego nad zdrowie. Faktem jest również to, że inne równie mądre przysłowie stwierdza, iż tylko chorego pytają… Ale to przecież tyczy się tylko tych, którzy wypić się wzbraniają i przy wznoszeniu toastu nie chwytają za kieliszek. Nota bene, ci którzy podnoszą i spełniają, czynią to w intencji zdrowia. Jak by więc na to nie patrzeć, w staropolskiej tradycji alkohol ściśle powiązany jest ze zdrowiem. Ergo, zasadnym, i to bardzo, było pytanie posła Palikota o trunkowość Jego Ekscelencji Prezydenta, gdyż ilość spożywanego alkoholu jest wprost proporcjonalna do łykanego zdrówka. CBDO! Dlatego za chińskiego Pana Boga nie kumamy decyzji lubelskiego sądu, który zlecił miejscowej Prokuraturze Okręgowej zbadanie zasadności postawionego przez posła Palikota pytania: Czy Prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu?. Przecież to zależy od tego, jaką miarą mierzy się owo nadużywanie. Ale do tego nie trzeba od razu fatygować sądu i prokuratury. Wystarczy przyjrzeć się bliżej polskiej tradycji, która ma w tym względzie zapisane piękne karty. Poczynając od szlachty, której patriotyzm mierzyć trzeba litrami wypitej okowity, a kończąc na współczesnych góralach, którzy jako pierwsi na świecie zdefiniowali słowo „nic”: „Nic, to jest pół litra na dwóch!”. Jak w tym mieszczą się cztery flaszki wina na dwóch, dalibóg nie wiemy. Czy to jest nadużycie czy niedopicie? I tylko to ewentualnie powinna zbadać prokuratura.

 SOBCZAK i SZPAK

P.S. Tak czy siak, dzięki posłowi Palikotowi wiemy, że pod żadnym pozorem nie należy pytać pana prezydenta Kaczyńskiego o zdrówko. Ale co z braciszkiem? Jego wolno, czy tym bardziej nie?

 

SPRAWA HONORU
-

Media podały, iż rumuński minister spraw zagranicznych honorowo podał się do dymisji po tym, jak obywatel tego kraju zmarł tragicznie w polskim areszcie. Rzeczony minister stwierdził, że czuje się odpowiedzialny za tę śmierć, ponieważ podległe mu służby dyplomatyczne nie zachowały się w tej sprawie profesjonalnie, czytaj: odpowiedzialnie. No właśnie. Ileż to już razy pytaliśmy, kiedy w naszym kraju zdarzy się pierwszy taki przypadek, że jakiś minister, prezes czy inna szycha uniesie się honorem i poda się do dymisji w sytuacji, kiedy w podległej mu instytucji czy resorcie zdarzy się jakieś dziadostwo. Do tej pory nie doczekaliśmy się takiego przypadku. Obecnie mamy do czynienia z kliniczną sytuacją, która nakazywałaby natychmiastowe podanie się do dymisji nie tylko prezesa ale i całego zarządu. Mowa oczywiście o PZPN. Przyznajemy się, że kompletnie nie rozumiemy tego co dzieje się w polskiej ligowej piłce. Gigantyczna afera korupcyjna, sięgająca od drużyn trampkarzy, poprzez wszystkie ligi juniorskie i seniorskie, a kończąca się na ekstraklasie. W normalnym kraju władze piłkarskie natychmiast podałyby się do dymisji. U nas jest to nie do zrobienia. U nas musi minąć kilka lat, afera musi stać się mega, giga, presja społeczna ogromna, żeby w końcu gości od stołków oderwać. Listkiewicz, szczwany lis, mydli oczy jakimiś terminami, jakimiś zapowiedziami o rezygnacji z kandydowania na prezesa. A gdzie do cholery dymisja?! Kiedy ujawniono o wiele mniejszą aferę we włoskiej piłce, natychmiast z zajmowanych stanowisk zrezygnował prezes i zarząd tamtejszego związku. Bo takie są na świecie standardy. Tego wymaga honor i odrobina odpowiedzialności. Tak postępują przyzwoici ludzie. Powiadają obrońcy PZPN, że przecież członkowie zarządu nie brali udziału w korupcji. Być może, chociaż do końca tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że zasiadają tam wyjątkowo nieudolni ludzie, którzy przez lata nie potrafili opanować korupcji przeżerającej naszą piłkę. Już sam ten fakt powinien zmusić ich do dymisji. Bóg, Honor, Ojczyzna pięknie wyglądają na sztandarach i w książkach, ku pokrzepieniu serc. W życiu całkowicie zbędne, nikomu do niczego nie potrzebne! Czyż nie tak panie Listkiewicz!?

