W wielu Waszych listach i e-mailach pada pytanie: Dlaczego „FiM”
prowadzą wojnę z Tuskiem, skoro to jedyna przeciwwaga dla dyktatury
Kaczyńskich? Ale są też protesty, że PO i rząd Tuska wspieramy. Cóż,
antyklerykalizm, czyli brak zgody na dominację Kościoła i kleru w
życiu publicznym, łączy ludzi o różnych poglądach. A prawda zwykle
leży pośrodku, choć w przypadku tak postawionych tez nawet tam
trudno ją odnaleźć. Otóż my nie prowadzimy żadnej wojny, my tylko
zwracamy uwagę na błędy i zaniechania w wydaniu tego oraz każdego
innego rządu. Za racjonalne posunięcia chętnie chwalimy. Faktem
jest, że w ostatnich wyborach Platformę poparli także światli
antyklerykałowie w obawie przed PiS-em. Co otrzymaliśmy w zamian?
Klerykalne rządy wymieszane z odro-biną
liberalizmu. Sługusy biskupów z PO już się nie kryją po kątach, lecz
za przyzwoleniem premiera stają w pierwszym szeregu. To oni (Gowin,
Raś) wpadli na pomysł zawarcia sojuszu taktycznego z Romanem
Giertychem i jego ludźmi w sejmiku małopolskim. To Donald Tusk w
wyborach do PE w woj. podkarpackim na pierwszym miejscu umieścił
ministranta, orędownika koronacji Chrystusa na króla Polski –
Mariana Krzaklewskiego. Niektórzy działacze PO mogliby mieć
pogadanki w Radiu Maryja. Chętnie przy tym obrażają środowiska
antyklerykalne i racjonalistyczne. Będąc przy władzy i korycie,
kreują się na pokrzywdzonych i prześladowanych. Tusk – zapatrzony w
swoją wizję Platformy bez idei i granic – liczy najwidoczniej także
na poparcie radykalnych środowisk katolickich w zbliżającym się
maratonie wyborczym. Wszak pod dachem zwycięzców chroni się chętnie
różne ptactwo.
Lewicowi i liberalni wyborcy PO patrzą na te
zabiegi z obrzydzeniem i rozpaczą. Ale cóż mają zrobić, skoro na
lewicy uwiąd i tępota?
A konserwatyści z PO triumfują. Mało im roboczych konsultacji
z patronem Dziwiszem i biskupami. Z wdzięcznością przyjęli też
kościelnego nadzorcę w osobie dominikanina Macieja Zięby.
Jest on dyrektorem państwo-wego Eu-ropejskie-go Cen-trum
Soli-darności, hojnie fi-nansowa-nego przez ministra kultury i
dziedzictwa narodowego – Bogdana Zdrojewskiego z PO. ECS, opanowana
przez kler i ludzi Tuska, sprawuje nadzór nad etosem „Solidarności”
– stawianiem pomników, organizowaniem wystaw i mszy rocznicowych.
Obecnie głównym jej celem jest wybudowanie do sierpnia 2012 roku
gigantycznego Europejskiego Centrum Solidarności, którego cień ma
przykryć zgliszcza sąsiedniej Stoczni Gdańskiej. Koszt inwestycji –
300 milionów złotych – w połowie pokryją fundusze strukturalne, a w
połowie budżet Gdańska; jakby brakło, to zawsze pod ręką jest
Zdrojewski. Analizując plan Centrum, naszpikowany
bogo-papiesko-ojczyźnianymi akcentami, trzeba powiedzieć, że będzie
to największy pomnik zwycięstwa Watykańczy-ków nad polskim narodem.
Za który jak zwykle sami zapłacimy. A wszystko to w czasie
największego od dziesięcioleci kryzysu i bezrobocia, z inicjatywy
ponoć gospodarnej Platformy, za podszeptem o. Zięby, nadzorcy z
ramienia episkopatu.
Ten głosi ze swadą swoje kazania podczas
poważnych sympozjów, często z udziałem zagranicznych, głównie
unijnych gości. To zresztą dla tych ostatnich niemała atrakcja –
usłyszeć tuż za miedzą poglądy rodem z Sudanu czy Arabii
Saudyjskiej. Oto niektóre z nich:
•
Europa, w tym Polska, pod wpływem wstrętnych racjonalistów
szantażuje ludzi wierzących alternatywą: albo jesteś religijnym
człowiekiem, albo dobrym obywatelem;
•
Unia zmusza człowieka do zaprzeczenia swojemu statusowi dziecka
bożego, ustawodawstwo unijne pozbawia ludzi części praw poprzez
fałszywą tolerancję i wolność;
• laickość
państwa. Laickie, areligijne państwo rodzi totalitaryzm;
•
państwo powinno we własnym interesie godzić się na wolność
publicznej ekspresji przekonań religijnych;
w swoich działaniach władza musi kierować się zasadami
etycznymi, a te wypływają wyłącznie z religii; brak religijnych
podstaw oznacza brak etyki;
•
Europa, doprowadzając do stanu, w którym władza pozbawiona jest
podstaw etycznych (bo odwołanie do religii jest zakazane), spycha
ludzi wierzących do getta. Ludzie wierzący są zmuszani do obrony
swoich przekonań metodami radykalnymi. Ekstrema religijna jest
uprawniona, gdyż jest jedyną metodą obrony wolności. Nietolerancję
wykazują zwolennicy państwa laickiego, którzy domagają się m.in.
usunięcia krzyży z przestrzeni publicznej. Towarzyszy temu
zawłaszczanie przez środowiska laickie takich pojęć jak wolność,
prawa człowieka, równość wobec prawa.
Ojciec Maciej odkrył, że wartości te są dziełem
chrześcijaństwa (czyt. katolicyzmu). I to ono jest podstawą rozwoju.
Według niego, wszelkie cywilizacje, które odrzuciły wiarę w
Chrystusa (czyt. papieża), zatrzymały się w rozwoju. Chrześcijanie
wiedzą, że mają obowiązki wobec swoich następców. Zmusza ich to do
ciągłego myślenia, poszukiwania, poszanowania tradycji i kultury.
Tylko ludzie wierzący potrafią wyciągać wnioski z historii. Państwo
laickie, pozbawiając praw tych, dzięki którym następuje rozwój,
skazuje się na zagładę. Europa na własne życzenie ma problemy z
terrorystami islamskimi, bo wcześniej pozbawiła praw chrześcijan.
Trzeba przyznać, że Zięba zna stare chwyty, na przykład
ten z przerobieniem agresora na ofiarę. Historycy wysiadają przy
jego intelekcie. Zna on m.in. rozwiązanie zagadki, dlaczego Polska
jest taka proamerykańska. Otóż wynika to z bliskości kulturowej
obydwu państw: zarówno Polska, jak
i USA zostały zbudowane na fundamencie religijnym. To religia niosła
u nas i za oceanem tolerancję, wolność i równość. O tym, że podstawy
prawne i etyczne USA określili masoni, a źródłem tolerancji jest tam
pluralizm religijny – cicho sza. Podobnie jak o tym, że od wieków
przekleństwem (i jednym ze źródeł upadku w XVII wieku) Polski i
Polaków jest monopol rzymskiej religii.
Oto wizja historii i współczesnego świata według kapelana i
ojca duchowego rządzącej partii. Dzięki jego poglądom i błyskotliwej
karierze, jaką zrobił w PO, wiemy już dokładnie,
komu miało się żyć lepiej: wszystkim Watykańczykom..