| KOMENTARZ NACZELNEGO Świecki wybór Otym, że wygrał Komorowski, już pewnie wiecie. Ale kto się spodziewał, że tak z kretesem przegra Kościół? A
przegrał, bo zaangażował się w tę kampanię po stronie Kaczyńskiego jak
nigdy – przynajmniej w ciągu ostatnich 15 lat. W 1995 roku, kiedy byłem
jeszcze księdzem, z podobną mocą i skutecznością wielu moich kolegów
(głównie proboszczowie) zaangażowało się po stronie Wałęsy przeciwko
ateiście Kwaśniewskiemu. Oficjalnych listów Episkopatu, a nawet
pokątnych instrukcji na piśmie oczywiście wówczas nie było. Były za to
spotkania biskupów diecezjalnych z dziekanami, podczas których terenowi
namiestnicy otrzymali od władz centralnych wyraźne instrukcje: kogo i w
jaki sposób mają popierać. Potem wystarczyło przekazać wszystko podczas
spotkań dekanalnych z proboszczami i... I Kościół po wyborach znów mógł
ogłosić, że nie angażuje się w politykę. W bieżącym numerze, w tekście
Ariela Kowalczyka, podajemy zaledwie kilka spośród kilkudziesięciu
przykładów przedwy-borczej agitacji na nabożeństwach, o jakich
dowiedziała się nasza redakcja. W całej Polsce były ich z pewnością
tysiące.Tegoroczne wybory prezydenckie zadały kłam kilku mitom wmawianym Polakom przez katoekspertów. Takim na przykład, że nikt tak jak kler nie potrafi wychować ludzi na dobrych obywateli, że dzięki duchownym ludzie interesują się życiem społecznym i politycznym, że parafia jest miejscem uspołeczniającym. Zaangażowani w prace parafii chętniej też jakoby zajmują się pracą na rzecz swoich małych ojczyzn. Media opanowane przez ludzi Kościoła od lat przeciwstawiają rzekomo aspołecznym racjonalistom prawdziwych patriotów (czyt. biskupich sługusów), a przecież jest dokładnie odwrotnie. O ile zaraz po zwycięstwie „Solidarności” i Okrągłym Stole kler kojarzono jeszcze z pionierami i poplecznikami demokratycznych przemian, o tyle dziś większość Polaków wie, że tacy księża jak Popiełuszko, Isakowicz-Zaleski czy Zych byli wielkimi wyjątkami, w dodatku tępionymi przez własnych zwierzchników. Hierarchia, owszem, kiedy było już pewne, że PRL upadnie, parła do demokracji, ale od początku uzależniała poparcie dla niej od restytucji własnych majątków i gwarancji sklerykalizowania przyszłego „wolnego” państwa. Ale pieniądze to nie wszystko. Władza czarnych sukien nad umysłami Polaków zaczęła słabnąć wraz z rozwojem prywatnych, niezależnych mediów („NIE” i „FiM”), internetu, z sukcesem WOŚP Owsiaka czy wyjazdami do pracy za granicę. To na zachodzie Europy młodzi Polacy zobaczyli, że można żyć bez spowiedzi, komunii, tacy, niedzielnej mszy... I być szczęśliwym. Że różnorodność społeczna to podstawa wolności i dobro, które należy pielęgnować. Że trzeba głosować, bo politycy wydają nasze pieniądze, a nie jakąś mityczną kasę. Zrozumieli, że od ich głosu zależy, czy dzieci będą miały bezpieczną szkołę, czy załamana kobieta będzie mogła wybrać aborcję, a bezdzietne małżeństwo – metodę in vitro. Ludzie dojrzewają do samodzielnego myślenia. Polecenia księdza proboszcza, na kogo należy głosować, częściej wywołują zgorszenie i skutek odwrotny niż posłuch. Największą klęskę poniósł Kościół (obciążony skandalami pedofilskimi) w swoich relacjach z młodym pokoleniem, i to w majestacie krzyża w publicznej szkole. Jego nauczanie dotyczące seksu, rodziny i miejsca kobiet w życiu społecznym jest odrzucane przez większość katolików. Prawda jest dla watykańczyków bezlitosna: Polska katolicka to Polska B. Gminy, powiaty i województwa z dużym odsetkiem głęboko wierzących katolików zawsze rozwijały się gorzej, wykorzystywały mniej środków unijnych (przejmuje je Kościół). Ludzie zaczynają to kojarzyć. Strach przed postawieniem się proboszczowi słabnie. Kościół odpowiedział na tę własną degrengoladę wielką akcją propagandową. W ostatnich latach na rozkaz Episkopatu powstały setki katolickich pisemek i rozgłośni radiowych, tysiące stron internetowych, a nawet kilka teatrów. Wszystko na próżno. Kościoły pustoszeją, procesje i pielgrzymki się kurczą, kleryków ubywa, podobnie jak pieniędzy na tacy. Gdyby nie środki unijne oraz skandaliczne i obrzydliwe (w obliczu 3 milionów niedożywionych dzieci, biedy, niedoinwestowania i zadłużenia) wsparcie ze strony państwa i samorządów, kler nie mógłby już dzisiaj utrzymać swoich olbrzymich latyfundiów. Biskupi zaczęli tracić kluczowy argument nacisku: za nami stoi większość Polek i Polaków! Po kolejnych wyborach przegranych przez sztandarowych klerykałów nastąpiła delegitymizacja biskupich żądań. No bo jakie efekty przynosi organizowana przez nich kampania? Odwrotne! W 2007 r. cieszący się poparciem biskupów lider PiS Jarosław Kaczyński przegrywa wybory parlamentarne, rok później ponosi klęskę w trakcie wyborów do Parlamentu Europejskiego. Klęsce PiS towarzyszy porażka wielu klerykałów kandydujących z list PO. No i teraz kolejny wybór kandydata na prezydenta zwalczanego przez większą część hierarchii. Co znamienne – tam, gdzie Kościół ma bardzo silne wpływy, frekwencja była umiarkowana, za to masowo głosy oddały okręgi, w których frekwencja na niedzielnych mszach jest słaba lub bardzo słaba. Tak wygląda to nauczanie demokracji po katolicku. Dzisiaj biskupi stracili legitymację do mówienia w imieniu większości społeczeństwa. To sprawiedliwa kara (boska?) za wprowadzanie przez watykańczyków podziałów w polskim społeczeństwie. Ani prezydent elekt, ani premier nie mają żadnych długów wdzięczności wobec biskupów. Na początek proponujemy politykom powrót do propozycji, jaką przed 16 laty złożyli posłowie ówczesnej Unii Demokratycznej (dzisiaj w większości w PO), aby do ordynacji wprowadzić zakaz agitacji wyborczej w kościołach. W końcu albo jest cisza wyborcza, albo jej nie ma. Na dziś duchowni pod pozorem „kazań” i „ogłoszeń parafialnych” prowadzą bezkarną reklamę swoich kandydatów. Narusza to przepisy ordynacji wyborczej, ale ukarać księdza za coś takiego nie można. Znaleźliśmy się w miejscu, w którym powinniśmy na spokojnie rozpocząć debatę o deklerykalizacji państwa. Taki pozbawiony legitymacji Kościół nie powinien już występować w roli petenta przez władzami państwa. Powinniśmy... Nie powinien... A jak będzie? Na razie będzie jak zawsze, ale i to niedługo się skończy. JONASZ |