 

SOBCZAK i SZPAK

 

 

TO TAKI NASZ

            Zwykło się w naszym ukochanym kraju mawiać: „to takie nasze Hollywood”, „to taka nasza Dolina Krzemowa”, „to taki nasz Brad Pitt”, „to taki nasz…”. I to w zasadzie jest bliskie prawdy. Rzeczywiście, to wszystko jest takie nasze, tyle, że bardzo dalekie od oryginału, a najczęściej wręcz jego karykatura. Dla przykładu weźmy polityka i to takiego o pięknym życiorysie, Antoniego Macierewicza. Toż to taki nasz Midas! Też, czego nie dotknie, wszystko zamieni. Tyle, że nie w złoto, a w gówno. Wiele osiągnięć ma w tym względzie. Najbardziej imponująca jest lista partii, którym nasz Midas pomógł zdechnąć: Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Akcja Polska, Ruch Odbudowy Polski, Ruch Katolicko-Narodowy, Ruch Patriotyczny i Liga Polskich Rodzin. Zawsze tym partyjnym rozpadom towarzyszył wielki smród. Trzeba przyznać, że ma chłop też fart, bo zawsze znajdzie takich, którzy mu rękę podadzą i z szamba wyciągną. Ileż razy wydawało się, że to już definitywny koniec Macierewicza. Wystarczy wspomnieć choćby jego sławną listę, w której oczernił wielu uczciwych i przyzwoitych ludzi, łącznie z szefem swojej partii, człowiekiem o nieposzlakowanej przeszłości Wiesławem Chrzanowskim. I co? Antek zawsze górą.

Teraz znowu elektryzuje cały kraj swoim aneksem do raportu z likwidacji WSI. Ledwo udało się przeżyć sam raporcik, który, co tu dużo mówić, był palce lizać (Macierewicz biega od sądu do sądu jako pozwany w sprawach o zniesławienie), a już aneksik leży u prezydenta i cuchnie. I to jak bardzo! Właśnie mija 5 miesięcy od czasu kiedy zapoznał się z nim Lech Kaczyński, ale podpisu pod nim do tej pory nie złożył. Ten aneks to musi być wyjątkowe gówno, skoro ustawowo zobligowany do podpisu i upublicznienia dokumentu prezydent nie decyduje się tego uczynić. To mówi samo za siebie. Ten fakt wystawia Macierewiczowi jak najgorszą ocenę. Oczywiście bylibyśmy zakłamani, gdybyśmy napisali, że współczujemy prezydentowi i ubolewamy, że w to łajno wdepnął. Wręcz przeciwnie, mamy satysfakcję. Pan prezydent ze swoim najmądrzejszym braciszkiem nawet słuchać nie chcieli, kiedy im wszyscy dookoła mówili, że Macierewicz to pewne kłopoty i kompromitacja. No i słowo szybko stało się ciałem. Za chwile będzie gigantyczny skandal polityczny, ponieważ zainfekowany patriotyzmem genetycznie zmodyfikowanym przez Radio Maryja Antek wnosi, by przed Trybunałem Stanu postawić między innymi Lecha Wałęsę. Tu sławny policmajster przegiął pałę na całego. Równie dobrze mógł w swoim aneksie wnioskować o odebranie Wałęsie nagrody Nobla i zakwestionować to, że kiedykolwiek był przywódcą Solidarności. Kto wie, czy te postulaty nie pojawią się w aneksie do aneksu, bo taki zapewne już Macierewicz pisze. Podobno medycyna w tym przypadku jest bezsilna. Z drugiej strony szczerze podziwiamy Antoniego Macierewicza. Tyle lat faulowania, tyle lat kompromitowania i ośmieszania Polski bez żadnych konsekwencji i żadnej odpowiedzialności. Zawsze spada to na kogoś innego, a Antek niczym się nie przejmuje i szaleje dalej. To jest bez wątpienia wielka sztuka.

