Dlaczego 10 lat temu założyłem „Fakty i Mity”? Dlatego, że „nie ma
(...) nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione” (Mt 10. 26). I
jeszcze dlatego, że „prawda was wyzwoli” (J 8. 32). Postawiłem na
„Fakty i Mity” wszystkie swoje pieniądze i całą nadzieję, która
sprzyja słusznym wyborom.
Pierwszym
wyborem było zrzucenie sutan-ny, potem napi-sanie trzech tomów
książki „Byłem księ-dzem”, które do tej pory (od 1998 roku) kupiło
po-nad milion Pola-ków.
Dlaczego 14 lat temu przestałem być tzw. duchownym? Ogromna
większość księży rzymskokatolickich zdaje sobie doskonale sprawę z
faktu, że Kościół, któremu służą, jest odstępczym nurtem
chrześcijaństwa, który wybił się ponad inne tylko dzięki ludzkiej
żądzy władzy oraz ścisłym związkom z rzymskim cesarstwem. I że
Kościół ten – poza gołosłowiem – nie ma nic wspólnego z nauką Jezusa
ani pierwszymi gminami-parafiami założonymi przez apostołów. Sama
zbrodnicza, ludobójcza historia papiestwa winna je skazać na niebyt
– jak każdą inną organizację. Prawie nikt nie traktuje poważnie
katolickiej, antybiblijnej doktryny wydumanej przez kolejnych
„nieomylnych” papieży – często lubieżników lub morderców. Tysiące
księży i miliony wiernych przywykły, że Kościół był, jest – i pewnie
będzie nadal – ten sam i taki sam. A skoro dziadkowie i ojcowie do
niego chodzili... W ten sposób tradycja wyparła wiarę, obrzędy
zastąpiły miłość, a nadzieję wierni Krk pokładają dziś bardziej w
widzialnej sile instytucji niż w niewidzialnym Bogu. Cóż, mieli
prawo się w tym wszystkim pogubić.
Ja nie chciałem ani się pogubić, ani przywyknąć, ani też być
pasterzem, który – dla wygody i niegodziwego zysku – prowadzi owce
na manowce. Postanowiłem nie poświęcać swojego życia obłudzie.
Po ogromnym, niespodziewanym dla mnie sukcesie „Byłem
księdzem” zacząłem otrzymywać całe stosy listów od Czytelników,
którym jakby puściły hamulce. Przełamali wrogie tabu i zaczęli je
atakować. Pisali o nadużyciach w swoich parafiach, o własnych
przejściach z ludźmi Kościoła. Jak refren w listach powtarzano: „Po
raz pierwszy mogę o tym komuś powiedzieć”. Pisały księżowskie
dzieci, konkubiny, ofiary molestowania; ludzie obrażeni, zawiedzeni,
okradzeni. Skala problemów zaskoczyła nawet mnie. „Niech Pan to
nagłośni” – prosili byłego księdza Polacy katolicy. Tak powstały
„Fakty i Mity”.
Ja, kompletny ignorant w kwestii redagowania i wydawania gazety,
wszystkiego musiałem się uczyć. Na samym początku pomogli mi
doświadczeni redaktorzy: nieżyjący już dziś Jerzy Wilmański oraz
Zbigniew S. Nowak i Henryk Rozenkranc. Nie chcę powiedzieć, że uczeń
przerósł mistrzów, ale raczej że odnalazłem za biurkiem w redakcji
swoje nowe powołanie. Dzisiaj dziękuję wszystkim – byłym i obecnym
współpracownikom – którzy przyczynili się do wielkiego sukcesu „FiM”
i do tego, że w ogóle możemy 10 urodziny obchodzić. Także w pewnym
sensie naszym wrogom, bo dzięki nim i przejściowym słabościom, które
spowodowali, utrwaliła się nasza moc.
A początki nie były łatwe, choć już drugi numer gazety
przyniósł czysty zysk finansowy – rzecz od lat na rynku czasopism
niespotykana. Latem 2000 roku, a więc po kilku miesiącach od
inauguracji 10 marca, firma państwowa „Ruch” S.A., kierowana przez
aparatczyka ZChN Czarneckiego – po interwencji wojewody łódzkiego
Michała Kasińskiego i łódzkiej Akcji Katolickiej – wyrzuciła nas ze
swojej sieci. Ot tak, w imię „solidarnościowej” demokracji, zapewne
na rozkaz jakiegoś biskupa. Z tygodnia na tydzień zostaliśmy
pozbawieni ponad połowy punktów sprzedaży.
Nie wiem, czy naszej determinacji, czy firmie Kolporter, czy
może żyjącemu jeszcze wówczas Janowi Pawłowi II przypisać „cud”, że
wówczas przetrwaliśmy. Z pewnością największa w tym zasługa
Czytelników, którzy dosłownie tropili „FiM” w całych dzielnicach, a
niektórzy odbywali nawet w tym celu pielgrzymki do innych miast. W
ten sposób sprzedaż prawie w ogóle nie spadła! Po pół roku
zmienił się zarząd „Ruchu” i wróciliśmy do jego sieci.
W pierwszych latach przeżyliśmy też: wściekłe ataki
polityków i biskupów; kampanie oszczerstw ze strony mediów; agresję
ruchu Himmawanti, który próbował rozbić założoną przeze mnie partię
RACJA; związki zawodowe założone w redakcji w celu sparaliżowania
jej pracy; kilka tendencyjnych wyroków sądowych, a całkiem niedawno
zdemaskowaliśmy wśród pracowników wtykę ABW. Pomimo tak wielu
problemów nasza gazeta wciąż zdobywa nowych Czytelników i rozwija
się. Idziemy do przodu. Do końca tego miesiąca powstanie
antyklerykalne, redakcyjne radio internetowe. W planach mamy dalsze
inicjatywy. Ale może nie będę zapeszał...
Pytacie, skąd czerpiemy siłę do walki o lepszą, racjonalną,
prawdziwie wolną Ojczyznę. Od Was, Kochani Czytelnicy, którzy razem
z nami obchodzicie w tych dniach urodziny „FiM”. To także – a może
przede wszystkim – Wasze święto. To Wy jesteście Apostołami naszych
wspólnych treści i idei, dzięki czemu „FiM” mogą siać, orać i
odnawiać oblicze tej ziemi.
To się działo i dzieje na naszych oczach od 10 lat.
Weźcie do ręki stare, pożółkłe egzemplarze „FiM” sprzed 8, 9 lat i
porównajcie je z wydaniami obecnymi. Dawniej treść gazety niemal w
100 procentach stanowiły informacje negatywne, potwierdzające
klerykalizację, uwiąd i patologię państwa oraz niemoc lub
jełopizację obywateli. Pozytywów było jak na lekarstwo. Dziś jest to
mniej więcej pół na pół. Bo wspólnie udało się nam otworzyć oczy i
umysły milionów Polaków. Wierzę, że za 10 kolejnych lat będziemy żyć
w normalnym kraju!