 

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. Dobrze, że specom od poprawy wizerunku, po latach złudnej i wyczerpującej pracy udało się nakłonić Antoniego Macierewicza, żeby zaczął się uśmiechać.  Źle, że nie wytłumaczono mu, iż podczas rozmowy należy to czynić tylko w stosownych momentach. Być może da się to skorygować na drodze farmakologicznej, do czego serdecznie namawiamy!

 

CZAS ŻYWYCH TRUPÓW

 

            Z najgłębszych katakumb, z pokrytych pajęczyną krypt, z czeluści zaświatów zaczynają wyłazić na światło dzienne monstra jakoweś, żywe trupy, zombi w ilościach przemysłowych. Indywidua o których często już zapomniano, nagle pojawiają się i podejmują kolejną próbę powrotu do grona żywych. Wystarczy jedno hasło, jakiś cień nadziei, a już meldują się te upiorne zastępy, żeby znowu mieszać w naszym życiu. A wszystko zaczęło się podczas ostatnich wyborów. Jak z mogiłki jakiejś, z białowieskich ostępów wychynął Włodzimierz Cimoszewicz, który swego czasu publicznie obwieścił swoją śmierć polityczną. Okazało się, iż gość zarzekał się polityki jak żaba błota. Wrócił nie zarumieniwszy się nawet ze wstydu. Jego przykład podziałał na inne uśpione potwory. W Krośnie odbędą się wybory uzupełniające do senatu. Kto ma zamiar wystartować? Marek Jurek, Andrzej Lepper, Krzysztof Rutkowski, Mirosław Orzechowski. Wszyscy ci, którzy zaręczali, że ich nie interesuje polityka dla polityki, a jedynie dobro Polski. Wyborcy powiedzieli im wyraźnie, że ich recepta na to dobro już nikogo nie interesuje, wskazując im miejsce na śmietniku historii. Niepomni tego chcą wrócić. Kilka dni temu, pod obłudnym pretekstem otwarcia portalu internetowego, do gry zgłosił swój akces Jan Maria Władek Rokita. Tak jak wszystkie trupy polityczne, on również zaręcza, że wcale nie wraca, że nie zakłada partii, nie ma zamiaru kandydować na żadne stanowiska. Oczywiście! On tylko zabiega o popularność, tylko pragnie wskoczyć na tę polityczną karuzelę. Nic więcej. Idźmy dalej. Ostatnio dał się słyszeć jakiś straszliwy zgrzyt zawiasów, odemknęło się wieko od trumny i wyszło z niej dziwo jakoweś, śmieszne i straszne zarazem. To Maryjan Krzaklewski obudził się ze snu wiecznego i postanowił wrócić do grona żywych. Podobno z niejakim Arturem Balazsem ma ratować Polskę, bo nowotwór ją toczy, a on onkolog zawołany! Partię będą zakładać żeby pustkę po Lepperze i Giertychu wypełnić. Czas już najwyższy, żeby Polacy zaopatrzyli się w osikowe kołki. To chyba będzie jedyna metoda, żeby raz i na zawsze wyeliminować z życia politycznego tych, którym wydaje się, że są Feniksami, a przecież to tylko zwyczajne polityczne wampiry i zombi.

SOBCZAK i SZPAK

 

 

WREDNA NIEMKA

 

            Dnia 1 kwietnia anno domini 2008 w Przenajświętszej Rzeczpospolitej dokonała się najstraszniejsza ze strasznych zbrodni. Posłowie zgodzili się na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego. W dniu urodzin Judasza 384 zdrajców podniosło rękę za zniewoleniem naszej Ojczyzny. 1 kwietnia zostały szeroko otwarte polskie wrota dla niemieckich roszczeń. Angela Samo Zło Merkel będzie mogła w majestacie unijnego prawa położyć swoją germańską łapę na naszej piastowskiej glebie. Przygnębieni tym faktem spłodziliśmy poniższe patriotyczne strofy, ku pokrzepieniu serc słuchaczy Radia Maryja.

Grabi polską ziemię
            Wredna Niemka z teczką
            Zagarnia ją sobie
            Germańską garsteczką

Biegną polskie dziatki
            Do swojej mateczki
            Nie dajmy jej ziemi
            Pakować do teczki

Na pamięć Kościuszki
            Ślimaka Drzymały
            Będziem ziemi bronić
            Choćby i wiek cały

Poszyjem sztandary
            Zapalimy świeczki
            Nie będzie tej ziemi

            Niemka pchać do teczki

Nie płacz polskie dziecię
            Nie płacz ojcze stary
            Weźmie Niemka ziemię

             Lecz nie weźmie wiary

Wnet na zew Rydzyka
            Moherowe plemię
            Odbierze tej Niemce
            I teczkę i ziemię

            Pożytek z tej ewidentnej zdrady narodowej jest taki, że nareszcie poznaliśmy, po imieniu i nazwisku zdrajców, Judaszy i sprzedawczyków Rzeczpospolitej. Teraz już tylko czekać dnia, kiedy wzorem swojego patrona wezmą i obwieszą się na najbliższej latarni. Całym sercem sprzyjamy Radiu Maryja, Telewizji Trwam i Naszemu Dziennikowi w ich chrześcijańskim dziele obrzydzania Polakom Unii Europejskiej. Gdyby nie eurosceptycy, Polacy z krwi i kości, już dziś bylibyśmy landem niemieckim i do premiera oficjalnie, a nie żartem zwracalibyśmy się Herr Tusk. Dziękujemy Ci Ojcze z Torunia i prosimy o więcej. Może na początek jakieś małe powstanko…?

SOBCZAK i SZPAK

P.S. Przypominamy jedną z najmądrzejszych polskich mądrości ludowych: Jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem! A Niemka siostrą i tego się będziemy trzymać!!!

 
 

DZIEŃ JUDASZA

 

            Od przyszłego roku 1 kwietnia obchodzony będzie przez Radio Maryja i poddany mu Kościół katolicki jako MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ JUDASZA CO SIĘ OBWIESIŁ. Nie może być inaczej, skoro podczas wtorkowego nadzwyczajnego posiedzenia sejmu posłanka Sobecka, reprezentująca Klub Parlamentarny Ojca Dyrektora, poinformowała Wysoką Izbę, iż ta data ściśle związana jest z urodzinami najsławniejszego z apostołów. Posłowie głosując w tym dniu za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego stali się jak ten Judasz zdrajcami. Teraz tylko czekać, aż się obwieszą! Jak wszyscy doskonale wiedzą, ojczulek Rydzyk i sprzyjający mu hierarchowie Kościoła katolickiego byli zdecydowanie przeciwni naszej integracji z Unią Europejską. Z drugiej strony ten sam Ojciec i ci sami hierarchowie nigdy, ani przez moment nie zawahali się przed złożeniem dokumentów w sprawie dofinansowania różnych swoich przedsięwzięć z kasy Unii Europejskiej. Wniosek z tego płynie oczywisty: Unia śmierdzi, ale jej pieniążki pachną. Cóż to za obłuda, jakie zakłamanie! Fakt, że ozory tych obrzydliwych hipokrytów nadających z Torunia jeszcze nie pokryły się świńskim włosiem, to cud! Niezorientowanych informujemy, iż Kościół katolicki jest największym beneficjentem, jeśli chodzi o unijne dopłaty do rolnictwa. Tak, tak, nikt nie ma w naszym kraju więcej ziemi, do której takie dopłaty przysługują. Kościół z wielką przyjemnością po te miliony euro sięga. Ojciec Rydzyk i niechętni UE hierarchowie byli wielokrotnie pytani, czy nie brzydzą się tymi pieniędzmi. Odpowiedź zawsze była taka sama: A czy my popełniamy jakieś przestępstwo? Nie. Czy my kogoś okradamy? Nie. To dlaczego niby, skoro inni mogą brać dotacje, my nie mielibyśmy tego robić? Jesteśmy takimi samymi obywatelami Unii Europejskiej! Kiedy człowiek widzi i słyszy takie rzeczy to dochodzi do wniosku, iż Judasz to była Boża Krówka w porównaniu z tymi kościółkowymi obłudnikami. On przynajmniej wziął 30 srebrników za zdradę, a potem miał takie wyrzuty sumienia, że się – jak powiedziała inna maryjna posłanka – obwiesił. Okazuje się, że Rydzyka i jemu podobnych świętoszków sumienie nie gryzie. A może po prostu nie ma co gryźć?

SOBCZAK i SZPAK

ZAJOB

 

            W Polsce, wzorem cywilizowanego świata, żyje się wyłącznie tym czym żyją media. A te skoncentrowane są przede wszystkim na sprawach i problemach, które świadczą jedynie o tym, iż mamy zajoba i to większego od Mount Everestu. Dla przykładu weźmy taką oto informację: z dobrze poinformowanych źródeł dowiadujemy się, iż w najbliższym czasie ma dojść do spotkania Prezydenta z Premierem. Ta oto sensacja wdarła się na pierwsze strony gazet i była pierwszą wiadomością wszystkich serwisów informacyjnych. A cóż to do cholery jest za informacja, którą trzeba epatować we wszystkich mediach? Z tego co nam wiadomo, psim obowiązkiem Prezydenta i Premiera jest spotykanie się i rozmawianie o istotnych problemach naszego kraju. Trudno sobie wyobrazić normalne rządzenie państwem bez częstych kontaktów na najwyższym szczeblu. Polski zajob jest tak powszechny, że wiadomość o tym, iż dojdzie prawdopodobnie do spotkania Prezydenta z Premierem urasta do niebywałego wydarzenia i jest przez media obgryzana na wszystkie sposoby. Prawdziwą informacją, wartą upublicznienia jest to, co mężowie stanu ustalili i zdecydowali podczas spotkania. Bo tylko taka wiadomość ma znaczenie i wpływ na losy państwa i obywateli. A to, czy Prezydent się obraża, a Premier ma muchy w nosie nie ma najmniejszego znaczenia i jest jedynie paliwem dla prasy brukowej. Jeżeli poważne stacje i poważne tytuły na pierwszych stronach zajmują się takimi pierdołami, to znaczy, iż media spsiały już całkowicie i nie ma co brać ich na serio. Znaczy to również, że publiczne życie w Polsce sprowadzono do poziomu magla, w którym przeróżne pseudo autorytety godzinami dyskutują na takie tematy.

            Orędzie Prezydenta, reklamujące małżeństwa homoseksualne, odbiło się szerokim echem w całym świecie, przy okazji obnażając w całej swej krasie naszego zajoba seksualnego. Ta tematyka, umiłowana przez Kościół katolicki i Rzecznik Praw Dziecka Ewę Sowińską, od lat nie schodzi z afisza. Pani Ewunia ma duży wkład w propagowanie tego zajoba. Za zdemaskowanie pedała Teletubisia zdobyła trzecie miejsce w amerykańskim plebiscycie na Idiotyzm Roku 2007. Ciekawe które miejsce zajmie promując ideę wprowadzenia do Kodeksu Karnego zapisu, iż inicjacja seksualna w Polsce dozwolona ma być od 18 roku życia. Wcześniejsze bzykanko będzie zagrożone karą pozbawienia wolności do lat… O.k., zakaz bzykania jest wporzo, ale za nim, nasza Ewuniu kochana, powinny pójść konkretne działania. Proponujemy pasy cnoty w wydaniu damsko-męskim. Mundurki w szkołach przyjęły się, przyjmą się i te strzegące cnoty gacioszki. Inny problem to bzykanie po uzyskaniu pełnoletności. Nie wydaje nam się, aby można to było robić co rusz i dla przyjemności. Tu powinien być również wprowadzony zakaz, tyle że już nie przez panią, tylko przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Problem jest realny i trzeba się z nim szybko zmierzyć. Jak wprowadzimy już te dwa zakazy, nie od rzeczy będzie skupić się nad tym, do jakiego wieku bzykanko będzie dozwolone. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, żeby staruszki korzystali z uciech seksualnych. Bo niby w jakim celu? Leczniczym!? Kościół katolicki już dawno wyznaczył, jaki cel ma bzykanie: wyłącznie prokreacyjny! I tego my Polacy, chrześcijanie powinniśmy się trzymać, a zajob nas nie opuści!

 

SOBCZAK i SZPAK

 

P.S. Już choćby patrząc na te dwa przykłady przyznacie nam Szanowni Czytelnicy rację, że Polska to wyjątkowo ZAJOBISTY kraj!

 

ŚWIĘCI MĘŻOWIE